7 ŻYCIOWYCH LEKCJI, KTÓRE WYNIESIESZ Z KRYZYSU, DOŁKA, CHOROBY

Chyba każdy z nas miał takie momenty, kiedy wydawało się, że już nic w życiu nie trzyma się kupy, że wszystko rozpadło się na milion małych kawałków i żadne kleje świata (pieniądze, jedzenie, seks, przyjemności, nowe znajomości) tego nie skleją. Prawie zawsze padają wtedy pytania: za jakie grzechy? albo dlaczego to musiało spotkać akurat mnie? 
Mam propozycję: niezależnie od tego, czy ten stan jest już tylko wspomnieniem, czy przeżywasz go właśnie teraz… na chwilę wyjdź z siebie i stań obok. Popatrz na to, co się z Tobą dzieje/działo, inaczej niż zwykle – tak jakbyś oglądał film o obcej osobie. I jeśli pozbędziesz się emocji i poczucia że chodzi tu o Ciebie, to za chwilę, tak jak w przypadku większości średniej klasy filmów, będziesz w stanie przewidzieć ciąg dalszy. Już wiesz, że minie trochę czasu i wszystko zakończy się cichym happy endem. Główny bohater, dzięki trudnościom i problemom przejdzie zaskakującą przemianę, zyska wiele nowych życiowych umiejętności i odtąd będzie mu się żyło, może nie długo i szczęśliwie, ale na pewno… dużo lżej.

A teraz wróć do poprzedniej perspektywy i uświadom sobie, że tak, to właśnie o Tobie mowa. Nie wierzysz? Oto 6 lekcji, korzyści i wzmocnień, które wyniesiesz/wyniosłeś z kryzysów, dołów, chorób, rozstań i wszystkich innych życiowych traum.

 

ZYSKUJESZ NOWĄ PERSPEKTYWĘ

Kiedy wszystko wokół jest nie tak, możesz odczuć coś, co nazywa się zawężeniem sytuacyjnym – wydaje Ci się, że w Twojej sytuacji się nie zmieni, nie widzisz wyjścia ani żadnych sensownych rozwiązań. W pewnym momencie przychodzi jednak jakiś mały promyk nadziei, potem większy i kolejny, aż stajesz na nogi. I nagle wszystko wydaje się takie nowe i świeże, zupełnie inne, niż przed kryzysem. Uświadamiasz sobie, że wiele rzeczy, którymi przejmowałeś się do tej pory, było niczym, w porównaniu do ostatniego doświadczenia i już więcej nie poświęcasz tym drobiazgom aż takiej uwagi. A każde pozytywne zdarzenie, dobry gest czy chwila, w której czujesz flow, cieszą Cię w zupełnie inny niż dotąd sposób.


 

UCZYSZ SIĘ WDZIĘCZNOŚCI

Nowo nabyta perspektywa pozwala Ci poczuć prawdziwą wdzięczność za wiele prostych, codziennych spraw i przyjemności. Kiedyś przyjmowałeś je jako coś pewnego, naturalnego, niemal ich nie dostrzegałeś… dziś, przez kontrast, widzisz je o wiele wyraźniej i uczysz się doceniać, tak jak na to zasługują. Odkrywasz też wartość ludzi, którzy wprowadzają te pozytywy do Twojego życia i jesteś w stanie pierwszy raz w życiu prawdziwie im za to podziękować.

„Jeśli nigdy nie zaznałeś chłodu zimowej nocy, mało prawdopodobne jest, że docenisz ciepło letniego dnia. Nic tak nie stymuluje naszego apetytu na proste radości życia, jak głód spowodowany smutkiem lub desperacją”   ― Anthon St. Maarten


 

UŚWIADAMIASZ SOBIE SWOJĄ SIŁĘ

Jedni mówią, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Inni radzą: jeśli coś cię nie zabiło, pozwól mu na to – bo wiedzą, że z bólu i trudności rodzi się często nowa osoba, znacznie silniejsza, pewniejsza siebie i przekonana, że skoro tyle wytrzymała, to teraz da radę każdemu wyzwaniu, które postawi przed nią los.


LEPIEJ ROZUMIESZ INNYCH

Możesz starać się być dobrym przyjacielem, dzieckiem, partnerem, ale kiedy ktoś bliski przechodzi naprawdę trudne chwile, będzie Ci trudno wykrzesać z siebie odpowiednią ilość empatii, jeśli sam nie doświadczyłeś czegoś podobnego.Wiedza, że Ty też kiedyś cierpiałeś i miałeś poważne problemy, przez co Twoje „wiem, co teraz czujesz” nie jest tylko pustym frazesem, czasem wystarcza tym osobom za całe wsparcie.


 

DOWIADUJESZ SIĘ, KTO CIĘ OTACZA

Trudne chwile czasami zmuszają do sięgnięcia po pomoc innych – bywa, że inaczej nie da się ruszyć z miejsca. Wtedy też okazuje się, ilu z Twoich kilku setek facebookowych przyjaciół naprawdę zasługuje na to miano i dla kogo więzy krwi rzeczywiście coś znaczą. Wsparcie załamanej czy ciężko chorej osoby nigdy nie jest łatwe i nie każdy jest w stanie podołać temu zadaniu. Niektórzy jednak, mimo braku czasu, pieniędzy, czy specjalnych umiejętności starają się pomóc, choćby swoją obecnością. Inni – nagle wyparowują z Twojego życia, dziwnym trafem materializując się ponownie, kiedy zaczynasz dawać znaki, że już z Tobą lepiej. Wiesz, co z nimi robić.

„Kiedy zapytamy się szczerze samych siebie, które osoby z naszego życia znaczą dla nas najwięcej, często dowiemy się, że to ci, którzy zamiast dawania nam rad, rozwiązań, czy leków, wybrali raczej dzielenie naszego bólu i dotykanie naszych ran ciepłą i czułą dłonią. Przyjaciele, którzy potrafią być z nami w ciszy w momentach rozpaczy lub dezorientacji, którzy potrafią zostać z nami w godzinie smutku i żałoby i zmierzyć się razem z nami z rzeczywistością naszej bezsilności – to właśnie ci, którzy się o nas troszczą.” – Henri J. M. Nouwen


WZRASTA CI POZIOM KREATYWNOŚCI

Cały blues jako gatunek powstał z bólu i tęsknoty niewolników, większość piosenek country inspirowana była rozstaniami, a wielu światowej sławy artystów tworzyło swoje najbardziej znane dzieła podczas depresji, walki z nałogami, czy chorób psychicznych. Nawet jeśli nie jesteś typem artysty, podczas tych trudnych dni możesz odkryć w sobie całe pokłady kreatywności, które wydostaną się z Ciebie tą czy inną drogą. Może napiszesz najlepszy wiersz swojego życia, a może wpadniesz na genialne rozwiązanie swojego problemu, które przy okazji uczyni Cię bogatym. Nie takie przypadki widział świat.


UCZYSZ SIĘ ODPUSZCZAĆ… I UFAĆ

Czasem musi wydarzyć się coś naprawdę strasznego, żebyśmy zdali sobie sprawę, że niezależnie od ilości przygotowań, zabezpieczeń i kontroli, jaką chcielibyśmy sprawować nad swoim życiem, jesteśmy tylko pyłkiem na wietrze, targanym przez siły znacznie większe, niż możemy sobie wyobrazić.
I kiedy już minie okres buntu i rozpaczy spowodowanej tą trudną do zniesienia świadomością, nagle uczymy się odpuszczać, przestajemy widzieć sens w nadmiernym perfekcjonizmie, nie staramy się już projektować każdej możliwej sytuacji i dziedziny życia – robimy to co konieczne, tylko do pewnego momentu, i ufamy, że wszystko pójdzie dobrze. Tak, albo inaczej. Bo co ma być, to i tak będzie – a nasza rola polega tylko na odpowiedniej interpretacji i wykorzystaniu tych zdarzeń.


***
Życiowe znaczenie i rolę kryzysu chyba najlepiej i najtrafniej oddali Chińczycy, już w samym słowie opisującym to zjawisko. Brzmi ono wēijī i składa się z dwóch przeciwstawnych znaków.  Wēi oznacza niebezpieczeństwo i niepewność, a – szansę, okazję, kluczowy punkt.

„Tak, nasze kryzysy kryją w sobie niebezpieczeństwo, zagrażają naszym nawykom i pewności. Zmuszają nas do ruchu. Budzą siły, które wstrząsają naszym życiem. Wszystko to sprawia, że tracimy kontrolę. I dzięki Bogu! W końcu nasza maska pęka, prawdziwe uczucia idą w ruch, a stary ból wypływa na powierzchnię. Wszystko nabiera życia i bezpośredniości. Musimy porzucić bezpieczną, nieruchomą przestrzeń czystego poznania w naszej głowie – to właśnie jest największa szansa kryjąca się w zagrażającym nam niebezpieczeństwie.” – Werner Zepf


 

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Twój tekst tak bardzo oddaje to, czego i ja się nauczyłam doświadczając kryzysów, że właściwie… aż mnie trochę zatkało ;) Po prostu uporządkowałaś to, co dzieje się również w mojej głowie. A jestem pewna, że wiele, bardzo wiele osób wynosi z kryzysowych sytuacji podobne lekcje.
    Nie dodam nic od siebie, bo właściwie mogłabym rozpisać się przy każdym z tych punktów, w Ty i tak już powiedziałaś to, co najważniejsze. Mega wielki buziak za ten tekst :*

  • Z biegiem lat zmieniają mi się poglądy na wiele spraw, ale zawsze będę wierna myśli, że nie ma nic lepszego, twórczego i r rozwojowego w życiu jak właśnie kryzys :D

  • bardzo dobry i wartościowy tekst. zgadzam się ze wszystkim oprócz tego zaufania. tzn. powiem tak: mnie to ufać nie nauczyło. wręcz przeciwnie. nauczyło mnie nie ufać. ani ludziom, ani sobie, ani nawet wszystkiemu temu co jest uznane za oczywistość (że po nocy jest dzień między innymi ;). mam nadzieję, że pójdzie dobrze, ale w moich przewidywaniach jest dużo miejsca na czarne scenariusze, niestety. na szczęście większość się nie sprawdzi ;)

    • Z tym zaufaniem chodziło mi właśnie o to, że niezależnie od tego jak potoczą się wydarzenia, czy będzie jasny czy czarny scenariusz, to tak doświadczony człowiek wie, że i tak sobie poradzi, że ostatecznie wszystko i tak zmieni się w jakąś korzyść – choćby wiedzę, jak zarządzać kryzysami, czy napływ kreatywności i pojawienie się planów B, C, itd. :)

  • Za każdym razem, kiedy coś idzie nie tak, powtarzam sobie „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. I tak parę miesięcy temu, kiedy skręciłam nogę byłam totalnie uziemiona. Właśnie wtedy chciałam robić jak najwięcej rzeczy i czułam się przygnębiona tym, że nie mogę wyjść do ludzi… Więc postanowiłam przyprowadzić innych do mnie i w moim domu na wsi otworzyłam wolontariat zapraszając przy tym ludzi z całego świata. Chyba na lepszy pomysł nie mogłabym wpaść kiedy indziej, jak podczas tego małego „kryzysu”. I wszyscy na tym zyskali, a nasz dom powiększył się o kilku domowników :D

  • Nie to, żeby to była aluzja do twojego bloga, ale mam tak oto brzmiącą zasadę: pomysły są jak króliki: najpierw masz jednego i uczysz się jak sobie z nim radzić, a potem jest ich cała masa. To tak a propo kreatywności w kryzysie.

  • Teraz, po niedawnym życiowym kryzysie ten tekst przemawia do mnie w wyjątkowy sposób. Daje mi możliwość spojrzenia na to, co było z perspektywy dnia dzisiejszego, bardziej kolorowego, optymistycznego, pozytywnego. I faktycznie zauważam te życiowe lekcje. Wygląda na to, że je odrobiłam. Piękny tekst!

  • Kilka razy przeżyłam już takie ciężkie chwile jednak później doceniałam je ponieważ byłam po nich silniejsza.

  • Zgadzam się w 100 procentach. Potwierdzone na własnym przypadku :)

  • Kryzysy niosą w sobie ogromną siłę destrukcja. Lubimy powtarzać, że to, co nas nie zabija to nas wzmacnia, ja jednak myślę, że to, co nas nie zabija nas uszkadza. Ostatnich 7 lat mojego życia obfitowało w najróżniejsze katastrofy, nie cuda, ale uderzenia między żebra. W pewien sposób nie wyszłam z żadnego z nich, każde z tych wydarzeń zmieniło mnie w tak znacznym stopniu, że przestałam się w dużym stopniu identyfikować ze sobą sprzed. Przeskoczyłam kilka linii rzeczywistości. I zgodzę się z Tobą o tyle, ze wychodzimy z kryzysów silniejsi i lepsi tylko jeśli sami się o to postaramy. Musimy nad tym pracować i chcieć się uczyć, mieć oczy szeroko otwarte. Inaczej będzie źle.

    • Myślę, że to wszystko kwestia perspektywy. Zależy jak patrzymy na to, co zostało w nas uszkodzone. Coś odeszło, coś innego pojawiło się w to miejsce. Czy to destrukcja? Ja bym powiedziała, że wymiana :) Każdy koniec zawsze jest nierozerwalnie powiązany z jakimś początkiem.
      Oczywiście trzeba włożyć trochę wysiłku, żeby móc tak na siebie spojrzeć, czasem musi też minąć trochę czasu potrzebnego na żal czy rozpamiętywanie, niekiedy nie da się inaczej. Ale sądzę, że do większości osób prędzej czy później te pozytywy i wzmocnienia docierają i nie okopują się w żalu za tym co było, czy co ich spotkało, bo to po prostu na dłuższą metę uniemożliwia funkcjonowanie.
      Zakładam, że tak działa to też u moich czytelników, stąd tekst, który jest raczej wsparciem, pocieszeniem niż ostrzeżeniem :)

      • Nie zawsze coś pojawia się w miejscu starego, albo inaczej, zawsze, ale czasami to „coś” to pustka. I czasami pojawia się ona w miejscu, w którym jest potrzebna.
        A czasami nie. To sprawa odpowiedzialności za siebie, którą wierzę, że Ty masz i którą pewnie mają Twoi czytelnicy, inaczej by tutaj nie trafili. Ale ja mam i część z nich pewnie też ma, w swoim osoby, które nie wyniosły żadnych pozytywnych lekcji z cierpienia, a zamiast tego zafiksowały się w bólu i powpadały w choroby. One sobie same nie pomogą i być może bez pomocy już nigdy nie odzyskają radości.
        Generalnie to chciałam powiedzieć, że wyciąganie lekcji wymaga działania, nie czekania <|:^)

  • wasted

    Bardzo wartościowy tekst, nie znalazłam punktu z którym bym się nie zgodziła :) Uściski!

  • Kryzys zmienia ludzi, i chciałabym wiedzieć że istotnie – na lepsze. Jednak nie zawsze tak jest, bo nie każde negatywne doświadczenie nie pozostawia w nas trwałych konsekwencji, niezależnie od nas. Podziwiam tych, którzy w skutek wypadku, choroby, doznali trwałego kalectwa, ale potrafią przeorganizować życie tak, by „normalnie” się nim cieszyć. Jednak bądźmy szczerzy – nie wszyscy, nawet jeśli walczą.
    Warto szukać pomocy, ale nie można jej oczekiwać. Ludzie są za bardzo skupieni na sobie by się nie wściekać, kiedy autobus nie odjeżdża na czas, bo spieszą się… gdzieś (nieważne gdzie, zawsze się spieszą), tymczasem kierowca zatrzymał się, bo dojrzał w lusterku panią z wózkiem/babcię z kulą/pana na wózku. Myślą, jakoby oni byli centrum wszechświata, a cała reszta najwyżej fantasmagorią.

    • W tym tekście skupiłam się jednak na pozytywnych aspektach kryzysu, bo nie jest moją intencją straszyć, grozić, czy przykuwać do ziemi osoby, które chciałyby wzlecieć. Energia podąża za uwagą i jeśli powtarza się wokół, że np. kalectwo to ostateczna tragedia, to rzeczywiście, takim osobom może być ciężko wrócić do normalności.

      Inna sprawa, niektórzy niepełnosprawni mówią, że istnieje w społeczeństwie przekonanie, że jest im tak źle, że należy tylko współczuć, litować się, że myśli się, że ich życie już nie może być takie samo i już nie da się z niego czerpać tyle, co przedtem. A to złudzenie, spowodowane tym, że osoba, która tak mówi/myśli, sama nie wyobraża sobie życia po kalectwie i nie widzi w sobie sił, które pozwoliłyby jej na reorganizację życia.

      • Dla mnie współczucie to nie to samo, co odrobina wyrozumiałości… Jest im ciężej, co nie znaczy, że „nie dają rady”. Nawet ze sparaliżowanymi nogami człowiek nie staje się obłożnie chory – znam lekarza, który po wypadku wrócił do wykonywania zawodu. Nie może już jednak wykonywać zabiegów, ani uprawiać swojego ulubionego sportu. Wypadek zostawił konsekwencje, których nie da się cofnąć, ale walczył by powrócić do życia – i uważam, że odniósł sukces.
        Wyrozumiałość to nie to samo co litość. W przykładzie z autobusem chodziło mi o to, by nie stawiać na drodze takim osobom dodatkowych przeszkód i nie reagować niepotrzebną irytacją. Bez względu na to, czy kryzys dotyka tego fizycznego wymiaru, czy też nadmiernie obciążonej psyche. To tylko mój skromny „dodatek” do tego co napisałaś.

        Z resztą się zgadzam. W końcu… Nawet o kulach można przebiec maraton: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34889,15715147,Niepelnosprawny_o_kulach_ukonczyl_polmaraton_i_poruszyl.html

        • Zgadzam się z tym, że wyrozumiałość to nie litość, nie odnosiłam tego do przykładu z autobusem, tylko bardziej ogólnie :)

  • Zgadzam się z Tobą w 100%. Nie tak dawno ciężko chorowałam i miałam czas, by doświadczyć tego wszystkiego osobiście…

  • Co racja, to racja. Zgadzamy się z Tobą całkowicie.

  • Hanna Laszczyk

    To prawda w trudnych chwilach zmienia się perspektywa, wartości, zaczynamy patrzeć na życie zupełnie inaczej. I z pewnością lepiej mieć jednego przyjaciela, niż 1000 znajomych…

  • Oj prawda! Kryzysy wzmacniają ;)

  • Sporo się nauczyłam i w dalszym ciągu się uczę. Prawdę napisałaś Asiu :)

  • Bardzo dobry wpis. Właśnie rowaliłam sobie kciuka i miałam okazję doświadczyć tej utraty kontroli. Było koszmarnie.

  • Osobiście wierze, że ze wszystkiego czy to dobrych czy złych sytuacji można wyciągnąć lekcję i pozytywy. wszystko to odpowiednie nastawienie :)

  • Racja, z każdej sytuacji można coś wynieść. Każde doświadczenie ma znaczenie.

  • Małe sprostowanie „wielu światowej sławy artystów tworzyło swoje najbardziej znane dzieła
    podczas depresji, walki z nałogami, czy chorób psychicznych.” To trochę inaczej, otóż kreatywność jest mocno skorelowana ze skłonnością do depresji, a ogromnie skorelowana z chorobami psychicznymi. Skąd się to bierze? Ludzie, którzy chorują na depresję często są bardzo obiektywnymi osobami w odróżnieniu od reszty ludzi, którym całe życie towarzyszy myśl „będzie dobrze, cokolwiek by nie było.”, więc może ta obiektywność jest związana z kreatywnością, ale na pewno nie określiłbym, że depresja ją wzmaga.
    A choroby psychiczne? No cóż, weźmy na tapet taką schizofrenię – choroba, która jest skupiskiem produkowanych przez mózg człowieka wyobrażeń, wytwarza rzeczy, które ciężko sobie wyobrazić zdrowemu człowiekowi. Tylko, że różnica między zdrowym twórcą, a tym ze schizofrenią jest taka, że ten pierwszy wie, że to, co tworzy to nieprawda, a drugi wie, że to prawda.
    Ogólna zależność jest taka, że ludzie podatni na choroby psychiczne często są bardziej kreatywni, ale kreatywność nie wynika z tego :)

  • Pingback: WTORLINKI #59 - Króliczek Doświadczalny()

  • asasasas

    Zaczęło
    się od tego, że na forum uczelnianym przeczytałam opinie o wykładowcach, z
    którymi mam mieć zajęcia na 2 roku studiów. 1 rok zaliczyłam w miarę
    bezstresowo, z jedną poprawką, którą zdałam w czerwcu. Ludzie nastraszyli mnie,
    że kobieta od mikroekonomii oblewa połowę ludzi na ćwiczeniach, a egzamin z
    polityki gospodarczej jest bardzo trudny. No i w mojej głowie zaczęły kiełkować
    myśli: że sobie nie poradzę, że będę miała masę poprawek ect. Te myśli się
    pogłębiały aż nie potrafiłam się im oprzeć…. Nie dawałam rady…. Z pomocą
    przyszła mi koleżanka która interesuje się ezoteryką. Poleciła mi rytuał
    oczyszczenia aury u pewnego bioenergoterapeuty ze strony http://energiaduchowa.co.pl/?p=21 ,
    niedługo potem niepokojące myśli ustały, a ja bezproblemowo zdałam kolejne
    egzaminy.

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -