Nie jestem żadną globetrotterką ani zapalonym backpackerem, który co weekend znajduje się w innym zakątku kraju lub świata. Nigdy nie opuściłam Europy*, ale trochę zdążyłam już w życiu zobaczyć. Kiedy rozmawiam o moich podróżach ze znajomymi, słyszę nieraz marudzenie: „Ale ci dobrze/zazdroszczę/też tak chcę, ALE…” I tu następują różne mniej lub bardziej abstrakcyjne wymówki,  których  nie mam już ochoty słuchać. Bo jeśli ktoś rzeczywiście chce podróżować, szuka sposobu, a nie przeszkód.

Oto pięć najczęstszych wymówek, jakich ludzie używają, by wytłumaczyć
sobie i innym, dlaczego ciągle jeszcze grzeją tyłek w domu. Bardzo słabych wymówek, nawiasem
mówiąc.

„Nie mam pieniędzy…”

 

Ja też nie mam. Notorycznie. Bo często kupuję wspomnienia, nie rzeczy. Ale mam za to fundusz ‚podróżny’, na którym gromadzę środki specjalnie na większą wyprawę. W tym roku uda mi się dzięki niemu (i odrobinie sprzyjających okoliczności) po raz pierwszy opuścić nasz kontynent, przelecieć nad oceanem i zobaczyć jeden z największych cudów natury (o tym na razie ciii).Kiedy rozmawiam z osobami, które sporo widziały i wiele miejsc odwiedziły, najczęściej okazuje się, że wcale nie zbierały na to przez lata, a na co dzień mają raczej przeciętne dochody. To po prostu kwestia priorytetów. Albo kolorów swojemu życiu dostarczasz przez nowe ubrania, kosmetyki, gadżety, które wkrótce i tak się zużyją, albo… przez oglądanie nowych miejsc, twarzy, kontakt z odmiennymi kulturami, czyli rzeczy niematerialne, które otwierają głowę i zapisują się w pamięci na zawsze.

Mnóstwo porad na temat taniego podróżowania znajduje się w sieci. Ostatnio ciekawy post dla początkujących był u Nadine (warto śledzić podane w nim fora), a ekstremalnym przykładem, który pokazuje, że można podróżować po całym świecie bez grosza przy duszy, jest Łukasz Gołacki. Łukasz niedawno wrócił do Polski po rocznej wędrówce i pisze teraz bloga, którego polecam. Bardzo ciekawa, barwna postać, która w podróży przeszła zaskakującą przemianę.

„Nie mam czasu”

 

Mnie też ogranicza jedynie 20 dniowy urlop (który w porównaniu do trzymiesięcznych wakacji studenckich jest jak Sky Tower zestawiony z Burj Dubai). Dlatego też z myślą o tym, by go fajnie wykorzystać, długo zastanawiam się nad wzięciem każdego pojedynczego dnia wolnego w ciągu roku. Staram się też dopasowywać terminy podróży tak, by łączyły się one z weekendami lub świętami, dzięki którym można zaoszczędzić parę dni.Jeśli zapowiada się jakaś dłuższa wyprawa, zawsze można spróbować dogadać się z szefem, by umożliwił jej odbycie na urlopie bezpłatnym, albo pozwolił przejść w tryb pracy zdalnej – o ile pozwala na to charakter pracy. Studenci za to mogą wykorzystywać wszelkie urlopy na jakie zezwala regulamin studiów. Ale po co ja to właściwie mówię – studenci potrafią kombinować bez niczyjej inspiracji.

Jeśli jednak od razu nastawimy się na to, że takiej możliwości nie dostaniemy, albo że miesiąc w podróży to o dwa za długo – lepiej na starcie zapomnieć o swoim celu.

 

„Nie mam z kim pojechać…”

 

Ja też często miałam ten problem. Byłam już na wyprawie z koleżanką, z chłopakiem, z kolegami, byłam też i sama – w każdym przypadku radość z pobytu w nowym miejscu była inna, ale i tak ogromna. Dziewczyna sama w podróży? Na pewno znajdziesz mężczyznę chętnego, by zdjąć Ci z półki ciężki bagaż, wskazać dokładniej drogę czy pomóc w rozszyfrowaniu mapy. Zwłaszcza jeśli jest znudzonym tubylcem czekającym na jakieś urozmaicenie dnia.Istnieją fora dla podróżników, na których zgłaszają się osoby pragnące udać się w określonym kierunku i szukają towarzystwa. Czasami takie tematy widzę na Goldenline, a ludzi dzielących zamiłowanie do podróży (i nie tylko) można znaleźć też w fajnym nowym serwisie na-kawe.net, promującym spędzanie czasu poza siecią. To oczywiście nie wszystko – Google nie gryzie. Szukaj, a znajdziesz. A nawet jeśli nie znajdziesz, pomyśl o wszystkich zaletach samotnego podróżowania.

 

„Nie znam języków obcych…”


To nie problem. Wcale nie trzeba znać dobrze angielskiego, by podróżować po świecie. Nie wszędzie z resztą dobrze mówią w tym języku. W hotelu wystarczy podać wydruk potwierdzenia rezerwacji, na dworcach i ulicach znajdują się symbole i znaki znane na całym świecie (zazwyczaj). A uniwersalny ludzki język gestów sprawdza się wszędzie.Poza tym –  zabłądzenie czy pomylenie jakiegoś miejsca w podróży pozwala poznać miejsca i zakątki, do których normalnie pewnie byśmy nie trafili. Biorąc pod uwagę możliwość wystąpienia takich zboczeń z trasy, warto dać sobie jakiś zapas czasu i pieniędzy. Ale i tak zazwyczaj świat sprzyja podróżnikom.

Aha, jeszcze coś – zdradzę Ci mały sekret. Nie tylko za granicą jest co oglądać! W kraju też możesz zobaczyć coś wyjątkowego, czego wcale się nie spodziewasz.

„To za dużo organizacji…”

 

Jasne, więc po prostu siedź dalej na tyłku i czekaj aż ktoś wynajdzie teleport, albo zorganizuje wszystko za Ciebie. W zasadzie od tego właśnie są biura podróży i niektórzy skwapliwie z ich oferty korzystają, ale… podróżując w ten sposób trzeba się nastawić na to, że nie zobaczy się nic ciekawszego ponad standardowe turystyczne atrakcje, no i wyda się więcej, nawet jeśli zadziałała promocja super duper last minet.Trochę szukania, porównywania i wymarzony wyjazd w cenie na Twoją kieszeń będzie osiągalny, a satysfakcja z jego samodzielnego zorganizowania – znacznie większa. Gratis: czynności przygotowujące do podróży pozwolą wczuć się w jej klimat jeszcze przed wyjazdem.

„Boję się…”

 

Najwyraźniej życia też się boisz. Ile razy zdarzyło się, że porwał Cię Arab, samolot z Tobą na pokładzie się rozbił, albo ktoś podrzucił Ci do bagażu na lotnisku nielegalny towar? To są rzeczy, których naprawdę można się bać. Ale na szczęście częstotliwość ich występowania jest podobna do szans, że na emeryturze dostaniemy pieniądze z ZUSu.Ze spóźnieniami, zagubieniami, nieznaną kulturą zawsze można sobie poradzić. Jeśli tylko nie wybierasz się w rejon ogarnięty wojną lub zamieszkami, jeśli nie wychodzisz sama na miasto wieczorem w wyzywającym stroju, masz otwarte oczy i włączony tryb myślenia, a nie stand-by, poradzisz sobie i nic Ci nie będzie. Poza tym, strach w niewielkiej, kontrolowanej dawce mobilizuje do bardziej racjonalnego działania.

A TY – jakich wymówek używasz?

 

PS – tekst powstawał w pociągu relacji Eindhoven – Rotterdam. Mają tu wi-fi i stoliki na laptopa ;) Jutro Amsterdam. Niech żyją tanie bilety!
* – oh wait, już nieauktualne – kliknij tu żeby zobaczyć relację z wyprawy do USA.
  • Pingback: NA WSCHÓD OD WISŁY: CZ. 1 - LUBLIN - Króliczek Doświadczalny()

  • Ppp

    Nie używam wymówek, tylko jeżdżę, zwykle samemu.
    Z moim obserwacji wynika jednak, że tak naprawdę problemem jest STRACH.
    Czas się znajdzie, pieniądze można zaoszczędzić, organizacji i samotnej jazdy można się nauczyć, z języków wystarczy “średniozaawansowany angielski”. Jeśli jednak ktoś panicznie boi się wsiąść do pociągu, albo jechać gdzieś samemu – trudno mu pomóc.
    RADA:
    Zacząć od drobiazgów. Zamiast daleko lecieć, najpierw pojechać do Świnoujścia, Słubic czy Cieszyna i iść za granicę na spacer i wrócić tą samą trasą. Jeśli wrócimy żywi (bywa tak w 99,9999999%), następnym razem iść nieco dalej i zrobić pętelkę, by wracać częściowo inną trasą. Kolejno pojechać gdzieś komunikacją zbiorową tam i z powrotem, kolejno znowu pętelka komunikacją zbiorową, w międzyczasie jakiś sklep czy muzeum.
    W ten sposób można wytrenować w sobie na tyle odwagi, by swobodnie jeździć po Europie. Na innych kontynentach bywa inni klimat, jakieś choroby – można dać spokój. Po Europie można się po prostu nauczyć jeździć i nie jest to trudne.
    Oczywiście mam na myśli podróżowanie samodzielne, nie organizowane przez bioro podróży.
    Pozdrawiam.