niedocenienie

CZUJESZ SIĘ NIEDOCENIANY? CHYBA ZNAM POWÓD.

To bywa niesamowicie frustrujące, kiedy wychodzisz z siebie, by coś osiągnąć, zakończyć jakiś projekt, wykonać jakieś trudne i wymagające zadanie, pomóc komuś angażując w to wszystkie swoje możliwości… a osoby wokół Ciebie wydają się tego nie dostrzegać. Albo przechodzą nad tym do porządku dziennego, zupełnie jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.  Czasem usłyszysz rzucone lekko dziękuję czy gratuluję, czasem nie uświadczysz nawet tego.

Dotyczy to pracodawców, znajomych, czasem obcych, najbardziej jednak rozczarowuje, kiedy reagują w taki sposób Twoi bliscy.

Gdzie jakieś docenienie, odrobina wdzięczności? Jak oni tak mogą?!

Ano mogą.


NIKT NIE DOCENI CIĘ TAK, JAK TY SAM.

 

Nikt nie zrobi tego dokładnie tak, jak byś oczekiwał.

Ludzie mogą zauważyć Twoją wiedzę, wysiłki, może nawet poświęcenie, ale nikt nie poczuje Twoich ściśniętych wnętrzności, nikt nie dowie się o Twoich nieprzespanych nocach, wewnętrznych walkach, każdym małym zwycięstwie nad słabościami i trudnościach, jakie musiałeś po drodze pokonać. Nikt nie podliczy czasu, jaki na to poświęciłeś (albo wręcz przeciwnie – podliczy i nie rozumiejąc, zapyta: dlaczego tak długo?).

Ludzie widzą głównie efekty Twojej pracy i korzyści z nich wynikające, ale nigdy nie poczują tego wszystkiego co działo się w Twoim wnętrzu. Dlatego mogą ocenić to, co robisz, jako zwyczajne, normalne, łatwe, podczas gdy dla Ciebie jest to naprawdę wiele.

Dużo lepszym wyjściem niż poszukiwanie uznania u innych, byłoby skupienie się na swoim wnętrzu. Budowanie poczucia wewnętrznej siły, sprawczości dzięki tym wszystkim sukcesom i osiągnięciom. Nagradzanie siebie adekwatnie do poniesionych wysiłków.

Czasem jednak bywa tak, że od docenienia i zauważenia przez innych, zależy np. nasz awans w pracy, czy jakaś inna korzyść, jak choćby poczucie… że nie jesteśmy frajerami robiąc coś za darmo. Wtedy warto o nie zawalczyć.

A pierwszym krokiem do tego powinna być refleksja:


 

DLACZEGO LUDZIE NIE DOCENIAJĄ TEGO CO ROBISZ?

 


 1. Bo nie okazujesz docenienia innym!

 Tu sprawdza się stara jak świat zasada: chcesz by ludzie zachowywali się w jakiś sposób wobec Ciebie – i Ty się tak wobec nich zachowuj. Słowem: wychowuj ich do wyrażania wdzięczności.

Zadaj sobie pytanie, jak często Ty sam doceniałeś, komplementowałeś swoich bliskich i znajomych. Może uznałeś, że rzeczy, które robią dla Ciebie, albo które sami osiągają, nie są aż tak ważne, duże, by o nich wspominać? To czasem problem osób, które narzucają sobie bardzo wysokie standardy i automatycznie przenoszą je na innych. Dlatego też mogą ignorować drobne gesty, przysługi jakie się dla nich robi, bagatelizować niewielkie (w ich oczach) osiągnięcia. A osobie, która sama nie wyraża wdzięczności, o wiele mniej chce się dziękować, gratulować, nawet za duże rzeczy.


2. Bo siedzisz zbyt cicho

Jeśli ludzie tak naprawdę nie mają pojęcia co robisz, czym się zajmujesz, co składa się na Twoje obowiązki i jakie wyzwania pokonujesz, by je spełnić – jak mają je docenić?

To częste podejście wśród osób nieśmiałych czy o niskim poczuciu własnej wartości – siedzą cichutko, pilnie robiąc swoje i oczekują, że w pewnym momencie, jeśli będą wystarczająco dobrzy, ktoś wreszcie ich zauważy, doceni ich pracę, wyniesie na piedestał.

Przykra prawda: najbardziej doceniani i wychwalani są ci, którzy dają znać światu o swojej pracy, sukcesach i mówią wprost o tym,  ile kosztowało ich osiągnięcie.


3. Bo nie słuchasz albo odrzucasz słowa docenienia

 To, w jaki sposób myślimy i czego oczekujemy, wpływa na to, jak filtrujemy rzeczywistość i co z niej do nas dociera. Może więc zdarzać się, że ktoś chwali naszą pracę, a my jak na automacie przerywamy dalsze słowa: och, to nic takiego, miałem farta, no problem. Odrzucamy w ten sposób komplement, zamiast go przyjąć, a po fakcie często zapominamy o całej rozmowie, nadal pozostając z niejasnym wrażeniem, że nie zostaliśmy wystarczająco docenieni.

Ludzie widząc, że tak postępujemy, mogą z czasem unikać chwalenia nas, żebyśmy znów nie poczuli się zakłopotani albo dlatego, że i tak nie zwrócimy na ich słowa uwagi.

Jeśli Cię to dotyczy, postaw sobie wyzwanie: następnym razem, kiedy usłyszysz komplement, daj sobie chwilę na poczucie przyjemności, przyjmij ją i bez zawstydzenia podziękuj, tak jakbyś rzeczywiście na to zasługiwał.


 4. Bo sprawiasz wrażenie, jakby wszystko przychodziło Ci łatwo

Jeśli pojawia się jakaś prośba, zawsze ją przyjmujesz. Jeśli jest problem, doradzisz. Zawsze dotrzymujesz terminów, można na Tobie polegać, jesteś uważany za osobę, która z wszystkim sobie poradzi. I która wcale nie potrzebuje słów zachęty i docenienia, bo przecież pokonuje przeszkody jak mały czołg.

W pewnym sensie już to, że tak Cię widzą, samo w sobie jest komplementem, ale… ile można.

A gdybyś czasem spróbował ponarzekać na warunki, w jakich musisz wykonać jakieś zadanie, powiedzieć o trudnościach? Gdybyś odmówił pomocy przyznając szczerze, że masz aktualnie inne obowiązki na głowie? Gdybyś dał znać, że osiągnięcie czegoś wymagało od Ciebie zdobycia nowej wiedzy i umiejętności? Może nie będziesz już postrzegany jak Terminator i ludzie zrozumieją, że nawet Ty pewne rzeczy robisz z wysiłkiem. Wysiłkiem, który zasługuje na docenienie.


 5. Bo robisz rzeczy, o które nikt Cię nie prosił

Zawsze służysz dobrą radą znajomym, którzy mają problem. Przychodzisz od razu  z rozwiązaniami, które mogliby zastosować. Proponujesz usprawnienia pracy/życia, o których nikt inny nie pomyślał. A w efekcie spotykasz się z niechęcią, zarzutami, nie mówiąc już o braku docenienia.

To jedna z podstawowych zasad, jakie warto sobie w życiu przyswoić – dawanie porad i rozwiązań, o które nikt nie prosił, częściej postrzegane jest jako wścibstwo, przemądrzałość, wywyższanie się, niż jako rzeczywista pomoc.  Zwłaszcza w niezbyt bliskich relacjach. Jeśli  więc robisz coś dla kogoś, bo sam sobie to wymyśliłeś, nie nastawiaj się na podziękowania, czy choćby na to, że on odczyta prawidłowo Twoje intencje.


 6. Bo nie zaznaczasz swoich granic

Ludzie mogą uznać, że wykonywanie niektórych rzeczy należy do Twoich obowiązków. A obowiązki, wiadomo – to nie to samo, co przysługi. Nie trzeba za nie dziękować. Postrzega się je jako oczywistość.

Takie spojrzenie na świat nie najlepiej świadczy o człowieku, ale musisz wziąć pod uwagę, że w naszym społeczeństwie to nadal powszechne zjawisko. I z tego powodu – zaznaczać wyraźnie, że czasem robisz coś wyłącznie ze swojej dobrej woli, że poświęciłeś na to wolny czas, albo że jakaś czynność wykracza poza zakres Twoich obowiązków.


7. Dorzuć coś od siebie!

Na przykład co Ciebie zniechęca do wyrażania wdzięczności i docenienia…


Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Święta prawda. Ja miałam problem z przyjmowaniem pochwał… wydawało mi się, że zwykle wynika to z grzeczności, a nie faktu, że komuś coś się spodobało… Na szczęście to się zmienia, ale właśnie dzięki temu, że ja sama zaczęłam w siebie wierzyć :)

    • Też tak trochę miałam – i w sumie nadal jestem nieco onieśmielona słysząc coś miłego na swój temat, ale zawsze dziękuję i powstrzymuje się od tłumaczenia że ‚tak mi się tylko udało’. No bo gdyby miało mi się tak wszystko w życiu udawać to już dawno wygrałabym w totka :)

  • 7. Bo to osoba, która mogłaby cię docenić, chciała zasłużyć na docenienie z tego samego powodu.

    • Nie wiem czy dobrze zrozumiałam – być doceniona za to, że doceniła? :)

      • Sama się zapętliłam we własnym komentarzu :D
        Jeśli osoba A chciała zrobić X, ale jej się nie udało, a potem osoba B zrobiła X dobrze, to A nie doceni B za zrobienie X.

  • Zofia Paprota

    7. Bo ”pomagasz” nieumiejętnie, mylnie odczytując potrzeby innych ludzi.
    Poza tym zgadzam się w 100 % z punktem 5, i nawet jeśli ktoś sprawia wrażenie człowieka potrzebującego pomocy, upewnij się, że chce ją otrzymać. Zła, nieprzemyślana ”pomoc” jest gorsza od jej braku.

    • Albo widząc potrzeby, których oni wcale nie mają.
      Nadgorliwość gorsza od… wielu różnych rzeczy ;)

  • Ostatnio na Instagramie napisała do mnie dziewczyna z prośbą o poradę, w pewnym sensie wyjawienie jakiegoś mojego „know-how”. Zawsze na takie wiadomości odpowiadam mega wyczerpująco, tym razem było tak samo. W zamian nie oczekiwałam niczego więcej, poza „dzięki”. Otrzymałam jedynie „wyświetlono”. Zatem 7. Bo ludzie myślą, że im się należy twoja pomoc i to oczywiste, że pomożesz, więc o co to halo? :D

    • Bo bloger jest jak Google – wpisujesz pytanie, pojawia się odpowiedź. :) A kto dziękuje Google?
      Chyba tylko ta babcia: http://time.com/4372262/grandmother-roman-numeral-google-search/

      A tak serio, doskonale Cię rozumiem, bo mam co jakiś czas ten sam problem.
      Przez to na stronie kontaktowej i paru podstronach zaznaczyłam, że nie jestem (jeszcze) psychologiem, nie zajmuję się interpretacją snów przez internet (o to pytania bez odpowiedzi pojawiały się dość często), postanowiłam także zamieszczać w niektórych mailach zwrotnych formułkę, że odpowiedź może nastąpić w postaci posta na blogu (tak, by z mojej pracy skorzystała nie tylko jedna osoba), i że będę wdzięczna za informację zwrotną jeśli się rada przydała.
      W ten sposób ja nie czuję się aż tak wykorzystana, a nadawca dostaje to, czego oczekiwał.

      W ogóle to aż czasem chciałoby się umieścić w stopce maila ten link: http://styledigger.com/2015/05/jak-pisac-maile-zeby-dostac-odpowiedz.html
      :)

  • Ja jestem z tych, którzy siedzą cicho. Pracuję nad tym, ale ciężko idzie.

  • Powiem Ci, że ja miałam przez wiele lat problem z tym, że „nikt mnie nie docenia” dopóki kiedy nie zobaczyłam tego jak to u mnie działa. Moja eks już niestety najlepsza przyjaciółka pokazała mi dokładnie jak to wygląda. Ona oczekiwała… oczekiwała bardzo konkretnych zachowań, a jeśli ktoś zachowywał się inaczej to ona po prostu czuła się niedoceniona i sfrustrowana. Dokładnie było ze mną. W momencie gdy przestałam czegokolwiek oczekiwać i gdy zaczęłam robić z samej radości robienia problem zniknął ;). Taka trochę magia ale czasem sami sobie za bardzo komplikujemy i nie widzimy tego dopóki nie zobaczymy tego z boku. Fajnie jest czasem spojrzeć na siebie z innej perspektywy, może to rozwiązać wiele problemów…. np. dlaczego ludzie nie dają nam tego czego chcemy… bo z reguły ich o to nie prosimy ;). Unikam teraz jak ognia niemych oczekiwań i ludzi, którzy chcą abym odgadywała ich myśli ;).

    • O, to trochę jak z językami miłości, o których pisałam ostatnio.
      Jeśli nie przekażemy komuś miłości w taki sposób, w jaki on ją rozumie, może to wcale do niego nie dotrzeć. Jeśli nastawiamy się, że docenienie znaczy tylko to czy tamto, zamkniemy się na jego inne formy :)

  • Marta Maksylewicz

    Hmm, czytając ten post doszłam do wniosku, że bardziej niż pochwał łaknę szacunku do swojej pracy i sumiennego wykonywania obowiązków przez innych. Co z tego, że mąż zwróci uwagę na porządek w domu skoro zaraz nakruszy chipsami i nie odkurzy? Na cholerę mi pochwała w pracy, jeśli ktoś nie ma zamiaru wykonywać porządnie swojej działki i swoim niedbalstwem pogrąży całą firmę? Słowa to nie wszystko :-)

    • Hmm, w sumie myśląc o docenieniu widzę i słowa, i też ten szacunek dla wykonanych rzeczy. Ale chyba tego za bardzo nie podkreśliłam w tekście. Dobrze, że zwróciłaś na to uwagę, zawsze to wskazówka żeby lepiej precyzować myśli :)

  • Ja od siebie nic nie dorzucę, bo zawsze staram się powiedzieć dobre słowo. I jak to mówię to często łapię się na myśli „czy to nie dziwne, bo ludzie tak nie robią”, względnie: „mnie się to jakoś nie przytrafia”. Nie to, że wcale – oczywiście, że słyszę słowa uznania od najbliższych. Ale wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie za mało się doceniamy i za mało dajemy temu wyrazu. Dał mi do myślenia punkt 4 i 5, coś w tym może być…

  • ja staram się sama docenić i ludzi dookoła także, a co oni z tym zrobią – ich sprawa. Dla mnie jest satysfakcjonujące to, że mogę komuś pomóc dobrym słowem jakim jest gratuluję ;)

  • Wydaje mi się, że mam problem z 3 punktem. Przynajmniej mój mąż tak twierdzi. Ponoć nigdy nie słyszę słów pochwały, za to ze wszystkiego jestem w stanie wyciągnąć krytykę. Staram się z tym walczyć właśnie tą metodą o której napisałaś. Mimo wszystko, w środku, cały czas dziwnie się czuję – mówiąc jedynie „dziękuję”. :)

    • To taka ogólna tendencja z tym wyczuleniem bardziej na krytykę niż pochwałę, ale i tak warto z tym walczyć :)

  • Co do punktu szóstego, widzę to na przykładzie mojej mamy. Pracuje jako kierownik sklepu i o każdej porze pracownicy dzwonią do niej z pytaniami, nawet w dniu wolnym, a nawet kiedy na miejscu jest inny kierownik. Ba! Odwala nawet za nich robotę – nawet na urlopie codziennie musiała robić zamówienia. Raz nie złożyła zamówienia bo nowa pani kierownik miała się wykazać… dostawca sam zadzwonił do mojej mamy czy na pewno nic nie zamawiają bo właśnie kierowca wyjeżdża… Ale mama niestety nie zaznaczy swojej granicy, nawet mimo próśb moich i siostry.
    Szkoda, że coraz częściej widzę odwrotną sytuację: osoby, dla których coś jest obowiązek stwierdzają, że robią nam łaskę. A idąc np. do lekarza na umówioną wizytę nie zamierzam kłaniać się w pas za możliwość bycia zbadaną.
    Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że rzadko dziękuję kiedy ktoś mi pomaga np. przytrzymując drzwi gdy wchodzę pchając wózek z dzieckiem. Teraz staram się za każdym razem dziękować i się przy tym uśmiechać i… ludzie też się do mnie uśmiechają :D

    • Fajnie, że sama w porę się na tym złapałaś i starasz to zmienić :)

      A pomaganie np. z wózkiem to u nas nie taka oczywistość, ostatnio widziałam taką sytuację – chłopak sam an ochotnika pomógł wnieść młodej mamie wózek po schodkach do tramwaju, na co inna kobieta ze środka krzyknęła: brawo dla pana! Ten się nieco zdziwił, czy speszył, może myśląc, że ktoś ma do niego jakiś zarzut, że aż zapytał: słucham?! A tamta kobieta znowu krzyknęła na cały tramwaj: dobry z pana człowiek!

      Dziwne, że aż tak odwykliśmy od pozytywnych, pomocnych gestów, że aż należą się za nie oklaski.

  • Komplementy mogą onieśmielać skromne i nieśmiałe osoby. Słysząc miłe słowa, często czerwienią się i zaprzeczają. Pamiętajmy – nie doceniając miłych słów równocześnie nie doceniamy siebie.

  • 7. Bo wydaje ci się, że to co osiągnąłeś było tego warte, a w rzeczywistości kopałeś się z przysłowiowym koniem. Mam na myśli sytuację, w której ktoś jest rządny docenienia, bo przerzucił tonę węgla i zajęło mu to cały dzień, ale nie pomyślał o tym, by pożyczyć od sąsiada spychacz, którym całą pracę wykonałby w 10 minut i piwo za wypożyczenie sprzętu.

    Czasem decydujemy się na rozwiązania trudniejsze ponieważ w naszym kraju istnieje kult ciężkiej pracy (nie ma to związku z pracą efektywną), nie zastanawiamy się, co mogłoby ułatwić wykonanie zadania tylko przechodzimy od razu do realizacji, czy w końcu, bo robię tak od zawsze. Oczywiście, wielokrotnie zdarzało mi się samemu wpadać w tę pułapkę, dlatego zwracam na to uwagę.

    Wykonujemy kawał dobrej i ciężkiej roboty, a gdy pokazujemy komuś swoje spracowane dłonie jako dowód, słyszymy tylko „można było to zrobić prościej”.

    • Celne! Zwłaszcza z tym kultem ciężkiej, nikomu niepotrzebnej pracy.

      PS – znalazłam ten film o futurystycznej wizji przyszłości, o którym Ci mówiłam:

      To tylko 7 minut więc polecam :)

  • Pingback: Przy kawie lub herbacie - Hodowla Słów()

  • Po przeczytaniu tego artykułu, zrozumiałam jak dużo zależy ode mnie w relacjach z innymi ludźmi. Wcześniej byłam zła, że nie dogaduję się z mamą, że jestem coraz bardziej samotna. Teraz biorę sprawy w swoje ręcę, będę dla ludzi taka, jaka sama chciałabym, żeby oni dla mnie byli! Mam nadzieję, że przyniesie to same pozytywne rezultaty! Dziękuję!

    • To prawda, im wcześniej weźmiemy odpowiedzialność za swoje relacje z innymi, tym większa szansa na sukces, cieszę się że udało mi się Ciebie jakoś zainspirować :))

  • Aż za dużo znajduję siebie w Twoich słowach. Ostatni rok pokazał, mi ile muszę zmienić ja w sobie, aby najbliżsi mnie docenili. Nie wiem tylko jeszcze, jak zareklamować siebie innymi. Najważniejsze, że próbuję i mam uznanie wśród najbliższych. Takie wsparcie dodaje skrzydeł. Ja po blogosferze widzę, że siedzę, jak cicha myszka.

  • Bo nie dosc siebie sam doceniasz i nie dosc mowisz ludziom wkolo o sobie, jak jestes genialna, niesamowita, zajebista itp. Wiem to denerwuje innych, mnie tez (i sama nie potrafie tego robic), ale jak widze po osobach, ktore to stosuje, to naprawde dziala. Bo jak przejdzie pierwsze zle wrazenie i ten niesmak, Boze jak temu palma wyskoczyla, to potem czlowiek podswiadomie zakodowuje, ze ten czlowiek zna sie na tym, jest dobry w tym. Suma sumarum trzeba mowic w czym jestesmy dobrzy, by ludzie w koncu to zauwazyli. O kurcze, ale sie rozpisalam. Wiec juz tylko pozdrawiam serdecznie Beata

  • Niedawno również pisałam na ten temat. Prawda jest taka, że bardzo często nie doceniamy sami siebie i dziwimy się, że inni też nas nie doceniają. Szacunek do własnej osoby, docenienie siebie i swojej pracy, przy jednoczesnym szacunku innych jest czymś, co bardzo łatwo zauważyć u ludzi. Właśnie takie osoby szanujemy – te, które wiedzą na co je stać, które potrafią wyrazić swoje zdanie i wymienić swoje mocne strony. Niestety chowając się w cieniu i zaniżając swoją wartość nie mamy co liczyć na to, że inni nas docenią. Warto zacząć od siebie i nauczyć się traktować swoją pracę i osiągnięcia jako coś ważnego :)

    • doota

      Czyli osoba z zanizonym poczuciem wartości może liczyć tylko na ciche politowanie? Lub terapie? Zwykły człowiek nie jest w stanie docenić jej wysiłków, jeśli ona nie widzi ich wartości?

  • Pingback: Porcja motywacji i linki z sieci. - VADEMECUM BLOGERA()

  • Podpisuję się rękami i nogami, szczególne pod punktem numer 1!

  • Bardzo trafne. W dużej mierze to zależy od nas samych, od tego jaki my mamy stosunek do siebie. Ja bym jeszcze tylko dodała, że mnie do doceniania zniechęca to kiedy ktoś to na mnie wymusza i widzę, że robi to tylko dla poklasku.

  • Pingback: WTORLINKI #68 - Króliczek Doświadczalny()

  • Lubimy pokazać wiedzę i doswiadczenie – bez zamiaru nadgorliwości. Czasem w takiej sytuacji toksyczne otoczenie próbuje nam wcisnać swoją robotę wierząc, że robi nam przysługę… Żebyśmy się nie niudzili chyba ;)

  • PiterJr

    Chciałbym Ci serdecznie podziękować za ten artykuł. Bardzo mi to pomogło. Jest świetny, gratuluję. Po prostu.

  • Esencja Kobiecości

    Bardzo cieszę się, że trafiłam na ten wpis. Punkt 6 dotyczył mnie wiele lat temu! :)

  • doota

    Ale pisząc „Ludzie widzą głównie efekty Twojej pracy i korzyści z nich wynikające, ale nigdy nie poczują tego wszystkiego co działo się w Twoim wnętrzu” zakladasz, ze drugi człowiek nie jest w stanie zrozumieć, że efekt wymaga wysiłku, tak jakby sam nigdy nie starał się o coś. Wg mnie to bledne założenie, bo jesteśmy w stanie się domyślić, ze rzeczy nie spadają z nieba i docenienie jest potrzebne.

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -