To może być ktoś całkiem bliski, jak rodzice czy dziadkowie. Może być też widywany raz na pół roku wujek, albo stryjenka – chodzi o ten typ człowieka, który przy okazji rodzinnych spędów albo spotkań z Tobą wywołuje dramaty, jest nieznośny, dokuczliwy, albo przytłaczająco negatywny. Zwykle radzisz sobie z nim po prostu wymigując się od spotkań, albo godząc się na kieliszek (lub butelkę) więcej niż zwykle do kolacji. A przecież można inaczej.

Oto kilka skuteczniejszych patentów na wytrzymanie świąt z trudnym członkiem rodziny, wybierz ten, który będzie najbardziej zgodny z Twoim charakterem i przekonaniami, i działaj!


1. Poza tą granicą to już nie Twój problem

Po pierwsze i najważniejsze – ustal racjonalnie swoje granice i limity zachowań, które możesz tolerować. Jeśli trudna osoba je przekracza, wyraź asertywnie swój sprzeciw np. „Nie podoba mi się, kiedy robisz to i tamto, proszę żebyś przestał” albo „Czuję się zakłopotany, kiedy mówisz że… zmień proszę temat”.

Wiem, że nie jest łatwo, ale jeśli to zrobisz, zamiast jak zwykle pozwalać, by ktoś Cię ranił lub wyprowadzał z równowagi, poczujesz sporą satysfakcję – sprawdzone, przetestowane. Dalsza reakcja tej osoby (nawet jeśli będzie to smutek, złość, krzyk, czy wyśmiewanie) nie jest już Twoim problemem, bo to jej sprawa, czy umie przyjąć kulturalną informację lub prośbę. Pamiętaj, nie zobaczysz zmiany w zachowaniu drugiej osoby, jeśli nie dasz jej znać, że przekroczyła granicę.



2. Ich opinia to tylko ICH opinia

Bądźmy realistami, nie warto oczekiwać, że tym razem w święta nie usłyszysz niczego na temat swojej nadmiernej szczupłości/otyłości, niezaradności, czy złych życiowych wyborów. Skoro było tak zawsze, pewnie będzie i tym razem. Zmienić może się tylko Twoje podejście – cokolwiek usłyszysz, zachowaj świadomość, że to nie rzeczywistość, a tylko opinia osoby, która z jakiegoś powodu nie chce spojrzeć na Ciebie z empatią lub w szerszej perspektywie. To co o Tobie myśli, jest tylko wyrazem tego, co dzieje się w jej umyśle, jej opinie mówią najwięcej o niej samej, nie Tobie.

Jeśli i tak jest Ci trudno wytrzymać to, co słyszysz, spróbuj spojrzeć na taką osobę inaczej niż zwykle, np. ze zdziwieniem albo wręcz fascynacją, jakbyś patrzył na filmowego aktora odgrywającego jakiś dramat. Patrz jak nakręca się tą swoją złością, wścibstwem czy negatywizmem, jak jej mięśnie twarzy drgają, jak stopniowo podnosi głos i zaczyna mówić piskliwym tonem… To sprawdzony patent na to, by zdystansować się emocjonalnie. Nie musisz myśleć wtedy o niej źlepo prostu obserwuj z ciekawością, jakbyś przeprowadzał eksperyment o wpływie emocji na człowieka.


 

3. Reaguj od razu

Też jestem z tych osób, którym najlepsze puenty przychodzą do głowy godzinę po czasie, ale gdy ktoś nam docina, Ty i ja musimy reagować od razu. Niekoniecznie w specjalnie wymyślny sposób, czy „tak żeby w pięty poszło”. Szczera i asertywna informacja o własnych uczuciach z konkretną prośbą (jak w punkcie 1) działa często o wiele skuteczniej, bo zaskakuje i rozbraja. Oczywiście pod warunkiem, że udzielona jest od razu. Jeśli jednak postanowisz odłożyć taką rozmowę na wieczór czy dzień później, nie będzie już miała takiej mocy, jak od razu po incydencie. Nie przeżuwaj, nie analizuj w nieskończoność – reaguj od razu. Nie przejmuj się tym, że wokół siedzi cała rodzina, ta osoba też się tym nie przejmowała, kiedy wygłaszała swoje uwagi.


 

4. Odbij piłeczkę 

Niektórym czasem trzeba bardziej dosadnie uświadomić, jakie właśnie zadali pytanie albo co nam powiedzieli, żeby zastanowili się nad swoimi słowami i ich nietaktownością. Pomaga w tym odrobina teatralnej mimiki i stwierdzenie: Naprawdę właśnie mnie zapytałaś ile zarabiam? Czy ja dobrze rozumiem, że chcesz wiedzieć, jak układa się w moim związku? Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem twoją uwagę – co masz na myśli kiedy nazywasz kogoś niebieskim ptakiem?

Przydatne bywa też odbicie piłeczki, np.: dlaczego chcesz to wiedzieć? Co ci da ta informacja? Czemu tak ci zależy, żeby się tego dowiedzieć? A czy jesteś w stanie sam odpowiedzieć mi na to pytanie?


5. Zaangażuj się w coś innego

Czasem niektórym już prewencyjnie nie warto wchodzić w drogę – zamiast tego zrób coś pozytywnego, np. zaangażuj się w głębszą niż zwykle rozmowę z innym członkiem rodziny, żeby lepiej go poznać, albo zgłoś się na ochotnika do pomocy w kuchni, czy przy sprzątaniu.


 

6. Nie zapominaj o swoim poczuciu humoru

Jeśli będziesz utrzymywał rozmowę z innymi cały czas w lekkim, dowcipnym tonie, nie szczędząc też żartów o sobie samym, będzie trudniej wyprowadzić Cię z równowagi.  Jeśli mimo wszystko wiadoma osoba podejmie swoją próbę, spróbuj obrócić jej słowa w żart, nie na wszystkich to zadziała, ale spróbować warto, będzie śmiesznie:

– Staracie się o dziecko?
– A opisze ciocia jak to się robi? Bo nie chcę udzielić złej odpowiedzi.


– Kiedy ślub?
– Jak tylko znajdziemy sponsora imprezy. Ile może wujek dorzucić?


– Kiedy się wreszcie pobierzecie?
– W sobotę.
– Naprawdę, nic nie wspominałaś!
– Bo jeszcze nie wiem w którą.

Nikt nie chce wyjść na spiętego i pozbawionego poczucia humoru, więc jest szansa, że w końcu zrezygnuje ze swoich pytań i docinków. Możesz też zagrać przed taką osobą kilka scenek, np. w reakcji na jej wścibskie pytania udać aktorkę dramatyczną, Jamesa Bonda albo polityka na konferencji (poproszę następne pytanie). Ostatecznie odpowiedzieć tak rozwlekle i tak bardzo wdając się w zupełnie nieistotne szczegóły (kolor sukienki, paznokci, pogoda, układ planet), że zapomni, o co w ogóle pytała. Jest też szansa, że przerwie Wam wjazd pierogów na stół, bo jak wiadomo – pierogom się nie odmawia, a z pełną buzią się nie mówi.



7. Nie próbuj nikogo zmieniać ani nawracać

Być może podczas świąt usłyszysz błędne, skrajnie nietolerancyjne czy trudne do zniesienia opinie na temat polityki, religii, albo innego tematu, który jest Twoim punktem zapalnym. Ważne byś już wcześniej miał świadomość, co może wyprowadzić Cię z równowagi, i kiedy zorientujesz się, że rozmowa zmierza w tym kierunku, nie bierz w niej udziału. Wyjdź do łazienki, przemilcz, nabierz barszczu w usta, zapytany powiedz, że nie masz zdania.

Jak duże są szanse, że nawrócisz kogoś nad miską z sałatką i śledziem, albo że swoimi opiniami wpłyniesz na zmiany w rządzie lub kościele? Prędzej wyjdzie z tego awantura, w której stracisz nerwy, a czasem i dobrą opinię (w tym o sobie samym, że znów dałeś się w to wkręcić).



8. Coś na nielubianych, ale nieszkodliwych

Jeśli są tacy członkowie rodziny, których zwyczajnie nie lubisz, ale nie robią Ci nic złego, możesz wykorzystać święta jako czas na praktykowanie empatii i szukanie w nich czegoś pozytywnego, albo próbę postawienia się w ich sytuacji, żeby lepiej zrozumieć, dlaczego są tacy jacy są. Druga opcja, też bardzo przydatna i owocująca później w życiu – możesz ćwiczyć przebywanie z nielubianą osobą w taki sposób, żeby to nie powodowało Twojego dyskomfortu. To kwestia tego na jakich myślach się w danej chwili skupiasz, i… jak dobrze czujesz się sam ze sobą.


9. Zaskocz ich… miłością

Święta, niezależnie od tego w co wierzymy, są najlepszym momentem, by ćwiczyć bezinteresowną miłość i pozytywne nastawienie do świata. Jeśli wobec kogoś, kto Ci dokucza lub Cię męczy spróbujesz odpowiedzieć współczuciem, zrozumieniem, albo ciepłem, po pierwsze – nie będziesz miał sobie nic do zarzucenia, po drugie – efekty mogą przejść Twoje oczekiwania.

Może właśnie brak tego ciepła sprawił, że stała się tak zgorzkniała?


 
Życzę Ci, aby te porady nigdy nie okazały się potrzebne, aby ten czas upłynął Ci wyłącznie na pozytywnych i przyjemnych rozmowach i spotkaniach. Wszystkiego dobrego!

 

  • Ash Alex Sugar

    Kilka osób z mojej bliższej rodziny jest dokuczliwa i nieprzyjemna, ale nie wiedziałam, że ktoś pisze o tym posty na blogach, wow! Ten artykuł dał mi sporo wsparcia.
    Nie wiem, czy tak jest zawsze, ale na moich spotkaniach rodzinnych te „trudne” osoby kompletnie nie widzą problemu w swoim zachowaniu. Sugestie że zadają niestosowne pytania, albo ich żarty są obrażliwe względem mnie a nie śmieszne – takie sugestie rozbijają się o mur pod tytułem „nie masz dystansu do siebie/ przecież mam racje/ przecież chcę tylko pomóc/ no cośty, nie wydziwiaj, na żartach sie nie znasz/i tak dalej…”

  • Pingback: Świąteczna regresja - gdy znów jesteś dzieckiem i wcale ci się to nie podoba()