czy warto odwiedzić bratysławę

Więc zastanawiasz się, czy warto odwiedzić Bratysławę?

Zaraz wybiję Ci to z głowy. 

Różne są powody, dla których ludzie wybierają się do Bratysławy.
U mnie był to miks przypadku, tanich biletów i podróżniczej zachłanności (muszę zobaczyć wszystkie europejskie stolice, nie odpuszczę!).

Z Bratysławy mieliśmy pojechać później do pobliskiego → Wiednia, dalej do niedalekiego → Budapesztu, a na końcu zobaczyć węgierskie ‚morze’ Balaton. Brzmiało jak idealny plan. Oczywiście już wcześniej wiedziałam, że przy Wiedniu i Budapeszcie, Bratysława może sprawić wrażenie biednej kuzynki, ale nie sądziłam, że kontrast będzie tak wyraźny! Tak wyraźny, że początkowo ten tekst nosił roboczy tytuł „100 rzeczy lepszych, niż wizyta w Bratysławie”. Bo mogę wymienić je na jednym wdechu.


MIŁE ZŁEGO POCZĄTKI

Już na starcie, po wyjściu z lotniska w Bratysławie, przywitała nas porażająca uprzejmość kierowcy jednego z autobusów, który obraził się, że próbujemy mówić do niego po angielsku.

W końcu sami ustaliliśmy którym numerem mamy jechać w okolice centrum. Co z tego jednak, kiedy przystanki nie były prawie w ogóle oznaczone. Zapuszczaliśmy więc żurawie ponad ramionami współpasażerów, wypatrując jakiegoś znaku, że to już czas wysiadać. Znak nie nadszedł, ale niech błogosławione będą Mapy Google z nawigacją!

Nieco później, w tramwaju, zapytaliśmy młodego mężczyznę, czy możemy usiąść na miejscach, do których dojście sobą zasłaniał. NO! – brzmiała bezpardonowa odpowiedź.

Tak przywitała nas stolica Słowacji.


BUSINESS IS BUSINESS

Bratysławo, ciągle masz jeszcze u mnie szansę – mówiłam sobie pod nosem, kiedy po drodze do naszego miejsca noclegu mijaliśmy przerażająco szare blokowiska, krzywe chodniki i rozkopane place, dziwnie kojarzące się z Polską lat 90-tych.

Właściciel mieszkania z Airbnb, Stanislav, który w serwisie przedstawiał się jako ‚kosmpolita o otwartym umyśle’ optymistycznie zareklamował nam miasto. Bratysława jest zielona, spokojna i bezpieczna. I można tu pić alkohol na zewnątrz – dodał jakby na zachętę. A potem wyliczył nam szereg dodatkowo płatnych usług, z jakich możemy skorzystać w jego mieszkaniu. Usług, które większość hostów oferuje za darmo, ale przecież to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy

Z okien naszego mikro-apartamentu rozlegał się jeszcze bardziej przygnębiający widok, na coś w stylu śląskich familoków z praniem zwisającym z parapetów.


NIE CHCĘ NARZEKAĆ, ALE…

Ruszyliśmy w końcu w stronę starego miasta. Szczerze liczyłam na jakiś poryw serca czy choćby cień zachwytu. Ale chyba widziałam już zbyt wiele starych miast Europy, by i ta, maleńka starówka zrobiła na mnie wrażenie.


stare-miasto-bratyslawa

Dobijające uczucie wzmocnił najsmutnieszy koncert ever, którego przypadkiem byliśmy świadkami. Na rynku ustawiono scenę, gdzie tłoczyła się kilkunastuosobowa, odświętnie ubrana orkiestra z instrumentami dętymi. Ich występowi przysłuchiwała się grupka nie więcej, niż… dziesięciu osób, wliczając nas. Z poczucia przyzwoitości zaserwowaliśmy im najgłośniejsze oklaski, na jakie było nas stać i ruszyliśmy dalej, w poszukiwaniu obiadu.

I znaleźliśmy – coś pomiędzy restauracją, a pubem, ze słowackim rockiem w tle (Re:fresh, gdyby ktoś szukał). Przerwa na piosenkę, bo poznałam tam dosyć ciekawy punkrockowy zespół. Treści tego kawałka można się częściowo domyślić, ale brzmi dobrze i bez zrozumienia:


Kiedy my wcinaliśmy hummus i wege burgera, obok inni turyści zalewali swoje smutki. A może i radości, bo piwo było tam tańsze niż woda, co tłumaczyło najazd rozkrzyczanych Anglików. Inne ceny przedstawiały za to standard europejski. Podobnie było w innych pubach i restauracjach w centrum – z tego co się dowiedziałam, od wprowadzenia euro ceny podskoczyły w górę i takie już zostały. Dotyczyło to też noclegów – między innymi dlatego spaliśmy w Airbnb, a nie w hotelu – bo te kosztowały drożej niż np. w znacznie atrakcyjniejszym Budapeszcie czy Pradze.


WRACAJĄC DO ZWIEDZANIA…

Najbardziej wyrazistym elementem Bratysławy jest górujący nad nią zamek (Bratislavsky hrad) położony na wzgórzu, z którego rozlega się widok na Dunaj. Sam zamek jest dosyć prostą budowlą na planie prostokąta z czterema wieżami, bijącą po oczach bielą. Mniej wymagający turysta zachwyci się, jak ładnie jest podświetlony wieczorem, ten o nieco większych potrzebach dostrzeże, jak mało tam ciekawych architektonicznych detali – wszystko skrywa biały tynk.

zamek-bratyslawa


Zamiast patrzeć na zamek, lepiej rozejrzeć się dookoła – kiedy my tam byliśmy, gdzieś na horyzoncie, nad Dunajem przetaczała się akurat burza, co jakiś czas przełamując czerń nieba pomarańczowym rozbłyskiem. I to jest widok, który najmilej wspominam z tego miasta. Aha, no i jeszcze przyjaznego kota z zamkowego podwórka.


dunaj-bratyslawa


Stare miasto Bratysławy zostało zgwałcone wrzuconą w jego środek drogą szybkiego ruchu, która prowadzi do mostu SNP, nad którym góruje… UFO. Restauracja w kształcie spodka, silnie kojarząca się z komunistycznymi ‚nowoczesnymi’ budowlami. I znów, może ktoś, kto lubi takie nietypowe rzeczy albo wspomnienia z ery słusznie minionej, doceniłby ten widok. Mi za bardzo kojarzy się z dworcem autobusowym w Kielcach. A to naprawdę niezbyt pozytywne skojarzenie. Odpuściliśmy sobie więc wjeżdżanie tam na górę. I ruszyliśmy dalej brukowanymi uliczkami.


ufo-bratyslawa

Za UFO można dostrzeć największe blokowisko Bratysławy, dzielnicę Petržalka


W wieczornym świetle wąskie uliczki wyglądały PRAWIE romantycznie. Zobaczyliśmy jeszcze kilka typowych lepów na turystów: rzeźby różnych postaci ustawione wokół rynku, z najsłynniejszym Cumilem na czele. Cumil wygląda sobie z kanałów i patrzy na świat rozmarzonym wzrokiem. Nie jest to pomnik nikogo szczególnego, po prostu wizja artysty, która ma uatrakcyjnić miasto. Łatwo ją minąć, nie zauważając, albo się o nią potknąć, dlatego obok ustawiono znak sygnalizujący jego obecność.


bratysława



OSZAŁAMIAJĄCE ŻYCIE NOCNE 

Po kilku godzinach stwierdziliśmy, że Bratysława już niczym nas nie zaskoczy, więc postanowiliśmy poszukać jeszcze sklepu na wieczorne zakupy. I tu kolejna niespodzianka, bo okazało się to sporym problemem. W centrum znajduje się JEDEN supermarket, w weekendy czynny do 19. Poza nim, są jeszcze dwa całodobowe TESCO na obrzeżach miasta, i to by było na tyle. Po 22 trudno jest nawet zjeść coś ciepłego, bo restauracje się zamykają, otwarte pozostają tylko puby. Pozostaje McDonald czynny do 1 czy całodobowy fastfood Richman.

Ponieważ po drodze do naszego mieszkania nie spotkaliśmy żadnego z nich, musieliśmy obejść się wspomnieniami wcześniejszego obiadu.

Wracając byliśmy zaskoczeni, jak opustoszałe są ulice Bratysławy. A była to sobota przed północą, znośna pogoda, spodziewaliśmy się więc wysypu młodych ludzi udających się na imprezy. I nic. Nawet ruch samochodowy dziwnie zamarł. To tyle na temat oszałamiającego nocnego życia miasta, o którym czytałam wcześniej w jakimś przewodniku.


PRZEPRASZAM, BRATYSŁAWO

… nie polecę cię nikomu.

No chyba, że ktoś akurat będzie przez ciebie przejeżdżał i miał wielkie parcie, by postawić kolejny X na swojej mapie. I że będzie miał akurat dobrą pogodę, bo latem lub w słońcu każde miasto wygląda znośnie, jak mówią w kultowym „Eurotripie”. Nie mogę oprzeć się pokusie pokazania tu tego fragmentu:



I o ile z cenami przesadzili mocno, to wierzę, że gdzieś w Bratysławie ciągle są jeszcze takie miejsca.

Dziwnym trafem, kolejnym filmem, w którym pojawia się wątek Bratysławy, jest horror „Hostel”, który również zrobił miastu bardzo zły PR, przedstawiając je jako niebezpieczne i… pełne łatwych kobiet. Przedstawiciele departamentu komunikacji zapraszali nawet reżysera, żeby przyjechał i przekonał się jaka naprawdę jest Bratysława, ale ten nie podjął wyzwania.

Zła reklama bywa jednak najlepszą reklamą, bo po wyjściu filmu ruch turystyczny wzrósł. Podejrzewam więc, że jeśli uprzecie się, by zobaczyć to miasto, to mój tekst Was nie zatrzyma, ale żeby nie było – ostrzegałam.



PS – na Słowacji jest dużo fajniejszych miejsc: zamek Spiski, Orawski i Lietava, szczyt Gerlach i Łomnica po tamtej stronie Tatr, jaskinie Demianowska i Beliańska, czy choćby atrakcja dla całej rodziny – Tatrlandia. Jeśli więc nadal zastanawiasz się, czy warto pojechać do Bratysławy, to może lepiej rozważ właśnie te atrakcje.

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Ojej, jakoś mi smutno czytając Twój tekst. Odwiedziłam Bratysławę kilka ładnych lat temu, ale wspomnienia mam świetne! Obok Wiedeń, więc wyskoczyliśmy na 2 dni do niego, ale szczerze? Choć Wiedeń piękny, to w Bratysławie lepiej się czułam. Co prawda nie ma co porównywać, Bratysława jest mała, taka trochę biedna, ale dla mnie urocza. Wszystko chyba też zależy od tego, jak się komu trafi. Wszyscy zachwycają się Paryżem, a dla mnie to przeciętne miasto :) Ale wiem, że nie darzę go zbyt dużą sympatią, ponieważ będąc tam, było wiele niesprzyjających okoliczności (kiepska pogoda, ludzie jacyś tacy nijacy…), no nic mnie tam nie porwało. Bratysława jest taką kochaną biedotą przy Wiedniu i wypad do tych dwóch miast (połączony w jedną wycieczkę) będę wspominać zawsze świetnie :) Szkoda, że tak trafiłaś, może przy innej okazji inaczej byś odczuła to miasto :)

    • Nie smutaj, każdy ma swój gust :)
      Podejrzewam, że pewnie w innych okolicznościach moja ocena byłaby łagodniejsza, może gdybym zobaczyła jeszcze zamek Devin i niebieski kościół, który ominęłam, doliczyłabym dwa plusy dla Bratysławy.
      Ale dużo zrobił też ten kontrast, późniejsze zestawienie z Wiedniem i Budapesztem, które leżą niedaleko, a zaczyna się w nich zupełnie inny świat – pod wieloma względami.

      PS – w Paryżu też mi się nie podobało. No z jednej strony widziałam, że rzeczy które mijam są piękne, ale… jakoś nie w moim klimacie. To tak jak z ludźmi, czasem spotykasz kogoś i choć niczym Ci nie zawinił, już wiesz, że go nie lubisz. Zabrakło jakiejś chemii ;)

      • Nie no, jasne :) wiadomo. Każdy inaczej odbiera dane miejsce.
        Rzeczywiście, niebieski kościół! Uroczy jest, może by Ci się spodobał :)
        Czyli widzę, że jest nas już dwie z tym Paryżem! Raźniej mi jakoś :D

  • Marta Maksylewicz

    Jak tylko zaczęłam czytać ten wpis to przypomniał mi się Eurotrip właśnie :D Tak więc nie pozostaje nic innego, jak podsumować całość słowami „dobrze, że przyjechaliście tutaj latem…” :D

  • Wow, wpis podróżniczy, w którym jest co innego, niż zachwyty nad podróżami i jak to fajnie jest oglądać nowe miejsca. :D Wyłamujesz się ze schematu ;) Ja miałam tak podczas wizyty w Tarnowie, którego naprawdę nie dałam rady polubić. Naszym gospodarzem był Salad Fingers, a miasto wyglądało, jakby właśnie wszyscy z niego uciekli przed jakąś wiszącą w powietrzu katastrofą. Cóż, przynajmniej próbowałam. Ale niektórzy mają podobnie z Łodzią, więc ja to wszystko rozumiem :)

  • R O T F L za zakończenie. Bo kiedy słyszę hasło „Bratislava” od razu staje mi przed oczami Eurotrip. Swoja droga – #megadramat. W Listopadzie postanowilem zwieczic Ostrave w Czechach po drodze do Dubaju, mam nadzieje, ze nie bedzie podobnie…

    • Też dosyć kontrastowe zestawienie – Ostrava i Dubaj…
      Jakoś bardziej będę ciekawa Twoich wrażeń z tego drugiego :)

      • Tanie loty z Ostravy do Dubaju odpaliła jakas czeska linia, a ze mam tam swojego najlepszego kumpla z zona… Wrazenia pewnie beda :-)

        • Haha! Chyba będzie :D Ostrava jest… bardzo specyficzna. Jakiemuś małemu % ludzi pewnie się podoba, ale dla zdecydowanej większości to po prostu komunistyczne, industrialne miasto. Ja szczerze mówiąc nie mam zdania, jest to na pewno najdziwniejsze miasto w Czechach, w jakim byłam. A Dubaj – to „chyba” inna bajka… :D

  • Mam dokładnie takie same odczucia po mojej sierpniowej wizycie w tym mieście! ;) pocieszający jest tylko fakt, że kolejna stolica europejska zaliczona :P

    • Mam nadzieję, że Budapeszt podobał Ci się bardziej :) A byłaś może też w Wiedniu, bo mi umknęło?

      • Budapeszt przecudowny, a w Wiedniu byłam zimą, przed Bożym Narodzeniem, więc jarmarki robiły dodatkowy klimat! Piękne! :) <3

  • Ola

    Dziwne, bo mi Bratysława podobała się bardzo. Dużo bardziej niż np. Berlin czy Wilno.

  • Sama byłam w Bratysławie przelotem w drodze do Wiednia. Po raz pierwszy byłam tam w gimnazjum, drugi raz w tym roku. Spędziłam w niej tylko noc- podczas której zdążyłam zwiedzić całe miasto i wyszaleć się na imprezie i byłam szczęśliwa gdy wsiadłam do pierwszego autobusu o 4:30 do Wiednia. No more. Naprawdę muszę się zgodzić z całym twoim tekstem.

    • Wygląda na to że najlepsza rzecz w Bratyslawie to autobus do Wiednia ;)

      Nie wiem czy jechałaś taką samą trasą albo czy wtedy nie spałaś, ale po drodze mija się min. austriackie miasteczko Hainburg, które wygląda jakoś tak bardziej malowniczo i przyjaźnie, no i jest tam zamek, nie pokryty żadnym białym tynkiem ;)

      • Myślę, że pierwsze zdanie świetnie podsumowuje Bratysławę.

  • Przez Bratysławę przejeżdżałam kilkakrotnie i tylko raz skusiłam się, by zajrzeć do centrum. Zgodzę się z tym, że Słowacja ma sporo do zaoferowania, ale atrakcji trzeba szukać poza stolicą.

  • Uwielbiam Słowację i wiele razy tam była, ale właśnie w górach. Słowackie Tatry i okolice są wspaniałe. Nawet niejednokrotnie miałam wyrzuty sumienia, że nigdy nie zajrzałam do Bratysławy. Chyba już nie muszę ich mieć ;)

  • Niestety takie same mam odczucia wzgledem Bratyslawy. Myslalam, ze skoro stolica, to po porstu MUSI tam byc chociaz jedno ciekawe miejsce do zobaczenia. Rozczarowalam sie :(

  • Diana

    Szkoda :( Przykro mi sie zrobilo po tym poscie, bo jakos do Bratyslawy mam sentyment – mimo ze tez mnie nie bardzo zachwycila, mimo iz mieszkalam w obskurnym hotelu dla robotnikow :D, widok z okna mialam na smietniki, a na drugi dzien pojechalam do Wiednia, zeby sie jakos rozerwac. I mimo tego, Bratyslawa jest w mojej pamieci jako ta pozytywna :) Ale ale! Polece zwiedzic kazdemu Zamek Devin. Jedzie sie do niego autobusem z Bratyslawy. Jest naprawde piekny. Tereny: lasy, skaly, szeroki Dunaj – czysta natura.

    • ja niejedna zasmucona po przeczytaniu artykułu Króliczka :D

  • Chcieliśmy się kiedyś wybrać do Bratysławy, ale to już kolejna negatywna opinia o tym mieście więc raczej sobie odpuścimy. Jest jeszcze tak wiele europejskich, a nawet polskich miast, których nie widzieliśmy, że to jedno miasto możemy sobie darować.

  • Waleska

    „jeszcze bardziej przygnębiający widok, na coś w stylu śląskich familoków ” – tak się składa, że urodziłam się, wychowałam i mieszkam na Śląsku, właśnie wśród tych, według Ciebie, przygnębiających familoków. I nie ma dla mnie piękniejszego miejsca, bo to mój Dom, mój Heimat – jak tu czujemy, myślimy i mówimy. Tym – w zamyśle dowcipnym? – porównankiem zniechęciłaś mnie do śledzenia swojego bloga, który dotychczas wydawał mi się ciekawy i bardzo „otwarty”.
    „Przepraszam, Króliczku Doświadczalny, nie polecę Cię nikomu”

    • Otwarty jest nadal, co nie znaczy, że pozbawiony mojego osobistego gustu i wrażeń.
      Ale doskonale rozumiem że niektórym może tej otwartości brakować na to, by znieść sytuację, że nie lubię czegoś, co dla nich jest ważne lub piękne.
      Jeśli tak bardzo Cię drażni fakt, że mam jakieś osobiste preferencje, nie zatrzymuję, nie ma co się ze sobą męczyć, to działa w dwie strony :)

  • Pingback: WTORLINKI #69 - SEKS, RYTUAŁY I MENTALIZACJA - Króliczek Doświadczalny()

  • Pingback: Jesienne migawki z życia - Króliczek Doświadczalny()

  • Z Bratyslawy

    Dobrze napisane. Pozdrowienia z Bratyslawy. Miejscowy dowcip: Co mozna zobaczy w BRA? Odpowiedz: Wieden i Budapeszt. (Ja dodam jeszcze Brno).

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -