dlaczego zawsze trafiam na złych facetów

„DLACZEGO ZAWSZE TRAFIAM NA ZŁYCH FACETÓW?”

 

 

„Ja nie wybieram złych facetów. To oni wybierają mnie” – Candace Bushnell

Niemęscy, niezaangażowani, toksyczni, albo lekkoduchy. Dziwnym trafem, przyciągasz ich jak magnes. To nie może być Twoja wina, przecież Ty masz czyste intencje – chcesz tylko porządnego faceta, kogoś do kochania, kogoś do wspólnego życia. Żadnych dramatów. A jednak, to dzieje się raz po raz, i zanim się zorientujesz, lądujesz u boku jakiegoś typa, o którym można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest dobrą partią.

I znów, po początkowej walce ze sobą, desperackim stawianiu jego zalet ponad wady, próbach przekonywania do niego przyjaciół, dochodzisz do wniosku, że miały być fajerwerki, a jedyne co  Ci zostało, to poparzenia.

„Nigdy nie popełniam tego samego błędu dwa razy. Robię to pięć, albo sześć razy – tak dla pewności” – autor nieznany

Jeśli Twoje życie uczuciowe zaczyna być przewidywalne jak kolejny odcinek Klanu, jeśli już kilkukrotnie byłaś zdradzana, trafiałaś na facetów z emocjonalnością kamienia, albo Piotrusiów Panów,

możesz zrobić tylko dwie rzeczy:

a) uchlać się z rozpaczy, stwierdzając, że oni wszyscy są tacy sami, albo że ściga Cię jakaś cygańska klątwa, nie pozwalająca Ci zaznać szczęścia;

b) zatrzymać to błędne koło, przestać szukać zapomnienia i szansy w kolejnym związku, i usiąść na tyłku, zastanawiając się, co tu do cholery jest nie tak. Z TOBĄ.

Tak, z Tobą, mówię.

Nie znamy się zbyt dobrze, ale jedno wiem o Tobie na pewno: niezależnie od tego, jak bystra jesteś na co dzień, jak dobrze radzisz sobie w pracy czy na uczelni, w życiu nie umiesz wyciągać wniosków. Zanim rzucisz fochem, zamknij buzię i daj rękę. Chodź, mamy do pogadania.

Założenie jest takie: ja podaję Ci kilka możliwych przyczyn takiego stanu, a Ty wybierasz tą, która przemawia do Ciebie najbardziej. I zabierasz się za jej rozpracowanie. Deal?

 

 

1. Przyciągasz to, co wymaga w Tobie przepracowania. 

Jeśli trafiasz w życiu ciągle na ten sam typ człowieka, to znaczy, że musisz się czegoś od niego nauczyć. I nie zrobisz tego zamieniając jeden egzemplarz na kolejny z tego samego gatunku. Zatrzymaj się i odpowiedz sobie, na kogo trafiałaś do tej pory. Co ich wszystkich łączy? Czy mają jakieś wspólne cechy, które doprowadzały Cię do szału, czy te związki kończyły się z podobnego powodu?Jeśli wszyscy Twoi partnerzy byli niedostępni emocjonalnie, nie potrafili kochać, być może to znak, że zamiast szukać tego w nich, najpierw powinnaś nauczyć się kochać siebie samą i o siebie samą się troszczyć? Been there, done that. Jeśli każdy z nich był dominujący, przytłaczający zazdrością – być może musisz się nauczyć lepiej wyznaczać swoje granice, albo odpowiedzieć sobie konkretniej na pytanie: ile potrzebuję wolności i jak bardzo mi na niej zależy?

Wiem, że to nie będzie łatwa praca, wiem, że na pewno dowiesz się podczas niej czegoś nieprzyjemnego. Pewnie też obawiasz się samotności. Ale uwierz, że lepsza jest samotność, w której uczysz się czegoś cennego o sobie i rozwijasz, niż kolejny zesłany przez ‚los’ związek, który pogłębia stare rany.

2. Mieszasz serce z rozumem i hormonami. 

Myślisz, że zakochujesz się sercem? Jako duża dziewczynka powinnaś wiedzieć, że często wybór podejmują za Ciebie hormony. A powinna… głowa.
Hormony mogą zafundować Ci wyrzut dopaminy i dziki galop serca na widok kogoś, kto zupełnie nie nadaje się partnera. Hormony bywają też nieprzewidywalne i już sam fakt, że np. bierzesz tabletki antykoncepcyjne może zmienić Twój gust wobec mężczyzn. Dlatego tak ważne jest, żebyś w momencie, w którym zalewa Cię napędzana chemicznie fala zakochania, zrobiła krok w tył i spojrzała chłodno na sytuację.Nie jesteś pewna swojego kolejnego partnera – siądź z kartką i opisz jaki jest. Czy zawsze traktuje Cię z szacunkiem? Czy Cię słucha? Czy nie mówi głównie o sobie? Czy jest zgodny? Czy bierze pod uwagę Twoje uczucia i troski? Zapisz każdy sygnał, który nawet lekko Cię niepokoi. Jeśli do tej pory podejmowałaś nietrafione wybory, musisz nauczyć się stosować zasadę ograniczonego zaufania.

3. Akceptujesz wzorce wyniesione z przeszłości.

Historia lubi się powtarzać. Całe życie oscylujemy wokół tego co wydaje się nam dobrze znane, a więc w pewien sposób bezpieczne. Dotyczy to też związków. Według tzw. teorii Imago, wybierając partnera odtwarzamy w pewnym stopniu otoczenie z dzieciństwa, poszukując cech, które znamy od rodziców czy opiekunów.Pół biedy jeśli są to cechy pozytywne, jeśli jednak np. Twój ojciec był alkoholikiem, mogłaś nauczyć się akceptować przykre czy trudne zachowania, tłumacząc, że czasami (pod wpływem substancji lub sytuacji) partner nie jest sobą, ale poza tym przecież Cię kocha. Jeśli rodzice dawali Ci sprzeczne sygnały – raz akceptację, raz wrogość i niedostępność, możesz teraz tolerować kapryśnego mężczyznę i cały czas starać się zdobyć jego przychylność, godząc się na emocjonalne huśtawki. Jeśli w Twoim otoczeniu kobiety zawsze miały niższą rangę niż mężczyźni, pewnie skończysz u boku faceta z przerośniętym ego, piorąc jego skarpetki.

Zła wiadomość jest taka: dopóki porządnie nie usiądziesz nad swoją przeszłością, jest więcej niż prawdopodobne, że znowu przyciągniesz osobę, która będzie Ci ją przypominać, w taki lub inny sposób. Jeśli czujesz, że sama tego wszystkiego nie naprawisz, nie ociągaj się z szukaniem profesjonalnej pomocy. Wpisz to na listę swoich priorytetów w tym roku, jeszcze przed schudnięciem i nauką nowego języka.

4. Wchłonęłaś szkodliwe przekonania na temat związków.

Wróć pamięcią do dzieciństwa, czasów nastoletnich i słów Twojej matki, babki, czy innych kobiet z otoczenia. Jak często słyszałaś, że mężczyznom chodzi tylko o seks, że każdy facet w końcu zdradza, albo że mężczyzna ma być panem domu, a kobieta powinna mu się podporządkować?Nawet jeśli teraz świadomie nie zgadzasz się z tymi słowami, możesz nie zdawać sobie sprawy z siły, z jaką na Ciebie zadziałały. Czy Twoi partnerzy nie byli czasem ich odzwierciedleniem? Zajrzyj głęboko w siebie i przypomnij sobie, ile z przekonań na temat męskości, związków czy roli kobiety jest tak naprawdę Twoje, a ile przyswoiłaś od innych.

Czasem wystarczy, że wszystkie je sobie wypiszesz na kartce i dopasujesz do nich autora, a potem określisz, czy się z nimi zgadzasz, czy nie. Nad każdym z nich zatrzymaj się świadomie i zastanów, jak objawiały się w Twoim życiu.


5. Wierzysz w przeznaczenie.

Jeśli w kwestii doboru partnera liczysz na szczęście, los, czy przeznaczenie, oznacza to po prostu, że bierzesz tylko to, co Ci się trafia. A tym samym – nie traktujesz swojego życia ani siebie na tyle poważnie, żeby wziąć za nie pełną odpowiedzialność. To jak chęć wygrania w loterii z podejściem – jeśli mam wygrać, to na pewno kiedyś znajdę zwycięski kupon albo ktoś mi go da.

 

Jung mówił: „dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.” Freud z kolei opisywał ciekawe zjawisko, zwane przymusem powtarzania: przez całe życie mamy tendencję do powtarzania różnych zachowań i wyborów, opartych na doświadczeniach z przeszłości, nawet jeśli były one negatywne.
I tak będzie się działo, dopóki nie podejmiesz świadomej decyzji i wysiłku, żeby zmienić ten wzorzec.  Jeśli nie wyciągniesz wniosków ze swoich doświadczeń, jeśli nie przyjrzysz się powtarzalnym wydarzeniom z przeszłości i nie włączysz większej uważności, to tak, będzie kierować Tobą przeznaczenie. I nie, nie przyniesie Ci ono szczęścia.


6. Masz parcie na udany związek. 

Naukowcy potwierdzają: jeśli podejmiemy decyzję o tym, że w coś się angażujemy, zaczynamy mieć nierealistycznie optymistyczne oczekiwania wobec rezultatów. Dotyczy to również związków. Nie potrafimy wtedy ocenić racjonalnych szans powodzenia jakiejś relacji, nie widzimy jej minusów i znaków ostrzegawczych, bo przysłaniają to nam nasze nadzieje.Podobnie dzieje się, kiedy jesteśmy zmotywowani do tego, by „teraz wreszcie mieć udany związek!”, bo np. zbliża się 30-tka, wszyscy wokół są już w parach, albo jest lato i fajnie by było mieć wakacyjny romans. W takiej sytuacji możemy całkowicie tracić zdolność do racjonalnej oceny i łapać się na haczyki tych samych co zwykle, dobrze znanych toksycznych partnerów. Znów wracamy do punktu wyjścia.

Prawo stare jak świat – przestań tak bardzo gonić za JAKIMŚ związkiem, za to zajmij się całkiem na serio związkiem z samą sobą. Tylko jako poukładana, pogodzona ze sobą kobieta jesteś w stanie przyciągnąć wartościową drugą połowę. A im mniej będziesz jej wyczekiwała, tym, znając życie, prędzej się pojawi.

7. Wierzysz, że dla kogo jak kogo, ale dla Ciebie on się zmieni.

Chociaż miałaś już do czynienia z takimi jak on pracoholikami, nałogowcami, czy maminsynkami, to jednak wierzysz, że w tym jedynym wypadku, specjalnie dla Ciebie, on się zmieni.
Dlaczego to sobie robisz?
Oczywiście, są szanse, że ktoś zerwie z nałogiem, ogarnie się i zmieni życie, ale niekoniecznie dla Ciebie i niekoniecznie dlatego, że to Twoja miłość go odmieni. Jeśli do tej pory nie miałaś takiej tajnej mocy, jest więcej niż prawdopodobne, że nadal jej nie masz. Nie trać więc czasu na mrzonki.

8.  Ignorujesz oczywiste  sygnały i nie sprawdzasz go. 

Tak jak w punkcie 6 – kiedy decydujesz się wejść w jakąś relację, masz tendencję do skupiania się wyłącznie na pozytywach i ignorowania znaków ostrzegawczych. A gdybyś tak dla odmiany, jeszcze przed podjęciem tej decyzji przyjrzała mu się dokładniej? W końcu masz już doświadczenie w fatalnych związkach, powinnaś zauważyć pewne symptomy na starcie.Jeśli nie potrafisz go wyczuć ot tak – zadawaj pytania, zrób wywiad, nie bierz niczego za pewnik, tylko sprawdzaj – masz do tego prawo. A jeśli masz przyjaciół, którym możesz ufać – pokaż im go. Na pewno są bardziej obiektywni od Ciebie. I na Boga, jeśli mają jakieś wątpliwości, nie wplątuj się w to mimo wszystko – zrób mu kwarantannę.

***

 

Jest wiele sposobów na to, żebyś przestała wreszcie odczuwać związkowe deja vu, ale nie ma chyba pewniejszego niż wyrwanie się z tego zaklętego kręgu i pozostanie samotną tak długo, jak nie zrozumiesz wszystkiego, co Tobą kierowało.
A na dobry początek możesz choćby zmienić tytułowe zdanie, które pewnie często powtarzałaś.

 

 


Ty nie trafiałaś na złych facetów. Ty ich sama WYBIERAŁAŚ I AKCEPTOWAŁAŚ.


zdjęcie – Nan Goldin
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Mądrze to napisałaś :) U mnie już nie rządzą hormony, bo ich po prostu nie mam, a w domu rządziła bardziej mama i babcia :D Tata mówił do mamy „kierowniczko” :D U mnie nie wiem co rządzi, dlatego nawet przestałam się rozglądać. :))

  • To prawda że same wybieramy. Ja zawsze po prostu brałam chłopaka, który mi odpowiadał ale jak zauważyłam jego wady, jak widziałam jak się zachowuje to musiałam z nim zerwać bez względu na to co czuje, bo nie miało by to sensu. Nigdy nie zmienimy faceta, ani on się dla nas nie zmieni, więc trzeba podejmować świadome wybory, a nawet zrobić sobie kilkumiesięczną przerwę od mężczyzn.

    • noo ale w milosci przeciez nawet nie chodzi o to, zeby sie dla kogos zmieniac czy zeby ktos zmienial sie dla nas :) ja tez przewaznie trafiam na „tokstycznych” facetów tylko ze jestem na tyle wplywowa, ze ciezko mi si epozniej od nich uwolnic

      • A ja mam trochę inne zdanie – można i nawet trzeba się zmieniać dla drugiej połówki, pod warunkiem, że nie jest to zmiana wymuszona, że nas to rozwija i że temat wypłynął z prawdziwej troski partnera o nas, a nie z jakiegoś widzimisię.

  • L.

    Aż zabolało.

  • Jaki mądry Króliczek! Bardzo w sedno napisane :) Ale patrząc na to z dystansu – absolutnie każdy związek można poddać wątpliwości po głębokiej analizie tego, co nam nie pasuje w partnerze…

    • Jasne, w każdym znajdzie się coś niegrającego, ale grunt to zdać sobie sprawę z tego, czy więcej jest pozytywów, czy negatywów. Jeśli to pierwsze, to nie ma sensu się za bardzo skupiać na wadach i spięciach. Zawsze je można dopracować, ale czarnowidztwo i przesadna ostrożność też nie popłaca.

  • Codziennie trafiam na złego faceta! W lustrze w łazience.

  • Jak ja się cieszę, że takie wybory mam już za sobą :-) I że mam męża, który jest świadomie wybranym kochającym mnie człowiekiem :) Ufff… wszystkim życzę znalezienia swojej drugiej połówki!

  • Pauuls

    Wszystko się zgadza. Dziękuję bardzo za wskazówki.

  • Dobry tekst. Zaskoczył mnie ten punkt o hormonach.

  • 16 lat po ślubie, prawie 20 lat razem. Ale ja mam mądrą i świadomą MałąŻonkę ;)

    Z bardzo niewielkimi zmianami (bo nie łykają tabletek antykoncepcyjnych) ten tekst po zamianie „menczizna” na „kobieta” (i odwrotnie) byłby też dla facetów.

    Jak zwykle ukłony, bo nie noszę czapek, żeby ściągać :)

    • Niedługo z takimi parami jak Wasza, będą przeprowadzać wywiady. „Jak to robicie? Jak to możliwe?” ;)

      • Zrobię z tego sposób na życie „z mebli panie tyli nie wyciongne, ale jak se pogadam do mikrofona to płaco” ;)

  • Ja bym jeszcze dopisała „szukasz w złych miejscach” pt. kluby, bary i serwisy internetowe nastawione na kojarzenie par do jednorazowych numerków.

    • Celne!

      • Niestety prawdziwe. Mam wiele znajomych, które tak postępują nie dopuszczając do siebie świadomości, że to co robią to „kupowanie leków w spożywczym”.

  • Marta Maksylewicz

    To chyba pierwszy tekst na tym blogu, z którym nie mogę się utożsamić nawet w 1% :D

  • Teraz mam wrażenie, że zanim zacznę interesować się jakiś facetem muszę zrobić mu psychotest, opisać całe swoje dzieciństwo, przeczytać kilka mądrych dzieł psychologicznych i stworzyć co najmniej jeden segregator notatek, bo inaczej na pewno zakocham się w jakimś nie wiadomo jakim patolu :D
    A ja ciągle wierzę, że fajnego faceta się po prostu spotyka, jak robiły wszystkie kobiety w mojej rodzinie. Z drugiej strony, od kilku pokoleń żadna kobieta z mojej rodziny nie był szczęśliwa w małżeństwie, więc może czas przerwać tę passę zdrowym rozsądkiem i psychoanalizą. Szczególnie gdy patrzę, ile wokół mnie nieszczęśliwych związków, nieszczęśliwych małżeństw i dzieci wychowywanych tylko przez matkę. Aż strach się zakochiwać.

    • Bez skrajności :) nie ma takiej potrzeby, jeśli nie masz za sobą serii nieudanych związków.

      No chyba, że tak jak mówisz, martwi Cię ta sytuacja u Ciebie w rodzinie i boisz się, że możesz powtórzyć ich los. Na pewno warto dobrze się przyjrzeć tym związkom, trochę bliżej, nie tylko pozorom, i zorientować kto tam popełniał błędy i jakie. Bo to nie musi być takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

  • Ven

    Ja mam odwrotnie – wstręt do takich facetów. Serio. I brak zrozumienia dla lasek, które wybierają sobie w kółko jakichś bawidamków, pozerów czy innych socjopatów z psychopatycznymi odpałami i brakiem empatii. Najpierw same, świadomie biorą sobie takich facetów. Od początku widać, jacy są. Potem po nich ryczą. Następnie spotykają kogoś podobnego i koło się zatacza. Nie rozumiem tego, przecież jesteśmy kowalami własnego losu!

    • Przykre to jest, ale wychodzi na to, że niektórzy muszą zaliczyć jakąś ilość sparzeń, zanim się zorientują wreszcie, że coś jest nie tak. Najgorsze jest to, że wcześniej nie za bardzo przyjmują porady czy ostrzeżenia z zewnątrz. Jedyne co można dla nich zrobić, to być w pogotowiu z chusteczką po następnym rozstaniu.

      • Ven

        Tyle, że część tych osób przejmuje toksyczność od byłych partnerów i jeśli kolejny raz słuchasz od nich o tym samym i niczym więcej, masz ochotę rzucić taką znajomość w cholerę, bo to trochę podchodzi pod wampiryzm energetyczny. I po spotkaniach czy rozmowach czujesz się gorzej, niż po wygraniu turnieju w jedzeniu hot-dogów, po którym od razu lecisz przebiec maraton.

  • wasted

    Punkt pierwszy w punkt :) Chociaż u mnie wyszło bardziej na korzyść – spotykałam się z mega czułymi facetami a jednocześnie widziałam, że sama tej czułości nie mam :) Teraz uczę się jej od człowieka, który wytrwale trwa u mojego boku :) Inny przykład jest taki, że zawsze było po mojemu – teraz on nabywa umiejętność stawiania na swoim, a ja do swojego słownika dodałam słowo „kompromis”. Nie zgodzę się natomiast z teorią poszukiwania u partnera cech znanych z otoczenia – zawsze unikałam takich facetów jak ognia :D Bardzo dobry tekst, trochę inaczej potraktowany też potrafi wiele uświadomić :) Tradycyjne uściski Asiu i good job! :D

  • Chii

    U mnie sytuacja wygląda nieco inaczej – interesują się mną praktycznie sami faceci, których zainteresowanie wzrasta do zbyt dużych rozmiarów (mam nawet jednego stalkera). Jednak widać to już z początku, więc nie wchodzę głębiej w takie relacje, dlatego ciężko jest mi to zinterpretować na podstawie Twojego tekstu ;) Jak myślisz, co może być tego przyczyną?

    • Przykra sprawa… jest taka teoria, że stalkerów i różne osoby obsesyjnie się przywiązujące i kontrolujące pociągają takie cechy jak uległość, niewinność. I nawet nie musi być to Twoja prawdziwa cecha, ale możesz sprawiać takie wrażenie, np. typem swojej urody, czy dawać czasem nieświadomie jakieś sygnały ciałem. Ale tu strzelam, bo nie wiem jak wyglądasz. Możliwe też, że jesteś po prostu otwarta na kontakty z innymi ludźmi i zazwyczaj ciepła, miła, często się uśmiechasz, a oni to odczytują jako sygnał na zachętę, bo np. z nikim innym nie udaje im się tak łatwo nawiązać kontaktu…

      • Chii

        Chyba coś jest w tej teorii. Chociaż taki niewinny, uległy wygląd kojarzy mi się z delikatną blondynką, którą zdecydowanie nie jestem (mam dość dziwny typ urody – bardzo blada cera, zielone oczy i praktycznie czarne włosy), to rysy twarzy mam raczej delikatne, wyglądam też na młodszą niż jestem. Wydaje mi się, że sama z siebie nie jestem otwarta na kontakty, jednak gdy już ktoś mnie zaczepi, to zawsze staram się być jak najmilsza, może bardziej niż powinnam. W każdym razie, dziękuję Króliczku, postaram się bardziej zwracać uwagę na te cechy.

  • To prawda, to nie jest tak, że trafiamy na tych złych facetów, tylko same sobie ich wybieramy. Ja sama przerabiałam to na swoim przykładzie. Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego mam takiego pecha do mężczyzn, dziś wiem, że to nie był pech tylko świadome (albo raczej podświadome) decyzje.

  • Super tekst. Powinnaś przygotować też wersję dla facetów. Wystarczy tylko powprowadzać kosmetyczne zmiany. Błędy i ich przyczyny są te same.

    • Dzięki! Właściwie tak, różnice pewnie będą głównie w przekonaniach na temat kobiet, jakie się wprowadza do głów młodym mężczyznom. A potem niektórzy, którzy tym za bardzo nasiąkną, chodzą i głoszą całemu światu, że oni nie mają szczęścia w miłości, bo „kobiety lecą tylko na kasę”.

  • Trudny temat i rzeczywiście ciężko go jednoznacznie rozpatrzeć – brawo za tyle ciekawych powodów. Mnie, mimo licznych kompleksów, które posiadałam, zawsze ciągnęło do inteligentnych i ambitnych facetów, nigdy nie miałam ochoty na związek z kimś, kogo umysł mnie nie intrygował, nieważne jak przystojny ten ktoś by był. Moja siostra z kolei zawsze wybierała w takich poturbowańcach życiowych, że aż mi jej szkoda było. Wiem, że chciałaby spotkać fajnego, spokojnego i ułożonego faceta, ale mam wrażenie, że tacy zupełnie jej nie kręcą… A skoro nie kręcą, to nici ze związku.

  • „Zmienia się imię, a problemy zostają”.

    Wersja męska jest bardzo podobna, ale wydaje mi się, że kluczową rolę jako indykator złego typu istotnie mogą odgrywać znajomi, którzy nie mają pompowanych w mózg endorfin, co pozwala im na zachowanie obiektywności. Niemniej jednak zależnie od relacji raczej rzadko się zdarza, żeby ludzie byli skłonni do radykalnych sądów, gdy widzą kogoś kto jest przeszczęśliwy.

  • zelka152

    Strzał w samo sedno sprawy :) Osobiście tekst dał mi dużo do myślenia. Dość użalania się nad sobą tylko praca i podejmowanie świadomych decyzji. Pozdrawiam i obserwuje :D

    • Super! Cieszę się, że udało mi się Ciebie zainspirować do zmiany.
      Pozdrawiam i wszystkiego dobrego!

  • AlexXx

    A ja probowalam z kazdym rodzajem faceta. Byl samiec alfa, piotrus Pan, rozsadny , poukladany filozof, czlowirk sukcesu, sportowiec, swinia i cham.
    I nie zgadzam sie ze stwierdzeniem ze sama jestem sobie winna gdy mi nie wychodzi. Zwiazek to odpowiedzialnosc i akceptacja a nie dobor jak na randce w ciemno.
    Owszem – decyzje podejmuje sie swiadomie ale czesto albo zwlaszcza jedna ze stron nie widzi albo nie chce widziec badz zaryzykuje stwierdzenie – jest jej wygodnie powiedziec ze nie pasujemy do siebie, to twoja wina albo ze masz paranoje.
    Szanujcie sie troche dziewczyny, inaczej do konca zycia bedziecie zakladac maski i odgrywac role adekwatne do partners z jakim aktualnie jestescie.
    Moze brzmi to jak feministyczny belkot ale prawda zawsze boli i jest niestety tylko jedna.
    Za bledy sie po prostu placi.

  • Ania

    No dobra Króliczku, a znasz takiego faceta, co nie ma w/w „cech”(bo to samo zło, chyba że się jest takim samym), bo ja cholercia-NIE, a żyje trochę i widziałam trochę, jak niby się jakiś trafił…to kłamczuch i udawacz,
    pod publikę…znasz?

    • Znam, mojego męża :) Plus trochę innych szczęśliwych związków, w których kobiety raczej nie narzekają na swoich mężczyzn.
      Dobrzy faceci istnieją, naprawdę, czasem tylko trzeba zmienić miejsce poszukiwań albo… odpuścić poszukiwania :)

      • Ania

        Wiesz, nie szukam, ale obserwuję…i też znam parę takich, co nie narzekają, ale po czasie okazuje się, że…no on to taki krzyż w moim życiu…tragedia.
        Jak ma być to będzie, prawda?
        I co to znaczy, miejsce poszukiwań…pracuję głównie z samymi babami, uprawiam sport, czyli biegam, same narcyzy dookoła, mam hobby typu motocykle, to sami jacyś dziwni napaleńcy: że laska na moto, chodzę po górach, ale tam lubię sama, to więc gdzie…

        Ale cieszę się, że takiego mężczyznę masz.

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, rozwój, świadomy lifestyle, doza emocji i zaskoczenia... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- LUBISZ TO? -

- MÓJ INSTAGRAM -

- ARCHIWUM -