MAJOWE MIGAWKI Z ŻYCIA

Postanowiłam przywrócić do życia comiesięczną, podsumowującą serię Migawki z życia, z której zrezygnowałam chyba jakoś krótko po założeniu Instagrama, myśląc, że w ten sposób zdjęcia we wpisach będą się dublować z tymi na Insta. Ale przecież nie każdy z Insta korzysta i śledzi, poza tym co miesiąc zawsze zbiera mi się trochę drobnych rzeczy o których chcę Wam opowiedzieć (książki, filmy, wydarzenia, mini-recenzje), a które są zbyt błahe, żeby poświęcać im całego posta. Tak więc witajcie ponownie w nie-tylko-fotograficznym podsumowaniu miesiąca. Jest w nim i kulturalny przegląd, i miejsce na kolejne miesięczne wyzwanie.

KLIMAT MAJA 


Maj rozpoczęłam i zamknęłam na Wschodzie, czyli w moim rodzinnym świętokrzyskim, które teraz, w pełni wiosny wygląda bajecznie pięknie. Dodatkowa atrakcja miesiąca – w domu rodziców zamieszkali nowi lokatorzy. Jeszcze w kwietniu przybłąkała się ciężarna kotka, miesiąc później koty były już dwa. Oprócz kociaka pojawił się też szczeniak, o którego imię pytałam Was na Instagramie. Zaręczam Wam, że jest najbardziej uroczym małym psem na świecie. Fajnie jest patrzeć jak z wiosną pojawia się na świecie nowe życie.

Poza tym ten miesiąc minął mi bez większych wyjazdów, siedziałam głównie w mieście i skupiałam się na pracy, więc teraz już trochę mnie nosi, ale w czerwcu i lipcu będę to nadrabiać (już nadrabiam!).

STRAWA DUCHOWA 


W maju czytałam: (a raczej zaczęłam czytać, i żadnej z lektur jeszcze nie skończyłam)
  • Podróż na wschód Carla Gustava Junga, twórcy psychologii analitycznej, który pełnymi garściami czerpał z symboliki różnych kultur całego świata, szczególnie przyglądając się filozofii i religii Wschodu. Ta książka jest właśnie zapisem tego, czego nauczył się m.in. w Indiach.
  • Reguły sukcesu Henry’ego Clouda, po które sięgnęłam następnego dnia po napisaniu posta o deja vu i sobowtórach, a zgadnijcie jak brzmi tytuł pierwszego rozdziału? Ludzie deja vu. Cloud pisze o wspólnych cechach ludzi odnoszących życiowe i zawodowe sukcesy, choć trochę drażni mnie, że do wszystkiego miesza Boga i cytaty z Biblii.
  • Alchemia słowa Jana Parandowskiego, czyli pisanie o pisaniu dla pisarzy (potencjalnych), a w nim m.in o pisarskim lifestyle’u w starym dobrym stylu. Ciekawostka – książka powstawała przez ćwierć wieku!
Obejrzane filmy: 

  • wamipryczno – komediowe Rzeczy, które robimy w ukryciu, bardzo lekka i zabawna opowieść o wampirach radzących się z trudami życia we współczesnej Nowej Zelandii. Jeśli szukacie filmu typowo na piątkowy-sobotni relaks, lubicie absurdalny humor a nie przepadacie za Zmierzchem – polecam;
  • słynny Whiplash – fuck yeah, muzyka i intensywność to połączenie bliskie memu sercu, dlatego oglądałam z prawdziwą przyjemnością. Jednocześnie pojawiła się też u mnie nuta żalu, która czasem powraca, kiedy sobie przypominam że poza wrażliwym słuchem, jestem kompletnie amuzykalna, nie umiem ani śpiewać, ani na niczym grać, przez co czuję się trochę wybrakowana. Mniejsza jednak o moje smutki – jeśli jeszcze nie widzieliście, polecam nadrobić – nie bez powodu ten film zebrał kilka Oskarów;
  • Srpski Film – i tą pozycję na liście wyznaję Wam ze wstydem, niemal jak grzech. Obejrzenie tego filmu w całości urasta do miana masochizmu. O czym jest Srpski film? Aktor porno na emeryturze (czyli koło 40-tki) dostaje propozycję zagrania w filmie, którego scenariusza w całości nie zna. Robi to by ratować finansową sytuację rodziny. Co z tego wynika? Wrzućcie do jednego worka 120 dni Sodomy, Guinea Pig (czyli nomen omen Królik Doświadczalny) albo inne kino gore, zmiksujcie z wszelkimi możliwymi parafiliami i tabu, a otrzymacie właśnie to: film –  torturę. Widzowie Srpskiego filmu dzielą się na dwa obozy – tych, którzy chcieliby odizolować reżysera od społeczeństwa, i tych, którzy dostrzegają również drugą warstwę, czyli metaforę tego, jak Serbia została – mówiąc prosto – wydymana przez inne narody po wydarzeniach w bałkańskim kotle. Film jest dostępny w całości do obejrzenia online z polskim tłumaczeniem, jednak… nie polecam tego robić. Ryje beret bardzo skutecznie, pozostawia wyżutym, wyplutym, z wyrzutami sumienia i zniechęca do seksu na jakiś tydzień, ale musiałam Wam o nim napisać, chyba w ramach katharsis.

Muzyka miesiąca: 

Co dzieje się kiedy gangsta – raper przeżywa nawrócenie na rytmy reggae i postanawia dzielić się z ludźmi dobrem, miłością, pokojem i blantem? Tego można dowiedzieć się słuchając płyty Reincarnated Snoop Doga, tutaj występującego jako Snoop Lion. Dobra produkcja z wieloma wartościowymi kolaboracjami (m.in. z naszą polską Izą Lach), jednak nie należy tam szukać reggae w starym stylu. Polecam zwłaszcza kawałek Lighters Up.

DZIAŁO SIĘ / JADŁO SIĘ


– Juwenalia – postanowiłam poczuć się znowu jak studentka i w ramach wrocławskich juwenaliów wybrałam się na koncert Pokahontaz, a następnego dnia na O.S.T.R. O ile na pierwszym zachwyciłam się techniką Fokusa, a na drugim dopracowaniem show i emocjonalnym podejściem Adama, to jednak muszę stwierdzić, że wśród pijanych, upalonych, brudnych i głośnych studentów nie czułam się najlepiej.

– Kolejny festiwal streetfoodu we Wrocławiu Wrocławscy ulicożercy, tym razem na mojej dzielni, więc nie mogłam ich nie odwiedzić. Food trucki we Wrocławiu mają się naprawdę dobrze i każde takie wydarzenie przyciąga coraz więcej ludzi. Obawiam się tylko, by nie przeszło to w utratę jakości.

– W ciągu tego miesiąca zdarzyło mi się kilka razy wyjść na obiad lub do kawiarni samotnie, w pełni delektując się smakiem i chwilą sam na sam ze sobą. Pozbyłam się już tego dziwnego uczucia niepokoju towarzyszącego takim sytuacjom. Przy okazji, Wrocławianom polecam pizzerię Pizza Station, która ma kilka lokalizacji w mieście.

– W mojej kuchni rządziły azjatyckie klimaty, pokochałam mleko i olej kokosowy, kilka razy też gotowałam zupę z ciecierzycy, z chili, imbirem i mlekiem kokosowym, której nie potrafię nigdy zjeść bez przynajmniej dwóch dokładek. Trochę rozgrzewa, ale dla tego wyjątkowego smaku polecam nawet teraz – jako podstawa wystarczy warzywny bulion (ugotowany np. na mrożonej włoszczyźnie, żeby było szybciej), do tego ciecierzyca lub soczewica, posiekane chili, kawałek imbiru, pomidory w kawałkach, podsmażona cebula, na koniec gotowania mleko kokosowe. Przepis można dowolnie modyfikować, ja np. dodaję jeszcze czerwoną pastę curry, niektórzy wrzucają ziemniaki, itp.

– Jarmark świętojański we Wrocławiu (powyżej, czyli plaża na rynku, która bardziej jest piaskownicą niż plażą, i budki z drogim eko-badziewiem dla turystów. Mimo wszystko nie przyćmiewają one urody wrocławskiego rynku, bo to przyćmić jest trudno. A ja, jak zwykle latem przeżywam apogeum miłości do tego miasta (i całego świata przy okazji). 

WYZWANIE


Maj miałam rozpocząć od kolejnego wyzwania, po udanym kwietniowym (poranna dyscyplina nadal się mnie trzyma, zimne prysznice nigdy nie były przyjemniejsze, a do tych wszystkich rytuałów dorzuciłam też ssanie oleju). Jednak zaliczyłam lekką obsuwę, i zaczęłam dopiero pod koniec miesiąca, więc całość potrwa do końca czerwca. Założenia nowego wyzwania są dość podobne do tych, które opisała w swoim poście Venila. Chodzi mi przede wszystkim o pozbywanie się społecznych lęków i postępowanie na przekór swojemu introwertyzmowi, zamknięte w pięciu punktach:

  • mówię TAK wszystkim pojawiającym się propozycjom, na które tylko pozwalają mi najpilniejsze obowiązki (i moralność, haha), nie wymiguję się niczemu tylko dlatego, że bardziej komfortowo byłoby nie brać w tym udziału, albo że po prostu mi się nie chce; 
  • nie unikam załatwiania spraw przez telefon i proszenia o pomoc ludzi (dotąd wolałam wyszukać potrzebne mi rzeczy np. przez Internet, wysłać maila zamiast zadzwonić, a o drogę czy rekomendacje pytałam  tylko w ostateczności);
  • wchodzę w small talki z nieznajomymi (i szukam do nich okazji) – pisałam już kiedyś, że tego nie lubię i nie umiem, ale to jednak dość przydatna umiejętność;
  • robię przynajmniej dwie rzeczy z mojej listy before I die, z której dawno nic nie skreśliłam;
  • próbuję czegoś całkiem nowego, co napawa mnie strachem. Co to będzie, opiszę za miesiąc, na pewno podzielę się też wrażeniami z tego, jak poszło mi z całym wyzwaniem.

Wiem, że dziś już 06.06, ale kto zabroni zapytać… pod jakim znakiem minął maj WAM? 


Te wpisy również mogą Cię zainteresować

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -