dlaczego ludzie mnie nie lubią

MARTWE PUNKTY – czy wiesz dlaczego ludzie Cię nie lubią?

Kiedy słyszę jak ktoś mówi, że nie obchodzi go, co sądzą o nim inni i czy ludzie lubią go czy nie, włącza mi się alarm: oho, mamy tutaj fałszywego twardziela! Fałszywy twardziel to ktoś, kto w odpowiedzi na liczne lub mocne zranienia stworzył wokół siebie emocjonalną blokadę. Na zewnątrz wygląda to jak dystans, obojętność, niezależność, ale tym, czego nie widać, jest strach przed kolejną raną lub rozczarowaniem.

Potrzeba bycia akceptowanymi, lubianymi, potrzeba posiadania bliskich kontaktów jest dla nas naturalna jak oddychanie. Od początków naszego gatunku jesteśmy istotami społecznymi (i mówię to ja, introwertyk, który czasem marzy o weekendzie w pustelni albo komorze deprywacyjnej). Potrzebujemy innych ludzi by przetrwać, by móc się rozwijać, a samotność i izolacja jest nie tylko zagrożeniem dla zdrowa, ale i najwyższą karą stosowaną przez  społeczeństwa.

Dlatego dobrze jest mieć wokół ludzi i dobrze jest dbać o utrzymywanie z nimi pozytywnych stosunków.

Czasem jednak zdarza się, że zupełnie nieświadomie robimy coś, co odpycha od nas innych, co sprawia, że ludzie nie przepadają za naszym towarzystwem, albo szybko przysparzamy sobie wrogów.

Zwykle w takich sytuacjach mamy tendencję do racjonalizowania: nie poznali się na mnie; to z zazdrości; nie są warci mojego czasu. Ale w każdej reakcji innych na nas jest jakieś ziarno prawdy. I jeśli zależy nam na rozwoju i dobrych relacjach społecznych, czasem dobrze jest im się  przyjrzeć.



Ślepe punkty, martwe punkty

 

W optyce istnieje pojęcie ślepej plamki – nie wdając się w anatomiczne szczegóły, nasze oczy nie są doskonałe i część obrazu, jaki widzimy, jest tak naprawdę dopisywana przez mózg, a nie widziana w rzeczywistości – gdyby nie zdolności mózgu mielibyśmy w tym miejscu czarną plamę. Możesz to sprawdzić prostym doświadczeniem.

O ślepym punkcie lub martwym punkcie mówi się też w motoryzacji – to ten obszar wokół samochodu, którego kierowca nie jest w stanie dostrzec, kiedy patrzy w lusterka. Martwy punkt jest częstą przyczyną wypadków.

Te pojęcia zainspirowały psychologów do nazwania martwymi punktami wszystkich tych rzeczy, które inni wiedzą na nasz temat, ale których my sami nie potrafimy dostrzec.

Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy samoświadomi i jak pełni dystansu do siebie,  potrzebujemy drugiego człowieka jak lustra, żeby uświadomił nam nasze słabe punkty.

Na pewno macie gdzieś wokół siebie takiego kolegę, którego otaczają liczne przyjaciółki, ale który nie może znaleźć sobie dziewczyny. Wszyscy wokół widzą, że w relacjach od razu wchodzi w rolę usłużnego spowiednika i terapeuty, a on sam zachodzi w głowę co robi nie tak i dlaczego kobiety nie widzą w nim mężczyzny.

Pewnie znacie też dziewczynę, która nieświadomie flirtuje z wszystkimi wokół, nawet mężami i chłopakami znajomych, a potem zastanawia się, dlaczego inne kobiety jej nie lubią, a koledzy źle odczytują jej intencje. Przecież ona była ‚tylko miła’!

Albo taką osobę, która ma intensywny zapach potu, przez co wszyscy trzymają ją na dystans, a ona nie wie dlaczego. Nikt jej nie powiedział (spróbuj powiedzieć to tak, żeby nie obrazić zainteresowanej osoby!), a sama nie jest w stanie tego wyczuć.

To właśnie przykłady ślepych punktów.

Skoro ma je większość ludzi wokół Ciebie, jest więcej niż pewne, że Ty też.

Tylko jak tu je zobaczyć, skoro jesteś na nie ślepy?



Niekomfortowy telefon do przyjaciela 

 

Dlaczego nie mówimy sobie nawzajem o słabościach czy wadach, które często dałyby się naprawić?

Odpowiedź jest prosta – większość ludzi na takie informacje reaguje po prostu źle. A my nie chcemy patrzeć na czyjeś nadąsane oblicze, nie chcemy ryzykować, że po usłyszeniu niekomfortowej prawdy zacznie nas unikać albo wykłócać się, że to wcale nieprawda a w ogóle to go nie rozumiemy i po nas tego się nie spodziewał.

Więc milczymy. I tak samo inni postępują wobec nas.

Ale jeśli masz wokół siebie kogoś szczerego, kogoś, w czyje słowa wierzysz i wiesz, że chciałby dla Ciebie dobrze, zaproś go do rozwojowego wyzwania. Szczerość za szczerość:

„Czy widzisz we mnie coś, co może odpychać ludzi i być źle odbierane, a z czego ja sam nie zdaję sobie sprawy?”

Obiecaj, że się nie obrazisz, zaproponuj to samo w podzięce i… postanów, że powstrzymasz pierwszą reakcję.

Bo czasem to co usłyszysz może wywołać chęć obrony albo ucieczki ;)

 


Przykłady martwych punktów

 

Jeśli osobie, którą poprosisz o uświadomienie, brakuje pomysłów i długo zastanawia się nad odpowiedzią, podsuń jej tę listę cech, które odpychają ludzi i zapytaj, czy któreś z nich czasem nie dotyczą Ciebie.

Martwymi punktami mogą być:

  • nieprzyjemny zapach z ust,
  • zapach potu,
  • złe maniery przy jedzeniu,
  • chrząkanie i wydawanie innych dziwnych odgłosów,
  • niewyraźne mówienie, problemy z dykcją,
  • niestaranne lub niechlujne ubranie,
  • zbyt wyzywające lub przesadnie eleganckie ubranie,
  • odruchowe drapanie lub dłubanie w różnych częściach ciała,
  • dziwna, nieprzyjemna w odbiorze mimika,
  • marudność i skłonność do ciągłego narzekania,
  • pesymizm,
  • skłonność do szukania zaczepek i awantur przy każdej okazji,
  • skupianie się w rozmowie tylko na sobie,
  • nadmierna dramatyczność (zbyt emocjonalne przeżywanie),
  • zmienność i nieprzewidywalność reakcji emocjonalnych,
  • skłonność do plotkowania o innych,
  • skąpstwo lub przesadne szastanie pieniędzmi,
  • podejrzliwość wobec wszystkich i wszystkiego,
  • izolowanie się i unikanie ludzi,
  • stawianie się w pozycji ofiary,
  • zamykanie się w sobie, niewyrażanie uczuć,
  • ciągłe spóźnianie i przekładanie spotkań,
  • bycie nadmiernie ekscentrycznym,
  • bycie zbyt głośnym i intensywnym w odbiorze,
  • brak wyczucia sytuacji i konwenansów,
  • postawa „mi się należy”
  • konserwatywny opór przed zmianami i nowościami,
  • negatywne reagowanie na pomysły i propozycje innych,
  • nachalność,
  • bycie zbyt miłym i usłużnym,
  • niereagowanie na złe traktowanie przez innych,
  • nadmierne skupianie się na szczegółach i wymaganie tego od innych,
  • pogardliwe podejście do ludzi z mniejszą wiedzą czy o niższej pozycji,
  • uparte trzymanie się swojego zdania i przekonań,
  • zbyt częste przechwalanie się swoimi osiągnięciami,
  • rywalizowanie tam gdzie nie trzeba, strach przed okazaniem się w czymś gorszym,
  • strach przed podejmowaniem decyzji, próbowaniem nowych rzeczy,
  • zapominanie o oddawaniu pożyczonych pieniędzy czy przedmiotów,
  • ciągłe niedotrzymywanie obietnic,
  • unikanie wypowiadania własnego zdania, obojętność na wiele tematów,
  • unikanie odpowiedzialności, niechęć do przepraszania,
  • bycie głównie biorcą, nie dawcą w relacjach.

 

 

Jeśli przychodzą Ci do głowy jeszcze jakieś cechy i zachowania, których ludzie czasem w sobie nie zauważają, ale przeszkadzają one innym – daj znać w komentarzach! Napisz też, jeśli masz za sobą odkrycie takiego ślepego punktu u siebie. Ja już o swoje zapytałam. Dowiedziałam się między innymi, że kiedy się złoszczę lub przyjmuję postawę obronną, robię strasznie brzydkie miny. I notorycznie mówię za cicho. I jeszcze parę innych rzeczy, których wstydzę się przyznać. No ale nikt nie obiecywał, że będzie miło ;)

 

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Mam ochotę podesłać to mojej przyjaciółce

    • Żeby przemyślała swoje czy Twoje?

      • To okropne, ale swoje własne. Jakieś 60-70% podchodzi. Ale ona jest bardzo specyficznym człowiekiem…

  • To zdecydowanie wiąże się z nachalnością, ale mam znajomą, która potrafi mnie przepytać jak uczniaka w podstawówce z tabliczki mnożenie. Robi to tak umiejętnie, że absolutnie nie potrafię się przed tym bronić. Jak zada mi pytanie, to są dwa wyjścia – albo wyspowiadać się z całego życia i mieć pretensje do siebie, że się tak daję załatwić, albo powiedzieć, że to nie jej sprawa i ona będzie mieć pretensje do mnie. Dlatego łatwiej chować się między regałami w Biedronce i nurkować w kosz z cebulą niż podjąć wyzwanie i zacząć rozmowę.

    • Kurcze, zaczęłam się zastanawiać, czy czasem sama nie jestem taką przepytującą.

      U mnie to nawet nie wścibstwo, tylko zwykła ciekawość drugiej osoby połączona z niewielką chęcią do mówienia o sobie. I teraz myślę, czy to na zewnątrz nie wygląda tak jak opisałaś.
      Na plus sobie zaliczam to, że jak ktoś nie chce o czymś mówić, to nie naciskam :)

  • Asia

    Mnie irytuje kiedy ktoś przerywa w środku zdania, albo ostentacyjnie przestaje mnie słuchać, a potem pyta co mówiłam, więc dodałabym to właśnie do puli. Inna sprawa, że podobnie do Ciebie też przeważnie cicho mówię, ale bardzo ciężko nad tym pracuję :)

  • Ten moment, gdy widzisz swoje ślepe punkty na liście ;)

    • Które, które? :)

      • Na niektóre może byłam przeczulona przy czytaniu listy, na pewno różnią się skalą problemu i nie zdarzają się wszystkie na raz:
        – niewyraźne mówienie, problemy z dykcją,
        – skłonność do szukania zaczepek i awantur przy każdej okazji,
        – nadmierna dramatyczność (zbyt emocjonalne przeżywanie),
        – zmienność i nieprzewidywalność reakcji emocjonalnych,
        – izolowanie się i unikanie ludzi,
        – zamykanie się w sobie, niewyrażanie uczuć, wcale nie widzisz sprzeczności z innymi punktami, wcale;
        – bycie nadmiernie ekscentrycznym,
        – bycie zbyt głośnym i intensywnym w odbiorze, (niedawna rozmowa:
        – Możesz tak nie krzyczeć?
        – Nie.)
        – brak wyczucia sytuacji i konwenansów,
        – nadmierne skupianie się na szczegółach i wymaganie tego od innych,
        – pogardliwe podejście do ludzi z mniejszą wiedzą,
        – unikanie odpowiedzialności, niechęć do przepraszania.

  • W sumie wiem sama i to już od lat, co sprawia, że niektórzy ludzie mnie nie lubią i nie ze wszystkimi udaje mi się nawiązać kontakt – i akurat nie ma tego na liście. Choć z tej listy też by się pewnie coś znalazło :) Mimo tego, że to dostrzegam, to zmiana tego wcale nie jest prosta jak pstryknięcie palcem, a w dodatku nie jestem przekonana, czy chcę to w ogóle zmieniać. Ostatnio zadaję sobie często pytanie, czy swoje słabe strony można tak do końca zmienić, czy ich zwalczanie nie skutkuje po prostu stłumieniem i one w końcu i tak powrócą i to jeszcze z rykiem, a raczej dopiero zaakceptowanie ich pozwala zacząć jakoś je oswajać, obchodzić, integrować. W końcu nie ma człowieka bez słabych stron.

    • Pochwalisz się co to czy wolisz nie? :)

      Ja na razie jestem na etapie, w którym myślę, że niektóre da się i nawet powinno, a niektóre… chyba lepiej polubić.

      Na przykładzie tego mówienia za cicho, o którym wspomniałam w tekście – gdybym chciała na stałe się przestawić na mówienie głośniej, pewniej siadłoby mi gardło. Ale w sytuacji kiedy kogoś poznaję, jestem w grupie, albo na rozmowie kwalifikacyjnej, przypominam sobie o tym i wtedy staram się podgłośnić :)
      Takie funkcjonalne udawanie i potem powrót do starej wersji.
      Są też rzeczy które wypleniłam na stałe i do których powrotu nie chcę dopuścić, np. spóźnianie się.

      Wydaje mi się że jakimś sposobem na uniknięcie stłumienia tych cech przy okazji pracy nad nimi jest dotarcie do ich prawdziwego źródła. Może wtedy okazać się, że jakaś słabość jest tylko mechanizmem obronnym służącym większemu problemowi.

      Można by to podsumować jak na Facebooku: to skomplikowane ;)

  • Wiele razy pytałam o to moich znajomych, ale ich nie trzeba pytać, przeważnie sami dają mi to zrozumienia, w żartach, w drobnych uszczypliwościach… Wiem jednak na pewno że bywam apodyktyczna, mimo że jestem przekonana że jestem wycofana i nie narzucam swojej woli innym (nie mam pojęcia, jak ja to łączę, ale łączę). Poza tym przyjaciel twierdzi, że mam syndrom „oglądania filmu z dziewczyną”, czyli lubię mówić oczywiste rzeczy – czasami dopiero po chwili rozumiem dowcip i mówię głośno jego wytłumaczenie, co zdaniem przyjaciela jest głupie i irytujące. No i zabawnie się wkurzam – ludzie nie biorą mnie na serio albo specjalnie mnie irytują żeby zobaczyć, jak się złoszczę i czerwienię. Czasami reaguję zbyt emocjonalnie, czasami za mało emocjonalnie, zupełnie tego nie umiem stopniować.

  • Boguś Łyczba

    Nic mi nie przychodzi do głowy. Dziwne nie? :D

  • Macierzynstwo-raz!

    Ciekawy tekst :) Nawet znalazłam jakieś swoje martwe punkty :)

  • Magdalena

    O tak, rywalizacja w zupełnie nie potrzebnych momentach, dobrze, że kiedyś sama sie zorientowałam, że tak robię. Od tamtej pory uważam i jest lepiej.

  • Rainy

    Zgadzam się prawie ze wszystkimi punktami, które mogą irytować u drugiej osoby, poza tym dotyczącym ubrania. W jaki sposób czyjś styl może być odpychający, o ile ubrania są czyste? Czy to naprawdę jeszcze martwy punkt? Jeśli ktoś mnie nie lubi tylko z tego powodu, że mam inny styl niż on, to ja wolę nawet, żeby trzymał się ode mnie z daleka…

    • Może doprecyzuję co miałam na myśli przy tych punktach: niechlujne ubranie, czyli noszenie rzeczy nieświeżych, wymiętych, rozciągniętych, czy odsłaniających bieliznę, a z drugiej strony strój niedopasowany do okazji, nierespektujący okoliczności, przesadne strojenie się lub silenie się na luz, kiedy wszyscy wokół się dostosowują.
      Nie chodziło o to, że ktoś ma styl, który nie wpasował się w gusta obserwatora, tylko o takie rażące zaniedbania czy niedostosowanie do konwenansów.

      • Rainy

        Aaa, rozumiem. Moje niedomyślenie! To zgadzam się całkowicie teraz :)

  • Listopada

    Znam swój martwy punkt. Za bardzo chcę, by wszyscy mnie lubili, więc kiedy ktoś traktuje mnie chłodno zaczynam mu nadskakiwać i stawiać się w uniżonej pozycji. Najgorsze jest orientowanie się zawsze po interakcji, że ZNOWU to zrobiłam. Chociaż mam od niedawna mały sukces na koncie. Zwróciłam uwagę współpracownikowi na to, że nieodpowiednio się do mnie zwraca (słoneczko…) i teraz przestał, ale też traktuje mnie chłodniej. Pilnuję, by tego jakoś nie zbagatelizować tamtego protestu. Fakt, że zmieniam pracę w kwietniu pomaga na morale :)
    PS Jak konkurs z metamorfozą? Udało się?

    • Powodzenia w takim razie! Do kwietnia niecały miesiąc.
      A ja uda się z tym, to z kolejnym przypadkiem będzie ciut łatwiej :)

      Tak, udało, właśnie jutro będę u fryzjera, kosmetyczki i spotkam się z fotografem :)

  • Przeczytałam naprawdę z zainteresowaniem. Masz dużo racji, a porównanie do martwego punktu w samochodzie przemówiło do mnie chyba najbardziej :)

  • Klaudia

    Moje to na pewno:
    – niewyraźne mówienie, problemy z dykcją (źle wymawiam literę „r”)
    – skupianie się w rozmowie tylko na sobie – walczę z tym, ale zdarza się przegrać…
    – unikanie wypowiadania własnego zdania, ale tylko wtedy, gdy moje poglądy są „dziwne” np. jestem za aborcją i gdybym komuś ze znajomych to powiedziała, to nie dość, że byłabym zjechana to jeszcze ludzie mieliby do mnie chłodny stosunek. A po co przechodzić te rzeczy? Raczej wolę unikać takich rzeczy…

  • magdafrajer

    Ostatnio po długim czasie umówiłam się na obiad z niegdyś bardzo dobrym kumplem – to było jedno z najgorszych spotkań w moim życiu. Dwie godziny mówił wyłącznie o sobie, o tym jak jest niesamowity i jak wszyscy go uwielbiają. Skąd to się wzięło? Każde moje wtrącenie czy nawiązanie do mojej sytuacji zupełnie ignorował i przerywając mi po trzech słowach dalej przechodził do swoich opowieści (a mam całkiem ciekawe i różnorodne życie, nie mam problemów z dykcją, cichym mówieniem czy przeklinaniem co drugie słowo). Wolałabym o stokroć bardziej brzydki zapach z ust, przynajmniej podczas swojej wypowiedzi miałabym spokój :). Wiem, że już więcej nie skażę się na takie tortury, bo przecież spotkanie ma być przyjemnością dla dwóch stron.

    • Wyobrażam sobie, jak frustrujące to musiało być.

      A zastanawiałaś się, jak by zareagował, gdyby mu powiedzieć jak to wyglądało z drugiej strony?

      • magdafrajer

        Nie jestem pewna, czy dałby mi dojść do głosu :> myślę, że (o ile to zachowanie nie wynika z jego niezwykłej zmiany charakteru) zastanowiłby się nad tym i może nieco stonował. Jeśli kiedyś jeszcze skusze się na spotkanie nie omieszkam mu o tym powiedzieć.

    • Dominika

      Znam to! Byłam kilka razy na spotkaniu z chłopakiem, który zrobił sobie ze mnie jednoosobową publiczność i przez całe spotkania wysłuchiwałam jego monologu. A gdy w końcu chciałam coś wtrącić od siebie, uciął to krótko: „Nie przeszkadzaj mi. Teraz ja mówię!”. Po jakimś dłuższym czasie nawiązał ze mną kontakt i wyznał, że ma ogromne problemy z niskim poczuciem własnej wartości z powodu ciągłych wymagań, jakie stawiali mu rodzice – „by był kimś, kto się wyróżnia ponad innych”. Cóż, nawet ze świadomością, że tak wybujałe ego jest jedynie przykrywką dla osoby cierpiącej z powodu licznych kompleksów, nie da się po prostu lubić takiego człowieka.

  • U mnie to z pewnością niewyrażanie uczuć… Trochę w życiu przeszłam i często na jakieś rewelacje, które moich znajomych wytrącają z równowagi reaguję totalnym i całkowitym spokojem bo np. znam to z autopsji. Moi bliscy potrafią to zrozumieć ale nieznajomi mają mnie za robota. Czasem udaję żeby im nie było niezręcznie ale nie lubię kłamać ;)

  • Bardzo dobry wpis i wartościowy. Ja swoich się tylko domyślam i mam wrażenie, że zależnie od sytuacji to jest coś innego ;)
    I chciałam tylko dodać, że urzekło mnie: „Obiecaj, że się obrazisz” – w kontekście jest to zwyczajnie piękne :)

  • Spóźnianie się! To mój martwy punkt!

  • Wiesz…, chyba nie całkiem się zgodzę z Twoim rozumowaniem. W zasadzie, to taka ładna forma na to, że w sumie się nie zgadzam.
    Nie można żyć w ciągłej presji – co sądzą o mnie inni. To prosta droga do nerwicy. Owszem, istnieją dziedziny działalności, życia, w których opinia postronnych jest dla mnie istotna i brana pod uwagę. Ale w równie wielu ta opinia, mimo że jest wyrażana, jest mi kompletnie obojętna. Życie staje się katorgą jeśli żyjesz pod dyktando innych, a do tego się sprowadza nadmierne wsłuchiwanie się w czyjeś opinie na swój temat. Tak mi się zdaje. Chyba, że nie zrozumiałem odpowiednio przekazu.
    Poza tym, cechy, że wspomnę o pierwszych z brzegu „niewyraźne mówienie, problemy z dykcją”, „odruchowe drapanie lub drapanie w różnych częściach ciała” to nic co by eliminowało. Przestać lubić kogoś tylko dlatego, że niewyraźnie mówi, bądź jego dykcja zgrzyta?! Brzmi jak konkurs na super talenty. Jest to raczej problem drugiej strony. Problem z akceptacją. No nie, nie, nie. Nie trafiłaś chyba.

    • Chyba się w ogóle nie zrozumieliśmy :)

      Nie chodzi o to, że ludzie PRZESTAJĄ lubić osoby, które mają takie cechy jak wymienione powyżej, tylko że często nie potrafią się przebić przez wrażenie, jakie te cechy wywołują, tak żeby ZACZĄĆ lubić. Ludzie kierują się efektem halo, to silniejsze od nas i nie musi mieć wiele wspólnego z problemami z akceptacją – takie przypadki to już skrajność.
      Więc jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego go nie lubią, dlaczego trudno mu nawiązywać nowe znajomości i chciałby to zmienić, to ten tekst jest właśnie dla niego.

      Odnośnie cech jak wspomniane tu niewyraźne mówienie – podam przykład z życia.
      Znajomy mówi dość niewyraźnie, wrażenie jest takie, że robi to niedbale, tak jakby nie chciał z kimś rozmawiać, albo jakby wyrażał lekką pogardę wobec świata. Jeśli jednak chce, jest w stanie mówić wyraźniej i w bardziej przyjazny sposób. I był wdzięczny za tę uwagę, bo sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Na nieco poważniejsze problemy z dykcją jest logopeda. A czasem pomaga ortodonta.
      Podobnie może być z wieloma innymi tematami.

      Pierwsze wrażenie robi się tylko raz i jeśli możemy je zrobić lepsze, nieco naprostowując niektóre swoje zachowania czy cechy, myślę że warto. Korzysta się na tym w wielu sferach życia naraz.

      • To mnie uspokoiłaś. Miła dziewczyna, a ja Jej wicher robię. O ja głupia cipa!
        Efekt halo? Słyszałem, ale zabij mnie, nie wiem o co chodzi. Na pewno jednak masz rację, dobre wrażenie można zrobić tylko raz. Dlatego każą nam się schludnie ubierać na rozmowę w sprawie pracy, powodzenie randek 30 sekundowych itp. I zdecydowanie, nad pewnymi elementami, bądź nazwijmy je mankamentami można pracować by je wyeliminować. Jak z osławionym lękiem przed wystąpieniami publicznymi. Choć dalej bronię zdania, że nadmierne popadanie w odgadywanie czyiś myśli na swój temat może być zgubne. Trzeba zachować zdrowe ramy. A i normy kulturowe w różnych krajach mogą przebiegać na zupełnie innej płaszczyźnie.

        Jeszcze taką historię, a propos, o sobie chciałem wcisnąć. Jestem dość małomówny. Żaden socjopata, ale ważę słowa. Już dawno zauważyłem, że ta małomówność bardzo często w towarzystwie dodaje mi nimbu. Zupełnie w niezamierzony sposób. To taka krótka, osobista historia wywierania wrażenia na koniec.

        A…, i nie mów nikomu, że tak mi poszło z Twoim tekstem na bakier. Bo wyjdzie, że należę do grupy, dość licznej, która czyta tekst bez jego zrozumienia. I co? Będzie po mnie. A ja dokopać tylko komuś chciałem, bo wybieram się biegać i okazuje się, że moje najulubieńsze z ulubionych słuchawki się zrąbały. I jak się nie wkurzyć?

        • Jak najbardziej popieram to o zdrowych ramach; zresztą dla mnie równowaga, wyważenie, unikanie skrajności to słowa klucze w życiu… jakem zodiakalna Waga :)

          Jak nie o efecie halo, to może o aureoli slyszałeś? https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_aureoli_(psychologia)

          A to ze słuchawkami rozumiem. Sama przeżyłam ostatnio taki moment. Tyle że moje się cudownie naprawiły po 2 dniach, czego i Twoim życzę :D

  • Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Z tego, co napisałaś, odnajduję się między innymi w tych punktach:
    *niewyraźne mówienie, problemy z dykcją,
    *marudność i skłonność do ciągłego narzekania,
    *nadmierna dramatyczność (zbyt emocjonalne przeżywanie),
    *zamykanie się w sobie, niewyrażanie uczuć,
    *nadmierne skupianie się na szczegółach i wymaganie tego od innych,
    *rywalizowanie tam gdzie nie trzeba, strach przed okazaniem się w czymś gorszym,

    Ale też dodałabym coś od siebie:
    *odwlekanie, przekładanie na później, coś na kształt prokrastynacji (choć nie wiem czy nie mieści się to w punkcie o obietnicach i tym oo oddawaniu przedmiotów i pieniędzy)
    *coś, co dla mnie jest tylko byciem miłym, a przez kogoś może być potraktowane jak podrywanie – a wolałabym tego uniknąć, kiedy chodzi o zajętego faceta

    W sumie dzięki Twojemu tekstowi jakoś łatwiej spojrzeć na siebie z dystansu i powiedzieć sobie: no ok, mam te cechy, lepiej wiedzieć.

    I wychodzi na to, że mam szczęście mając wokół siebie kilkoro bliskich mi ludzi, którzy umieją mi powiedzieć bez nadmiernego dowalania o moich martwych punktach. Cieszę się, że tak jest :)

  • Ania

    Myślę, że potrafiłabym taktownie poinformować kogoś o wszystkich tego typu „martwych punktach”, z wyjątkiem tych, dotyczących nieprzyjemnego zapachu. Tego chyba nie da się zrobić tak, żeby ktoś się nie obraził.

  • Trudna sprawa. Ja się dowiedziałam, że jestem trudna. Chodziło o sposób dyskusji. Zarzucono mi też brak pokory, a to nie wiem czemu. Jedno i drugie ta sama osoba. I jeszcze napastliwość.
    A ja myślę, że czasem jestem zbyt szczera.

  • Nie do końca dobry człowiek

    „Izolowanie się i unikanie ludzi”. O, to tak bardzo o mnie :D. Ja wiem, że ludzie mnie przez to nie lubią, ale z drugiej strony nie mam pojęcia, co na to poradzić. A tak poza tym to na pewno wada wymowy i nieoddawanie długopisów. Ale w sumie przez wspomniane izolowanie się, naprawdę trudno mi dawać innym okazję, do nielubienia.

  • Laura Jędrzejczyk

    Po głębszym przemyśleniu, z wad wymienionych przez Ciebie do swoich zaliczyć mogę:
    * dziwna, nieprzyjemna w odbiorze mimika (ile razy w swoim życiu słyszałam, że wyglądam na bardzo niemiłą! I zdaję sobie z tego sprawę, jednak ciężko mi jest cały czas się uśmiechać idąc ulicą – a kiedy tego nie robię, to wyglądam na obrażoną na cały świat)
    * postawa „mi się należy” (i tutaj nie zawsze daję to po sobie pokazać, często nawet nie zauważam że w ogóle przyjmuję taką postawę)
    * konserwatywny opór przed zmianami i nowościami
    * strach przed podejmowaniem decyzji, próbowaniem nowych rzeczy (nie wiem dlaczego, ale od zawsze przerażała mnie wizja tego, że taka moja codzienna rutyna może się zmienić i choć nie do końca podoba mi się moje życie, to ciężko jest mi wprowadzić do niego jakieś konkretne zmiany)
    * nadmierne skupianie się na szczegółach i wymaganie tego od innych (z dużym naciskiem na to pierwsze)
    * unikanie odpowiedzialności (!) ta wada to chyba mi najbardziej przeszkadza ze wszystkich…

  • Alicja Szmitko

    Rewelacyjny post!

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -