Nie masz czasem problemu z odpowiedzeniem na pytanie ‚co u ciebie’ , kiedy zadaje je ktoś, z kim nie widziałeś się kwartał? No bo co tu powiedzieć, kiedy w trakcie kwartału niewidzenia można czasem całkowicie zmienić swoje życie. Albo rzucić się w wir wydarzeń tak wielu, tak różnych, że po tych kilku miesiącach wydają się tylko kolorową, bezładną mieszaniną, nie dającą się uchwycić w słowa. Dużo łatwiej powiedzieć: całkiem ok. Jakoś leci.

Tak właśnie czuję się teraz, kiedy próbuję odtworzyć wydarzenia z jesieni na potrzeby tego wpisu.

Ale zrobię to, zwłaszcza, że nie ma lepszego niż teraz momentu na podsumowania. Od dłuższego czasu rozpędzałam się do granic możliwości, upychając w swój kalendarz coraz więcej wydarzeń, obietnic i zobowiązań, zakładając przy tym, że wszystkiemu podołam. Ciało ma jednak swoje racje i kiedy zapominam o jego potrzebach, potrafi tupnąć nogą i choćby siłą wepchnąć mnie do łóżka. Teraz też znalazło na to sposób – przeziębienie. Korzystając z tego przymusowego uziemienia, mogę spokojnie cofnąć się w czasie i spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie z początku.



PODRÓŻE

We wrześniu w ciągu zaledwie 10 dni udało mi się zobaczyć Bratysławę, po niej zakochać się w Wiedniu (i zostać wtrąconą przez niego do friendzone – chyba nie pasuję do jego wymuskanych standardów i piję za mało kawy), następnie odkryć bardziej swojski Budapeszt i najpiękniejsze miasteczko nad węgierskim Balatonem. Teraz, kiedy o tym myślę, aż dziwię się, że nie napisałam nic więcej o tych miejscach. Poza typowymi atrakcjami turystycznymi mają w sobie wiele ciekawych zakątków i historii, które chciałabym Wam opowiedzieć. Nie obiecuję, ale spróbuję to zrobić do końca roku.

Moim bólem jest to, że przez studia i dodatkowe obowiązki nie zanosi się na razie na większą częstotliwość podróży (przynajmniej poza kraj). I przyznaję szczerze, zżera mnie z zazdrości, kiedy wyjeżdża któryś ze znajomych. Czy to już uzależnienie?


img_1526
Gdzieś w Wiedniu

img_2025
Co lepsze, panorama Budapesztu, czy ci ludzie, którzy przypadkiem ustawili się w taką konstelację?

img_1824
Wieczór nad Balatonem


JAK TAM NA STUDIACH, DZIECKO?

No właśnie, studia. Czuję się teraz trochę jak weganka, crosfitter, albo student prawa, bo mam ochotę mówić o tym co robię każdej napotkanej osobie.

Jak wyglądają studia psychologiczne w praktyce? Póki co specjalnie się nie przepracowuję, bo z poprzedniego kierunku zaliczono mi aż 13 przedmiotów, więc mam o tyle mniej zajęć. Ale kiedy już jakieś się pojawiają, robimy na nich na przykład takie rzeczy:


wieza-z-makaronu
Tak, to jest wieża z makaronu spaghetti i taśmy klejącej, z pianką na czubku

Albo siadamy w kółku i mówimy o swoich uczuciach, jak na spotkaniach terapii grupowej, dochodząc przy tym do wniosku, że na psychologię naprawdę przychodzą osoby z problemami.*

Ok, może brzmi to niezbyt poważnie, ale jestem totalnie zafascynowana tym, co dzieje się na mojej uczelni, tym jak po raz pierwszy uczę się z prawdziwą, niekłamaną przyjemnością, a notatki robię nie po to, żeby zaliczyć kolokwium, a po to, by zastosować wiedzę z nich w prawdziwym życiu. Mam cichą nadzieję, że moje wzniosłe uczucia nie opadną z hukiem, kiedy w przyszłym semestrze będę miała 2 x więcej zajęć.

Przy okazji poczyniłam jeszcze ciekawą obserwację: moja grupa z pewnego przedmiotu okazała się zadziwiająco podobna do grupy, w której spędziłam 5 lat na swoich pierwszych studiach. Nie chodzi nawet o fizyczne podobieństwo, ale o to, w jakie role wchodzimy znajdując się wśród ludzi, z którymi musimy współpracować. Repertuar tych ról jest dosyć ograniczony i powtarzają je najczęściej te same typy osobowości. Dlatego przez większość czasu zmagałam się tam z potężnym uczuciem deja vu. Wystarczyło też kilka godzin, żebym dowiedziała się tam więcej o swoim funkcjonowaniu w społeczeństwie, niż byłam w stanie zaobserwować przez pół roku.



POWROTY

Wróciłam do systematycznej nauki angielskiego, po części przez to, że mam go znów na studiach, po części zmotywowana niesamowitym szkoleniem (JAK UCZYĆ SIĘ JĘZYKÓW OBCYCH – RADY POLIGLOTY), na które trafiłam trochę przez przypadek. I po nim wierzę, że angielski na poziomie C2 i rosyjski na B2 to nic nieosiągalnego. Jeśli jesteście z Wrocławia, polecam polować, aż jego zapowiedź ponownie pojawi się tutaj: krzywykomin.pl/program/harmonogram albo na stronie  jednego z prowadzących.

Obcięłam włosy! I po prawie 3 latach wróciłam do farbowania. Paradoksalnie, po tej zmianie czuję się jakoś tak… jak prawdziwa ja (chyba bardziej prawdziwa byłabym tylko z błękitnymi włosami). Wychodzi na to, że usilne dążenie do naturalności nie u każdego się sprawdza. A propos włosów, trafiłam na naprawdę świetną i niesamowicie zaangażowaną trycholog we Wrocławiu – jeśli ktoś z Was potrzebuje, mogę podać namiary.



PIERWSZE RAZY 

We wrześniu po raz pierwszy w życiu byłam na wyścigach konnych. Zrobiłam to głównie, żeby zobaczyć co takiego widział w nich Ch. Bukowski. Magii niestety nie dostrzegłam, adrenalina raczej umiarkowana, ale wygrałam całe 30 zł stawiając na konia o najciekawszej nazwie, więc doświadczenie na plus ;)


wyscigi-konne-wroclaw


Z innych pierwszych razów – wreszcie odwiedziłam słynne wrocławskie Afrykarium, czyli dom rekinów, płaszczek, hipototamów i innych wodnych przyjemniaczków. Żeby tego było mało – mnie i kilkunastu innych blogerów oprowadzał po nim sam dyrektor Zoo, o ostrym jak brzytwa poczuciu humoru.  Trafiliśmy do pomieszczeń niedostępnych dla zwykłych śmiertelników. Czasem fajnie jest mieć bloga.


wroclawscy-blogerzy-i-ryby


Pierwszy raz skorzystałam też z porady dietetyka. Kiedyś uznałabym to za fanaberię (ktoś ma mi mówić, jak mam jeść a ja mam jeszcze za to płacić?!). Jednak można na to spojrzeć podobnie jak na ćwiczenia pod opieką trenera personalnego. Kto poważnie podchodzi do budowania swojej sylwetki, pewnie zrozumie. Aktualnie eksperymentuję z całym zestawem suplementów, które mają ustawić mnie do pionu. Garść do śniadania, garść do obiadu, kolacji i przed snem. Kto miałby tego spróbować, jeśli nie królik doświadczalny? Dam znać o efektach za jakieś 2 miesiące.

I jeszcze jeden, może nie pierwszy raz, ale całkiem nowa fascynacja. Od jakiegoś czasu wsiąknęłam w portal Fragrantica i znów poszukuję perfum idealnych. Badam je nuta po nucie, czasem tracę godziny na czytaniu opisów, zamawiam próbki i miniaturki, po prostu węszę. Polecam Fragranticę, jeśli szukacie np. perfum podobnych do tych, których już nie produkują. Dziwię się, że tego wcześniej nie dostrzegałam, ale każdy zapach jest jak opowieść (z tym że niektóre to powieści, inne nowelki, a jeszcze inne – dowcipy bez puenty).  Najciekawszym jest to, że dla każdego nosa ta opowieść może być zupełnie inna. Ostatni test: LouLou od Cacharel. Jeśli LouLou jest kobietą, to chyba ma borderline.


FILMOWA JESIEŃ 

Im bliżej zimy, tym więcej obejrzanych filmów na moim koncie, jakbym chciała nadrobić cały rok nieaktywności w tym temacie. Kilka tytułów, które zrobiły na mnie takie wrażenie, że po prostu muszę o nich wspomnieć:


  • Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

    Nie wiem czy jest jeszcze w kinach, ale jeśli pojawi się okazja by go obejrzeć, polecam Ci bardzo, zwłaszcza jeśli interesujesz się psychologią, relacjami, systemami rodzinnymi. Ten specyficzny, pół-dokumentalny film jest zapisem terapeutycznych sesji, w których spotykają się matka i córka, pełne wzajemnych pretensji, zadawnionych żalów i oczekiwań. Jest mnóstwo emocji, jest też postać wyjątkowego terapeuty, który uczy jak rozmawiać, a nie tylko mówić do siebie.


  • To właśnie seks 

    Film, który obejrzałam z polecenia… seksuolog, prowadzącej warsztaty dla par, na których byłam jakiś czas temu. Z pozoru zwykła komedia, łącząca w sobie historie kilku związków, jednak idealnie nadaje się do filmowego klubu dyskusyjnego dla dwojga. Pytania, jakie rodzą się w trakcie – na ile ważne są nasze fantazje seksualne i jaką cenę jesteśmy w stanie zapłacić za ich spełnienie? Co może się zmienić, kiedy zdecydujemy się to zrobić? Poza tym warto go obejrzeć choćby dla jednej sceny – z centrum wideo-tłumaczeń dla głuchych [tu można zobaczyć jej mały przedsmak]:


  • Spotkania na krańcach świata

    Czuję sympatię i powinowactwo do wszelkich nerdów i ludzi z dziwnymi pasjami. A tacy zdecydowanie są mieszkańcy bazy badawczej na… Antarktydzie. Z kamerą odwiedził ich Werner Herzog, pokazując na przemian zaskakujące historie tych zawodowych marzycieli i mocno surowe piękno krańca świata, gdzie życia jest więcej, niż mogłoby się wydawać. Nie spodziewaj się fajerwerków, raczej klimatu do kontemplacji.


  • Samsara

    Jaki film poruszył Cię ostatnio do głębi? Jaki uderzył w strunę, o której istnieniu zapomniałeś, albo nie miałeś pojęcia? Dla mnie to była właśnie Samsara. I choć warunki, w jakich ją oglądałam były zupełnie niesprzyjające – ciasna przestrzeń, Polski Bus pełen ludzi – płakałam, śmiałam się i patrzyłam w ekran jak zaczarowana, zapominając o całym świecie wokół. Samsara nie jest typowym filmem. Nie jest nawet typowym dokumentem. Nie pada w niej żadne słowo. Składa się z pozornie niezwiązanych ze sobą, ruchomych obrazów, które jednak łączy niewidzialna nić, splatająca w opowieść o głębszym sensie. Samsara sprawia, że masz ochotę wrócić do źródła. Po prostu.


Polecisz mi coś dobrego do obejrzenia lub przesłuchania?

 


* – sęk w tym, że praktycznie wszyscy mają jakieś problemy, ale studenci psychologii zazwyczaj je u siebie łatwiej dostrzegają albo są z jakiegoś powodu bardziej zmotywowani do walki z nimi w sposób metodyczny (to w dużym uproszczeniu wyjaśnienie największego stereotypu związanego z tym kierunkiem). Brzmię już jak snob? ;)