twarz wyrażająca sarkazm

Sarkazm to oznaka inteligencji? Nie tylko…

Wprost uwieeelbiam sarkastycznych ludzi.

To powyżej to była ironia.

Szkoda tylko, że muszę to tak wyraźnie zaznaczyć, ale jesteśmy w internecie i mamy rok 2016, więc skoro nie umieściłam na końcu emotikony, większość z was mogłaby tego nie załapać, nawet gdyby było to napisane comic sansem i na różowo.

A to już był sarkazm.

Jak się z nim czujecie, drodzy czytelnicy? Czy pod tą warstwą heheszków nie wyczuwacie czasem odrobiny… wrogiego nastawienia?

 

 

INTERNET – STOLICA SARKAZMU

 

Przyznaję –  w czasach, kiedy rozkręcałam tego bloga i szukałam dla niego motywu przewodniego, przeszłam fazę epatowania ironią i sarkazmem. Sarkazm wydawał mi się wtedy oznaką szybkiego kojarzenia faktów, poczucia humoru, a więc i inteligencji. Są nawet jakieś badania, które to powiązanie potwierdzają*. Pisałam więc satyry na rzeczy, które mnie drażnią. Ludziom się podobało, więc produkowałam tego jeszcze więcej, brnęłam w ten styl, aż w końcu wpadłam w pułapkę, którą sama na siebie zastawiłam. Kiedy chciałam zamieścić na blogu coś poważniejszego, bardziej refleksyjnego – liczba czytelników się zmniejszała, bo przecież przyzwyczaiłam ich do mocnej, skondensowanej rozrywki w stylu 20-minutowego sitcomu. Dlaczego mieliby nagle zacząć traktować mnie poważnie?

Dziś patrzę na ten etap trochę ze wstydem. Bo widzę, że jak wielu, uległam społecznemu trendowi, zgodnie z którym najlepiej sprzedają się złośliwe, acz błyskotliwe komentarze otaczającej rzeczywistości. Im ostrzejsze i sprytniej zawoalowane, tym więcej lajków. Przoduje w tym Twitter, nie ustępuje mu Facebook i blogi. Dlaczego? Po co? Ktoś gdzieś powiedział, że:

czysta prawda bez gorzkich lub ostrych ozdobników brzmi zbyt infantylnie/patetycznie, jest za mało efektowna.

I to ma sens, zwłaszcza dla pokolenia przyzwyczajonego przez media do mocnych doznań i niereagującego na prosty przekaz. Zalewa nas codziennie tyle informacji, że jesteśmy w stanie dostrzec tylko te najbardziej kreatywne, wymyślne, czy pikantne. Trudno kogoś za to winić.

ALE! Trendy w Internecie to tylko jedna strona medalu. Dopóki tutejszy sarkazm nie jest wycelowany w konkretne osoby czy mniejszości, dopóki piętnuje to, co rzeczywiście zasługuje na napiętnowanie, można się uśmiechnąć. Sama też się śmieję (lub dziko rechoczę) po drugiej stronie monitora, nie połknęłam jeszcze kija, bądźcie spokojni.

Chodzi mi o jeszcze coś innego.


 

NA PEWNO ZNASZ KOGOŚ TAKIEGO.

 

Kogoś, kto z sarkazmu zrobił swój znak rozpoznawczy, kto nie potrafi już normalnie odpowiedzieć na dzień dobry czy ogłosić, że doczekał się potomka bez rzucania jakiejś ironicznej uwagi, kto każde towarzyskie spotkanie traktuje jako okazję do poćwiczenia rzutów osobistych w kierunku znajomych.

Może to kolega w pracy, wykładowca na uczelni, znajomy widywany na imprezach, czy nawet ktoś z rodziny. Sarkastyczny do bólu, nie do przegadania. Docina tak, że może zaboleć, ale łatwo jest mu schować się za płaszczykiem mocniejszego poczucia humoru, zwłaszcza, że resztę towarzystwa jego uwagi często bawią – przynajmniej dopóki sami nie staną się ich ofiarą.

Szkoda, że prawda o tym ich „poczuciu humoru” zwykle nie jest już tak zabawna.


 

SARKAZM CZY SCAR-CASM?

 

Warto zauważyć, że słowo sarkazm pochodzi od greckiego sarkasmos, oznaczającego „gryźć ze złości wargi” – i chyba nic nie oddaje lepiej natury tego zjawiska. John Haiman, lingwista z college’u w St. Paul mówi, że kiedy ludzie używają sarkazmu, rzadko kiedy są to TYLKO żarty. Najczęściej w ich słowach jest więcej niż ziarno prawdy, ale wszystko osłonięte jest warstwą humoru. Dla ochrony. Bo sarkazm jest techniką przetrwania ludzi inteligentnych, lecz niepewnych – tłumaczy Haiman. –  Używamy go żeby wydawać się mocniejsi lub silniejsi, jednak nie robimy tego z całkowitą powagą i szczerością, bo ludzie mogliby szybko uznać nas za dupków.


Vanessa Van Edwards, behawiorysta i autorka strony Science of People, dodaje, że sarkazm zwykle ma 3 źródła: 

1 – NIEPEWNOŚĆ. Dla niektórych sarkazm jest metodą na uniknięcie konfrontacji, której się obawiają. Nie chcą narażać się na odmowę czy negatywną reakcję, więc używają go zamiast poprosić, wyrazić coś wprost.

2 – TŁUMIONY GNIEW. Czasami sarkazm jest również pasywno – agresywnym sposobem na nieoczywiste wyrażenie swojego rozczarowania lub złości na kogoś.

3 – POCZUCIE SPOŁECZNEGO NIEDOSTOSOWANIA. Dotyczy to ludzi, którzy nie zawsze umieją podtrzymać rozmowę i nie wiedzą jak odczytywać zachowania i nastroje w towarzystwie (bo np. więcej czasu spędzają w internecie, niż wśród żywych). Wybierają oni sarkazm, żeby zaprezentować się jako zabawne i inteligentne osoby (przecież w sieci to działa!) ale często wśród nowo poznanych przynosi to odwrotny efekt i ostatecznie są odbierani jako złośliwi czy zgorzkniali.


Gdzieś, już nie pamiętam gdzie, trafiłam na celną uwagę, że sarkazm powinien właściwie nazywać się SCAR-CASM (od ang. scar – blizna, szrama), bo jego notoryczne używanie jest oznaką ludzi wewnętrznie zranionych, cierpiących, którzy chcąc zaznać ulgi, przerzucają swoje cierpienie na innych. Dokładnie na tej samej zasadzie, na której osoby maltretowane w dzieciństwie same często stają się oprawcami dla słabszych.


 

 

JAK REAGOWAĆ NA SARKAZM, KTÓRY BOLI?

 

Jeśli masz często do czynienia z osobą, która obrzuca Cię sarkastycznymi uwagami, a Ty nie masz już ochoty ich znosić, możesz zastosować cztery podejścia:

  • wdać się z nią w potyczki słowne, starając się odbić piłeczkę jeszcze większym sarkazmem – ale najczęściej ona i tak pokona Cię doświadczeniem, lub co gorsza, uzna, że rzucasz jej wyzwanie i przy każdej okazji będzie szykować na Ciebie coraz to mocniejsze pociski;
  • udać, że nie zrozumiałeś jej uwagi (pisałam o tej technice TUTAJ na fanpage’u);
  • odpowiedzieć z rozbrajającą szczerością, udając, że traktujesz jej uwagę całkiem poważnie („chciałeś przez to powiedzieć, że wyglądam na grubszą niż kiedy ostatnio się widzieliśmy? Muszę porozmawiać o tym z moim dietetykiem, najwyraźniej ta dieta nie działa jak należy”). Ta osoba pewnie boi się konfrontacji, więc po takim wyznaniu jest spora szansa, że poczuje się zakłopotana i zacznie się wycofywać;
  • obnażyć przyczyny, dla których dana osoba stosuje wobec Ciebie sarkazm – („czujesz się czymś zagrożony, że mówisz takie rzeczy? Nie bój się, my wszyscy tutaj jesteśmy bardzo tolerancyjni i przyjaźni”). Trzeba tylko uważać, by przy tej technice nie popaść w złośliwości i nie dawać takich sygnałów ciałem lub mimiką – przecież nie chcemy zwalczać ognia ogniem.

 

Sam jesteś uzależniony od sarkazmu? 

 

Nawet jeśli nie masz negatywnego czy złośliwego nastawienia, bo to tylko „przyzwyczajenie” czy „styl bycia”, weź pod uwagę, że ci, którzy po Twoich słowach się śmieją, gdzieś w głębi mogą czuć się dotknięci. Choć być może nigdy Ci tego nie powiedzą. Jeśli zależy Ci na szczerze pozytywnych relacjach, a nie tylko ich namiastce, pamiętaj, że ludzie zapominają konkretne słowa jakie do nich wypowiedziałeś, zapominają też czyny, ale rzadko kiedy zapominają, jak się przy Tobie czuli. Im częściej czują się przy Tobie zranieni lub ośmieszeni, tym bardziej zaczynają kojarzyć Cię z  tym uczuciem, a w efekcie – unikać, całkiem dosłownie, albo przez wprowadzenie dystansu emocjonalnego.

Sarkazm jest jak przyprawa, w niewielkiej ilości dodaje relacjom smaku, w nadmiernej – powoduje niestrawność i rozstrój żołądka.


* – ZAWSZE są jakieś badania, które to potwierdzają.


Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Według mnie zależy jaki rodzaj sarkazmu i do kogo jest skierowany. Co wrażliwsze osoby mogłyby uznać pewne słowa za zniewagę albo próbę zranienia. jeżeli chodzi o sarkastyczne wpisy, to cóż czasem cieszą się zapewne powodzeniem, ale nie może być w tym przesady. Media i niektóre blogi lubię w ten sposób nieco szokować i tym samym przyciągnąć czytelnika, ale to jest do czasu. Wszystko jest dobre, kiedy jest w tym umiar. :)

  • 3 to byłam ja i przyzwyczajenie też było.

  • Moja rodzina jest szalenie sarkastyczna, ale przeważnie służy nam to do żartów, przerzucania się wrednymi konceptami- po prostu nudzi na ciągłe rozmawianie jak tam u kogo w pracy i co na obiad. Do kłótni to się też nadaje więc wszyscy jesteśmy mocni w docinaniu sobie. No i to realnie jest problem, gdy coś w domu nieszkodliwego człowiek wyniesie do szkoły i dalej. Jak na razie spotkałam tylko jednego człowieka z którym mogę spokojnie i sarkastycznie porozmawiać. Z wiekiem próbuję się z tymi innymi „nudnymi” dogadać, może kiedyś coś z tego wyjdzie :D

    • Przy zbieraniu materiałów do tego posta trafiłam na badania, wg których nastolatki wychowywane przez sarkastycznych rodziców są bardziej kreatywne :)
      To z plusów, a z minusów jak mówisz – nie każdy dobrze odbiera taki sposób komunikacji, a Tobie ten zwykły się nudzi. No i wychodzi na to, że ktoś do kogoś musi się dostosować. Pytanie – kto do kogo ;)

  • Nyatta

    używam ironii i sarkazmu tylko w rozmowie z osobami, którym mówi się jak krowie na rowie, że np. coś się nie podoba, a one nadal to robią. to przykre, nie wszyscy mają umiejętność refleksji, a sarkazm bardzo dobrze działa. od razu daje do zrozumienia, że albo przestaniesz albo się pogniewam. ;) nie lubię też ludzi, którzy z tym przesadzają, oni rzeczywiście muszą mieć jakiś problem ze sobą

    • Jeśli działa, to ok. Najgorzej jest jak użyjesz sarkazmu, zrozumieją wszyscy wokół, tylko nie ta osoba do której był kierowany :D

  • Ironia, sarkazm … to wszystko ładnie wygląda razem na początku przygody z blogowaniem … ale ile można tego czytać? Potem staje się to mniej zabawne i jest karykaturą samego siebie.

    • Zwłaszcza jak powstaje już z przymusu a nie naturalnej potrzeby… akurat dziś czytałam taki tekst blogowy, po którym miałam uczucie niesmaku, bo odebrałam go tak, jakby autor najpierw napisał normalną treść, a potem przysiadł nad tym, żeby jeszcze do każdego zdania dodać jakieś ironiczne dopiski i porównania. Jakby go chciał na siłę ‚dośmiesznić’.

      • jak piszesz we wstępie – nic na siłę – bo skutek jest odwrotny od zamierzonego

  • Ooo, ja też przechodziłam ten etap :) Pamiętam jak na początku studiów poznałam mojego partnera, całkowicie wolnego od sarkazmu i nadziwić się nie mogłam, że można być takim spokojnym, normalnym i naturalnym :) I wtedy się wyleczyłam :)

  • A ja tam pojęłam ironię bez emotikonka :P :D jestem inteligentna? :D

  • Ja się po prostu nauczyłam przy kim mogę sobie podocinać, a przy kim ugryźć się w język. Przy szczególnych wrażliwcach to staram się nawet nie poruszać drażliwych tematów, żeby nie zostać źle zrozumianą ;)

  • Ja na szczęście pozbyłam się już tego – sama byłam sobą zmęczona ;).
    Trzeba też sporo dystansu do siebie, żeby sarkastyczne uwagi odpierać w podane przez Ciebie sposoby – aczkolwiek sprawdzają się znakomicie, gdy się już odważymy :).

  • Ostatnie zdanie jest kluczem. Uwielbiam ludzi, którzy w trakcie rozmowy rzucą sarkastycznym docinkiem tak nieprzyjemnym, że na usta ciśnie się „skończysz w piekle”, ale tylko gdy jest to sporadyczne.
    Z drugiej jednak strony, mam znajomego, który nie porozumiewa się w inny sposób niż poprzez sarkazm (zwłaszcza jest negatywnie nastawiony do psychologii i samorozwoju), co doprowadziło do takiej sytuacji, że uważam go za – nazwijmy to delikatnie – mniej inteligentnego. Dlaczego? Przypomnijcie sobie sytuację, kiedy rozmawiacie z kimś, kto kiepsko zna język, w którym próbujecie się dogadać i po jakimś czasie tracicie siły, bo on kompletnie nie rozumie tego, co próbujecie przekazać. Z tym znajomym było dokładnie tak samo – jego kąśliwe uwagi spowodowały, że przyjąłem, że on po prostu nie rozumie, co do niego mówię, a gdy próbowałem techniki opisanej przez Ciebie jak „odpowiedzieć z rozbrajającą szczerością” to od razu słyszałem, że to tylko żarty.

  • U mnie raczej sarkazm przybiera formę docinek ;) Ale trzeba wiedzieć z kim można na ile sobie pozwolić :)

  • Największą sztuką jest odpowiednie stosowanie sarkazmu. Mój sposób bycia jest dość specyficzny i cały czas uczę się go przelać na bloga, aby był autentyczny. Bywam sarkastyczna i czasem gdy napiszę coś, to jest to źle rozumiane – czyli najprościej byłoby pisać z emotikonami lub wyjaśnieniami do tekstu, aby ktoś sobie czegoś nie pomyślał źle. Ale z drugiej strony tłumaczyć się z własnych słów wydaje się kompletnie bez sensu. Z tym wszystkim co napisałaś zgadzam się, ale to też nie jest tak, że sarkastyczni ludzie są sarkastyczni w 100% i emanują sarkazmem i inaczej nie potrafią. Są tacy, ale spora część z nas nie, co widać po komentarzach. Wykorzystywany jako pewnego rodzaju poczucie humoru nie raniące ludzi jest ok. Tylko wydaje mi się, że zbyt wiele bierzemy do siebie. Odnosimy bezpośrednio do siebie, zatem wracając – pisząc na blogu stąpamy po morzu odcisków losowych ludzi. To bardzo niebezpieczne.

    • Bardzo ładnie to powiedziałaś – pisząc na blogu stąpamy po morzu odcisków losowych ludzi.

      To wielka sztuka, żeby pisać w zgodzie ze sobą i jednocześnie nikogo nie urazić. Chyba nie znam nikogo komu by się to udało :)

      • Justyna Blacha

        Ja często bywałam sarkastyczna do szpiku kości i choć sama wcześniej podejrzewałam, gdzie dopatrywać sie powodów tej „humorystycznej uszczypliwości” po Twoim wpisie wiem to już na pewno ;) A mimo tego nie czuje się urażona. Kupiłaś mnie tym tekstem o inteligencji.

        Kiedyś nawet nie próbowałam się pilnować, wręcz uważałam sarkazm za swoja zaletę. Dziś wiem, ze czasami warto po prostu pomilczeć :)

  • Mam takiego kolegę w pracy, który używa sarkazmu często, za często. Czasem mnie to denerwuje, ale zrzucam to na karb niedojrzałości emocjonalnej. Muszę kiedyś wyprbować tę technikę z niezrozumieniem uwagi :)

  • Justyna Blacha

    Ja często bywałam sarkastyczna do szpiku kości i choć sama wcześniej podejrzewałam, gdzie dopatrywać sie powodów tej „humorystycznej uszczypliwości” po Twoim wpisie wiem to już na pewno ;) A mimo tego nie czuje się urażona. Kupiłaś mnie tym tekstem o inteligencji.

    Kiedyś nawet nie próbowałam się pilnować, wręcz uważałam sarkazm za swoja zaletę. Dziś wiem, ze czasami warto po prostu pomilczeć :)

  • Ula z prostoofinansach

    Dla mnie sarkazm to narzędzie wyjątkowe. Nie można go używać zbyt często, lecz w dobrze dobranych momentach, jako narzędzie „walki” z inteligentnym przeciwnikiem.
    Fakt – sarkazm w tytule artykułu daje większe szanse na zaciekawienie tekstem.

  • Lubię sarkazm ale niektórzy naprawdę przesadzają. Zabawnie się za to patrzy na takiego „żartownisia”, który swoimi sarkastycznymi „żartami” wszystkich naokoło rani, a kiedy z niego się zażartuje to od razu obraza majestatu i oczywiście ludzie są źli i chamscy a on tylko żartował…

    Swoją drogą, nigdy nie jestem pewna jak zareagować na ludzi, którzy są zwyczajnie wredni a swoje odzywki nazywają sarkazmem choć w ogóle go nie przypominają, np. „Ale ty jesteś gruba. To był sarkazm.” Odkąd skończyłam te ileś lat temu gimnazjum, staram się unikać takich ludzi ale czasem się nie da…

    • Przydałoby się takim osobom pokazać definicję ironii, sarkazmu, a potem porównać z tym ich słabe teksty, pytając jakie teraz mają przykrycie dla swojej złośliwości :)

  • Nie dalej jak tydzień lub dwa temu zajrzałam do archiwum starego bloga i zobaczyłam mój wpis o Polakach w Chorwacji. Gdy go tworzyłam wydawał mi się zabawny i błyskotliwy, a teraz przeczytałam go po dwóch latach… zrobiło mi się strasznie głupio. Patrząc na to z boku powiedziałabym, że napisała go złośliwa, małostkowa i zapatrzona w sobie osoba, taka z którą nie chciałabym utrzymywać bliższych kontaktów. Wstyd mi było za siebie i zdjęłam go z bloga, teraz nie podpisałabym się pod tym tekstem i nie wiem, co skłoniło mnie do wylania z siebie takiego wiadra jadu. To fakt, że sarkazm przyciąga czytelników i w jakimś sensie uzależnia, bo raz że większa oglądalność, dwa że człowiek jeszcze bardziej się nakręca, ale szczerze mówiąc nie miałabym już ochoty pisać w ten sposób… i myślę, że na dłuższą metę nie warto.

    • Pamiętam go i tę masę komentarzy pod nim :)
      Pamiętam też, że ja miałam takie samo poczucie błyskotliwości, och-jaka-jestem-zabawna-i-jak-ładnie-bawię-się-słowami.
      Nie skasowałam jeszcze tych tekstów, ale zastanawiam się nad tym. Z jednej strony pokazują one jaką zmianę przeszłam jako bloger i człowiek, z drugiej – nie chciałabym, żeby ktoś trafił na taki mój post jako pierwszy i to na jego podstawie budował sobie o mnie opinię.

      Z sarkastycznymi tekstami jest jeszcze jeden problem – często przyciągają one ten rodzaj czytelników, z którym dalej nie chce się mieć do czynienia. A ‚żart’ blogera nieraz powoduje powstanie całej fali już wcale niekrytej złośliwości w komentarzach. I w efekcie mamy takie taplanie się w negatywnych uczuciach.

      • Ja najchętniej skasowałabym całego poprzedniego bloga, mam na myśli zwłaszcza wszystkie te wpisy z recenzjami kosmetyków i zakupami z drogerii, ale z drugiej strony żal mi trochę pracy, którą wtedy w to włożyłam, bo z jakichś powodów uważałam wtedy to za ważne… Sama nie wiem co z tym zrobić.

        • Jeśli na te tematy kosmetyczne wchodzi trochę ludzi z Google to może jakimś wyjściem jest zostawienie go i wrzucenie tam reklam? Tak żeby ta praca generowała choćby jakiś mały, ale stały pasywny dochód?

          • Sama nie wiem, coraz bardziej mi te wpisy kosmetyczne przeszkadzają… Z tego co widzę to ty swoje skasowałaś?

          • Nie kasowałam ich tak całkiem, bo wiadomo, szkoda pracy, ale przerzuciłam je na innego bloga na blogspocie. Na razie nic z nim specjalnie nie robię, ale mam plan żeby zmienić szablon, poprawić te wpisy pod kątem seo, dorzucić trochę nowych i za jakiś czas właśnie wrzucić tam reklamy.

          • Tobie przeszkadzają ale może innym pomagają? Akurat dziś wysylalam link do twojego starego wpisu o szamponach bez CB. Nadal bardzo przydatny. Sama często z niego korzystam albo wysyłam linki do tego i innych twoich wpisów osobom, które mają problem ze skórą głowy i szukają przyczyn :)

          • Fakt, myśląc o tych wpisach miałam przed oczami głównie fotki zakupów kosmetycznych i gazetki promocyjne. Gdy czasem odbiorę maila od kogoś, komu wpis o CB pomógł uporać się z problemem, to faktycznie cieszy… :)

  • Małgorzata eS

    Ironia to faktycznie narzędzie, którym sprawnie potrafią posługiwać się osoby inteligentne, ale sarkazm aż takich zasobów błyskotliwości zazwyczaj nie potrzebuje, bo jego dwuznaczność jest tak mało subtelna, że nie wymaga szczególnego wysiłku umysłowego, czasem naprawdę wystarczy tylko potężna dawka negatywnych emocji, jako takie okucie w wiedzy ogólnej i zamotanie wokół własnego palca.

    • Jest sarkazm i Sarkazm :) czasem zbudowanie sarkastycznej uwagi, która wyraża te negatywne emocje, ale nie robi tego w oczywisty sposób, jest naprawdę sztuką i w tym specjalizowali się niektórzy poeci czy pisarze, którym inteligencji nie da się odmówić.
      Ale w szarej rzeczywistości łatwiej spotkać tą wersję sarkazmu, o której wspominasz.

  • Często zrównuje się sarkazm i ironię, chociaż dla mnie jest między nimi różnica. Ironia jest dużo lżejsza i jest to powiedzenie czegoś, mając na myśli coś zupełnie odwrotnego. Lubię zabawę słowem i jeżeli sarkazm czy ironia nie są skierowane bezpośrednio do ludzi, a dotyczą czegoś bardziej ogólnego, to mi to nie przeszkadza. :)

  • Pingback: WTORLINKI #67 - terroryzm, jednorożce, intymność i medytacja - Króliczek Doświadczalny()

  • Ja nawet tak czysto intuicyjnie czuję, że sarkazm, czarny humor, a nawet ironia to nie symbole człowieka poukładanego ze światem i sobą. Zawsze odrzuciło mnie od takich ludzi.
    Druga rzecz, że niestety też trochę mi kiedyś imponowała umiejętność znajdowania ciętej riposty na wszystko. Jakoś nigdy tego nie potrafiłam.

  • Paweł

    Zawsze są jakieś badania, które to potwierdzają ;-)

  • Tak, znam takie osoby. Nie idzie się dogadać, właściwie nie próbuję :) Sama zresztą lubię rzucić ironicznym żartem, jakoś same mi wychodzą, ale że od sarkazmu już bardzo blisko do szyderstwa, więc staram się żeby jednak to nie było wymierzone przeciwko komuś. Swoją drogą jak wiele jest zachowań służących do przykrycia niepewności. Dlaczego wszyscy czujemy się tak niepewni?

    • Ha, dobre pytanie, gdybym znała na nie jedną wspólną odpowiedź, zarabiałabym miliony na coachingu ;)

  • Sarkazmu można się nauczyć i jakoś wcale nie kojarzy mi się z inteligencją, przeciwnie do społecznych tendencji. W jakimś sensie sarkastyczne jednostki stają się gladiatorami, a gawiedź klaszcze, więc w gruncie rzeczy z bardzo niskich pobudek wchodzi się w ten ton. Chleba i igrzysk, znamy to przecież :) Bardziej zastanawia mnie jak podkreślać swoja inteligencję nie używając sarkazmu – to jest wyzwanie dla wiecznych ironistów.

  • Uważam się za osobę dość sarkastyczną, ale w moim przypadku to raczej ironia niż sarkazm. Nie wykorzystuje tego co wiem o innych by im dokopać, ale znam takich ludzi. Ja traktuje ten swój sarkazm raczej jak dystans do samej siebie i najczęściej drę łacha właśnie z samej siebie, bo to jest najwdzięczniejszy temat do żartów ;) choć trzeba uważać. Niestety świat jest też pełen przewrażliwionych ludzi, którzy biorą do siebie absolutnie wszystko i oczekują, że świat będzie obchodził się z nimi jak z jajkiem. Ostatnio np. historia, która mnie rozwaliła… nowo poznany kolega treningowy. Gadamy o treningu… u nas w boxie mówi się dość dosadnie i nikt nie ma z tym problemu, również ten kolega (przynajmniej mi się tak wydawało). Gość mówi, że ma problemy z kolanem, że go boli i takie tam. Po treningu stwierdzam, że szybka obserwacja pokazuje mi co jest przyczyną jego problemu. Mówię mu wprost… masz beznadziejną technikę przysiadu… miałam dokładnie ten sam problem i również kontuzję kolana. Jeśli chcesz pokażę ci co wiem i mogę naprawdę pomóc, bo wiele osób ma ten problem i choć ruch niby prosty wymaga sporej pracy. Gość kiwa głową, a po jakimś czasie okazuje się, że się obraził, bo użyłam słowa beznadziejną, bo go skrytykowałam…. kolano nadal go boli… nadal się kolegujemy ale już nie staram się mu w niczym pomagać. Oczywiście mogłam być delikatniejsza… no ale bez przesady. Sama zresztą usłyszałam takie słowa na początku mojej drogi i mnie interesowało tylko, że jak mam beznadziejną technikę to jak ją mogę poprawić. Nie potrafię się cackać z ludźmi, bo ze sobą się jakoś nie cackam ;).

  • Kiedy byłam na przełomie późnego liceum/początku studiów, obracałam się w metalowo-alternatywnym środowisku i tam co druga osoba chowała swoją niepewność i lęki za czarną odzieżą i sarkazmem (nie, żebym miała coś do czarnych ubrań – kocham ten kolor miłością bezwzględną i sama długo byłam metalówką).

    Początkowo nawet imponowała mi ich umiejętność rzucania sarkazmem, ponieważ sama tego nie potrafiłam, a wydawało mi się to takie inteligentne i nawet zabawne… Ale, kurczę, to męczy. Zwłaszcza, jak zaczęłam wyczuwać w tych tekstach coraz więcej jadu – większość ich wypowiedzi to był zwykły pojazd, dokuczanie słabszym, jak w podstawówce, tylko nieco sprytniej zamaskowane. Większość z tych znajomości okazała się być bardzo toksyczna.

  • Pingback: MORTYCJA POLECA #83 - PRZEGLĄD INTERNETÓW | M O R T Y C J A()

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -