etykietowanie ludzi

DLACZEGO TAK BOISZ SIĘ ETYKIETEK?

Każda etykieta, jaką nakładamy na siebie lub innych, jest mieczem obosiecznym. Niesie ze sobą zarówno możliwości, jak i zagrożenia. Niesie też ciekawe informacje o nas samych. Wystarczy przyjrzeć się temu, jakie emocje w nas budzi. Dlaczego AKURAT TAKIE?


Ile razy piszę czy wspominam o jakichkolwiek podziałach charakterów czy temperamentów, jak choćby na ekstra- czy introwertyków, zawsze znajdzie się ktoś, kto za wyższy cel postawi sobie zapoznanie mnie ze szkodliwością takiego nakładania etykiet. Dzieje się to na tyle często, że straciłam już chęć do powtarzania dlaczego się na to w ogóle decyduję, dlaczego nie widzę w tym samego zła. Porozmawiajmy więc o tym raz, a konkretnie.



TAK, ISTNIEJE NIEBEZPIECZEŃSTWO…


 

Zacznijmy od jednego – zgadzam się z tym, że etykiety MOGĄ być niebezpieczne, mogą sprawiać, że będziemy skupiać się wyłącznie na tych cechach, które się z nimi wiążą i zamykać na możliwość dostrzeżenia tego, co poza nimi.

U osób, które nie zadają sobie trudu, by opierać swoje oceny na większej ilości przesłanek, niż kilka etykiet, mogą przyczyniać się do postrzegania drugiego człowieka tylko jako część jakiejś grupy, a nie indywidualność.

U bardziej podatnych mogą wręcz prowadzić do samospełniających się proroctw. Przykład – uznaliśmy kogoś za nieśmiałego, oczekujemy więc, że swoim zachowaniem będzie to potwierdzał. Mając to w głowie, sami możemy prowokować sytuacje, w których ta osoba będzie wypadać jak nieśmiała, np. nie dawać jej dojść do głosu, albo odczytywać jej dłuższe milczenie jako efekt stresu i lęku przed mówieniem. Nasze podejście szybko staje się wyczuwalne, więc osoba ta, w reakcji, rzeczywiście może zacząć się wycofywać. A my przybijamy sobie samym mentalną piątkę, zadowoleni, że tak szybko i TRAFNIE! rozpoznajemy ludzkie charaktery.

[Warto zwrócić uwagę, że działa to nie tylko w przypadku negatywnych etykiet, ale i tych pozytywnych. Jeśli uznamy kogoś za miłego czy zdolnego… resztę dopowiedzcie sobie według wzoru.]


 

…ALE TRUDNO GO UNIKNĄĆ


 

Mimo tego wszystkiego, trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie w dzisiejszym świecie BEZ ETYKIET. Na co dzień przyswajamy tak potężne dawki informacji, że gdybyśmy nie porządkowali ich od razu, wkładając w różne szufladki, pewnie popadlibyśmy w obłęd… albo niczego nie zapamiętali. Bez etykiet trudno byłoby nam też zbudować swoją tożsamość i poczucie przynależności do społeczeństwa.

Mówisz, że Ciebie to nie dotyczy?

A jak byś opisał siebie, gdybyś miał… wystartować w Familiadzie?

– Jestem mamą trójki chłopców, księgową, kocham koty i żarty pana prowadzącego, w wolnych chwilach oglądam programy historyczne i uprawiam warzywa na działce.

– Jestem freelancerką, wegetarianką, tworzę rękodzieło, uczę się szwedzkiego, w przyszłości chcę napisać książkę.

A jak opisałbyś siebie niewidomemu?

– Jestem blondynką o niebieskich oczach, mam wysokie kości policzkowe, 1,70 wzrostu i ważę 50 kg. Teraz mam na sobie niebieską bluzę, krótką plisowaną spódnicę i zakolanówki.

– Jestem brunetem o ciemnej karnacji i czarnych oczach, mam 1,85 i jestem dobrze zbudowany. Mam na sobie czarne spodnie i czarną, dopasowaną koszulę. 

Tak to zazwyczaj wygląda. Ale możesz też spróbować inaczej. Mniej definiująco.

– Nie chcę wpisywać się w żadną kategorię, jestem człowiekiem, nie opisuje mnie moja płeć ani wiek ani zawód ani wygląd ani poglądy polityczne, ani to co jem. Jestem… po prostu jestem.

Ok, nie dający się opisać człowieku, o czym w takim razie możemy ze sobą porozmawiać, jaki nawiązać kontakt, kiedy nie dajesz mi żadnego punktu zaczepienia? Jak mam cię traktować, by przypadkiem nie urazić?

Wiem, że przechodzę do skrajności, ale zawsze mam ochotę zapytać osobę, która tak odżegnuje się od etykiet, dlaczego chce żeby jej partner nazywał ją dziewczyną/chłopakiem, a to co ich łączy – związkiem? Czy to też nie jest ograniczające? Albo, jak w powyższym przykładzie, poprosić, by opisała siebie, nie używając żadnej etykiety.

Dlaczego więc tak oburza się, kiedy próbują robić to inni?


 

NIE JESTEŚ PIĘKNYM, UNIKALNYM PŁATKIEM ŚNIEGU


 

Mam pewną obawę, że gwałtowne, negatywne reakcje na stosowanie wobec nas etykiet po części wynikają z naszego… narcyzmu. Tak, narcyzmu. Według niektórych badań, w ciągu ostatnich 30 lat częstotliwość występowania postaw narcystycznych wzrosła u amerykańskich studentów o 30%* (jakby w odpowiedzi na to, podczas rozdania dyplomów w jednej ze szkół średnich wygłoszono mowę pod znamiennym tytułem nie jesteś wyjątkowy, która szybko stała się viralem). Polscy naukowcy twierdzą, że o pokoleniu narcyzów można mówić także u nas. Współczesna kultura bardzo promuje indywidualizm, a nawet skupienie na sobie. Efekty widać i na Instagramie, i na LinkedIn.

Jak to wszystko pogodzić z sytuacją, w której ktoś przykleja nam etykietę, wpisującą w kategorię, w której oprócz nas znajdują się setki, tysiące, miliony innych ludzi w kraju i na świecie?

Uparcie chcemy wierzyć, że mamy w sobie choćby część cech, które czynią nas wyjątkowymi, nadają nam unikalności, które mogą wprawić innych w zachwyt. Jednak statystyki miażdżą – jest nas zbyt dużo, by jakakolwiek właściwość pozostawała niepowtarzalna. 38,5 miliona Polaków. Ponad 7 miliardów ludzi na świecie. Jestem pewna, że wśród nich istnieją osoby, w których mogłabym przejrzeć się jak w lustrze. Ba, kilka podobnych z wyglądu już spotkałam. I ciągle trafiam na ludzi, których twarze wyglądają jak twarze znajomych, którzy powtarzają opinie, które już gdzieś słyszałam, których życiowe historie opierają się na tym samym zwrocie akcji, którzy w podobnych sytuacjach zachowują się podobnie, którzy wyznają te same wartości, a do tego jedzą to samo na śniadanie i ubierają się podobnie.

Nawet ci, którzy całe swoje życiowe podporządkowują temu, żeby wyróżnić się, odstawać, być innymi – ostatecznie kończą z bardzo podobnym efektem. I można nadać im wspólną z tysiącami innych etykietkę: „nie chcę by nadawali mi etykiety!”. 

Nie jesteśmy tacy wyjątkowi. Nie jesteś taki wyjątkowy. Ty i ja jesteśmy jak cała masa innych ludzi.

Kiedy pozwolisz sobie na przyznanie tego, życie może stać się dużo lżejsze. Co więcej, zyskają na tym Twoje kontakty z innymi. W końcu poczucie łączności bierze się przede wszystkim z podobieństw, nie z ‚uznawania swojej indywidualności’.

 

 


CZY WIERZYSZ W ZMIANY?

OD CZEGO ZALEŻY TWOJA SAMOOCENA?


 

Ludzie dzielą się na tych, którzy wierzą, że człowiek może się zmienić i na tych, którzy uznają, że charakter, typowe zachowania są dane nam raz na zawsze. Ludzie dzielą się też na tych, którzy obraz siebie tworzą na podstawie własnych osiągnięć i dokonań, i takich, których samoocena buduje się z cegiełek podawanych przez innych: ich opinii, ocen, poglądów, pochwał i nagan.

Badania pokazały, że tym pierwszym dużo łatwiej jest uczynić w życiu postęp, przełamać trudności, nauczyć się czegoś nowego. Zresztą, nie trzeba było tego potwierdzenia – to dość logiczne.

Mam podejrzenie, że wśród osób, które tak nerwowo reagują na etykietki, wiele jest takich, które uważają, że kiedy coś się do nich przyklei, to już żadnym sposobem nie będzie dało się tego oderwać. A nawet jeśli, to resztę życia spędzi się potem na skrobaniu pozostałego kleju. I wiele takich, w których przypadku każda etykietka przyklejona przez inną osobę pozostawia trwałe piętno. Klej staje się żrącym kwasem.

Nauka nie ma jeszcze jednej odpowiedzi na to, jak bardzo jesteśmy podatni na zmiany i na ile możliwe jest przełamywanie stygmatów i etykiet. Znam ludzi, którzy przez całe życie pozostają tacy sami, nawet mimo tego, że ta toż-samość wydaje im się mocno ciążyć. Znam też takich, którzy rzeźbią w sobie samych jak w skałach, wykuwając na nowo lepszy, piękniejszy, bardziej funkcjonalny obraz siebie. Myślę więc, że póki co, tę odpowiedź tworzy na bieżąco każdy z nas – swoim nastawieniem i przekonaniami.


 

CO MOŻESZ ZROBIĆ ZE SWOIMI ETYKIETKAMI?


 

Nosić z dumą. 

Traktować jako swój atut. Oznakę, że w jakimś wymiarze jesteś wyrazisty. I wykorzystywać tę wyrazistość. Wszystko można w jakiś sposób wykorzystać, nawet w pozornie negatywnych cechach da się odnaleźć możliwości (zobacz podpunkty o super mocach 4 typów introwertyków). O ile tylko potrafi się do nich przyznać.

PS – a propos introwertyzmu – odkąd odkryłam, że na skali temperamentów bliżej mi do intro niż ekstra, łatwiejsza stała się dla mnie akceptacja cech, które się z tym wiążą. Akceptacja jest z kolei pierwszym krokiem do zmian. Nie zmienimy niczego, jeśli nie zaakceptujemy najpierw stanu wyjściowego. Aktualnie pracuję nad przejściem bliżej środka tej skali, tak by łączyć w sobie najlepsze cechy z obu krańców. Best of both worlds, jakby to powiedziała Hannah Montana.


Przyglądać się i analizować.

Każda z takich mocnych reakcji na nakładaną nam przez kogoś, albo używaną w stosunku do innych etykietką, może być inspiracją do głębszego wglądu w siebie, w rzeczy, które staramy się wyprzeć.

Świetnie opisuje to jeden z moich ulubionych cytatów, autorstwa Edwarda Stachury:

Jeżeli coś do­tyka cię, znaczy: do­tyczy cię. Jeżeli­by nie do­tyczyło cię – nie do­tykałoby cię, nie zrażało, nie ob­rażało, nie drażniło, nie kuło, nie ra­niło. Jeżeli bro­nisz się, znaczy: czu­jesz się ata­kowa­ny. Jeżeli czu­jesz się ata­kowa­ny, znaczy: jes­teś cel­nie tra­fiony. Miej to na uwadze.


Traktować jako źródło informacji zwrotnej.

Etykietki które nam się przykleja, są świetną informacją na temat pierwszego wrażenia, jakie wywieramy na ludziach. Jeśli nie chcemy robić akurat takiego, zamiast się obrażać i apelować o brak stygmatyzacji, lepiej będzie zmienić to, co da się zmienić. A jeśli nie mamy ochoty na zmiany, albo jakiejś cechy naprawdę nie da się zmienić (jak np. koloru skóry) – wtedy pozostaje nam zmienić swoje podejście do niej i do reakcji ludzi na nią.

PS – Jakiś czas temu, poznając nową osobę, znów usłyszałam, że jestem nieśmiała. Mogłabym się tego wypierać, protestować – kiedyś zresztą tak bym zareagowała. Dziś cieszę się z tego feedbacku, jest informacją, że w mojej pracy nad sposobem prezentacji siebie światu, jest jeszcze trochę do zrobienia. 


Używać jako skrótu na drodze do innej osoby.

Nosimy tę samą etykietkę? Świetnie, w pewnych wymiarach będzie nam się dużo łatwiej porozumieć i do siebie trafić. A potem poznać te rzeczy, którymi się różnimy. Jednak wydźwięk tych różnić będzie dużo łagodniejszy, bo nawiązaliśmy już ze sobą łączność.


Ignorować i dalej robić swoje.

Kto zechce, zmieni o nas z czasem zdanie, kto nie, wcale nie musi. Na szczęście nie w każdym przypadku musimy się o to starać.




* – jeszcze więcej statystyk i myśli na temat amerykańskiego narcyzmu prosto od źródła:
economist.com/news/books-and-arts/21651767-how-get-narcissism-thoughtfulness-you-are-not-special Polecam!
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Duri

    Ludzie interpretują zachowania i reakcje innych na podstawie schematów, które mają w głowie :) Myślę więc, że niekoniecznie zawsze etykietka, którą nam przypiszą świadczy o nas. Czasem mówi coś o osobie, która ją nadaje.
    Swoją drogą kilka razy też mi się zdarzyło usłyszeć, że jestem „nieśmiała”. I też mnie to wkurzało, a to dlatego, że mówiły to osoby, z którymi nie miałam ochoty nawiązywać żadnej interakcji. W sensie denerwowało mnie, że ktoś nie pomyśli, że może gada bzdury/ narzeka/ przynudza, i dlatego odchodzę poszukać ciekawszego towarzystwa albo delektuję się własnym :) Tylko od razu szuka „problemu” we mnie (o ile nieśmiałość można nazwać problemem).
    Hitem było, kiedy chłopak z którym nie chciałam się umówić, zaczął tłumaczyć naszym wspólnym znajomym, że to dlatego że jestem „taka nieśmiała”. Moja odpowiedź -„nie jestem nieśmiała. Po prostu źle się czuję w twoim towarzystwie i cię nie lubię”. Jego mina niezapomniana.

    • A to też słuszne spostrzeżenie – to na początku, o schematach w głowie.
      Z jednej strony można by to uznawać za zło, z drugiej – to też jest sposób na poznanie takiej osoby. A jeśli jest na tyle otwarta, by zmienić później swoje podejście, to już w ogóle dzieją się cuda.

      Widzę, że mamy tu mistrza ciętej riposty :D

      • Duri

        Haha przypadkiem tak wyszło. Bardziej chciałam uświadomić kolegę, żeby dał sobie spokój. Dopiero później zorientowałam się, że to było średnio miłe z mojej strony.

        Masz rację, ale ja już dawno zauważyłam, że najbardziej lubię spędzać czas z ludźmi, którzy bardziej obserwują niż oceniają. Same etykiety nie zawsze są złe, tylko nie podoba mi się jak ktoś próbuje je przyklejać 5 minut po tym jak kogoś poznał :)

        Ostatnio chłopak przedstawił mnie swojej przyjaciółce i po dwóch spędzonych wspólnie godzinach zapytał mnie co o niej myślę. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo jeszcze nie miałam o niej żadnej opinii. Polubiłam ją, ale gdybym miała ją jakoś już teraz określić to byłby problem.

        • Też zawsze mam z tym problem. No bo po pierwszym, krótkim spotkaniu można najwyżej przedstawić swoje pierwsze wrażenie, a jeśli jest ono negatywne to i tak wolę go nie wypowiadać. Nigdy nie wiadomo, co wpłynęło na to, że dana osoba akurat tak się zachowywała, i czy to u niej norma czy nie.

          • Duri

            Dokładnie tak :) Może w pamiętaniu o tym pomaga mi to, że sama często robię kiepskie pierwsze wrażenie:D

  • Marta Maksylewicz

    *dygresja*
    Słowo „etykieta” wzbudza u mnie lekki dreszczyk, a to dlatego, że podczas ustnej matury z j. polskiego zostało mi zadane pytanie „Co to jest etykieta?”. Zamurowało mnie, bo było to kompletnie niezwiązane z moim tematem. Długo biłam się z myślami, szukając jakiegokolwiek powiązania, a że czas naglił, egzaminatorka dodała: „No z czym ci się kojarzy?”. Bez namysłu palnęłam: „Ze słoikiem dżemu”.

    *koniec dygresji*

    Temat jest trudny, bo zdania będą zawsze podzielone. Część uważa, że takie kategoryzowanie jest niesprawiedliwe i powierzchowne, ale nawet ci najbardziej zbuntowani nie są w stanie od tego uciec. Widzę to na co dzień w swojej pracy podczas przymierzania z klientem opraw okularowych „Te nie, bo wyglądam jak profesor, a te odpadają, bo wyglądają babcine… te zbyt hipsterskie… te jak dla szarej myszy…” Unikamy przyrównań, bo sami chcemy decydować o tym, jaka jest nasza definicja. I tu zaczyna się problem, o którym napisałaś w tekście – każdy z nas należy do pewnego zbioru cech, czasem nawet do wielu, i okazuje się, że wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi, jak nam się zdawało. Ale czy to źle…?

    • Miałaś temat o epistolografii i dostałaś pytanie o etykietę?
      Jestem ciekawa jak umysł egzaminatorki to połączył…

      • Paweł

        Co ma wspólnego znaczek pocztowy z etykietą? ;-)

    • Paweł

      Ze słokiem dżemu ;D Bezcenne :D ;D!!!! Tak sobie przy okazji pomyślałem, że dżem np. truskawkowy zawsze będzie dżemem truskawkowym niezależnie od tego, jaką etykietę mu na słoik się przyklei.

      Zbuntowani przeciw etykietom jako nowa etykieta. Racja, nie da się od etykiet uciec.

  • Kolejny raz zamiera mi głos w ustach! A właściwie słowa na klawiaturze! Tak bardzo trafione! :)

  • Stanisław Bińkiewicz

    Kiedyś w jakimś wykładzie na temat rozwoju osobistego, w temacie, jak dokonać trwałej zmiany w swoim życiu usłyszałem, iż na przeszkodzie ku zmianie stoją przeciwnicy, bardzo trudni do zwalczenia.
    Pierwszym z nich, jestem ja sam, tocząc walkę wewnętrzną ze swoja niewiarą, lękiem, poczuciem wstydu, poczuciem winy, a także ze słowami, które ktoś wypowiedział, a które zniszczyły moje „ja”.
    Drugi przeciwnik to świat, to ludzie naokoło mnie. Środowisko, w którym przebywam, jest przystosowane do mojego obecnego „ja”. Jeśli w kontaktach z ludźmi wykazywałem małe zdecydowanie, lęk, byłem nieśmiały, wybuchowy, itp., to mają oni taki mój obraz, często czerpiąc z tego korzyści. Moje „Ja” tworzy etykietę, typu:
    on taki już jest, to bezmózgowie, z nim się nie dogadasz, on się już nie zmieni. I cała gama takich stwierdzeń, które powodują, że jesteś postrzegany jako taki „Kaziu” taka „Zosia”, itp. Przypisane etykiety później trudno jest zmienić, gdyż każda zmiana napotyka opór tych, wśród których żyję. Ale trzeba walczyć, i starać się chociazby małymi kroczkami zmieniać siebie i otoczenie, w którym żyjesz.

  • „Też tak mam” – magiczne zdanie, które widać niemal pod każdym twoim wpisem a które jest niezaprzeczalnym dowodem na to, że jest mnóstwo podobnych do siebie ludzi. A ja tam lubię etykiety i lubię o nich czytać. Czasem przyczepią się etykiety z pozoru przeciwstawne ale cóż… Znajomi sami zdecydują którą z nich wolą mnie opisywać.

    • Otóż to, lubię te wszystkie ‚też tak mam’ :) zwłaszcza jak pojawiają się przy tematach dotyczących dość rzadkich zjawisk. Żadne, jak się okazuje, nie jest na tyle rzadkie, żeby nie dotyczyło całej gromady innych ludzi :)

  • Gosia Owczarek

    Przez wiele wiele lat, przejmowałam się etykietkami, dziś kiedy mam wszystko w nosie, zaczynam bardziej doceniać życie! Tak jestem egoistką, czasem blondynką, nieperfekcyjną mamą i wiele innych. Ale wiesz co??? Jestem też mega szczęśliwa i tą etykietkę walnę sobie na czoło! Buźka

  • Czytając posta cały czas myślałam o tym, że to czy dajemy przyzwolenie na zaetykietowanie, zależy od nas. I nie chodzi mi o dawanie lub niedawanie go innym , a sobie, Jeśli to, co ktoś nam przyklei nie jest skrajnie żrącym kwasem, niech przykleja. Od nas zależy na ile zdecydujemy się to przyjąć jako nasze.

  • Świetnie, sama się nad tym niedawno zastanawiałam, a Twój post uporządkował mi myśli. :) Jeżeli spojrzymy szerzej na etykiety, to zobaczymy, że nie ma się o co obrażać, bo jest to, jak sama napisałaś, naturalny proces porządkowania zdarzeń i ludzi w naszej głowie. Powinno nas to zaniepokoić jedynie wtedy, kiedy odbija się to negatywnie na nas lub na innych.

  • Używam etykiet na trzy pierwsze opisane sposoby, muszę spróbować użyć etykiety jako skrótu :) Przy czytaniu tego posta przypomniała mi się dyskusja o używaniu etykiety satanisty, a raczej dwa przykłady z niej:
    1. Możesz powiedzieć: ,,jestem hedonistą, deistą, apateistą i immoralistą”. Tylko kto zrozumie tę wypowiedź?
    2. Załóżmy, że twojemu kumplowi zmarła matka nie tak dawno. Nie opowiadasz mu o tym, jakie super rzeczy robiłaś ze swoją mamą ostatnio, bo wkładasz go do szufladki ,,kumpel tęskniący za matką, którego nie męczymy opowieściami o matkach”.

  • Fajnie, że napisałaś to, o czym sama wiele razy myślałam i za nic nie umiałam ubrać w słowa :D Zwróciłaś mi też uwagę na moje podejście do nowych ludzi- właśnie zupełnie zmieniłam środowisko i sama widzę, jak plączę się w relacjach i ocenach ludzi. Mając prawie 200 osób na roku muszę etykietować, żeby chociaż określić, kogo chcę bliżej poznać, a kogo nie. Sama staram się być człowiekiem, którego łatwo „zetykietować”- żeby „moi ludzie” mnie łatwo poznali ;) Jestem dość charakterystyczna, ułatwia mi to od wielu lat nawiązywanie kontaktów z ludźmi i wcale na to nie narzekam. Najwyżej czasami ktoś się zdziwi, jak zobaczy mnie inaczej ubraną… Co zabawne, w liceum dziwiło ludzi, gdy chodziłam w spódnicy, natomiast na studiach dziwią ich spodnie- staram się zmieniać swoje nawyki i zasady, mimo wszystko, nawet jeżeli przyjaciele dziwnie się na mnie patrzą…

  • Etykietka może mieć swoje dobre strony,oczywiście. Tylko jak we wszystkim trzeba umieć i chcieć je dostrzec. Przede wszystkim pokazuje jak inni mnie widzą. Jeśli dostrzegają,tak jak tego chcę widzę,że jest ok, moja pewność siebie umacnia się. Jeśli to jak mnie widzą i etykietują inni nie pasuje mi to mogę potraktować to jako znak,że może warto coś zmienić. Przecież taka etykietka to nie wyrok,nie warto się jej bać i uciekać przed nią.

  • Dodam, że różne etykietki zostają nam przylepione w różnych syutacjach i co ciekawe czasem mogą się całkowicie wykluczać. Przykładowo, ktoś w ogóle się nie odzywa w momencie gdy jest w otoczeniu osób starszych od siebie i dostaję łatkę „pokornego i cichego”, ale gdy jest w gronie przyjaciół to jest „duszą towarzystwa”. Jak zawsze na to jak postrzegają nas inni wpływa nie tylko jacy jesteśmy w ich oczach, jacy naprawdę jesteśmy, ale również w jakiej sytuacji jesteśmy oceniani.
    Nasze zachowania mogą się również różnić w zależności od pory dnia.

    Pan Stachura trafia w sedno.

  • Ja jakoś lubię etykiety, ale chyba dlatego że sama je stosuje.
    A i zawsze mnie fascynują jaką etykietkę przykleją mi inni :)
    ps.A Ty jakie najczęściej dostajesz?

    • Najczęściej to chyba ‚nieśmiała’ albo ‚filozof’, był także etap ‚głupiej blondynki’, co ciekawe wcześniej bywałam ‚kujonem’, więc trochę się to ze sobą kłóciło ;)

      A u Ciebie?

      • gaduła, buntownik, spóźnialska, przemądrzała, maruda- i wszystko się zgadza :)

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -