rodzaje podróży

9 RODZAJÓW PODRÓŻY, KTÓRYCH TRZEBA* DOŚWIADCZYĆ

Większość osób, które znam, kierunki swoich podróży wybiera według dość prostego klucza.

Jeśli od wakacji czy weekendu oczekują relaksu, jadą tam, gdzie jest ciepło, woda, dobra pogoda albo fajny hotel i warunki. Jeśli podoba im się konkretne państwo/miasto – lecą do niego i zwiedzają, dopóki starczy sił, pieniędzy i informacji w poradnikach. Jeśli odzywa się w nich bliżej nieokreślony wanderlust, udają się tam, gdzie zawiedzie ich tani bilet albo inna promocja i wtedy dopasowują resztę planu. Zwykle te scenariusze się sprawdzają. Ale dla ludzi, którzy podróżują bardzo często, albo od życia wymagają trochę więcej, to może być jednak za mało. I co wtedy? Rezygnować z podróży i zaszyć się w domu, czy może… spróbować inaczej?

Poniżej przedstawiam 9 pomysłów na motywy przewodnie podróży, idealne dla znudzonych podróżników, poszukiwaczy nowych wrażeń i hedonistów.


1. Samotna podróż


To ostatnio numer 1 na mojej podróżniczej wish-liście. Samotna podróż gdzieś za granicę, na dłużej niż weekend, tylko we własnym towarzystwie. Dlaczego warto?Podczas takiej wyprawy jesteśmy zdani tylko na siebie. Nie ma obok osoby, która pokieruje nas do właściwej bramki na lotnisku, która dopyta o drogę szybciej, niż my się do tego zbierzemy. Nie ma nikogo, kto poniesie ciężki bagaż i rozezna się w mapie. Wyobrażam sobie tą satysfakcję po powrocie – że mimo wszystko jednak sobie poradziłam! Jestem też pewna, że to świetnie uodparnia na wszelkie trudności, niewygody i dodaje odwagi na przyszłość.

Podróżując samotnie, stajemy się też znacznie bardziej otwarci na nowe znajomości, o wiele częściej zagadujemy tubylców i mamy szansę podszkolić się z języka. Nie musimy wchodzić z nikim w kompromisy dotyczące warunków, czy terminów. I wreszcie – przebywając tylko ze sobą, z dala od najbliższego otoczenia, mamy szansę porządnie wsłuchać się w siebie, zdystansować do codziennych spraw i rozbudzić kreatywność.

Gdzie najlepiej pojechać samemu? W zasadzie gdziekolwiek, gdzie poczujemy się poza granicą swojej strefy komfortu (tak, też nie lubię tego sformułowania, ale nie znam lepszego). Dla niektórych będzie to pierwszy samodzielny lot samolotem, dla innych – wyprawa pociągiem na drugi koniec Polski.


2. Road trip



Wszyscy fani „W drodze” Kerouaca, czy filmów takich jak Bonnie i Clyde, albo Dzienniki Motocyklowe, wiedzą już o co chodzi. I rozumieją, dlaczego tak wiele osób zamiast podróży w konkretne miejsce wybiera: ciągłe zmiany, noclegi codziennie w innym miejscu, zwiedzanie w trybie ekspresowym przez szyby samochodu, jadanie w przydrożnych barach, nie wybieganie planami dalej niż dzień, lub dwa naprzód.

Taki prawdziwy, spontaniczny road trip, najlepiej gdzieś, gdzie jest wiele przestrzeni, a mało śladów cywilizacji, może być naprawdę wyzwalający. No i pozwoli poczuć się przez chwilę jak bohater jednego z filmów drogi. Uczucie warte każdej wydanej monety i spalonego kanistra benzyny.

Potrzebujesz inspiracji? Zajrzyj do Bartka po 11 dróg, które powinieneś przejechać chociaż raz w życiu. 



3. Podróż duchowa


Kontrastem dla dzikich przygód albo beztroskiego relaksu może być podróż związana z naszą duchowością. Dla niektórych sposobem na wejście w kontakt z Wyższą Istotą może stać się podróż do Jerozolimy, dla innych przejście Drogi św. Jakuba, dla jeszcze innych – miesięczny pobyt w Tybecie. Jeśli jesteś na takim etapie życia, że przydałaby się jakaś podpowiedź z góry, albo chciałbyś wyrazić wdzięczność czy o coś poprosić, to jest propozycja dla Ciebie.


 

4. Food trip


 


Każdy, kto kocha dobrze zjeść, a zmysł smaku uważa za źródło największych przyjemności, powinien w końcu porzucić restauracje w swoim mieście i wybrać się tam, skąd pochodzą jego ulubione dania.
Wielbisz dobre pralinki i piwa? Wypad do Belgii! Mógłbyś się tarzać w sosie bolońskim i okładać lazanią? Czas odwiedzić włoski region Emilia – Romania. A może wydasz grube pieniądze na bilet, po to by za grosze cieszyć się tajskimi daniami z ulicznych budek, próbować glonów, nieznanych owoców morza i pieczonych owadów?

Połączenie podróży z poznawaniem nowych smaków potrafi prawdziwie rozpieścić, ale i poszerzyć wiedzę. Dzięki takim wyprawom wiesz już, jakich knajpek unikać po powrocie do domu, możesz też poszerzyć swoje domowe menu o nowe potrawy. No i otwierasz się na całkiem nowe smaki. A to zawsze robi dobrze na mózg.


5. Podróż fana


Kibicujesz z całego serca zagranicznej drużynie piłkarskiej? Zamiast oglądać jej mecze na Polsacie Sport, zbierz się w sobie i poleć zobaczyć ją na żywo, grającą w swoim mieście.
Jesteś wielkim fanem zespołu, który podczas swoich tras koncertowych szerokim łukiem omija Polskę? Berlin, Praga czy Londyn, w którym prędzej czy później zagrają, nie są wcale tak daleko, a i bilety lotnicze czy autokarowe nie kosztują fortuny. Gwarantuję za to, że tego przeżycia nie zapomnisz.

Jeśli dziesiątki razy oglądałeś ten sam film albo serial, którego zdjęcie z anteny zadało Ci cios prosto w serce, powinieneś spróbować jet settingu. To nic innego jak turystyka filmowa. Filmowym turystą stajesz się wtedy, kiedy do Nowej Zelandii lecisz tylko po to, żeby poczuć atmosferę Śródziemia, a do Tunezji – żeby zobaczyć scenerię z Gwiezdnych Wojen.



6. Zdobyć szczyt



Mówi się, że każdy w życiu powinien posadzić drzewo, zbudować dom (albo w bardziej prozaicznej wersji – kupić mieszkanie) i spłodzić potomka. Ja dodałabym jeszcze – zdobyć jakiś szczyt.

Do pewnego momentu sama byłam przekonana, że jestem raczej człowiekiem morza, niż gór, ale kiedy po raz pierwszy świadomie wtoczyłam się na górę w Islandii, poczułam, jak przełomowe może być to doświadczenie. Góry są dzikie, nieprzewidywalne, bywają niebezpieczne… i na tym polega ich piękno. Kształtują charaktery, uczą pokory, odpowiedzialności i zalewają całą falą endorfin, kiedy uda się je bezpiecznie zdobyć. I w jednym kawałku zejść z nich przed zmrokiem. Górołazi mówią też, że w górach można najlepiej poznać siebie samego – i drugiego człowieka.

Po więcej górskich opowieści i porad, jak szczytować z głową, uderzajcie do Karoliny z bloga Życie Me.



7. Podróż do źródeł/korzeni


Wśród wielu pomysłów na podróże ciekawą opcją wydaje się być podążanie śladami swoich przodków.Czy wiesz gdzie poznali się Twoi rodzice, w jakiej kamienicy albo chatce mieszkali Twoi dziadkowie, gdzie pogrzebano Twoich pradziadków? A może masz jakąś daleką rodzinę za granicą, której nie bardzo pamiętasz? Dzięki podróży do takich miejsc możesz zyskać nowe spojrzenie na to, co ukształtowało historię Twojej rodziny i dlaczego jesteś tym, kim jesteś.

Właściwie do zapisania tego punktu zainspirował mnie mój Mąż, który w zeszłym roku zgłosił się archiwum obozu Auschwitz. Więziono tam jego pradziadków. Na jego życzenie przesłano mu kilka nowych informacji na ich temat, m.in o momencie trafienia do obozu i miejscu, w które zostali później przeniesieni.


 

8. All inclusive & wellness, czyli lenistwo doskonałe



Przyznaję bez bicia: kiedyś lekko podśmiewałam się z osób, które na wakacje wybierały jedynie opcje all inclusive i miejsca, w których gwarantowana jest pogoda. Teraz myślę jednak, że po dwóch tygodniach leżenia na słońcu, wcinania smakołyków i korzystania z darmowych drinków, wraca się do pracy z taką motywacją, że pracodawcy powinni to refundować. I choć do tej pory wybierałam zawsze wycieczki organizowane samodzielne, pełne aktywności i zmian, to wiem, że kiedyś spróbuję i tego wariantu.

Druga opcja która mi się marzy i której powinna spróbować – moim skromnym zdaniem – każda kobieta, to weekend, albo i dłuższy pobyt w hotelu SPA. Połączony oczywiście z zabiegami na ciało, twarz, i co tam jeszcze kto ma w zanadrzu. Dlaczego? Bo jesteśmy tego warte, po prostu.


 

9. Cel: impreza!


Są takie święta, festiwale i imprezy, o których głośno jest na cały świat. I uczestnictwo w nich może być świetnym pretekstem do podróży innej niż wszystkie. Niemiecki Oktoberfest, tajlandzkie Full Moon Party, oryginalne obchody święta Holi w Indiach, karnawał w Wenecji czy w Rio, festiwal Burning Man na pustyni w Nevadzie –  to tylko kilka z moich inspiracji, które kiedyś chcę zamienić w podróżnicze cele.

A jakie są Twoje?

*Wiadomo, że tak naprawdę to nic nie trzeba. Jedyne co w życiu trzeba, to umrzeć. A cała reszta jest Twoim wyborem. Więc jeśli lepiej podróżuje Ci się umysłem, bez wychodzenia z domu, i wiesz już wszystko o sobie i o świecie… możesz sobie odpuścić ten tekst ;)


Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Sama najczęściej myślę w ostatnim czasie o samotnym wyjeździe- tak żeby sprawdzić się na takim niepewnym gruncie ale też dlatego, żeby pobyć tylko ze sobą przez jakiś czas.

  • ja ostatnio podróżuję tylko w sferze duchowej poprzez medytację

    • Czyli bywasz tam, gdzie i większość nałogowych podróżników nie dotarła :)

      • Dokładnie, a przebywanie w tym miejscu daje wyciszenie, zrozumienie, i co ważne satysfakcję z medytacji, gdzie otwiera się umysł i duszę na rzeczy które nie każdy może doświadczyć. Tutaj niestety potrzeba dużo czasu na poświęcenie się medytacji, polecam książkę mistrza Osho „Medytacja Pierwsza i ostatnia wolność” to na podstawie tej książki opieram swoje doświadczenia. Pozdrawiam :-)

  • Wszystkie z tych podróży chętnie bym przeżyła, oprócz tej w samotności :)

  • Pobyt SPA… Albo taka mniej szpanerska wersja, ale właściwie to to samo: turnus w uzdrowisku. W zeszłym roku przekonałam się na własnej skórze, jak bardzo można odpocząć w takim miejscu, cudowne przeżycie, w dodatku idealne dla introwertyków :)

    • Uzdrowiska, takie niedoceniane, a z tego co słyszę można bardzo się zrelaksować i rozerwać podczas takiego pobytu :D

  • Najbardziej marzy mi się wielki road trio po Ameryce Północnej. Albo taki malutki po naszej Italii. Och i tak, obchody święta Holi w Indiach sama chętnie bym przeżyła!

  • Samotne wycieczki praktykuję od dłuższego czasu, super sprawa :) Polecam każdemu, chociaż raz. Nie trzeba od razu jechać samopas do Indii, wystarczy samodzielny wypad do innego miasta, do lasu, czy gdzie najbardziej mamy ochotę. Cały dzień bez wyjątku tylko według naszego widzimisię. Warto :)

  • Jak już dojdę do etapu, w którym będę mogła zapewnić sobie dobre zarobki bez względu na to, w którym miejscu akurat się znajduję, zamierzam podróżować dużo i na długo: spakować Mojego, mnie, psa i dwa koty, zamknąć wszystko na trzy spusty i wynająć mieszkanko w naszym ukochanym Gdańsku (jestem z Wrocławia) na trzy miesiące, czy na pół roku przeprowadzić się do Pragi. Na resztę roku wrócić do siebie, po czym znów to powtórzyć, tylko w innym miejscu.

    Chcę też znaleźć miejsce, do którego będę mogła wyjechać, żeby się wyciszyć: z mocno ograniczonym dostępem do internetu (ot, żeby wrzucić post czy coś w tym stylu) i spędzić ten czas bardzo… hm… powoli. Zazwyczaj wyjeżdżam na dość intensywne wycieczki – cały dzień chodzenia, zwiedzania, doświadczania nowych rzeczy, bo mam syndrom lęku przed tym, że nie zobaczę wszystkiego, co powinnam. ;) Dlatego najlepsza byłaby do tego jakaś agroturystyka czy domek w dziczy, gdzie nie ma niczego do zwiedzania, a czas mogę poświęcić na spacery po lesie/plaży, czytanie zaległych książek czy po prostu myślenie.

    • Też do tej pory miałam raczej intensywne podróże, i zastanawiam się, czy bym przetrwała np. tydzień w głuszy gdzieś na Mazurach albo w środku Polski, pośrodku niczego. Na pewno kiedyś spróbuję. Myślę, że to idealny detoks dla głowy i dla uzależnienia od sieci (przyznaję się).

      • Jak byłam młodsza, wyjeżdżałam z częścią rodziny na kemping nad mały staw, nad którym byliśmy sami. Zdarzało się, że byliśmy tam np. tydzień i nie brakowało mi wtedy internetu. Ale miałam wtedy 18 lat, nie było FB i chyba jeszcze nawet Naszej-Klasy, a zamiast smartfona miałam Nokię 6310i. Jedyna rozrywka, jakiej dostarczała, to gra w węża.
        Teraz pewnie byłoby mi trudniej, ale uważam, że byłby to bardzo wartościowy czas.

  • 1, 2, prawie 3, 5 – zrobione!
    5 – koncert Alexz Johnson w Londynie, to było coś :)

  • Do samotnych wycieczek trudno się na początku przełamać, ale później wchodzi to w krew. Zwiedzałam sama Wiedeń, Barcelonę, byłam sama cały dzień we Wrocławiu… Polecam spróbować, wtedy zupełnie inaczej patrzy się na świat.

  • Zdałam sobie sprawę, że moja każda podróż to food trip, oj :D

    • Karolina

      hahah, mam dokładnie to samo :D

  • Bardzo bym chciała kiedyś pojechać na takie leniwe wakacje, gdzie jest ciepło i nie musze robić nawet śniadania :) Może kiedyś się to spełni :)

  • Na SPA i wellnessy zawsze byłam nastawiona, że bez sensu gdzieś jechać tylko po to, żeby siedzieć na tyłku. Z wiekiem to się zmienia. :D

    Poleciałam do Dortmundu na mecz mojej kochanej Borussi, teraz jeszcze chciałabym zaliczyć Arsenal w Londynie.

    Kroi się też podróż do korzeni. Nie moich wprawdzie, ale mężowych, którego rodzina pochodzi z Tuligłów (wsi na Ukrainie), skąd jego dziadkowie zostali przesiedleni po wojnie pod Wrocław. A że stamtąd i do Lwowa nie daleko, to wiemy, że będziemy chcieli tam pojechać.

    No i niezmiernie mi miło czytać, że tak się otworzyłaś na góry. Super! :) I dziękuję za polecenie.

    • Wyprawa na Ukrainę to dopiero przygoda! Mam wrażenie, że chociaż jest tak blisko, to teraz ten kierunek traktowany jest trochę jak egzotyka ;) W każdym razie trzymam kciuki za odkrycie tych korzeni!

  • Marzy mi się podróż autostopem, chociaż chyba nie mam na tyle odwagi, by się na taką wybrać. :)

  • Ad. 8 – też zawsze dość pobłażliwie traktowałam takie wyjazdy, na zasadzie pójścia na łatwiznę. Ale jadąc w podróż poślubną nie wyobrażałam sobie (i świeżo poślubiONy również) nocowania po przypadkowych hostelach, gotowania na prymusie i innych uroków polowych warunków. Choć zwykle jestem zwolenniczką teorii, że na wakacje się jedzie po to, żeby było zupełnie inaczej niż w domu ;-) Spędziliśmy prawie 3 tygodnie w designerskim hotelu z widokiem na ocean, leniuchując nad basenem i ogólnie bycząc się na maksa.

    I tak, to powinno być refundowane. Kiedy wróciłam, czułam się totalnie zrelaksowana, także fizycznie. Zero stresu i człowiek od razu lepiej funkcjonuje :-)

  • Spontaniczna – choć do pewnego stopnia zaplanowana – wycieczka.
    Ja miałam szansę przeżyć coś takiego 3 lata temu, wybraliśmy się z chłopakiem i kumpelami na taki mini Eurotrip – Belgia – Włochy (Rzym, Sardynia) – Norwegia i Polska. Mieliśmy kupione bilety na przelot samolotem i promem, znaliśmy ramy czasowe i wiedzieliśmy, że danego dnia o danej godzinie musimy wyć w konkretnym miejscu, bo inaczej nie dotrzemy do Alghero – głównego celu naszej podróży.
    To był niezwykły czas, po raz pierwszy spałam na plaży i na dworcu. :D Ale późniejsza podróż promem na Sardynię i ogólnie pobyt w tym miejscu zrekompensowały mi to niezbyt wygodne podróżowanie. Z perspektywy czasu – mimo że wciąż (choć w stopniu umiarkowanym) podróżujemy i podziwiamy piękne miejsca – myślę, że to była wycieczka życia.

    • Ciekawa trasa i na pewno super przygoda :D A takie spanie na plaży lub dworcu fajnie uodparnia na późniejsze niewygody i pozwala docenić proste przyjemności takie jak własne łóżko i pościel :)

  • Podróży fana mam już doświadczonych sporo i były to niezwykłe momenty w moim życiu <3 Chętnie wracam do wspomnień i zdjęć z tych wyjazdów :) A moim marzeniem jest samotna podróż, najlepiej połączona z wellness ;)

  • Świetny wpis!
    Przy wielu podpunktach czułam, jakbyś czytała mi w myślach ;) Gdzieś w fazie odległych planów mam samotną podróż, wycieczkę do Lwowa (korzenie), kilkudniowe lenistwo all inclusive. Cudownością jest też podróż typowo kulinarna – mam za sobą Włochy i ciągle czaję się na Daleki Wschód.

    • Ty też mi czytasz, mam za sobą właśnie włoskie obżarstwo – początek stycznia, a w planach jest Tajlandia, uwielbiam azjatycką kuchnię, a do tego potrzebuję miejsca, w którym poczuję się bogatą turystką :D

    • Antymateria

      O, to to, też chciałabym zwiedzić Lwów ze względu na w 25% wschodnie korzenie. :)
      Poza tym marzy mi się Wschód, od Podlasia, przez Bieszczady, po Iran! :)

  • Najchętniej bym chyba połączył 1 z 4 w atmosferze 8.
    A tak naprawdę, kiedy człowiek ma tyle lat, tyle obowiązków i jeszcze dzieciorki, to każdy wyjazd jest na wagę złota, bo głowa odpoczywa nawet bardziej, niż ciało :)

    • Nie pocieszasz, zwłaszcza że ja jestem dopiero na etapie planowania potomstwa.
      Kiedy Ty swoje wyślesz w świat, ja pewnie będę nadal w pieluchach :P

      • Oj, zawsze pozostanie Ci oglądanie tego, co wrzucę na zdjęciach :P

        Można podróżować (tak naprawdę podróżować, a nie tylko wyjechać do Mielna) z dziećmi, ale do tego trzeba osiągnąć stan ducha, którego chyba ja nie osiągnę nigdy. Albo mam po prostu zbyt rozwiercone Dzieciorki :)

  • Michalina

    Road trip , najlepiej po USA to moje marzenie :) Uwielbiam podróżować autem. Chociaż sądzę, ze taki objazd po Polsce też byłby bardzo ciekawy – w końcu jest tu tyle pięknych miejsc których jeszcze nie odwiedziłam. W tym roku zapowiada się jednak lenistwo w wersji all inclusive na Zakinthosie :)

    • Też prawda, mamy taki plan, że kiedy kupimy samochód, objedziemy cały południowy wschód Polski a potem Mazury – nigdy nie byliśmy, a takich widoków próżno szukać za granicą :)

  • Marzy mi się Road Trip, gdzie plany nie sięgają dalej niż jeden dzień… O taaak.
    Z kolei sama byłam na Podróży fana i też na takiej z celem: impreza! – polecam zdecydowanie!
    Na kulinarną podróż to chyba wybrałabym się do Włoch.
    A! Ja mam do zaproponowania jeszcze Podróż Krajobrazową lub Z Pocztówki – czyli piękne jak z obrazka. Dlatego chciałabym zobaczyć: pola lawendy w Prowansji, Lazurowe Wybrzeże i wrzosowiska w Szkocji… i pewnie milion innych miejsc, których teraz nie pamiętam.

    • O właśnie, miałam jeszcze jeden taki punkt w głowie, podróż fotograficzna – w takie pocztówkowe miejsca, w których nie da się zrobić złych zdjęć :)

  • Podoba mi się pomysł wytypowania takich 9 podróży, bo w zasadzie jest to zgrabne złożenie w całość moich planów i marzeń podróżniczych :D Zmieniałbym tylko podróż samochodem na podróż pociągiem (oczywiście, taki niezwykłym-na przykład koleją transsyberyjską) oraz długą pieszą wędrówkę. Podróż duchową już w zasadzie próbowałam przeprowadzić, teraz znowu pojadę z pielgrzymką i zobaczymy, może to będzie właśnie to… Akurat jedzenie mało mnie interesuje i większość potraw mi nie smakuje, nie lubię poznawać nowych kuchni, więc ten punkt sobie odpuszczę. Tak samo jak lenistwo doskonałe, nienawidzę się nudzić, opalać, nie lubię wody, najlepiej wypoczywam z książką w swoim ogrodzie, a za to chociaż nie muszę płacić :D Cel imprezowy- taka podróż zdarzy mi się w te wakacje. Szczyty już zdobywałam i szukam ciągle nowych, najchętniej przeszłabym się szlakiem po samych szczytach. A podróż za korzeniami i „fanowska” mi się prawie łączą, bo obydwie byłyby poszukiwaniem historii. Jako fanka Trylogii zawsze marzyłam, by przebyć drogę, którą podróżował Kmicic w „Potopie”- zaczynając na Litwie, przez Częstochowę, w Pieniny, pod Warkę… Natomiast korzenie moje to nie rodzina (jestem z chłopa, żadnych dokumentów po moich przodkach nie ma, żadnej pamięci…), a korzenie kultury europejskiej. Chciałabym zobaczyć Grecję, ziemie cesarstwa rzymskiego, Troję, wszystkie ważne katedry, w których koronowano pierwszych królów chrześcijańskich, miejsca chrztów, ważnych bitew. Poszukać korzeni całej Europy ;)

    • Korzenie całej Europy – ambitnie, lubię to!
      Z tego wszystkiego widziałam tylko Ateny i rzeczywiście, świątynie górujące nad miastem robią wrażenie.

  • Fajne zestawienie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tyle rodzajów podróży już za mną :D

  • Większość brzmi cudownie, choć przyznam, że bałabym się jechać sama gdzieś daleko. Poradziłabym sobie świetnie, ale chyba to w przypadku młodej dziewczyny niezbyt bezpieczna opcja?

    • Tutaj dużo zależy od celu podróży :) Nie namawiam, ale i nie zniechęcam.
      Trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na ile jest się ogarniętą i odpowiedzialną osobą, no i sporo dowiedzieć się o miejscu, do którego się jedzie.

  • Jeszcze na przykład podróże śladami filmów lub książek. Ja zwiedzałam Lizbonę pod kątem „Imagine” (cafe Electrico!) i Stambuł śladami Orhana Pamuka.

    • To właśnie zawarłam w punkcie podróż fana, przynajmniej jeśli chodzi o filmy ;)
      W sumie książki mogą być chyba jeszcze lepszym wyznacznikiem trasy podróży, bo docierając do miejsc w których działa się ich akcja, zderzamy się tylko ze swoją wyobraźnią, a nie gotowym filmowym obrazem.

  • Dorzuciłabym jeszcze rowerową wyprawę! Pokonywanie km własnymi siłami daje sporo wiary we własne siły. Jeśli ma się mapę w domu i zaznacza na niej trasy podróży, to taka kreseczka zrobiona rowerem np. przez Europę już zawsze będzie ten wyczyn przypominać :)

  • Góry. Tylko i wyłącznie. Najlepiej z Mężem, bo tam jeszcze mocniej czuję więź z Nim. Niezapomniane wrażenia – wędrówka oczyszcza mnie fizycznie i psychicznie, widoki nadają sens życiu, a szczyty… Przyznam się, że czasem podczas najbardziej spektakularnych orgazmów wyłączam się i w głowie pojawia mi się bardzo żywe wspomnienie momentu tuż przed osiągnięciem wierzchołka którejś z moich Gór. Podwójne szczytowanie :D

  • Dodałabym na pewno autostop. Nie ma znaczenia, czy samemu, w parze czy w grupie – miłośnicy podróży muszą* tego spróbować! Numer 7 uświadomił mi, że znowu odkładam na później plan podróży śladami mojej babci. Muszę to kiedyś w końcu zrobić. Ale tych planów i marzeń tyle się nagromadziło… ;)

    * Jasne, że nie muszą, ale ja gorąco polecam ;)

  • Zaliczyłam już kilka szalonych wypraw, ale rzeczywiście niektóre z tych punktów znalazłyby swoje miejsce na mojej podróżniczej liście. Z pewnością chciałabym zaznać samotności, luksusów oraz wybrać się na dłuuugą przejażdżkę rowerem. :)

    • Te rowerowe też mają swój urok. Kiedyś robiłam dziesiątki kilometrów w sezonie letnim, teraz… nie mam roweru :P Ale chyba na wiosnę muszę się rozejrzeć za jakimś rumakiem.

  • Road trip zaliczony na Islandii, w tym roku będzie coś bardziej w rodzaju food trip (bilety już kupione!), a może też i jakiś wyjazd bez towarzystwa :)

  • Marta Maksylewicz

    Każda z tych podróży w pewnym sensie mi się marzy…
    Jak podróż fana, to do Dublina.
    Jak foodtrip to Tajlandia.
    Jak all inclusive to Bali.
    Jest tyle cudownych miejsc na świecie… :)

  • all inclusive to coś co mi się marzy. kiedyś. jak syna wyślę na kolonie albo do dziadków :)
    podróż samotną zaliczyłam. W nieznane również. i szybkie – 7 dni i 11 miast :D

  • Pewnie! A przy okazji tych wyjazdów trzeba po prostu świetnie się bawić :)

  • Oprócz podróży drogowych, które tu wspomniałaś (dziękuję za pamięć ;) ), to mnie jeszcze marzy się fanowska… a raczej festiwalowa. W jednym roku obskoczyć Primaverę, Coachellę, Szeget, Openera, Glastonburry, Rock’am Ring & Roskilde :D

    • To by było świetne! Ale niestety chyba koszmarnie drogie.

    • Zastanawiam się tylko, czy po miałbyś dość festiwali, czy ochotę na więcej w przyszłych latach :D

  • Magdalena – MojeTwoje.com.pl

    marzy mi się podróż w pojedynkę, najlepiej od razu w połączeniu ze spa. A podróż fana mam zaliczoną. Pognałam kiedyś na koncert Bon Joviego. Warto było, och warto :-) Świetny post

  • Suuuuper zestawienie! Miałam okazję być na zdecydowanie zbyt małej ilości rodzajów podróży! Ale zdążę nadrobić!

  • Anka

    Myślę, że punkt 1 i 2 odhaczyłam w lipcu ubiegłego roku :) Od kilku lat miałam zaznaczone w google maps miejsca które chcę odwiedzić na wschodzie Polski i wyruszyłam ;) Nie wiem jak długo bym zwlekała z ruszeniem sie gdyby nie koleżanka które na start wyciągnęła mnie do Krakowa, ale po tym jednym dniu byłam juz tylko ja, samochód, mapy, smartfon jako centrum dowodzenia wszechświatem i z grubsza nakreślony plan ;) Co prawda troszkę też stchórzyłam z noclegami „gdzie wypadnie” ale to tylko troszkę ;) Jeden był ustalony na starcie z góry (i przedłużył się na jeszcze jeden ;)) kolejny upatrzony z domu ale załatwiany w trasie (jednak na kilka dni jako baza wypadowa) i dopiero 2 ostatnie szukane tak na ostatnia chwilę.
    Do dzisiaj mam co wspominać, a ostatnie kilometry do domu… ? Cóż łzy poleciały, że dałam radę sama przez 1,5 tygodnia wszystko ogarnąć. Niesłychana duma i satysfakcja :) Tym razem był to wschód – ziemia Świętokrzyska ale pewnie będzie część dalsza :)
    PS. Podróże fanowskie po Polsce się liczą? Bo przez pewien okres było ich całkiem sporo i podróż na drugi koniec Polski nie wydawał się jakimś wielkim problemem ;)

    • Świętokrzyskie? Ja pochodzę ze świętokrzyskiego :D Co odwiedziłaś?
      Obstawiam na pewno nasze góry, ale co poza tym?

      • Anka

        Z pięknych terenów pochodzisz :) Ja się zakochałam przynajmniej :) Kilka razy zdarzało się że stawałam na drodze i robiła zdjęcia ;) Pola i lasy widać na kilometry :)
        Hm… juz powoli zaczęłam się rozpisywać ale ładunek emocjonalny zaczynał sprawiać że ten komentarz przy drugim dniu wycieczki robił sie niebezpiecznie długi co mogłoby zagrozić że przegoniłabym wielkość Twojej notki ;D Więc może kiedyś opiszę coś na swoim zaniedbanym blogasku a teraz tylko w skrócie ;)
        Z Krakowa pojechałam do stadniny koni w Michałowie i tam zamiast noc spędziłam 2.
        Rano zaraz po wypuszczeniu koni na padoki (zdjęcia ;))
        Z Michałowa przez Szydłów – polskie Carcassone (polecam zobaczyć również Synagogę) i Kurozwęki (największe rozczarowanie) – wielki plac zabaw o lekkim zabarwieniu historycznym ;) dojechałam do Koprzywnicy gdzie po drodze załatwiłam sobie upatrzony nocleg na Poczcie Polskiej (polecm przyjrzeć się ich niestety malejącej bazie noclegowej ;))
        Wieczór i następny przy tamtejszym jeziorku cały dzień odreagowywałam upalne zwiedzanie i dzieciarnie w Kurozwękach ;)
        Koprzywnica była na kilka nocy moja bazą wypadową do:
        1. Zamek Krzyżtopór + Opatów (świetna pani przewodni w podziemiach+mała grupa zapewne sprawiły że podobało mi się w nich lepiej niż zwiedzane kilka dni później podziemia Sandomierza)
        2. Baranów Sandomierski + głównie rynek w Tarnobrzegu
        3. Sandomierz (częściowo z przewodnikiem częściowo sama) z którego wróciłam na ostatni nocleg do Koprzywnicy
        Któregoś dnia przed południem zwiedzałam również z poznanym małżeństwem zakon cystersów w Koprzywnicy.
        Plan z domu zakładał że będę spała noc lub dwie w Sandomierzu, ale ponieważ w sobotę zwiedziłam go prawie cały to zastanawiałm się czy w ogóle do niego jechać. W końcu pojechałam ponieważ nie udało mi się poprzedniego dnia zwiedzić podziemi które chciałam zobaczyć i nie wiedziałam ja będzie w dalszej trasie z noclegami.
        Cały dzień spędziłam włócząc się po trochę już znanych miejscach i trochę śladami Szackiego ;) Tutaj właśnie zaczęłam szukać noclegu ok 18tej w Małe – ulubionej knajpce Teodora/Miłoszewskiego? ;)
        Potem było muzeum i 2 sklepy w 2 fabrykach porcelany w Ćmielowie (kupione piękne talerze na wyprzedaży – 3zł, te same na Allegro po 9 ;)) i Krzemionki.
        Z Krzemionek ruszyłam na poszukiwanie noclegu w Nowej Słupi ponieważ chciałam zobaczyć Święty Krzyż. Udało mi się praktycznie znaleźć świetny nocleg u pani z pięknym ogrodem gdzie mogłam zjeść kolację z widokiem na Łysą Górę :)
        Rano wyruszyłam do Sanktuarium (nadal nienawidzę chodzić po górach :P), a z niego do Chęcin na zamek :) Gdzieś tam po drodze jest świetny młyn z kamienia :)
        Z Chęcin już prosto do domu na Śląsku :)
        Tak naprawdę tego ostatniego dnia korcił mnie jeszcze dąb Bartek a w planach miałam jaskinię Raj w Chęcinach, ale ostatnie dni byłam już trochę zmęczona samotnością i niepokojem związanym z niewiadomymi noclegami, na Bartka musiałabym nadrobić jeszcze trochę drogi, a jaskinia Raj ma taki termin rezerwacji że słabo można z nimi planować spontaniczność ;) Wiedziałam że prawdopodobnie za dwa miesiące będę się wybierać do Kielc i zostawiłam to sobie na epilog który się spełnił z małym bonusem w postaci kościoła w Mnichowie :)
        Na trasie do zobaczenia Kielc został mi jeszcze skansen w Tokarni i dworek Reja ;) Chętnie dowiem się o innych ciekawych miescach :)

        • Wow, dzięki za tak obszerny komentarz!
          Jestem pod wrażeniem, bo świętokrzyskie nie należy do topowych polskich atrakcji, a część tych miejsc które wspominasz znana jest tylko lokalnie.
          Jeśli chciałabyś kiedyś wrocić, to polecam też Pińczów i ogólnie Dolinę Nidy – http://polskaniezwykla.pl/web/goscinni/16150.html, jako ciekawostkę uzdrowisko w Busku Zdroju i pozostając na południu – Kazimierzę Wielką.

          Ale zaskoczyłaś mnie z tym że Poczta Polska ma miejsca noclegowe – i to nawet sporo z tego co sprawdziłam :)

  • Widzę, że w ostatnich latach samotne podróże zbierają mocne punkty w blogosferze. Zupełnie jakby to było coś niesamowitego, a nie podstawa poznania siebie. Co jest możliwe tylko na nieznanym terenie i bez wianuszka przyjaciół. Właściwie mam tylko takie spostrzeżenie, że łatwiej samotnie jechać za granicę, gdyż często nieporadność językowa (jeśli angielski schowany na czarną godzinę ;) wzbudza u autochtonów odruchy opiekuńcze i daje nam chwilową taryfę ulgową. Natomiast totalne zagubienie się dorosłej polskojęzycznej osoby w Radomiu jest tylko żałosne, cóż ;)

  • 2015 rok był dla nas niezwykle intensywny. Chciałyśmy być wszędzie naraz, a najlepiej co dzień w innym mieście. We wrześniu wpadłyśmy na szalony, jak nam się wtedy wydawało pomysł, 4-dniowej wycieczki, w czasie której odwiedziłyśmy 3 województwa. W tym roku mamy w planach 8-dniową wyprawę, głównie centralna i południowa Polska. I marzy nam się zagranica. I leżenie na plaży. I… wszystko, co dostępne ;)

  • W USA organizowany jest festival na pustyni :) to jedna z moich wish na liście :) kolejny to Islandia :)

  • Burning Man… wchodzę w to :D Ale najpierw joga na Goa. Nie wiem, czy można to zaliczyć do duchowych podróży, ale do życiowych marzeń na pewno.

    • Jadę z Tobą!

    • Aż się zdziwiłam, że nie dopisałam do tej listy Goa właśnie. U mnie plan nie obejmuje jogi, tylko bardziej imprezę, ale też coś czuję, że tam to by mogło być prawie przeżycie duchowe :)

      • Ja się naoglądałam „Last Hippie Standing” i odleciałam od samego patrzenia :)

  • 4 z nich już za mną ale podróż duchowa to coś co od dawna jest na mojej liście a dokładniej wymieniona przez Ciebie Droga św. Jakuba ;)

  • Dee

    Nie jestem wielką fanką podróży, ale te niektóre pomysły są świetne. Przetrawię i przemyślę jeszcze raz to całe podróżowanie, dałaś mi zupełnie inną perspektywę, to lubię! :)

  • Potwierdzam, że samotna podróż, to jest wyzwanie. Do tej pory podróżowałem tak tylko po Polsce, ale poznaje się wtedy mnóstwo ludzi. Właściwie nie trzeba nikogo zaczepiać, obcy sami zaczynają rozmowę. Druga z wymienionych opcji, jaka by mi pasowała to góry – oczywiście więcej, niż raz w roku :-) Tak, jest jeszcze trzecia, w poszukiwaniu korzeni – ostatnio byłem w tym celu na Białorusi. Dodatkowo mam w swoim repertuarze podróże fotograficzne i organizowanie wyjazdów dla znajomych.

  • Mnie też zawsze bawiła opcja „all inclusive”, bo kojarzy mi się z zaleganiem na terenie hotelu z drinkujemy w ręku. I tak przez cały pobyt? :D
    Ja wciąż jestem na etapie krystalizowania tych marzeń podróżniczych. Bardzo fascynuje mnie USA (całe!!), całego życia by mi nie starczyło na poznanie tego kraju ;)

  • Brakuje sportowego tripu np. rowerem wzdłuż Baltyku

  • Większości z nich doświadczyłam – brakuje podróży fana, ale Londyn jest w planach, a Nowa Zelandia w marzeniach :) A all inclusive bym chciała powtórzyć – takie naprawdę luksusowe, bo to, na którym byłam, takie… kiepskie było :P

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- LUBISZ TO? -

- MÓJ INSTAGRAM -

- ARCHIWUM -