jak przestać się bać rozmów przez telefon

Jak przestać się bać rozmów przez telefon?

Jeśli przed wykonaniem lub odebraniem telefonu odczuwasz lęk i zdarza Ci się odrzucać z tego powodu połączenia; przed rozmową długo zastanawiasz się co powiedzieć i obawiasz się ośmieszenia; często prosisz o to, by ktoś wykonał telefon za Ciebie lub szukasz innych form kontaktu, nawet jeśli wymagają one więcej czasu/energii; jeśli dzwoniąc gdzieś musisz być sam w pokoju, to… witaj w klubie. Takich osób jest obecnie znacznie więcej niż przypuszczasz. I też do niedawna do nich należałam. Dobra wiadomość jest taka, że w większości przypadków można to łatwo przezwyciężyć. Więc jak przestać się bać rozmów przez telefon?

Telefonofobia,

jak to oryginalnie nazywają, może być elementem fobii społecznej lub lęku społecznego, ale też niekoniecznie – nawet bardzo towarzyskie i otwarte osoby, biegłe w komunikacji, miewają problem z dzwonieniem i odbieraniem telefonów. Po części obwinia się o to czasy social mediów, w których żyjemy. W końcu nasze pokolenie wyrosło na smsach, mailach i czatach, które czynią rozmowę mniej stresująca – bo dają czas do namysłu, pozwalają ukryć prawdziwe emocje, problemy z wymową czy drżenie głosu.

W przeciwieństwie do nich telefon wymusza bezpośrednią konfrontację, podczas której nie widzimy mimiki i gestów drugiej osoby, a to powoduje zakłopotanie. Chwile ciszy podczas takiej rozmowy są jeszcze bardziej przytłaczające. Wiele osób twierdzi, że ma problem z rozmawianiem przez telefon także z rodziną i dobrymi znajomymi, bo rozmowy tą drogą wydają im się bardziej wymuszone i powierzchowne.

A skąd wziął się  TWÓJ strach przed telefonem?

Zanim dojdziemy do tego, jak naprawić swój strach przed dzwonieniem i odbieraniem, warto by było dotrzeć do sedna problemu – czyli jego dokładniejszego opisu i pierwotnego źródła. Może to, skąd się bierze to u innych, naprowadzi Cię na trop Twoich trudności. Oto kilka najczęstszych przyczyn:

  • odbieranie dzwonka telefonu jako nagłego, stresującego bodźca i naruszenia strefy prywatnej, co może wynikać z wysokiej wrażliwości, pobudliwości czy posiadania cech introwertycznych,
  • bycie ofiarą żartu czy odebranie przez telefon negatywnych/smutnych wieści w przeszłości i utrwalenie tego skojarzenia przez siłę traumy,
  • obawa przed byciem intruzem dla odbiorcy, wynikająca np. z niskiej samooceny i uległości wobec innych,
  • strach przed tym, że odbierze nie ta osoba, która powinna, wynikający z napięcia podczas kontaktów z nowymi ludźmi,
  • obawa, że rozmowę podsłucha większa liczba odbiorców, wiążąca się np. ze strachem przed byciem ocenianym,
  • niepokój wywołany brakiem możliwości podejrzenia mowy ciała rozmówcy, przez co pojawia się uczucie utraty kontroli nad sytuacją, szczególnie trudne do zniesienia dla perfekcjonistów,
  • obawa, że nie będzie się miało nic do powiedzenia i nadejdzie kłopotliwa cisza – widoczna zwłaszcza u osób, które mają problemy z komunikacją lub oceniają siebie i swoje potknięcia bardzo surowo.

 

Gdy zaczęłam poszukiwać przyczyn tego zjawiska u mnie, w końcu przypomniałam sobie dwie sytuacje z czasów nastoletnich, kiedy to… miałam telefonicznych stalkerów. Tak, zdarzyło mi się to dwa razy chyba w odstępie roku. Czułam się temu trochę winna, bo na początku sama zaprosiłam ich do kontaktu, nie wiedząc, jak to się rozwinie. Przez to też nie mówiłam o tym rodzicom. I chociaż z czasem te rozmowy nabierały coraz bardziej niepokojącego charakteru, długo udawałam, że wszystko jest ok. Pamiątką po tym wydarzeniu stał się mój strach przed nieznanymi numerami.
Potem przypomniało mi się jeszcze, jak w trakcie studiów, w poszukiwaniu dodatkowego zarobku, zgłosiłam się do pewnego call center (o tej i innych studenckich pracach pisałam TUTAJ). Bez problemu przeszłam 2-tygodniowe szkolenie i egzamin, problem pojawił się dopiero, gdy przyszło do prawdziwej pracy. Trafiłam pod skrzydła team manager, która prezentowała typ zimnej blond-suki (jestem pewna, że po godzinach pozowała do sesji BDSM – żywo przypominała sekretarkę Charliego z Californication). Owa blond-szefowa po każdym wykonanym przeze mnie telefonie przychodziła z pretensjami (podsłuchiwała nasze rozmowy – to normalna praktyka) i wypominała każde źle użyte słowo, bez cienia empatii komentując, że przecież wiedziałam, do jakiej pracy się piszę. Jak się domyślacie, szybko zrezygnowałam z tego zajęcia. Po fakcie zaczęłam mieć opory przed dzwonieniem gdziekolwiek, gdzie musiałam o coś prosić, lub czegoś się dowiedzieć. Czaiłam się przed wybraniem numeru, zastanawiając nad każdym użytym słowem, przez co zapętlałam się w zakłopotaniu i poczuciu dziwności.
Właściwie dopiero w ciągu ostatniego roku skupiłam się nieco bardziej nad tym problemem. Już samo odkrycie jego przyczyn spuściło ze mnie trochę nagromadzonego napięcia (na zasadzie przypomnienia sobie: skoro kiedyś tak nie miałam, tzn. że to jest odwracalne!). Zmotywowało mnie też do poszukania rozwiązań. I tak trafiłam na…

KILKA STRATEGII NA POKONANIE LĘKU PRZED TELEFONEM

 
strach przed telefonem - jak pokonać
 
Zamieszczam tu te, które okazały się najskuteczniejsze u mnie albo u osób, które opisywały ten problem na zagranicznych forach i blogach (na polskich niestety jest mało konkretów).

1. Zmiana myślenia o telefonowaniu. 

Jedna z metod zalecanych przez psychologów polega na zamianie negatywnych myśli dotyczących telefonu na bardziej konstruktywne przekonania. Np. jeśli obawiasz się, że swoim telefonem zakłócasz komuś spokój, zastanów się, czy ta osoba odebrałaby go w ogóle, gdyby była zajęta, albo nie mogła tego zrobić. Możesz też przyjąć, że o to na początku zapytasz „czy możesz teraz rozmawiać” i od razu będziesz mieć jasną sytuację. A jeśli np. myślisz, że ktoś wyśmieje Cię za to, że podczas rozmowy się jąkałeś czy myliłeś, uświadom sobie, że raczej nie jesteś dla niego na tyle istotną osobą, aby poświęcał Ci tyle uwagi, zwłaszcza że np. dziennie odbiera 20 różnych telefonów.
2. Co najgorszego może się stać?
Drugie podejście polega na wymyśleniu najgorszych scenariuszy podczas rozmów telefonicznych, co sprawia, że w pewien sposób już je przeżywamy i się na nie przygotowujemy/uodparniamy (taka zaleta pesymizmu). Załóżmy, że masz zadzwonić do lekarza, umówić się na wizytę. Co najgorszego może się stać? Możesz zacząć się jąkać, kaszleć, będziesz musiał trzy razy powtórzyć swoje nazwisko, albo recepcjonistka będzie oschła, czy nawet się rozłączy. Co wtedy – zadzwonisz do innego lekarza, złożysz skargę na recepcjonistkę, która ma w obowiązku traktować Cię profesjonalnie, albo przełkniesz to, i tak tam idąc, bo zdrowie jest ważniejsze. A za parę tygodni nie będziesz w ogóle  o tym pamiętać.

 

3. Metoda małych kroków. Jest podobna do sposobów stosowanych przy leczeniu fobii i kieruje się zasadą „jeśli czegoś się boisz, zrób to”. Tyle że stopniowo, pozwalając sobie na oswojenie strachu i nabieranie coraz większej pewności siebie. Przykładowy trening:
– najpierw zadzwoń pod numer typu automatyczna obsługa klienta, gdzie nie trzeba z nikim rozmawiać,
– potem (niekoniecznie od razu, tylko np. za kilka dni) zadzwoń do rodziny i bliskich, z którymi rozmawia Ci się lekko;
– wykonaj prosty telefon do jakiejś firmy czy sklepu z nieskomplikowanym pytaniem, np. czy będą otwarci w sobotę;
– spróbuj zadzwonić do kogoś, kogo nie znasz z prostym pytaniem;
– zadzwoń do nieznajomego z jakimś bardziej skomplikowanym pytaniem;
– wykonaj każdy rodzaju z tych telefonów przy innej osobie, a potem przy grupie osób (np. na przystanku lub w pracy).Przejście każdego z tych kroków bardzo ośmiela do wykonania następnego, gwarantuję Ci to.
4. Przygotuj się… albo idź na żywioł. Do niektórych rozmów telefonicznych (np. wywiadów o pracę) możesz się przygotować, rozpisując sobie plan ich przebiegu, czy kluczowe rzeczy, o których chcesz wspomnieć, jeśli dzięki temu będziesz czuł się pewniej. Ale nie przesadzaj z tą metodą, kiedy masz wykonać jakiś zwykły, codzienny telefon. Zbyt długo myśląc, co masz powiedzieć, sprawiasz, że to wszystko wydaje się dużo większym wyzwaniem, niż jest w rzeczywistości. Po prostu zrób to – wybierz numer, zanim zdążysz mieć obiekcje i bądź uważny podczas rozmowy. Skoncentruj się, słuchaj tej osoby, a właściwe słowa przyjdą same.
5. Zadawaj pytania. Możesz stać się o wiele lepszym rozmówcą podczas rozmów prywatnych, jeśli zaczniesz od pytania. I w trakcie powtórzysz kilka takich, które otwierają rozmówcę do mówienia o swoich uczuciach, a nie codziennych błahostkach. Np. dostajesz info, że ta osoba zmienia pracę, nie pytaj, jakie teraz będzie mieć obowiązki i ile do niej dojeżdżać, zapytaj raczej, czy się cieszy na zmianę. To sprawia, że druga osoba uważa rozmowę z Tobą za przyjemną i nie zwraca uwagi na potknięcia, bo zapamiętuje głównie te emocje, którymi się z Tobą podzieliła i fakt, że Ciebie one interesowały. Druga sprawa – w ten sposób trochę odwracasz od siebie uwagę, nie musisz sam zbyt wiele mówić, co zwłaszcza na początku Twojej drogi może pomóc Ci zmniejszyć niepokój podczas rozmów.
6. Miej realne oczekiwania. W prawdziwym życiu mało kto jest tak błyskotliwy i dowcipny podczas rozmów jak gospodarze talk-shows (a nawet i oni nie są tacy super; magia telewizji – jak myślisz, po co Wojewódzkiemu słuchawka w uchu?). Dlatego to ważne, by mieć realne oczekiwania wobec swoich telefonicznych rozmów. Nie zakładaj sobie celu, że staniesz się idealnym rozmówcą, który nigdy się nie myli, zastanawia, czy milknie i zawsze umie zabawić drugą stronę. Rozmowa to nie przedstawienie, błędy i spontaniczne zwroty akcji są normalne i nieuniknione.
7. Podczas porażek pamiętaj o postępach i ucz się na błędach. Jeśli przechodzisz już trening metodami jak powyżej, ale mimo wszystko zdarzy Ci się jakaś naprawdę słaba rozmowa czy ośmieszenie przed rozmówcą, nie panikuj, nie poddawaj się negatywnym emocjom. Przypomnij sobie ile kroków wykonałeś do tej pory, i że mimo tej wpadki masz już dużo lepsze umiejętności niż na początku. Po prostu patrz na siebie w szerszym kontekście, niż ostatnia rozmowa. Wykorzystaj to też jako lekcje – pomyśl, co mogłeś poprawić w tej rozmowie i ciesz się, że następnym razem będziesz już bogatszy o tę wiedzę. Dobrymi rozmówcami się stajemy, nie rodzimy!

WARTO TEŻ PAMIĘTAĆ, ŻE…

Czyli kilka myśli, dzięki którym rozmowy przestaną być tak straszne.
1. W urzędach, instytucjach, sklepach, firmach pracują zwykli ludzie. Nikt straszny. A w pozytywnym nastawieniu się do każdego człowieka (i w ogóle zobaczeniu w nim człowieka) pomaga uświadomienie sobie trzech rzeczy: ta osoba też kogoś kocha lub kochała, też kiedyś była skrzywdzona i też na pewno czegoś się boi – zupełnie jak Ty.
2. Dziękuję, pani Anno. Miłym akcentem podczas rozmów np. z konsultantami czy pracownikami różnych firm, jest zapamiętanie imienia, którym się przedstawiają, i zwrócenie się nim na koniec przy pożegnaniu. Założę się, że Twój rozmówca będzie tak zaskoczony, że być może uzna to za najmilszy telefon w ciągu dnia. A Ty poczujesz się lepiej, że sprawiłeś komuś drobną przyjemność.
3. Przed rozpoczęciem rozmowy uśmiechnij się i wyprostuj. Jak uczą na szkoleniach dla telemarketerów –  zmienia się wtedy od razu ton twojego głosu, rozmówcy wydajesz się bardziej przyjazny.
 
4. Jeśli ktoś podczas rozmowy Ci odmawia lub zachowuje się wbrew Twoim oczekiwaniom, pamiętaj, że może to być z dziesiątek powodów, z których większość nie ma nic wspólnego z Tobą i nie jest Twoją winą.
5. Pozytywny, przyjemny, łagodny dzwonek telefonu też ma znaczenie. Nie ustawiaj takiego, po którego usłyszeniu od razu nerwowo podskakujesz. Stopniowana głośność, żadnych piskliwych dźwięków, znana i lubiana melodia – sam wiesz, na co najlepiej zareagujesz.
 
6. Nie zawsze musisz odbierać telefon i nie zawsze musisz czuć się z tym źle, zwłaszcza gdy akurat jesteś naprawdę zajęty, albo za bardzo zestresowany. Nie musisz też odbierać wszystkich połączeń od telemarketerów, którzy chcą Ci coś wcisnąć. Oczywiście zachowaj równowagę i nie stosuj tego jako wymówki przez cały czas.
7. Nie zawsze musisz dzwonić. Czasem, kiedy potrzebujesz zapisu rozmowy z jakąś osobą, albo chcesz jej dać więcej czasu do namysłu, lepiej jest wybrać maila, nie musisz wtedy zmuszać się do telefonu. Jeśli jednak sprawa jest złożona albo wymaga dłuższej dyskusji, zadania wielu pytań, telefon będzie lepszą opcją.

Powodzenia!

 

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Aż mnie zaniepokoiłaś, zastanawiam się teraz czy moja córka nie jest taką wredną szefową. Też przesłuchuje rozmowy ;) To już ani z jednej ani z drugiej strony nie dla mnie robota, umarłabym z samego stresu. Nie zawsze odbieram telefon, chętniej odbieram od znajomych mi osób :) A w ogóle czasami chętnie sobie utnę pogawędkę nawet z obcą osobą, jeśli muszę już rozmawiać ;)

  • Ja mam zawsze stres jak mam zadzwonić coś załatwić. Do urzędu lub na uczelnię, zawsze staram się przygotować, na kartce wypisuję pytania i to co chcę powiedzieć, żeby ze stresu niczego nie zapomnieć, np ważnego pytania albo jakichś danych. Pamiętam, że mój chłopak miał wielkie opory żeby do mnie dzwonić :P jakbym gryzła hehe

  • Ja też kiedyś bardzo bałam się rozmów telefonicznych. Jak musiałam coś załatwić, to na kartce pisałam, co mam mówić, itd. Ale los od razu rzucił mnie na głęboką wodę i rozpoczęłam pracę na recepcji w prywatnej klinice okulistycznej, dodatkowo z zerowa wiedzą w tej dziedzinie. I choć praca z wielu względów była frustrująca, to fobia odeszła w niepamięć :).

    • Jesteś kolejną osobą która potwierdza to, że rzucenie się na głęboką wodę albo zmuszenie do robienia tego, czego się boimy, pomaga :)

  • Skoro jest to konsekwencja naszych czasów to, biorąc pod uwagę fakt, że teraz skracamy czas komunikacji telefon -> tekst -> zdjęcia z opisem-> filmy, to jakie problemy będą miały nasze wnuki? Będą bali się komunikacji innej niż za pośrednictwem ekranu?

    • Jeśli zostawimy ich samych sobie, to pewnie tak…
      Nasza w tym rola, żeby dopasować wychowanie i socjalizację do czasów, w jakich żyjemy.

      • Obawiam się, że w większości zostaną pozostawieni z tym problemem sami, bo to kwestia świadomości społecznej. Np. nigdy w życiu bym nie połączył faktu obawy przed rozmową telefoniczną z erą smsową, choć uważam się za bardzo świadomego człowieka, a co dopiero ludzie, którzy o higienie umysłu nigdy nie słyszeli.

        Wyobraź sobie, że dostajesz „snapa” od swojego dziecka ze zdjęciem 5ki, którą dostało za kartkówkę i masz wytłumaczyć jego babci o co chodzi.

        • No na pewno część rodziców za tym nie nadąży, ale jestem jednak optymistką.
          Coraz więcej osób otwiera się na porady pedagogiczne czy psychologiczne, mamy wysyp blogów parentingowych, co oznacza, że ludzie szukają i potrzebują sposobów na rozsądne wychowanie… W przeciwieństwie do ich własnych rodziców, którzy robili to głównie intuicyjnie, czyli trochę „po omacku”, albo zgodnie z tradycją.

  • Ciekawy tekst :) nigdy nie czułam się zbyt komfortowo rozmawiając przez telefon, jednak i tak wolę to niż bezpośrednie spotkanie, szczególnie z nieznajomymi (ach, ten introwertyzm). Poza rozmowami z rodziną, gdy muszę gdzieś zadzwonić to nigdy nie wdaję się w pogawędki, od razu przechodzę do konkretów, żeby po prostu jak najszybciej załatwić sprawę ;)

  • Ja kiedyś też nie przepadałam za wykonywaniem rozmów telefonicznych. W przezwyciężeniu tego pomogła mi ostatnia praca – nie było to typowe Call Center, ale rejestracja w placówce medycznej. Nie musiałam więc nikomu niczego wciskać na siłę, ale umawiać pacjentów na badania, ewentualnie odwoływać rejestrację lub rezerwować miejsce w innej placówce. Myślenie o tym, że właściwie to przecież oni czegoś ode mnie chcą, a nie ja od nich, dało mi dużą pewność siebie. Odbieranie kilkudziesięciu telefonów dziennie sprawiło, że po jakimś czasie zaczęłam odbierać rozmowy telefoniczne jako zwykłą, naturalną czynność podobną do jedzenia czy spania. I tak dzięki trochę rzuceniu się na głęboką wodę pokonałam mój lęk :)

  • Asia

    Faktycznie różnie jest z tym dzwonieniem. Jakoś nie lubię nie wiedzieć do końca z kim rozmawiam, dlatego z obcymi idzie mi o wiele oporniej. Jeśli mam konkretną sprawę do załatwienia, to wtedy jeszcze daję radę. Gorzej ze small talk… To mi nie idzie nawet z mamą, bo nie lubię gadać po próżnicy :D

  • Niestety wszystko to znam z własnego podwórka. :( O wiele łatwiej jest mi odebrać telefon (zwłaszcza jeśli wiem kto dzwoni) niż gdziekolwiek zadzwonić, np. wolę specjalnie wybrać się do przychodni, stracić pół dnia i zapisać się na wizytę niż miałabym to zrobić telefonicznie. Stresują mnie też rozmowy z najbliższymi, jeszcze nie jestem w takim momencie żebym mogła nad tym zapanować, ale pracuję i mam nadzieję, że kiedyś się uda.

  • Hmm, nie mam nic przeciwko rozmowom, ale lekko mnie stresują rozmowy zawodowe (pewnie dlatego, że ciągle ktoś czegoś ode mnie chce). I jeśli nie mam czegoś zrobionego, to wolę nie odebrać i oddzwonić później, kiedy już to będzie zrobione.
    Ale niestety, na własnym garnuszku nikt za mnie nie pogada z upierdliwym klientem i niestety, trzeba się przemóc. :)

    • Fakt, trudno prowadzić działalność ze strachem przed kontaktem telefonicznym.
      To tak jakby bronić się przed zarobkiem ;)

      • Czasem się zdarza. Pod warunkiem, że własnie jestem w trakcie zarabiania czegoś większego :)

  • Agata Poniecka

    Mi najbardziej w tym lęku pomogło rzucenie na głęboką wodę, czyli praca jako recepcjonistka w hotelu. Przez pierwsze dni płakałam, później obiecałam sobie, że jeśli przetrwam ten miesiąc (byłam tam tylko przez wakacje), to poradzę sobie w każdej sytuacji. Teraz jest to praca, do której chętnie wracam w każde wakacje, a być może zostanę tam na stałe :)

  • Kiedyś bałam się rozmów przez telefon, a zamówienie pizzy na imprezie było dla mnie największym koszmarem. Dzisiaj nie mam już z tym większych problemów, chociaż sama nie wiem jak wyeliminowałam ten lęk. Samo przeszło. :)

  • „A za parę tygodni nie będziesz w ogóle o tym pamiętać.” :D Oj, gdyby to było takie proste… do dziś wypominam sobie coś, co powiedziałam nie tak kilkanaście lat temu. Sama właściwie nie wiem, kiedy przeżyłam traumę telefoniczną. Zaczęłam korzystać z telefonu w podstawówce, kiedy trzeba było przedzwonić do koleżanek po prace domowe – a my mieliśmy wtedy telefon wykręcany i trochę się bałam, że źle przekręcę, że za szybko przekręcę zanim się do końca „odkręci” i nie załapie któreś cyfry… no i strach, że zadzwonię do złej osoby. Przykład 1 – zdarzyło mi się dzwonić do koleżanki, która miała kilkanaścioro rodzeństwa i zawsze udało mi się z nią porozmawiać, ale gdy raz zadzwoniłam do innej, która ma tylko jednego brata to przez 15-minut przekazywali sobie wszyscy słuchawkę, bo nie wiedzieli do kogo jest telefon, aż się rozłączyłam. Ale innych takich sytuacji sobie nie przypominam.
    Fakt, zapisuje sobie wszystkie rozmowy, jakie mam wykonać – idę na żywioł jedynie, gdy wychodzi kwestia, której nie przewidziałam. Nie odbieram telefonów od nieznanych numerów – nigdy, wyjątkiem od wyjątku jest tylko wtedy, gdy jestem na 100% pewna, że to kurier, a ja czekam na przesyłkę bardzo-bardzo (z naciskiem na bardzo). I zdecydowanie wolę kontakt e-mailowy – wtedy mogę „dopieścić” treść maila do akceptowalnego stanu. No, ale ja jestem w ogóle wycofana społecznie i „życiowym nieogarem” – przez całe 7 lat najmłodsza w rodzeństwie (aż urodziła się młodsza siostra), przez długi czas wyręczana przez mamę itp. – to może wynikać z tego.

  • Jakbym o sobie czytała…

  • genialny tekst :D

  • Boszzzz…. w końcu poczułam, że nie jestem samotna. Myślałam, że to tylko ja mam taką dysfunkcję mózgową i mam obawy przed telefonowaniem…. poważnie … nauczyłam się z tym żyć bo moje polega na odbieraniu i dzwonieniu. Zawodowo jest mi łatwiej, kiedy wiem po co dzwonię. Najgorzej jest czasem w niektórych sprawach… czasem odkładam niektóre telefony, uciekam od nich…. Najważniejsze dla mnie to jest o tym nie myśleć.

    • Też tak miałam, że niektóre telefony długo odkładałam, ale z tym jest tak jak z wszystkimi odkładanymi rzeczami – im dłużej się coś takiego ma na głowie, w pamięci, tym bardziej to ciąży, utrudnia skupienie na innych rzeczach, choćby to był drobiazg do załatwienia w 5 minut.
      Dlatego w większości takich przypadków robię tak, że biorę wdech i wybieram numer szybciej, niż jestem w stanie sobie wymyślić wymówkę – po prostu idę na żywioł. Zdarza się wtedy, że podczas rozmowy się jąkam, ale ulga PO jest tak duża, że zaraz o tym zapominam :D

  • Czyli nie jestem sama, dobrze wiedzieć…

  • O matko. Myślałam, że jestem dziwolągiem. Chociaż telefony odbieram od rodziny i chłopaka, to za cholerę nie odbiorę jak widzę nieznajomy numer, nawet jeśli wiem co się za tym kryje – raz przez to straciłam super ofertę pracy. Tak się zestresowałam. Sama nie zadzwonię nigdzie – stres to dzwonienie po taxi, pizzę, a żeby załatwić coś poważnego to już koszmar. Chociaż zdarzyło mi się coś takiego jak byłam przyparta do muru – ale były to o wiele poważniejsze sprawy.

  • Ten tekst jest stworzony dla mnie. I ciekawa rzecz, ale dotąd nie zastanawiałam się nad tym, że są różne rodzaje telefonicznych fobii. Nawet po komentarzach widzę, że każdy ma inaczej. Ja z odbieraniem i rozmawianiem raczej nie mam problemu (choć czasem kilka oddechów jest potrzebne:P) , ale za to kiedy sama mam wziąć telefon do ręki i zadzwonić gdzieś, załatwić jakąś sprawę… Masakra. U mnie to nie konsekwencja czasów, mam tak od dziecka. Pamiętam, jak rodzice zmusili mnie do zadzwonienia do kolegi w pierwszej klasie podst, by przyniósł mi lekcje, gdy byłam chora. Straszne wspomnienie :p Może podświadomie postanowiłam sobie wtedy, że nigdy nie będę nigdzie dzwonić?

    • Całkiem możliwe!
      A przez Twój komentarz właśnie przypomniałam sobie jeszcze jedną dziwno-straszną rzecz z dzieciństwa związaną z telefonem, które pewnie też dołożyła swoją cegiełkę do moich lęków :) Ech, no ale grunt, że to przechodzi, zwłaszcza gdy się zmusimy i trochę popróbujemy.

  • Idealny tekst dla mnie! Nienawidzę nigdzie dzwonić i nawet zamówienie pizzy zlecam komuś innemu. Niestety wśród przyczyn nie znalazłam żadnej pasującej do mnie, ale będę musiała się nad tym zastanowić, może znajdę swój powód i uda mi się z tym walczyć :)

    • Może coś w przeszłości Cię tak zniechęciło, mi też trochę zajęło czasu zanim sobie uświadomiłam wszystkie swoje nieprzyjemne historie z telefonami.

  • Też zawsze odczuwam jakiś dyskomfort, nawet dzisiaj miałam taką sytuację jak chciałam się umówić do dentysty. Ale myślałam, że tylko ja mam taki problem, niestety jest to dziwne :D Ale wszystko da się przezwyciężyć! Dzięki za superowe rady! Szkoda, że nie przeczytałam tego postu przed telefonem się do dentysty, ale przyda się na przyszłość :)))

  • Co do uśmiechu, to w miarę możliwości polecam w trakcie całej rozmowy :) Naprawdę go wtedy czuć i „widać” :)

  • Trochę mam kłopotów z telefonowaniem, szczególnie do znajomych, wiecznie mam wrażenie, że im przeszkadzam. Chyba tylko kilka razy ktoś powiedział mi, że nie ma czasu, żebym zadzwoniła później, ale mój paniczny charakter bardzo wziął to do siebie… Nie mam problemu z telefonami oficjalnymi, po prostu mam z góry wymyśloną formułkę, najwyżej się boję że zapomnę się przedstawić z tego stresu, albo coś w ten deseń. Gorzej z rozmowami prywatnymi, przez telefon jeszcze trudniej powiedzieć mi coś, co boję się powiedzieć w cztery oczy. Mój sposób na telefon- dzwonię zawsze ze stacjonarnego (jeszcze taki mam :D), przez jego wielką słuchawkę mam wrażenie, że rozmówca na pewno nie usłyszy i zrozumie (mówię niewyraźnie), poza tym koniecznie muszę coś robić: bawić się długopisem, kablem, stukać palcami w blat, machać nogą albo po prostu siedzieć na podłodze i się bujać. Taki nieskoordynowany ruch pomaga mi na wszelkie rodzaje stresu.

  • Ale się cieszę, że jest więcej takich osób jak ja! Nienawidzę rozmawiać przez telefon, obawiam się tego i boję. Postaram się zastosować do powyższych rad. Może jakoś mi to pomoże :)

  • Witaj w klubie! Nie wiem czy bardziej stresuje mnie dzwonienie gdzieś, czy to, że dobija się do mnie obcy numer… Miałam małą traumę w liceum gdy ciągle ktoś do mnie wydzwaniał z prywatnego i się nie odzywał. Z początku odbierałam i się rozłączałam gdy po drugiej stronie była cisza, później wyzywałam tego kogoś od świrów. W końcu wpadłam na pomysł, żeby się nie rozłączać… i nabić tej osobie rachunek, niech się zatruje własnym jadem. I to niewiele dało, zdążyłam wyjść do szkoły, dojść na przystanek, jechać pół godziny autobusem, a numer prywatny dalej się nie rozłączył. I to tak naprawdę dopiero mnie zaniepokoiło. Pamiętam jak czułam się nieswojo. Skończyło się zmianą numeru, ale szczerze mówiąc do tej pory gdy widzę obcy numer na wyświetlaczu czuję jakiś nieprzyjemny ucisk w żołądku. A jeśli chodzi o dzwonienie gdzieś, to.. dziwne, bo czasami wolę się nawet przejść i porozmawiać na żywo niż dzwonić. Dużo rzeczy tak załatwiałam: kursy językowe, sprawy w dziekanacie związane ze studiami… Jakoś tak mniej się stresowałam wizytą gdzieś niż wykonaniem telefonu.

    • Wow, to rzeczywiście trochę creepy.
      Może to jakiś nienormalny wielbiciel chciał uczestniczyć w Twoim życiu….

  • Antymateria

    Nie przepadam za rozmowami telefonicznymi, bo są dla mnie takie „sztuczne”. Już pisanie maili czy SMS-ów wydaje mi się bardziej naturalne, chociaż może to dziwne. Ale nie mam jakiegoś lęku przed telefonowaniem, a w każdym razie nie większego niż przed zwykłą rozmową twarzą w twarz, a z tym bywa różnie, zależnie od nastroju, pogody, sytuacji itd. :) Telefon to taka dziwna forma kontaktu. Kiedy piszę maila, skupiam się na tym w stu procentach, a rozmawiając przez telefon mogę robić coś innego. I to nie do końca mi się podoba. Bo przecież twarzą w twarz rozmawiamy z kimś, nie poświęcając uwagi czemuś innemu (przynajmniej tak powinno być). Nawet, jeżeli wykonujemy jakąś czynność, siłą rzeczy skupiamy się na drugiej osobie. A np. ciocia dzwoni do mnie, chodzi po kuchni z telefonem i słabo ją słychać, bo coś tam gotuje… Czuję się lekceważona…

    Nie lubię też telemarketerów, a oni potrafią trajkotać bez przerwy! Wiem, że taka ich praca, ale jeżeli nie jestem zainteresowana proponowaną przez nich ofertą, to już na początku powinni dać mi możliwość uświadomienia im, że nie tyle ja tracę czas, ile oni…

    Co do żartów – moja babcia odebrała kiedyś o 2:00 w nocy telefon. Usłyszała w słuchawce: „Umrzesz… umrzesz…”. Babcia ma nadciśnienie i potem nie mogła zasnąć.
    Telefonu trzeba używać z głową.

    Poruszyłaś dość nietypowy, ale ciekawy temat. :)

    • Z tego powodu jak Ty z ciocią, ja nie lubię rozmawiać z paroma osobami, które mają w zwyczaju jednocześnie rozmawiać ze mną i z kimś w ich domu, albo właśnie zajmować się w tym czasie różnymi sprawami, tak że nie wiem czy w ogóle dotarło to, co mówiłam.

      Mocna ta historia Twojej babci. Sama bym pewnie po tym nie zasnęła… o.O

  • Przyznam, że też miałam problem z rozmowami przez telefon, zadzwonienie gdziekolwiek było dla mnie katorgą (odbierać telefonów od nieznanych numerów nie lubię z innej przyczyny – po prostu to najczęściej jakaś super-hiper oferta z banku/operatora, którą i tak odrzucę, szkoda czasu i silenia się na uprzejmości i tłumaczenia, ALE CZEMU PANI NIE CHCE), ale teraz praktycznie mi to nie dokucza. Sposób był prosty – zamiast przeżywać, myśleć o tym, co powiem, nakręcać się, zwyczajnie wybieram numer i „niech się dzieje, co chce”. W końcu po drugiej stronie żadne potwory nie siedzą, krzywda mi się nie stanie. Owszem, nadal nie jest to dla mnie zupełnie naturalne, i rzadko dzwonię, jeśli nie muszę, ale nie wzbraniam się przed tym ze wszystkich sił.

    • U mnie też się sprawdza zasada „nie myśleć tylko działać”. Rzeczywiście, przez telefon nikt nam nie może zrobić krzywdy, warto sobie czasem przypomnieć tą oczywistość :D

  • Marta Maksylewicz

    Nigdy nie miałam problemu z rozmowami przez telefon, aczkolwiek rzadko zdarza mi się dzwonić, żeby plotkować o „niczym”. Raczej muszę mieć w tym cel – pytanie, zaproszenie na spotkanie lub ewentualnie kontynuację ważnej rozmowy na żywo (przykładowo, gdy wiem, że mama poszła na rozmowę w sprawie pracy to potem dzwonię do niej, żeby dowiedzieć się, jak jej poszło). Wyjątkiem są telefoniczne rozmowy z mężem podczas jego przerwy śniadaniowej, a potem mojej obiadowej – nie wiem czemu, ale gdy nie mam z nim kontaktu przez kilka godzin, to zawsze czuję jakiś wewnętrzny niepokój. Nie cierpię za to dzwonić do wszelkiego rodzaju instytucji (chociaż powiem szczerze, że muzyczka grająca w oczekiwaniu na urzędnika w ZUSie wymiata!), po jedzenie na dowóz (jak zamawiam powiększony zestaw z kebabem dla męża to mam wrażenie, że biorą mnie za strasznego żarłoka) czy… do dziekanatu. Twój tekst uświadomił mi dlaczego tak jest: boję się, że ktoś mnie źle oceni, będzie niemiły lub zwyczajnie mnie opierniczy. Dlaczego mam się przejmować opinią człowieka, który w moim życiu pojawia się epizodycznie? Czasem warto nabrać trochę dystansu do tego, jak nas widzą.

    • „Dlaczego mam się przejmować opinią człowieka, który w moim życiu pojawia się epizodycznie?” – często powtarzam sobie właśnie to zdanie, w różnych sytuacjach. Pomaga :)

  • Przyznam szczerze, nie wiedziałam, że tylu ludzi ma problem z rozmowami przez telefon. To trochę pocieszające. Moje lęki wiążą się głównie z dzwonieniem i są okresowe. Czasami po prostu zwyczajnie chwytam za telefon i dzwonię, gdzie trzeba, ale są takie momenty, w których ogarnia mnie przed tym paniczny strach i biegnę do kogokolwiek prosząc, żeby zrobił to za mnie.

  • Nie znoszę rozmawiania przez telefon. A szczególnie, gdy ktoś wydzwania co kilka dni…

  • Przyznam szczerze, że pocieszającym jest to, że więcej osób ma taki problem :) U mnie to jest wariacja na temat, bo są osoby, z którymi mogłabym godzinami rozmawiać, a są takie telefony, których wolałabym nie odbierać. Właściwie chyba czas, aby zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy.

  • Nie cierpię rozmawiać przez telefon. Najchętniej bym dzwoniące ustrojstwo wywaliła przez okno. I ta telefoniczna niechęć nie objawia się tylko wobec rozmów z obcymi ludźmi, ale też wobec tych, których znam. Wiem, dziwne to.
    Jestem zdecydowanie typem piszącym. Maile i smsy są cacy, telefony są be. :)

  • Jak ja nie znoszę tego dzwonienia po urzędach. No i jeszcze w sprawie pracy… Generalnie jest tyle rzeczy, które wolę załatwiać osobiście niż dzwonić. Kiedyś, dawno temu lubiłam rozmowy telefoniczne, ale wtedy dopiero telefony zaczynały w ogóle pojawiać się w Polsce. Najpierw w postaci stacjonarnych. Był też moment w liceum, kiedy godzinami rozmawiałam z koleżankami przez telefon właśnie. Wtedy jeszcze nie było tak internetu, stałe łącze mieli wybrańcy ;) Teraz chyba nic mnie do dzwonienia nie przekona. Pamiętam też jeden moment w moim życiu – te wygłupy przez telefon. Chyba każdy chociaż raz w życiu wykonał taki jajcarski telefon. Z tego do tej pory mogę się pośmiać, ale nie miałabym odwagi, żeby znowu spróbować.

  • „Miej realne oczekiwania. W prawdziwym życiu mało kto jest tak błyskotliwy i dowcipny podczas rozmów jak gospodarze talk-shows (a nawet i oni nie są tacy super; magia telewizji – jak myślisz, po co Wojewódzkiemu słuchawka w uchu?). ” świetna uwaga! <3

  • Klaudia Wierzchowiec

    Cudowny artykuł! Sama mam lekki problem z rozmowami telefonicznymi- wszyscy zawsze dziwili się bo przecież nie widzę rozmówcy więc w czym problem- a dla mnie to właśnie był cały szkopuł. Tak jak w artykule- kiedy nie widzę osoby po drugiej stronie słuchawki, jego mowy ciała, boję się jak reaguje na to co mówię, czuję się niekomfortowo, że nie mogę obserwować jego reakcji an moje słowa. Strasznie spodobał mi się i zaskoczył punkt o zwracaniu się obcego rozmówcy po imieniu- nigdy o tym nie pomyślałam, a to faktycznie może być mega miłe dla kogoś:)

  • Uff już myślałam, że tylko ja nie lubię rozmawiać przez telefon! Czasami odwlekam to w nieskończoność! Dzięki :) na pewno przydadzą mi się Twoje porady :)

  • Ciężki temat i byłam pewna, że jako jedyna na świecie mam taki problem. Dziękuję za Twoje porady, małymi krokami będę trenować, bo części swoich obowiązków służbowych nie wykonuję właśnie ze strachu przed telefonowaniem…

  • Kiedys mialam telefonofobie i przeszla mi metoda malych krokow, a wlasciwie malych krokow wywolanych zewnetrznym przymusem. Szef w pracy posadzil mnie przy telefonie (szczesliwie na poczatek nie dzwonil on zbyt czesto), a z czasem odkrylam w sobie istna telefoniczna gadule. Oj jak mi tego dzisiaj brakuje hi hi hi. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Kati

    Nigdy nie myślałam, że moja niechęć rozmowy przez telefon wiąże się z jakąś fobią… Teraz wiem, że jest to poważniejszy problem niż początkowo myślałam, więc zacznę coś z tym robić. Dziękuję :)

  • Nina

    Moja fobia bierze się z tego, że ogólnie boję się rozmawiać z obcymi osobami. Jak ktoś okaże się miły i muszę do niego drugi raz zadzwonić to już się mniej boję. Jak byłam mała i musiałam zadzwonić po coś do koleżanki to zawsze pytałam się mamy, co muszę powiedzieć jak Ania nie odbierze.

  • Sama nie mam tego problemu, lecz znam osoby które za żadne skarby świata nie zadzwonią nigdzie same. Przydatne rady :)

  • i tak nie lubię telefonów, to nawet nie lęk co niechęć do tej formy komunikacji :P

  • Z odbieraniem połączeń nigdy nie miałam problemu, moją achillesową piętą było załatwianie spraw w urzędach. Ale uporałam się z tym właśnie dzięki jednemu z punktów, które polecasz – starannemu przygotowaniu i notatkom :)
    Nie mam wątpliwości, że Twój wpis pomoże wielu osobom. Świetne vademecum!

  • Post dla mnie… Jak ja nie lubię rozmawiać przez telefon, brrr…

  • Blog To Wake Up Baby

    Kiedyś bardzo nie lubiłam rozmawiać przez telefon, potem zaczęłam pracę no i jakoś się do tego przekonałam :)

  • O matko, ja miałam taką fobię!!! I to była najgorsza rzecz na świecie :D Tylko u mnie chyba wzięło się z dziwnego powodu. Jak byłam w liceum, miałam koleżankę, która dzwoniła do mnie jak tylko spuściła mnie z oka. Po szkole ledwo weszłam do domu, a ona już do mnie dzwoniła, żeby pogadać i opowiedzieć co u niej. Robiła to kilka razy w tygodniu i wtedy znienawidziłam gadanie przez telefon, bo:
    a) nie dawała mi dość do słowa,
    b) te „rozmowy” trwały nawet po półtorej godziny, a ja nie umiałam ich przerwać.
    Ten mój wstręt do rozmów telefonicznych przerwała praca i konieczność zadzwonienia gdzieś raz na jakiś czas :) No i teraz właściwie nawet wolę gdzieś zadzwonić i załatwić temat w 20 sekund niż wymieniać 500 maili o tym samym :D

    • Ciekawa postać z tej koleżanki :D Ciekawa jestem, czy była tak do Ciebie przywiązana, czy może tak bała się zostać na chwilę sama, że musiała sobie tą samotność zagłuszać rozmową przez telefon. No chyba, że wydawało jej się, że wszystko co robi po szkole, jest tak fascynujące, że koniecznie musi się tym z kimś podzielić ;)

      • Mówiła dokładnie to samo co w szkole :D Teraz umiałabym jej przerwać, wtedy nie byłam właściwie w ogóle asertywna, no i musiałam to odchorować :D

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, rozwój, świadomy lifestyle, doza emocji i zaskoczenia... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- LUBISZ TO? -

- MÓJ INSTAGRAM -

- ARCHIWUM -