„JESTEM SAPIOSEKSUALNA. JAK JA ZNAJDĘ FACETA?!”

75
34
sapioseksualność
Homo czy bi – nuuuda, metro lumber – to takie wczorajsze. Teraz czas na SAPIO! Sapioseksualność – zapamiętajcie to nowe gorące słowo, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie okazja, by przyszpanować nim podczas nudnych small talków w końcowych fazach imprezy. Albo wpleść je do opisu swojego profilu randkowego, zaraz po „jestem jaki jestem” (wersja męska), czy „Bóg mnie stworzył, a szatan opętał” (wersja żeńska).


Sapioseksualny znaczy tyle co „uznający inteligencję i umysł za najbardziej podniecające atrybuty u potencjalnego partnera”. Sapio w tym zlepku pochodzi – jak można się domyślić – od sapiens.

Zgodnie z powyższą definicją, ktoś sapioseksualny średnio wzruszy się widokiem falujących piersi, rozmiar D jak Daj Dotknąć, czy koszulki pękającej na naprężonym bicepsie. Ale gdy zadeklarujesz takiej osobie, że przeczytałeś całe „W poszukiwaniu straconego czasu”, albo że piszesz właśnie doktorat z analizy kosmicznego promieniowania tła w celu wygenerowania nowego modelu inflacji wszechświata… możesz spodziewać się rozszerzonych źrenic i przyspieszonego oddechu. I to nie platynowa Diners Club, a karta Mensy okaże się wytrychem otwierającym jej umysł. A następnie pewnie i rozporek.


sapioseksualny

Określenie sapioseksualny zyskało szczególną popularność, kiedy w serwisie randkowym OK Cupid wprowadzono możliwość jego wyboru jako jako jednej z preferencji seksualnych. Od tej pory ludzie, którzy cierpieli na coś, co roboczo nazywam intelektualną samotnością, zyskali pewien skrót na drodze do odnalezienia drugiej połówki. Skoro wcześniej lewak mógł wyszukać innego lewaka, buddysta buddystę, a niewolnik swoją dominę, to dlaczego ktoś, kto uważa mózg za największy z seksualnych organów, miałby mieć pod górkę.

Oczywiście, jak przy wprowadzeniu każdego nowego podziału, ukazującego, że ludzie mogą się od siebie różnić, pojawiły się też słowa krytyki. Według których sapioseksualność to nic innego, jak emocjonalna hipsteriada i wyraz odgraniczania się od sporej grupy średnio-inteligentnych, ale-przecież-takich-dobrych-i-porządnych ludzi. I że w życiu uczuciowym chodzi o to, by otwierać się na inność, niezależnie od tego, jak bardzo z tą innością jest nam nie po drodze. Bo na tym przecież polega dojrzałość!


sapioseksualni

Każda z etykietek, którą dobrowolnie na siebie nakładamy, bywa mieczem obosiecznym – od czegoś odgranicza, do czegoś zbliża. Ale w świecie, gdzie istnieją miliardy kombinacji potencjalnych udanych i nieudanych związków, tym, którzy jeszcze szukają, mogą zaoszczędzić wiele czasu i rozczarowań.

Teoretycznie, można żyć i tworzyć związek z kimś, kto intelektualnie nie przystaje do naszych standardów – spójrzmy choćby na żony wielu słynnych naukowców. I często inteligentny mężczyzna z jedynie piękną, albo dobrą i oddaną kobietą, są całkiem zgranymi duetami. Każdy z nich dostaje to, na czym mu ewolucyjnie najbardziej zależy. Gorzej wygląda to jednak w przypadku bystrych kobiet i facetów o mniej lotnych umysłach – w pewnym momencie udawanie głupszej dla dobra związku zaczyna jej się nudzić. Zapytacie – dlaczego miałaby udawać? Nawet sam Lew Starowicz radził kiedyś:


„Moja droga, jeśli jesteś bardziej inteligentna od swego partnera, ale zależy ci na tym, by ten związek przetrwał, to nie popisuj się przed nim swoją inteligencją”.


Mężczyzna jest stworzeniem, które chce być dla swojej kobiety oparciem, opiekunem i doradcą, chce imponować i łaskawie wyjaśniać jej prawidła brutalnego świata. Kiedy jednak ona sama potrafi programować, rozkręcić i złożyć na nowo komputer, albo zyskuje kolejny grant na swój doktorancki projekt, podczas gdy on od siedmiu lat próbuje obronić magistra… coś tu zaczyna zgrzytać. Jej, i jemu również, no bo czym niby ma jej teraz zaimponować?

Potwierdza to J. Rostowski, autor książki Zarys psychologii małżeństwa. Tłumaczy tam m.in., jak niekorzystna jest sytuacja, w której partnerka ma wyższe wykształcenie, niż jej partner. W naszych podświadomościach, mimo cywilizacyjnego i społecznego postępu wciąż króluje stereotyp, że to mężczyzna powinien zajmować bardziej znaczącą rolę w rodzinie. Jeśli jednak sytuacja na to nie pozwala, satysfakcja z relacji się zmniejsza.

Nie od dziś wiadomo, że mimo wybuchów gorącej namiętności u przeciwieństw, które się przyciągają, najtrwalsze związki tworzą partnerzy raczej podobni do siebie. W tym tacy o zbliżonych poziomach intelektualnych. Wróży to bowiem zbliżony sposób reakcji na wiele bodźców, czy wspólnotę oczekiwań, wartości i życiowych celów.

A odkąd wiemy, że intelekt na niektórych działa niemal jak lubrykant, można przypuszczać, że udane będzie też ich życie seksualne. Wystarczy, że w ramach gry wstępnej zaczną zwracać się do siebie wszystkimi swoimi tytułami naukowymi. Albo cytować Kanta.


sapioseksualność