Porozmawiajmy o pieniądzach. Tak na przekór powszechnemu podejściu, które zabrania w rozmowach poruszać bliżej tematów finansowych. Nie mówimy ile zarabiamy, czy oszczędzamy, z jaką strategią wydajemy i czy mamy plan na materialne zabezpieczenie przyszłości. To tabu prawie jak religia i rozmiar penisa.
Mój stosunek do spraw materialnych wciąż podlega kształtowaniu i zmianom. Miałam w życiu sporo lekcji, które na niego wpłynęły i nadal staram się być otwarta na inspiracje. Najwięcej jednak dała mi możliwość obserwowania świata ludzi naprawdę biednych, jak i uczestniczenia w życiu tych nieprzeciętnie bogatych. Byłam blisko nich, podglądałam ich w wielu codziennych sytuacjach, przez czas pozwalający na wysnucie wniosków i stworzenie porównań.

Ich historie łączyły się z moją i toczyły obok niej, akurat tuż po tym, jak skończyłam studia. To był wyjątkowo trudny czas, bo po raz pierwszy poczułam wtedy, że w kieszeni mam dziurę, a magiczna świnka skarbonka dziwnym sposobem przestała napełniać się sama. W pewnym momencie, po rozpaczliwych próbach utrzymania się na powierzchni, zamieszkałam obok znanej mi już wcześniej rodziny K. i, jakimś cudem, otrzymałam szansę pracy dla pana S.*Rodzina K. biedę miała… w genach. Od zawsze w tym samym miejscu i z tym samym problemem. Składała się z ciekawej mieszaniny charakterów, jej członkowie byli gościnni i pomocni, ale mieli jeden zasadniczy problem – nie trzymały się ich pieniądze. To było widać i sami to otwarcie przyznawali.

Pan S., około 40-letni biznesmen, którego aktualną towarzyszką była równie przedsiębiorcza, sporo młodsza dziewczyna, w ciągu swojego życia kilkukrotnie zmieniał zajęcie, miejsce zamieszkania, ale zawsze żył ponad przeciętnej. To było widać i nie musiał tego przyznawać.

 

Co różniło biedną rodzinę od bogatego mężczyzny?

– Podejście do zmian –

Rodzina K. mieszkała w małym, ciasnym mieszkaniu, które odziedziczyła po przodkach. Nad nimi i pod nimi żyli upierdliwi sąsiedzi, których mieli serdecznie dość. Główny żywiciel rodziny od lat pracował w jednej firmie, która za wyczerpującą pracę w trudnych warunkach, daleko od domu, oferowała minimalną płacę. Druga zarabiająca osoba miała niewiele lepsze warunki zatrudnienia. Mimo, że kiedyś brali pod uwagę zamianę dwóch małych mieszkań (ich i dziadków) na jedno większe, mimo, że w rozmowach wciąż mówili o tym, jak źle jest im w pracy, kończyło się tylko na deklaracjach. Nie zaglądali nawet do ogłoszeń, nie próbowali przeanalizować możliwości – ostatecznie dochodzili do wniosku, że lepiej nic nie zmieniać, bo to za dużo zachodu, a i tak nic z tego nie wyjdzie.

Pan S. za młodu pracował tam, gdzie mieszkała jego rodzina. Z czasem jednak stwierdził, że chce zarabiać więcej, i przeniósł się kilkaset kilometrów dalej, za pracą, która dawała mu szansę rozwoju. Kiedy okazało się, że ma talent do sprzedaży, zaczął rozwijać się w kierunku marketingu i znowu zmienił zatrudnienie, negocjując warunki, choć w poprzednim miejscu zarabiał dobrze. Wyjechał za granicę, ucząc się od ludzi, których spotykał. Kiedy go poznałam, od kilku lat mieszkał znowu w Polsce i rozwijał własną działalność, która dawała mu dochód tak duży, jaki sobie sam wypracował. Nie chciał już pracować na etacie, na kogoś, ale jednocześnie był otwarty na nowe, dodatkowe źródła dochodów i rozwijał swoją sieć biznesowych kontaktów. Kiedy nasze drogi się rozchodziły, przygotowywał się do kolejnej przeprowadzki. Bez obaw, z pozytywnym oczekiwaniem na większe możliwości w innym mieście.

Sposób spędzania wolnego czasu

Rodzina K., kiedy kończyła swoje dzienne obowiązki – starsi pracę, dziecko szkołę, zasiadała do prostej, niewymagającej rozrywki. Pełen wybór kanałów na kablówce dawał dostęp do wielu programów rozrywkowych i  ulubionych seriali. Od czasu do czasu na ich stołach, obok piwa pojawiały się brukowce i inne gazety nastawione na tanią sensację. Komputer, z portalami społecznościowymi i serwisem aukcyjnym był włączony prawie cały czas.

Pan S., jeśli włączał telewizor, to na kanał z wiadomościami, zwykłymi lub biznesowymi. Na jego stole stale leżały jakieś podręczniki, książki związane z psychologią, marketingiem, motywacją czy komunikacją. Jeśli chciał rozrywki/odpoczynku – gotował, próbując nowych potraw, albo śledził jedną ze swoich inwestycji, związaną z atrakcyjnym turystycznie rejonem.

Podejście do idei pieniędzy i innych bogatych osób 

Rodzina K. z wyraźną niechęcią wypowiadała się o ludziach bogatych, przedsiębiorcach, właścicielach firm. W ich słowniku powszechne były określenia „sprzedał się”, „wyzysk”, „dorobił się na innych”, „nakradł” itp. Kiedy ktoś w towarzystwie mówił o pieniądzach, czy jakimś sukcesie z nim związanym, krzywili się z niesmakiem i szybko zmieniali temat.

Pan S. szukał towarzystwa bogatych ludzi. Uczył się od nich już za młodu, starał się utrzymywać z nimi kontakty. Podpatrywał ich sposób zachowania, styl bycia, nawyki. Chętnie czytał wydawane przez nich książki i biografie.

Podejście do wydatków i przedmiotów codziennego użytku

W rodzinie K. naczelną zasadą było „nie wyrzucać, jeszcze się przyda”. Lubili kupować dużo drobnych rzeczy przeciętej jakości, ciesząc się ich ilością. Przedmioty wyższej jakości, mogące posłużyć dłużej, kupowali dość rzadko. Woleli cieszyć się chwilową przyjemnością, a potem odkładać te rzeczy, nieużywane, zdekompletowane lub popsute, do szaf, gdzie mieli ich już całe sterty. W efekcie ich małe mieszkanie miało jeszcze bardziej duszną atmosferę. Próbowałam nawet wdrożyć u nich swój plan sprzątania bałaganu (i życia jednocześnie), zarobili trochę na rzeczach, które wyrzucili z szaf, ale… kupili za to następne. Zapchane miejsce pozostało zapchane. Na zakupach chętnie rzucali się na niewielkie promocje i przeceny, a bardziej wartościowe rzeczy kupowali bez większego porównywania cen, za to na raty.

Pan S., ponieważ wiele razy się przeprowadzał, nauczył się mieć niewiele. Nie przywiązywał się do rzeczy, a te, które miał, musiały być przede wszystkim niezawodne i wytrzymałe (gadżety i narzędzia pracy), pasujące do okazji i towarzystwa (ubrania), czy ekonomiczne (samochód – żaden luksusowy, w dodatku ‚z kratką’). To od niego usłyszałam po raz pierwszy pojęcie optymalizacji wydatków. W restauracjach zostawiał zawsze napiwki, nie oszczędzał na dobrym, wartościowym jedzeniu, ale jednocześnie szukał okazji do większych oszczędności – nie jednorazowych, a długofalowych.

Planowanie, oczekiwania i przeszłość –

Rodzina K. bardzo lubiła mówić o przeszłości – raz po raz wspominali dawne podróże, dawne ceny, dawne okazje, jakie przeszły im obok nosa… jednocześnie nie potrafili powiedzieć nic na temat swojej przyszłości. Nie wybiegali myślami dalej niż do kolejnego weekendu, świąt, urodzin, lata, i twierdzili, że ‚jakoś to będzie’, nie zastanawiając się JAK dokładnie. Nie oczekiwali żadnej odmiany losu, chociaż lubili pogdybać o wygranej w totka (co jakiś czas grali). Młodszy z K. powiedział mi nawet kiedyś, że on zawsze będzie biedny – wie to, kiedy patrzy na swoich rodziców i dziadków… a skoro tak, po co się starać.

Pan S., wkrótce po tym, kiedy się u niego pojawiłam, rozrysował mi plan moich zarobków i proponowanych inwestycji na najbliższe dwa lata (inwestycji, które miały dojść do skutku, jeśli podejmę się dodatkowej działalności, poza tą podstawową, za którą miałam dostawać stałą pensję. Nie, nie takiej działalności jak myślicie, świntuchy!). On sam miał taki plan od dawna i stopniowo realizował swoje kolejne wyzwania. Jeśli czegoś oczekiwał, rozpisywał sobie kolejne kroki, jakie musi wykonać dzisiaj, żeby być bliżej celu jutro. Wiedział, że wymaga to czasu i pracy, ale jak mówił – czas upłynie i tak… O przeszłości nie wspominał zbyt wiele, chyba że wychodziło to w rozmowach. Skupiał się na tym co teraz, i na tym co będzie.

– Pojęcie bezpieczeństwa –

Dla dorosłych K. synonimem bezpieczeństwa była stała praca. Nawet za marne pieniądze, byle co miesiąc, o zbliżonej porze dostawać tyle samo. Umowa o pracę z opłaconym ubezpieczeniem była szczytem dążeń, bo zapewniała emeryturę (?) i darmowe wizyty u lekarza. O zdrowiu myśleli wtedy, kiedy już zachorowali. Wtedy np. zaczynali brać preparaty na odporność i chwilowo odstawiali używki (papierosy, piwo, colę).
Dla pana S. bezpieczeństwo zaczynało się od pewnej sumy zgromadzonych oszczędności i stałego przepływu pieniędzy, które przybywały z najróżniejszych źródeł (poza umową o pracę). Wiedział, że dzięki temu jest w stanie walczyć o zdrowie, gdy coś stanie się jemu albo jego rodzinie. Już dawno przestał wierzyć w system emerytalny i państwową służbę zdrowia. Zamrożoną na później emeryturą były jego inwestycje. A jeśli chodzi o zdrowie – przede wszystkim zapobiegał i dbał o odporność przez odpowiednie odżywianie i ruch, w razie czego nie wahał się też wyłożyć odpowiedniej sumy na wizytę u prywatnego lekarza.

 

Jak to się skończyło?

 
Odebrałam swoje lekcje u Pana S. (większość z nich dotarła do mnie z dużym opóźnieniem), ale zrezygnowałam z pracy u niego – bałam się, że nie podołam możliwościom, jakie wtedy się przede mną otworzyły, wydawało mi się też, że nie pasuję do jego świata. Jednym słowem – spękałam. Podejrzałam go dzisiaj w mediach społecznościowych – ma już kolejny biznes i nadal podróżuje po całym świecie. Wygląda na zadowolonego.
Niedługo później odcięłam się też od rodziny K. Kiedy ja dojrzewałam (powoli, ale sukcesywnie) do zmian w swoim życiu i pozbywałam się najbardziej ograniczających myśli i nawyków, u nich nie zmieniało się nic, narastał też brak zrozumienia wobec moich dążeń, mimo, że wcześniej mieliśmy niemal rodzinną relację. W końcu zaczęłam dusić się w ich towarzystwie, czułam aż zbyt mocno, że ta znajomość mnie ogranicza. Nie chciałam też, żeby wypełniły się słowa „z jakim przestajesz, takim się stajesz.” Po dłuższym czasie wzajemnego milczenia przeszliśmy do niezobowiązujących rozmów raz na jakiś czas. Dowiedziałam się, że jakieś zmiany w końcu zaszły i u nich, choć zostały wymuszone przez los. Jeden z K. stracił pracę, wyjechał za granicę i wiedzie mu się trochę lepiej, na tyle że wspomaga resztę rodziny, która została w starym mieszkaniu.
Jakiś czas po tej historii trafiłam na kilka książek dotyczących bogactwa, podejścia do pieniędzy i finansowego rozwoju (polecam zwłaszcza „Biedny ojciec, bogaty ojciec”, oraz „Biedny i bogaty – różni mentalnie”). Większość z nich utwierdziła mnie w przekonaniu, że moje obserwacje dotyczące K. i S. to część pewnej powtarzalnej reguły i mogę odnieść je także do innych. Autorzy wspomnianych przeze mnie książek dochodzą do podobnych wniosków: jedną i drugą grupę dzieli nie stan konta, a sposób myślenia. Przede wszystkim sposób myślenia! To on właśnie sprawia, że gdy osoba biedna i bogata wystartują z tego samego pułapu, np. po zabraniu im całego majątku, to w większości przypadków bogaty człowiek odbuduje swoje bogactwo, a biedny jeszcze bardziej pogrąży się w biedzie.
Najlepsze jest jednak to, że żaden z tych statusów nie jest przypisany do człowieka na stałe!
To pocieszenie… i przestroga zarazem.

 

PS – planuję jeszcze jeden post w tematyce pieniędzy – prawdopodobnie jutro, z bardziej praktycznego punktu widzenia opowiem Wam o swoich sposobach na optymalizację zakupów i odkryciach w temacie oszczędności.

* inicjały zostały zmienione na fikcyjne.

 

  • Wiem, że to co zrobię to brzydkie zachowanie i z góry przepraszam :) Na swoją obronę mam to, że nie chce mi się przepisywać wszystkiego z mojego bloga, a tam mam gotowy komentarz na temat „bidoty” ;) http://niewyparzonapudernica.blogspot.com/2014/02/w-naszym-kraju-sie-powodzi.html Tutaj napisałam co myślę o bidnych i tutaj trochę też http://niewyparzonapudernica.blogspot.com/2014/02/zlepek-patologii.html i to jest mój komentarz na temat Twojego postu. Jeszcze raz przepraszam, że się linkuję, ale jak bole lole pasuje mi to pod Twój dzisiejszy temat. Najwyżej mnie ukarzesz, jakaś chłosta pokrzywami czy coś ;)

    • E tam brzydkie, ja nie mam nic przeciwko jak mi ktoś linkuje na temat. Wyrzucam i chłostam jak jedyne co powie to ‚fajny post i zapraszam do mnie – adresbloga’ albo reklamuje mi jakieś produkty.

      No i co mogę powiedzieć, jak Ty już wszystko powiedziałaś wcześniej. I to są chyba jeszcze teksty z czasów, kiedy Cię nie znałam :) aż muszę pokopać głębiej na blogu Twym.

      • Hej, wiesz fajny post, zapraszam do siebie heheheh na piwo :D
        Takkk, stare starości, kiedyś siedziałam na onecie, mało kto mnie czytał, potem przeniosłam się na bloggera i miałam dwa blogi, aż w końcu połączyłam do kupy, bo nie nadążałam :) I tak to :)

  • marzanna

    Z jednej strony jest to szufladkowanie ludzi…
    Z drugiej jest w tym trochę, a może więcej niż trochę, prawdy…
    Uczestniczyłam kiedyś w spotkaniu z człowiekiem, który osiągnął naprawdę bardzo dużo, a jest on… założycielem firmy Paczkomaty InPost :) Kiedy opowiadał o tym, jak osiągnął sukces, otwierałam oczy ze zdumienia, bo wszystko osiągnął dzięki własnej inwencji twórczej. I ciągle się rozwija. W jego opowieści uderzyła mnie jego odwaga, bo przecież przeszkody zawsze się pojawiają. Opowiadał z takim entuzjazmem, że byłam w szoku i to spotkanie trochę poszerzyło moje horyzonty myślowe.

    I wiesz co? Myślę, że czasem trzeba trafić na fajnych, pełnych dobrej energii ludzi. Nawet jeśli to takie spotkania od czasu do czasu, z różnymi osobami, które coś ciekawego osiągają. Wtedy ma się inne podejście. A jeżeli wszędzie wokół słyszy się „do tego trzeba mieć znajomości” itd., to mnie naprawdę nie dziwi postawa wielu ludzi. Otoczenie ma szalenie duży wpływ na nasz sposób myślenia, czy tego chcemy, czy nie.

    • No właśnie odwaga, inwencja, kreatywność i przekonanie że musi się udać.
      A i dobre towarzystwo, to prawda – tak jak mówiłam, bardzo wierzę w to powiedzenie ‚z jakim przestajesz, takim się stajesz’, albo że ‚jesteś sumą 5 osób, z którymi przebywasz najczęściej’. Warto szukać ludzi pozytywnych i jeśli nie mamy nawet możliwości otaczać się nimi na stałe, to choćby przez takie krótkie spotkania czerpać od nich motywację

  • Biedni ludzie są często biedni, bo chcą być biedni ;) Chociażby paląc papierosy – większość biednych osób to robi, puszcza z dymem 300 zł, a potem biadolą, że ledwo ci starcza im do pierwszego.

    • Hmm no właśnie w tej rodzinie też byli nałogowcy… najbardziej ukłuło mnie, kiedy te papierosy były w domu cały czas, a dziecko jadące na wycieczkę, z chorobą lokomocyjną, nie dostało na Aviomarin, bo na to już zabrakło… i choć ogólnie uważałam tych ludzi za sympatycznych, to po kilku takich akcjach moje spojrzenie na nich się trochę zmieniło i źle się czułam w ich towarzystwie.

    • Zgadzam się, mam też takich sąsiadów. Dzień w dzień piwko, papierosy a ciągle narzekają na biedę. Ja unikam takich ludzi.

  • Guest

    Chciałabym tak:) Mam typowe podejście osoby bogatej jak to opisałaś, niestety życie, zawsze gdy coś oszczędzę/ zacznie mi się powodzić ( tu liczymy tygodnie), bądź po prostu idzie lepiej zdecydowanie sprowadza mnie na ziemie.. Mimo tego że kształcę się ciągle ( w domu bo w domu ale jednak), staram się dobrać sobie strategię działania na przyszłość, myślę pozytywnie i robię dosłownie wszystko żeby polepszyć życie, wszystko w pewnym momencie wali mi się na głowę. Podsumowując: muszę się starać przez około rok, żeby „powodziło” mi się przez miesiąc. Nie piszę tego z żalu ani nic w tym stylu, po prostu zawsze ludzie mi mówili żebym mierzyła wysoko i się starała a na pewno wszystko się uda. Starałam się przez lata. Póki co wszystko jest w rozsypce, dopadła mnie przez to choroba z którą będę już żyć do końca a i coraz bardziej opadam z sił i ludzie zaczynają patrzeć na mnie z litością w stylu ” stara się i stara a nic nie wychodzi”.

    Chciałabym żeby taki schemat jak opisałaś dotyczył kazdego:)

    • Nie znamy się więc trudno mi oceniać, ale… czy myślałaś może o tym, żeby skorzystać z porady jakiegoś obiektywnego, niezaangażowanego w relację z Tobą specjalisty, np. psychologa czy coacha? Bo wydaje mi się, że musi coś być na rzeczy, skoro ciągle gdzieś się sypie… Czasem samemu jest to trudno zobaczyć, bo wydaje się że robimy wszystko co powinnyśmy, a obca osoba jest w stanie wyłapać tę jedną rzecz, która sabotuje cały efekt.

      • Guest

        tak, psychiatra, psycholog to już moi stali kompani w życiu. Właśnie oni u mnie stwierdzili chorobę, z którą musze żyć do końca- być może to ona mi nie daje stanąć na nogi.

  • Na pewno jest sporo racji w tym co napisałaś, jednak ciężko się dorobić w naszym kraju. Wiele ludzi po studiach ma problem ze znalezieniem pracy a i zakładanie własnej firmy to droga przez biurokratyczne piekło.

    • To prawda, u nas trzeba się wykazać trochę większą pomysłowością i elastycznością jeśli ma się plany na własną działalność, czy nawet na dochodową pracę, ale… jak się uda – to już wiadomo, że taki człowiek powinien sobie poradzić wszędzie, na każdym innym gruncie.

  • Urwisek_

    Załamuje i motywuje mnie jednocześnie ten tekst. Polska to nie jest bogaty kraj, ja szukam aktualnie pracy, zapisałam się do urzędu i zastanawiam się po co ja tam jeżdżę, jak na każdym spotkaniu nic dla mnie nie mają. Czekam do nowego roku, może załapie się na staż chociaż.
    Ponarzekałam sobie teraz ale jest mnóstwo racji w tym co mówisz. Znam podobną rodzinę i jest praktycznie to samo, ledwo ciągną, kiepska płaca ale na papierosy zawsze jest.Kobieta w tej rodzinie nie pracuje, ale wymaga od męża żeby zarabiał kokosy.

    Prawda jest taka,żeby coś dostać trzeba dać, zainwestować, pójść na jakieś szkolenie, kurs, rozwijać się,kombinować (w sensie kombinować to nie stać w miejscu,co można jeszcze zrobić)

    • Zastanawiałam się co motywującego Ci powiedzieć, bo przypomniałam sobie siebie tuż po studiach i czas, kiedy byłam dość długo zapisana w UP, te same dołujące wizyty, zero propozycji…
      I nagle, prawie po roku od obrony mgr dostałam propozycję stażu. Chociaż dawał mi minimalny zarobek, to jednak pozwolił się odbić, odłożyć trochę z tych groszy i nabrać pewności siebie. W międzyczasie rozwinęłam się w dziedzinie, w której pracuję dzisiaj, a potem było już tylko lepiej.
      Życzę Ci z całych sił żeby i u Ciebie pojawił się taki kopniak do przodu, zwykle jak coś nam na początku choć trochę pomoże, jak pojawi się jakiś bodziec – to startujemy z większą mocą. Później to już tylko kwestia utrzymania prędkości. I nie zjechania z drogi, chyba że świadomie ;)

  • Dorobić się w Polsce? Można, ale czas przestać myśleż, że papierek załatwi wszystko.

    • Papierek w sensie dyplom? Jeśli o to Ci chodzi, to sama przechodziłam taki etap, kiedy myślałam, że z moim magistrem zawojuję świat ;) trochę trwało zanim pozbyłam się złudzeń i nabrałam przekonania, że najbardziej liczą się umiejętności. I to nie tylko talenty – ale czasem też umiejętność autopromocji i znalezienia się we właściwym miejscu o właściwym czasie.
      Z jednej strony u nas dorobić się jest rzeczywiście trudno, ale z drugiej – jak się uda, to ma to zupełnie inną wartość i satysfakcja też jest inna.

      • Tak dyplom :) „Wszyscy mają magistra muszę mieć i ja”-myśl przewodnia każdego licealisty. Prawda jest taka, że można być Zosią po zawodówce, można być Kajtkiem po studiach i odnieść taki sam sukces. Wystarczy mieć głowę na karku i wcale nie trzeba mieć zaplecza w postaci bogatych rodziców, w końcu można od zera dojść do milionera. Nie jest łatwo, ale gdyby tak było to każdy z nas jeździł był porsche. Nie trzeba szukać wymówek, że biurokracja, że brak funduszy-to tylko wymówki ;) Zakładałam firmę w wieku 18 lat, skorzystałam z dofinansowania UE po prostu wystraczy mieć pomysł, plan i działać.

  • Bardzo wartościowy wpis, więcej takich proszę. :) Przypomniałaś mi też, że mam zrobić w szafie porządki. :)

    • Dziękuję :) I czekam na zdjęcie uporządkowanej szafy :P

      • Oj kochana, żeby pokazać tą szafę to powinnam najlepiej kupić nową. :D Tą co mam, pamięta jeszcze komunizm. :D

  • Po prostu kolejny dowód na to, że ciężka praca daje owoce. Bardzo trafnie pokazałaś różnice między tymi ludźmi na wielu płaszczyznach, pewne mechanizmy i przywary. Całość przeczytałam z dużym zaciekawieniem. Niestety nie zawsze model Pana S. przynosi sukcesy, a rodziną ze stanem konta tych K. może zostać każda i do tego nie może liczyć na żadną pomoc. U mnie nigdy się nie przelewało, nas – dzieci było troje, a rodzice bardzo ciężko pracowali. Do tego przyszedł wypadek jednego z rodziców i w konsekwencji po latach zwolnień i renty – utrata pracy i zaczęły się schody. I nie był to model rodziny K, więc nie można generalizować. Co do tego schematu, to mam znajomą, nazwijmy ją Anna K. Jest idealnie jak to opisałaś, także podziwiam za spostrzegawczość, natomiast ganię za generalizację:)

    • Hmm, od następnego razu będę dodawać pod każdym postem klauzulę „od każdej wspomnianej przeze mnie reguły są wyjątki” ;) Zgadzam się, że w obu przypadkach jest ta opcja ‚nie zawsze’, czasami też pojawia się ciężki czynnik losowy, który trudno jest przeskoczyć – to nie podlega dyskusji. Ale na tym chyba właśnie polega tworzenie reguł – w dużej mierze na generalizowaniu i opisywaniu zjawisk wspólnych dla statystycznej większości.

  • Michał Domański

    powiem krótko:

    Ma dziłcha racje i cza jej poloć :)

    w zupełności się zadzam z tym co tu napisałaś

    • Gdzie nie wchodzę to albo rzodkiewka albo polewanie.:D W alkoholizm tu wpadnę jak nic. :D

      • Michał Domański

        :D

    • No to polewaj, czekam :)

  • Czyli w skrócie ;) nie bać się zmian, analizować, rozwijać się. Klucz do sukcesu.

  • świetnie napisane. gdzieś przeczytałam, że jeżeli wszystkie pieniądze świata podzielić by po równo to szybko wszystko wróciłoby do stanu poprzedniego. wcześniej bogaci dorobiliby się, a wcześniej biedni wszystko stracili. i to nie brak pieniędzy jest tym piętnem, które nie pozwala dzieciakowi z biednej rodziny się wybić. to wpojony sposób myślenia jest tym piętnem. na szczęście można to przeskoczyć, chociaż oczywiście trzeba się przy tym napracować ;)

    • To prawda, sposób myślenia można zmienić, trochę boli, trochę jest to niewygodne i trudne, ale da się.
      A jak komuś udaje się osiągnąć wiele zaczynając od zera, to dopiero jest sukces i satysfakcja!

  • obcasywsieci.pl

    Czyli stare polskie porzekadło, z kim przystajesz takim się stajesz… Jest kwintesencją podsumowującą, ciekawy artykuł. Jeżeli będziemy otaczać się ludźmi z sukcesami. I czerpać od nich wiedzę dążąc do samorealizacji, osiągniemy sukces

    • Nie jest to niezawodny sposób (spójrzmy na znajomych Judasza), ale generalnie się sprawdza, ja w to głęboko wierzę, dlatego czasem choć bolało, zrywałam znajomości które ciągnęły mnie w dół (nawet mimo prób pociągnięcia takiej osoby w górę).

  • Amelia Chwila

    Tak zdecydowanie tu chodzi o podejscie do zycia..

  • Myślę, że podejście do życia zmienia bardzo wiele w niemal każdej jego dziedzinie. Można to odnieść nie tylko do majętności, ale do wiedzy, wykształcenia, ścieżki zawodowej, czy choćby odchudzania. Właściwe podejście pozwala nam przenosić góry, radzić sobie z sytuacjami, z którymi w żadnym innym wypadku byśmy sobie nie poradzili. Wiara we własne siły i możliwości daje nam to, czego nie da nam nikt inny. Ale przykład idzie z góry. Niewiele jest osób, które potrafią wyrobić w sobie inne podejście niż to, którego nauczą nas w domu, choć nie mówię, że nie jest to możliwe.
    Jak sama piszesz, sposób myślenia można zmienić, ale trzeba tego chcieć i mieć mnóstwo samozaparcia, zwłaszcza, jeśli wszyscy wokół myślą tak, jak my do tej pory. Jednak, mimo wszystko, warto próbować.

  • Sposób myślenia, przełamanie stereotypów i….. sposób wychowania. Wiele wynosi się z domu, potem nasiąkamy otoczeniem i nie każdy daje potrafi znaleźć własną drogę.Wychodzę z założenia, że jeżeli nie masz przykładu z własnego domu, który jest bardzo ważnym elementem bądź nie spotkasz kogoś (ludzi) kto wzmocni poczucie wartości, ambicji i nie zaistnieje przysłowiowe 5 minut, to nie zawsze się to udaje.

  • Różni ich punkt widzenia, który jest zależny od punktu siedzenia.

  • a ja ciągle nad tym pracuję!

  • Pingback: MILION PIĘĆSET SPOSOBÓW NA... OSZCZĘDNOŚCI - Króliczek Doświadczalny()

  • Bardzo miło, że pan S tyle Cię nauczył.

    Moim zdaniem problemem większości ludzi jest fakt, że słuchają pana K., który mówi o tym jak żyć i zarabiać pieniądze, bo najzwyczajniej jest ich zdecydowanie więcej niż panów S. To taki podstawowy błąd, o którym ciągle powtarzam na swoich szkoleniach, że przyjmujemy nauki o tym jak się bogacić od ludzi w dziurawych skarpetach.

  • Jan

    Dzień Dobry Wszyskim W Naszym Świecie Pisze dowas bo jestem taki żebym teras tak pisał do was jest tak w Naszym Świecie że trzeba durzo zmienić jest zle wiecie przeciesz jak jest naprzykłat Kobieta odaje siebie za piniodze i naprzykłat Meszczyzna jest z Meszczyznom tak jak by był z Kobietom i tak dalej wiecie że tak się nieda że trzeba to zmienić ja jestem taki że umnie się nieda żeby tak było jestem taki że zmieniam wszysko tak długo jak długo trzeba jestem taki że co złe i urojenia i tak dalej namnie nie działają jestem taki że wiem poprawnie wszysko wiem jak powino być wszysko wiecie że to jest warzne i trzeba to odrazu zmienić wienc teras zacznijmy to zmieniać niema inego wyjcia w naszym Świecie musi być dobrze właśnie jest tak że czas nadeszet skont to wiecie że to ten czas wiecie że ja jestem taki żeby tylko dobrze było jestem tez taki że wiem wiecej jak powino być W naszym Świecie są Błendy Błenduw w naszym Świecie nie powino być pisałem predzej onich o Błedach Nasz Świat Nazywa się Świat Bezbłendny ja moge to zmnienić wszysko zrobić tak jak powino być ja się taki urodziłem żeby było dobrze wiem to zrobie wszysko żeby było dobrze ( jeśli jest tak że ktoś nie wy bedzie chciał żeby tak nie było to może być taki że robi to specjalnie żeby tak nie było chce żeby tak było jest błedziarzem ) ja wiem wszyskie takie wyjaśnienia moja sytuacja od małego jest zła było w naszym Świecie zle to ja byłem złej sytuacji wtedy i niemam prawie nic ja wiem te rozwiozania żeby naprzykłat mieli wszyscy Prace i tak dalej kto chce domnie zadzwonić porozmawiać dowiedzieć sie czegoś to podaje numer telefonu : 881532688 i muj mail : janspica6@gnail.com to juz żegnam was to ja Byłem i Jestem