Kadr z filmu In Absentia – o nim czytaj w dalszej części posta
W ciągu ostatniego tygodnia dowiedziałyśmy się z miliona źródeł, co kupić na prezent walentynkowy, jaki makijaż i manicure wykonać, gdzie spędzić ten dzień i dlaczego powinniśmy go celebrować zamiast hejtować. Swoją drogą, ciekawa zmiana, bo jeszcze rok – dwa wstecz, w Internecie dominowała przeciwna tendencja i zalewały nas wpisy o tandecie, murarskie walę-tynki, studenckie walę-drinki, a nawet naughty walę-w-tyłki.
Teraz, gdy o miłości pisze się na blogach, kojarzy się ona z wszelkimi diy-ready-to-print-cards, paleo muffinkami obsypanymi vege serduszkami, zestawami sexy bielizny, w których dobrze wyglądają tylko aniołki Victoria Secrets, czy rozwojowymi ćwiczeniami dla dwojga (rozwijającymi głównie mięśnie wnętrza miednicy). Ale może ma to wszystko swój głębszy sens, walentynki to w końcu święto zakochanych.

Że zakochanie to nie to samo, co miłość, odkryłam i ogłosiłam już w piątej klasie, podczas lekcji wychowania do życia w rodzinie. Spotkało się to z wielkim entuzjazmem nauczycielki. Z perspektywy patrząc na jej postać, mniemam, że była to prawdopodobnie najbardziej romantyczna rzecz, jaką usłyszała od dłuższego czasu.
Zakochanie ma boleśnie wiele wspólnego z chorobą psychiczną, stąd też jednym i drugim zajmuje się ten sam facet, nieszczęsny Walenty. O dziwo, jak dotąd nie wynaleziono żadnego patrona od miłości… ciekawe dlaczego?Skoro o psychicznie chorych mowa, i o ich uczuciach, kojarzą mi się z tym nieodparcie dwa słowa: Emma. Hauck. I dziś, w ramach przełamywania dominującej tematyki bloga, chciałam przedstawić Wam tą postać. Niech to będą moje trzy grosze w kwestii walentynek.

——————————————————

 

Emma była trzydziestoletnią żoną i matką dwójki dzieci, gdy pierwszy raz trafiła do Kliniki Psychiatrycznej w Heidelbergu. Działo się to w lutym 1909 roku. Pacjentka szybko została zdiagnozowana jako schizofreniczka. Być może to przypieczętowało jej los, bo wkrótce po wyjściu ze szpitala, wróciła do niego ponownie, uznana za beznadziejny, nieuleczalny przypadek. W klinice spędziła jedenaście lat życia – jedenaście ostatnich.
Szpitalne akta przechowują informację, że pacjentka wciąż pytała o swego męża i chciała się z nim kontaktować, pisząc listy. I pisała je, ołówkiem  na papierze, a składały się jedynie z powtórzonych dziesiątki razy zdań „herzensschatzi komm” (kochanie, przyjdź). Na innych widniało tylko „komm komm komm” (przyjdź przyjdź przyjdź). Słowa te zapełniały prawie całą wolną przestrzeń kartki, nadpisywane jedne na drugich. W niektórych miejscach są prawie nieczytelne, ale tworzą regularne kolumny.

 

herzensschatzi komm
Listy nigdy nie zostały wysłane. Nie zachowała się wiadomość, czy mąż odwiedzał Emmę i czy jej szaleńcza tęsknota została ukojona. W tej historii brak również informacji, jak głęboka była schizofrenia Emmy i na ile zdawała sobie sprawę ze swojego położenia. Pewne jest jedynie to, że te pożółkłe kartki robią piorunujące wrażenie, nie tylko na mnie. Boję się objąć rozumem to, czego są zapisem. Jak w kawałku Łony:
„To gasi we mnie cynizm, i sprawia,
że jest coś między nimi, czego nie podejmę się wysławiać”
W roku 2000 historia Emmy zainspirowała  braci Quay, brytyjskich twórców animacji, do stworzenia krótkometrażowego filmu In Absentia. Przez niektórych krytyków jest on uważany za jedno z najbardziej przekonujących przedstawień choroby psychicznej w filmie. Eksperymentalny, bardzo mroczny, grający światłem, detalami i dźwiękiem. To moje dzisiejsze dobranoc dla Was. Ale nie oglądajcie, jeśli chcecie mieć słodkie sny.

  • Listy robia piorunujace wrażenie. Nie śmiej się, ale film oglądnę jutro w południe :D Jestem strasznym tchórzem, nie zasnęłabym pewnie w ogóle, a dziś śpię sama, za duże ryzyko :D

    • Choć nie ma w nim czegoś, czego można by się bać bezpośrednio, to jednak klimat stopniowo budzi coraz większą grozę.
      Może rzeczywiście lepiej nie oglądaj na razie :)

    • Króliczku, mnie potrafi przerazić wymyślony przeze mnie cień, a co dopiero klimat całego 20-minutowego filmiku :-)

    • To Ciebie na pewno przestraszy – ostrożnie zatem ;)

    • wow, oglądnełam minutę i spasowałam :D jestem mięczakiem w tym temacie, oglądnęłam w życiu jeden horror i pamiętam wszystkie szczegoły do dziś. Mogę oglądać głupawe komedie romantyczne i bajki dla dzieci, nic nie poradze, taka psychika :D

  • :)

  • Obejrzę. Muszę.

  • Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
    Te listy są straszne – niepokojące, mroczne (nie lubię tego słowa, ale inaczej nie da się tego określić) i smutne. Regularność tych kolumn mnie przeraża, podobnie jak cała historia – a film obejrzę. Ale może jutro rano.

  • inika

    z tego co czytałam gdzieś nie pamiętam gdzie św. Walenty został patronem zakochanych, bo kiedyś udzielał potajemnie ślubów zakochanym i za to właśnie go sprzątneli.

    • Całkiem możliwe, nie interesowałam się nigdy zbytnio żywotami świętych, ale czasem są one jak film sensacyjny albo thriller kryminalny.

  • Nie da się ukryć, że zakochanie nosi znamiona szaleństwa. Co do historii Emmy, robi ona wrażenie. Najbardziej zastanawiam się nad tym, czy mąż ją odwiedzał. Sama świadomość, że można by spędzić 11 lat bez kontaktów z bliskimi, niesamowicie dołuje. Smutna historia. Nie odbieram jej jako mrocznej, a właśnie jako smutną, tragiczną. Zwłaszcza w obliczu tego jak traktowani byli chorzy psychicznie na przełomie minionych wieków.

    • Jest bardzo smutna, to fakt, ale właśnie patrząc na to, jak traktowano chorych psychicznie i jak wyglądały często te kliniki sprzed wieku i zabiegi wykonywane na pacjentów – to jest to motyw jak z horroru i kiedy pozwalam wyobraźni pójść dalej w dodawaniu szczegółów do tej historii, to mam ciarki.

  • Gdy zdobędę jeszcze trochę wiedzy stworzę genialny post dokładnie tłumaczący, dlaczego miłość w sensie bycia uczuciem, nie istnieje.
    Bo właśnie niedawno doszłam do wniosku, że nie warto wypowiadać zwrotu "miłość nie istnieje" bo samo w sobie słowo "miłość" jest świetnym, znanym i już istniejącym określeniem dla cudownej kombinacji reakcji chemicznych zachodzących w naszych organizmach <3
    A z chorobą psychiczną jak najbardziej masz rację.
    Poza tym. O Kościele wolę nie rozmawiać, ale może świętego od zakochanych nie ma dlatego, że to jest uczucie, a uczucia są przelotne. Jest pewnie za to kilkoro od rodziny.

    • W sensie bycia uczuciem nie istnieje, ale też i te wszystkie chemiczne reakcje o których mówisz, moim zdaniem zasługują na przyporządkowanie do kategorii 'zakochanie' jednak. Zakochanie, czyli coś, co trwa najczęściej ok. 4 lat a po wypaleniu u niektórych budzi chęć 'zażycia' na nowo, "bo związek się skończył".
      Kościół dał świętego od zakochanych, ale nie dał od miłości. Ale może to też dlatego, że ludziom nie jest taki patron potrzebny. Niewielu w ciągu swojego życia otrze się o miłość. I to niekoniecznie do drugiego człowieka. Miłość jest szerokim pojęciem w moim rozumieniu i wymaga mocnego poszerzenia świadomości, żeby ją w ogóle dostrzec.

    • A człowiek podobno może uzależnić się od substancji wydzielanych podczas kontaktu z ukochaną osobą w taki sam sposób, jak od narkotyków. Bo wywołują przyjemne uczucie i w ogóle.
      Króliku, opowiesz o studiach? Te wszystkie walentynkowe teksty są takie smutne i dobijające.

    • Oczywiście, stąd biorą się 'miłośni ćpuni'.

      Wiem, też czuję się dobita i muszę zaraz coś wesołego zażyć, zwłaszcza że przed chwilą obejrzałam też bardzo ciężki film (a mówiłam, że nie będę sobie tego więcej robić).

  • Nie obejrzę filmiku ani teraz, ani jutro, ani nigdy. Dlaczego? Bo za tydzień mój mąż musi wyjechać na tydzień albo dwa do swojego rodzinnego kraju, a ja jestem z tych co strasznie się boją. Mój zestaw obowiązkowy na wyjazdy męża to siostra i pies w domu. Śpimy w jednym łóżku (no dobra, bez psa w łóżku) i kiedy moja siostra zaśnie, to budzę ją co chwilę, żeby się nie bać :D A kiedy moja siostra nie może spać u mnie, to przenoszę legowisko psa obok łóżka… i chociaż moja biedna Amber chce iść spać tam gdzie zazwyczaj to trzymam ją za obrożę i musi nie ma wyjścia (okrutna jestem, wiem :D).
    Tak, więc nie dziękuję, nie obejrzę, bo boję się już samych listów.
    Idę spać, przy mężu :D

  • Obejrzę go jutro, dziś źle się czuje i choroba + creepy movie = złe sny.. ;/
    co do postu, to nadal nie wiem jakie jest twoje stanowisko pro po tego święta . wybacz, może nie umiem czytać, albo po prostu nie zrozumiałam. :)
    chyba że uważasz, że to zakochanie to schizofrenia, albo jakaś jej część, lub prowadzi do niej?
    i te listy są STRASZNIE przerażające… sama historia tej pani jest przerażająca i smutna… była chora, ale może to ta miłość ją do choroby doprowadziła.

    • Okej, obejrzałam ten film. nie jest tak straszny, jak sądziłam, bo chyba potraktowałam to jako jeden z horrorów typu paranormal i czekałam aż coś wyskoczy zza rogu. Tymczasem była to ciekawa interpretacja choroby psychicznej, z resztą bardzo przekonująca i niesamowicie realistyczna. Dobra gra świateł i dźwięku- całość utwierdziła mnie w tym, że choroba psychiczna to coś gorszego, niż jakaś niepełnosprawność fizyczna.

    • Moje zdanie odnośnie walentynek jest takie, że kto chce niech sobie świętuje, ja nie przeszkadzam – dla niektórych jest to okazja, by zrobić raz na jakiś czas coś wyjątkowego, innego, i to jest fajne. Ale niech potem nie obwieszczają tej swojej miłości całemu światu na facebooku, wklejając zdjęcia prezentów i swoich pocałunków – trochę intymności.

      Zakochanie samo w sobie ma dużo wspólnego z chorobą psychiczną, niekoniecznie schizofrenią. Ale zakochanie to też nie miłość, trzeba to rozgraniczyć :)

      Film nie jest straszny w takim zwykłym rozumieniu tego słowa, ale jest groza, jak pozwolimy mu pobudzić wyobraźnię….

  • Niesamowicie ciekawy wpis. Nie słyszałam nigdy o tej historii, listy faktycznie robią piorunujące wrażenie.
    Dla mnie zakochanie kojarzy się z totalnym ogłupieniem, zaś miłość jest przejawem największej mądrości.
    Co do samych Walentynek – nigdy nie obchodzimy tego święta z moim chłopakiem. Obecnie przebywam w Japonii, gdzie 14 lutego mężczyźni dostają od kobiet symboliczne czekoladki, zaś 14 marca to faceci odwdzięczają się słodkimi upominkami. Czekoladki dostają nie tylko nasi ukochani, ale również współpracownicy, przyjaciele czy rodzina. Myślę, że to nie najgorszy pomysł na "zdrowe" Walentynki ;)

    • Zgadzam się z Twoją wizją.
      My też nie obchodzimy walentynek, swoje małe "święta" mamy z innych okazji – np. długiego weekendu, urlopu, albo kiedy mamy więcej czasu dla siebie – wtedy staramy się to jakoś ciekawie wykorzystać :)
      Podoba mi się japoński sposób na świętowanie tego dnia – taki normalny, stonowany i rzeczywiście zdrowy.

  • Co do filmiku, totalnie mroczna psychodela, stylistycznie kojarzy mi się z "Głową do wycierania" Lyncha, którą jednak nie wiem czy Ci polecić :) Ja lubię takie klimaty, ale w postaci bardziej fabularnej

    Co do Walentynek, to mam wrażenie, że w tym roku wszyscy odkryli, że Walenty był też patronem ludzi umysłowo chorych i trąbią o tym jakby odkryli hamerykę, zamiast zwyczajnie świętować (ewentualnie nie świętować).

    Co do treści Twojego posta i powyższego zdania, oczywiście niczego Ci nie zarzucam, bo wg mnie dość trafnie określiłaś, kolejny trend walentynkowy (DIY i tutoriale jak z Bravo Girl), sama historia Emmy bardzo ciekawa.. szkoda, że brak szczegółów.

    • Słyszałam o "Głowie" ale na razie nie zdecydowałam się jej obejrzeć. Sięgając dalej w przeszłość, mi jeszcze kojarzy się tu "Pies Andaluzyjski". Ciekawe dzieło, zwłaszcza że maczał w nim palce sam Salvador Dali.

      Hah, tak to jest z trendami na blogach – ktoś coś napisze w jednym poście, komentarzu, a potem idzie fala po dziesiątkach innych blogów ;)

  • Ale niesamowita historia! Szkoda, że nie zachowało się więcej informacji na temat życia czy przebiegu choroby Emmy. Ale sam wątek z listami jest po prostu wstrząsający,.. a film na pewno obejrzę, chociaż pewnie opłacę to kilkoma bezsennymi nocami :)

    • Film dla niektórych nie będzie na pewno straszny, bo w zasadzie nic tam się nie dzieje, ale to wszystko kwestia wyobraźni, domysłów i pytań jakie sobie zadajemy w trakcie.

  • Film znajduje się już na mojej liście obowiązkowych do obejrzenia.
    Osobiście w Walentynki oglądałam "Dziewczyna z sąsiedztwa". (http://www.filmweb.pl/film/Dziewczyna+z+s%C4%85siedztwa-2007-374034) Jak najbardziej polecam dla ludzi o mocnych nerwach, ponieważ historia jest prawdziwa.

    Pozdrawiam, http://grudzienpaulina.blogspot.com

  • Dobra schiza ten film :)

    • Schiza to chyba trafne określenie na ten film, choć i trochę niepoprawne w tym przypadku ;)

  • chyba jednak podziękuje i nie obejrzę już listy wywołują u mnie lęk więc boję sie co by było na filmie ;D

  • Em

    We wstępie zapomniałaś o OOTD WALENTYNKI! :)
    Przerażające te listy… Film obejrzę, ale nie teraz, nie sama :D

  • L.

    Na pewno obejrzę ten film przed obroną mojej pracy magisterskiej (jeśli do niej dojdzie) (haha) (piszę o schizofrenii). Dziękuję!

    • Chętnie bym przeczytała taką pracę – tematyka chorób psychicznych interesuje mnie gdzieś od gimnazjum, kiedy to przeczytałam wszystkie dostępne w lokalnej bibliotece publikacje na temat psychologii i psychiatrii :)

  • O historii Emmy nigdy nie słyszałam, ale listy robią piorunujące wrażenie… Filmik równie wprawia o dreszcze, choć nic strasznego w nim nie ma, jednak podkład muzyczny i te ujęcia sprawiają że włos się jeży, nie tylko na głowie ;)