Co za magia sprawia, że dojrzali ludzie zachowują się jak (rozwydrzone) nastolatki, kiedy tylko przekroczą próg domu rodziców na święta?

Zaczyna się niewinnie. Mama narzeka na ilość rzeczy do zrobienia przed Wigilią, obarczając Was niewypowiedzianym poczuciem winy. Zupełnie jak 10 lat temu, kiedy wszyscy mieszkaliście razem i musieliście odgadywać jej potrzeby. Potem, już przy stole, razem z rodzeństwem dzielicie się planami na nowy rok i odkrywasz, że rywalizacja między Tobą a siostrą nigdy tak naprawdę nie wygasła. Ona zawsze musiała mieć wszystko lepsze. Kiedyś oceny i chłopaków, teraz – ambicje zawodowe i plany na wakacje. Między barszczem a pierogami, nie zważając na wszystkie Twoje sukcesy, ojciec daje Ci serię dobrych rad na temat pracy, zupełnie jakbyś dopiero zaczynał pierwszy staż.

Mimo że od dawna uważasz się za dorosłą osobę i świetnie ogarniasz swoją codzienność, to w takich chwilach zaczynasz czuć się jak sfrustrowany 12-latek, który ma ochotę trzasnąć drzwiami, zamknąć się w swoim pokoju i załkać: dlaczego nikt tutaj mnie nie rozumie?!

Witamy w świecie świątecznej regresji.


 

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Reklamy i wzruszające filmiki tłuką nam do głów, że święta to czas radości i rodzinnej atmosfery. No właśnie, rodzinnej atmosfery… dla każdego oznacza to coś innego. Każda rodzina ma swoją historię, mniej lub bardziej poprawne mechanizmy oddziaływania i role przypisane jej członkom. Odgrywane przez lata, utrwalają się i zostają w nas, nawet gdy przestajemy być dziećmi, zakładamy własne domy. Jak mówi powiedzenie, ‚praktyka niekoniecznie czyni mistrza, praktyka czyni rzeczy trwałymi’.

Szczególnie silnie te role powracają właśnie na święta, kiedy znów zbieramy się w tym samym gronie, kiedy działają na nas widoki i zapachy znane z przeszłości. Wyzwala to szereg wspomnień, skojarzeń, czasem nawet nieświadomych.

W psychologii nazywa się to regresją, czyli powrotem do stanów emocjonalnych i myśli z przeszłości pod wpływem szczególnych bodźców lub stresu. Regresja zmienia nasze zachowanie – zaczynamy działać według wzorców znanych z tamtego okresu. Dla kogoś, kto miał szczęśliwe dzieciństwo, może przełożyć się to na coś w rodzaju mentalnego spa, pozwalającego czuć się bezpiecznie i przyjemnie. Jednak dla kogoś, kto wzrastał w niezbyt sprzyjającym środowisku, może zmienić się to w czas napięcia, rozdrapywania starych ran, powrotu do dawnej roli rodzinnego bohatera, buntownika, czy czarnej owcy. Mimo protestów rodzina może traktować go tak, jakby nic się nie zmieniło, co w końcu wyzwoli  w nim dawne reakcje i sposoby zachowania.

W zależności od optyki, jaką przyjmiemy, taka regresja może być całkiem przyjemna… albo nie do zniesienia.



CO Z TYM ZROBIĆ? 

Chociaż pierwszym skojarzeniem może być po prostu: uciec i chociaż niektórzy po kolejnych nieudanych świętach odgrażają się: już więcej do nich nie przyjadę,  to jednak uczestnictwo w tym całym systemie ma pewną wielką zaletę. Daje nam możliwość wejrzenia w siebie, w to, co nas ukształtowało, w jakich warunkach dorastaliśmy i kim się ostatecznie staliśmy, jaką zmianę przeszliśmy.

Co jednak zrobić, żeby przetrwać bez bólu?

Jednym z najprostszych sposobów jest samo uświadomienie sobie, że coś takiego jak świąteczna regresja istnieje i może nas dotyczyć. To sprawi, że będziemy bardziej czujni i następnym razem, kiedy zechcemy zareagować na coś jak dziecko, być może uda nam się powstrzymać. Będziemy też mniej zaskoczeni tym, jak zachowują się członkowie rodziny. Na nich w końcu też to działa. 

Oprócz tego możesz podjąć kilka kroków:

  • nie przywiązywać uwagi do wizerunku ciepłych, super-rodzinnych czy romantycznych Świąt pokazywanych w telewizji czy na zdjęciach znajomych. To ciśnienie, żeby i u nas było jak na pocztówce, generuje tylko jeszcze większe napięcie;
  • obniżyć swoje oczekiwania wobec tego, jak mieliby zachowywać się inni; cieszyć się dobrymi momentami, kiedy nastąpią, choćby miało być nimi wjechanie na stół sernika i samotne pójście na pasterkę;
  • założyć sobie, że każde zgromadzenie większej ilości ludzi w jednym miejscu prawie zawsze powoduje jakąś irytację i że święta nie będą całkowicie zrujnowane, jeśli znów ktoś poczuje się zły czy smutny;
  • pamiętać o swoich granicach i reagować na ich przekraczanie;
  • przygotować swoją psychiczną apteczkę pierwszej pomocy, czyli zaplanować zajęcia na moment, kiedy poczujesz, że wyczerpuje Ci się cierpliwość. Może to być np. spacer po lesie, sesja jogi, czy chwila sam na sam z muzyką, coś co Cię doładowuje. Kiedy poprawisz sobie humor, wrócisz do rodziny z większą wyrozumiałością i lepszym humorem;
  • wziąć oddech, zanim zareagujesz na następną zaczepkę i zacząć obserwować swoje emocje. Pamiętaj, że jeśli dasz się wciągnąć w plotkowanie, narzekanie, czy niepotrzebne dyskusje, zwiększasz prawdopodobieństwo, że takich sytuacji będzie więcej. Czasami przemilczenie lub odwołanie się do tego, że nie warto robić takich rzeczy w święta, pomaga.

Jak mówi Leo Babauta:

„Święta mogą być najlepszym polem do treningu uważności: jeśli umiesz pozostać spokojnym w środku świątecznej kolacji, prawdopodobnie będziesz mógł wszędzie.”

I właśnie tego Wam życzę – żeby ta próba charakteru okazała się wzmacniająca.

 


 

  • Cytat na koniec: mistrz.

    Mnie się nie udało.

    • Może przyszły rok? A jeszcze szybciej jest Wielkanoc :)

      • Miałem spory handicap w postaci bólu gardła i gorączki. Ale na swoją korzyść na pewno muszę przyznać, że widziałem sporo więcej samoświadomości we wszystkim, co działo się w tym roku.

        I nie bylo wcale tak źle. Fajnie było!

  • Kurcze, zniknęłam z domu na kilka miesięcy i już to u siebie widzę… Głupio tak człowiekowi, ale w domu rodzinnym tęsknię do studenckiego mieszkania. Ten moment, gdy rodzice wołają za tobą, żebyś ubrała kapcie, albo budzą cię rano, robią wyrzuty, że za późno poszłaś spać… Jakbym wcale od miesięcy nie żyła zupełnie sama 200 kilometrów stąd. Dzwoniąc rzadziej niż raz w tygodniu. Nie potrzebuję ich obecności non stop, ani rad, ani wypytywania o studia (i tak nie mogę im nic powiedzieć – dobrych wiadomości nie docenią a za złe się będą tylko irytować). W domu jestem zwyczajnie zmęczona tym, że muszę spędzać czas z ludźmi. Na stancji mogę się zamknąć i nie odzywać do nikogo słowem przez cały dzień. Tutaj zaraz obiady rodzinne, spacery rodzinne, a idź odwiedź babcię… Taak, powtarzam wszystkie schematy z liceum. Mam nadzieję, że to z czasem minie, bo mimo wszystko mam wyrzuty sumienia, że muszę mieć kontakt z rodziną…
    Nie miałam złego dzieciństwa. Mam tylko taki dziki charakter i wyznaję nieco inne wartości, niż rodzice, stąd głównie różnice.

    • Minie, ale nie samo z siebie, tylko jeżeli Ty coś z tym zrobisz. Kluczem jest komunikacja swoich potrzeb, więc polecam opowiedzenie tego, co tutaj napisałaś rodzicom. Jestem przekonany, że nie nie zadziała od razu, będą potrzebować trochę czasu, żeby mieli czas się nad tym zastanowić. Spróbuj i daj znać o efektach.

      PS. Czasami to śmiesznie wygląda jak rodzice strofują nas, a rodziców dziadkowie ;)

  • Boguś Łyczba

    Uwielbiam to! Mi się udało w tym roku dzięki spontanicznej kreatywności ale Twoje rady by tu jeszcze bardziej pomogły! Przyda się za rok… ^^

  • Święta jeszcze przede mną, będę pamiętać o tych radach :)

  • Asia

    Do porad dodałabym jeszcze jedną rzecz: doceńmy to, że w ogóle możemy święta spędzić z rodzicami i rodziną. Mi się drugi raz w życiu zdarzyło, że nie mogłam pojechać do rodzinnego domu i święta miałam całkowicie do dupy (poprzednim, pierwszym razem było jeszcze gorzej). Aż zatęskniłam za tym, od czego tak daleko uciekłam i teraz przeklinam to, że widzimy się raz, lub dwa razy w roku.