Parę dni temu, pisałam Wam o jedynym poradniku, który do mnie przemówił i dzięki któremu zmieniłam coś w swoim życiu. Obiecałam, że opiszę dokładniej, jak wpłynęła na mnie ta krótka lektura i jak wyglądało moje wielkie sprzątanie. Zatem – poznajcie mnie przed i po zmianach. Nie sądziłam, że wyjdzie z tego tak osobisty wpis, bo początkowo miałam opisać tylko techniczne aspekty i suche podsumowanie faktów, ale… niech już tak zostanie. Może ktoś z Was skorzysta z tego co napisałam, a może po prostu poznamy się lepiej. 


Punkt 0 – od czego zaczynałam

Wyobraź sobie pokój, w jakim mieszkałam w rodzinnym domu. Dość duży i niewymiarowy jednocześnie, bo w kształcie litery L i ze skosami, jak to na poddaszu bywa. W pokoju tym miałam sporo szafek, szufladek, półek, schowków, a w nich mnóstwo pudełek na różne rzeczy. Takie jak stare kartkówki, ściągi, kserówki, śmieszne lub dziwne ulotki, obciachowe zdjęcia, bilety i pocztówki z różnych miejsc, małe gadżety reklamowe i ogrom nikomu niepotrzebnych rzeczy, bez żadnego sensownego zastosowania. Wiele sentymentalnych pamiątek, które w większości przypadków budziły albo niepotrzebną tęsknotę za czymś do końca nieokreślonym, albo wręcz smutek.

Do tego na półkach i parapetach stała moja kolekcja pluszowych i porcelanowych kotów, plus figurki, miśki, sztuczne kompozycje kwiatowe – cała ta tandeta, jaką czasem dostaje się w prezentach. Drzwi wyklejone były różnymi wycinkami, plakatami, na ścianach wisiało chyba z dziesięć ramek z obrazkami i rysunkami – a każdy z innej parafii. Gdzieś między tym upchnęłam ogromne pudło płyt CD a nawet kaset (!), stare akcesoria do rysowania, niedziałający sprzęt elektroniczny i pudełka po nim, a także makulaturę w postaci gazet. Pełne dwa regały zajmowały moje książki – nie wszystkie potrzebne, nie wszystkie dobrze się kojarzące. Szafa pękała od ubrań, mimo że tak naprawdę nie miałam co na siebie włożyć, a kilka półek pełniło rolę ‚gościnnych’, na domowe rzeczy takie jak wybrakowany komplet pościeli, czy jakiś rzadko używany obrus.

Jeśli akurat posprzątałam pokój a do tego zamknęłam drzwi szafy i komody, mogłam powiedzieć, że było tam przytulnie, jak na pokój nastolatki.

Tyle że… ja już dawno nie byłam nastolatką!

Zanim zaczęłam czytać książkę Karen Kingston, mój pokój był rupieciarnią, a moim życiem rządził chaos. 

Mój pokój… moje wnętrze

Nie będę opisywać jakie informacje znalazłam w tej książce, bo to znajdziecie we wspomnianym wcześniejszym poście. Powtórzę tylko, że podczas lektury uświadomiłam sobie jaki ze mnie obleśny chomik – zbieracz bezwartościowych rzeczy, które do niczego się nie przydają, a które tylko wiążą mnie z przeszłością (niezbyt kolorową). Tkwiłam wśród swoich starych śmieci i starych nawyków, oczekując na nową, lepszą przyszłość, która wcale nie nadchodziła. Czy to nie śmieszne? Nawet trochę żałosne.

Lepiej późno niż wcale – mówiłam sobie, kiedy zaczęłam pierwsze, nocne sprzątanie. Pogrupowałam swoje rzeczy według kilku kategorii:

– te które mogę oddać biednym/potrzebującym (ubrania, książki, szkolne akcesoria, notatki),
– te, które mogę sprzedać na Allegro (lepsze ubrania, w których źle wyglądałam, albumy i książki, które mnie nie interesowały, płyty, sprzęt sportowy i elektroniczny),
– te, które mogę spalić (papiery, ulotki, kartkówki, kserówki),
– te, które muszę wywalić do kosza (niepapierowe śmieci, które do niczego się nie przydadzą),
– te, których pozbędę się symbolicznie (pamiątki po byłych, zdjęcia nieprzyjemnych osób, miejsc czy sytuacji, moje pamiętniki lub listy ze smutnymi wydarzeniami. Te rzeczy później paliłam w ognisku, topiłam w rzece albo wykonywałam inne, dziwaczne rytuały, które tak naprawdę były bardzo pomocne i potrzebne).

Z żalem szłam spać tej pierwszej nocy, bo wiedziałam, że czeka mnie jeszcze wiele sprzątania i wyrzucania. Następnego dnia i przez kilka kolejnych ciągle znajdowałam coś nowego, czego mogłabym się pozbyć. Wyjmowałam taką rzecz i przez chwilę trwał wewnętrzny dialog:

– Ale może się przyda, może jeszcze coś z tym zrobię, jakieś diy, może komuś dam? A może się okaże, że kupię sobie coś, co będzie do tego pasowało? A może kiedyś w przyszłej pracy będzie mi to potrzebne? Może wróci na to moda…

I tak dalej, bla, bla, bla. Wykazywałam się wyjątkową kreatywnością w znajdowaniu nowych zastosowań dla śmieci i równie dużą kreatywnością w znajdowaniu kontrargumentów dla samej siebie. Ostatecznie bilans sprzątania był taki, że zyskałam:

przychylność biednej rodziny, która dostała ode mnie sporo ubrań,
podziękowanie od biblioteki, kiedy przekazałam do niej część książek, do których drugi raz bym nie sięgnęła,
ogrzanie domu (w CO przez pewien czas ogień huczał dzięki mojej makulaturze,
– łącznie ok. tysiąca złotych (w dłużej perspektywie czasu), kiedy sprzedałam swoje (i domowe) niepotrzebne rzeczy na Allegro.

Po tak wielkim porządkowaniu przestrzeni stwierdziłam, że puste półki i ściany wcale mnie nie straszą, wręcz przeciwnie – wyglądają znacznie lepiej niż wcześniej. Ja zaczęłam rozumieć piękno minimalizmu,  a mój duży pokój zaczął rzeczywiście wyglądać na duży. Od tamtego momentu głupio mi było znosić do niego różne ozdóbki, pierdółki, nie produkowałam też już tylu papierowych śmieci. Myśli zaczęłam zapisywać w formatach elektronicznych, a niektóre z najbardziej sentymentalnych papierów zeskanowałam i zaszyfrowałam, oryginały wyrzucając. Poczułam się bezpieczniej i… dużo lżej.

Zmiany

Akurat zbliżała się wiosna, a i we mnie z każdą kolejną sesją oczyszczania (bo ciągle znajdowałam rzeczy, które jednak można wyrzucić) wzrastało ciepło, jasność, pojawiała się nadzieja i oczekiwanie czegoś dobrego, co ma dopiero nadejść – wiem, brzmi to jakoś zbyt patetycznie i górnolotnie jak na mnie, ale tak właśnie było.

W opróżnionym pokoju było mi głupio brudzić, więc sprzątałam często i wyjątkowo dokładnie. Odkurzacz, szmata, detergenty, zapętl. Polubiłam to (człowiek wiele rzeczy jest w stanie polubić z nudów i braku zajęcia). Potem, kiedy siedziałam w takim czystym i pełnym wolnej przestrzeni miejscu, jakoś nie miałam ochoty tracić czasu na pierdoły – taki dziwny psychologiczny efekt… rozwijałam się więc na tyle, na ile mogłam to robić siedząc w domu na bezrobociu, albo zdalnie wykonywałam dorywcze prace. Sporo czytałam na temat rozwoju osobistego, wizualizowałam to, czego oczekuję od przyszłości. Pogodziłam się też ze swoją przeszłością i przyznałam sama przed sobą, że było w niej wiele niepotrzebnych i szkodliwych dla mnie rzeczy… od których lepiej jest się jednoznacznie odciąć, nawet jeśli miałoby to spowodować samotność.

Samotność w pustym, sterylnie czystym pokoju niektórych może doprowadzić do szaleństwa, innych do oczyszczenia. Wszystko zależy od tego czy stawimy czoła temu co w nas siedzi, czy świadomie przepracujemy swoje wewnętrzne konflikty, problemy i wspomnienia, czy wręcz przeciwnie – będziemy starali się je zagłuszyć. A zagłusza się to w różny sposób – bezwartościowym towarzystwem, używkami, szeroko pojętym hedonizmem, pseudo-twórczością, która nic nie wnosi… przechodziłam każdy z tych etapów, więc nie zostało mi nic innego, jak konfrontacja z samą sobą. Nie będę Wam pisać o rozmowach, jakie toczyły się w mojej głowie, podsumuję to tylko tak, że jakieś cztery lata temu byłam zupełnie inną osobą, której raczej byście nie polubiły. Chaotyczną, zagubioną, niedojrzałą. Od głupiego sprzątania pokoju, a potem całego domu zaczęła się moja wewnętrzna przemiana.

W środku układałam sobie wszystko w nieco wolniejszym tempie, niż na prawdziwych półkach i w szafach, ale jednak, to się działo, a im bardziej zmieniałam się ja, tym bardziej zmieniała się moja rzeczywistość. W wersji bardzo skróconej – za zarobione ze sprzedaży ‚śmieci’ pieniądze pojechałam kilka miesięcy później na krótkie wakacje. Po raz pierwszy bez nikogo, po raz pierwszy pod namiot, w nieznane miejsce. Jak na mnie – zupełne szaleństwo, jednak coś z wielką siłą przekonywało mnie, że muszę to zrobić. No i chciałam pokazać samej sobie, że stać mnie na  ten wyczyn. Pokazałam…

…i poznałam tam mojego przyszłego męża. A miesiąc po powrocie z tego wyjazdu dostałam możliwość stałej, pewnej pracy, dzięki której mogłam kontynuować związek na odległość (wyjazdy i hotele trochę kosztowały) oraz odłożyć pewną sumę pieniędzy. Te oszczędności przeznaczyłam z kolei na to, by po kolejnych sześciu miesiącach zaryzykować, i zacząć od zera w wymarzonym miejscu do życia (Wroc-love), u boku idealnego mężczyzny.

Dziś jestem tu gdzie jestem, szczęśliwa i wdzięczna losowi. Owszem, pozwalam sobie ponarzekać, kiedy coś mnie zmęczy, ale zaraz potem przypomina mi się, jak bajkowo i nieprawdopodobnie się to wszystko potoczyło i wtedy zamykam usta.

I pomyśleć, że zaczęło się od książki.

  • Wiesz co?wzruszyłam się, serio; myślałam, że będzie to typowy post-poradnik, a przeczytałam wzruszającą i bardzo osobistą historię o wewnętrznej przemianie; bo chyba ten aspekt metamorfozy cieszy Cię najbardziej…uprzątnięcie bałaganu w swojej głowie i sercu:)
    ściskam Cię i życzę samych cudowności:)

    p.s. Dziękuję:*

  • Szkoda, że nie dodałaś zdjęć nowego wnętrza pokoju. Ciekawa jestem jak wygląda po odgraceniu :)

    • Już w nim nie mieszkam – obecnie 300km od rodzinnego domu. A rzecz działa się w czasie, kiedy chyba nawet nie miałam pod ręką żadnego sensownego aparatu, z resztą nie w głowie było mi robienie wtedy zdjęć :)

  • Przepięknie to wszystko opisałaś, piękna historia, pełna motywacji i nadziei :)

  • Piękna historia na prawdę… Trochę jak z bajki:)
    Ja staram się wyrzucać rzeczy i sprzedawać na bieżąco ale śmieci wciąż przybywa

    • JA też cały czas robię regularny przegląd posiadanych rzeczy – wiadomo że z czasem coś do domu przybywa, ale teraz nie czuję oporów żeby wyrzucić takie przedmioty, nawet jeśli są w miarę dobrym stanie.

  • He he, ale bym się "symbolicznie" pozbywała zdjęć osób których nie lubię… :3 Dzięki za inspirację. Ta "symbolika", och tak.
    Piękna historia. Nienawidzę sprzątać, oraz nie przepadam za "samorozwojowymi" tekstami, ale ten mnie naprawdę urzekł. Uchyliłaś rąbka siebie (jakie metafory…), dziękuję.

    Mnie do sprzątania zachęciła młodsza siostra:
    [S]iostra: I ty chcesz być chemikiem?
    [E]ten: Noo :3
    S: To uważaj na ten bajzel dookoła, bo co jeśli nie ogarniesz laboratorium po doświadczeniach i wdepniesz w kwas?
    E: ;_____;
    Proste i skuteczne!

    • Ja też robiłam takie 'symboliczne' pożegnania jakie masz na myśli. Najlepszym było chyba pożegnanie z miśkiem po pewnym chłopaku, a pomógł mi w tym amstaff ;)

      Twoja siostra ma łeb na karku!

  • Wspaniała historia, w niektórych momentach poczułam się jakbym czytała o sobie. Ja mieszkam w domu rodzinnym z już tylko z mamą teraz, ale kiedyś był to dom pełen ludzi. Na strychu i po szafkach w domu przez długi czas leżało pełno rupieci o których i Ty wspomniałaś (stare gazety, sprzęty, książki po wszystkich domownikach). Większości z tych rzeczy już się pozbyłyśmy, zostało o jeszcze jednak sporo rzeczy do przesegregowania szczególnie tych, których mi było szkoda wyrzucić, oddać. Twoja historia ma wspaniałe zakończenie i motywuje zdecydowanie do porządków. Ja w pokoju i w domu ogólnie mam porządek, sprzątam na bieżąco, większy bałagan jest za niektórymi drzwiczkami szafek i w pudełkach na strychu, gdzie kryją się stare zdjęcia, listy, wspomnienia czasem smutne czasem złe, trzeba się tego pozbyć.

    • Takie strychy jak opisujesz są jak magazyn pamięci, nie zawsze dobrej. Zależy kto w co wierzy, ale mówi się, że zgromadzone przedmioty to coś w rodzaju więzów energetycznych, wiążących z różnymi osobami, zdarzeniami. A przecież nie każde więzi warto podtrzymywać.

      Udało mi się namówić kilka innych osób na wyrzucenie takich rzeczy, i… też odczuły pozytywne skutki, więc zdecydowanie coś w tym jest.

  • Przeczytałam poprzedni post od deski do deski i ten również. Zauważyłam właśnie,że gdy nazbierało się problemów w moim życiu zawsze zabierałam się za sprzątanie. Takie duże, generalne sprzątanie i pomagało mi to. Ale nigdy nie pozbyłam swojego chomikowania…mam w pokoju nawet puste opakowania po perfumach!! W ten weekend mam dużo wolnego i chyba zabiorę się za oczyszczanie nie tylko siebie,ale i swojego pokoju.

    • Coś w tym jest, podczas zmian czy problemów w życiu, niektóre kobiety zmieniają fryzurę, inne – sprzątają i wyrzucają rzeczy :)
      Polecam Ci bardzo taką 'terapię' – nigdy nie wiadomo jakie przyniesie to efekty :)

  • Przeczytałam jak wspaniałe opowiadanie i pomyślałam jak dobrze zacząć raz jeszcze od początku, z czystymi kątami i szufladami. Zabieram się za to i zabrać nie mogę a moim życiem rządzi taki burdel że nie mogę ogarnąć. Wstanę jutro rano, bo jak zacznę teraz to do 6 tej nie usnę. :)

  • Czytałam i miałam wrażenie jakbyś pisała i o mnie :D Ja co prawda nie doszłam jeszcze do etapu samotnej podróży pod namiot i wszystkiego, co z tego u Ciebie wynikło, jednak cała reszta zabrzmiała mi zaskakująco znajomo!

    • Miło to słyszeć :) No cóż, nie każde sprzątanie owocuje wyprawą pod namiot, a i u mnie skutki przyszły nieco z opóźnieniem ;)

  • Dżizus, robiłam dziś porządki w szafie. Okazało się, że mam pierdyliard niepotrzebnych ubrań. Niektóre nosiłam jeszcze jako zbuntowany gimbus, część już dawno przestała pasować do mnie i do tego, co noszę, o innych zapomniałam, że je w ogóle mam, i zrobiło mi się głupio, jak obliczyłam, że część rzeczy zalega w mojej garderobie od dekady. Uprzątnęłam ten bajzel i okazało się, że marnuję mnóstwo miejsca. Pouczające to było – przekonać się po raz kolejny, jaką jestem bałaganiarą i jak straszne rzeczy mi się kiedyś podobały. Co prawda do takiej przemiany jak u Ciebie jeszcze daleko, no, ale zyskałam półki w szafie i zaszokowałam moją zacną matkę :P.

    • Porządki w szafie to zawsze dobry początek Kocie!
      Ale jestem pod wrażeniem ilości miejsca jakie tam miałaś skoro zachowały się nawet rzeczy z gimnazjum i to wszystko się mieściło :)

    • Bardzo łatwo można to wyjaśnić. Część moich ubrań jest we Wrocławiu i to jest ta część, która w czasie studiów mi się rozrosła, część – ta, która nie zmalała ;) – jest w domu rodzinnym, bo jakoś nigdy nie czułam potrzeby zwożenia na stancję wszystkiego. Mając dużo szafek w dwóch domach można w nich wiele upchnąć ;)

  • Tak to pięknie napisałaś, że ju dzisiaj chciałabym móc się zabrać za sprzątanie, z nadzieją na lepsze jutro. Ja też jestem strasznym chomikiem, choć wiele rzeczy zostało w rodzinnym domu po przeprowadzce jak stare pamiętniki, listy, itd. Też będę to musiała wszystko zebrać i spalić u teściowej, po co ma zalegać.

    • Jestem zdania że nie warto takich rzeczy zostawiać samych sobie… a najlepiej w ogóle ich nie zostawiać. Jak coś jest naprawdę ważne – zawsze można zeskanować.

  • O kurde, wychodzi na to że muszę wypieprzyć całą komodę. Jeszcze jest ona z wikliny, więc każe przesuwanie szufladek powoduje, że od spodu się kruszą i jak nie spadają na rzeczy w szufladach niżej, to na ziemię i jest wieczny syf. Ogólnie ja za wiele rzeczy nie mam, bo dwa lata temu się przeprowadzałam i żeby dużo nie dźwigać robiłam tzw. selekcje. Zatem nie mam w pokoju tandetnych figurek Bóg wie kogo ani większego rozgardiaszu. Oczywiście poza tą jedną komodą, gdzie w ostatniej szufladzie są płyty CD, a przed-ostatniej stare pamiętniki z podstawówki, stare karty do telefonu (bo przecież kiedyś wykorzystam) i tak jak napisałaś sama wszelakie ulotki i inne rzeczy, które kiedyś coś znaczyły, a teraz to zwykłe śmieci.
    Pamiętam jeden etap w życiu w gimnazjum, gdzie rozważałam skok do Brdy (zdarza sie xD), ale zamiast tego wolałam u brzegu tej rzeki spalić pamiętnik. Wiesz jak mi było potem lekko i dobrze? Ehh co Ci faceci z nami robią..

    • Z tego co opisujesz to ta komódka jest rzeczywiście warta wyrzucenia :)

      Było grubo w gimnazjum z tego co widzę :) Ale ten okres coś takiego ma w sobie, że głupie rzeczy wydają się nam końcem świata… potem okazuje się że tych końców przed nami jeszcze kilka albo kilkanaście i jakoś każdy przeżywamy i z każdym jesteśmy silniejsi. I nawet nie ma sensu tego wspominać za bardzo, a tym bardziej trzymać pamiątek po tym – nikomu to chyba jeszcze nie pomogło :)

  • Króliczku, piękna opowieść :) ja jestem dopiero na początku drogi do oczyszczania przestrzeni i mam nadzieję, ze wraz z minimalizmem coś mi pyknie w głowie, bo teraz chyba jestem trochę zagubiona.

    • Oby tak się stało, jest takie magiczne prawo 'jak na dole tak na górze' i mam nadzieję że u Ciebie ono zadziała.

  • Hm… Chyba mnie zainspirowałaś do podobnych działań. Ja mam nieco inaczej, ponieważ duże mieszkanie, którego zawartość muszę upchnąć teraz w większości w piwnicy. A jest tam ogrom rzeczy, które trzymam, "bo kiedyś jeszcze się na pewno przydadzą". I tak leżą trzy i więcej lat. Przeprowadzam się, większość rzeczy będzie czekała w kartonach na lepsze czasy. To chyba dobra okazja do takiego "oczyszczenia".

    • Jest taka dobra zasada: jeśli nie używaliśmy czegoś przez rok, to znaczy że najprawdopodobniej tego już nie użyjemy. I dotyczy zarówno ubrań jak i wszystkiego innego.
      Ja wychodzę z założenia że gdyby się kiedyś okazało że jedna z wyrzuconych rzeczy będzie jednak potrzebna, można zawsze kupić nową, lepszą, w końcu nie jestem bezrobotna, a korzyść z wyrzuconej całej reszty i zwolnionego miejsca jest znacznie większa.
      W gruncie rzeczy na tym się to wszystko opiera – na kalkulacji i wytłumaczeniu sobie pewnych spraw :)

  • Otwierałam ten post przyznam szczerze z lekka niechecia, bo poradniki raczej na mnie nie dzialaja. Jednakze czytam kazda Twoja notke od deski do deski i tak bylo i tym razem. Wzruszajaca historia! Mam ochote wstac teraz i zajac sie moimi polkami. A okolicznosci ku temu sa sprzyjajace, w ciagu najblizszych 3miesiecy przeprowadzam sie do Anglii. Sama, bez niczego, ryzyko. Potrzebuje takich zmian. Dziekuje za ten post :)
    Ps: znam ten oczyszczajacy moment jak pali sie rozne "wspomnienia".

    • Miło to słyszeć, co mówisz. I rzeczywiście, nie ma lepszego momentu niż teraz, przed przeprowadzką i taką wielką zmianą. Niech będzie jeszcze większa, a start w nowym miejscu lepszy i z czystym kontem :) tego Ci życzę.

  • gdy zaczynam robić porządki okazuje się, że poukładane rzeczy zajmują o wiele mniej miejsca. nie mam rupieciarni ani nie gromadzę niepotrzebnych rzeczy. fakt, że z niektórymi trudno mi się rozstać, dlatego czasami pomaga mi siostra, ona jest bezwzględna i bez emocji realnie widzi co jest mi potrzebne a co tylko zajmuje miejsce. niczego nie sprzedaje tylko oddaje. może to i błąd. moje życie staje się co raz bardziej poukładane ale to chyba w dużej mierze od wieku zależy

  • Ja mam zawsze dylemat: oddać biednym czy sprzedać, bo trochę tak nieswojo z dawaniem tych rzeczy, które nie są pełnowartościowe (a te z wartościa niby mogą przyniesc kasę) a wkoncu biednym należy sie cos wiecej niz ochłapy i rzeczy zużyte, których nikt inaczej by nie kupił.. Zazwyczaj idę na kompromis i dzielę te wartościowe na dwa stosiki ;) ps. co do samej historii to moje obserwacje potwierdzają, że im ktoś ma większy chaos w domu, tym większy ma w zyciu.

    • Ja staram się oddawać rzeczy które jeszcze się do czegoś nadają, a całą niefunkcjonalną resztę – na śmieci. W tych miejscach (Caritas, czy inne zbiórki) i tak jest selekcja i wybierają to, co rzeczywiście się przyda podopiecznym.

  • Na początku wydawało mi się, że to jakiś dopiero co dorwany poradnik o sprzątaniu. Przepraszam, ale jestem na fali zalewających mnie informacji jak umyć to czy tamto, obserwuję wszystkie sąsiadki myjące okna (najdokładniej te, które zepsute żarcie wyrzucają przez nie na trawnik) i pierdylion przepisów na jajka.

    Teraz widzę, że się myliłam. Jeśli możesz, bardzo proszę o przesłanie poradnika (w celach samplowych oczywiście) na adres fightthedull@gmail.com, chętnie się z nim zapoznam.

    W moim życiu zawsze był i jest bałagan. :) Słyszałaś, że sprzątanie z dzieckiem to jak mycie zębów w trakcie jedzenia czekolady? ;) Niemniej kilka zmian na pewno mi się przyda, mimo że bardzo wiele rzeczy wyrzuciłam przed przeprowadzką, znów zaczęłam obrastać w klamoty (pardon, potrzebne rzeczy).

    Cieszę się, że pozytywnie zmieniłaś swoje życie. Mimo, iż sama nie bardzo wierzę w poradniki czy "porady życiowe", bo tak jak nie ma jednego kosmetyku dla wszystkich, tak tym bardziej nie ma jednej filozofii. Jednak zmiany są dobre, z perspektywy czasu widzę, że każda zmiana w moim życiu prowadziła do kolejnych zmian na lepsze. Kto wie, może skorzystam na takiej lekturze? Pozdrawiam serdecznie :)

    • Spodobało mi się to stwierdzenie o myciu zębów :)
      Wysyłam e-booka, mam nadzieję że czymś Cię zaskoczy. Rzeczywiście nie jest to uniwersalna książka dla każdego, u mnie trafiła na podatny grunt, ale może i do Ciebie w jakimś stopniu przemówi :)

  • Świetnie się czytało, to co napisałaś, aż mam sama ochotę sięgnąć po książkę i posprzątać swoje życie:)
    Życzę Ci dużo szczęścia na tej nowej – jak widać lepszej drodze;)

    • Szczęście już jest, teraz tylko pilnuję żeby rosło. W każdym razie – dzięki :)
      I jak każdemu, polecam Ci sprzątanie nieważne czy po książce czy nie. Bądź jak Perfekcyjna Pani Domu ;D

  • serio od sprzątania przestawia się w głowie? to chyba najwyższy czas i na mnie…

    • Przestawia, sprawdziłam na sobie i paru innych osobach.
      A jak się nie przestawi… to chociaż będziesz miała czysto :D

    • zawsze to coś :D

  • Podziwiam i gratuluję, też bym tak chciała, brak mi siły, odwagi….

    **___**_________****
    _**___**_______**___****
    _**__**_______*___**___**
    __**__*______*__**__***__**
    ___**__*____*__**_____**__*
    ____**_**__**_**________**
    ____**___**__**
    ___*___________*
    __*_____________*
    _*____0_____0____*
    _*_______@_______*
    _*_______________*
    ___*_____v_____*
    _____**_____**
    _______*****_______
    Tęczowych pisanek,
    na stole pyszności,
    mokrego dyngusa
    i wspaniałych gości.
    Niech to będzie czas uroczy,
    życzę miłej Wielkanocy.
    Wesołych Świąt!!:)

    • Dzięki za Zająca :)
      Filiżanko, Tobie też życzę udanego czasu świątecznego,
      ale przede wszystkim – pozbycia się przekonania że czegoś nie możesz lub czegoś się boisz.
      Ja w takich sytuacjach stosuję się do zasady "bój się, wstydź, czy denerwuj, ale udawaj że tak nie jest i idź do przodu". Z udawaną czy prawdziwą pewnością siebie/determinacją wychodzi tak samo dobrze. Może nie tak dobrze jak na filmach czy w książkach ale zawsze lepsze to niż stanie w miejscu…
      :)

  • Przeczytałam oba wpisy na temat książki. Ja zauważyłam u siebie nieco odmienną sytuację. Dopiero zaczęłam studia, ale patrząc wstecz mogę stwierdzić, że moje codzienne życie, a raczej 'myślenie' i podchodzenie do pewnych spraw się zmieniło. Zaczęli mnie otaczać ludzi, dla których jestem ważna (i z wzajemnością). Wiem, co chcę w życiu robić, a przynajmniej co kocham robić i co jest dla mnie ważne. Jestem pewna swojej pasji, przekonań. Choć nadal szukam swojej 'drogi' to wiele się zmieniło. czytając Twój wpis uświadomiłam sobie, że z tą zmianą zmieniał się też mój pokój w którym przebywam. Kiedyś byłam straszną bałaganiarą i co grosza bałagan ten mi zupełnie nie przeszkadzał. Teraz lubię meić porządek. Lubię, gdy zdjęcia w ramkach są widoczne, nie pozasłaniane i najczęściej prezentują się na nich aktualne zdjęcia. Organizacja pokoju jest lepsza i nie jest zagracony jak kiedyś. Wydaje mi się przze to bardziej jasny. Takw ięc myślę, że moje zachowanie i anstawienie wpłynęło na to, jak wygląda otoczenie w którym mieszkam. Z chęcą przeczytałabym książkę o której wspomniałaś. Jeśli to nie problem i jest taka możliwość to prosiłabym o pdf na mojego maila marta.nie33@gmail.com Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołego jajka! :)

    • Potwierdzasz więc teorię że czysty umysł to czysty pokój, z tym że u Ciebie umysł oczyścił się najpierw. Nieźle, imponująca zmiana!
      Jeśli mimo wszystko na coś przyda Ci się ta książka, to już czeka na Ciebie na w mailu :)

    • Interesuję się psychologią i chciałabym to bardziej zgłębić… dziękuję serdecznie! :)

  • Dziękuję za ten post i polecenie książki, po którą z pewnością sięgnę. Jesteś wspaniałym przykładem tego, że zawsze warto podejmować się zmian, by spróbować żyć inaczej. :)

  • Motywujący wpis :) Ja powinnam odgruzować piwnicę :D

  • Wreszcie zabieram się do tego, żeby napisać komentarz pod tym postem. Zabierałam się za gruntowne sprzątanie od dłuższego czasu, Twój pierwszy post z tej serii ostatecznie mnie do tego zmotywował, sprzątanie odbyło się więc między pierwszą a drugą częścią Twoich wpisów o likwidacji bałaganu :) Ale i ten czytałam z zapartym tchem, dziękuję za to, że podzieliłaś się swoją, jakże interesującą historią! I dzięki za kopa w dupsko :)

  • Z porządkowaniem przedmiotów nie mam problemu. Niepotrzebne ubrania (bo się znudziły, bo jednak nie będę nosiła itd.) oddajemy (ja i pozostali członkowie rodziny) pewnej rodzinie o której wiemy, że ubrania zostaną 'wynoszone' a nie wyrzucone na śmietnik. Książki, zabawki, zeszyty oddaliśmy do świetlicy w szpitalu dziecięcym – więc też wszystko zostanie wykorzystane. Kosmetyki przeglądam na bieżąco.

    A mimo wszystko mam problem z uporządkowaniem życia. Jestem świadoma, że zmian muszę dokonać, ale obawy czy się uda, czy dam radę biorą górę.
    Ale w końcu trzeba będzie wyjść z tego ciemnego pokoju. :)

  • bardzo symboliczny wymiar oczyszczenia .
    Nie wiem czy w moim przypadku by zadziałało ?;)
    pozdrawiam
    Cottonara

  • Dopóki nie spróbujesz, nie przekonasz się :)

  • Fajnie że sprzątanie i wyrzucanie dobrze Ci idzie. Skoro to Ci się udaje, to i życiowe zmiany też na pewno dasz radę ogarnąć :)

  • Paulino, to świetna wiadomość :) cieszę się że tak to na Ciebie podziałało!

  • Oj te piwnice, czego tam czasem nie ma… :)
    Dzięki mojej trochę się wzbogaciłam ;)

  • Marie

    Jak najbardziej popieram to, ze poprzez oczyszczenie swojej przestrzeni mozemy poukladac sobie wiele spraw w glowie. Ja powoli daze do minimalizmu, idzie mi to opornie, ale z kazdym drobnym kroczkiem czuje ogromna ulge. To moze glupie, ale dzisiaj z kolekcji 45 lakierów do paznokci zrobiłam… dziewiec. A zastanawiam sie nad ograniczeniem do szesciu. Popatrzylam na to puste pudeleczko i bylam dumna z tego czego dokonalam.
    W takiej odgraconej przestrzeni zyj sie znacznie latwiej, a kiedy poradzimy sobie z sentymentalnymi bezdetami czesto poznamy lepiej samych siebie

    buziaki

  • Mili

    Aż mi się ryczeć chce bo tak bardzo pragnę poczuć taki porządek w środku , za dużo rzeczy mi się wali a w środku to czuję się tak jak bym już umarła . Chyba też zaczne od wyrzucania rzeczy ze szkół stare liściki pisane z koleżankami które udają teraz że nie istnieje i inne rzeczy . Tak trudno jest się pożegnać z przeszłością ale tylko to nas trzyma przed zrobieniem kroku w przyszłość . To do dzieła … ale to już jutro :P :D

  • Mili

    znaczy rano :P hihi

  • AD

    gratuluję.choć mówiąc, że nie często czytam posty czy blogi w ogóle – bym skłamała, jako że nie czytam ich wcale. na Twój natrafiłam przez przypadek i cieszę się,że zawiesiłam tu oko na chwilę dłuższą. Szukam siebie od dawna…zamierzam w podobny sposób uporządkować życie i wszystko wokół…ba! pragnę z serca córę tegoż samego triku nauczyć…nie będzie ani łatwo, ani szybko, gdyż paierologia (podobnie, jak w Twoim przypadku jest mą domeną, a bibeloty mym drugim imieniem, choć zaczęłam je nienawidzić jakiś czas temu). Zastanawia mnie tylko, co skłoniło Cię do zakupu kolejnej makulatury, która w Twoim przypadku zmieniła Twe jestestwo… pozdrawiam serdecznie z zapałem do pracy.

    • Bardzo mi miło, że przypadek Cię tu skierował.
      Do mnie przemówił tytuł tej książki, a właściwie hasło ‚feng-shui’, którym się wtedy interesowałam. Nie przypuszczałam jednak. że przyniesie mi ona aż takie zmiany. Potem w zasadzie nie kupowałam już żadnych życiowych poradników :)
      Życzę powodzenia i oby udało się pozbyć wszelkiego balastu.

  • kubekczekolady

    Bardzo lubię ten post, kliknęłam na niego znów przy okazji czytania wtorlinek, wyświetlił się pod tekstem ;)

  • wiesz co, chyba muszę przeczytać te książki, też mam tendencję do zbierania, a jesli chodzi o porządek to sprzątam często, ale jakoś szybko robi się bałagan, a wtedy ja się w nim źle czuję, bo mówię sobie, że zanim cos zdziałam muszę najpierw posprzątać… to takie głupie, dziwne, ale zarazem przerażające :/

    • To bardzo prosta zasada – nad mniejszą ilością rzeczy łatwiej jest zapanować.
      Minimalizm to teraz bardzo modne hasło na blogach i ogólnie w mediach, ale o dziwo to się naprawdę sprawdza w życiu. Oczywiście jeśli ktoś przejdzie na niego z przekonaniem, a nie podążając za modą ;)

  • Magda Kędzierska

    Cześć, pierwszy raz tu u Ciebie jestem i bardzo mi się podoba, więc zostanę na dłużej:) A trafiłam przez przypadek, sama od prawie trzech lat stopniowo oczyszczam przestrzeń wokół siebie i mam już niezłe sukcesy, ale muszę jeszcze coś zrobić z kolekcją porcelanowych figurek, głupio mi je wyrzucić po prostu do kosza, szukałam więc na ten temat informacji w google (w końcu wujek google wie wszystko) i tak trafiłam do Ciebie. Pozdrawiam, Magda.

    • Cieszę się zawsze jak ktoś do mnie trafia przez ten wpis, bo to jeden z najważniejszych dla mnie :)
      Witaj na blogu i czuj się tu dobrze :)

  • Magda

    O rany, jak fajnie, że trafiłam na Twojego bloga (czemu dopiero teraz? Ale nadrobię!). Totalnie przepadłam, przeglądam wpis za wpisem, ale to tutaj postanowiłam zostawić komentarz, bo temat jest bardzo bliski, a akurat od kilku dni zabieram się za uporządkowanie przestrzeni w domu (tak naprawdę to od wielu lat i już tych podejść było chyba ze 100 i wiele mnie kosztowało). Przecież, tak jak napisałaś, tu nie chodzi o uporządkowanie tylko domu czy szafy, ale tak naprawdę swojego życia.
    Czytając Twój post, miałam wrażenie, że czytam o sobie. Ja potrafię trzymać kilkanaście lat ciuchy, bo jestem do nich z jakiegoś powodu przywiązana i potem łażę w tym po domu wyglądając przy tym jak lump albo śpię w piżamach tzw. wypierdzianych (cały czas mając nadzieję, że nie zdarzy się sytuacja, iż weźmie mnie w nocy pogotowie, a ja się spalę ze wstydu). W szafach, szufladach, nie mówiąc o piwnicy, mam mnóstwo rzeczy, bez których wiem, że mogłabym żyć, bo przecież ich nie używam, no, ale… wiadomo. To trwa od wieeelu lat. I tak już wielu rzeczy się pozbyłam, za każdym razem to było uczucie jakby ktoś ze mnie ściągnał jakiś ciężar, prawdziwe katharsis. Kto ma tak samo, zrozumie to. Te nasze szafy, szuflady itp. mają naprawdę ogromny związek z tym, co się dzieje w naszej głowie. Muszę koniecznie przeczytać książkę, którą polecasz. Czas pożegnać się z przeszłością i zacząć naprawdę cieszyć się tym, co jest tu i teraz, bez wiecznego rozpamiętywania. I zacząć żyć tak, jak naprawdę bym chciała, a nie czekać na nie wiadomo co…
    Kurczę, nie chciałam aż tak się rozpisywać, samo wyjszło:) Chyba po prostu było mi to potrzebne. Dawno nie czytałam tak świetnego bloga. Od dzisiaj będę do Ciebie regularnie zaglądać. Masz niesamowity dar pisania i jesteś mega kumatą osobą. Dzięki za ogromną dawkę pozytywnej energii! Pozdrawiam, Magda :)

    • Wow, ale mi miło to czytać :) I cieszę się, że właśnie ten wpis do Ciebie przemówił – gdybym miała wybrać jakiś jeden, który bym chciała żeby ktoś przeczytał na moim blogu, to byłby ten.

      Mam nadzieję, że w końcu się przemożesz i uporządkujesz swój bałagan – i ten w szafach i w głowie. Ta różnica i to uczucie później jest tego warte, zdecydowanie!
      Uściski :)

  • Honey

    opętała mnie mania sprzątania! lektura Twojego wpisu jest niesamowicie napędzająca do działania, początkowo odczuwałam zakłopotanie przed mężem, ustawiając mu kolejne worki śmieci do wyrzucenia, to zaskoczone spojrzenie-skąd tyle tego..haha, znoszone buty, niepasujące ubrania, te pudełka po lodach, wiaderka po serku, wydawało mi się to takie ekologiczne, świetne do piaskownicy, ilość taka, że mogłabym zaprosić do zabawy ze 2 grupy z przedszkola, żenujące…dopiero część mieszkania okiełznana a zaczynam odczuwać to o czym czytałam- wyhamowałam z wieloma zakupami, ponadto już nie znoszę do domu ulotek marketów, czy zechcesz podzielić się książką pdf? biblioteka niestety nie posiada

  • Anka

    Zainspirowiłaś mnie do przeczytania I zmian. Mogę też prosić pdf na maila? anyszek115@tlen.pl
    z góry bardzo dziękuję!

  • Pingback: JAK POZBYĆ SIĘ BAŁAGANU ZE SWOJEGO ŻYCIA - JEDYNY PORADNIK, KTÓRY COŚ WE MNIE ZMIENIŁ - Króliczek Doświadczalny()

  • Pingback: CO NAPRAWDĘ RÓŻNI LUDZI BIEDNYCH I BOGATYCH? - Króliczek Doświadczalny()