ciekawostki o belgii

RZECZY, KTÓRE ZASKAKUJĄ W BELGII

Mówiłam Wam ostatnio, że Belgia jest ciekawym i wartym odwiedzenia krajem. Jednocześnie jest miejscem na tyle specyficznym, że po zawitaniu tam można przeżyć mały szok kulturowy.
I wiecie co – lubię takie szoki kulturowe. Za każdym razem kiedy jestem w nowym miejscu i przychodzi mi obserwować panujące tam, odmienne zwyczaje, zachowania ludzi, przyzwyczajać się do nowej scenerii, czuję, że robię coś bardzo odświeżającego i potrzebnego. Coś, co przydałoby się wielu Polakom, którzy sądy o całym świecie i innych narodach wydają na podstawie wiadomości, opowieści szwagra i filmików na youtube. A potem mamy takie historie jak na Facebooku po fali emigracji i atakach na Paryż.
Wracając jednak do sedna – co zaskakuje w Belgii?

TRÓJPODZIAŁ

 
Kontrasty w Antwerpii

Belgia jako kraj powstała dopiero w 1830 roku (!), i posiada 3 języki urzędowe – francuski, niderlandzki i niemiecki. Bardzo wyraźnie widać w niej podział na część francuską – południe, czyli Walonię, i niderlandzką, północną – Flandrię/Flamandię. Każda z tych części jest federacją z własnym rządem. Jest jeszcze trzecia federacja, którą tworzy miasto Bruksela z najbliższymi okolicami. Z tego trójpodziału wynikają śmieszne rzeczy, np. podwójne nazwy każdego miasta – Antwerpia to Anvers albo Antwerpen; poczwórne napisy na mapach i tablicach przy atrakcjach turystycznych (dochodzą jeszcze niemieckie i angielskie).  Jadąc pociągiem przez Belgię można być świadkiem sytuacji, jak do pewnej stacji konduktor mówi po francusku, a po jej minięciu – płynnie przechodzi na niderlandzki.
Ze względu na inne systemy edukacji w Walonii i Flandrii ze znajomością języków obcych w tych częściach jest różnie – na północy prędzej dogadamy się po angielsku, nawet w supermarkecie, na południu ktoś może do nas uparcie mówić po francusku i oczekiwać odpowiedzi. Za to chociaż w Brukseli nie ma problemu z angielskim – w końcu to stolica UE! Inny językowy aspekt sprzyjający nieporozumieniu – na opakowaniach większości produktów w sklepach nie ma nic po angielsku. Tylko francuski i holenderski. A ty turysto, domyślaj się co właśnie kupiłeś, jeśli obrazek nie jest zbyt wymowny.


BELG BELGOWI NIERÓWNY

 
Belgowie z południa są zupełnie inni, niż ci z północy, mówią innym językiem, wyglądają nieco inaczej (to widać i w ich urodzie, i stylu), w dodatku nie pałają do siebie nawzajem zbytnią sympatią. Powszechne jest przekonanie Flamandczyków, że muszą oni pracować na Walończyków, którzy są bardziej leniwi. Co ciekawe jednak, podobno sąsiedzi – Holendrzy myślą w taki sam sposób o Flamandczykach, bo choć mówią tym samym językiem, to jednak Holendrzy są bardziej konkretni i rzeczowi, a Flamandczycy – częściej się bawią, lubią dobrze zjeść, mniej się stresują i odkładają sprawy ‚na jutro’.


 

BRUKSELA

Bruksela zasługuje na osobny podpunkt z kilku powodów. Po pierwsze – w tym mieście mieszka tak wiele nacji, że przechodząc jedną tylko ulicą można usłyszeć 10 języków. Widać to już w nawet w pociągach jadących do Brukseli – można się w nich poczuć jak w wieży Babel.
Ciekawostka o Brukseli – jej plagą są nie gołębie, jak w każdym większym mieście, ale… papugi. A nocą po śmietnikach krążą nie szczury, a lisy. Podobno w latach 50-tych, kilkadziesiąt zielonych papug uciekło z hodowli. Dziś szacuje się, że jest ich w mieście kilkadziesiąt tysięcy. Mimo urody, uważane są za szkodniki – niszczą uprawy w sadach, płoszą inne ptaki, przenoszą bakterie. Podobnie z lisami – w Brukseli jest ich około tysiąca i są bardzo śmiałe w swoich poczynaniach. Powstał nawet film o dzikich mieszkańcach Brukseli – tu możecie podejrzeć jego fragmenty, polecam od razu przewinąć do 1 minuty:



BRAK FIRAN/ROLET W OKNACH

 
Wspominałam już o tym na fanpage’u – większość osób, przynajmniej w części północnej, niczym nie zasłania wnętrz swoich mieszkań. Nawet wieczorami i nawet w przypadku, jeśli znajdują się one na wysokości głów idących chodnikami ludzi czy wychodzą na okna kamienicy naprzeciwko, gdzie sąsiad może siedzieć na parapecie np. paląc papierosa. Nie była to dla mnie aż tak duża nowość po tym jak widziałam to w Holandii, ale znów przeżyłam kilka dziwnych momentów, gdy miałam wrażenie, że sąsiad z naprzeciwka podglądał jak pisałam notatki do tego posta.


 

BRAK… PRALEK

Wasbar w Antwerpii – źródło: pinkeye.be

 


Ceny wody w Belgii – nie wiem czy całej, ale na pewno w Brukseli i Leuven są na tyle wysokie, że wielu ludzi nie robi w domu prania, a co za tym idzie, nie kupuje nawet pralek. Możliwe, że przyczyną jest też ich mobilność, zwłaszcza w przypadku młodych ludzi – częste zmiany miejsca zamieszkania nie sprzyjają inwestycji w tak ciężki i duży sprzęt, jak pralka. Jeszcze jedna rzecz – w Belgii jest duża wilgotność powietrza i w starszych kamienicach łatwo może powstać grzyb, jeśli będzie się często suszyć pranie w domu.

Biorąc to wszystko pod uwagę, bardziej opłacalne jest wybranie się raz na jakiś czas do pralni. Tak też zrobiliśmy sami, kiedy okazało się, że nasz host z Airbnb… zostawił nam brudną pościel. Fuj! Pranie w większości przypadków trwa około 50 minut, a ludzie najczęściej czekając, aż się zrobi, po prostu siedzą na krzesłach naprzeciw i się nudzą, albo scrollując telefony, albo rozmawiając ze sobą. Jedna z firm wykorzystała ten fakt i połączyła pralnię z kawiarnią. I tak właśnie powstały Wasbary, dostępne póki co w 3 miastach. Dla ciekawskich ceny: koszt jednego prania to ok. 4 euro, dodatkowo 0,8 euro kosztuje suszenie, a proszek z automatu, jeśli zapomni się swojego – 2,5 euro. 


BELGIJSKIE SUPERMARKETY

 


Wnętrze Colruyt, źródło: nl.storecheck.be





Pierwsza wizyta w tamtejszym krajowym supermarkecie – Colruyt, sprawiła, że poczułam się, jakbym pierwszy raz w życiu weszła do sklepu. Ogrom nowych, niedostępnych u nas produktów, potężny wybór, masa żywności eko, bio. Dodatkowo, wnętrze tych sklepów przypomina bardziej hale przemysłowe, jest bardzo techniczne, bez zbędnych upiększeń, coś jak nasze Praktikery, mimo że sprzedaje się tam głównie żywność. Która, trzeba dodać, w wielu przypadkach jest lepszej jakości, niż ta u nas. Nie wierzyłam kiedy mówił nam to znajomy, ale okazało się, że nawet jogurt Jogobelli smakował tam inaczej – jakby było w nim więcej owoców? Podobnie jak w Holandii, na każdym rogu sklepu można też trafić tam na degustację – to czekoladek, to soku, to orzeszków, czy ciasta.

Oczywiście poza Colruytem jest tam też Lidl, Carefourr, holenderski Albert Heijn czy inny belgijski sklep – Delhaize. We wszystkich jednak jest dość drogo w porównaniu z sąsiednimi państwami, dlatego niektórzy Belgowie mieszkający bliżej granic jeżdżą na większe zakupy do Francji, Holandii lub Niemiec.


 

W RESTAURACJI

 






Każdy kelner czy sprzedawca jedzenia z jakim się tam zetknęłam był bardzo miły. Podobne opinie słyszałam też od innych goszczących w Belgii Polaków. Co ciekawe, napiwki kelnerzy mają już wliczone w rachunek. Zaskoczyć może różnica w cenie, kiedy zdecydujemy się zjeść na miejscu, wzięcie czegoś na wynos jest znacznie tańsze. Na drzwiach wielu lokali gastro wiszą kartki oznajmiające ile miejsc jest w środku – żeby nie było rozczarowań. A już po wejściu można się spotkać z sytuacją, że obsługa sali od razu zapyta, czy chcemy jeść obiad, czy coś małego, czy może tylko się napić – i w zależności od naszego wyboru przydzieli nam mniejszy lub większy stolik, albo tylko wskaże stołek przy barze… oczywiście będąc przy tym cały czas maksymalnie uprzejmym.


***

Wyjątki w tej uprzejmości dotyczą podobno Brukseli, jednak nie mieliśmy okazji się o tym przekonać, bo widząc ceny w tamtejszych restauracjach, skusiliśmy się na wizytę w kebabiarni. Patrząc na menu z napisem halal, miałam pewne obawy, jednak kiedy po zamówieniu właściciel zagadał do nas, pytając czy jesteśmy Rosjanami, od słowa do słowa zaczęliśmy z nim rozmawiać. Okazało się, że jest Afgańczykiem, muzułmaninem, który opuścił swój kraj przez niestabilną sytuację. Rozdzielił się z rodziną, która zamieszkała w Łotwie i od kilku lat z trudem prowadził swój biznes. Wymieniliśmy trochę uwag dotyczących obecnej sytuacji politycznej i co nas zaskoczyło, to bijąca od niego pokora i tolerancja. Nie pałał zbytnią sympatią do Amerykanów ani do Belgów, ze względu na różnice kulturowe, jednak jak sam przyznał „ich kultura jest dziwna dla mnie, ale pewnie korzystna dla nich. Póki tu jestem, muszę to szanować i się dostosować”. Dodał też, że to nie ludzie są źli w danym kraju, a politycy i ich decyzje. To był jeden z bardziej wartościowych i ogrzewających serce momentów podczas tej podróży.


BELGIJSKIE IMPREZY

 



Jako Polacy przywykliśmy do podejmowania gości w stylu „czym chata bogata” i „zastaw się, a postaw się”. Belgowie (podobnie jak część Niemców), mają zupełnie inne podejście. Domowe przyjęcia, czy to zwykłe domówki, czy np. urodziny, zwykle świętuje się z winem, kawą i ciastem czy jakąś niewielką przekąską. Nie ma co liczyć na pełen obiad, dlatego lepiej idąc do kogoś na dłużej, lepiej się najpierw… najeść.


 

CZY POLAK MOŻE ZROZUMIEĆ BELGIĘ? 


Na koniec cytat z serwisu wiatrak.nl, który chyba najlepiej obrazuje, jak specyficznym (przynajmniej w naszych oczach) krajem jest Belgia:

Proszę sobie wyobrazić, że dyskutujemy w Polsce nad sensem istnienia naszego kraju! Czy my jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że dla połowy Polaków językiem ojczystym byłby niemiecki a dla drugiej połowy rosyjski, a stolicą był dwujęzyczny Kraków? Że ekonomiczny ciężar utrzymania tego kraju leżałby po tej „niemieckiej” części kraju, która to przy każdej okazji nie omieszkałaby tego tej „rosyjskiej” części wypomnieć? Że mamy pięć regionalnych i federalnych rządów i masy polityków i króla mówiących z obcym akcentem? Taka jest Belgia. (…w dużym skrócie)

A dla wnikliwych jeszcze jeden krótki, 4-minutowy, zabawny, otwierający oczy film o Belgii [ENG]:



Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • wasted

    Rzeczywiście, odrobinę to wszystko skomplikowane :D Najbardziej zaskoczyłaś mnie plagą papug :O A to co mi się najbardziej spodobało, to wliczanie napiwków w cenę i brak firanek. W Polsce to pierwsze może jeszcze by przeszło, ale to drugie…Firanki obowiązkowo muszo być! :D

    • mary_ann

      Też mnie zaskoczyła informacja o papugach, w 2007, gdy byłam w Brukseli, ich nie widziałam, za to króliki kicające po trawniku przy wjeździe do miasta już tak :D

  • Aśka Krawczyk

    Króliczku, bardzo ciekawy wpis ale… halal? Serce mi pęka..;(

    • A możesz jakoś rozwinąć dlaczego?

      • Aśka Krawczyk

        Mięso z uboju rytualnego.

        • Aa, rozumiem, myślałam że jakiś inny powód. Na szczęście falafele i frytki też są halal. Nie chciałam bojkotować całej restauracji z tego powodu, zwłaszcza że właściciel nas ujął swoją osobą.

  • Kurczę sama ostatnio pozbyłam sie firanki z pokoju bo po prostu mnie drażniła- mam biurko przy oknie i gdy przy nim siedzę przy biurku ta firanka ciągle mi przeszkadza. Niestety moja mama nie wytrzymała i w końcu założyła mi tą firankę bo przecież sąsiedzi widzą. :D Na pewno jestem pasjonującym widokiem gdy oglądam film lub sie uczę. :D

    Ciekawa ta Belgia. Myślę, że coraz bardziej chcę tam jechać.

  • A ludzie są tak negatywnie nastawieni do obcokrajowców, a tu jak widać emigrant emigrantowi nie równy..

  • Super te ciekawostki! Coraz bardziej kusisz tą Belgią :)

  • Jak zwykle same ciekawostki. Niby taka niepozorna Belgia, a jednak zaskakuje ;)

  • Wiedziałam, że ten wpis będzie ciekawy :) Chciałabym kiedyś wybrać się do Belgii, ale póki co wszystkie fundusze odkładam na wymarzoną wycieczkę do Japonii, a potem przez następne kilka lat pewnie będę zbierać na wyprawę do Ameryki Południowej. No, ale może gdzieś po drodze uda się wypad gdzieś bliżej :) Pozdrawiam!

  • Brukselę odwiedziłam w 2014 i bardzo mnie rozczarowała. owszem mają piękne kamienice i zabytki, ludzie są raczej mili ale dużo podejrzanych typów kręci się wszędzie. Jest też mnóstwo bezdomnych. To co mi się podobało to impreza przy katedrze. Ludzie bawili się świetnie, siedzieli na chodnikach, trawie dosłownie wszędzie, fajny klimat bez chamstwa.

  • Agnieszka

    Interesujący wpis i świetne zdjęcia. Czuję się, jakbym tam była.
    Pozdrawiam

  • Ciekawie się czyta takie wpisy. Nigdy nie byłam w Belgii, a takie posty pozwalają chociaż „liznąć” podstawy o innym kraju. Czy dowiedzieć się czegoś ciekawego :)

  • Dla nas to trochę niepojęte, jak jeden kraj może mieć 3 języki i w ogóle różną kulturę. To nam trochę przypomina odwiedzony niedawno Berlin, gdzie wschód i zachód też jakoś szczególnie za sobą nie przepadają.

  • Ana

    Niby człowiek codziennie słyszy o Belgii, ale żeby coś o niej wiedzieć, trzeba dopiero takiego minikompendium :)

  • Spodobała mi się idea połączenia kawiarni i pralni – niby rozwiązanie tak proste, a jednak rzadko spotykane :) Jeszcze nie byłam w Belgii, ale z największą przyjemnością zmieniłabym ten stan rzeczy :)

  • Blog To Wake Up Baby

    Byłam klika razy w Brukseli i chętnie wrócę raz jeszcze ;)

  • Święta spędziłam w 2015 w Holandii i pisałam o rzeczach, które zaskoczyły mnie właśnie w tym kraju ale powiem szczerze to co przeczytałam u Ciebie jest jeszcze bardziej mnie zszokowało – w życiu nie przyszłoby mi do głowy, ze w Belgii mają problem z papugami i lisami, motyw z pralniami bardzo mi się podoba ale chyba jest to dość uciążliwe a supermarkety wyglądają tak „ozięble” :)

  • Dawido

    Ja dla mnie piękny kraj byłem w Brukseli w tamtym roku i nie żałuję Nawet po ostatnich wydarzeniach z chęcią bym tam wrócił. Podróż nawet oceniam bardzo przyjemnie bo zobaczyłem super widoki a jechałem autokarem Ecolines bo mają na prawdę taniiutkie bilety. Może w wakacje wybiorę się raz jeszcze :)

  • Pingback: DLACZEGO WARTO ODWIEDZIĆ BELGIĘ? - Króliczek Doświadczalny()

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- LUBISZ TO? -

- MÓJ INSTAGRAM -

- ARCHIWUM -