wstydze się że jestem inny

Dlaczego nie powinineś wstydzić się bycia innym

Sytuacja nr 1

Pewien bloger, który zawsze pisał z sensem, ale popularność i akceptację zyskał dopiero tekstami pełnymi heheszków i prostych odniesień do seksualności, postanowił dla odmiany stworzyć tekst płynący z głębi serca. Widać, że aby dojść do przedstawionych w nim wniosków, musiał spędzić trochę czasu w swoim wnętrzu. I wszystko byłoby pięknie a tekst godny polecenia, gdyby nie to, że opublikował go z całym akapitem wytłumaczeń, dlaczego tym razem tak poważnie i głęboko. Nie zapomniał też dodać samo-umniejszających uwag w stylu: jak na mnie to nawet mądre wyszło.

Brakowało tylko przeprosin.


Sytuacja nr 2

Rozmawiamy w towarzystwie 4 innych osób. Wcześniej nie zwracałam na niego większej uwagi, mówił o tak samo lekkich i błahych tematach jak inni, nie przedstawił żadnej wyrazistej opinii. Nagle wspominam o jednej z moich ulubionych książek. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zwraca się ku mnie i wciąga w intensywną dyskusję, w której odsłania inteligentne poczucie humoru, wrażliwość, zmysł obserwacji. Nie ma w tym podrywu, nie ma prób zaimponowania – to po prostu jeden z tych rzadkich momentów, kiedy trafia się na wspólną częstotliwość i żal z niej nie skorzystać. W końcu reszta jego znajomych, która wyraźnie odstaje poziomem intelektualnym, zauważa to i zaczyna rzucać: i tak nie wyrwiesz; chyba za dużo wypiłeś; już mu się włączył filozof; ej, nie jesteś w szkole. 

Udało im się. W końcu rezygnuje z rozmowy i wraca nad butelkę.


Ej, czy TY też wyrównujesz do dołu?


To tylko 2 przykłady sytuacji, które widuję dużo częściej i których czasem doświadczałam sama. Większość swojego życia spędziłam w małych społecznościach. Najpierw na wsi, potem w 15-tysięcznym miasteczku, potem w trochę większym mieście we wschodniej Polsce. Przykro to stwierdzić, ale talenty, niepopularne poglądy czy styl, wysoka inteligencja lub wrażliwość były tam akceptowane tylko do pewnego stopnia. Po przekroczeniu niepisanej granicy lądowało się, w najlepszym razie, z etykietą outsidera albo śmiesznego dziwaka, tłumaczącego przebłyski swojej autentyczności ‚fazą’ lub ‚gorszym dniem’.

Ludzie, których horyzonty nie wybiegały zbyt daleko (przynajmniej oficjalnie), w nieprzeciętnych jednostkach upatrywali zagrożenia, więc starali się albo ściągnąć je w dół, albo wypchnąć poza grupę.

Ciekawe, że nawet teraz pisząc te słowa, mam w sobie głos wewnętrznego krytyka, który przestrzega mnie przed popadnięciem w ton kogoś, kto stawia się wyżej inni. Tak, on ciągle powraca, w końcu słyszałam go z różnych ust tyle razy. Trudno było się przed nim bronić, trudno było mu się nie poddawać, gdy w grę wchodziła konsekwencja najstraszniejsza dla dziecka, nastolatka, czy nawet młodego dorosłego:


Alienacja. Samotność.


Człowiek zrobi wszystko, byle nie być samotnym. Zapomni o prawdziwym sobie i wciśnie w wyznaczone ramy z desperacją siostry Kopciuszka, odcinającej piętę, by włożyć jej pantofelek. Uzna, że te otarcia, siniaki i niewygoda to po prostu część życia. Że tak już wygląda dorosłość, w końcu rodzice, sąsiedzi robią tak od lat.

I będzie tak funkcjonował, aż do momentu gdy jakiś przypadkowy bodziec przyniesie otrzeźwienie.

Tym bodźcem może być chwila, w której patrzysz w lustro i nagle orientujesz się, że wcale nie widzisz w nim siebie, lecz przebierańca z maską na twarzy.
Może być moment, gdy słyszysz swój-nieswój głos wypowiadający słowa, które wcale nie są Twoimi słowami, a wyuczonymi przez lata skryptami, oficjalnymi, ugrzecznionymi opiniami.
Może być sytuacja, w której serce wyrywa Ci się z ciała, by zaśpiewać pełnym głosem, kogoś przytulić, zburzyć jakiś porządek, ale zamiast tego stoisz w miejscu i tylko uśmiechasz się głupio. Albo tajemniczo, żeby wyglądało lepiej.


W takiej sytuacji możesz zrobić dwie rzeczy.


Możesz nauczyć się jeszcze lepiej tłumić ten głos ze środka Ciebie, żeby nie narażać się na nieprzyjemne emocje. Nauczyć się zagłuszać go jedzeniem, pracą, dudniącą muzyką, unikaniem za wszelką cenę ciszy i pustych pomieszczeń, a potem udawać, że bóle pleców, głowy i napady lęku trafiły Ci się przypadkiem.

Możesz też spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: dokopię się do ciebie. Jeszcze  cię znajdę i przywrócę na powierzchnię. I wliczyć w koszty tej operacji cały dyskomfort, zerwane relacje, zmiany miejsc pobytu, niepewność tego co Cię czeka.

Ale uwierz, będzie warto.

Przyznasz to sam, kiedy odczujesz korzyści  z wyrażania siebie takim, jakim jesteś, choćbyś był zupełnie nietypowy w swoim środowisku.

Zaczniesz akceptować siebie i czuć się dobrze w swojej skórze. 

Przestaniesz brać do siebie opinię innych ludzi. 

Nie będziesz trzymał się kurczowo tych, którzy traktują Cię źle.

Przejmiesz kontrolę nad kształtowaniem swojego życia.

Uwolnisz swoją spontaniczność i naturalną ekspresję.

Ustawisz granice tam, gdzie Ty je widzisz.

I to wszystko bez największego ze strachów przed odrzuceniem i samotnością.

Bo dopiero kiedy zaczynasz pokazywać prawdziwego siebie czeka Cię najlepsze:

odnajdujesz ludzi, z którymi jesteś kompatybilny. 

Będąc sobą wysyłasz w świat wiadomość. Nie każdy będzie w stanie ją odebrać, niektórzy odrzucą ją na starcie, co ostatecznie i tak wyjdzie Ci na dobre. W końcu jednak zaczniesz przyciągać tych, którzy docenią to jaki jesteś, bo czują tak samo, myślą tak samo, widzą świat w tych samych barwach. Odnajdując ich zrozumiesz, jak pozbawione sensu były próby ukrywania siebie tylko po to, by utrzymać akceptację ludzi, którym nie zależało na Tobie na tyle, by znieść to, kim jesteś.

I nie popełnisz tego błędu już nigdy.

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Moja mama nazywa to syndromem pawia w kurniku. Za bycie innym zadziobują, więc pióro po piórze okaleczasz się, żeby tylko przestać się wyróżniać…

    • Ładnie nazwane.

    • Szymon Sugar

      Dobre spostrzeżenie! Mi zaś skojarzyło się z Brzydkim kaczątkiem i jego interpretacją w wykonaniu Katarzyny Miller i Tatiany Cichockiej („Bajki rozebrane”)

  • Rzeczywiście jest coś takiego! Tyle razy ktoś mi wytykał, że się wymądrzam i „wywyższam”, że teraz już gryzę się w język i często nawet świadomie staram się w ogóle nie wypowiadać albo unikać trudnych słów (chociaż uwielbiam ich używać nie po to żeby się pochwalić, że taka mądra i elokwentna, ale po prostu lepiej pasują w niektórych sytuacjach). Właśnie teraz mi uświadomiłaś, że takie wyrównywanie w dół jest głupie, bo to tak jakbym bała się użyć jakiegoś mało znanego określenia, bo ktoś może poczuć się głupi i mniej oczytany. Obarczam siebie odpowiedzialnością za czyjeś możliwe kompleksy.

    • To jest to: dlaczego brać na siebie konsekwencje czyichś kompleksów?
      Lepiej szukać ludzi, którzy mówią tym samym językiem, a nawet jak nie rozumieją… po prostu chcą się dowiedzieć :)

  • Wzruszył mnie ten tekst. Widzę siebie przepraszającą i zamykającą usta, bo nie odważyłam się czegoś powiedzieć.

    Nietypowy w swoim środowisku… myślę, że jeśli tak się czujemy to znak na zmianę otoczenia, kręgu znajomych.

    Mądry wpis. Zdrowo, serdecznie motywujący do odwagi.
    Pozdrawiam ciepło:)

  • No chyba, że ktoś ma twardą dupę. Jako papuga że wsi, wrony nigdy nie miały na mnie wpływu. Nie atakowały też dziwaka, bo wiedziały, że mam mocniejszy dziób. Kocham być sobą!

  • Wrapigi

    O cholera. To było mocne.
    Właśnie siedziałam, podłamana sobą i swoim obecnym życiem i tępo przeglądałam facebooka, aż trafiłam na nowego posta, myślę – zobaczę. I trafiłaś w samo serce. Taką prostą, prościutką strzałą.
    Zawsze miałam duszę artystki, od zawsze byłam marzycielką – grałam na różnych instrumentach, trochę pisałam. Głównie pamiętnik. Ale świat zewnętrzny skutecznie zamknął mnie w sobie i tryskającą energią do życia dziewczynę zamienił w szarą myszkę. W nieśmiałą, nie wychylającą się osobę. Mówię strasznie mało, nie wychylam się z tłumu, podczas gdy wewnętrznie chciałabym się wyrwać i pokazać światu prawdziwą mnie.
    I czasem mam wrażenie, że życie przelatuje mi przed oczami. Chciałabym żyć tak jak chcę. Mieć wystarczająco dużo siły, by w końcu wyrwać się z tej pozornej strefy komfortu, kawałka bezpiecznej ziemi i zacząć prawdziwie żyć.Tylko trudno tak z dnia na dzień, w tym samym środowisku, gdzie wszyscy Cię znają i mają o Tobie wyrobioną opinie, nagle stać się inną osobą. To mnie najbardziej wycofuje – ten cichy głosik w głowie podpowiadający wciąż: „To będzie sztuczne. Uznają Cię za dwulicową osobę. Uznają Cię za dziwną. Bo zawsze byłaś wycofana. A teraz co? Nagle pewna siebie? To niebezpieczne. Daj sobie spokój! „. I daję sobie spokój.
    Chciałabym pewnego dnia obudzić się rano z czystą kartą. Tak jakby nikt mnie nie znał. Wyjść z domu i mówić, to co chcę. Rozmawiać z osobami, które naprawdę szanuję. Odważyć się przełamywać schematy. I żyć życiem, jakie naprawdę pragnę prowadzić. Tylko jak? Jak się zmienić?

    • Aga Kres

      Kiedyś nie wytrzymałam i zrobiłam to, czego Ty się właśnie tak obawiasz i wiesz co… wiele moich obaw się ziściło: parę „bliskich” mi osób odwróciło się ode mnie, bo nie spodobało im się moje nowe ja, przestaliśmy nadawać na tych samych falach… i to jest ok, bo ja też źle się czułam w ich towarzystwie, a przekonywałam samą siebie, że tak nie jest. Teraz jest mi o wiele lepiej ze sobą, odzyskałam do siebie szacunek, przestałam się naginać, dopasowywać do swoich własnych i czyichś wyobrażeń o mnie. To wszystko nie było uczciwe ani wobec mnie, ani wobec innych.

    • Grozi Ci to, o czym mówi Aga. Ale tak jak pisałam wyżej, ostatecznie też wyjdzie Ci to na dobre. Nie pokazując siebie, nie dajesz szansy by zauważyli Cię ci, którzy są tacy jak Ty.
      Jeśli chcesz pokazać prawdziwą siebie w dawnym środowisku, może zacznij od małych kroków.
      Jedna, druga opinia wygłoszona w towarzystwie. Obserwuj reakcje, czy warto iść w to dalej.
      Być może nawet w tym starym środowisku jest ktoś, kto tłumi swoją inność jak Ty, ze strachu.
      A jeśli nie trafisz do nikogo, może właśnie jest to czas by pomyśleć o zmianach kręgu znajomych.
      Kiedy jeszcze nie miałam takiej możliwości i byłam ograniczona do tych małych społeczności, zwracałam się ku internetowi.

  • Aga Kres

    już nie wyrównuję do dołu, teraz niech inni wyrównują do góry..jeśli mają ochotę:)

  • Taak, bardzo znajome dla mnie sytuacje. Całe gimnazjum – próbowałam powiedzieć o czymkolwiek, co mnie interesowało – zaraz zdziwienie, zgaszenie mnie, „nie wymądrzaj się”, „ty to jesteś nudna” i tak dalej. Nawet gdy powiedziałam, że chcę iść do dobrego liceum (trzeciego w rankingach w mieście) to usłyszałam, że się snobuję, że słabsze licea też są fajne, że to moje wymysły. Prawie poszłam do technikum – tylko dlatego, że wszyscy udowadniali mi, że praca intelektualna to nie praca, tylko fanaberia, i jeżeli nie będę fryzjerką to będę nikim. Potem unikałam znajomych z gimnazjum, żeby nie słyszeć tego całego poniżania się „No bo ty taka mądra jesteś, ja z tobą nie umiem gadać”. Oczywiście tylko przekonało to ludzi, że się snobuję.
    Dlatego nie lubię wsi. Nie lubię małych miast. Moi ludzie z liceum podciągali mnie do góry, przeważnie byli ode mnie inteligentniejsi, zdolniejsi, mieli ciekawe pasje, którymi się zarażałam. Po liceum praca w wakacje utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie lubię „normalnych” ludzi. Poszłam na studia. Znowu trafiłam na „swoich”. Mam wrażenie, że muszę zając się pracą naukową w przyszłości, bo nie wyobrażam sobie że miałabym znowu trafić w takie „wiejskie” środowisko które dostaje zawału na widok książki grubszej niż „Pies, który jeździł koleją”.
    (Oczywiście znowu wynika z tego, że się snobuję i uważam za lepszą niż inni. Niestety, to inni uznali się za gorszych ode mnie, cóż ja na to poradzę.)

  • Świetny tekst, z przekazem. Potrzeba mi było czegoś takiego dzisiaj, pozdrawiam http://www.adriana-style.com

  • Klaudia Kałążna

    Bardzo dobry tekst. I pasuje do nie których sytuacji, których doświadczałam. Kiedyś przyjaciele mojej sąsiadki powiedzieli: z nią się nie da gadać, bo znowu „filozofuje”. Kilka lat życia pisałam teksty naukowe i nie potrafię teraz tak sobie skoczyć do „śmieszków”. ŚWIETNY tekst! Postanowiłam wiele lat temu pozostać w zgodzie ze sobą. Takie teksty tylko mnie w tym utwierdzają.

  • Dzięki, Króliczku :)

  • Ciekawa jestem, czy możliwym jest takie 100% uwolnienie się od tego. Chyba kontrola siebie jest latwiejasza i dużo bardziej odruchowa, naturalna niż uwolnienie siebie. Omg,.To straszne!

  • Wyjdź przed blok, usiądź na ławce. Popatrz na okna każdego z mieszkań. Zatrzymaj na każdych wzrok na dziesięć sekund. Pomyśl o ludziach, którzy tam mieszkają, o ich problemach, marzeniach, ukrytych zdolnościach i pragnieniach. Potem zrób to samo z budynkiem obok. A potem… Nie, nie z kolejnym. Potem wstań i spójrz ile jest takich budynków na tej ulicy. A ile na sąsiedniej? Ile na tym osiedlu? Ile w dzielnicy? W mieście? W powiecie? W województwie?

    Dalej myślisz, że jesteś taki inny od wszystkich i nie ma szans, by cię nikt nie zrozumiał? :-)

    • Tyle że ten piękny plan czasem nie wypala już na starcie.
      Wyjdź przed blok… ale przecież mieszkasz w domu jednorodzinnym!
      Popatrz przed siebie… no tak, widzisz las.
      Rozejrzyj się na boki – w twojej miejscowości jest kilkadziesiąt innych takich domów i znasz już każdego ze swojego pokolenia, kto w nich mieszka.
      Póki nie wyjedziesz do liceum do jakiegoś miasta, jesteś na nich skazany, w zdrowiu i chorobie, szczęściu i nieszczęściu.

      • Biorąc pod uwagę demografię czytelników blogów takich, jak Twój – mój plan wypala w jakichś 89% przypadków.

        • Ogólna demografia się zgadza, pytanie tylko do jakich czytelników ten post trafił najbardziej, bo nie wygląda na to żeby do wszystkich :)

  • Trudne, ale to nie znaczy, że niewykonalne! :) Dzięki za ten tekst! Buźka! :)

  • Hej! :) Super wpis, Asia! W ogóle to chyba zaistniała synchronizacja z Kobietą po 30, która wczoraj zamieściła podobny, o taki: http://kobietapo30.pl/wszyscy-cie-lubia-problem/ Pamiętasz jak Ci mówiłam, że czasem płyną do mnie skumulowane treści na podobne tematy? To jest kolejny taki moment. Toteż czuję , że znów chyba coś się szykuje… ;) Pozdrowienia!

    • Ech te synchrony! A uwierzysz, że powiadomienie o komentarzu od Ciebie zobaczyłam krótko po tym, jak otworzyłam plik z mailem do Ciebie, do którego od paru dni dopisuję po kilka zdań? :)

      • O :) A, że odpisujesz od kilku dni, to się wcale nie dziwię, bo znów tyyyyle nabazgrałam. Ajć, zdecydowanie muszę albo raczej chyba chcę popracować nad tym moim gadulstwem. Podobno to typowe Wagom, ale… no właśnie dla Ciebie chyba mimo wszystko jednak nie…? ;)

        • Ja akurat lubię Twoje gadulstwo i chyba już mówiłam, ale powtórzę: każde słowo czytałam z przyjemnością :)

          • W takim razie ulga i dzięki za miłe słowa:)

  • Książka Do Plecaka

    Bardzo, bardzo prawdziwe. Ten problem zniknie dopiero wtedy, gdy zgromadzisz obok siebie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Utożsamiam się z osobami, które opisałaś w poście. Choć sam nie narzekam na samotność, nie da się jednak nie zauważyć, że większość moich znajomości opiera się na płytkich rozmowach. Lubię żartować i bywa, że swoim zachowaniem przypominam gimnazjalistę. Nie da się jednak ukryć, że to też pewien rodzaj peleryny. Mam umiejętność dostosywania się poziomem do rozmówcy. Jak to się mówi – z kim się zadajesz, takim się stajesz.

    Ale bym się pozadawał z taką Skłodowską – Curie. Ktoś ma namiary?

  • Bardzo mądry tekst. Kiedyś rozmawiałam z koleżanką o książkach. Zaczęłyśmy wznosić się w przestworza lekturowe, aż tu nagle trzecia koleżanka nas na ziemię sprowadziła słowami: ,,… eej, może zmieńcie temat co?” I zaczęła gadać o sobie…
    Moc pozdrowień od odmieńca i buntownika :)

  • Można oszukiwać wszystkich ludzi na świecie, ale siebie samego nie da się oszukać. Nie da się oszukać swojej prawdziwej natury i choćby ludzie Ci wmawiali, że się do czegoś nie nadajesz, to przecież oni tak naprawdę nie wiedzą w 100% kim jesteś. Zawsze przecież można być dobrym aktorem. Pytanie tylko po co?

  • Ada Gałązka

    Chodź by większość ludzi uznało cię za największego dziwaka, to znajdą się tacy, którzy będą nadawać na tych samych falach i szczerze popierać cię w twoich działaniach. Takie znajomości powinny być już wystarczającym argumentem do poszukiwania siebie, do oskubywania się z tych warstw nabytych przez lata..

  • Duri

    Jak to jest, że praktycznie każdy Twój nowy post (czytam Cię jakieś 2-3 lata) trafia w to o czym w danym czasie rozmyślam albo w coś co kiedyś było moim udziałem? Wyjdź z mojej głowy! ;) Wracając do tematu, to co sobie uświadomiłam niedawno to to, że już nie pamiętam jaka była ta prawdziwa ja, zanim na siłę dostosowałam się do poziomu i oczekiwań otaczających ludzi. Chciałabym się „odkopać”, ale nie wiem, w którym kierunku ruszyć z łopatą.

  • Sylwia

    Dziękuję za ten tekst.
    Właśnie w takim momencie życia jestem że coraz częściej pozwalam sobie na bycie sobą,skutek tego jest taki że kończą się po koleji wszystkie moje relacje .Przyznam że trochę się boję samotności ,odrzucenia.Jednak z drugiej strony jakoś już nie potrafię się zatrzymać.Cieszę się że trafiłam na Twojego bloga ,ten post dał mi poczucie że może jednak idę w dobrą stronę:)

    Ps:mam taką osobę w moim otoczeniu która żeby mnie przekonać do czegoś używa argumentu „ale wszyscy tak robią „moja odpowiedź ze ja nie chcę już jak wszyscy bardzo ją bulwersuje ;)
    Serdecznie pozdrawiam

    • Paweł Stachyra

      To wspaniałe Sylwio. :-)

  • Puenta bezcenna, potwierdzam, działa, a to bycie odrzuconym przez „niekompatybilnych” to najlepsze, co się może zdarzyć, bo to w końcu krok na własnej ścieżce. Ponoć sami sobie często nieświadomie niweczymy różne rzeczy, które do nas nie pasują, właśnie po to, żeby w końcu iść w stronę autentyczności – i dopiero wtedy wszystko zaczyna się udawać. Pozdro dla dziwaków :)

  • Szymon Sugar

    Zabawne, że napisałaś ten artykuł właśnie teraz. Całkiem niedawno ruszyłem w tą, jakże ciężką, drogę poznawania samego siebie. Niestety- a może stety- ludzie, których traktowałem jako przyjaciół okazali się być nieprzewidywalnymi, w momencie gdy „jeden ze swoich” zaczyna wyrażać swoje zdanie. Tym „jednym” byłem ja. Co prawda z początku poczułem żal, że źle zrobiłem wyrażając swoje zdanie, ale już następnego dnia poczułem siłę, płynącą z swoistej kompatybilności mnie i…mnie :)
    Dzięki za artykuł! Zmotywował mnie do dalszych walk o samego siebie!
    Pozdrawiam!

  • Tekst w punkt. Taki, który powinno się podsuwać niepostrzeżenie zagubionym owieczkom w stadzie. :D
    Dość wcześnie nauczyłam się wypowiadać to, co mi leży na żołądku, z różnym skutkiem. Nie lubię sztywnych ram, w które za groma nie mogę wcisnąć swoje dziwactwa. Ponadto zawsze uważałam, że jestem odporna na sugestie i nakazy otoczenia, do czasu. Do czasu, gdy zostałam mamą i okazało się, że każdy wokół wie lepiej. Że tak powinno być, bo przecież tak się ZAWSZE robiło. Że jakieś to inne i chyba trochę wymyślam. To całe moje macierzyństwo to dobra lekcja asertywności i ciągła walka o bezpieczną, wolną od oceniania i szufladkowania przestrzeń moich najbliższych.

  • Pingback: YesWeekend#2- niedoczas, jeden tekst i dużo linków | lekka przesada()

  • Torgan

    Chciałbym uwierzyć w to, co tu obiecujesz w swoim poście. Ale nie potrafię. Dla mnie życie nie ma sensu. Co z tego, że nadajemy sens sami w swojej egzystencji, kiedy wciąż tak łatwo ten sens życia można zgubić. Tak, ledwo co mam 20 lat, a już zezgredziałem jak Eldoka z WWA. Po prostu, im bardziej i częściej myślę o tym, jakie to życie jest, i gdy widzę, że moje myśli mają rzeczywiste odzwierciedlenie, taki oto wniosek mi się nasuwa – tak, dużo roztrząsam, analizuję zamiast żyć wiem, ale nawet kiedy nie rozmyślam, oddając się codzienności – czy to na studiach, czy w domu – to stosunek prędkości mijania czasu do ciężaru obowiązków i wymagań innych (samego siebie poniekąd też) mnie przytłacza. Do tego dochodzi jeszcze samoocena… Świadomość tego, że czeka mnie sinusoida niepewności, lęk, porażki, trudne decyzje, wielka odpowiedzialność no i przede wszystkim samotność, gdy tylko zapragnę myśleć bardziej pozytywnie i wziąć życie w swoje ręce boli mnie i przeraża. Boje się dorosłości, bronię się przed nią, uciekam przed nią. Czasem tęsknię za dzieciństwem, za czasem kiedy wszystko było prostsze, piękniejsze, gdy czułem wszystkimi zmysłami wszystko to co mnie otaczało, gdy byłem bardziej szczęśliwy, a teraz wszystko jest tak cholernie skomplikowane, by nie powiedzieć – pojebane i popierdolone. Przerasta mnie to, czuję wielki smutek – przynajmniej teraz, bo jutro będę musiał o tym zapomnieć i wrócić do studenckich obowiązków… To są typowe internetowe żale typowego pogubionego życiowo internauty. W czasach propagandy pozytywnego myślenia oraz bycia strongmanem sukcesu aż żal czytać pewnie…

  • Paweł Stachyra

    Piękny artykuł Króliczku.
    Jako komentarz do Twojego artykułu, chcę zamieścić swój wiersz. I jednocześnie Króliczku, stosuję od razu porady zawarte w Twoim artykule, tak więc sądzę, że będzie Ci miło z tego powodu.
    Wiersz ma tytuł „Coming out” i właśnie opisuje to, żeby wyjść na zewnątrz i odważnie zacząć pokazywać swoją PRAWDZIWĄ, AUTENTYCZNĄ naturę, która będzie się odzywać i będzie chciała wyrwać się na zewnątrz:
    https://uploads.disquscdn.com/images/a6065f6f712975019a0f404098903656b2d9f62545492c70acb467eb41e49759.png

    Pozdrawiam serdecznie Ciebie Króliczku i czytających ten artykuł. :-)

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -