Kończy się weekend, niedziela płynie sobie leniwo od śniadania do obiadu, a po nim… im ciemniej robi się za oknami, im bliższe jest widmo poniedziałku, tym większy czujemy smutek, bierność, czy niepokój, jakby przeświadczeni, że już nic dobrego nas nie spotka.

Szwedzcy badacze stwierdzili już jakiś czas temu, że niedziela to najbardziej depresyjny dzień tygodnia, a w Ameryce ponad 80% badanych przyznaje, że ma coś, co nazywane jest „Sunday night blues” czyli niedzielnowieczorny dół. Na podstawie ankiet uśredniono nawet, że to uczucie dopada nas mniej więcej o 16:13.Co takiego przygnębiającego jest w końcówce weekendu i jak z tym walczyć?


 

KTO NAS WROBIŁ W SUNDAY BLUES?

 

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że chodzi tu u koniec wolności i przypomnienie sobie o swoich obowiązkach, które zaczną się już jutro od rana. A za tym, wiadomo, idą też różne ograniczenia: tego dnia nie pójdziemy już spać tak późno jak zwykle, ani nie napijemy się alkoholu (no chyba że jesteśmy typem yolo i możliwość wyciągnięcia przez szefa alkomatu podnieca nas jak gra w ruską ruletkę). To jednak zbyt banalne tłumaczenie, bo okazuje się, że dla wielu osób powrót do regularnego trybu życia, wyraźnych struktur i określonych zadań w pracy, jest w pewien sposób kojący.
  • OCZEKIWANIA

    Jeśli poszukamy przyczyn głębiej, możemy dokopać się do innych spraw: tego, że zwykle mamy wobec weekendów wielkie oczekiwania, zwiększone dodatkowo przez plany, jakimi dzielą się z nami znajomi w piątek-piateczek-piątunio, czy relacje z ich rozrywek, jakich musimy wysłuchiwać w poniedziałek. Przez to w niedzielę możemy się poczuć zdołowani, jeśli zorientujemy się, że znowu minęło tyle godzin, a my nic fajnego i wartościowego nie zrobiliśmy ze swoim życiem.


  • PRZEKONANIA

    Nawet jeśli nie mamy znajomych, którzy raczyliby nas takimi opowieściami, to przekonanie, że niedziela ma być super szczęśliwa, rodzinna, radosna i tak jest dość mocno zakorzenione w naszej świadomości i utrwalane przez media. A to powoduje ten sam problem, który wiele osób ma z Sylwestrem – im silniejsza jest presja, że dany dzień ma być „szczęśliwy i wyjątkowy”, tym większy rodzi się w nas bunt i trudniej jest odczuwać prawdziwą radość.


  • ZALEGŁOŚCI

    Jest jeszcze jeden problem: na weekend odkładamy często wiele zaległych spraw, których w ciągu roboczego tygodnia nie mamy kiedy załatwić. Rzeczywistość wie jednak swoje: zanim obudzimy się na dobre w sobotę, ogarniemy dom i podstawowe rzeczy, zanim zdecydujemy dokładniej, co przyjemnego moglibyśmy dla siebie zrobić, często odechciewa nam się jakichkolwiek aktywności i weekend kończymy z listą niedokończonych spraw, przenoszoną z tygodnia na tydzień, budzącą wyrzuty sumienia.

Na szczęście na wszystko są sposoby.


 

NASTĘPNY WEEKEND BĘDZIE INNY!

 

1. Zastanów się co co Ci chodzi. 

Na początek pomyśl, co jest dla Ciebie w niedzielę najbardziej przygnębiające. Czy stracony czas, czy zaległości, czy może obawa przed powrotem do trudnego zadania w poniedziałek. Wielu z nas poprzestaje tylko na odczuwaniu negatywnych uczuć, nie zastanawiając się specjalnie nad ich przyczyną. A to przecież podstawowy warunek do zaplanowania zmiany tego stanu.Jeśli jest Ci trudno do tego dojść, spróbuj o tym napisać, wyrzucając z siebie wszystko, co przyjdzie Ci do głowy.


2. Piątek – dzień organizacji.

Ostatnie godziny w pracy w piątek (o ile pozwala na to tryb pracy) warto poświęcić na podsumowanie swojego tygodnia – czasem wystarczy pomyśleć ile udało się nam zrobić, zamiast skupiać tylko na tym, co się nie udało, to już wprawia w lepszy nastrój. To także czas na uporządkowanie biurka/stanowiska, zrobienie planów na następny tydzień, wykonanie tych wszystkich małych upierdliwych zadań, które zawsze odkłada się na potem, czy odpowiedzenie na zaległe maile, żeby nie myśleć o nich w weekend. Dzięki temu w poniedziałek będziesz o krok do przodu i pominiesz etap wdrażania się w nowy tydzień pracy.Już w domu, możesz pomyśleć dokładniej, co chcesz robić w sobotę i niedzielę, i rozplanować to z sensem, dzieląc obowiązki z tymi, z którymi możesz je podzielić, by potem nie tracić czasu na logistykę i żeby wszystko nie spadło na Ciebie.


3. Zamień sobotę z niedzielą.

Większość z nas ma problem z odsuwaniem w czasie nagrody, dlatego zwykle już w piątek po pracy odpoczywamy, sięgamy po przyjemności. Tak też jest w sobotę, a na niedzielę zostaje nam wszystko, czego nie zdążyliśmy zrobić, co tylko zwiększa niechęć do tego dnia. A gdyby tak wykorzystać fakt, że w sobotę do południa mamy zwykle najwięcej energii i zamiast długo się wylegiwać, wyskoczyć na zakupy, posprzątać, czy odrobić zaległości w nauce lub innych zadaniach?Jeśli na niedzielę zostawiasz mniej przyjemne czy nudne plany, jak np. wizyta u niezbyt lubianej rodziny, zastanów się, czy w sobotę, z pozytywnym nastawieniem, nie będzie Ci łatwiej tego znieść. Co masz zrobić w niedzielę, zrób w sobotę, a na koniec weekendu sobie podziękujesz.



4. Zaplanuj coś fajnego na niedziele i poniedziałki. 

Tym, co zmniejsza niechęć do niedziel i poniedziałków, są fajne rzeczy, których oczekujemy w tym dniu tygodnia i perspektywa spotkania kogoś, kogo lubimy. Jeśli robisz coś raz w tygodniu, np. poświęcasz się swojej pasji, czy chodzisz na jakieś ciekawe zajęcia, przesuń sobie to na te dni. Możesz ustalić też niedzielę dniem podtrzymywania relacji (tych przyjemnych) i planować wtedy regularne spotkania ze znajomymi, albo randki z partnerem.Wszystkie rytuały związane z poczuciem przynależności do grupy (nawet bardzo małej) poprawiają humor i czynią nas szczęśliwszymi, dlatego jeśli nie należysz do żadnego klubu, stowarzyszenia, czy choćby paczki znajomych, zawsze możesz rozważyć jakiś wolontariat, by nadać sens swojej niedzieli. Większość osób, która robi coś dla innych, twierdzi, że daje im to niezwykłą satysfakcję, a jednocześnie przynosi poczucie, że ich dni, mimo dodatkowego obowiązku się wydłużają, a energia rośnie, zamiast maleć.


 

5. Zrób coś aktywnego w niedzielę wieczorem

Czasem o godzinie 19 w niedzielę czujemy się jakby była już 23 i zostało już tylko kilka chwil weekendu – to dlatego, że nie mamy żadnych planów wyraźniejszych niż oglądanie telewizji, czy przeglądanie sieci.Jeśli jednak zamiast biernych zajęć wybierzemy te aktywne, np. zumbę czy jogę, spotkanie jakiegoś klubu, czy nawet energiczny spacer z kimś i rozmowę, nasz umysł będzie bardziej zajęty, a tym samym nie będzie w nim miejsca na smutne myśli i obawy związane z poniedziałkiem. Aktywność fizyczna sama w sobie też zmniejsza stres i niepokój.


 

6. Czas na offline i dobry sen 

Niedziela to idealny czas by odłączyć się od sieci – powiedziałam pisząc tego posta ;) No dobrze, jeśli nie na cały dzień, to na jego większość, a już na pewno warto wyłączyć komputer czy odłożyć telefon na kilka godzin przed snem, dzięki czemu niebieskie światło tych ekranów nie zaburzy nam poczucia senności i w poniedziałek obudzimy się lepiej wypoczęci. Z tego samego powodu warto sobie odpuścić kawy, herbaty, słodycze, czy ciężkostrawne potrawy w niedzielę wieczorem, podobnie z bardzo intensywnymi ćwiczeniami, które choć męczą ciało, to jednak je też rozbudzają.
W niedzielę wieczór po prostu keep calm… i idź wcześniej spać.


Nie udało się w ten weekend? Uda się w następny!


 

  • wasted

    Idealny post na dzień taki jak dzisiejszy, do południa jakoś szło, a potem już tylko smutek i niepokój. Zauważyłam że odkąd realizuję jakieś ciekawe wyjścia w soboty, to w niedzielę zazwyczaj snuję się i staram nie dać się zrobić z siebie burrito of sadness :( Dobrze że wkroczyłaś do akcji zanim ten dzień się skończył, zabieram się za jogę, odłączając całą elektronikę :) Udanego tygodnia :)

  • Miałam iść wcześniej spać… ale Ty się opublikowałaś, a ja się zaczytałam :)
    Dobrego tygodnia, od samego poniedziałku!

  • Z tym offline w niedzielę nie przejdzie ;). Rady bardzo zacne i przyznam się że ja już kilka stosuje (aktywna niedziela i coś co sprawia mi fun w poniedziałek) żeby oswoić niedziele ;)

  • Sunday night blues to zdecydowanie nie moje klimaty, być może dlatego, że nie mam telewizora… A być może dlatego, że zwykle niedziela mija mi za szybko by go zauważyć :)

    • Witamy w klubie bez telewizora!
      Chociaż w dzisiejszych czasach zastępuje go często Internet… taka zamiana jednej biernej rozrywki na inną.

      • Ale przyznaj – internet może być „czynną” rozrywką – to ja wybieram „co ja paczę”, a nie wyłącznie konsumuję to, co mi dają na stole. U mnie w domu [rodzinnym] jest cudowny zakaz włączania TV przy niedzielnym obiedzie. Miałam porównanie z innymi domostwami… i to naprawdę zmienia atmosferę. Nikt się TV nie odgradza od reszty.

        • No właściwie tak, ilość treści w sieci przewyższa każdy pakiet telewizyjny. Chociaż wydaje mi się, że wiele osób i tak podąża po sieci utartymi szlakami, sama się czasem na tym łapię, że jak nie mam na nic chęci to zaglądam tylko na 5-6 stałych stron.

          Taki zakaz to dobra rzecz. Nie raz się napatrzyłam na obiady i święta przy TV, gdzie jednym uchem się słucha osób przy stole,a drugim tego, co tam leci i ostatecznie nie wynosi nic ani z jednego, ani z drugiego.

  • Czasami i tak, mimo wszystko, dopada mnie w niedzielę Weltschmerz. I wcale nie jest on spowodowany stresem, czy poczuciem niezałatwienia jakichś spraw. Po prostu przychodzi, a jedyne, co potrafię odpowiedzieć na pytania: ‚Co się dzieje?, Co się stało?’ to ‚nie wiem’.

  • Ostatnimi czasy cieszymy się, że zajęcia mamy tylko 3 dni, a od jakichś 2 tygodni przełączamy się na tryb ,,wakacje”, w czwartek-piątek załatwiamy najważniejsze sprawy, dużo przy tym odpoczywając, w sobotę leżymy, w niedzielę dokańczamy resztę, a w poniedziałek jesteśmy prawie jak nowonarodzone. To dobry pomysł, jeżeli ktoś ma tylko 2 dni wolnego, aby na niedzielę zostawić sobie przyjemne zadania i odpocząć.

  • Nie doświadczam, bo poniedziałek w moim przypadku przynosi raczej odprężenie ;)

  • Gośka

    Grunt to dobry plan :)

  • Ja robię sobie czasem taki dzień offline. Dobrze jest raz na jakiś czas odpocząć od wszystkiego. ;)

  • A ja się zastanawiałem, co ze mną nie tak, że mnie tak niedziela wnerwia, a wieczorem mam poczucie beznadziei albo wszechogarniającej melancholii :) A tu się okazuję, że to tak ma być :)

  • Niedziele wieczorem przeważnie wykorzystuje kreatywnie a czasami żeby się z relaksować ale faktycznie lepiej ustalić w piątek co chcemy robić przez weekend :)

  • A tam, niedzielny wieczór zazwyczaj i tak jest dużo lepszy niż niedzielny poranek ;-)

  • Marta Maksylewicz

    U mnie to zupełnie inaczej wygląda, bo niedziela jest również moim dniem roboczym. Wolny poniedziałek czy piątek nie są dla mnie niczym wyjątkowym :)
    Tak czy siak, niezależnie od dnia tygodnia, uczucie zmarnowanego dnia czasem mi towarzyszy. Najgorzej jest, gdy się przyłapię na tym, że jest godzina 13., a ja nadal w piżamie przez TV, w domu nic nie zrobione… w skrócie: dzień można spisać na straty.

    • U mnie też bywa różnie, czasem pracuję w niedzielę, czasem nie pracuję przez cały weekend, ale i tak jest dużo lepiej odkąd jestem freelancerem. Takie dni jak Tobie też mi się zdarzają, ale wtedy staram się zrobić coś chociaż z takich domowych, małych spraw, żeby jakoś zbudować poczucie, że cokolwiek poszło do przodu. :)

      • To ja w tym temacie mam inaczej. Też mi się różnie czas wolny rozkłada w tygodniu, nierzadko w niedzielę robię na prawdę dużo. Ale też gdy zdarzy mi się totalnie bezproduktywny dzień, to nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Już się pogodziłam z tym, że tak mi dobrze – dużo pracy, wielkie lenistwo, i na zmianę :)
        A i tak najlepiej niedzieli robią wolne poniedziałki! :D

  • Podoba mi się ! :D

  • Ech, jak ja nie znoszę niedzieli :P Nie znoszę rutyny, tego że nie mogę pracować i swojej bezsenności, która zawsze objawia się tego dnia. Co niekawe, kwintesencją mojej nienawiści do niedzieli są niedzielne obiady… Zawsze jakieś tłuste mięso, którego okropny zapach roznosi się po całym domu. Muszę sobie sama więc gotować jakiś normalniejszy obiad albo improwizować, i to też rzadko kiedy wychodzi smaczne. Ale ten zapach… jak mnie strasznie drażni zapach mięsa :P
    Na rutynę coś poradzę, zakaz pracy omijam, skupiając się na jakiejś aktywności fizycznej typu spacerowanie, bieganie… Na bezsenność na razie nic nie mogę poradzić, odstawienie komputera, czytanie przed snem, chodzneie wcześniej spać- na nic. Stres przed szkołą i budziekiem ustawionym na 5:55 jest zbyt mocny.
    Na obiady też nic nie poradzę, heh. Muszę poczekać, aż się wyprowadzę z domu.

    • Miałam tak samo jak Ty – znowu ten nudny rosół i ziemniaki ze schabowym! :D W dodatku w domu panowała taka leniwa atmosfera, nie było za bardzo co robić… Jak się wyprowadziłam, rzeczywiście zaczęłam te niedziele spędzać inaczej, starałam się zawsze wymyślić jakąś atrakcję, i to było fajne, tylko z czasem… zaczęło mi brakować rosołu i ziemniaków :) Jem je teraz tak rzadko, że kiedy już mi się to przytrafi, smakuje jak rarytas ;)

      Stresuje Cię poniedziałkowe zajęcia, czy sam fakt, że trzeba wcześnie wstać?

      • Nigdy nie pasowała mi idea szkoły :P Pamiętam, że od małego dostawałam nerwicy, jak tylko musiałam iśc do szkoły, dzisiaj też w niej czuję się bardziej zdenerwowana, znudzona i bez energii. Nie jestem stworzona do szkoły.
        Wstawanie ujdzie, ale gdy jest po północy, ciągle nie możesz zasnąć, i jeszcze masz świadomość, że i tak musisz wstać skoro świt i nie będziesz mógł otworzyć oczu cały dzień z niewyspania…

        • To już się nie dziwię na hipisa w nicku ;)

          W taki razie życzę Ci, żeby udało Ci się wybrać dobrze studia, związane z czymś, co Cię interesuje – wtedy chodzenie na zajęcia powinno stać się przyjemnością :)

  • Antymateria

    Pierwszy raz spotykam się z tezą, że to niedziela jest smutna, bo do tej pory znałam tylko określenie „Blue Monday”, które w dodatku zaliczono do teorii pseudonaukowej. :)
    Mnie teraz męczy każdy dzień, bo źle znoszę braki światła. :/ I to jest dopiero problem, który każe mi poważnie rozważać wyprowadzkę do ciepłych krajów w przyszłości, gdzie światła jest trochę więcej. Naprawdę, tak się nie da żyć, przez pół roku ciemno i ciemno, dzień się kończy ok. 16:00… Odżyję dopiero na wiosnę.

    • Nieśmiało podsuwam pomysł zażywania witaminy D (chyba że już to robisz). W krajach skandynawskich leży nawet przy kasach w supermarketach. No dobra, tylko w Islandii widziałam, bo w innych północnych nie byłam, ale tak czy siak – tam już skumali, że bez tego zimę ciężko przeżyć. U nas jeszcze trudno się z tym przebić do świadomości.
      Mi samej suplementacja pomogła w wielu wymiarach :)

      • Antymateria

        Nie zażywam witaminy D, chociaż nie odczuwam jakichś skutków zdrowotnych jej niedoboru. Powiedziałabym nawet, że latem włosy wypadały mi bardziej niż teraz. :) Samopoczucie też mam OK, tylko po prostu nie lubię, kiedy jest ciemno i chyba o to chodzi. Dla mnie więcej światła oznacza więcej skupienia, więcej energii. W dodatku mam problemy ze wzrokiem, w ciemności widzę gorzej niż normalnie, bo moje źrenice słabo się rozszerzają. Jednak zdrowotnie czuję się dobrze. Po prostu jest to chyba kwestia nielubienia tej ciemnej, mrocznej pory roku. :D

        Jest jeszcze inna ciekawa rzecz związana z brakiem światła, a ściślej: ze światłem sztucznym. Szyszynka w naszym mózgu ma kłopoty z produkcją melatoniny, kiedy światła jest niewiele. Jeszcze bardziej w syntezie tego hormonu przeszkadza światło sztuczne, zwłaszcza niebieskie. Sama na początku października miałam kłopoty ze snem, ale na szczęście się skończyły. :)

        I pomyśleć, że kiedyś chciałam mieszkać w Skandynawii… :D Nigdy, nigdy. :D Mroczne klimaty zimniej Północy przestały mnie tak bardzo fascynować, myślę, że nie wytrzymałabym tam dłużej. :)

        Jeszcze tak zupełnie z innej beczki, ciekawostka z Norwegii: http://dobrewiadomosci.net.pl/761-norwegia-wprowadza-zakaz-sprzedazy-produktow-z-tluszczami-trans/ – wiedzą, co robią. Ale ten kraj stać na różne restrykcje.

        • Zawsze możesz mieć tam letnią rezydencję, zwłaszcza gdzieś na północy, gdzie już można zaznać białych dni :) Z tego samego powodu chciałabym tam pojechać latem, żeby zobaczyć, czy w ogóle czułabym się senna, kiedy słońce naparzałoby prawie przez całą dobę :D

          Słyszałam właśnie o tej sprawie z tłuszczami, tam są zawsze o kilka kroków do przodu jeśli chodzi o zdrowie i ekologię. Zazdroszczę im tego.

  • Najbardziej mam ochotę zamienić soboty na niedziele. Dobry pomysł.

  • Mnie smuci wizja poniedziałkowej wczesnej pobudki – poza tym nie mam niedzielom nic do zarzucenia ;)

    • Czyli nie jest tak źle :) Wystarczy trochę wcześniej pójść spać – ale wiem jak jest, bo sama mam problemy żeby się położyć przed 23 ;)

  • Nie mam poczucia zmarnowanego dnia, tylko, że za szybko czas leci, a chciałabym jeszcze nic-nie-porobić ;) Nie stresują ani nie smucą mnie niedziele – wręcz przeciwnie, zaraz zacznie się nowy tydzień, bliżej do urlopu, można coś nowego zrobić, postanowić wykonywać pracę nieco inaczej, sprawdzić czy dany sposób się przyjmie i będzie bardziej efektywny. Staram się w niedzielę pozytywnie nakręcić na poniedziałek, dzięki czemu nie ma „boleści” ;)

    • I to jest fajne podejście, mi się zmieniło na takie dopiero jak przeszłam z pracy etatowej na freelance :)

  • Ja od jakiegoś bardzo dobrze czuję się w niedziele. Jednak kiedyś tak nie było, już od popołudnia czułam ogromny stres i przygnębienie. W moim przypadku wynikało to z tego, że bardzo stresowałam się swoją pracą i wizja tego, że mam do niej iść napawała mnie lękiem. Od czasu kiedy zmieniłam nastawienie do pracy jest o wiele lepiej. W tych gorszych czasach najbardziej pomagało mi wyjście z domu i pójście na spacer albo spotkanie ze znajomymi :)

    • Nooo, to gratuluję zmiany podejścia! Niektórzy by powiedzieli, że w takich przypadkach pomoże tylko zmiana pracy, a tu jak się okazuje, wystarczy zmienić tylko to, co mamy w głowie :)

      • Zdecydowanie:) Jeśli nie zmienimy tego co jest w głowie, może okazać się, że zmiana pracy niewiele pomoże.

  • Masz wiele racji! Dla mnie to dzień powrotu do Krakowa na studia i jakoś zawsze łapię gorszy moment jak mam opuszczać roześmianą rodzinę i bliskich :)

  • Mnie w niedzielne wieczory najbardziej smuci myśl o poniedziałkowej utracie wolności. Jestem jedną z tych osób, które mogłyby się doskonale obejść bez szefa ;-)

  • My od kilku lat mamy zasadę, że niedziele poświęcamy sobie oraz rodzinie. Jest to czas poświęcony na mniejsze i większe przyjemności oraz wspólne rozmowy i plany dotyczące następnego tygodnia, i może dlatego nie odczuwamy smutku w niedzielę? ;)

  • Cieszę się, bo udało mi się dobrze zorganizować jutrzejszą niedzielę.
    Trochę też to Twoja zasługa. Dzięki :)

  • A wiesz, że dopiero Twój post uświadomił mi, że faktycznie w niedzielę mam znaczny spadek energii i dobrego humoru? To prawda, co piszesz! Nie lubię niedzieli, bo w głowie mam ciągle „jutro do pracy”. Spędzam czas z mężem, rano się wylegujemy i potem nagle pół niedzieli za nami… Nic się nie chce, nawet obiad robię, bo muszę, chociaż zwykle gotuje z prawdziwą pasją. Czas coś z tym zrobić, sprawić, żeby niedziela była troszkę weselsza, muszę pomyśleć i znaleźć złoty środek :-)

  • dzięki za rady ;) nie zdarza mi sie czesto taka sytuacja, ale moze się przydać :)

  • Blog To Wake Up Baby

    Ja tak niestety często mam w niedzielę, więc Twoje rady na pewno wykorzystam :)

  • Magdalena Kocikowska

    Bardzo lubię swoje, ‚nasze’ rodzinne niedziele i zawsze tak było, odkąd pamiętam :) Wszystko na spokojnie się odbywa. Jest czas na relaks i na aktywność. Fajny wpis – poniekąd jest to zbiór także moich przemyśleń, a Ty o tym piszesz i uświadamiasz mi, że w niedzielę wszystko fajnie idzie. Pozdrawiam!

  • Pingback: Jak przestałam się wszędzie spóźniać... - Króliczek Doświadczalny()

  • Paweł

    Trafiłem tu wpisując hasło w google „co robią ludzie w niedzielę?”
    :) Czytałem już ten wpis i nawet dziś w nocy o nim myślałem.
    Pozdro

  • Pingback: WTORLINKI #69 - SEKS, RYTUAŁY I MENTALIZACJA - Króliczek Doświadczalny()