Wpis jest elementem współpracy z Laboratorium Diagnostyka


Jak opiszesz statystycznego pacjenta przychodni zdrowia? W poczekalni najczęściej spotykasz inne młode kobiety, matki przyprowadzające dzieci, albo starsze babcie, które przychodzą same lub od razu po kilka, z koleżankami. Brakuje tam tylko reprezentantów jednej grupy – mężczyzn. Potwierdzają to raporty GUS z kilkunastu ostatnich lat – w tym czasie u lekarza było od 55 do 64% całej męskiej populacji. Kobiet – zawsze około 75%. Mężczyźni pytani o to, kiedy poczuli by się zachęceni do pójścia na badania np. prostaty, najczęściej odpowiadali, że dopiero wtedy, gdyby przekonała ich partnerka. To chyba jednak wciąż za rzadko, albo jako kobiety mamy za słabą siłę przekonywania, bo statystyki pokazują dobitnie: Polacy żyją o 8,5 roku krócej niż Polki i aż 5 lat krócej niż wynosi średnia dla mężczyzn w UE!

Nawet głupie dowcipy zaczynają się zawsze „przychodzi baba do lekarza”. Nie ma za to nic o odwiedzających go mężczyznach.  Skąd wynika ich opóri – co ważne dla dziewczyn, żon, córek, matek i kochanek – jak ich zachęcić, by poszli się zbadać, kiedy coś dzieje się z nimi nie tak? 

 

 

DLACZEGO ON BOI SIĘ LEKARZA?

 

Zanim przejdziemy do przekonywania i innych środków nacisku, warto przyjrzeć się powodom, dla których mężczyźni tak unikają lekarzy i całej służby zdrowia. Niektóre z nich pewnie wyczuwacie intuicyjnie, z innych możecie nie zdawać sobie sprawy. Odpowiedzi te padały w ankietach, z których raporty udostępniono, na forach internetowych, a także w prywatnych rozmowach z moimi znajomymi, którzy wykazali się otwartością na tyle, by spojrzeć na siebie krytycznie i dokonać wglądu w swoje sumienie.



– Bycie chorym to oznaka słabości w męskim świecie

bo przecież ‚prawdziwy’ mężczyzna nie choruje, tylko zagryza zęby i z wszystkim daje radę sobie sam. To chyba jedna z najbardziej szkodliwych, ale ciągle obecnych w wielu męskich umysłach postaw.


– Chorowanie to przerwa od pracy, zawód dla żony i rodziny

niezależnie od tego, jak bardzo kobieta by ich nie wspierała, nie chcą stracić pozycji głównego żywiciela rodziny, jeśli ich to wcześniej dotyczyło. Nie chcą też zawieść w pracy, zwłaszcza jeśli pełnią w niej funkcje wyższego szczebla. „Kiedy ma się rodzinę, myśli się o swoich obowiązkach inaczej”.


– Brak zaufania do lekarzy – 

to powód, który dotyczy nie tylko mężczyzn, ale przez nich powtarzany jest znacznie częściej. Uważają oni, że lekarzom brakuje wykształcenia, że nieodpowiednio podchodzą do pacjentów i nie potrafią się z nimi komunikować. Poza tym dają bezsensowne zalecenia, przepisują za dużo leków i każą rzucać nałogi czy zacząć uprawiać sport. Więc po co ich odwiedzać, skoro i tak nie pomogą, a tylko zepsują zdrowie?


– Badanie jest wstydliwe – 

 
wielu mężczyzn ma opór przed biernym siedzeniem lub leżeniem, do tego częściowo rozebranym, i czekaniem aż ktoś zajrzy im w oko, ucho, gardło, a już nie daj Boże, w odbyt! Toż to już lepiej nie wiedzieć, na co jest się chorym, niż dać tam sobie coś wsadzić przez obcego faceta! W rankingach lekarzy i badań, których mężczyźni boją się najbardziej, pierwsze miejsce zajmuje właśnie proktolog, po nim wenerolog, następnie dentysta, i, o dziwo, pielęgniarka mająca wykonać zastrzyk.


– Zdrowy styl życia to sprawa drugorzędna –

zdrowe odżywianie jest dla bab! No chyba, że chce się akurat zrobić rzeźbę. A jeśli nie, nikt im nie będzie doradzał, jak mają żyć na co dzień, z czego rezygnować, a co zmieniać. Są ważniejsze sprawy w życiu i nie każdy ma czas na takie roztkliwianie się nad sobą. Poza tym – przecież jakoś to będzie. Ważne, że jeszcze mogą pracować.


– Oni nie czują, żeby byli chorzy –

dopóki nie dostaną zawału albo nie plują przez tydzień krwią, nic im przecież nie jest! A cała reszta dolegliwości – kto by się tym przejmował. Samo przejdzie. Albo: „wolę nie wiedzieć, że coś może być nie tak” i  „na coś przecież trzeba umrzeć”. Która z Was nie słyszała tych zdań chociaż raz od bliskich mężczyzn?



JAK PRZEKONAĆ MĘŻCZYZNĘ DO BADAŃ?




Skoro znamy już powody i lęki, które sterują męską niechęcią do lekarzy, czas wybrać odpowiednią strategię działania. Wiesz już, że on nie zdecyduje się na to sam, albo że zanim to zrobi, będzie już za późno. Wszystko zależy więc od Twojego podejścia i argumentów, dlatego:


– Wybierz dobry czas, miejsce i atmosferę rozmowy –

nie zaczynaj jej, kiedy on jest zmęczony po pracy, ma przed sobą ważne zadanie lub jego myśli krążą wokół czegoś innego. Słabym pomysłem będzie też poruszenie tego tematu w kłótni lub po niej. A już najgorszym z możliwych – przy innych ludziach, zwłaszcza innych mężczyznach. Dla mężczyzny publiczna rozmowa o jego zdrowiu prawie zawsze jest upokarzająca. Ale – nic nie szkodzi by dyskretnie zebrać trochę informacji np. od jego rodziców czy jego bliskich znajomych. Być może oni znają sposób, jaki zachęciłby go do wizyty. Albo niezależnie od Ciebie napomkną mu coś o tym, że sami się badają, że warto to zrobić i że w gruncie rzeczy to trwa chwilę, nie boli i potem jest spokój na następne pół roku. Czytałam też o przypadku, że  pewnego mężczyznę do badań przekonał dopiero biznesowy coach, tłumacząc podczas swoich motywacyjnych wystąpień, że skoro ciało to nasze narzędzie do efektywnej pracy, należy je też odpowiednio serwisować.


– Szczerze wyraź swoje emocje –

ale nie te, że masz już dość jego zwlekania i uważasz, że zachowuje się jak dziecko. Zagraj czułą nutą, odwołaj się do swojego uczucia do niego i tego, że potrzebujesz go w swoim życiu. Przecież nie wyobrażasz sobie, co by mogło się stać, gdyby go w nim zabrakło, bez niego sobie nie poradzisz, a jego dobry lub zły stan wpływa również na Ciebie. Nie płacz przy tym i nie jęcz, postaw raczej na troskę (ale nie litość!) wynikającą z miłości.


– Nie strasz i nie szantażuj –

nie skupiaj się na karach, jakie na niego spadną, kiedy nie pójdzie do lekarza. Nie mów też wiele o skutkach braku badania i rozwoju potencjalnej choroby – nie jesteś ani lekarzem, ani szkolną higienistką, ani jego mamą. Jeśli działają na niego racjonalne argumenty, możesz podsunąć mu jakieś statystyki zachorowań, zwłaszcza jeśli dotyczą jego grupy społecznej lub wiekowej. Ale i to nie zadziała na każdego. Ważne żeby nie stosować każdego sposobu po omacku, a dobierać go do charakteru i upodobań Twojego mężczyzny – znasz go dobrze, więc zastanów się co o niego przemówi. Odradzam jednak wywieranie presji i manipulowanie, bo to u PRAWIE każdego rodzi jeszcze większą niechęć czy nawet agresję.


– Wspieraj, chwal, pozytywnie porównuj – 

Każdy mężczyzna lubi się czymś wykazać, zyskać uznanie w oczach swojej kobiety. Dlatego, jeśli już zdecyduje się na jakikolwiek ruch w stronę lekarza albo wykona pierwsze z serii badań, chwal go i nagradzaj. Choć możesz czuć się głupio, że sięgasz po takie sposoby, to jeśli dodatkowo przytoczysz historię, jak mąż Twojej koleżanki zemdlał podczas pobierania krwi albo udawał, że chodził do lekarza, a tak naprawdę tego nie robił – on pewnie podświadomie poczuje się lepszy. Nawet jeśli na co dzień uważa, że porównywanie się z innymi na niego działa. Działa, zawsze działa – mężczyźni stale i we wszystkim ze sobą konkurują, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy.


– Bądź konsekwentna –

Jeśli nic wydaje się na niego nie działać, bądź uparta i nie odpuszczaj tego tematu. Nie zrzędź jednak jak stereotypowa stara żona, a za każdym razem odwołuj się do pozytywnych uczuć – „Będę to powtarzać tak długo, aż w końcu zrozumiesz jak mi na Tobie i Twoim zdrowiu zależy i pójdziesz się zbadać”. Podkreślaj też, że dla dobra Waszego związku i każdej jego sfery potrzebne jest jego zdrowie. Jeśli będzie o nie dbał, będziecie mogli dłużej czerpać z niego wspólnie radość i przyjemność.


– Przejmij pałeczkę i załatw wszystko sama –

bywają jednostki na tyle oporne, że nie przekonuje ich nic. Bywają też tacy mężczyźni, którzy obawiają się nie tyle samego badania, a całej biurokracji  przy tym, umawiania wizyt, szukania właściwego specjalisty, pilnowania skierowań czy innych dokumentów. Być może sposobem będzie więc zaaranżowanie całej wizyty za niego i najlepiej udanie się tam wspólnie. Jeśli jednak nie spodobałaby mu się wizja, że potraktowałaś go jak przedszkolaka, możesz powiedzieć, że w ramach rodzinnego przeglądu zdrowia, zamówiłaś taką wizytę i dla niego i dla siebie – i rzeczywiście pójdź tam razem z nim i sama również się zbadaj. Tobie nie zaszkodzi, a jemu przyniesie ulgę. I zawsze będzie mógł usprawiedliwić się sam przed sobą, że jest tu ze względu na fanaberie swojej kobiety.
Możesz też powiedzieć, że kupiłaś mu (i reszcie rodziny) zestaw badań ze względu na promocję, jaka na niego obowiązywała. Wtedy pomijasz nieprzyjemny aspekt rozmów o chorobie i jej skutkach.


KOD RABATOWY NA BADANIA PROFILAKTYCZNE
DLA DOJRZAŁYCH MĘŻCZYZN I KOBIET

Jeśli mężczyzna, nad którym pracujesz, jest w wieku 50+, specjalnie dla niego Laboratorium Diagnostyka przygotowało rabat na tańszy pakiet badań, wskazany w tym wieku. Pobierzesz go pod tym linkiem:
Pakiet badań dla mężczyzny dojrzałego obejmuje: pełną morfologię krwi z OB, kwas moczowy, glukozę, kreatyninę, GGTP, ALT, TSH, lipidogram (CHOL, HDL, LDL, TG), testosteron, Ca 19-9 i PSA. Całkowity jego koszt po okazaniu bonu promocyjnego wynosi 70 zł. Można go wykorzystać w terminie do 31.12.2015 r. Bez czekania w kolejkach, bez skierowań, szybko i sprawnie.
Po pobraniu bonu otrzymujesz także zniżkę na badania dla dojrzałych kobiet – podejrzewam, że nie będziesz musiała namawiać mamy czy babci tak długo, jak taty czy dziadka, i że z wdzięcznością przyjmą taki prezent. Kobiecy pakiet obejmuje badania: morfologia krwi (pełna), OB, kwas moczowy, glukoza, kreatynina, GGTP, ALT, TSH, cholesterol całkowity, estradiol, wapń całkowity, fosfor nieograniczony, Ca-125, Ca 19-9, Ca 15-3 i również z bonem kosztują one jedynie 70 zł. Oczywiście pakiety mogą wykorzystać również osoby młodsze, jeśli tylko akurat potrzebują takiego zestawu badań. Laboratoria Diagnostyka znajdują się na terenie niemal całego kraju, tutaj można sprawdzić ich lokalizację: gdzie się badaćCała ta akcja jest częścią większej kampanii Laboratorium, skierowanej do kobiet, na których barkach najczęściej leży dbanie o zdrowie całej rodziny: swoje, dzieci, partnera i rodziców. Dlatego też, aby im tą troskę wynagrodzić, każda kobieta, która pobierze bon na badania ze strony  www.kobieta.diagnostyka.plweźmie udział w losowaniu nagród: 1 tygodniowych wakacji dla 4 osób w wybranym kraju, 2 pobytów w luksusowym spa dla 2 osób przez 13 dni, 3 IPAD-ów, 20 zestawów kosmetyków.
Zachęcam do pobierania… i zachęcania swoich bliskich, żeby się zbadali.
Albo wręczenia im takiego bonu w prezencie. Dbajmy o tych, na których nam zależy. Choćby nawet trochę na siłę.



  • Bardzo życiowe :) Mnie się trafił chyba jeden z najbardziej upartych egzemplarzy. Mój sposób na faceta zwijającego się z bólu od kilku godzin (żadne leki nie działały, atak kamicy nerkowej) i stanowczo odmawiającego lekarza? Zadzwonić po jego mamę. Teściowa się nie patyczkowała i nie cackała tak jak ja, zapakowała do samochodu i zawiozła na SOR ;) i niestety dopiero takie ekstremalne sytuacje przekonują go do badań, wcześniej nie udało mi się namówić :(

  • Mam nadzieję, że twój post coś zdziała. Znam kilu mężczyzn którzy nie chodzą do lekarza bo no… uważają że wszytko wiedzą lepiej od osób wykształconych. Na szczęście mój mąż idzie kiedy musi i nie polega tylko na swojej wiedzy

  • Heh.. to rzeczywiście prawda jest… bo nawet jak ide do przychodzi z moimi Bąkami, to rzadko jest tam ze swoimi jakichś tatuś. Nawet, jeżeli jest to godzina popołudniowa. Za to gdy zerknę na kolejkę do ogólnego, same baby :D Achh Ci panowie:) chociaż ja też unikam lekarza.. jak ognia ;)

  • O rany, chyba rozumuję jak facet… Jedno jest pewne- nie znoszę lekarzy i zdaję sobie z tego sprawę. Mam cichą nadzieję, że któryś z moich znajomych zostanie lekarzem, może to mnie trochę przekona do tego gatunku… Ale te kolejki, w których trzeba siedzieć od szóstej rano, zaduch, wrzeszczące bachory i babcia opowiadające o swoich chorobach, plus dziwna papierkowa robota, skierowania, papierki, papierki i jeszcze raz papierki, a do każdego papierka osobna kolejka… U mnie to mama załatwia wszystkie takie rzeczy, jest nauczycielką w gimnazjum i nic nie jest już w stanie wyprowadzić jej z równowagi.

    • Właściwie ja też narzekam na lekarzy, chociaż to trochę taki skrót myślowy, bo bardziej to narzekanie należy się systemowi publicznej opieki zdrowotnej. Warto czasem jednak zapłacić i przejść się prywatnie, żeby zobaczyć tą różnicę w traktowaniu pacjenta, mniejsze kolejki itd.

  • No ja sama powinnam się wybrać na badania. Miałam na wiosnę gorszy zdrowotnie czas i wtedy zrobiłam badania i poszłam do lekarza, ale gdy mi polepszyło: totalnie zapomniałam, że badania trzeba robić regularnie…….

    • Takie polepszenia są zwodnicze, bo czasem zapomina się o sygnałach od organizmu, a tam dalej coś dzieje się nie tak, tyle że już np. po cichu… nie chcę straszyć, ale badać się warto. Dla tego spokoju ducha po otrzymaniu wyników chociażby.

  • Skąd ja to znam :) Każdy facet z rodziny woli się leczyć na własną odpowiedzialność.

  • Dbam o swoje zdrowie. Uprawiam sport i zdrowo się odżywiam, ale po prostu nienawidzę lekarzy i tyle. Idę tam tylko jak już naprawdę muszę, bo na przykład wymagają ode mnie badań w szkole czy w pracy :)

    • To już duży plus, że robisz jednak wszystko, by do lekarza nie trafić.
      Dużo jest jednak takich przypadków, które o siebie nie dbają a potem nie chcą też się badać :)

  • Argument z brakiem zaufania do lekarzy niestety bardzo trafiony, wie to każdy kto do lekarza w końcu poszedł i jednak mu to w niczym nie pomogło:] Mój facet nie ma problemu z pójściem do lekarza, tyle że motywacja mu spada, bo już parę razy takie pójście nic mu nie dało, przez jednego lekarza wręcz mało nie udał się na tamten świat. Natomiast badania typu morfologia faktycznie warto czasem zrobić, choćby dlatego że lepiej zapobiegać niż leczyć.. tak że stwierdzam szczytny cel tej kampanii:)

    • Co do tego pierwszego, też mi tego trochę brakuje, ale już na przykład większości badań wierzę, a potem staram się wyciągać wnioski sama. No i ciągle wierzę w to, że gdzieś tam są dobrzy, uczciwi lekarze, którzy leczą holistycznie, tylko ja na nich jeszcze nie trafiłam :)

  • Ha, a jak przekonać do tego faceta-lekarza? Ten dopiero ma masę argumentów, by tego nie robić. Przede wszystkim też nie ma czasu, a czas to pieniądz – nie może zwolnić się z pracy bez znalezienia zastępstwa (bo pracuje na kontrakcie), a kiedy jest chory i tak gna do robo, ponieważ „jeszcze chodzi”. A skoro chodzi, to oczywiście jest zdrowy! Meska logika jest w niezgłębiony sposób wspaniała.

    • Czyli kolejny raz sprawdza się powiedzenie, że szewc bez butów chodzi?
      Może udałoby się zaangażować jakiegoś jego kolegę lekarza, żeby mu się przy okazji przyjrzał?

  • Marta Maksylewicz

    Króliczku, dziękuję Ci za ten wpis! W pewnym sensie czuję się wyróżniona, bo jakiś czas temu poprosiłam Cię, żebyś poruszyła ten temat na blogu… i oto jest i on! To bardzo miłe, że spełniasz oczekiwania czytelników.
    Masz za to u mnie duże spiżowe piwo! ;)
    Żeby było śmieszniej, w dniu publikacji tego postu mój mąż się rozchorował;P i oczywiście żadnych lekarzy, żadnych L4… Na szczęście to zwykłe przeziębienie, ale tak czy siak, bym mogła spać spokojnie, powinien jeszcze odwiedzić dentystę i gastrologa. Bo skoro „nic mu nie jest”, to dlaczego miałabym nie usłyszeć tego od samego lekarza? :)

    • Nie ma za co, pamiętałam o nim cały czas, a teraz akurat pojawiło się trochę czasu i okazja do publikacji :)

  • Przepraszam, zazwyczaj nie jestem tak negatywnie nastawiona, jednak nie potrafiłam doczytać tego wpisu do końca. Cóż za stereotypowe podejście! To facet nie potrafi sam się sobą zająć, tyko potrzebuje do tego kobiety, która troskliwie usiądzie przy nim i mu wytłumaczy, że jego zdrowie jest ważne? A później, jak przeczytałam ostatnio, w przychodni to facet jest traktowany poważniej, szybciej dają mu środki przeciwbólowe i szybciej stawiają diagnozę. A kobietę jak boli, to pewnie histeryzuje. A może dajmy mężczyźnie szanse bycia odpowiedzialną jednostką i jeżeli sam lekceważy pewne kwestie, to będzie musiał ponieść tego konsekwencję. Przykre, ale takie jest życie. Czemu kobieta ma odwalać całą robotę? Przecież jest dorosły, a przynajmniej powinien być, gdy decyduje się na związek z drugą osobą czy budowanie i tworzenie rodziny. A powyższy wpis przedstawia faceta jakby był delikatnym jajkiem, na które trzeba dmuchać, by biedactwo poszło do lekarza. Tragedia:/

    • Rozumiem, że może budzić to w Tobie negatywne emocje,
      ALE nie mówię tu o wszystkich przypadkach, prawda? Na szczęście jest wielu mężczyzn, którzy się lekarza nie boją, a nawet jeśli się boją, to przełamują się i idą.
      Ten tekst jest raczej kierowany do osób, które mają w swoim otoczeniu takie oporne jednostki. Jeśli coś takim mężczyznom dolega, to raczej w pierwszej kolejności myśli się o tym jak ich zaciągnąć do przychodni czy szpitala, a dopiero potem, jak pracować nad tym, żeby w przyszłości chcieli chodzić sami i rozumieli tą konieczność. Czekanie na to, by facet poczuł konsekwencje swojego strachu przed lekarzem czasem może się skończyć bardzo źle i raczej mało która kochająca kobieta na to pójdzie.
      Podsumowując, ten wpis można odczytywać raczej jako instrukcję w razie sytuacji alarmowej, a nie przepis na całe życie. Też nie jestem za tym, żeby się obchodzić z partnerem jak z jajkiem.

    • Tak, tylko facet nie jest sam dla siebie. To często ojciec, mąż, w mniejszym lub większym stopniu głowa rodziny. Czyjś bliski.
      Wiesz, jak się czuje osoba, która nie była w stanie wcześniej zmobilizować swojego ojca, żeby poszedł do lekarza, zanim okazało się za późno? Bo ja wiem. Od dwóch miesięcy wiemy, że tata ma raka z przerzutami prawie wszędzie. I co mam powiedzieć? Że sam jest sobie winien i niech cierpi? A co z moją mamą, która to wszystko strasznie przeżywa? Co z moim rodzeństwem, które jeszcze mieszka z rodzicami i śmierć taty będzie dla nich strasznym ciosem, bo nie wiadomo, co dalej będzie, czy na wszystko starczy?
      Dla własnego interesu, trzeba zadbać o to, żeby nasi ojcowie, mężowie schowali swoją męską dumę do kieszeni i zrobili sobie raz na jakiś czas dokładny przegląd. Żałuję, że swojego tatę tak późno i do tego podstępem wysłaliśmy do lekarza…

      • Bardzo przykro mi z powodu Twojego taty. Ale właśnie ze względu na takie sytuacje, mężczyźni POWINNI być bardziej odpowiedzialni za siebie, ale również za bliskich. Ponieważ gdy coś im się stanie, to nie tylko oni będą cierpieć, ale również cała rodzina. A żona, córka, partnerka nie może cały czas stać nad mężczyzną i monitorować, prześwietlać najdrobniejszej zmiany w stanie zdrowia. To jest fizycznie niemożliwe. Poza tym wysłanie do lekarza niewiele zmienia, ponieważ lekarz może być zwyczajnym konowałem i olać, postawić złą diagnozę, powiedzieć, że wszystko ok, a wcale nie jest. A wtedy niestety, gdy mamy do czynienia z facetem, który boi się, nie chce chodzić do lekarza, to przyczepi sobie takie słowa i nie pójdzie do kolejnego. Ponieważ ten powiedział, że wszystko ok. Moim zdaniem mężczyźni ( o których mowa) powinni się wziąć w garść, pomyśleć o swoich bliskich i w końcu sami zacząć o siebie dbać, a nie czekać, aż jakaś kobieta to za nich zrobi, bo wtedy rzeczywiście może być za późno.

  • anetaM

    Miałam podobnie, że mój mąż nie za bardzo chciał odwiedzać lekarskie przybytki. Wymyśliłam więc, że prezentu nie można nie przyjąć i kupiłam mu pakiet z naszej przychodni medycznej. Jest to jakieś wyjście, przynajmniej w moim przypadku było mu już na tyle głupio, że skorzystał :)

  • Jakkolwiek nie zabrzmi to śmiesznie muszę się z niektórymi punktami całkowicie zgodzić. Co więcej sam miałem podejście, o którym piszesz wcześniej, a dopiero pogłębiona świadomość, że ciało to inwestycja, której należy doglądać może zmienić podejście.

    Żeby zobrazować damskiej części publiki zasady świata męskiego anegdota z mojego życia. Zima, temperatura poniżej 0 st C., to i pękające usta. Zaopatrzyłem się w pomadkę – najbardziej klasyczną z Nivei. Gdy „malowałem” usta przy jakimś znajomym to zapytał, czy jestem pedałem, że używam szminki. Próby tłumaczenie, czym jest pomadka i jaką ma rolę jakby tylko mnie pogrążały. Natomiast gdy zaopatrzyłem się już w pomadkę z wielkim napisem „dla mężczyzn” (jest 2 razy droższa tylko przez ten napis) to w podobnej sytuacji wystarczyło go pokazać, by uciąć dyskusję.
    I dokładnie tak jest z lekarzami – wstydem w męskim świecie jest się leczyć, stosować maści, brać suplementy/leki, czy chodzić na rehabilitację. Bo to też jest dbanie o siebie, a dbanie o siebie to już facet musi być pedałem…

    Może rozwiązaniem byłoby zrobić kliniki dla „prawdziwych” mężczyzn. Gdzie każdy lekarz miałby tatuaż, brodę i szklankę whiskey na biurku :)

    • Śmiałam się ostatnio trochę z tych pomadek, podobnie jak z topornych, ciemnogranatowych pudełek kremów „dla mężczyzn”. Tak jak mówisz, producent zmienia minimalnie opakowanie, a cenę daje od razu wyższą.

      Pomysł z męską kliniką przedni :D

  • Pingback: DLACZEGO CHCĘ ZARABIAĆ NA BLOGU + JAK TO ROBIĘ - Króliczek Doświadczalny()