LIPCOWE, UPALNE MIGAWKI Z ŻYCIA

W powietrzu płynie sobie fatalna, ale nienachalna muzyka z windy, za plecami mam wieczorne* słońce, po mojej prawicy topnieją lody a w komputerze hula miejski, darmowy internet o nieposkromionej wręcz szybkości (prrr, szalony!) – oto komplet niezbędny do tego, żeby rozliczyć się z minionym miesiącem. Czuj się zaproszony do podejrzenia tej spowiedzi. Znajdziesz w niej nie tylko moje wspomnienia i fotki, ale i odpowiedź na odwieczne pytanie, dlaczego czas dorosłym płynie szybciej niż dzieciom, i jak zaoszczędzić na rezerwacjach noclegów.


DLACZEGO ODKĄD JESTEŚMY DOROŚLI CZAS PŁYNIE NAM SZYBCIEJ?

Mogłabym rozpocząć ten post tak jak większość blogerów tworzących podobne podsumowania: „poprzedni miesiąc minął mi tak szybko, że nawet nie wiem kiedy”. Do takiego samego wniosku doszliśmy też ostatnio ze znajomym, z którym nie widziałam się od kwietnia, a oboje mieliśmy wrażenie, jakby to było zaledwie kilka tygodni temu. Zgodnie stwierdziliśmy też, że w dzieciństwie czas płynął nam dużo wolniej a dni wydawały się dłuższe. Nie poprzestałam na tłumaczeniu, że ‚tak po prostu jest’ i poszukałam źródeł tego dziwnego zjawiska, którego doświadcza wielu dorosłych ludzi.



Istnieje kilka teorii na jego temat. Jedną z nich może być prawo Webera – Fechnera, wg którego wrażenia rejestrowane przez nasz mózg odbierane są subiektywną skalą pomiaru, nie do końca oddającą obiektywną rzeczywistość. Tak jest też z upływem czasu – zależy on od naszego wieku, który jest punktem odniesienia. 10-latek postrzega okres kolejnych 10 lat jako bardzo długi, bo to tyle, ile trwało jego całe dotychczasowe  życie. Dla 50-latka 10 lat to już tylko jedna piąta życia, a dla 100-latka – zaledwie jedna dziesiąta. Czymże jest więc miesiąc w obliczu naszych (prawie) 30 przeżytych lat?

Inna teoria, to tzw. efekt huśtawki – to, co obecnie mija nam wolno, w przyszłości będziemy postrzegać jako krótkie. Tzn. za parę tygodni wczorajsze godzinne stanie w korkach będziemy wspominać jako krótkie, a tyle samo trwające spotkanie ze znajomymi jako długie, mimo że w chwili, kiedy mają one miejsce, jest dokładnie na odwrót.

Gdy w danym okresie pojawia się mało nowych wydarzeń albo bodźców, mózg podczas wspominania traktuje go tak, jakby był bardzo krótki – bo gdyby było inaczej, przecież wydarzyłoby się dużo więcej, czyż nie? Za to kiedy nasze dni wypełnione są różnorodnością i nowościami, mamy później wrażenie, że były wyjątkowo długie.Podsumowując – jeśli masz wrażenie, że czas upływa Ci podejrzanie szybko, opcje są dwie: albo już od dawna nikt nie prosi Cię o dowód w monopolowym, albo popadłeś w rutynę i większość dnia zajmuje Ci monotonna praca lub nudne czynności. O ile z pierwszym nic już nie zrobisz, to nad tym drugim zawsze możesz popracować.


MIEJSCA, WYDARZENIA

Lipiec rozpoczęłam i zakończyłam blogowo – najpierw, w pierwszy jego weekend Blog Conference w Poznaniu, potem w ostatni – See Bloggers w Gdyni. Tuż przed wyjazdem do Trójmiasta byłam też świadkiem narodzin wrocławskich spotkań blogerów, które mają odbywać się co miesiąc.

O swoich wrażeniach czysto blogowych z takich imprez już wspominałam, ale jeszcze słowo należy się samemu Poznaniowi jako miastu. Do tej pory byłam w nim tylko kilka razy na imprezach trance, które swego czasu często się tam odbywały, ale zawsze przypadało to jakoś na zimę lub jesień. Nic więc dziwnego, że Poznań w takiej ciemnej i zimnej szacie mnie nie zachwycał. Za to teraz, w pełni lata, stwierdziłam, że jest piękny i zdecydowanie wart dalszej eksploracji. Przez 3 dni mieszkałam w centrum rozsławionych przez Musierowicz, uroczych Jeżyc, poznałam też rejony Starego Browaru i ścisłego centrum, odwiedziłam kilka niezłych knajpek i co chwilę doznawałam pozytywnych zaskoczeń. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji być w Poznaniu, polecam Ci wybrać się tam choćby na dwa dni.



A w Gdyni… w Gdyni z kolei mieszkałam w klimatycznym pokoju przypominającym bibliotekę, wyposażonym m.in. w fotel bujany. Wynajęłam go przez Airbnb – trochę zbyt późno zabrałam się za szukanie swojego kąta i w hotelach nie było już niczego, ewentualnie jakieś niedobitki w zawrotnych cenach. No ale miasto musiało przyjąć wtedy co najmniej tysiąc gości więcej, niż zazwyczaj w takie weekendy, nic więc dziwnego. Na szczęście skorzystałam z linka polecającego od znajomego, przez co koszt mojej rezerwacji obniżył się o 96 zł. Być może słyszałeś coś o promocji Airbnb ‚przekaż/uzyskaj środki na pierwszą rezerwację’  – teraz mogę potwierdzić, że ten system rzeczywiście działa (o ile tylko nie masz tam jeszcze konta, a Twoja pierwsza rezerwacja będzie na kwotę wyższą niż 288 zł).Jeśli więc masz akurat w planach jakiś wyjazd (gdziekolwiek), skorzystaj – możesz zarejestrować się z mojego linka polecającego – klik i obniżyć koszt pobytu o 96 zł (25$), to w praktyce często daje jeden dzień gratis. A potem już sam będziesz mógł zapraszać znajomych i zyskiwać taką samą kwotę na ich rejestracjach.


 


Co poza tym… Między konferencjami i walką z deadline’ami udało mi się też upchnąć w kalendarz wyjazd do domu nr 1, w świętokrzyskim i skontrolowanie jak rośnie pies zwany Lolkiem; wyjazd do domu nr 2, w lubuskim i zwiedzanie kolejnych przykurzonych zabytków w okolicy; a nawet jakąś imprezę. Znalazłam też czas na dalsze eksplorowanie Wrocławia w poszukiwaniu ciekawych widoków i ćwiczenie moich kulejących foto-umiejętności. Efekty można podejrzeć na Instagramie, któremu ostatnio zmieniłam trochę formułę – nie będę już wrzucać tam zdjęć wszystkiego jak leci, zamierzam skupić się na widokach z podróży, ciekawych lokalach i samym Wrocławiu właśnie – zapraszam: instagram.com/kroliczekdoswiadczalny


 



SUKCES!

 

Mimo, że tego oficjalnie nie planowałam, w lipcu wreszcie udało mi się przestawić na tryb wczesnego wstawania. O ile w czerwcu czy w maju sukcesem było, kiedy wstałam ok. 8, a normą pobudka o 9, to teraz najczęściej zrywałam z łóżka o 7, albo jeszcze wcześniej, uprzedzając nawet budzik. I co najlepsze, bardzo mi się takie poranki podobają, zwłaszcza teraz, w upały, kiedy to jedyna pora dnia dająca wytchnienie. Nie jest też mitem, że rano produktywność jest największa, i że do godziny 10, 11, jestem w stanie wykonać ponad połowę mojej zaplanowanej na dany dzień pracy (podczas gdy wcześniej o tej porze dopiero zaczynałam się za nią na dobre zabierać). Teraz już nie wyobrażam sobie powrotu do dawnego rozkładu dnia.
Myślę, że kluczem do tego sukcesu było przypadkowe wyrobienie sobie nawyku – przez pierwszą połowę miesiąca często musiałam wstawać rano na poranne pociągi, autobusy, badania krwi, czy jakieś inne wydarzenia, i w efekcie w dni, które nie musiałam tego robić, i tak budziłam się wcześniej –  z rozpędu. Jeśli więc co rano walczysz z budzikiem, spróbuj sobie powiedzieć, że do końca tego miesiąca wstajesz wcześniej choćby nie wiem co (załóż się sam ze sobą, powiedz o tym innym) i od razu rano znajduj sobie coś do zrobienia. Jest spora szansa, że po tym okresie próby już Ci tak zostanie.

Drugi ważny sukces tego miesiąca to oświecenie w kilku kwestiach zdrowotnych. Okazuje się, że jeden mały drobiazg, który większość z nas zaniedbuje lub bagatelizuje, może mieć ogromne konsekwencje dla stanu ciała i ducha – wkrótce napiszę o tym więcej.


 

PLANY, POSTANOWIENIA?

 

W sierpniu chciałabym:
– zdążyć odwiedzić dwa wrocławskie muzea i jedną wystawę,
– zrealizować swój wrocławski projekt fotograficzny (na razie tajemnica!),
– znaleźć wreszcie odpowiednią wypożyczalnię samochodów na Islandii,
– zwiedzić przynajmniej trzy belgijskie miasta. Rozliczymy się w przyszłym miesiącu ;)

 

* – wieczorne, bo tekst powstawał w odcinkach :)

Te wpisy również mogą Cię zainteresować

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -