naiwny realizm

Dlaczego dyskusje w internecie są bez sensu: naiwny realizm

Tak jak projektanci zapewniają nam co sezon nowe kolekcje i trendy, tak politycy fundują nam średnio co kwartał nowy temat do ostrych dyskusji. Zmieniają się pory roku, zmieniają się motywy przewodnie: uchodźcy, 500+, aborcje i antykoncepcja, sądy i demokracja. Każdy budzący emocje, bo w jakiś sposób dotykający nas wszystkich. I każdy rozgrzewający do czerwoności internetowe łącza, bo gdzie najłatwiej znaleźć chętnych do polemiki, jeśli nie w sieci?

Czas na wyznanie grzechów: ile razy zdarzyło Ci się z rosnącym zażenowaniem oglądać przebieg którejś z takich dyskusji i w końcu nie wytrzymać, by oświecić kłócące się tam osoby? No bo przecież nie mają racji. I w świetle Twoich niepodważalnych argumentów na pewno sprawę przemyślą i zmienią zdanie albo chociaż się doedukują i przestaną wygłaszać te żenujące opinie. Tyle że… jakoś nigdy się tak nie działo.

W taki sposób można podsumować właściwie większość bitw na komentarze. Narastają emocje, wzajemna wrogość, a z ich wymiany nie wynika nic konkretniejszego ponad oplutą klawiaturę. Na szczęście mamy kozła ofiarnego: winić za to można jeden z błędów poznawczych, na który wszyscy (niezależnie od wykształcenia i poziomu intelektualnego) jesteśmy narażeni:



NAIWNY REALIZM

 


Naiwny realizm można opisać jako postawę, która daje się streścić w 3 punktach:

  • To ja widzę sprawy, takimi, jakie są naprawdę, a moje opinie są bezstronne i obiektywne, bo oparte na dowodach i faktach.
  • Każda racjonalnie myśląca osoba na pewno poparłaby moje zdanie, jeśli tylko miałaby dostęp do tych źródeł, co ja i patrzyłaby na nie tak samo obiektywnie, jak ja.
  • Jeśli ktoś nie widzi spraw tak, jak ja, to znaczy, że:
    – albo nie ma dostępu do wszystkich faktów, które ja znam,
    – albo/i jest leniwy, nieracjonalny, nie potrafi lub nie chce obiektywnie analizować rzeczywistości,
    – albo/i jest tendencyjny, zaślepiony swoją ideologią lub ma w tym jakiś swój interes.

Podczas gdy Ty myślisz w taki sposób o swoich rozmówcach, oni prawdopodobnie myślą tak o Tobie. Koło się zamyka. Klawiatura zapluta jeszcze bardziej, a CAPS LOCK i wykrzyknik błagają o urlop. Skąd to się bierze? Przede wszystkim z naszej ludzkiej tendencji do podtrzymywania dobrej opinii o sobie samym. Bo żeby sprawnie funkcjonować w codziennym życiu, podlegamy wielu takim złudzeniom na własny temat*. W efekcie widzimy stanowisko rozmówcy jako bardziej krańcowe, niż jest w rzeczywistości, by móc jeszcze mocniej mu się sprzeciwić i uznać, że:

Moja jest tylko racja, i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!

Śmiejemy się z Dnia Świra, ale jest to trochę nerwowy śmiech, bo gdzieś tam w głębi czujemy, że tak naprawdę wyśmiewamy samych siebie. Tyle że ochronne złudzenia nie pozwalają nam w pełni tego zauważyć. Jaaa? Mnie to nie dotyczy…

Psychologia społeczna jest pełna ciekawych dowodów na istnienie naiwnego realizmu. Np. kibice jednej drużyny widzą zachowanie piłkarza drugiej jako faul, podczas gdy ci drudzy są przekonani, że zaszło tu tylko poślizgnięcie. Obie strony jednakowo uznają sędziego za stronniczego. Zwolennicy jakiegoś polityka uznają jego kontrowersyjną wypowiedź za żartobliwą i pełną dosadnego polotu, a przeciwnicy – za wyraz chamstwa i mizoginii. Osoby, które proszono o wypełnienie formularzy samooceny, uznawały siebie za mniej stronniczych od pozostałych badanych.  I tak dalej…




CZY JEST Z TEGO JAKIEŚ SENSOWNE WYJŚCIE?

 



Tym, które stosuję osobiście, jest wyjście drzwiami.

Czyli po prostu unikanie wszelkich dyskusji na tematy polityczno – społeczne z osobami nieznajomymi. Zakładam z góry, że nie przekonam człowieka, który tak jak ja, jest pewien swojej racji i nie ma żadnego powodu, by zakładać moją słuszność (trochę inaczej wygląda to w rozmowach ze znajomymi). Dlatego też od dłuższego czasu nie piszę na blogu o tematach bieżących i staram się w ogóle nie komentować polityki. Ktoś zarzuci mi tchórzostwo, niezaangażowanie. A ja po prostu oszczędzam czas, który jest przecież zasobem nieodnawialnym, i energię, której odnawianie kosztuje mnie wystarczająco dużo.

ALE jeśli szukasz innego sposobu niż unikanie i zależy Ci na tym, by móc z kimś sensownie podyskutować, weź pod uwagę dwie rzeczy:


  • na przebieg konfliktu pozytywnie działa podbudowanie samooceny jego uczestnikom. Osoby, które przed dyskusją dostały komplementy na swój temat lub przypominały sobie własne pozytywne zachowania, były bardziej skłonne do ustępstw i lepiej oceniały rozmówcę niż osoby, którym samoocenę obniżono. Działo się tak pod warunkiem, że jeszcze przed rozmową mogły same przeanalizować swoje poglądy i spokojnie o nich pomyśleć;

  • na przebieg komunikacji ma znaczny wpływ kanał, w którym się odbywa. Rozmowa na forum czy Facebooku zmniejsza ilość przekazywanych informacji (nie ma możliwości kontaktu niewerbalnego, który prostuje wiele mylnych przekonań) i przez to osłabia nawiązywanie kontaktu. A to sprawia, że mamy jeszcze większą skłonność do błędu atrybucji, czyli uznawania, że np. opóźnienia w odpowiedziach rozmówcy wynikają z tego, że nie wie on co powiedzieć, albo coś kręci, zamiast tego, że musiał wyjść, lub odcięło mu internet.


TL;DR:

Dyskusje w sieci, zwłaszcza na gorąco, pod wpływem emocji nie mają większego sensu poznawczego. Chcesz dyskusji, która prowadzi do porozumienia lub chociażby wzajemnego wysłuchania? Zaproś drugą osobę do rozmowy na żywo, podbuduj jej samoocenę, pozwól zastanowić się nad tematem, na który będziecie rozmawiać. To nadal nie gwarantuje sukcesu, ale zmniejsza ryzyko, że zamienicie się w dwa małe, jadowite pieski.
Ku uciesze/zażenowaniu osób, które obserwują to z boku.

 

 


* – ciekawostka: osoby chore na depresję często widzą świat i siebie bardziej realnie, co najlepiej uświadamia, jak bardzo jest to nie do zniesienia i jak potrzebne są nam te złudzenia. 



Źródła:
– Wojciszke, B. (2011). Psychologia społeczna (rozdz. 16). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar,
– Robinson, R., Keltner, D., Ward, A., Ross, L. (1995). Actual versus assumed differences in construal „naive realism” in intergroup perception and conflict.
  Journal of Personality and 
Social Psychology, 68, 404-417
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • cerevisarius
    • Ciekawe spojrzenie na sprawę. Z jakiej to książki?

      • cerevisarius

        „Psychologia kwantowa” R.A. Wilsona

        • Ale heca, zupełnie nie rozpoznałam, a ta książka jest jedną z tych, które wpłynęły na mnie najmocniej! Znaczy to, że najwyższy czas ją sobie odświeżyć :)

          • cerevisarius

            Obie moje łapki w górę !

  • Od mniej więcej tygodnia muszę rozmawiać z obcymi ludźmi o tematach ,,politycznych” (ja uważam, że truizmy są apolityczne, a zakaz tortur to truizm, ale ludzie uważają, że to polityka) twarzą w twarz. Te dyskusje są nawet gorsze niż w internecie -,-

    • Współczuję, wyobrażam to sobie jako kłótnie polityków w jakimś studio telewizyjnym. Czyli jak sobie naubliżać w białych rękawiczkach, pod osłoną ważnych tematów.

  • Statler

    Wygląda więc na to, że ci z depresją mają zdrowsze spojrzenie na daną sytuację i muszą jeść prochy, żeby sfiksowac i dopasować się do reszty społeczeństwa. :)

    • Zależy jak na to spojrzeć. Zbyt duża dawka prawdy o sobie jest niestety nie do zniesienia, więc trudno to nazywać czymś zdrowym :)

  • Asia

    Kolejny tekst pod którym mogę się podpisać rękami i nogami ;D Od jakiegoś czasu wyznaję zasadę, że poglądy polityczne czy religijne to niekoniecznie najlepszy temat do rozmowy na pierwszym spotkaniu, więc konsekwentnie ich unikam jak tylko się da ;D I to się sprawdza! Zauważyłam, że nawet zupełnie podświadomie znajomy, z którym do tej pory dogadywałam się świetnie, w momencie w którym okazywało się, że ma zupełnie inny pogląd niż ja np na jakąś emocjonującą kwestię polityczną czy światopoglądową, jakoś tak tracił część sympatii w moich oczach. I wydaje mi się, że to działa w obie strony – mamy mniejszą chęć żeby sympatyzować z kimś o odmiennych poglądach. Więc dopóki takie tematy są poruszane przez osoby niekoniecznie mi bliskie, staram się ich dyplomatycznie unikać. Ciężko jest dopuścić do siebie myśl, że jednak możemy nie mieć racji i myślę, że z tego powodu większość takich dyskusji jest bezsensu, a szanse na przekonanie rozmówcy do refleksji są znikome. Dobrze, że o tym piszesz, temat zdecydowanie na topie ;)

  • Ja nie wiem jak Ty to robisz, że piszesz z głębi mojego serca! :)

  • Świetny tekst podkreślający tendencję człowieka do subiektywności: jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, że nie zauważamy świata wokół nas. Wysłuchanie i zrozumienie drugiej strony to już sztuka, a otwartość na skorygowanie osobistych poglądów po zaczerpnięciu opinii otoczenia to mądrość – to byłby pożądany atrybut liderów roztropnych.

    „Wyjście przez drzwi” kojarzę z chwilą refleksji, na przykład kiedy ponoszą mnie emocje (i.e. kiedy mniemam, że rozmówca jest skończonym tym czy owym). Czasami jednak zostanę i będę trzymał się swojej linii argumentacyjnej w ramach gimnastyki asertywności, zwłaszcza kiedy moje skromne zdanie może zmienić coś na lepsze, albo przynajmniej da szansę zmiany czegoś na lepsze.

    Natomiast odizolowanie się od polityki jest najlepszym panaceum na wiele dolegliwości ducha i ciała – niewątpliwie!

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -