Czyli o tym, że czasami dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane.

Na pewno słyszeliście o akcji Nie kupuj żywych karpi prowadzonej przez Klub Gaja. Zaangażowały się w nią znane postacie świata mediów – aktorzy, pisarze, publicyści. Niektórzy dawali sobie pomalować twarze (jak powyżej), inni rozpowszechniali wieść o niehumanitarnym traktowaniu ryb słowem pisanym. Klub Gaja działa tak od paru lat, i to z niezłym skutkiem – jego osiągnięciem jest min. zmiana Ustawy o ochronie zwierząt, dzięki czemu od 2009 r. chronione są również ryby (wcześniej wg polskiego rządu ryby nie zaliczały się do zwierząt… ale nie ma się co dziwić, kiedy w 8 na 10 restauracjach prosząc o posiłek wegetariański dostajesz propozycję zjedzenia ryby).

Oczywiście kampania kampanią, ale handel musi się kręcić i w większości supermarketów (a czasem także przed nimi) pod koniec grudnia pojawiają się baseny z karpiami. Część osób, która nasłuchała się o tym, jak ryby cierpią podczas transportu, jak duszą się w zbyt zatłoczonych basenach, decyduje się na radosny gest łaski wobec tych zwierząt. Kierując się przedświątecznym pragnieniem zrobienia czegoś dobrego, kupuje taką rybę… z zamiarem przywrócenia jej wolności. Mniejsza o to, ile w tym rzeczywistego dobra, a ile lansu*, najważniejsze jest, że takie postępowanie to wyraz naiwności, nieodpowiedzialności, żeby nie powiedzieć – głupoty!Dlaczego:

  • karp doznaje szoku termicznego – woda w wiaderku czy czymkolwiek innym, w czym został przyniesiony, ma inną temperaturę, niż ta w stawie/rzece;
  • hodowlany karp jest przyzwyczajony do karmienia, a nie zdobywania pożywienia, więc nie poradzi sobie w dzikim dla niego środowisku;
  • taki karp jest bardziej nieporadny, często też poraniony, przez co sam staje się łatwym łupem dla wodnych drapieżników;
  • jeśli nawet ryba przeżyje, w nowym zbiorniku wodnym będzie gatunkiem niepożądanym, bo obcym (wbrew pozorom karpie to nie typowo polskie ryby, pochodzą z Azji, a u nas zostały udomowione w celach hodowlanych). Przez to pośrednio zagraża też innym rybom – wpływa na zamulenie wody, produkuje dużo odchodów. Gdybyśmy nawet znaleźli staw, w którym już żyją głównie same karpie, nadal nie możemy być pewni czy ten nasz nie jest czasem nosicielem herpeswirusa, i nie zarazi pozostałych, prowadząc do wymarcia całego stawu;
  • jakby tego było mało, na dobrą sprawę jest to łamanie prawa, a dokładnie ustawy o rybactwie śródlądowym, która mówi, że zarybianie karpiem wymaga pozwolenia Państwowej Rady Ochrony Przyrody i Ministerstwa Środowiska!
Jak widać więc, nie ma żadnego powodu by kupować żywe karpie – ani w celu hodowania ich w wannie i późniejszego zabicia, ani w celu oddania im wolności. Dobre intencje nie tłumaczą szkodliwego działania!
Jeśli już musimy mieć rybę na stole, naprawdę lepiej będzie wybrać tą z lodu, w kawałkach, a nie odłowioną z basenu w sklepie, bo w taki sposób tylko przedłużamy agonię zwierzęcia. I jeszcze coś co być może przemówi do mniej empatycznych osób – mięso zestresowanej i umęczonej ryby smakuje gorzej, bo w jej mięśniach wydziela się kwas mlekowy, a w krwi wzrasta poziom hormonu stresu (tak jest z resztą z wszystkimi męczonymi masową hodowlą zwierzętami).

_______________________________

PS – A już całkiem na marginesie – gdybym była dzieckiem, odczułabym to jako traumę, jeśli w domu najpierw pojawiłaby się w wannie ryba (zupełnie jak nowe zwierzątko domowe), a potem nagle któryś z moich rodziców by ją zabrał i przyniósł zakrwawioną, bez głowy. To tak do przemyślenia osobom  mającym dzieci.
*- a propos lansu – do napisania tekstu skłoniło mnie ładnie ozdobione zdjęcie karpia w wannie i deklaracja wypuszczenia go w Wigilię do stawu, umieszczona na czyimś fanpage’u.
Źródło:
http://www.jeszczezywykarp.pl/ (zdjęcie, informacje)

 

http://www.ekologia.pl/srodowisko/przyroda/karp-nie-krzyczy,11520,1.html (informacje)

 

  • U mnie w domu nie ma wigilii, bo jeździmy do babci, a babcia nie ma wanny na karpia, więc dla mnie karp w wannie jest jakąś urban legend. Przez pewien czas nie wierzyłam, że ludzie kupują żywe zwierzęta, by najpierw się nimi opiekować, a potem je zabić.