27 listopada, po 17-tej. Wracam do mieszkania. W głowie jeszcze szumi echo wydarzeń całego dnia, więc staję na balkonie, dając się przewiać wiatrowi. Jest szarość zmierzchu, są światła miasta, brakuje tylko papierosa, z którym mogłabym wyglądać jak bohaterka jakiegoś niszowego teledysku o tęsknocie. Zamiast tego w ręku trzymam wypis ze szpitala, gdzie oznaczono mnie symbolem F i jedną z cyferek. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to właśnie początek.

Ostatnie 3 miesiące spędziłam na oddziale szpitala psychiatrycznego. I nie, nie był reportaż wcieleniowy, o którym marzyłam odkąd tylko obejrzałam Lot nad kukułczym gniazdem i Przerwaną lekcję muzyki. Byłam najprawdziwszym pacjentem, który każdego dnia o 9-tej stawał u drzwi oddziału dziennego, a potem zasiadał do grupowej psychoterapii.

Wrzesień, październik i listopad minęły mi pod znakiem walki z demonami – moimi i moich towarzyszy. Pod koniec z każdym z tych potworów byłam już po imieniu. Sama nie wiem, czy patrzę na to bardziej jak na długotrwałą torturę, czy ekscytującą podróż. W końcu rzeczy, o których wcześniej tylko czytałam i z których zdawałam kolokwia, nagle stały się moją rzeczywistością. Może właśnie to upodobanie do grzebania w swojej i cudzych głowach sprawiło, że zniosłam ten okres tak dobrze. Bo mimo litrów wylanych łez i dni, kiedy z braku sił po prostu godzinami gapiłam się w sufit, ciągle tliła się we mnie myśl: wow, wow, to się dzieje naprawdę!

Zaczęło się w lipcu tego roku, choć pewne symptomy pojawiały się znacznie wcześniej. Jednak to właśnie pod koniec tego słonecznego, wakacyjnego miesiąca wybrałam się do psychiatry, co było dość mocnym przełamaniem mojego z-wszystkim-dam-radę-sama podejścia.

Zaburzenia depresyjno – lękowe. Taką dostałam diagnozę, a razem z nią receptę na mój pierwszy w życiu antydepresant + świstek ze skierowaniem na psychoterapię.

Zupełnie nie pamiętam sierpnia. Mój organizm jakieś 2 tygodnie wariował, przystosowując się do leków. W międzyczasie odbyłam 3 wymagane wizyty konsultacyjne, które miały potwierdzić czy naprawdę tego chcę i czy w ogóle nadaję się na terapię grupową. Z poczuciem misji i cieniem żalu porzuciłam pracę, odstawiłam bloga, zamknęłam się na świat zewnętrzny i totalnie skupiłam na sobie. Wiedziałam jedno: muszę jak najlepiej wykorzystać ten czas. W końcu nie każdy ot tak, niemal z marszu dostaje szansę uczestnictwa w darmowej (!) terapii.

Przyszedł wrzesień. Razem z 12 nieznajomymi zasiadłam w kółku i zaczęłam mówić. I słuchać. Współczuć. Płakać. Milczeć. Wściekać się. Grzebać w starych ranach i odkrywać kolejne, o których istnieniu nie miałam pojęcia. I tak przez 3 miesiące, podczas których zmieniło się znacznie więcej, niż kolor moich włosów.

***

Właściwie cieszę się, że przytrafiło się to właśnie mi, blogerce i copywriterce, której słowa mają przywilej docierania do mnóstwa ludzi.  Wykorzystując to, będę pisać o wszystkim tym, o czym wciąż za dużo się milczy: o chorobach i zaburzeniach psychicznych, o szpitalach psychiatrycznych i różnych formach pomocy osobom chorym, o bliskich i DLA  bliskich tych osób, a także wielu innych rzeczach, które sama bardzo chciałam przeczytać, kiedy to wszystko się zaczynało.

To początek długiej serii postów. Jednym słowem (a raczej trzema): wracam na dobre!
I mam nadzieję, że Wy też tu wrócicie :-)

 

  • To mega ważny temat. Będę śledzić i podsylac dalej! Asia, trzymam kciuki, by ułożyło się tak, jak dla Ciebie najlepiej.

  • Obowiązkowo wrócimy i będziemy wracać.
    Cześć z powrotem :)

  • Trzymam kciuki za Ciebie, podziwiam odwagę do dzielenia się tak trudnym tematem i będę na pewno wracać po kolejne teksty.

  • Bardzo cieszę się, że wróciłaś, bo Twój blog jest jednym z niewielu, który czytam zawsze i, o którym nie da się zapomnieć.

    Cieszę się również, że zamierzasz dzielić się tak trudnymi tematami, bo jestem jak najbardziej za pisaniem otwarcie o psychice ludzkiej, choć wiem jakie to trudne. Ludzie są w stanie zrozumieć zmiany nowotworowe, a jednak nie potrafią zrozumieć zmian, jakie wywołują choroby psychiczne.

    Trzymam za Ciebie kciuki i czekam z niecierpliwością na każdy nowy tekst! :)

    • Dziękuję za tyle miłych słów! Mam nadzieję, że swoimi kolejnymi postami przyczynię się choćby do drobnej zmiany poziomu zrozumienia tych tematów. Byłoby szkoda zmarnować takie doświadczenie ;)

  • Ja nie muszę wracać. Ja tu cały czas czekalam🤗
    Choroby psychiczne, wbrew pozorom, dotykają bardzo dużą grupę ludzi. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Dodatkowo jest to wciąż temat tabu.
    Jestem tu i cieszę się, że wróciłaś ❤

  • wyspa

    Myślałam, że osobom takim jak Ty takie rzeczy się nie zdarzają. Zawsze bardzo lubiłam Twojego bloga i Ciebie na tyle dało się Ciebie poznać też. Właśnie zostawił mnie chłopak po 5 latach związku, mam 27 lat i poczucie, że już mi się nie ułoży. Już od dawna miałam co jakiś czas myśli samobójcze, brak chęci robienia rzeczy, które dawniej lubiłam, a czasem po prostu boję się różnych rzeczy. Moi znajomi ułożyli sobie życia, ja nie mam dobrej pracy. W dodatku pracuję w domu i od dawna nie poznałam nikogo nowego. Myślę o jakiejś terapii, ale nie mam ubezpieczenia zdrowotnego i nie mam oszczędności, by przez okres mojej obecności opłacić mieszkanie. Czuję, że jestem już bez szans. :(

    • Hej wyspa :) Powiem Ci, że ja też tak myślałam. Uważałam się za bardzo silną osobę, teraz w sumie też, tyle że wiem już, że siłą jest również przyznanie się do słabości i korzystanie z pomocy z zewnątrz.
      Chciałabym móc Cię jakoś pocieszyć i powiedzieć, że wcale nie jesteś bez szans. Ale chyba najlepiej zrobię to kiedy za jakiś czas opublikuję posta o tym gdzie można szukać pomocy specjalistów nawet z małym budżetem albo kiedy nie ma się ubezpieczenia. Bo jest naprawdę sporo możliwości o których się tak powszechnie nie mówi.
      Trzymaj się ciepło!

  • Przybijam piątkę kończąc 10-miesięczną terapię (płatna!). Chętnie poczytam ;)

    • Tak sobie pomyślałam, że chciałabym dożyć momentu kiedy wszyscy ludzie o przejściu terapii będą mogli mówić z dumą :)

      • Aga Kres

        Ja tam jestem ze swojej dumna… 2 lata momentami przykrej, ale też czasami i zabawnej, ciężkiej pracy nad sobą (bezpłatnej!;) Fajnie, że wróciłaś, Króliczku :-)

  • Znam demony i znam smak antydepresantów. Czy darmowe czy płatne krzesło zawsze boli. Musi boleć. Zmiany nie można wywołać, przychodzi. Na szczęście zostaje dłużej niż kolor włosów. Milion razy Ci lepiej – nie pasowałaś mi do damy blond – btw na See Bloggers nawet się nie odważyłam podejść.
    Może nie czytam regularnie – wiesz jak jest ;) ale jestem zawsze <3 Tulam

    • Esik, dziękuję!
      Widzisz, chyba musiałam przejść terapię żeby zrozumieć, że zwykły blond i koszule z kołnierzykiem nie są dla mnie ;)

  • Cieszę się, że wracasz ;) Tak się zastanawiałam czemu tak długo Cię nie było.. A poruszanie takich tematów jest bardzo ważne – mam wrażenie, że coraz więcej osób sobie nie radzi…

    • Też mam takie wrażenie, że wykańcza nas tempo życia a częściowo też historia naszego kraju i jej skutki przenoszone z pokolenia na pokolenie. Mnóstwo ludzi po prostu nie wyrabia. Ale patrząc pozytywnie – to wszystko da się leczyć. I nie zawsze trzeba za to płacić fortuny :)

  • Dobrze, że wróciłaś i że czujesz się lepiej. <3 Oraz, że zdecydowałaś się opowiedzieć o swoich przeżyciach na forum. Tak, jak napisałaś- wciąż za mało mówi się o zdrowiu i problemach psychicznych.

  • Cieszę się, że wróciłaś. Brakowało Cię.

  • wasted

    Asiu, witamy z powrotem! Tyle czasu się zastanawiałam gdzie żeś się podziała 😊 Fajnie że znowu publikujesz, czekałam na Ciebie jak na Mikołaja 😊 Uściski!

  • Edyta Edzia

    Cieszę się, że wróciłaś. Czekałam, zaglądałam, czy są nowe wpisy. Z chęcią będę czytać, o zmaganiach z własną głową. Będziesz światełkiem w tunelu trudnych tematów, niemalże tabu.

  • Tom McDal

    Czy ktos ma doswiadczenie z leczeniem swojej glowy i serca za pomoca roslin psychodelicznych i wsparcia szamana.To troche pionierski temat w naszych realiach farmaceutyczno-kulturowych, jednak czasami chwytamy sie wszystkiego, zeby …przezyc. Wciaz mam nadzieje na ominiecie gabinetu psychiatrycznego i ze dam rade „naprawic” swoja nadwrazliwosc i niedopasowanie do tego swiata.

  • Co się stało z szablonem? Mało komfortowo czyta się taki szeroki tekst. https://uploads.disquscdn.com/images/31d353c0c7d0409c1b6adf5e4829a4700471c11ea5994d7a621d8cdc78d8e0e9.png

  • Sabina Ziob

    Nie musimy wracać bo jesteśmy cały czas ;*

  • SonBartazSSB

    Czyta się cudownie wręcz :) jak z… pamięci hm ; ) aż uroniłem łezkę ze śmiechu aleee na dobre : ))
    Live 2.1.-

  • Cieszę się, że wróciłaś ❤

    • Koty mają super działanie terapeutyczne! nie mogę się doczekać aż będę miała własnego :)

      • To prawda, lepiej sobie radzą niż niejeden psychoterapeuta. Ja akurat trafiłam na taką, która nie lubi kotów. Nie miałam skrupułów, żeby zrezygnować z jej usług. Życzę Ci takiego małego przyjaciela, potrafi zdziałać cuda :)

  • Dobrze, że jesteś! I dobrze, że piszesz o swoich doświadczeniach! :)

  • Wróciłaś i możesz dzięki temu pomóc innym. Podobnie jak bohaterka książki Byłam po drugiej stronie lustra, która dla wielu osób była jedynym pocieszeniem w walce z trudnościami życia. Czasami nie chodzi o samych pacjentów, ale o ich najbliższe otoczenie. Twoja perspektywa również będzie dla nich pomocna. Jako psycholog życzę Ci dużo siły w tej nowej odsłonie życia :)

  • Asia

    Króliczku! To mój pierwszy komentarz, ale czytam Cię od dawna. Dobrze, że już jesteś spowrotem.

  • dusia

    Cieszę się, że wróciłaś. Ja jestem tu i na instagramie cały czas :)

  • Okej, no to wszystko jasne. Niestety, znam temat, mimo że nazwa mojej jednostki jest nieco inna, recepty na SSRI nie zrealizowałam, tylko od czasu do czasu łykam xanax, a terapię miałam indywidualną (i tak-bardzo-płatną…). Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko będzie dobrze. Ja, niestety, naprawiłam tylko część, a jako że za niecały rok czekają mnie w życiu duże zmiany i totalna ekspozycja na podstawowe źródło moich lęków, pewnie niedługo znowu będę szukała dla siebie ratunku. Smutne, że coraz więcej z nas musi mierzyć się z depresją, nerwicami, fobiami, ale na pewno warto o tym mówić. Ludzie, którzy nie mają takich problemów, często wciąż żyją w przeświadczeniu, że chory psychicznie to ten wariat z dowcipów, a my… mamy kiepski charakter, jesteśmy beznadziejni lub ewentualnie użalamy się nad sobą i szukamy nieistniejących problemów. Zakładam, że ostatnie frazy również dla Ciebie mogą brzmieć znajomo. Powodzenia, Króliczku!

    • Widzę te stereotypy wszędzie dookoła. Ludzie po usłyszeniu, że chorujesz i leczysz się u psychiatry najczęściej czują się tak zakłopotani, że zmieniają temat albo wręcz unikają takiej osoby. Smutne to, ale wierzę, że zmiana nadejdzie i chcę dołożyć do niej swoją cegiełkę. Już i tak jest lepiej, zwłaszcza w większych miastach i u ludzi z młodszego pokolenia.
      Tobie też życzę dużo siły i wszystkiego dobrego. Damy radę :)

  • Pingback: Kiedy upadamy na samo dno i skąd mamy siłę, aby odzyskać równowagę?()

  • Zalogowałam się tu tylko po to, żeby przesłać Ci pozytywną energię 🤗✋🏻🤚🏻💫✨

  • aka

    Hura! Wróciłaś do pisania bloga:) Super:)
    Bardzo zszokowałaś mnie tym postem…

  • Aga

    Czekałam Złotko! Miło wiedzieć, że jesteś :)

  • Ania

    Króliczku, proszę… Napisz post o tym jak dostać się na terapię jak najszybciej, bo mi się rodzice powieszą… Proszę…

    • Ania

      Myślisz, że wezwanie karetki coś da, jeśli istnieje duże prawdopodobieństwo, że w najbliższym czasie będą mięli próbę samobójczą?

      • Zanim ja zdążę napisać cały tekst podrzucę ten:
        http://emocje.pro/samobojstwo-jak-pomoc-osobie-ktora-chce-popelnic-samobojstwo/
        Możesz szukać pomocy już teraz w Centrum Interwencji kryzysowej, w takich skrajnych przypadkach jest darmowa, albo dzwonić do szpitala psychiatrycznego i prosić o rozmowę lekarza dyżurnego, zapytać co można zrobić jeśli bliscy sugerują chęć popełnienia samobójstwa. Jeśli byłaby bezpośrednia sytuacja zagrożenia, dzwoń od razu po pogotowie, można też na policję.

        • Ania

          Dziękuję! Na ten link już sama trafiłam. Chwilowo ogarnęłam sytuację, ale dziękuję za odpowiedź. Bardzo mi pomogłaś. Teraz jeszcze długa praca przede mną, bo to się na pewno powtórzy.

          Czekam na Twoje nowe wpisy z niecierpliwością i bardzo się cieszę że wróciłaś. Wszyscy cały czas tu byliśmy i myślami byliśmy z Tobą. Dzięki za to, że jesteś, bo wprowadzasz wiele dobrych rzeczy w świat i masz duży pozytywny wpływ na życie wielu osób.

  • Powiem krótko – tęskniłam! :)

  • Ana

    Cieszę się, że wróciłaś i że ten powrót łączy się z podjęciem takiej tematyki: dla jednych będzie ona pewnie pomocna, dla innych zwyczajnie ciekawa, a dla mnie… ja lubię czytać o życiu w każdym aspekcie!

  • Cześć! Przybijam piątkę, jeśli chodzi o diagnozę :) dobrze, że znowu piszesz. Czekam na kolejne Twoje teksty! :)

  • Alt+Ctr+Sz

    Króliczku, dzięki za ten wpis. Parę miesięcy temu, gdy odkryłam Twojego bloga stwierdziłam, że jest fantastyczny i od tego czasu czytam go regularnie. Sama od prawie trzech lat chodzę na terapię i czuję, że wychodzę już z mojego dołka. To strasznie trudne doświadczenie i, chociaż nikomu tego nie życzę, dobrze jest wiedzieć, że podobne problemy trafiają się też innym, również osobom, które tworzą coś tak fajnego jak Twój blog.

  • Aybige

    Brakowało tu Ciebie, Asiu. Zastanawiałam się, gdzie zniknęłaś i co się stało. Bardzo się ucieszyłam, gdy weszłam na blog i zobaczyłam nowe wpisy. Trzymaj się ciepło, niech Bóg/Wszechświat (nie wiem, w co wierzysz) Ci sprzyja. :)

    Aybige, dawniej Antymateria – może pamiętasz. ;)

    • Oczywiście, że pamiętam. Ja też się zastanawiałam gdzie podziała się Antymateria :) Dziękuję bardzo za dobre słowa! :)

  • A wiesz, że się zastanawiałam ostatnio czy z Tobą się dzieje.
    Jesteś niesamowita, że wracasz i być może komuś pomożesz.
    A co z pracą i życiem? Czekało na Ciebie?
    ps.Przecudnie Ci w niebieskich <3