Dziś chciałabym dotknąć tematu dość delikatnego, jeśli nie intymnego. Antykoncepcja nie jest już dawno żadnym tabu, rozmawia się o niej publicznie, jednak dla niektórych ciągle jest rzeczą bardzo osobistą. Zebrałam się jednak na odwagę, by podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na jej temat i przy okazji wysłuchać Waszych opinii, jeśli zechcecie takie wyrazić (szczerze – bardzo na nie liczę).

Ostatnio toczę ze sobą wewnętrzną walkę dotyczącą tego zagadnienia. Tabletki przyjmowałam bez przerwy przez dwa lata, odstawiłam je w lipcu. Co było przyczyną ostawienia? Złożyło się na to kilka rzeczy, negatywnych skutków jakie łączyłam właśnie z dostarczanymi organizmowi hormonami:
– pojawienie się niepokojących żyłek na nogach, opuchnięć i skurczy łydek, co narzucało skojarzenie z zakrzepicą, najpoważniejszym zagrożeniem dla osób przyjmujących hormony,
– gorszy, zmienny nastrój,
– niskie libido,
– zwiększona podatność na infekcje intymne.
Poza tym cały czas towarzyszyła mi męcząca świadomość, że faszeruję się czymś sztucznym i czasem na moje zachowanie i samopoczucie wpływa nie moja osobowość i obiektywna ocena zewnętrznych wydarzeń, lecz mieszanka substancji jakie przyjmuję w tabletkach. Czasem wręcz zastanawiałam się, czy powinnam w danym momencie odczuwać np. smutek, czy jednak wypadałoby zrzucić to, co czuję na sztuczny układ hormonów w organizmie…

W lipcu odbyłam więc długą rozmowę z panią ginekolog (o bardzo realistycznym i uczciwym podejściu do tematu). Miłe było to, że poświęciła mi naprawdę dużo czasu i uwagi, jednak przekazała mi też niezbyt pozytywną wiadomość – praktycznie każde tabletki hormonalne wywołają zmniejszenie libido i zmiany nastroju, a jeśli mam tendencję do infekcji, to tabletki również ją podtrzymają.Zapytałam też o alternatywy i dowiedziałam się, że nieco kontrowersyjna dla mnie (ale mimo to brana pod uwagę) metoda taka jak wkładka domaciczna nie jest właściwie stosowana u kobiet, które nie rodziły. Plastry zaś to niewielka różnica w stosunku do tabletek – właściwie tylko wygoda dla zapominalskich. JAKĄŚ szansę da zmiana tabletek na inne, nowoczesne i bardziej naturalne (?) ale to nic pewnego. Na razie miałam odstawić swoje, by zobaczyć jak potoczy się sprawa ze zmianami na nogach.

Badania wykazały, że na razie nie ma zagrożenia zakrzepem ani nawet żylaków, żyły przestały z resztą być widoczne na skórze już ok. miesiąc po odstawieniu tabletek. I to był jedyny pozytywny aspekt, bo gdy odszedł ten objaw, w zamian pojawiło się:
– zwiększone przetłuszczanie skóry,
– stale pojawiające się wypryski, z jakimi dotąd nie miałam problemu,
– wypadanie włosów o którym ostatnio Wam pisałam.

 

Jest to równie męczące, bo wiem, że w moim organizmie jest obecnie hormonalna burza, która potrzebuje czasu (o ile sam czas wystarczy) aby się wyregulować, a z drugiej strony mam ochotę to przerwać i znowu wrócić do tabletek, żeby cera i włosy się (sztucznie) uspokoiły. Poza tym, odnosząc się do samego działania antykoncepcyjnego – żadnej z innych metod nie umiem zaufać. Zażywając tabletki, jeśli tylko o żadnej nie zapomniałam, miałam pewność że nie będzie niespodzianki, nie myślałam o tym czy czasem coś nie ‘pęknie’ itp.


Metody naturalne? Kuszące, bo nieingerujące w organizm, ale uciążliwe i niepewne, poza tym możliwe do stosowania tylko u osób, u których cykl jest w miarę regularny a styl życia raczej spokojny…. Łapię się jeszcze myśli o komputerkach cyklu, które mają być znacznie dokładniejsze niż samodzielne pomiary, ale tonący brzytwy się chwyta.
I tak obecnie trwam w stanie zawieszenia, wiedząc że jeszcze na jakieś 2 lata muszę zapewnić sobie pewną metodę antykoncepcji, ale nie umiejąc podjąć sensownej decyzji. Domyślam się, że nie tylko ja jestem tak wewnętrznie rozdarta ale podobne dylematy może mieć wiele kobiet. Przechodząc do sedna: jeśli Was to nie krępuje, powiedzcie jakie były Wasze wybory, czy macie jakąś sensowną alternatywę dla tabletek, albo czy znalazłyście tabletki dopasowane do Waszych organizmów, po których nie odczuwałyście skutków ubocznych? Każda wypowiedź mile widziana.
SUPLEMENT: bardzo dobry artykuł na blogu ‚Tłuste życie’, który w całości polecam ze względu na ciekawe, choć nie zawsze zgodne z interesami medycyny opartej na farmakologii podejście.

 

Źródło zdjęcia – fronda
  • No tak bo zaburza działanie organizmu… poważna ingerencja.

  • Parę dni temu pisałam dosłownie o tym samym. Ja tabletki brałam tylko ( aż ?) 4 miesiące z desperacji trądzikowej. Nie ma sensu bym przepisywała wszystko co tam zawarłam, więc powiem tylko, że mnie spotkało ogromne wysuszenie WSZĘDZIE, również spadek libido oraz zerowa poprawa związana z trądzikiem. Odstawiłam kilka dni temu ,więc boje się co się wydarzy w najbliższym czasie…

    • Justyno właśnie Twój post mi przypomniał, że miałam coś takiego u siebie opublikować. Czytałam to wszystko i nie wygląda to kolorowo… gdyby chociaż było coś pewnego, co pomoże jakoś zniwelować skutki odstawienia tabletek…

    • ja uważam, że to ogólnie jest ruletka. Znam dziewczyny, które biorą tyle lat i to nawet te najtańsze i nic im nie szkodzi, na nic nie narzekają. Jeśli chodzi o infekcje to u mnie w tym wypadku jest akurat przeciwnie niż u Was – właśnie rzadziej mnie chytają! tylko ta suchość..

  • Żeby nie skłamać bo nie pamiętam ile brałam anty tabletki ale z ok. 2 może 3 lata i powiem, że infekcje dróg rodnych ciągle się łapały ale przed tymi tabl nie miałam takich problemów. Z hormonami to miałam rozstroje nerwowe zresztą po tym to mi zostało do dziś. Wiele osób mnie nastraszyło, że im dłużej będę brać wiąże się to z konsekwencją w przyszłości problem z zajściem w ciążę w tej chwili miałam mega nie regularne cykle co półtorej co dwa miesiące moja gin ciągle na to anty przepisywala coraz więcej i więcej a ja coraz gorzej się czułam słabłam z każdym dniem nie umiałam na rower wsiąść bo zadyszkę łapałam odstawiłam i również po ok. miesiącu półtora wszystkie dolegliwosci uciekły… ale okres był dalej nieregularny… no i teraz biorę suplementy ziołowe i wiem, że pomaga. A na jak długo ?

    Ogólnie ja nie zwracałam uwagi na inne metody żeby nie brać tabletek starałam się uważać i wg albo już kondomy były… jak dla mnie tabletki to nie trafiony sposób

    • Ja też wcześniej nie miałam takich problemów, a przy tabletkach, prawie co miesiąc coś :/
      O tych późniejszych problemach z zajściem w ciąże też sporo czytałam i sporo słyszałam od ludzi. Dobrze że chociaż teraz po odstawieniu mam cykl regularny, ale to małe pocieszenie…

    • Zaciekawiły mnie te Twoje suplementy ziołowe, co to takiego?

    • ja miałam zapalenie pęcherza, niestety to często wracało. nie wiązałam tego z przyjmowaniem tabletek.

    • Pytałam ginekologa o te problemy z zajściem w ciążę. To bujda taka, że za głowę można się złapać. Organizm po tabletkach chce nadrobić to wszystko, więc zajście w ciążę jest o wielełatwiejsze.

    • Słyszałam o przykładach i takich z trudnościami, i takich jak mówisz – że po odstawieniu hyc i od razu ciążą. Nie deklarowałabym z taką pewnością że to lub to jest bujdą. Pewne jest jedynie to, że organizm po odstawieniu jest przestrojony i nie funkcjonuje tak jak zazwyczaj a objawia się to różnie.

  • Przy tabletkach moje włosy miały łupież były mega słabe… trądziku nie miałam i w sumie teraz czasem się coś trafi :)

    • Ja kiedy brałam miałam cerę praktycznie idealną, włosy wypadały bo od dawna wypadają, ale na pewno nie aż tak jak teraz…

  • nigdy bym się na tabletki nie zdecydowała. nie wiem dlaczego – tak mam i już.

    • Kiedyś też tak myślałam. Ale od tamtego czasu zrobiłam wiele rzeczy o których mówiłam że 'nigdy w życiu' ;)

  • Ja tabletki biorę od ponad 5-ciu lat, miałam je kilka razy zmieniane, ale nie widzę u siebie skutków ubocznych. Jestem może trochę bardziej humorzasta, ale zawsze taka byłam, więc nie wiążę tego z hormonami. Ze względu na brak alternatywy, nie zrezygnuję z tabletek. Za bardzo cenię sobie pewność jaką dają, nie muszę pamiętać o gumkach, globulkach, żelach i nie wiadomo czym jeszcze. A dziecka na pewno na razie nie planuję i nie zaryzykuję. Wprawdzie moja lekarka przebąkuje coś o przerwie, bo od dłuższego czasu nie mam krwawienia (zaznaczę jednak, że zawsze miałam je bardzo skąpe, cykl 32 dni z czego 4 to krwawienie, przy czym 1 i 4 to w zasadzie tylko plamienie). Byłam u innego lekarza i powiedział, że przy takich typach krwawienia może się zdarzyć, że krwawienie z odstawienia podczas 7-dniowej przerwy w ogóle nie wystąpi. No i u mnie tak właśnie jest. Ale jestem zdrowa, mam regularnie robione badania: krew, cytologia, usg i inne. Także na razie nie zamierzam rezygnować z pigułki.

    • Ta pewność i spokój to duży plus i powód dla którego trudno zrezygnować. No i przy tabletkach praktycznie nie czułam że mam miesiączkę. Zero bólu i plamienie minimalne, a jeśli chciałam, przesuwałam okres o miesiąc, to duże udogodnienie…

  • używałam diane, cilest, novynette i tak w kółko, przez ok 8 lat. teraz nie biorę już 3 miesiące. na początku po odstawieniu miałam problemy z cerą ale wszystko się normuje. nie jestem już tak ociężała, woda chyba przestała się zatrzymywać, mam większą ochotę i dobrze czuję się bez antykoncepcji hormonalnej chociaż byłam o krok od powrotu do niej gdy moja cera z suchej zaczęła robić się tłusta.

    • Diana jest dosyć mocna, na samym początku pierwszy lekarz mi ją przepisał a następny się na to oburzył…
      Z zatrzymywaniem wody nie miałam problemu, ale z cerą było identycznie.

    • Dziewczyny, jak mój lekarz słyszy cilest, novynette i diane, to pyta czy mam 15 lat (a mam 30) (mała dawka, w dodatku przestarzała, źle dobrana, stąd trzymanie wody) i czy uważam go za takiego niedouczonego starucha. Nota bene – znam 3 dziewczyny, które podczas używania tych cud dorobiły się pięknych, teraz 7-10 letnich dzieci.

    • To rzeczywiście stare tabletki i w USA już są nawet zabronione.

    • Anonimowy

      Moimi pierwszymi tabletkami byly novynette 6 lar temu. Potem przerzucilam sie na harmonette i daylete. Obie byly beznadziejne. Mam 23 lata i od roku znow biore novynette. Jak dla mnie sa swietne. Moze tylko libido mam niskie. A dziecka jak na razie sie nie dorobilam, a biore je w sumie 4,5 roku… Co organizm to inne skutki i dzialanie…

    • Moimi ostatnimi były właśnie tabletki Harmonet.

  • wszystkie negatywne skutki, które wypisałaś wystąpiły u mnie. za rozstępy też obwiniam hormonalną burzę. jednak taka antykoncepcja była dla nie bezpieczna i odpowiednia w czasie gdy jej używałam i nie żałuję.

  • Ja zaczęłam brać specjalne tabletki właśnie z powodu trądziku. Mają odpowiedni skład, zadziałały dopiero po pół roku (dziś nie mam ani jednego wyprysku). Chłopak też się ucieszył, choć mi używanie prezerwatyw nie przeszkadzało prawie w ogóle i czułam się z nimi bezpiecznie, tak jak i teraz podczas stosowania hormonów. Wiele osób narzeka, że puchną, coś boli, coś nie działa, ale warto pamiętać, że trzeba po prostu dopasować tabletki do swoich potrzeb, wieku itd. Myślę, że większość kobiet mogłoby znaleźć hormony, które nie psują zdrowia. Nie warto przy tym oszczędzać – moja pani ginekolog powiedziała, że nigdy nie przepisze starocia typu Diane, bo może cena niska, ale komplikacji jest więcej niż korzyści. Ja wydaję krocie, ale oprócz leciutko zmniejszonego libido nie mam żadnych skutków ubocznych. Oby zapewnienia producenta, że trądzik nie powróci były równie prawdziwe:)
    Moja pozytywna opinia o hormonach może wynikać z tego, że mam problemi z nerkami,a jak pewnie wiecie, kora nadnerczy również bierze udział w procesach regulacji hormonalnej. Ja po prostu potrzebuję takich wspomagaczy, lecz na pewno znajdą się dziewczyny, które w ten sposób mogą sobie zaszkodzić. Warto więc sypnąć groszem, być cierpliwym i wierzyć w to, że po 70 latach od wprowadzenia na rynek takiej formy antykoncepcji przemysł farmaceutyczny wypuścił na rynek porządne leki:)

    • Robię właśnie badania hormonów więc niedługo miałabym możliwość dopasowania do siebie odpowiedniego składu tabletek, ale… no właśnie, mimo wszystko nie wiem czy do nich wracać czy nie…

  • Używałam daylette i non stop miałam jakieś infekcje a to bakteryjną a to grzybiczą. Odstawiłam i wszystko odeszło w zapomnienie, tylko tradzik mi się nasilił i włosy osłabiły.

  • Komputer cyklu+ metoda podwójnego lub potrójnego sprawdzenia- naturalnie i nieuciążliwie

    • Ten komputer cyklu bardzo mnie zaciekawił, cały czas szukam o nich informacji ale trudno obecnie stwierdzić czy opinie na forach są prawdziwe, czy to raczej marketing szeptany…

  • idalia88

    mam wypisane recepty na tabletki ale, no właśnie mam duże ale co do nich ;/ boję się częstych infekcji tak jak dziewczyny piszą .. sama mam problemy z pęcherzem więc kolejne infekcje mi nie są potrzebne :(

    • Infekcje wynikają niestety, ale taka jest prawda, z braku higieny lub z jej nadmiaru, gdy wybijasz niezbędne bakterie. Pigułka tego nie zmieni ani w jedną ani w drugą stronę.

    • Tutaj pozwolę się nie zgodzić. U mnie przynajmniej w kwestii sposobu utrzymywania higieny się nic nie zmieniło, a jakoś po włączeniu tabletek nagle zaczęły pojawiać się prawie co miesiąc infekcje. W czasach przed tabletką praktycznie nie wiedziałam że może coś takiego się dziać.

  • U mnie pigułki wyregulowały wszystko. Zanim zaczęłam stosować na twarzy non stop miałam kaszkę, włosy się przetłuszczały, waga skakała góra-dół, nie mogłam schudnąć, miałam potwornie potwornie bolesne miesiączki + bolesność piersi na poziomie bólu wywołanego przez szpilkę wbijaną pod paznokieć + 2 rozmiary staników – na czas z miesiączką i po (puchły potwornie), cysty na prawym jajniku. Przeszło w 3 miesiące. Tyle chyba wystarczy za odpowiedź. A jak nie to powtórzę za Tobą – skuteczność i spokój. + mój lekarz, jeden z lepszych lekarzy w Krakowie powtarza – bierzesz pigułki masz mniejsze ryzyko wystąpienia raka piersi i dlatego zawsze masz dobrą cytologię (robię co 3 m-ce). Ufam mu bezgranicznie i te chmary kobiet w poczekalni też. Biorę Midianę, byłam na Nuva-Ring przez pół roku, gdy nie było Misiany(masakra), nie chcę zmieniać bo jest idealnie. P.S.. Żyłki to raczej wychodzą na skutek trybu życia. Uwierz albo nie, ale mi wychodzą bardziej, od kiedy jestem regularnie na siłowni. Nie, nie wychodzą tak jak u Madonny po przypakowaniu tylko jak u staruszki. Niestety. To co Ci Pani doktor powiedziała było wg mnie aktualne, ale na jakieś 20 lat wstecz. Tak uważa mój gin, gdy z nim o tym dywaguję.

    • Hmm czyli jesteś przykładem idealnego dopasowania na linii kobieta-tabletka :) szkoda tylko że mało jest takich przykładów jak Ty. I takich lekarzy z kolejkami na całą przychodnię też niestety próżno szukać… ja jeszcze nie znalazłam. Pozostaje ufać temu co usłyszałam u mojej ginekolog. Pewnie co lekarz to opinia. Szkoda że sama lepiej nie pojmuję anatomii i biologii aby móc się osobiście ustosunkować co do niektórych takich zagadnień…
      Żyłki u mnie na pewno nie są od ćwiczeń, bo nie ćwiczę ostatnio, raczej minimalne ćwiczenia żeby w ogóle się ruszać. Podczas USG dopplerowskiego żył dostałam za to informację że to raczej właśnie siedzący tryb życia wzmocniony przez działanie tabletek przyczynił się do tych zastojów krwi w kończynach. Ćwiczyć nie ćwiczę więcej, a żyłki zniknęły. Czyli na mój organizm raczej to tabletki zadziałały w ten sposób.

  • Ja brałam 2x w życiu antykoncepcyjne tabletki.Za pierwszym razem,miało to na celu uregulowanie miesiączek(mam z tym mega problem-albo mam miesiączkę 40 dni(!),albo nie mam jej 8 mc.)Za pierwszym razem nie pamiętam nazwy,ale nic mi się po nich nie działo.Drugim razem brałam yasmine,ale to już było typowo jako forma zabezpieczenia.Myślałam,że po nich umrę;( głowa,ciśnienie,wymioty..Ja już raczej się nie zdecyduję na takie coś

  • moni0212

    ingerencja w delikatne strefy kobiety nie jest dobrym rozwiązaniem…

    • Z jednej strony tak, ale z drugiej – całkowity brak ingerencji jest równoznaczny z uznaniem możliwości zostania mamą, ja jeszcze takiej możliwości nie mam.

  • U mnie tabletki sprawdzily sie leczniczo. Po yazie bylo wszystko idealnie. Po chwilowym odstawieniu zreszta też. Sporo pomogły. Natomiast przy "zamienniku" yazu, który miał identyczny skład miałam całą gamę skutków ubocznych.

    • Ciekawa sprawa z tymi zamiennikami, niby skład ten sam, ale efekty bywają różne.

    • Vibin – w końcu nazwa mi się przypomniała :). Może były inne "uzupełniacze"? Nie wiem ;). Przy Vibinie non stop miałam nudności i migrenę, byłam opuchnięta. Wytrzymałam tak aż 3 miesiące i wróciłam do Yazu ;)

    • O, a ktoraś dziewczyna poniżej mówiła że Vibin właśnie pozytywnie na nią działał… Nie dogodzi się każdemu:)

  • Nigdy nie używałam tabletek i nie mam zamiaru w najbliższym czasie… jak dla mnie to ogromne obciążenie dla organizmu, a prezerwatywy odpowiednio zakładane nie mają prawa pękać, tak więc na razie preferuję tą metodę antykoncepcji.

    • Niby są skuteczne, ale cóż tu dużo mówić – zabierają wiele z, że tak powiem, komfortu. Albo mówiąc dosadniej, przyjemności.

  • a ja się właśnie zastanawiam… nie wiem jaką drogę wybrać… :( najlepiej jak się skonsultuje z ginekologiem :)

    • Jeśli znasz jakiegoś naprawdę dobrego, to może tak zrób. Ale o dobrego lekarza, wiadomo, nie najłatwiej…

  • na początku brałam yasmin, później yasminelle i tak przez ponad 4 lata. Nie miałam żadnych problemów, może oprócz spadku libido. Ale nie ukrywam, że po urodzeniu ginekolog namawiał mnie na wkładkę domaciczną, ale się nie zdecydowałam. Przyjmowanie latami tabletek nie jest niestety obojętne dla naszego zdrowia. W styczniu odstawiłam tabletki i mam problem z cerą, wiecznie przetłuszczającymi się włosami i parę kilo do przodu.
    Jeśli chodzi o metody naturalne to nie ufałabym zbytnio wynikowi ;) Mogę ci poradzić zakup testów owulacyjnych, ja kupuję testy owulacyjne i wtedy wiem na 100% , kiedy mam dni płodne. Koszt ok. 25 zł za 5 testów.

    • zapomniałam dodać, że plemnik może przeżyć w pochwie nawet 3 dni, więc trzeba mieć też to na uwadze. Może jednak to nie jest najlepsza metoda antykoncepcyjna, ale zawsze warto wiedzieć o takiej możliwości ;) pozdrawiam

    • No tak i biorąc to pod uwagę wychodzi, że te dni płodne mogą się bardzo przeciągać w czasie:) nie mówiąc o zmianach w cyklu jakie są powodowane przez stres, chorobę, klimat…

  • zazywam tabletki od ponad 10 lat,zmieniałam je w tym czasie parę razy,niestety skutki uboczne które opisujesz są realne choć u każdej kobiety moga być inne.Nie jestem do konca zadowolona z przyjmowania tych tabletek ale takze nie widzę dla nich lepszego zamiennika:(

    • Może jeszcze kiedyś coś wymyślą… ale pewnie wtedy będziemy już dawno po menopauzie:P

  • Stosowałam pigulki 4 lata- koszmar, nie bylam sobą, wieczny PMS , do tego problemy z żołądkiem.
    przez 7 lat miałam wkładkę- super sprawa, zero ingerencji w układ hormonalny i polecam każdej kobiecie.
    Ale wybór ma każdy jednak nie warto z góry odrzucać wkładki.

    • a jak się ją "zakłada" i ile to kosztuje?

    • Wkładkę zakłada ginekolog, sama wkładka to koszt od ok. 700,800 do nawet 1200 czy więcej za te nowszej generacji, przynajmniej tak było kiedy się orientowałam.
      Plus koszty wizyty u ginekologa, chyba że NFZ. Prywatnie za 'usługę' założenia widziałam gdzieś cenę np. 150 zł

    • Mi ginekolog powiedział kiedyś, że wkładka jest znacznie bardziej zawodna niż tabl i sam prowadził potem takie ciąże

    • Z każdej metody są jakieś dzieci:) i z tabletek, i wkładek… ale oficjalne mają podobną skuteczność tzn wskaźnik Pearla

  • Ja biorę je od kilku dobrych lat, teraz mam vibin mini i czuję się znakomicie. Praktycznie nie mam czegoś takiego jak pms, nie zbiera mi się woda i nie odgniatam się od poduszki, miesiączki nie czuję i nie wyobrażam sobie powrotu do tego co było zanim zaczelam brać

    • Nie słyszałam nigdy o takich tabletkach, to ciekawe. Fajnie że pasują do Twojego organizmu i że odczuwasz tylko pozytywne efekty, szczęściara:)

  • Ja zdecydowałam się na tabletki jeszcze jako głupia, dopiero rozpoczynająca życie seksualne panna :P
    Było to wygodne dla mnie i przede wszystkim dla mojego chłopaka. Któregoś dnia jego mama, która jest farmaceutką napomknęła coś o tym, abym broń boże nie stosowała hormonów jako antykoncepcji, gdyż hormony przynoszą więcej złego jak pozytywnego. Ta rada mamy tak nim wstrząsnęła, że zabrania mi stosować hormonów w obawie o moje zdrowie. Od tamtego czasu minęło już 6 lat i od 6 lat nie stosowałam hormonów a jedynie prezerwatywy zawsze sprawdzonej marki, kupowane w aptekach. Do tej pory oczywiście nie zaszłam w ciążę, ani nie zdarzyło mi się żadna niespodzianka z "owym" sprzętem. Uważam się za osobę aktywną seksualnie i uważam, że prezerwatywa jest skuteczna w 100% pod warunkiem odpowiedniego stosowania.
    Ponadto jakiś czas temu na swoim blogu pisałam o tym, że przyjmowanie tabletek anty zwiększa ryzyko choroby raka sutka i piersi, zmniejszając z kolei raka macicy czy jajnika. W każdym razie mnie nawet ginekolog nie zalecał stosować hormonów. Odchodząc już od tematu antykoncepcji ginekolodzy polecają również stosować podpaski zamiast tamponów. Jak to lekarz stwierdził "tampony tylko w wyjątkowych sytuacjach – nie na co dzień miesiączki".

    • Hmm ja niestety należę do osób która miała różne 'wydarzenia' z tym sprzętem, dla mnie jest on zawodny i trochę stresujący:)
      To ciekawe co mówisz o tamponach i podpaskach, chyba zagłębię się w ten temat bo używam od dawna tylko pierwszego…

    • bardzo przydatny post dot tamponów. Poza tym mi kiedyś ginekolog nie bardzo chciał wypisać receptę , Jego słowa na temat tabl " jeśli pani chce raka piersi, to wypiszę receptę"

  • Anonimowy

    Prawie jakbym czytała o sobie. Też brałam długo tabletki konkretnie od 17 roku życia, przepisane na uregulowanie cyklów oraz abym miała w ogóle w miare jako tak okres. W między czasie brałam Novynette, potem miałam 3 miesące przerwy od hormonów. Potem były plastry, ale dostałam uczulenia ;) No i w koncu Yaz, który brałam 2 ostatnie lata. No i teraz miesiąc temu odstawiłam. Czemu? Głównie libido, które spadło niestety niesamowicie. Zauważyłam też zatrzymywanie wody w organizmie. No i wiadomo, że tak długie stosowanie nie jest dobre. Więc odstawiłam. I też zaczęła mi się nagle przetłuszczać skóra (całe życie miałam suchą skórę, a tu nagle się świece), pojawiły się wypryski… Tragedia, wyglądam okropnie. Libido póki co delikatnie lepiej. No i oczywiście też jestem w kropce co stosować… Prezerwatyw się boję, jakieś globułki to w ogóle masakra – nie wyobrażam sobie, żebym miała się "tam" pienić. Brak sensownej alternatywy, która da mi pewność, że w ciążę nie zajdę.

    • Le ja popieram… Nie bardzo mamy jakikolwiek wybór. Może metody naturalne są lepsze dla organizmu, ale co z tymi, którzy tak jak ja żyją w związku na odległość? Mamy sobie kalkulować kiedy będą te dwa bezpieczne dni w mieisiącu?

    • Myślę, że w przypadku związku na odległość prezerwatywa byłaby równie bezpieczna. Ale jak czytałam w Twoim komentarzu, hormony mają w Twoim przypadku medyczne zastosowanie, nie tylko antykoncepcyjne.

    • Nigdy w życiu nie byłabym w stanie zaufać kawałkowi gumy… Wiem, że są takie super jakości, dobrze założone nie pękną itp. Ale co z tego, kiedy moja psychika nie chce tego pojąć? Bałabym się za każdym razem..

    • ja mam tak z kolei z plastrami… skąd wiem, że wchłonęło się tyle substancji co trzeba? albo, że plaster jest ciągle "nasączony" tyle ile ma być? A z prezerwatywą od razu widać, że jest ok albo nie :)
      Nie ma czegoś takiego jak mała niezauważalna dziurka, bo przy rozciąganiu ona się poszerzy tak, że nie można jej nie zauważyć. Poza tym, jeszcze nigdy, ale to absolutnie nigdy nie słyszałam od swoich znajomych historii, aby komuś pękła w trakcie itp.

    • Mi plastry nie podobają się z tego względu, że nie ufam klejowi, poza tym słyszałam opinie że bardzo brudzą się od ubrań, zostają włókienka i po paru dniach niechlujnie to wygląda.
      Prezerwatywy za to – ja sama doświadczyłam pęknięcie. I nie jeden raz. Był duży stres, szukanie w weekend lekarza itp… Nie wiem czego to kwestia, ale okazały się po prostu zawodne…

  • To i ja się odezwę. Kontrowersyjnie lub nie, mam jeszcze niespełna 19 lat.
    W mojej rodzinie zaburzenia krążenia są dość powszechne, mama i jej ojciec mieli zylaki, ja zresztą też mimo swojego wieku, mam już swoje począteczki:/
    Zaczęłam stosowac plastry hormonalne jakieś pół roku temu. Mam zespół bolesnego miesiączkowania, w czasie okresu wymiotuję, mam dreszcze, nie wspominając już o bólu na granicy wytrzymałości. Dla mnie to był wybór między silnymi lekami przeciwbólowymi albo hormonami. Wybrałam plaster, bo tak poradziła mi mama- lekarz, żeby odciążyć wątrobę.
    Nie zauważyłam skutków ubocznych, poza oczywistym uregulowaniem i zmniejszeniem bolesności miesiączek- nareszcie mogę normalnie żyć. No i urósł mi biust, o ponad rozmiar. Ale tu akurat nie rozpaczam. Przemieściłam się z mini A do niedużego C:)
    Nie zauważyłam zmiany stanu cery, czy nastroju. Generalnie same plusy. Poza świadomością, że ciągle jestem na haju.
    Ale jest jeden ważny argument… Żadna inna metoda nie przekona mnie o działaniu antykoncepcyjnym. Ani cudowne kalendarzyki ani kawałek silikonu.
    I chciałabym zaznaczyć, że uzywanie prezerwatyw jest gorsze jeśli chodzi o infekcje, ponieważ prowadzi do mikrourazów…
    Jestem podatna na infekcje, od czasu plastra jeszcze bardziej, ale nauczyłam się sobie z tym radzić.. :)
    Można z tym żyć i na razie nie zamierzam rezygnować…

    • Mi biust urósł akurat teraz, po odstawieniu, trochę:) Ale u Ciebie to rzeczywiście niezła zmiana:)
      No i te bóle, rozumiem Cię, miałam koleżankę która okres zaczynała czasami na pogotowiu… nie wyobrażam sobie takich męczarni co miesiąc.
      Dobrze że u Ciebie jak na razie wszystko jest ok.

  • ja niedawno zastanawiałam się nad antykoncepcją hormonalną, ale porzuciłam te myśli. Czytam wiele o negatywnych, ubocznych skutkach i po prostu się boję.

    • Ja też byłam porządnie nastraszona zanim jakieś 6 lat temu pierwszy raz sięgałam po tabletki. Nawet nie tyle przez to, co przeczytałam, ale przez opowieści znajomych, właśnie o skutkach po odstawieniu…no i cóż, teraz ich doświadczam w znacznie większym stopniu niż podczas wcześniejszych przerw w braniu.

  • Ja w tym momencie jestem "bezpieczna" ;) przynajmniej jeszcze kilka dni i potem jakieś 6 tygodni po porodzie. Ale myślę już o tym jaką metodę wybrać – teraz, gdy nasza rodzina będzie już kompletna, taka jak chcieliśmy 2+2. Jestem nieco sceptycznie nastawiona do tabletek, ponieważ właśnie to zmniejszenie libido… U mnie nie dość, że będzie 2 małych dzieci to gdyby jeszcze coś mi to libido zmniejszało chemicznie to się załamię ;p Nie wiem jeszcze co wybiorę, nasłuchałam się ostatnio o zastrzykach, 1 na 3m-ce, ale ponoć wystarczy jakaś infekcja i mogą nie zadziałać. Ech, ciężki orzech do zgryzienia…

    • Hmm o tych zastrzykach też myślałam, ale jak wszystko mają swoje minusy i ograniczenia..:/

  • Anonimowy

    Ja mam spirale hormonalną od 5 lat i…. no i biorąc wszystkie za i przeciw…jestem na TAK. Z tą ochotą to wydaję mi się, ze jest nagonka na "libido" jak wyścig szczurów, kto jest bardziej napalony… a tak naprawdę to zależy indywidualnie od kobiety i stylu życia, jedna ma większe druga mniejsze i nie ma co się bawić wyścigi :-) Druga sprawa to muszę przyznać, że zaczęły przetłuszczać mi się włosy no ale zawsze można umyć….Po trzecie nerwowość, niby po hormonach – wcale nie zaprzeczam ale znam takie , które nie stosują hormonów a bez kija nie podchodź ….a przecież nasze kochane małe pociechy czasem doprowadzają nas do białej gorączki…Zycie – ale i tak je kochamy :-). Jestem zadowolona ze spirali hormonalnej. Ale wybór zawsze należy do Was czyli do indywidualnych potrzeb

    • Ja wiem tyle, że zanim w ogóle tknęłam się tabletek miałam znacznie większe libido:) chyba że to też wpływ wieku :P Spirala… no właśnie, mówisz o pociechach, czyli chyba masz dzieci. Ja nie byłam jeszcze mamą, więc póki co mi ginekolog odradza jakiekolwiek wkładki.

    • Anonimowy

      Tak, spirala tylko po dzieciach, nie zdecydowałabym się wcześniej…..mam już dwoje dzieci i na tylu poprzestanę :-), A z tym libido to chyba każdy miał kiedyś większe, mniej lat na karku, mniej obowiązków – praca, dom, ewentualnie dzieci, "chemia" jeszcze działająca między partnerami:-)…Nie narzekam i z takim libido :-)

    • No jest to jakieś wytłumaczenie, codzienność też je potrafi zmniejszyć… :)

  • Nie potrafiłam przekonać się do tabletek właśnie dlatego, że nie chciałam "podtruwać" się hormonami które u mnie chyba i tak mają jakiś problem ze sobą :) moja mama ma spirale ale nawet po ciąży bym się chyba się odważyła. I tak zostaje tylko ogumienie i oczywiście co jakiś czas nerwy i niepewność gdy jest opóźnienie. Ale przynajmniej nie muszę się przejmować, że coś tam na mnie działa od środka.

  • Moja koleżanka mimo brania tabletek zaszła w ciążę co było najprawdopodobniej spowodowane ciągłego ich brania od 5 lat.
    Sama zastanawiałam się nad nimi, ale jakoś jeszcze nie umiem się przekonać, za bardzo chyba boję się skutków ubocznych, niestety słyszałam więcej negatywnych opinii niż pozytywnych. Jednak przy moim nieregularnym cyklu i bardzo ciężkich @ jestem skłonna się przestawić…

    • A to niespodziankę miała koleżanka. Z tego co słyszę wokół nie ona jedna dochowała się potomstwa na tabletkach:)
      A trudne okresy możesz spróbować na początek jakoś naturalnie regulować, są na pewno na to zioła, do tego wsparcie jakąś dietą. Nie mam na myśli niczego konkretnego bo aż tak tematu nie badałam, ale wiem na pewno że są jakieś takie metody. Poszperaj, spróbować nie zawadzi, a w ostateczności zostają te tabletki nieszczęsne…

  • Bardzo się cieszę, że odważyłaś się poruszyć ten temat. Ja tabletki biorę już chyba ponad 10 lat. Zaczynałam od Logest, po których czułam się fatalnie, miałam okropne migreny i mdłości, cera mi się pogorszyła tragicznie, puchnięcie, drastyczny spadek nastroju. Brałam je chyba 3 miesiące, aż nie wytrzymałam tego czekanie na unormowanie. Dostałam Rigevidon, lek 2 generacji i biorę go przez ten cały czas. Ogólnie dobrze go toleruje, swego czasu miałam tylko plamienia śródokresowe czy jak to się nazywa :) i lekarz kazał mi brać wtedy dodatkową tabletkę. Kilka razy tak zrobiłam i po 2-3 miesiącach mi przeszło i nie powróciło. Kiedyś zdarzały mi się jakieś puchnięcia, wahnięcia wagi ale z czasem jakoś to minęło. Dość regularnie mam badania, także krwi, bo mam wrodzoną bilirubinemię i na wątrobę muszę mieć większą uwagę. Ogólnie wszystko jest ok. i dopytywałam się lekarza o zmianę na coś nowszego ale stwierdził, ze skoro dobrze się po tych czuje, to po co zmieniać. Dwóch innych lekarzy u których zdarzyło mi się być, miało podobne zdanie.
    Kilka razy miałam przerwy w przyjmowaniu tabletek, prawie zawsze niezamierzone, bo np. skończyły mi się i nie miałam recepty na czas (mam stałego lekarza, ale w innym mieście, więc Mama podsyła mi recepty). Niektórzy mówią, że takie przerwy warto robić, ale minimum 3 miesiące bo organizm miał okazję wrócić do normy. Z drugiej strony, po co organizm ma do tej normy wracać, kiedy po tym czasie znów się będzie brało tabletki. Dodatkowo po odstawieniu tabletek, bardzo łatwo o ciążę mnogą. Tak czy inaczej czasem zdarza mi się mieć ok. miesięczną przerwę, obecnie moja przerwa trwa już 2 miesiąc i to jest zły czas…pierwszy raz miałam taki ból jajników i bolesność piersi, że nawet ubranie przeszkadzało, do tego wilki strach przed ciążą.
    To co ja obserwuje po odstawieniu tabletek (nawet w czasie 7 dniowej przerwy) to zdecydowane zwiększenie libido albo właściwie powrót do normalności, bo tak to kiepściutko…ale prezerwatywa to dla mnie wielki stres. Nawet jeśli się nie zsunie, to i tak się boję, że coś jakoś się zadzieje i absolutnie wszystkiego mi się odechciewa a okresu wypatruję z utęsknieniem. Nie widzę alternatywy dla tabletek. Nie chcę mieć dzieci w ogóle i jest to przemyślana decyzja, którą może kiedyś zmienię, na pewno jednak nie w najbliższym czasie. Cokolwiek innego niż tabletka, to dla mnie nerwica :) Choć wiem, że 100% pewności nie ma i dzięki tabletkom mam przyrodnią małą siostrzyczkę :) Mimo wszystko mam do nich zaufanie i mimo zmniejszonego libido, powiększonych żył na nogach i ingerencji w organizm, zostaję przy tabletkach.
    Za to, tam gdzie mogę, powoli staram się przechodzić na bardziej naturalne i ekologiczne tory i przymierzam się do Ladycupa :)

    • Czello dzięki za obszerną opinię. Ty właściwie piszesz u mnie nie komentarze, a gościnne posty :D
      Ciekawe że odczuwasz aż taką różnicę nawet przy siedmiodniowej przerwie nie mówiąc o tych miesięcznych. Co by było dopiero przy odstawieniu na stałe?
      Ja po dzisiejszym dniu skłaniam się jeszcze bardziej ku odstawieniu tabletek, patrząc na ten pomysł z obawą – po prostu boję się… wpadki. Dziecko chce mieć, ale teraz zdecydowanie nie jest na to czas.
      Ekologiczna menstruacja mówisz… pewnie i tym się wkrótce zainteresuję. Jakoś podświadomie ciągnie mnie w wielu kwestiach do natury, stąd też było min. to ciągłe niezadowolenie z faktu brania tabletek. Tylko gdyby dało się teraz wspomóc hormony w powrocie na naturalne tory…

  • Ada

    Miałam pokusę, żeby zacząć brać tabletki antykoncepcyjne – z wiadomego powodu ;) Chłopak odwiódł mnie od tego pomysłu. Powiedział mi, ze też o tym myślał, ale dowiedział się wiele na ten temat. Opisał mi wszystkie za i przeciw, wymienił mi skutki przyjmowania tych tabletek (aż byłam zdziwiona jego wiedzą!). I powiedział, że no, nie jest czas na dziecko, ale jeżeli tak wypadnie to nic się nie stanie :) Aktualnie zabezpieczamy się prezerwatywami. Albo w ogóle się nie zabezpieczamy.
    W każdym razie co rusz słyszę o strasznych skutkach tych tabletek.
    Oprócz skutków widocznych teraz, pomyśl, co będzie później! Zanim będziesz mogła zajść w ciążę, musi minąć kilkanaście miesięcy… I czy będziesz mogła?
    Zdecydowanie odradzam brać tabletki ;)
    Pozdrawiam.

    • Fajnego masz chłopaka, myśli przede wszystkim o Twoim zdrowiu, nie o wygodzie:) Mój wczoraj podczas narady też stwierdził że nie chce dla mnie tych wszystkich skutków ubocznych. Do czasu dziecka jakoś wytrzymamy, a po nim może jakaś wkładka.

  • brałam jakiś czas temu tabletki przez nieco ponad rok. i na początku było wszystko super, ale z czasem miałam tak koszmarne wahania nastroju, że sama ze sobą wytrzymać nie mogłam. potrafiłam się rozpłakać przy reklamie telewizyjnej. i wtedy stwierdziłam, że chyba trzeba zrobić sobie przerwę, bo byłam strasznie nieznośna. ale nie powiem, pierwsze kilka miesięcy było ok, więc ani nie odradzam ani nie polecam. :)

    przy okazji zapraszam do rozdania u mnie na blogu. :)

    • Oj to bardzo rozchwiane miałaś emocje. Też tak miałam, choć nie przez cały czas. Były duże dołki i małe górki, aż mnie męczyła ta zmienność. To niefajne uczucie że dajemy sterować swoim zachowaniem jakiejś chemii…

  • ja odstawiłam poł roku temu i teraz zaczęły się nieregularne cykle, wypadanie włosów, pryszcze. Do tabl nie wrócę.

  • Anonimowy

    dzięuje , że poruszyłaś ten temat… to naprawde bardzo mi pomogło :* :(

  • Tabletki temat rzeka… jako osoba pełnoletnia dostałam Logest (problemy z cerą, obfite menstruacje), tylko dla tego, że poszłam do tego samego ginekologa do którego chodziła moja matka, gin wyszła z założenia: mama bierze, to tobie też dobrze zrobi… Źle się po nich czułam i zostały zmienione na Cilest z tych tabletek wyszyły nici i mam już prawie 4 letniego smyka… po porodzie jakieś pół roku zmieniłam lekarza i dobrał mi tabletki dokładnie pode mnie już 3 lata biorę sylvie 20, po której dobrze się czuję i jest ok. Co do spadku libida to jestem przed 30 i śmieję się, że to może dlatego ;) a tak na serio to nie unikniemy tego faszerując się sztucznymi hormonami…
    Pozdrawiam!

    • Sylvie 20 też brałam kilka lat temu jako zamiennik Harmonetu, w sumie nie narzekałam ale też szału nie było.
      Skuteczność tabletek w Twoim przypadku była super, nie ma co:P Co do libido, skoro przed 30 takie jest średnie, to co będzie za 10 lat, strach pomyśleć. Może na starość w sanatorium odżyjemy :D

  • Nigdy nie stosowałam tabletek anty. W sumie ja ogólnie wchodzę z założenia, że tabletka to ostateczność nawet na ból głowy czy brzucha. Mniej więcej raz na rok zdarza mi się jakąś wziąć, jak już nie mogę wytrzymać, ogólnie jestem anty trucie się chemikaliami. Ogólnie nie chce brać antykoncepcyjnych, zresztą nie wierzę w ich 100% skuteczność i chyba nie odważyłabym się uprawiać seksu na samych tabletkach, bez gumki.

    • Z tabletkami przeciwbólowymi mam podobnie. Ogólnie jakiekolwiek leczenie farmaceutyczne to dla mnie ostateczność, wydaje mi się że wiele można zdziałać naturą, tylko że… no właśnie, w kwestii antykoncepcji było mi ciężko naturze zaufać. Nie czułam się dobrze z faktem że codziennie szprycuję się czymś sztucznym, ale za dużo słyszałam o dzieciach z kalendarzyka, z prezerwatyw z resztą też… Teraz muszę zmienić trochę podejście co łatwe nie będzie, jednak do hormonów już nie chcę wracać.

  • Anonimowy

    Ja stosuje antykoncepcje hormonalną od 18 roku życia na początku było to związane z trądzikiem a teraz wiadomo, mam partnera, studiuje i nie chce mieć jeszcze dzieci. Ostatnio ginekolog zalecił mi dodatkowo stosować Harmonellę, która chroni serce, układ krążenie, wątrobę jak również pomaga w utrzymaniu prawidłowej masy ciała. Od kiedy ją stosuje mam więcej energii.

    • Odpowiednik Asekurelli? Nie wierzę niestety w takie suplementy… jak dla mnie działają one na zasadzie podobnej co placebo. Nie wiem co by musiały zawierać w składzie i w jakiej ilości, aby odwrócić niektóre działania hormonów.

  • Zaczęłam brać tabletki anty w wieku 20 lat, pierwszymi były Yasminelle po których miałam huśtawki nastrojów i pogłębienie stanów depresyjnych (z którymi borykałam się i bez tabletek). W międzyczasie miałam wycinaną dermatoidalną torbiel jajnika. Po kilku miesiącach tabletki odstawiłam, było dobrze przez 10 miesięcy, aż… zanikł mi okres. 6 testów, każdy negatywny, zgłupiałam. U pani ginekolog okazało się że to a) z przemęczenia, b) może być jakaś torbiel na jajniku. Torbiel faktycznie była, dostałam Cilest na jej zmniejszenie po którym czułam się, jakbym w ogóle nie brała tabletek. Żadnych większych depresji, skutków ubocznych, nic, a torbiel faktycznie mniejsza. Potem jednak ginka zmieniła mi tabletki na "lżejsze, bo nie będzie mnie katować takimi dawkami". Od tamtej pory biorę Artizię i nie mam problemów, badania wychodzą dobrze, woda się nie zatrzymuje, nie przytyłam, i może nie wyląduję pod laparoskopem. Ale może to tylko ja tak znoszę tabletki, nie wiem.

    • Masz szczęście że trafiłaś na takie, które nie dość, że nie szkodzą, to jeszcze coś wyleczyły. A Yasminelle po raz kolejny okazuje się przereklamowana…bo kiedyś bardzo były te tabletki promowane jako nowoczesne i wyjątkowo bezpieczne…

  • Anonimowy
    • Artykuł dość ogólnikowy, ale dla kogoś początkującego w tym temacie może być dobrym wprowadzeniem:)

  • Wiem, że temat stary, ale dorzucę swoje 3 grosze. Brałam tabletki przez kilka dobrych lat, nieświadoma zmian jakie funduję mojemu organizmowi. Czułam się dobrze, jednak po kilku latach zaczęły męczyć mnie duszności i podobnie jak u Ciebie powychodziły "żylakopodobne" żyłki na nogach. Dwa lata temu tabletki odstawiłam i tu zaczął się cyrk. Z pozytywów, duszności zniknęły jak ręką odjął. Ale to co podziało się z moją twarzą i włosami staram się ogarnąć do dziś. Nigdy nie miałam problemów z cerą, a od dwóch lat męczę się z gulami i zaskórnikami, w okolicach ust i szczęki, włosy okropnie się osłabiły i wciąż wypadają. Teraz siedzę trochę bezczynnie, bo jestem w ciąży i organizm swoje poszaleć musi. Zobaczymy co będzie później. Jedno jest pewne, do tabletek w życiu już nie wrócę.

    • Może właśnie po ciąży wszystko się uspokoi? To chyba w końcu stan, kiedy hormony już bardziej szaleć nie mogą… znam wiele osób które ciąża wręcz wyleczyła z różnych problemów…

    • God bless you za te słowa :)

  • Odstawiłam pigułki 4 m-ce temu i od tego czasu mam problem z przetłuszczającą się cerą i wypadaniem włosów i ich przetłuszczaniem. Sprzyja temu też nadmiar androgenów i pco, ale z tego wiem problemy z wypadaniem włosów po odstawieniu pigułek nie należy do rzadkości. Na pigułkach miałam piekna cerę, zero krostek i ładne włosy. Pigułki odstawiłam również z powodu obaw przed powikłaniami typu zakrzepica. Walczę teraz o piękne włosy przy moich zaburzeniach hormonalnych, co opisuję na swoim blogu

  • klaudiaklaudia

    biorę tabletki milvane od 4 miesięcy i nie mam ani problemów ze spadkiem libido, ani ze zmiennym nastrojami, ani z suchością pochwy, ani nie tyję (wręcz przeciwnie) :-p Zero skutków ubocznych.

  • Mam dokładnie ten sam problem :c Biorę już ok. rok tabletki i wariuję, psychicznie jest ze mną niefajnie. Mam niby stwierdzony PCOS, tylko że tabletki tylko tłumią objawy z tym związane (chociaż mój trądzik nie zmienił się w żadnym wypadku, jak był, tak jest) i bardzo ważny jest tu sposób odzywiania, jeżeli chodzi o tę przypadłość – nie dziwię się zresztą, że u mnie jest ten syndrom, bo jakby spojrzeć na mój poprzedni styl życia, to był to totalny brak ruchu, jedzenie dużej ilości nabiału i słodyczy, eghhhh. No ale nic! Co do antykoncepcji, szukając wszelakich informacji na ten temat, dowiedziałam się o wkładce miedzianej, która jest też dla kobiet, które jeszcze nie urodziły (Gynefix). Ma ogólnie dobre opinie i jest chyba od jakiegoś roku w Polsce, nie wiem dokładnie, tylko że niestety jest to droższa sprawa niż ‚zwykłe wkładki’. Zostało mi ostatnie pudełeczko tabletek, potem chcę zrobić sobie ogólne badania organizmu jak się miewa po tabletkach, i sprawdzić tę wkładkę – aktualnie wydaje mi się to być najbardziej trafnym pomysłem, no ale zobaczymy cccc:

  • Martene

    Brałam tabletki Midiana 2 lata, odstawiłam w kwietniu, po zmianie ginekolog – poprzednia mówiła, że nie ma potrzeby robienia przerwy podczas przyjmowania, a obecna nakazała przerwę, żeby sprawdzić, czy pojawi się miesiączka. A tu mija 1 miesiąc, drugi i nic. Więc na razie jestem po 1 opakowaniu Cyclo Progynova i w poniedziałek zaczynam drugie. Na początku byłam strasznie zadowolona, cycki mi (nareszcie!) urosły do rozmiaru B, z małego A, z niedowagi zrobiła się waga idealna, zapomniałam o pryszczach na plecach i dekolcie, cera super… A ostatnie miesiące? ZEROWE LIBIDO (mam 19 lat, a nie 70 :c), cycki zmalały, strasznie skąpe miesiączki. Ówczesna ginekolog nie widziała w tym nic dziwnego, stąd decyzją o jej zmianie – na taką z dużo lepszym podejściem. Po odstawieniu, oprócz braku miesiączki, pryszcze WSZĘDZIE, obwisłe cycki i cały czas brak libido. I teraz leczę się z przewlekłego zatrzymania miesiączki. Do tego obwód kucyka od kwietnia do lipca zmniejszył się o 0,5 cm. Dlatego apeluję: dziewczyny, róbcie przerwy w stosowaniu tabletek, jeśli się na nie decydujecie. Sprawdzajcie, czy wasz organizm prawidłowo funkcjonuje. Pozdrawiam :)

  • Anonimowy
  • Yuna

    W wieku 19 lat pojawił się u mnie przerost jajnika. Lekarz przypisal mi więc yasminelle. Nawet się ucieszylam bo przynajmniej jako młoda dziewczyna miałam zabezpieczenie. Brałam te tabletki prawie 8 lat. Zawsze gdy chciałam z tym skonczyc, by już nie zatruwac organizmu, po zaprzestaniu przyjmowania pojawiały mi się cysty na jajnikach. By je zlikwidować miałam brać dalej tabletki. Przebujałam się tak 8 lat, bez większych efektów ubocznych. Nie tylam, nie miałam problemu z zakrzepicą ani ze zmiennymi nastrojami. Pół roku temu natomiast usłyszałam diagnozę – RAK piersi (mam 27 lat). Rak hormonozależny, zero obciążenia genetycznego. Onkolog jasno powiedział, że tabletki hormonalne mogły spowodować pojawienie się guza i przyspieszyć jego rozrost. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobilabym wszystko żeby leczyć się inaczej. Niestety czasu nie da się cofnąć. To co mogę zrobić to ostrzegać Was dziewczyny. Tabletki hormonalne to świństwo! Też myślałam że mnie to nie dotyczy, dopóki nie usłyszałam diagnozy. Uważajcie na hormony!!! Jeśli się zdecydujecie to pamiętajcie o tym że jest to chemia, która robi spustoszenie w naszym organizmie. Nie jestem nawiedzona. To co pisze stało się a ja wciąż walczę o życie. Zapraszam na mojego bloga: http://www.raczkowanie.blog.pl
    Opisuje tam cała moja historię. Pozdrawiam Was i serio! Jeśli macie możliwość wybierzcie gumki (nikomu nie zrobią krzywdy).

  • Daria Majewska

    Niestety to prawda tabletki antykoncepcyjne zwiększają ryzyko raka piersi i szyjki macicy http://www.rynekaptek.pl/farmakologia/antykoncepcja-jaki-ma-wplyw-na-ryzyko-raka,19268.html

  • Agata Ła

    Juz 20 lat temu udowodniono badaniami, że biorac tabletkę wyłacza się nasz naturalny system doboru partnera odpowiedniego genetycznie. Zatem jeżeli singielka bierze tabletkę dobiera sobie partnera z ktorym potem moze urodzic dziecko z wadą genetyczna, lub chore.

  • Agata Ła

    Poza tym branie tabletki i zmniejszanie sobie tym libido, to jak robienie z siebie dmuchanej lalki z sexshopu.