Kartkuję sobie kalendarz, przeglądając co takiego robiłam w sierpniu i aż nierealne wydaje mi się, że przez większość jego dni ciężko dyszałam z upału, a teraz – teraz czuję się gotowa by wznowić bliską relację z puchatymi swetrami. Mamy 10 września, najwyższy czas rozliczyć się z poprzednim miesiącem, którego największą zaletą jest to, że przeminął. Bo wbrew pozorom, całkiem cieszę się na nadciągającą jesień i to, co się podczas niej wydarzy.

 

MIEJSCA 

Na początku sierpnia, wreszcie, po 3 latach mieszkania we Wrocławiu, wybrałam się na taras widokowy naszego rekordowego, słynnego  Sky Tower. Swoją drogą, miałam okazję podsłuchiwać ostatnio  zagraniczną wycieczkę, której przewodnik wskazał go na horyzoncie i przedstawił: „and this is a… Big Penis” Zawsze gdy widzę go na horyzoncie, zastanawiam się, czy architekci tego nie przewidzieli, czy może wręcz przeciwnie-  fundator, z okazji kryzysu wieku średniego postanowił pokazać wszystkim, „kto ma największego w mieście”. Tak czy siak, widoki z góry są całkiem ok, gdyby nie fakt, że najatrakcyjniejsza część Wrocławia jest zasłonięta przez ścianę. No i że spogląda się na to wszystko przez szybę, co daje wrażenie podobne lizaniu lizaka przez papierek i wszystkim innym pędzącym teraz przez Waszą głowę skojarzeniom.


 


Poza tym odwiedzałam wszystkie wrocławskie kawiarnie i restauracje, o których dowiedziałam się, że mają ogródek na dachu. Plus kilka innych miejsc z których można spojrzeć na miasto z góry. Mała demonstracja:



Ostatni tydzień sierpnia spędziłam w podróży po wschodniej Polsce – oprócz mojego domu ;) odwiedziliśmy Lublin, Zamość i Sandomierz. To był wyjątkowo pouczająca wyprawa, która zaowocowała wieloma przemyśleniami na temat Polski, nie tylko tej po drugiej strony Wisły. Jeśli nie braknie mi we wrześniu czasu, muszę je spisać i z Wami skonfrontować.


 

 


ZDROWIE I URODA 

 
Sierpień był miesiącem pod znakiem troski o włosy. Najpierw odebrałam wyniki z szeregiem różnych badań, z których wynikało, że moim głównym problemem jest niedobór witaminy D, potem otrzymałam także wyniki trichogramu, czyli szczegółowej analizy zdjęć skóry głowy w różnych punktach z wyliczeniem ilości włosów każdego typu itp. Jest to trochę dokładniejsze niż typowe badanie mikrokamerką na bieżąco podczas wizyty, kosztuje ok. 300 zł, ale pozwala określić z dużym prawdopodobieństwem typ wypadania, co jest z kolei pomocne dla ustalenia leczenia. Mi akurat nie wyszło tam nic niepokojącego, co pozwala twierdzić, że głównym winowajcą była wspomniana witamina D. Teraz więc suplementuję, opalam się w każdym dostępnym promieniu słońca i wspieram się dodatkowo kilkoma kosmetykami o naturalnych składach.
Wśród nich szczególnie ciekawym wydaje mi się rosyjski balsam z enzymami z pijawek, mam wrażenie, że już po pierwszych jego użyciach zmniejszyła mi się ilość wypadających włosów, miał też bardzo obiecujące recenzje na blogach.
Poza tym testowałam jeszcze nową, polską markę organicznych kosmetyków, i obkupiłam się w legalną konopię w trzech postaciach: mleka, nasion i białka. Smakuje trochę jak słonecznik, jednak tym, co mnie do niej przyciągnęło, była idealna proporcja kwasów omega 3 i omega 6 oraz zawartość aż 10 aminokwasów + kilku witamin i minerałów. Superfood!

MUZYCZNY SIERPIEŃ 

 

Moja sympatia do Snoop Doga nie ustaje i w tym miesiącu zasłuchiwałam się jego nową płytą Bush, przy której powstaniu brał udział Pharrell i m.in. Stevie Wonder. To się nazywa dopieszczona produkcja! Jego twórczość to już dawno nie rap, bardziej funk i tutaj to szczególnie słychać. Polecam kawałki: California Roll i Awake.


Oprócz tego, tak jak wspominałam ostatnio, odkryłam na nowo nieistniejący już niestety zespół A-ha – głos jego wokalisty jest rzeczywiście fenomenem i pomijając treść jego piosenek, warto ich posłuchać choćby po to, by zobaczyć czym jest prawdziwy talent wokalny. Przeciętny człowiek ma skalę głosu wynoszącą 1,5 oktawy, osoby ćwiczące śpiew mogą ją zwiększyć do 2 – 3 oktaw. Jeśli jakiś muzyk ma głos czterooktawowy, mówi się o nim jak o fenomenie. Morten Harket z palcem w nosie śpiewa  pięć oktaw i należy do niego m.in rekord związany z najdłuższym utrzymywaniem jednej nuty w piosence (20,2 sekundy w Summer Moved On). Ukłony dla tego mistrza! // Co ciekawe, u nas jedną z największych skal głosu dysponuje Iwona Węgrowska. Tak, TA Iwona. Wciąż czekamy aż pokaże to w którejś ze swoich piosenek. A im bardziej karykaturalna się staje, tym większą ma szansę na start i wygraną na Eurowizji, nie traćmy więc nadziei. //


I odkrycie z zupełnie innej beczki – którejś sobotniej nocy nie dawały nam zasnąć dźwięki głośnej, ale bardzo dobrej muzyki, która jak się potem okazało, niosła się w powietrzu z klubu Pralnia. Pralnia jest niczym innym jak odnowioną fabryką w sąsiedztwie innych fabryk, zupełnie z dala od innych wrocławskich klubów. Tego dnia swój set na jej dachu miał duet Kaiser Souzai – i polecam go Wam, jeśli cenicie sobie dobre techno i minimal. Dobrze się przy tym pracuje.


SIERPIEŃ W LICZBACH 

 
  • Przepracowane dni: 15 (a we wrześniu będzie jeszcze mniej!).
  • Dostrzeżone spadające gwiazdy: 1.
  • Obejrzane wystawy: 1 (rozczarowujące „Dzień dobry Marylin” we wrocławskiej Hali Stulecia).
  • Oparzenia, otarcia i powierzchowne rany w ramach festiwalu własnej niezgrabności: 5.
  • Oparzenia z potencjałem stałego śladu na skórze: 1 (i na co komu tatuaże?).
  • Wkurzenia na szalejące dzieci i ich wdupiemających rodziców w lokalach gastronomicznych: za-każdym-kurwa-razem.
  • W związku z powyższym instynkt macierzyński level: -10.
  • Silne pragnienia rzucenia wszystkiego w cholerę i wyjechania do Tybetu, by poświęcić swe życie kontemplacji: 2 (tendencja malejąca).

I tym optymistycznym akcentem żegnam się z Państwem aż do jutra następnego razu – tak jak zapowiadałam, będzie kosmetycznie.