gotowy na nowy związek

Wcale nie jesteś jeszcze gotowy na kolejny związek

To, że jesteś sam od miesiąca, kwartału czy roku, nie znaczy jeszcze, że jesteś gotowy, by wejść w kolejny związek. I nawet jeśli masz już w głowie listę cech swojego wymarzonego partnera i wiesz czego od niego oczekujesz, łącznie z tym, jak miałby całować Cię na powitanie, to nadal nie znaczy, że jesteś gotowy na nowy związek.

Gdyby tylko było to tak proste, jak zmiana statusu na Facebooku…

Zadziwiająco często słyszę od singli: „teraz już wiem, jakiego faceta/kobiety na pewno nie chcę”, „teraz już wiem, czego chcę od związku”. Jednak dziwnym trafem, nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć: „wreszcie stałem/stałam się osobą, która może stworzyć dobry związek”.

Ogrom ludzi zapomina o tym, że aby stworzyć wystarczająco dobry związek, trzeba do niego dwóch KOMPLETNYCH, dojrzałych i akceptujących osób. Ale to niezbyt komfortowa prawda. Dużo łatwiej jest zalewać co weekend swoją narastającą frustrację, płacząc w rękaw przyjaciołom: co jest do cholery nie tak z tymi dzisiejszymi facetami/babami? I uzyskiwać płytkie, trzymające w miejscu potwierdzenie: ty jesteś super, tylko oni/one do niczego…

Wyzywam Cię, żebyś tym razem spróbował inaczej.

Zaczął od przyjrzenia się siebie.

I temu, czy rzeczywiście jesteś gotów otworzyć się na nową osobę i związać z nią z właściwych pobudek.


 

ZANIM ROZPOCZNIESZ NOWY ZWIĄZEK,

UPEWNIJ SIĘ ŻE…

 


Umiesz być szczęśliwy w samotności

Odnajdujesz radość w byciu z sobą samym. Nie nudzisz się gdy spędzasz czas sam. Nie panikujesz, gdy zostajesz w domu sam. Nie postrzegasz bycia singlem jako porażki. Nie szukasz partnera tylko dlatego, by nie spędzać wieczorów samotnie, albo dlatego, że wszyscy znajomi są już sparowani.


Jesteś zadowolony ze swojego życia

I to zadowolenie zawdzięczasz sobie, nikomu innemu. Wypełniasz swoje dni zajęciami, które sprawiają Ci wystarczająco dużo przyjemności i nie łudzisz się, że pojawienie się drugiej osoby zapełni jakąś pustkę w Tobie, uzupełni to, czego Ci brakuje.

Im bardziej jesteś szczęśliwy z tym, co dzieje się obecnie w twoim życiu, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że w nowy związek wejdziesz z nierealnymi oczekiwaniami, że będziesz przyspieszał bieg rzeczy, zachowywał się desperacko, czy że załamiesz się odrzuceniem przez osobę, z którą zaczniesz się spotykać.


Nie ciągnie się  za Tobą widmo poprzedniego związku

Jeśli Twój poprzedni związek zakończył się, mimo że tego nie chciałeś, jeśli rozstanie było bolesne,  zazwyczaj będzie musiało minąć trochę czasu, zanim przestaniesz czuć gorycz i negatywne emocje wobec byłego partnera czy związków w ogóle. Jeśli zaczniesz spotykać się z innymi wkrótce po rozstaniu, może okazać się, że będziesz porównywał wszystkich do byłego partnera albo… robił to mu na złość, z nadzieją, że zobaczy co stracił. A tym sposobem skrzywdzisz nie tylko siebie, ale także tą nową osobę.

Wiem, że czasem pokusa pocieszenia się kolejnym związkiem jest bardzo silna, ale spróbuj dla odmiany dać sobie czas na żałobę. Prawie każda strata, rozstanie wymaga czegoś w rodzaju żałoby, nawet jeśli odczułeś po nim głównie ulgę. To czas na podsumowanie, zrozumienie co do tego doprowadziło, odkrycie wspólnych motywów z poprzednimi historiami miłosnymi i wyciągnięcie wniosków.


Jesteś gotowy wziąć odpowiedzialność za to, jak będzie wyglądała nowa relacja

Wyleczyłeś się już z poglądów typu: jeśli ma być dobrze to będzie, jeśli nie, to znaczy, że nie byliśmy sobie pisani. Albo: to nie moja wina, że moje wszystkie związki rozpadały się najdalej po pół roku.

Wiesz już, że od Twoich działań i starań wiele zależy, wiesz, że połowa sukcesu każdej relacji leży po Twojej stronie.


Umiesz komunikować się z drugim człowiekiem. Umiesz się kłócić.

Szczerze i otwarcie wyrażać swoje myśli, opinie, uczucia, mówić o pragnieniach i potrzebach. I z drugiej strony –  być wyczulonym na to, co rzeczywiście chce przekazać druga osoba, słuchać jej z zaangażowaniem i empatią. Jak często rozmawiamy, ale tak naprawdę nic nie mówimy?

Wiesz też już, że od konfliktów się nie ucieka (przynajmniej tych w związku) i nie wierzysz w bajki, że szczęśliwe pary się nie kłócą. Kłócą, ale umiejętnie. Nie po to, by sobie dopiec, nie po to, by któreś mogło wygrać, lecz by wspólnie dojść do porozumienia.


Masz świadomość swoich rodzinnych wzorców i tego, jak na Ciebie wpłynęły

Niezależnie od tego, co spotkało Cię w Twoim rodzinnym domu, wiele rzeczy, które się tam działy zapewne uznajesz za normalne, typowe czy właściwe. I takie też wzorce przenosisz do swoich związków.

Zanim wejdziesz w kolejny, przyjrzyj się rodzinom i związkom swoich znajomych. Czy u nich nie rozwiązuje się konfliktów inaczej, czy inaczej nie spędza się ze sobą czasu, wyraża emocji, okazuje zaangażowanie, czy nie przypisuje się płciom nieco innych ról? Im więcej rodzin i relacji poznajesz z bliska, tym prędzej możesz rozpoznać niektóre szkodliwe przekonania i nawyki, które wyniosłeś z własnego domu i które mogą sabotować wszystkie Twoje związki.


Masz przyjaciół lub krąg dobrych znajomych…

…wśród których odnajdujesz spełnienie i z których nie zrezygnujesz, kiedy na horyzoncie pojawi się widmo romansu. Wiesz, że jedna osoba nie da Ci wszystkiego i nie spełni wszystkich Twoich towarzyskich potrzeb.

Jesteś też w stanie zaakceptować, że nowy partner również będzie miał swoich przyjaciół i bliskich i rozumiesz, że czasem wybierze spędzanie czasu z nimi, nie z Tobą.


Masz w sobie elastyczność i tolerancję

Choćbyście dobrali się prawie idealnie, prędzej czy później zaczniesz odkrywać w nowej osobie rzeczy, które nie będą do końca Ci się podobać. I nie chodzi tu o jakieś drastycznie złe cechy czy zachowania. Chodzi o te drobiazgi, różnice w zwyczajach, nawykach czy trzecioplanowych poglądach, o które czasami rozpadają się obiecujące związki.

Pytanie brzmi: czy będziesz w stanie je zaakceptować, czy będziesz potrafił dopasować się w niektórych sferach do tej osoby, czy będziesz w stanie tolerować, to co jest w niej inne? Pewnym wskaźnikiem jest to, jak znosisz takie  różnice w rodzinie czy przyjaciołach.


Umiesz ufać

Żaden poważny związek nie przetrwa bez wzajemnego zaufania. Ono jest bazą, dzięki której może rozwinąć się wielki potencjał. Jeśli jednak poprzednie doświadczenia czy rodzinna przeszłość sprawiły, że masz problem z obdarzeniem kogoś większym zaufaniem, lepiej nie próbuj wchodzić w nową relację. Jest więcej niż prawdopodobne, że Twoja ostrożność, zachowawczość i niepewność będą ją skutecznie sabotować.

Jeśli nie jesteś w stanie sam przepracować swoich problemów z zaufaniem, pomyśl o konsultacjach ze specjalistą. To będzie lepsza inwestycja na rzecz nowego związku niż fryzjer, czerwona szminka czy karnet do siłowni.


Masz czas na związek

Przy całej reszcie warunków ten wydaje się banałem, ale wcale nie jest taki błahy. Związki wymagają sporej inwestycji czasu i energii, więc jeśli teraz jednocześnie pracujesz, uczysz się, po nocach wykonujesz dodatkowe zlecenia i starasz się jeszcze utrzymać formę, zostanie Ci za mało czasu, by kogoś naprawdę poznać. A jeśli mimo wszystko spróbujesz, może okazać się, że któraś sfera Twojego życia na tym straci.

Nawet nie zaczynaj nowej historii, jeśli brakuje Ci już miejsca w kalendarzu, albo jeśli nie jesteś w stanie z czegoś zrezygnować, by zrobić dla niej przestrzeń.


Osiągnąłeś pewną niezależność i stabilność

Pewnie można stworzyć szczęśliwy związek nie mając nic, albo mniej niż nic, ale… po co.

Jeśli masz długi, jesteś zależny od kogoś finansowo (choć dawno skończyłeś już liceum), albo brakuje Ci stabilności czy poczucia bezpieczeństwa, będziesz mniej zaangażowany w nową relację. Jest też ryzyko, że zaangażowanie się w nią potraktujesz jak ucieczkę przed tym trudnym tematem i opóźnisz jego ogarnięcie.


Zaprzyjaźniłeś się ze swoim ciałem, znasz jego możliwości i potrzeby 

Dzięki temu w kolejnych związkach nie będziesz już musiał niczego udawać, będziesz też umiał otwarcie wskazać, co i gdzie i jak bardzo sprawia Ci przyjemność. Uprawiając fizyczną miłość, będziesz robił to w zgodzie ze sobą, a nie po to, by dobrze wypaść, czy wpasować się w jakiś kanon lansowany w mediach.

Wielu z tych rzeczy można nauczyć się samodzielnie, przez uważne wsłuchiwanie się w reakcje swojego ciała. O innych możesz nauczyć się z mądrej teorii (i nie, nie mam tu na myśli Kamasutry dla zaawansowanych, ale takie klasyki jak choćby Sztukę kochania – ucieleśnienie powiedzenia ‚stara ale jara’).


Masz już za sobą wszystkie przygody, których chciałeś doświadczyć jako singiel

Jakie masz myśli, kiedy wyobrażasz sobie stały, długotrwały związek, małżeństwo? Jeśli chodzą Ci po głowie skojarzenia takie jak: ograniczenie, konieczność rezygnacji z czegoś, może zamiast szukać nowej relacji spróbuj nasycić się tym, czego niezrobienia miałbyś potem żałować. Poznaj swoje granice. Eksploruj, nie zapominając o rozsądku i bezpieczeństwie.

Jest szansa, że uznasz, że trójkąty mają w sobie więcej gimnastyki, niż przyjemności, z białych proszków wolisz jednak cukier puder i nigdy nie zostaniesz słynnym samotnym podróżnikiem, jak Martyna Wojciechowska.

Jest też szansa, że któraś z tych rzeczy spodoba Ci się tak bardzo, że zechcesz odpuścić sobie na razie poważne relacje, by zgłębić temat bardziej. A odkrycie tego teraz będzie zdecydowanie korzystniejsze niż po 7 latach związku.


 

CO BYŚ DODAŁ DO TEJ LISTY?

 

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Odnoszę wrażenie, że związek to taka bardziej drastyczna i skomplikowana wersja matury rozszerzonej z matematyki :P
    Oczywiście, doceniam porady. Po rozwaleniu pierwszego związku zaczęłam bardzo dużo czytać na ten temat, dowiadywać się, ogarniać. I niesamowicie zniechęciło mnie to do jakichkolwiek związków. Zaczynam mieć wrażenie, że tak perfekcyjne ogarnięcie psychiczne, które teoretycznie jest potrzebne do szczęśliwego związku, po prostu jest u mnie niewykonalne przed 40. rokiem życia. Jestem człowiekiem raczej w okresie pytań o rzeczywistość, więc dość rozchwianym i niepewnym. Nie rajcuje mnie opcja, że miałabym się znieczulić, zacząć brać świat takim, jaki jest, wtedy wejść w jakiś poważny związek, no a potem to już tylko dom z ogrodem i wybieranie koloru trumny. Wbrew pozorom lubię swoje rozchwianie, zadawanie pytań, niepewność, ciągłe uczenie się świata. Nie jestem pewna, czy dobrą opcją jest odrzucanie teraz miłości tylko dlatego, że nie jestem dość stara i ogarnięta…

    • Lyzkov

      Rozchwianie i niepewność jest twoim atutem i siłą. Dzięki tym cechom masz ogromny potencjał by w mig dopasować się do ludzi, relacji i sytuacji, niczym zwinny kot spadać zawsze na cztery łapy. Na dłuższą metę nie powinnas się znieczulać, to tylko pogorszy sprawę. Musisz sprytnie balansować między wyczuleniem a znieczuleniem. Wyczulenie jest może i niebezpieczne, bo mocno odzdzialywuje na Twoje emocje ale to dzięki tej właśnie mocy możesz prawidłowo reagować na sytuacje, które zachodzą w Twoim życiu. Znieczulaj się tylko wtedy gdy poczujesz się przeładowana negatywnymi emocjami. Dzięki temu nie będziesz ich chłonąć z otoczenia. Najgorsze co można dla siebie zrobić to chłonąć negatywy i kumulować w sobie a następnie wyrzucać brud na niewłaściwa osobę. Naucz się natychmiast blokować i odbijać negatywne i złe emocje do ich źródeł a zobaczysz że ludzie zaczną sie w twoim otoczeniu zmieniać na lepsze!
      Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

      • Chyba mnie opisałeś/aś. :D Niestety udało mi się „wyrzucić brud na niewłaściwą osobę”, leczymy się z tego i mam nadzieję, że wszystko zmierza do upragnionego finału, którego już się nie boję. :)

    • Wiesz, wydaje mi się że jesteś teraz w najlepszym okresie na popełnianie błędów, również w związkach. W końcu tej całej wiedzy o tym, czego od nich chcemy nie da się zbudować na poradnikach i mądrych książkach, jeśli się czegoś nie przeżyło.
      Jeśli mogę coś doradzić, to nie nastawiałabym się jeszcze na Twoim miejscu na ten poważny i ostateczny związek. Może się akurat przytrafi, wtedy fajnie, ale warto też zebrać po drodze trochę różnych doświadczeń od spotykanych ludzi, lepszych i gorszych i otworzyć się na to, że będą głównie lekcjami, niekoniecznie porażkami :) Idealnie gdyby działo się to bez krzywdzenia siebie i innych, ale tego chyba nigdy się do końca nie uniknie. Wtedy przydaje się taka właściwość jak rezyliencja, polecam, może Ci się spodoba: http://parkpsychologii.pl/czym-jest-rezyliencja-i-jaka-jest-jej-rola-w-radzeniu-sobie-ze-skutkami-traumy/

  • Jestem pod ogromnym wrażeniem kompleksowości tego wpisu, pięknie ujęłaś wszystkie detale, które należy wziąć pod uwagę, a nie tylko klasyczne (zapomnij o byłym, bądź szczęśliwy). Często zapominam o takich, wydawałoby się, drobnostkach jak brak czasu, czy znajomość swoich potrzeb fizycznych, a przeogromnie rzutują na relacje.

    Po chwili refleksji dociera do mnie jak niewielu ludzi wchodzi w związek dla chęci dzielenia się szczęściem, a nie szukając kogoś, kto go naprawi.

  • Rady są bardzo dobre, ale… no właśnie, mam małe „ale”. Można je zastosować, gdy ktoś świadomie chce stworzyć nowy związek, podejmuje decyzję o aktywnym poszukiwaniu partnera. Wtedy jak najbardziej dobrze jest najpierw się zastanowić, na ile samemu jest się ogarniętym i gotowym. Ale często miłość jest czymś, co po prostu się przytrafia… i tu wszystkie teorie można puścić z wiatrem. Gdy trafi się na tą pokrewną duszę, ciężko zamknąć jej drzwi przed nosem bo „jeszcze wszystkiego nie przemyślałam”. Wielu rzeczy można też uczyć się we dwoje, jak choćby rozmowy, rozwiązywania konfliktów czy odkrywania fizycznych przyjemności.

    • Zgadzam się z Tobą, emocje często wymykają się teorii. Dlatego ten tekst będzie miał zastosowanie głównie dla kogoś, kogo jeszcze siekło ;) ale chciałby za jakiś czas.

      Jeśli przytrafi się taka sytuacja zanim będziemy w pełni gotowi… wtedy pozostaje tylko sprężyć siły i motywację do tego, żeby zacząć nabierać tych potrzebnych umiejętności i właściwości. I liczyć że druga osoba ma w sobie cierpliwość i otwartość, żeby zaczekać, pomagać w nauce, albo wspólnie wypracowywać strategie np. na te rzeczy, które wymieniłaś.

  • Ania

    Króliczku, mam za sobą pewne dość trudne wydarzenie…poznałam świetnego faceta, jak moje odbicie w lustrze, doświadczenia podobne, ale wnioski te same. Dużo gadania, dużo czułości. INTENSYWNIE.

    Po niedługim czasie, on powiedział, że się boi… wchodzić w związek, że nie wierzy w idealność ( ja też nie wierzyłam, ale zaczęłam ). Ten strach zaczął wpływać na każdy jego ruch, blokować, ograniczać, nie wierzyć w to co mówię, co robię… To okrutnie męczy. I wiem, że powinnam być cierpliwa i zagryzać wargi, jak mnie coś ukłuje, ale przyszedł dzień, kiedy już nie wytrzymałam…Wnioski nasuwają się same. Rozumiem, co się stało, ale tego, że ja nie wytrzymam, nie przewidziałam.

    • Bardzo mi przykro z powodu tej historii Ania… i całkowicie rozumiem, że w pewnym momencie nie wytrzymałaś. Wyobrażam sobie, jak rosło to napięcie. Ile można czekać, aż ktoś się do nas przekona, uwierzy, zdecyduje…

      Wiesz, ostatnio się nad tym zastanawiałam, czy z osobami które są do nas tak bardzo podobne, nie jest właśnie trudniej stworzyć związku. Bo widzimy w nich to odbicie siebie, w tym także rzeczy, które nam trudno w sobie zaakceptować, co może mimo całej fascynacji utrudniać zbliżenie się do siebie.

  • Marta Maksylewicz

    Mimo iż singielką nie jestem już od 5 lat, to tekst przeczytałam z wielką przyjemnością.
    Faktycznie, najczęściej porażkę w związkach tłumaczy się niewłaściwym partnerem, będąc wobec siebie nieszczególnie krytycznym ;) Dobrze jest wykonać w skupieniu mały rachunek sumienia i przyjrzeć się własnym grzeszkom. Bo tak naprawdę może byłam zbyt zaborcza? Może za bardzo ograniczałam swojego partnera? Albo nie potrafiłam określić siebie w tej relacji – on chciał się oświadczać, a ja nie wyobrażam sobie, że w najbliższym czasie miałabym założyć rodzinę!
    Ja od siebie dodałabym sporządzenie listy cech, których potencjalny partner absolutnie mieć nie może i jakie musi. Co jest dla nas tak naprawdę ważne w takiej relacji. Myślę, że to też jest bardzo ważne, bo gdy przyjdzie zakochanie, to koniec! „On na pewno się zmieni. JA to w nim zmienię!”, a potem nagle po 5 latach budzimy się koło faceta, który świeżo wrócił z melanżu, a zapach z jego ust przypomina gorzelnię. A przecież książę z bajki miał być niepijący najlepiej wcale… No cóż… ;)

    • Z listą tych rzeczy które posiadać musi i nie może się zgadzam, byle tylko nie przerodziła się w szczegółowy spis wymagań dotyczących każdego aspektu wyglądu, zachowania, pochodzenia, itd, itp :)
      Warto mieć standardy, ale i zachować elastyczność tam gdzie się da :)

  • cloudsniffer

    W całym wpisie nie zgodzę się tylko z jednym zdaniem. (Resztę jak najbardziej popieram i podpisuje się wszystkimi łapkami)

    „I nawet jeśli masz już w głowie listę cech swojego wymarzonego partnera i wiesz czego od niego oczekujesz, łącznie z tym, jak miałby całować Cię na powitanie, to nadal nie znaczy, że jesteś gotowy na nowy związek.”

    Jeśli ktoś strzela do mnie z takim tekstem to powiem mu jedno – posiadanie takich wymagań, zwłaszcza tak szczegółowych jak miałby mnie całować na powitanie pokazuje właśnie, że dana osoba nie jest gotowa na związek. Poznając kogoś nie możemy wymagać ani oczekiwać jakiś zachowań, a to co wydaje nam się, że chcemy, niekoniecznie jest tym czego potrzebujemy. Wymagania są krzywdzące, bo często skreślają kogoś na starcie. Wiadomo są ekstrema w stylu – ja bym chciała kiedyś założyć rodzinę, ta druga strona nie chce nawet o tym słyszeć, ja jestem obrońcą praw zwierząt, a on leśniczym to wiadomo, że są małe szanse na porozumienie (jakieś jednak są – w kwestiach światopoglądowych z doświadczenia wiem, że się da ;)).

    Być może to kwestia tego, że jestem bardzo elastyczną osobą i nie mam problemu ze zmianami, więc zazwyczaj to ja z drugiej strony słyszałam „bo ty nie chcesz x w czasie y”, „bo ty nie pewnie nie chciałabyś ze mną z”. Zazwyczaj wtedy mam lekkiego zawiasa, bo ta druga strona zazwyczaj pytała się tylko do tej pory o to co JA bym chciała, a nie to co chciałabym będąc razem z nią. Dla mnie „ja” i „my” to dwie znacząco różniące się rzeczy. Wspólne oczekiwania i marzenia to są rzeczy, które uważam, że powinny być wypracowane razem, po poznaniu się, przetarciu i zapewne pewnych kompromisach. I uznaję za głupie oczekiwać, że dana osoba musi się zgodzić na moje oczekiwania sztywno, inaczej nara.

    No cóż, ale może właśnie przez to grzeję teraz dupę sama, czytając ten tekst :D

    • To dobrze, że się z tym zdaniem nie zgadzasz, bo napisałam je trochę prześmiewczo, nie wiem czy odpowiednio zaznaczyłam to w tekście :)

      Im bardziej szczegółowe wymagania, tym większa szansa na rozczarowanie przez długotrwałą samotność albo szybki rozpad związku, kiedy odkryje się jakiś drobiazg niszczący cały obraz tej wymarzonej osoby.

  • Ja bym jeszcze dodała coś w stylu „umiesz podejmować samodzielne decyzje”. Bo i ile zdanie znajomych jest cenne i często warto je brać pod uwagę, tak równie często zdanie rodziców ma znacznie większy wpływ na delikwenta.

    Mam takiego jednego kumpla. Związał się z taką jedną dziewczyną. Są z różnych bajek. On jest wyjęty prosto ze Śródziemia, ona jest typową bohaterką książki Małgorzaty Musierowicz. Na co dzień sprawiają wrażenie szczęśliwych i dobranych. Ale gdy tylko jej nie ma w pobliżu, kumpel doznaje kryzysu osobowości. Pytamy – jako ci znajomi – co jest grane. Jesteś szczęśliwy? Nie. Ona? Tak. Więc dlaczego? Bo to taki typ dziewczyny, który zaakceptują moi rodzice.
    Przykre? Jak cholera.

    • Mocna historia. Wydaje się aż niepojęte, że w kulturze, w której ze zdziwieniem czy nawet strachem patrzymy na małżeństwa aranżowane jakie występują np w Indiach, ktoś dobrowolnie związuje się z osobą, która mu nie odpowiada, ze względu na oczekiwania rodziców…

      PS – ze Śródziemia… bardziej elf czy krasnolud? ;)

  • Ahhhh super! Podeślę kilku osobom i sama też wezmę sobie do serca :)

  • Dobry tekst. Ja bym postawiła duży akcent na przenoszenie relacji z poprzedniego związku do nowego. Wiele kobiet i facetów za szybko wchodzi w nową relację rzutując emocje i przyzwyczajenia z poprzedniego związku. Nie ma więc nowego startu, a jest to zwykły mashup. Wiadomo – czas, a w XXI wieku wieku jest go bardzo mało i jest on bardzo drogi.

    • Zgadzam się, czasem może być trudno przestawić się na to, że nowa osoba, to całkiem nowy zestaw cech i potrzeb, i to co sprawdzało się wobec poprzedniego partnera, niekoniecznie będzie działać wobec nowego.

  • growl

    dużo tego.. :(

  • Pingback: Miesiąc zblogowAny (24): Grudniowo, świątecznie, końcoworocznie... | Świat zblogowAny()

  • Edyta Edzia

    Jakiś czas temu zakończyłam swój 5 letni związek. Rozstaliśmy się pokojowo, utrzymujemy kontakt. Wiem, że to była dobra decyzja dla nas. A teraz tak bardzo boję się samotności. Mam 24 lata i najbardziej boję się, że nikogo już nie znajdę, że będę nieszczęśliwa. Zmieniając swoje życie musiałam odciąć się od „toksycznych” znajomych i zostałam totalnie sama i tym bardziej dobija mnie to, że jestem samiutka. I wiem, że może to za szybko, ale właśnie chciałabym kogoś, żeby znowu poczuć się pewnie i właściwie. I nawet nie mam pojęcia jak dać światu znać, że istnieje.

  • Krzysiek Wójciak

    Bardzo podoba mi się ten tekst i zgadzam się we wszystkich punktach. Dodałbym jeszcze świadomość związku, świadomość samego siebie i swojej emocjonalności, chęć rozwoju, chęć dbania i utrzymania tego związku.Na pewno znalazłoby się jeszcze kilka innych elementów. Tekst jest wartościowy.

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -