Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie chęć napisania do Was czegoś lżejszego, trochę jak opowieści znad kawy, z aktualizacjami co u mnie . I przypomniało mi się, że kiedyś było na to specjalne miejsce na blogu – comiesięczna seria migawki z życia. Czemu by do niej nie wrócić? To najlepsze miejsce na te wszystkie małe rzeczy, które nie nadają się na osobnego posta. No i na trochę lifestyle’u, którego ostatnio tu mało.

Założyłam sobie już tytułem ramy czasowe dotyczące całego lata, więc zacznijmy od czerwca. Co się u mnie działo w tym czasie, co się zmieniło? Nie będę się rozpisywać, ostatnio wolę wypunktowowywać :)


[dropcap ]J[/dropcap]akoś na początku lata z ciekawości dołączyłam do Facebookowej grupy dla introwertyków, a potem zostałam bo po prostu wsiąkłam przez poruszane tam tematy. Jest nas już ponad 750. Jeśli też czasem czujesz się dziwnie ze swoimi intro- manierami, a w soboty wieczór masz ochotę pogadać o sensie życia, zamiast iść na imprezę, chodź do nas. Mamy ciasteczka i dużo zrozumienia. Serio, chyba na żadnym forum nie widziałam takiej kultury wypowiedzi.



[dropcap ]O[/dropcap]dkryłam nowy sposób na randkę dla dwójki pracoholików – podwójny masaż.  A właściwie masaż połączony z nakładaniem i zmywaniem różnych mazideł na ciało. Panie, które go nam robiły, były tak zsynchronizowane, że wyglądały jak roboty, poruszały się niemal w rytm lecącej w tle chilloutowej muzyki i zakończyły masowanie dokładnie w tym samym momencie. Już po, miałam wrażenie, że chodzę jak dobrze naoliwiony mechanizm. Będę to powtarzać!



[dropcap ]N[/dropcap]a początku lipca zakosztowałam wakacji w wersji demo – spędziłam kilka dni w Gdańsku a stamtąd wyfrunęłam na 1 dzień do Sztokholmu. W samym Gdańsku (konkretniej: Wrzeszczu) byłam jeszcze cyfrowym nomadą i głównie pracowałam, ale udało mi się odkryć dwie wege knajpki, a właściwie knajpę – Avocado i kawiarnię – Fukafe, która tak cudownie pakuje ciasta na wynos. Obie znajdują się na ul. Wajdeloty i obie polecam. Nie polecam za to tłoku, jaki panuje tam w porze obiadu.


gdańsk fukafe



[dropcap ]Z[/dropcap] Gdańska wyrwałam się też na parę godzin do Lęborka – małego miasteczka, które można zwiedzić właściwie w 2 godziny spacerem. Są tam ładnie odnowione baszty, pozostałości zamku krzyżackiego, kamienny krąg i  bardzo tanie jedzenie (polecam Coctail bar Małe conieco ze świeżo wyciskanymi sokami).


lębork


[dropcap ]N[/dropcap]o i Sztokholm. Szwecja zachwyca nawet z samolotu. A potem było już tylko lepiej. Jej stolica przywitała mnie upałem, a potem, chyba żeby wyrównać rachunki – zmoczyła do suchej nitki, wyganiając z powrotem do mieszkania. Czego w ogóle nie żałowałam, bo dzięki Airbnb (ten link przekaże Wam 85 zł na pierwszy nocleg jeśli jeszcze nie macie konta) trafiliśmy na miejsce tak piękne i przytulne, że wszystkie miłośniczki skandynawskiego stylu powinny zaraz zacząć piszczeć:


airbnb w sztokholmie

sypialnia airbb sztokholm

[zdjęcia powiększają się po kliknięciu]

Po powrocie stwierdzam, że 1 dzień na Sztokholm to zdecydowanie za mało. Z drugiej strony, skandynawskie ceny wcale nie zachęcają do zostania na dłużej. O dziwo, najbardziej w tym mieście pełnym zabytków urzekła mnie przyroda i… metro. Każda z jego stacji to osobne dzieło sztuki, dlatego mówi się że tamtejsze metro to największa na świecie galeria.

[więcej zdjęć ze Szwecji na instagram.com/kroliczekdoswiadczalny]

Przy okazji od naszych gospodarzy z Airbnb dowiedzieliśmy się, że Szwedzi równie niechętnie patrzą na falę imigrantów, bezrobocie wśród młodych ludzi jest u nich takie jak w Polsce, jeśli nie wyższe, normą jest zatrudnianie na kontrakty i umowy, które nazwalibyśmy śmieciowymi (o stałej można pomarzyć), a kupienie tam mieszkania na własność uchodzi za wyczyn. Po raz kolejny w podróży przekonuję się, że trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie…



[dropcap ]Z[/dropcap]ostatnich rzeczy: cztery dni temu zaczęłam największe chyba wyzwanie ostatnich czasów – post Dr Dąbrowskiej, i mam plan, by wytrwać na nim 21 dni (potem kolejne 21 to faza wychodzenia, też z ograniczeniami). Nie jest to typowa głodówka, ale ilość kalorii jaką można dziennie spożyć to max 800 dziennie. Dozwolone są wyłącznie warzywa, owoce i zioła, bez obróbki na oleju, maśle, itp, bez żadnych kasz, ziaren, warzyw strączkowych i skrobiowych. Z owoców do wyboru są tylko jabłka, grejpfruty, cytryny i jagody – w ilości garść dziennie. Czyli dość ścisłe wytyczne. Niektórzy robią ten post, żeby schudnąć, inni żeby się oczyścić, jeszcze inni – żeby wyleczyć – więcej o tym na stronie autorki.

Nigdy dotąd nie byłam tak zmotywowana do żadnej diety. Nigdy dotąd nie postrzegałam zjedzenia jabłka z cynamonem jako kluczowego punktu dnia, bo to jedyny deser, na który mogę sobie pozwolić. I nigdy dotąd nie wspinałam się na takie wyżyny kreatywności kulinarnej – makaron z cukinii, kuskus z kalafiora, co jeszcze mnie czeka? Póki co wytrzymuję, choć prześladują mnie wizje cappuccino i ciastek z kremem…



[dropcap ]P[/dropcap]rzy życiu na poście trzyma mnie wizja kolejnych, już bardziej prawdziwych wakacji – mamy w planach we wrześniu odwiedzić Berlin (a tam spełniam swoje marzenie o koncercie Blue October!11!!1), stamtąd polecieć do Bratysławy, z niej skoczyć do Wiednia, Budapesztu i skończyć, opalając się nad Balatonem. Podobno było to wielkim lansem jakieś 3 dekady temu ;) W planach była jeszcze Rumunia i zamek Drakuli, ale to chyba zostawimy sobie na inny termin. Jeśli byliście na Węgrzech, będę wdzięczna za wskazówki odnośnie samego Budapesztu, jak i miejsc nad Balatonem.



[dropcap ]D[/dropcap]o ogródka moich rodziców przybłąkało się, prawdopodobnie uciekając przez przemieleniem na pasztet, żywe logo mojego bloga. Przypadeg?


królik



[dropcap ]A[/dropcap]ha, i jeszcze taki drobiazg – biorę udział w konkursie Blog Day Wrocław – nie jest to żaden Blog Roku, tylko taka jego lokalna wersja dla osób związanych z Wrocławiem… nie wiem co prawda, czy dobrze wpisuję się w kategorię „kultura i pasje”, ale zgłoszenie poszło, trzymajcie kciuki, sms-ów nie trzeba :)


Tyle u mnie. A jak Wam mija to lato?