dlaczego z wiekiem mamy mniej przyjaciół

DLACZEGO Z WIEKIEM MAMY MNIEJ PRZYJACIÓŁ?

Ile masz wokół siebie osób, które możesz nazwać przyjaciółmi, czy bardzo dobrymi znajomymi, kumplami?

A teraz cofnij się w czasie do okresu liceum, studiów. Ilu wtedy ich było, ile razy w ciągu miesiąca spotykałeś się z kimś towarzysko, a jak często robisz to teraz?

Badania* pokazują, że po pełnym intensywnych kontaktów społecznych okresie młodej dorosłości, w życiu większości z nas następuje ich postępujący zanik. Mniej więcej co 7 lat tracimy nawet połowę naszych obecnych przyjaciół.**

Krótko mówiąc: to norma, że z czasem jest wokół nas coraz mniej bliskich ludzi.

Samozwańczy eksperci od wszystkiego grożą palcem, obserwując to zjawisko i pohukują: nastąpił rozpad więzi społecznych, to wina internetu, zmian w moralności! Do tego jakiś sentymentalny bloger raz na jakiś czas zada retoryczne pytanie: gdzie się podziały tamte czasy? Mamy znajomych na Facebooku, ale nie w prawdziwym życiu…

Czy rzeczywiście zmniejszająca się z wiekiem liczba przyjaciół i znajomych to takie złe i smutne zjawisko? Czy jest sens płakać za utraconą młodością i kumplami z piaskownicy?

 

KIEDY UTRATA PRZYJACIÓŁ TO OZNAKA DOJRZAŁOŚCI

 

 

Mamy mniej czasu, więc bardziej go cenimy

Im starsi jesteśmy, tym z reguły więcej obowiązków na nas spada. Chcąc nie chcąc, uczymy się lepiej zarządzać swoim czasem i zaczynamy cenić każdą z chwil wolnych od pracy. Są szanse, że nie zechcemy ich tracić na osoby, za którymi tak naprawdę średnio przepadamy, czy z którymi do końca się nie rozumiemy. Ten czas ma być pozytywny lub dawać nam wsparcie, a nie po prostu zabijać nudę, więc zostają najlepsi. Może to czysta kalkulacja, ale w większości przypadków wychodzi nam na dobre.


Zmieniają się priorytety, zmienia się towarzystwo

Kiedy zmieniamy swój styl życia (bo pojawia się bardziej wymagająca praca, związek, dziecko, albo choćby odkrywamy pasję do sportu), automatycznie rozluźniają się więzi, których największym spoiwem było wspólne oddawanie się alkopoligamii, uwielbienie dla chmury dymu czy autostopowych przygód. W takich fantazyjnych warunkach nietrudno snuć razem plany o podbiciu świata i sprawiać wrażenie najlepszych kompanów. Po odstawieniu tego, co łączyło, może okazać się, że nie ma już nawet o czym rozmawiać. A już zwłaszcza, jeśli to drugie ciągle trwa przy minionym hobby i postrzega naszą zmianę nie jako przejaw dojrzałości, a zwapnienia.


Mamy więcej problemów, a problemy odpychają ludzi 

Z biegiem lat pewnie mogłeś obserwować jak różne związki i przyjaźnie rozpadały się, kiedy u jednej z osób pojawiał się jakiś poważniejszy problem. O ile w czasach liceum z reguły cieszymy się jeszcze sporą beztroską, to im dalej, tym bardziej droga zaczyna piąć się pod górę. Nie wszyscy będą nam w niej towarzyszyć i to jest zupełnie normalne – nie można ich do tego zmusić ani wymagać. Normalne jest też to, że skupimy swoją energię na kontaktach z tymi, którzy jednak zostali w trudnych chwilach. A te wspólne doświadczenia zaowocują jeszcze większą bliskością i porozumieniem.


Nie musimy utrzymywać relacji dla dobra paczki

W wieku nastu czy nawet dwudziestu kilku lat najczęściej grupujemy się w jakieś paczki, które spotykają się razem na imprezach, w podróżach czy innych okolicznościach. Nierzadko zdarza się, że zachowanie którejś z osób nam nie odpowiada, ale ciągle utrzymujemy znajomość, żeby nie psuć atmosfery i nie narażać się reszcie grupy. Z biegiem lat nasze znajomości są już mniej oparte na relacjach grupowych, a bardziej 1:1, wobec czego łatwiej jest je przerwać, kiedy coś zaczyna się psuć.


Doświadczenia utwardzają światopogląd i zmniejszają „tolerancję”

W młodości nasz światopogląd jest jeszcze dość elastyczny. Nie wiemy, ku czemu dokładnie zmierzamy, nasze wizje świata cały czas rujnują się i budują na nowo, zmieniając pod wpływem napływających informacji i przeżytych doświadczeń. Patrząc z perspektywy lat, można odnieść wrażenie, że byliśmy wtedy bardziej tolerancyjni, bo więcej wybaczaliśmy i łatwiej znosiliśmy pewne niedoskonałości znajomych. A dzięki temu było ich też więcej.

Czy jednak brak chęci znoszenia czyjejś ignorancji, złośliwości, poglądów ukształtowanych przez telewizję albo zupełnie sprzecznych z naszymi oznacza automatycznie małą tolerancję? Może tylko tą opacznie pojmowaną. I czy jest złym zjawiskiem, że odsuwamy z bliższych relacji ludzi, których towarzystwo nas męczy i z którymi nie będziemy w stanie się porozumieć? To zwykła higiena psychiczna. Niech żyją sobie w pokoju na swój sposób, byle nie wchodzili nam w drogę.


Zaczynamy bardziej chronić swoją prywatność

Niektórzy mówią, że z wiekiem stajemy się też mniej otwarci. Można jednak spojrzeć na to z innej strony – bardziej chronimy swoją prywatność i nie obdarzamy tak hojnie informacjami o sobie wszystkich wokół. Wiemy już, że te informacje w niepowołanych rękach mogą zrobić nam krzywdę, dlatego na głębszą szczerość pozwalamy sobie tylko ze sprawdzonymi kontaktami. Te pozostałe, kiedy przestają być dokarmiane świeżymi ploteczkami na nasz temat, usychają.


Lepiej czytamy w ludziach… i sobie

Z wiekiem poprawia się nasza zdolność rozpoznawania emocji innych osób, również tych ukrytych. To sprawia, że łatwiej jesteśmy w stanie poznać, jak ktoś tratuje znajomość z nami. Z wiekiem wzrasta też samoświadomość i potrafimy znieść już myśli, które wcześniej mogłyby wpłynąć na nasze poczucie własnej wartości: on/ona nie jest jednak tak zaangażowany w tę relację, jak mi się wydawało. Czasem trudno dotrzeć do takiej konkluzji, bo jednak wszyscy chcemy być lubiani. Jak bardzo, pokazał to pewien eksperyment przeprowadzony na studentach i młodych dorosłych***, z którego wynikało dobitnie, że tylko połowa z tego, co uważamy za przyjaźnie, jest rzeczywiście odwzajemniania (93% badanych uważało, że ich związek z jakąś osobą jest przyjaźnią, a po zbadaniu podejścia przyjaciela, okazywało się, że tylko 53% z nich jest rzeczywiście odwzajemnianych.

Dopiero dojrzała szczerość z samym sobą może sprawić, że przejrzymy na oczy i dostrzeżemy sedno naszych związków z innymi ludźmi.



Choć może budzić się w nas nostalgia za czasami, kiedy mieliśmy całe paczki znajomych, to jednak zamiast pogrążać się w smutku, lepiej spojrzeć na przyczyny tego zjawiska. Tracenie przyjaciół to najczęściej następstwo uformowania stabilnej osobowości, większej dojrzałości, zmiany standardów i podejmowania bardziej świadomych decyzji. To zdarza się większości z nas. W miejsce wielu przeciętnych zostaje kilku najbardziej wartościowych. Ilość przechodzi w jakość. I wreszcie rozumiemy to, o czym mówił Arystoteles:

Mieć wielu przy­jaciół, to nie mieć żadnego


Źródła:
* – http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22642230
** – https://www.sciencedaily.com/releases/2009/05/090527111907.htm
*** – http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0151588

 

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Nie pozostaje mi zrobić nic innego, jak tylko przyklasnąć i potwierdzić: prawda bardzo. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że to ja się alienuję od znajomości, które nie działały „naturalnie”. Ale teraz widzę, że to chyba dobra decyzja… i wcale nie taka alienacja, jaką mi się wydawała ;) Świetny artykuł!

  • Kurczę dawno nie zgadzałam się w 100% z jakimś tekstem ale pod twoim podpisuję się rękami i nogami. Sama mam coraz mniej znajomych ale do wielu odcięłam się z własnej woli bo nie pasował mi ich światopogląd, na pewne znajomości nie było po prostu czasu i w sumie chyba żadnej utraconej przyjaźni teraz nie żałuję choć niektóre rozstania bardzo bolały na samym początku.

  • amanita

    Choć ogólnie wiele w tym wszystkim racji, to jednak uważam, że artykuł jest napisany bardzo jednostronnie. Napisałaś o samych pozytywnych aspektach pomniejszania liczby znajomych i przyjaciół z wiekiem – owszem, można od tej strony spojrzeć i skupiać się na samych pozytywach, ale ja dorzucę łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Prawda jest też taka, że z wiekiem po prostu często ogarnia ludzi pewnego rodzaju „lenistwo” na polu podtrzymywania kontaktów, na co oczywiście składają się brak czasu, praca, rodzina itd. Jednak nie zawsze te wytłumaczenia są wystarczające, bo często ludzie pomimo tego wszystkiego znajdują czas na siedzenie przed TV, czy w internecie, a na spotkania z ludźmi już nie. I nie jest tak, że każda utracona w ten sposób znajomość, to osoba niewarta uwagi, często można niepostrzeżenie stracić kontakt z osobami naprawdę wartościowymi i pozytywnymi, które mogłyby wiele dobrego wnieść w nasze życie. Szkoła i studia w naturalny sposób ułatwiają utrzymywanie relacji, gdyż po prostu siłą rzeczy spędzamy tam z ludźmi dużo czasu i mamy wspólne tematy. Potem jest trudniej, spotykać się można rzadziej, ale ja uważam, że z tymi, z którymi zawsze dobrze się czuliśmy, warto włożyć trochę wysiłku w to, aby relacje nie zgasły i nie zostały przytłoczone i stłumione codziennością.

    • I taki był właśnie mój cel: odkryć pozytywne strony tego zjawiska, a nie napisać rozprawkę :)

      Wydaje mi się że to wybieranie tv czy internetu ponad znajomych jest trochę demonizowane.
      Ludzie, którzy mają w sobie takie lenistwo o którym mówisz, raczej są tacy już wcześniej, tylko jak sama zauważyłaś, w młodszym wieku kontakty wymusza niejako wspólna szkoła, studia, akademik, itd. Później niewiele się zmienia ponad okoliczności, ale łatwiej jest uznać, że ktoś nagle STAŁ się leniwy bo to zaczyna być bardziej widoczne.

      • amanita

        Pewnie masz rację co do tego lenistwa, chyba faktycznie to po prostu cecha danej osoby. W sumie to pomyślałam sobie teraz, że to może być taka trochę przewrotna sytuacja – tacy ludzie, którzy czytając Twój wpis widzą siebie w roli osoby, która potraciła kontakty ze znajomymi, gdyż być może ci znajomi nie byli na tyle ciekawi i warci tego, aby z nimi te kontakty podtrzymywać, oni sami właśnie mogą być tymi nieciekawymi znajomymi w oczach swojego otoczenia – przecież to może działać w każdą stronę. Mimo wszystko wydaje mi się, że skupianie się tylko na takich aspektach tego zjawiska trochę graniczy z taką bufonadą – „przedkładam jakość nad ilość, a niewielu ludzi jest wartych mojej przyjaźni, bo większość to plebs”. Choć rozumiem w jakiś sposób takie podejście, to jednak jestem raczej zwolenniczką otwartości na ludzi. Jest subtelna różnica pomiędzy jakimś tam selekcjonowaniem znajomości, a brakiem chęci do podtrzymywania w ogóle jakichkolwiek znajomości, choć oczywiście nikomu nie odmawiam do tego prawa. Sama chyba jestem ewenementem, bo nie tylko z chęcią podtrzymuję stare relacje, które uważam za wartościowe, ale wciąż, mimo bycia osobą po trzydziestce, potrafię i mam chęć nawiązywać nowe (np. w miejscu pracy) – sama widzę, że nie jest to częste wśród osób w moim wieku, bo większość czuje się dobrze wyłącznie w swoim starym, sprawdzonym towarzystwie i niechętnie znajduje się w sytuacjach, które zmuszają do poznawania nowych ludzi.

        • Z tym byciem ciekawym znajomym to też jest, hmm, no właśnie ciekawa sprawa :)
          Z tego co pokazują różne badania i statystyki, ludzie niekoniecznie szukają w bliskich znajomych oryginalnej czy porywającej osobowości, bardziej liczą się podobieństwa (więc nudziarz może przyjaźnić się z innym nudziarzem), a na utrzymanie przyjaźni przez lata największy wpływ ma podobny sposób komunikacji i po prostu chęć jej podtrzymywania. To nie związek miłosny, tu nie musi być chemii – przynajmniej dla większości osób :)

          A co do tej bufonady – nie wykluczam, że dla kogoś mocne selekcjonowanie znajomych może być właśnie jej objawem i ma nieco wspólnego z zadzieraniem nosa, ale są też inne opcje.

          Niektórzy po prostu z wiekiem inaczej, oszczędniej wydatkują swoją energię. Dorosłość to czas kiedy zazwyczaj dokonujemy różnych stałych wyborów – partner na zawsze (lub długo) miejsce zamieszkania na zawsze (lub na dłużej), a więc i przyjaciele – jeśli już są i się sprawdzają, to właśnie w nich inwestujemy tą energię, zamiast szukać nowości i rozpraszać się w próbowaniu, bo lepsze bywa wrogiem gorszego. To też jakiś rodzaj stabilizacji, wiem, że dla niektórych może brzmieć nudno, ale czemu działać wbrew sobie, jeśli takie ma się priorytety.

          Nie musi to oznaczać całkowitego zamykania się na luźne znajomości jeśli zdarzy się do nich okazja, ale też się ich już specjalnie nie szuka i nie stara każdej przenosić na głębszy poziom, bo jest już ktoś, kto te potrzeby spełnia.

  • Ada Gałązka

    Mam zaledwie 15 lat i po przeczytaniu tego postu stwierdziłam, że jestem, nieskromnie mówiąc, bardziej dojrzała niż na mój wiek przystaje. Nie mam zbyt wielu znajomych i stawiam na jakość. Aż się boję jak moje życie towarzyskie będzie wyglądało, gdy będę poważnym, dorosłym człowiekiem. :o

  • Boguś Łyczba

    Wymyśliłem sobie na poczekaniu taką definicję przyjaciela: to ktoś taki kto może wpaść do ciebie do domu bez żadnego ostrzeżenia i siedzieć tam ile mu się podoba. Według tej definicji praktycznie nigdy nie miałem przyjaciół, bo nikogo nigdy do siebie nie zapraszam, a tym bardziej nikt nie przychodzi do mnie bez zaproszenia. Nawet w dzieciństwie rodzice mocno kręcili nosem na wizyty kolegów.

    Mam po prostu więcej czasu na swoje zainteresowania czyli na komputer. To on jest moim najlepszym przyjacielem. Pozdrawiam Was bity!

    • Trochę dziwna ta definicja ;). Ja mam przyjaciół, ale żaden z nich nie może wpaść bez ostrzeżenia i siedzieć, ile chce, jeśli nie jest to podyktowane jakąś poważną sprawą. Mam przecież swoje życie i potrzebuję w nim przestrzeni dla siebie.

      • Boguś Łyczba

        Odetchnąłem z ulgą. Nie zmienia to faktu, że gdy jestem w biedzie to od każdego się dowiaduję, że powinienem sobie poszukać pomocy. Brawo ludzie!

  • Mam tak mało przyjaciół, że chyba nie będę miała kogo tracić :D Chociaż na studiach wszystko może się zmienić.
    Jak na mnie najważniejsze są stałe więzi- chyba najpewniejszą moją znajomą jest córka przyjaciół moich rodziców. Nasi rodzice trzymają ze sobą od studiów, my już idziemy na studia i nadal mamy świetny kontakt- za dużo nas łączy, by tak sobie zapomnieć. Po gimnazjum za to została mi tylko przyjaciółka, która jest z natury tak introwertyczna, że nie lubi poznawać nowych ludzi, za to trzyma się starych. Idziemy na studia w różne miejsca, ale wierzę, że ilekroć wrócę do domu, na wieś, ona będzie uważać naszą znajomość za taką samą jak w gimnazjum. Bo tak ma :D
    Ludzie z liceum- nie jestem ich pewna, bo widzę, jak mało jestem im potrzebna. W zasadzie to ja ich potrzebowałam w szkole, a nie vice versa. Podejrzewam że nie ma szans na utrzymanie kontaktu, skoro oni nie będą tego chcieli. Myślałam, żeby iść z nimi razem na studia, ale zrezygnowałam z tego pomysłu, i nawet nie jest mi żal tego, że już nie widzę szans dla tej przyjaźni.

  • Przyjaciół traci się kiedy rodzą nam się dzieci albo kiedy rodzą się… wszystkim tylko nie nam.
    :/

  • Ja zauważyłam u siebie właśnie baczniejszą ochronę prywatności, chociażby na głupim facebooku. Kiedyś miałam prawie 1000 znajomych, skrupulatnie uzupełnione informacje o sobie, dziesiątki zdjęć i miliony statusów (te ciarki wstydu, kiedy wracasz do nich po latach…) I przyszedł taki moment, że powywalałam ludzi, z którymi ostatni raz widziałam się w podstawówce, pousuwałam zdjęcia, a w informacjach nie mam nawet miejsca zamieszkania. Chyba dojrzałam :-D

  • Kiedy wieeele, wieeele lat temu studiowałam, miałam – jak mi się wtedy zdawało – paczkę przyjaciół i znałam pół miasta. Teraz przyjaciół mogę policzyć na palcach jednej ręki (przy czym trzy z tych osób towarzyszą mi od czasu studiów właśnie, dwie inne pojawiły się koło trzydziestki i już zostały). Ogólnie rzecz biorąc, uważam słowo „przyjaźń” za ogromnie nadużywane. Regularnie słyszę ubolewania o tym, jak to ktoś traci przyjaciół, po czym na ogół okazuje się, że stracił najwyżej znajomych. Fumfli do piątkowej bani. Koleżaneczki do chwalenia naszych butów. Dodanych na Fejsie raz w życiu widzianych ludzi. To nie są przyjaciele, na Boga.
    Przyjaźnie jako takie, ma się rozumieć, też czasami rozłażą się po kościach, ale to często związki trwalsze – i często trudniejsze – niż małżeństwa. Przyjaźnie potrafią przetrwać wszystko: emigrację, choroby, dzieci, rozwody, romanse, konflikty. To prawda, że chodzi o jakość, nie ilość.

    • To jest fajny pomysł na osobny tekst – co właściwie znaczy słowo przyjaźń i jak zmieniają się jego definicje w zależności od człowieka.

  • A ja mam teraz więcej przyjaciół niż w szkole :). Im jestem starsza, tym bardziej otwieram się na nowe znajomości i podtrzymywanie kontaktów. Bardziej to wszystko teraz doceniam i widzę, jak ludzie są ważni w życiu :).

  • Diana

    Trafiony post, jak zawsze zreszta :)

  • No powiem Ci, że dopiero Twój post skłonił mnie do rozmyślań o tym! I dużo w tym racji! :) Sama mam przy sobie kilku wiernych przyjaciół, ale w porównaniu z czasami młodzieńczymi (haha, jak to brzmi, mam 24 lata) wypada to raczej średnio ;)

  • Myślałam o tym ostatnio. I – sama nie wiem, czy mi smutno czy nie ale z pewnością to prawda. Znajomych ubywa, przyjaciele gdzieś się gubią…

  • Rudoróż

    Ja się dziś nad tym zastanawiałam. Czy ja się robię socjopatyczna, kiedy wolę posiedzieć w domu z kotem/ komputerem/ książką/ pobiegać/ iść an jogę niż spotkać się z kimkolwiek ? Czy to po prostu tak się dzieje, w miarę upływu czasu ;)
    Nie oceniam tego, ale nie jest mi źle.
    Może przyjdzie jeszcze czas na bycie bardziej socjalnym.

  • Marta Maksylewicz

    Ah te przyjaźnie. Różnie to z nimi bywało. Teraz jest oczywiście tak jak w tekście, czyli lat więcej – przyjaciół mniej. I jeszcze zrozumiałabym fakt, że pewne relacje umierają śmiercią naturalną, to jasne. Nie mogę tylko zrozumieć całkowitego odcięcia się z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia, osoby, którą niegdyś nazwałabym „przyjaciółką”.

  • Gobli.pl

    Ja na chwilę obecną nie mam w ogóle „typowego” przyjaciela (jestem dwudziestolatką..). Po szkole średniej i studiach wszelkie kontakty urwały się, przyjaciele których uważałam – przestali się odzywać tak raptownie… Heh. Tak to jest, człowiek nie będzie naciskał przecież. Mój chłopak jest teraz moim najlepszym przyjacielem :) Chociaż czasem brakuje „typowej” przyjaciółki z którą można by porozmawiać o wszystkim i poplotkować :P Pozdrawiam serdecznie! :*

  • Gust się z wiekiem wyrabia i to nie tylko jeśli chodzi o muzykę, ale też o to, z kim spędzamy czas i w jaki sposób… Koniec końców może się okazać, że znajomych jest może mniej, ale wartościowych relacji więcej. No i ten moment, kiedy orientujesz się, że twoja dawna paczka to nie muszą być ci sami ludzie, z którymi będziesz przyjaźnić się za 10 lat – tylko mogą pojawić się zupełnie inni, nowi ludzie, którzy sprawią, że nostalgia za hordami nawalonych nastoletnich ziomków raz na zawsze zniknie:)… Ostatecznie istnieje równowaga w przyrodzie:)

  • Pingback: Przy kawie i herbacie - Hodowla Słów()

  • Pingback: MORTYCJA POLECA #83 - PRZEGLĄD INTERNETÓW | M O R T Y C J A()

  • Chyba jestesmy bardziej zmeczeni i mniej dajemy z siebie, jestesmy mniej otwarci na ludzi?

  • Pingback: WroBlog, łódzkie blogerki i remont czyli podsumowanie miesiąca SIERPIEŃ - SOCJOPATKA.PL()

  • Pingback: CO NA BLOGACH? #5 - Anna at Heart Blog osobisty()

  • Wskazane powody wydają się naprawdę sensowne, życiowe i takie ludzkie. Jednak ja nadal nie odkryłam przyczyny, dla której przyjaciółka, którą znam od 7 roku życia zaczęła mnie stopniowo-krok, po kroku usuwać z własnego życia? Faktycznie żyjemy innymi życiami ona robi doktorat – ja mam już rodzinę, ale mimo wszystko to ja miałam ochotę, chęć i czas utrzymywać relację, Szkoda że takie rzeczy pozostają często bez odpowiedzi.

  • Pingback: WTORLINKI #68 - POKUSY, KRYTYKA I OBSESJE - Króliczek Doświadczalny()

  • Paweł

    Pięknie, tym razem wpisałem w google „styl przychodzi z wiekiem” wyszukuję grafiką a tu… Ty ;-) Już drugi raz mi się to zdarza, że niespodziewanie Cię znajduję. Jesteś wszędzie, wszędzie Cię pełno ;-).

  • Całkowicie zgadzam się ze słowami Arystotelesa. Ja jestem studentką pierwszego kursu, a już spotkałam się z tym brakiem przyjaciół i bliskich osób mam na prawdę mało. Jest to rodzina i chłopak. Po prostu ludzie, których uważałam za przyjaciół całkowicie się zmienili, albo odkryli swoje prawdziwe twarze, co jest na prawdę przykre, ale cieszę się z tego, że fałszywi ludzie nie są już częścią mojego życia :)

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -