dlaczegonigdyniezrobiC499tatuaC5BCu-1

dlaczego nigdy* nie zrobię tatuażu

 

Co widzisz, kiedy patrzysz w lustro i nie masz na sobie niczego, co zasłania Twoje ciało? Ile jest w nim modyfikacji, które nie były Ci dane od urodzenia i które spowodowały, że zbliżasz się ze swoim wyglądem do kontrolowanego projektu? Czy te zmiany sprawiają, że czujesz się wreszcie w tej skórze jak w swojej skórze? Jaką super moc daje Ci ten rysunek na ciele lub kolczyk w wardze?

***

Mając lat x-naście byłam święcie przekonana, że kiedy tylko wyrwę się spod kurateli rodziców, za pierwsze zarobione pieniądze zrobię sobie tatuaż. Głównym motywem, który mną kierował była chęć ostatecznego odcięcia pępowiny i pokazania, że moje ciało jest MOJE, tylko i wyłącznie moje, a skoro mogę o nim stanowić, to muszę czym prędzej dać temu wyraz. Nie ważne CO, ważne ŻE. Cieszę się, że wtedy jednak się na to nie zdecydowałam, bo prawdopodobnie dzisiaj szpeciło by mnie coś, na co nawet nie chciałabym patrzeć. Widzę to oceniając tatuaże znajomych zrobione tuż po 18-tce czy jeszcze wcześniej, w tajemnicy i nielegalnie.
Później, na studiach, odepchnęłam na chwilę myśl o tatuażu, bo brakowało mi w życiu czegoś na tyle stałego, by mogło stać się moim emblematem, znakiem rozpoznawczym, amuletem. Te ciągle się zmieniały i rozmywały jedne po drugich, z każdym zgromadzonym doświadczeniem, z każdym odrzuconym  złudzeniem na temat rzeczywistości. Zmieniały się też kolory na mojej głowie – zupełnie tak, jakbym przymierzała różne wersje siebie do stałego szablonu i sprawdzała, która pasuje bardziej, korzystając z tego, że zmiana jest odwracalna (a może po prostu za dużo naoglądałam się anime, które od dzieciństwa wkłada nam do głów, że nie ma nic naturalniejszego od dziewczyny o różowych włosach). Nie obyło się również bez świadomych modyfikacji ciała, po których rok później zostały już tylko dziura w języku, w pępku i cztery w uszach. Ślad na ciele po nich mam niewielki, ale w pamięci – nie do przeoczenia. Każde spojrzenie na nie jest jak wycieczka do stanu umysłu, który gościł we mnie, kiedy się na nie decydowałam. Nieco przerażająca wycieczka.
Po studiach przyszły kolejne zmiany i przewartościowania. Zyskałam coraz większą pewność, że przyjmowanie pewnych zasad i ideologii jako filarów swojej osobowości mija się z celem, bo tylko prowokuje kolejne wewnętrzne rozpady i konieczność ciągłego budowania siebie od podstaw. Zamiast tego postawiłam na trwanie w stanie flow – w którym idee przepływają przeze mnie, a ja odsiewam z nich co najlepsze, biorę to na swój młyn i przetwarzam tak, by na bieżąco wspomagały moje funkcjonowanie i dążenia, kiedy zaliczam kolejne życiowe levele. Nie nastawiam się jednak na ich trwałość i ostateczność. Z tego powodu też nie wyryłam sobie na podbrzuszu kwiatu lotosu, znaku OM na karku, czy kilku wybranych nut na przegubie, choć przez chwilę mocno czułam, że to właśnie mogą być te MOJE symbole. Jeśli jedyną stałą rzeczą w świecie pełnym zmian ma być rysunek na ciele, to chyba nie jest to wystarczająco mocna kotwica.
Zawsze gdy przychodził mi do głowy taki pomysł, zadawałam sobie pytanie: dlaczego właściwie, po co chcę to zrobić? – i nie znajdowałam żadnej sensownej, przekonującej odpowiedzi. Przecież nie wszystko, co mieszka przez chwilę (bo w zestawieniu z długością całego życia to są chwile) w moim umyśle, muszę zapisywać też na ciele. Gdyby tak było, mogłabym już teraz zamienić skórę w brudnopis, tyle że bez opcji wyrwij-wymaż-skreśl. Kiedy myślę o samej idei tatuowania, sięgam do czasów, gdy tatuaż był PIĘTNEM. I tak głównie go postrzegam – nie w sensie negatywnym, bo istnieją również piętna, które wyznaczają przynależność, lojalność, oddanie, albo symbolizują charakter naszego przeznaczenia. Jeśli ktoś umie określić je jasno i  chce przez całe życie nimi emanować – mogę mu tylko pozazdrościć, że już na tym etapie odnalazł tak wyraźny cel, drogowskaz, czy wartość ponad wartościami. Gdybym miała, gdybym znała coś takiego, z niekłamaną przyjemnością przyjęłabym ból płynący spod igły. Ale nie mam –

i nie chcę tatuować się tylko po to, żeby:

 

  • móc wpisywać się w kanon człowieka, który modyfikuje ciało – to już nie ten wiek, gdy wzmacniała mnie tak wyraźna przynależność do grupy czy subkultury;
  • każdy mógł odczytać z  mojej ręki czy nogi to, kim jestem – nie chcę, by to tatuaż pełnił rolę mojego bio, wolę, by kiedyś była to książka lub po prostu nazwisko, a w tłumie chcę czuć się anonimowa;
  • poczuć się piękniejszą to zależy tylko od stanu mojego umysłu i zdrowia, rysunek na ciele może zmienić to na chwilę, ale na pewno nie na stałe;
  • podkreślić seksualność – tatuaże (i kolczyki) w miejscach niewidocznych dla oczu przechodnia  stanowią często rodzaj bonusu i niespodzianki dla tego, kto nas rozbiera, ale jeśli ten ktoś jest już tylko jeden – bardziej zaskoczy go na pewno nowe zachowanie, niż po raz setny odkrywany rysunek;
  • prowokować do zwracania na mnie uwagi/wyrażać siebie na zewnątrz ten etap też już mam za sobą, odszedł w niepamięć razem z wyzywającym ubiorem, ciągłymi zmianami kolorów na głowie, wewnętrznym przymusem posiadania makijażu i kokieteryjnego zachowania nawet tam, gdzie nie szukałam okazji. Normcore, naturalność są może mniej pasjonujące i nie przyciągają tyle spojrzeń, ale pomagają wrócić do esencji, czyli stanu, w którym aby móc o kimś coś powiedzieć, należało zapytać, co sądzi na wybrane tematy, a nie patrzeć na jego ubiór czy inne maskujące/odkrywające środki wyrazu. Być może podchodzę do tego zbyt poważnie, czasem nawet wydaję się sobie z tym nudna, ale zgodnie z napisem na zdjęciu: nothing truly beautiful ever asks for attention;
  • przypominać sobie codziennie o tym, kim jestem bo na to nie ma odpowiedzi na tyle wyraźnej, by zawrzeć ją w jednym czy nawet kilku rysunkach i symbolach, więc taka charakterystyka sprowadzałaby mnie całą tylko do wybranych aspektów (a ja chcę rozwijać się wielowymiarowo);
  • pokazać sobie, że jestem wytrzymała na ból/poigrać z uczuciem bólu to, że mogę wygrać z bólem pokazały mi już wystarczająco doświadczenia, które mam na koncie i z których wyszłam (w większości przypadków) bez śladów na ciele; a jeśli chodzi o kwestię endorfin, które pojawiają się po odbyciu takiej bolesnej sesji – również istnieją sposoby, dzięki którym można odczuwać je częściej i bez śladów. Można, ale też pytanie – po co?
  • móc powiedzieć: yolo – spontaniczne i szalone decyzje na temat czegoś nieodwracalnie zmieniającego ciało? Po prostu przeczytajcie sobie na głos jak brzmi to zdanie.  I nie, nie chodzi wcale o to, że na starość to będzie wyglądało źle, bo nie zawsze będzie, ale to jest… to jest… no po prostu NIE!

 

***

Kiedy tak patrzę na to, co napisałam powyżej, cieszę się, że mimo posiadania typu osobowości, który jest otwarty m.in. na modyfikacje ciała, udało mi się tej skłonności wywinąć. Nie mówię jednak, że wszystkie tatuaże i wytatuowani są a fe! Tatuażystów uważam za artystów (patrzcie na TO), i tak jak pisałam wcześniej, nawet trochę zazdroszczę tym, którzy w pełni świadomie podejmują decyzję o umieszczeniu na stałe czegoś na swoim ciele. Każdy jest inny i dla każdego dobre jest co innego. Jednak wydaje mi się też, że wiele osób tatuuje się nawet do końca nie zdając sobie sprawy DLACZEGO to robi. Niby można i tak, ale czy nie jest to przejaw jakiejś ogólnej życiowej tendencji?
Być może więc mój tekst sprawi, że komuś, kto jeszcze się waha, będzie łatwiej zdecydować – zarówno w tą stronę, że przyzna mi rację i odejdzie od tego pomysłu, jak i w tą, że po przeczytaniu stwierdzi: co za bullshit, nic z tego mnie nie dotyczy, zrobię to! W każdym wypadku, jeśli ta decyzja będzie naprawdę przemyślana, ja będę zadowolona.

Na koniec pytanie do wytatuowanych – odważycie się powiedzieć mi o swoich motywach i okolicznościach powstania tatuażu? I do niewytatuowanych – czy kiedykolwiek rozważaliście tatuaż, jeśli tak, co Was do tego zniechęciło/powstrzymało?

PS – polecam:
– tekst Roberta Nowaka – psychologiczne aspekty tatuowania się,
– fotoblog Usuwanie Tatuaży.



* nigdy nie mów… czego?



Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Mnie nigdy nie ciągnęło do tatuaży – do tego mój gust tak często się zmienia, że nie miałabym pewności, że za rok takiej ozdoby już mieć nie chcę. Więcej nie piszę bo zgadzam się z Tobą :-)

  • Właśnie wracam z oficjalnej uroczystości na auli akademickiej. Wszyscy ubrani w formalne stroje, garsonki, garnitury itp. A przede mną siedzi kobieta (babeczka koło czterdziestki) w eleganckiej małej czarnej, która odsłania kark. I na tym karku ma niewielki tatuaż, coś w rodzaju chińskiego znaku. I muszę powiedzieć że podoba mi się to, w jaki sposób wyróżnia się z tłumu. Nienachalnie, ale wyraźnie.
    Ja nie mam na ten temat głębszych przemyśleń. Nie jestem przeciw, podobają mi się tatuaże, głównie te niewielkie i dyskretne. Mnie samą powstrzymuje to, że jestem mało odporna na ból. I trudno byłoby mi się zdecydować na jeden wzór do końca życia. Ale poza tym? Nie przypisuję temu żadnej filozofii. Może kiedyś :)

    • Też czasami zwracam uwagę na takie dyskretnie wystające gdzieś tatuaże u ludzi, których by się o nie nie podejrzewało, choć teraz już coraz więcej osób jest wytatuowanych, i kiedy nasze pokolenie się postarzeje, takie widoki pewnie przestaną w ogóle dziwić :)

      • Kiedy nasze pokolenie się postarzeje bardziej będę obawiała się wytatuowanych na całym ciele babć i dziadków :) Tatuaże wyglądają ładnie na młodej skórze. A jeśli ktoś nie ma wyobraźni i umiaru…

        • Są przypadki, że na staruszkach też wygląda to ciekawie.
          Tutaj zawsze przypomina mi się ten obrazek :D

  • Od liceum mnie korci aby zrobić sobie tatuaż. Powstrzymuje mnie jak na razie tylko najbardziej przyziemny powód – pieniądze. Miejsce już nawet wybrane, niewidoczne dla wszystkich bo to ma być przede wszystkim dla mnie. Motywy są dwa, dwa pomysł do siebie bardzo podobne jeżeli chodzi o obrazek. Czas pokaże jak to będzie, może go zrobie, może nie. Jak na razie powstrzymuje mnie ten przyziemny powód. :) Osobiście bardzo mi się tatuaże podobają i nie mam nic przeciwko o ile nie jest ich za dużo. Małe, subtelne lub jeden duży.

  • mordka

    Ja kiedyś chciałam, ale mi przeszło. Mąź chce sobie zrobić – nie mam nic przeciwko.
    Ja wiem, że jedyną okolicznością, gdy będę poważnie rozważała zrobienie trwałego ‚ozdobnika’ na skórze, będzie chęc ukrycia blizn po ewentualnym usunięciu piersi.

  • Dominika

    Swój tatuaż zrobiłam w wieku 21 lat i nigdy tego nie żałowałam. Bardzo mi się podobają tatuaże (oczywiście nie wszystkie wzory) oraz kolczyki. Nie było w tym jakiejś większej filozofii. Po prostu czułam, że też tego chcę i podjęłam tę decyzję świadomie. Kiedy dziś się zastanawiam czy nadal do mnie pasuje wzór, który wybrałam tyle lat temu, to muszę przyznać, że owszem. Nadal mi się podoba i jest tak samo aktualny.

  • Swój drugi, tym razem dość widoczny tatuaż zrobiłam tydzień temu. Gdy chcę to go pokazuję, gdy nie, to zakrywam. Nie mam ciśnienia na epatowanie nim wokół . Profesjonalne tatuaże są dla mnie dziełem sztuki. Chciałam mieć jedno na sobie :)

  • Chcę tatuaż od jakiś 5 lat, bez momentów wahania. Jedyne nad czym tyle rozmyślam, to jaki i gdzie. I przyznaję, że trochę się zdziwiłam Twoimi rozmyśleniami. Bo to, że ktoś chce wyrazić siebie przez tatuaż, to jedno. Ale znam mnóstwo ludzi, którzy po prostu chcą go zrobić. Bo tak. Bo chcą. I robią, i mają. Bez filozofii. I od pięciu lat wydaje mi się, że właśnie do nich należę. Chcę mieć tatuaż, który mi się będzie podobał i tyle. Ale nie traktuje tego jako życiowego celu, jakiegoś przełomowego momentu, wyrażania siebie, udowadniania komuś czegokolwiek. Chcę tatuaż tylko dla mnie, ale dopóki nie będę pewna wzoru, to go nie zrobię. I mogę całe życie go sobie nie zrobić, i nie będę z tego powodu nieszczęśliwa. Nie wiem, na ile to co piszę ma sens, ale tak właśnie jest.

    • Dla mnie ma, tzn. chcesz mieć po prostu coś takiego, na co będzie Ci przyjemnie patrzeć, coś w rodzaju stałej biżuterii?

      • Hmm chyba tak to można nazwać, choć nigdy po prostu nad tym nie rozmyślałam. Wiem jedynie, że nie zależy mi na podkreśleniu seksualności, nawet jeśli zrobię go w niewidocznym miejscu. Nie zależy mi na podkreśleniu urody, nawet jeśli zrobię go w widocznym miejscu. Kompletnie mi nie zależy na dołączeniu do grupy ludzi wytatuowanych, tak jak teraz nie zależy mi na byciu w grupie niewytatuowanej. Prowokować do zwracania na mnie uwagi – to też nie ja, wręcz nie ciepię być w centrum. Spontanicznie też nie będzie – myślę o tym od 5 lat. To, że jestem niewytrzymała na ból, już wiem, więc nie muszę nic sprawdzać. Chciałabym mieć tatuaż, bo po prostu mi się podoba :-) Więc Twoje określenie ‚stałej biżuterii’ chyba najbardziej pasuje do mojego podejścia. Jeśli coś wymyślę, jeśli coś sobie uświadomię, czego na ten moment nie wiem, bo kompletnie nigdy o tym nie rozmyślałam, to Ci napiszę. Ale przyznaję, że Twój tekst strasznie mi się spodobał – ukazałaś mi inne spojrzenie na tatuaż.

  • Bardzo się cieszę, że zalinkowałaś akurat Kamila Czapigę. Jego prace są fenomenalne i z przyjemnością oglądałam go przy pracy na tegorocznym Konwencie w Katowicach. Ja mam póki co jeden tatuaż, być może kiedyś pojawią się kolejne. Trochę nie zgadzam się z pojawiającym się w tekście naciskiem na modyfikacje w sensie negatywnym. Modyfikacją jest też w moim odczuciu odchudzanie się, rzeźbienie sylwetki, farbowanie włosów czy robienie makijażu. Nie czuję, żebym robiła coś złego swojemu ciału. Po prostu w miejscu, w którym chciałam pojawił się wybrany przeze mnie rysunek.

    • Modyfikacja w moim słowniku nie ma negatywnego znaczenia – oznacza tylko i jedynie zmianę :) A poza tym chyba tak się jakoś przyjęło że właśnie o tatuażach, kolczykach, różnych implantach podskórnych czy skaryfikacjach mówi się jako o modyfikacjach, chociaż te rzeczy które wymieniłaś oczywiście też nimi są.

  • Mam podobne podejście do Twojego, łącznie z tym, że absolutnie mi nie przeszkadzają tatuaże u innych :-) Przeżyłam krótką fascynację tatuażami w kolorze białym i nawet chciałam sobie taki zafundować, póki nie stwierdziłam, że najbardziej pociąga mnie w tym pomyśle jego niewielka widoczność ;-)

    • Białym? A to ciekawe, chyba takich jeszcze nie widziałam. Może właśnie dlatego, że są tak niewidoczne :D

  • Jeśli chodzi o mnie, baaardzo chciałam mieć tatuaż gdy miałam naście lat. Czemu nie zrobiłam? Po pierwsze: rodzice ;) po drugie: przyszło mi do głowy, żeby zadać sobie właśnie to pytanie „ale właściwie po co?” i nie spodobała mi się moja własna odpowiedź. Introwertyczka, w dodatku z celującymi ocenami – chciałam w ten sposób walczyć z etykietką nudnej, grzecznej dziewczynki, kujona. Tatuaż wydawał się wtedy czymś ekstrawaganckim, zakazanym, ekscytującym, odważnym, nikt z moich znajomych nie miał tatuażu. Ale dotarło do mnie, że robienie sobie na ciele losowo wybranego obrazka z takiego powodu to głupota. Moi najbliżsi znajomi doskonale znali mnie „od wewnątrz”, a zwracanie w ten sposób uwagi osób, które nie były dla mnie ani trochę ważne, nie miało najmniejszego sensu. Pod koniec studiów temat tatuażu znów wrócił, ale tym razem w zupełnie innym kontekście – postrzegam go bardziej jako sztukę, dodatkowo lubię symbolikę, lubię podkreślanie indywidualności. Wzór dobrze przemyślałam, w zasadzie stworzyłam go sobie sama. Jest taki bardzo bardzo mój, ma dla mnie ogromne znaczenie, a jednocześnie nie ma obaw, że mi się znudzi czy przestanie być aktualny gdyby z czasem zmieniły się moje poglądy. No, wzór idealny i od roku o nim myślę :) i w zasadzie jestem pewna, że w końcu powstanie. Teraz musze troszkę poczekać ze względu na mój stan (ciąża), ale może za rok?

    • Oj, dobrze znam te introwertyczne motywy – też kiedyś walczyłam z tą łatką grzecznej dziewczynki, potem mi przeszło i polubiłam to zaskoczenie, kiedy ktoś mnie poznaje lepiej i mówi – ale z ciebie cicha woda! :D

      Aniu w ogóle nie wiem czy to już zrobiłam, czy tylko mi się wydawało, że to zrobiłam, ale – przesyłam uściski i życzę Ci dużo zdrowia i dobrego samopoczucia w tym zmienionym stanie :)

      • „Cicha woda” – skąd ja to znam :D
        Dziękuję bardzo! :)

  • Magda

    Mam 18 lat i bardzo podobają mi się tatuaże, bardzo podoba mi się również ten tekst. Tatuażu nie mam, bo… uważam się za zbyt młodą osobę, nie stać mnie oraz dlatego, że nie wiedziałabym co sobie wytatuować. Owszem, mam folder z inspiracjami, na których widok wzdycham, ale żaden z nich nie jest mój. Moim zdaniem tatuaż jest ok, ale tylko wtedy, gdy jest nasz. I nie chodzi mi tu wcale, o to, że mamy go na skórze, ale o to, że jesteśmy z nim jakoś emocjonalnie związani. Nie rozumiem idei powielanych tatuaży i nigdy nie zrobiłabym sobie tatuażu identycznego, lub bardzo podobnego do kogoś. Dlatego, gdybym kiedyś się zdecydowała musiałabym najpierw stworzyć swój projekt, oczywiście byłby on dokładnie przemyślany, ponieważ nosić do końca życia na sobie coś, na co nie możemy patrzeć, jest bezsensu :)

    • Też nie podobają mi się tatuaże na wzór gwiazd, czy takie właśnie powielane, które robią sobie wszyscy, bo jest chwilowo na to moda – jak było np. z gwiazdkami, piórkami, znakami nieskończoności, czy wzorkami nad tyłkiem. Jak ktoś lubi, ok, ale nie czuję tego totalnie. Trochę inaczej jest z takimi starymi symbolami, typu kotwica, jaskółka, czaszka i róża, itp – ale i je nawet można zmodyfikować na swój styl.

  • Ja mam dwa tatuaże, obecnie myślę nad trzecim. Pierwszy zrobiłam tuż przed maturą, jest to chiński znak śmierci. Zrobiła, bo podobał mi się wzorek i tyle. Teraz jednak myślę, aby go czymś przykryć, tylko jeszcze nie mam pomysłu czym. Drugi zrobiłam po śmierci mojej mamy, jest to Kłapouchy (tak, ten z Kubusia Puchatka) ze słonecznikiem w pyszczku i napisem „Mama”. Zrobiłam go trochę na pamiątkę, trochę jako amulet. Kocham ten tatuaż, bo zawsze gdy na niego spojrzę przypomina mi mamę. Ona uwielbiała Kłapoucha i słoneczniki, stąd taki wzór. Teraz mysle nad znakiem nieskończoności z kocimi łapkami, na pamiątkę mojej kochanej Lunki, która niedawno odeszła. Może to głupie, ale właśnie takie motywy mną kierują przy wyborze wzorów. Obydwa tatuaże mam w miejscach, które na co dzień nie są widoczne, trzeci też najpewniej będzie w takim „ukrytym” miejscu. Bo one są dla mnie, a nie dla innych.

  • Lubię. Po prostu lubię tatuaże i kolczyki. Kolczyków już nie dorabiam, ale np wszystko, prócz języka, dziurawiłam sama. Kolczyk w brodzie w wieku…14 lat :D Bo popatrzyłąm w lustro i pomyślałam, że fajnie byłoby mieć kolczyk w brodzie. Wtedy kolczyki były modne tylko w uszach, do internetu dostęp był zerowy, a ja mieszkałam w małej wsi. Żadna moda, impuls- po prostu chciałam go mieć. Zapytałam Mamę czy mogę, a ona uznała, że robię sobie jaja i się zgodziła, a ja bach i zrobiłam :D I do dziś noszę, mimo, że każdy mówił, że i tak mi się znudzi. Nie znudziło mi się przez 13 lat i raczej szybko to nie nastąpi ;) Potem poszedł nos, pępek, język. Wszystkie uwielbiam. Tatuaż marzył mi się jeszcze w podstawówce, nie miałam konkretnego wzoru w wieku kilku lat ( no raczej…) ale wiedziałąm, że miało to być coś mojego. Potem jakieś pierwsze eksperymenty na sobie z maszynką heheh ale nic z tego nie wyszło, potem obdziarałam stopę, bo chciałam- bluszczo- tribal, ciężko to nazwać, ale go uwielbiam. Potem bluszcz na udzie. Motyw bluszczu ma głębszy sens, powiedzmy, że wszędzie się wcisnę i zmanipuluję hehe ;) ale nie tak dosłownie, za długo by pisać. Potem bluszcz z uda urósł na biodro, a potem na połowie pleców wyrósł anioł- anielica z rogami opleciona tym bluszczem. Powiedzmy, że charakter mam wypisany na ciele, ale jak go kto zinterpretuje to już nie moja sprawa i w tym tkwi sekret. Niby wszystko wypisane, a i tak nie każdy się doczyta. Poza tym uwielbiam moje tatuaże wizualnie. No lubię kurde. I lubię to uczucie tworzenia, bo to nie jest ból. Osobiście czuję przyjemne mrowienie, czasem drażniące, ale to nie ból. Dalej myślę o czymś więcej, ale oczywiście ze smakiem, bo nie chcę wyglądać jakby mnie Mama w dzieciństwie mokrymi gazetami obkładała. Nie wiem co więcej mam napisać- lubię tatuaże i tyle :)

    • No to mama miała surprise :D Dobrze że za jęzor się nie zabrałaś sama, bo słyszałam o takich co próbowali. Ja nawet robiąc to u profesjonalisty pękałam, bo nasłuchałam się o utracie smaku itd. A już po fakcie przekłucia bałam się w ogóle otworzyć usta żeby zobaczyć co tam mi zostało :P

      Fajnie że się tak dobrze z tym wszystkim czujesz, u niektórych tatuaże wydają się takie naturalne jak skóra, u innych wyglądają właśnie jak dorysowane…

      • Moja kuzynka sobie zrobiła sama kolczyk w języku… Przebiła, włożyła kolczyk i tyle :D Ale głupi zawsze ma szczęście ;) Brew też sobie przekuwała.

  • Wdowa Po Stalinie

    Ja chcę tatuaż odkąd skończyłam 4 latka i zaczęły mi się podobać czachy. Nie zmieniło się to do dziś, a i czachy nawet mi się podobają, jednak teraz nie wytatuowałabym jej sobie. Jeden tatuaż już mam, niewielki i robiony moją własną ręką. Nie żałuję i mam w planach zrobić kolejny, ale już u prawdziwego artysty, a nie z mojej „głupoty”. Każdy wiadomo, ma tam jakiś swój powód za i przeciw, jeden lepszy, drugi mniej. Są osoby, między innymi takie jak ja, które decydują się na tatuaż, bo jest to dla nich forma sztuki na żywym płótnie. Inni decydują się, bo chcą zacząć lub skończyć jakiś etap w swoim życiu i coś w stylu „będę pamiętać”. Inni znów nie chcą się zdecydować, bo boli. bo na całe życie. Ja akurat stawiam duże TAK przy tatuażach i kiedyś tez sobie zrobię ;)

    • „Forma sztuki na żywym płótnie” – no patrz, przyglądałam się tylu różnym motywom ludzi, a o tym nie pomyślałam.
      Dlatego dobrze czasem wypuścić swoje myśli w świat niech się zderzą z tym, co mają do powiedzenia inni i wzbogacą :)

  • Emi

    Mam i jestem z niego dumna. Rozumiem i szanuje Twoje zdanie. Moja decyzja dojrzewala we mnie ponad 10lat. Przez te lata motyw byl nie zmienny – motyl – jedynie miejsce sie zmienialo :) ostatecznie zdobi mnie Paz Krolowej w wersji nie kolorowej na bocznej czesci zeber :) zrobilam go rok temu majac 27lat decyzji nie zaluje. Zrobienie go byla forma oczysczenia – po trzech latach mobingu w miejscu pracy udalo mi sie z niego wyrwac i zmienic swoje zycie na lepsze od tego momentu czuje sie jak poczwarka ktora wyszla ze swojego kokona. :) jest mi z nim dobrze sadze rowniez ze to nie bedzie moj ostatni tatuaz jednak bardzo mozliwe ze z kolejnym bede zwlekac kolejne 10lat

    • Paulina

      Tatuaż przemyślany i ma historię-takie są najlepsze :))

    • No, to musiało być wzmacniające przeżycie!

  • kombomysz

    Mam dwa. Dlatego, że mi się podobają. Po prostu, bez żadnych głupich ideologii, dorabiania znaczenia i symboliki. Po prostu podobają mi się, tak jak jednym podobają się brwi od szklanki, opalenizna, czy farbowane włosy. I zamierzam robić kolejne. Zupełnie bezsensowne, nic nie znaczące wzory. Bo som ładne i tyla :D

  • No to włożyłaś kij w mrowisko… :) Moim zdaniem każdy decyduje za siebie i za swoje ciało. Jeśli ktoś lubi tatuaże – niech je robi. Ja chyba nie odważyłabym się na taki krok. Niby wszystko jest dla ludzi.

  • Kiedy miałam 17/18 lat baaardzo chciałam mieć tatuaż. Rodzice oczywiście stanowczo odradzali i w sumie teraz jestem im za to wdzięczna. Dlaczego? Czasami jeszcze zastanawiam się nad tatuażem, ale wiem, że 10 lat temu pewnie zrobiłabym sobie jakiś jeden z mega popularnych wtedy wzorów, a moda przemija. U innych mi się tatuaże podobają, sama nie mam pomysłu na coś co w 100% nigdy mi się nie znudzi :)

  • Ja też skrycie marzyłam o tatuażu. Ale chcę żeby mi o czymś przypominał i dodawał skrzydeł ,a nie o czymś świadczył.Może kiedyś będzie coś co zmieni moje zycie i będę chciała sobie przypominać o tym codziennie rano ,patrząc na własne ciało w lustrze oraz motywować się tym? Póki coś takiego nie nadejdzie wolę dać sobie na wstrzymanie. Jeśli chodzi o miejsce to na pewno nie zrobiłabym na widoku,bo sądzę że tatuaże są jaby własnością prywatną,nie każdy musi na chama( to się pisze przez h czy ch?!) czytać naszą historię. I zgadzam się że prawdziwie piękne rzeczy nie wymagają uwagi. :) pięknie powiedziane. A robienie tatuaży zaraz po 18-stce to największa głupota…

  • rozważałam, ale nie byłam pewna. a później już coraz bardziej byłam pewna, że jednak nie. ale kto wie… ludzie zmieniają zdanie.

  • Mi się tatuaże podobają, zawsze chciałam jakiś tatuaż, ale nie wiedziałam jaki… tzn. miałam kilkadziesiąt pomysłów, ale wiedziałam, że nie ma co robić tatuaża, skoro i tak za miesiąc podoba mi się coś innego i po roku będę żałować, że coś zrobiłam. Aż nadszedł TEN dzień, kiedy siedziałam sobie przy stole w kuchni i rzucałam mojemu psu okruszki ze stołu i powiedziałam sobie „Kurde, Amber, ja Cię tak kocham miłością nieskończoną za to, że pojawiłaś się, kiedy się pojawiłaś…” i wtedy zrozumiałam jaki tatuaż sobie chcę zrobić ;) Nie, nie wizerunek mojego psa, ale jego łapę, na udzie i cienką kursywą napisać pod spodem jej imię. To nie mój pierwszy pies, nie pierwsze zwierzę, które kocham, bo miałam ich w życiu kilka, ale żadnego nie chciałabym sobie wytatuować, ale zakup Amber i wszystko co się działo naokoło tego momentu to był jakiś masakrycznie szalony czas wielkich kroków i niesamowitych decyzji… więc chcę ten moment pamiętać, a Amber jest tego najlepszym symbolem :) Tak, więc kiedy za 40 lat ktoś mnie zapyta co znaczy mój tatuaż to odpowiem, że to symbol momentu, w którym moje zycie przewróciło się do góry nogami. Imienia mojego męża sobie nie wytatuowałabym nigdy w życiu za to, bo męża zawsze można zmienić ;)
    Ewentualnie mogę sobie walnąć jego imię na stopie – trzyma się kilka dni, albo na dłoni – kilka tygodni :D

    • Ale że jak to na stopie czy dłoni się trzyma tak krótko? O czymś nie wiem? :) Czy chodzi o hennę taką jak Hinduski sobie robią właśnie w tych miejscach?

      • Bo skóra się ściera (i człowiek umiera :D) Nie no, normalne tatuaże, ale po prostu skóra szybko się na tych częściach ciała ściera (czy tam naskórek) i tatuaż znika w krótkim czasie. Oczywiście chodzi o podeszwę stóp i wewnętrzna stronę dłoni. Wujek mojego faceta zrobił sobie wilka na dłoni i po kilku miesiącach był tylko widoczny delikatny cień. Stopa to kwestii czasami kilku dni nawet.

  • Rozważałam będąc nastolatką, rodzice zabraniali i teraz im za to dziękuję. Przeszła mi ochota, bo nigdy nie mogę się na nic konkretnego zdecydować, więc musiałabym ich zrobić z dziesięć, żeby zrealizować wszystkie pomysły. Poza tym przestały mi się podobać. Może to kwestia wieku i tego, że już nie jest „zakazane”.

  • mikolo

    Dziewczyny jeżeli się zdecydujecie na tatuaże to fajna galeria
    http://www.human-tattoo.com mam dwa małe i nie żałuje że je kiedyś zrobiłam przypominają mi młode lata ha ha tak powtórzę to są dwa małe a nie jakieś mega duże

  • Ja pragnę, a wręcz nie mogę się doczekać, swojego pierwszego tatuażu. Po prostu od zawsze mi się podobały, tu nigdy nie chodziło o chęć pokazania jak bardzo #yolo jestem, tylko myślę, że cudownie jest móc zrobić płótno ze swojego ciała, tym bardziej u uzdolnionego artysty. Nigdy nie sądziłam, że dziara musi mieć jakieś znaczenie, więc brnęłam przeglądając różne wzory i nie potrafiłam jakoś niczego do siebie dopasować, nic czego potem bym nie chciała zmienić, aż bum, pewnego dnia słuchając mojej ulubionej płyty dotarło do mnie co bym chciała mieć na skórze, to było rok temu od tej pory się nie zmieniło. Lubię tatuaże, chętnie sobie zrobię, ale pewnie ma to też duży związek z tym, że moja przyszłość wiąże się raczej z „wolnym” zawodem, może gdybym chciała być prawnikiem inaczej bym na to patrzyła.

  • Miałam te same przemyślenia w wieku nastu lat i teraz pewnie łaziłabym z triabalem na lędźwiu, chowając plecy przed światem. Jednak pół roku temu wrócił do mnie pomysł tatuażu i dałam sobie rok. Taki test / próba czasu, czy przypadkiem pomysł mi się nie odwidzi. Jeżeli przez ten czas nie odechce mi się zrobienie, to będę się dziarala. Dla mnie tatuaż ma wymiar symboliczny. MA być MÓJ, nie chcę nim niczego manifestować. Ma mi raczej poprzypominać jakiś punkt przełomowy w życiu, albo motywować do czegoś.

  • Nie zdecydowałabym się na tatuaż, bo nie czuję, żeby go mieć.

  • Mam dwa tatuaże i są częścią mnie, ani trochę nie żałuję ich wykonania. Nie wyobrażam już sobie siebie bez nich. Z każdym z nich wiąże się uniwersalna dla mnie historia. Co ważne – są bardzo dobrze zrobione. Wprawdzie miałam 18-19 lat, gdy je robiłam – ale były wykonane przez profesjonalistę. Jestem dumna z moich tatuaży :)

  • Anita Barbara

    Nie podobają mi się duże tatuaże, ale małe, dyskretne, czemu nie. Kiedyś chciałam mieć maleńką jaskółkę na nadgarstku, ale mi przeszło. Zobaczyłam spaloną słońcem pięćdziesięciolatkę na plaży. Miała wypłowiały, rozlazły tatuaż na ramieniu. Takie to było jakieś smutne. Stwierdziłam, że moja jaskółka w myślach będzie jednak ładniejsza niż na skórze :)

    • Chyba wiele osób zapomina, że tatuaże można i należy odświeżać :)

      • Anita Barbara

        Zapomina, albo nie mają kasy lub czasu na zrobienie porządku. Zlikwidowania, albo reanimacji. Tak czy siak na zniszczonej skórze, to one już nie wyglądają :)

  • Safona

    Mój tatuaz był zrobiony w ważnym dla mnie momencie i traktuje go jak…talizman? Nie żałuję, uwielbiam go a mam już kilka lat. Co więcej nie uważam ze na stare lata będzie wyglądać źle. Starość to starość każdy będzie pomarszczonyyy a będąc w Niemczech na basenie i widząc starszych ludzi wytatuowanych podobało mi się to!naprawdę wyglądało to dobrze.Wcale nieśmiesznie jak się niektórzy obawiają. To kwestia mentalności. Czy będąc starym trzeba założyć chustę na głowę i wstydzić się tatuaży? Nie. Czas upływa ale my nadal jesteśmy sobą.

  • Nigdy nie chciałem i nie planuję robić tatuażu. Moja niechęć do trwałych zmian swojego ciała była chyba zawsze czysto intuicyjna, bo za małolata lubiłem się „tatuować” obrazkami z gum do żucia. Ale żeby zrobić sobie prawdziewy tatuaż? Przez myśl mi nie przeszło.

    A pisząc o mandze masz na myśli anime, prawda? Bo manga to japoński komiks, który jest głównie czarno-biały.

    PS Musiałem:)

  • Ja zrobiłem tatuaż, kiedy miałem 27 lat, czyli jakieś 12 lat temu. Gryzłem się z tematem przez dwa lata, bo pierwotny plan zakładał prezent na 25 urodziny. Od zawsze wiedziałem, że to ma być skorpion – mój znak zodiaku. Miał być też lekko tribalowaty, zdecydowane czarne pola, nic cieniowanego. Nie wiem do końca, dlaczego chciałem go mieć – może to jakiś bunt przeciwko życiu, które nie do końca miało dla mnie sens? W każdym bądź razie po jego zrobieniu życie mi się nie zmieniło jakoś szczególnie. Na pewno nie od razu :)

    Te naście lat temu dziary już nie były tylko znakiem rozpoznawczym marynarzy i więźniów, ale jeszcze to nie było jak dzisiaj pomalowanie paznokci czy nałożenie nowej bluzki. To był mój osobisty akt odwagi chyba. Takie trochę f**k the system. Jest niewidoczny pod koszulą, bo ani wtedy, ani teraz nie podobają mi się dziary na całym ciele i w miejscach widocznym przy normalnym ubraniu – stały się czymś powszechnym i powszednim, a przez to mam wrażenie, że ci wszyscy, którzy chcieli być wyjątkowi stają się trochę śmieszni i pokraczni. Bo chyba co za dużo, to niezdrowo.

    Lubię mój tatuaż, nawet pomimo tego, że ostatnio taki sam wzór widziałem w dziecięcych kolorowankach do robienia tatuaży. I może to właśnie powstrzymało mnie przed zrobieniem sobie jeszcze smoka na 35 urodziny :)

    • Ooo, zobaczyć taki tatuaż w kolorowance to rzeczywiście musiało być ciekawe przeżycie :)

      Czyli mówisz, że Twój znak zodiaku Cię dobrze określa? Strach się bać tego żądła ;)

      • Przeżyłem w życiu większe traumy, ale rzeczywiście było dziwnie – gryzłem się ponad dwa lata, a tutaj mój mały Tymoński może mi taki namalować w 5 minut :) I to kilkoma kolorami nawet.

        W sumie to tak – jestem definicją skorpiona. Ale takiego starego, z tępym żądłem :)

  • Joanna Karoń

    Kochana, tatuaże to temat rzeka! Sama się wzbraniałam i bałam, zarzekałam, że never, bunt młodzieńczy przetrwałam, skończyło się na kolczyku w ustach i nagle rok temu stwierdziłam, że chcę go! Chce ten cholerny tatuaż. Pół roku kreowałam we łbie wizje tego, co chcę i czy na pewno tego chcę. Po przeczytaniu „Biegnącej z wilkami: wiedziałam już co to będzie i dlaczego. Kilka miesięcy chodziłam z owym pomysłem jedynie w myślach, żeby sprawdzić czy moja zachcianka nie jest krótkotrwała. Okazało się, że nie. Zdecydowałam się. I nie żałuję, uważam, że to, co powstało na moich plecach to moje własne, małe dzieło sztuki i kocham ten malunek tak, jak własne ciało:) A o konkretach przeczytasz u mnie, gdyż z tej okazji powstał „specjalny” wpis: http://monsunowisko.blogspot.com/2014/07/my-first-tattoo-my-little-wolf.html. Pozdrawiam. :))

    • Dobra, sprawiłaś ostatecznie że kliknęłam kup teraz na tej Biegnącej z wilkami. Ta książka wraca do mnie z różnych stron i o sobie przypomina, więc w końcu muszę ją przeczytać. Chociaż podejrzewam, że ta lektura to będzie coś w rodzaju intelektualnego onanizmu i skończy się na tym, że co akapit będę powtarzać „tak, tak, tak!” – po cytatach i opiniach widzę, że mieści się w niej wszystko, co jest mi bliskie.

  • Rozważam, a właściwie planuję wykonanie tatuażu już od kilku lat. od ok. 3 lat mam gotowy wzór. Dlaczego, jeszcze go nie zrobiłam? Cóż, zawsze znajdą się pilniejsze wydatki, tatuaż nie ucieknie. Skoro ma zostać ze mną na całe życie to jakie znaczenie ma, czy powstanie teraz czy za rok? A są okazje, których nie powtórzę w przyszłości.

  • Gdzieś z tam z tyłu głowy miałam taką myśl, by zrobić tatuaż..jednak z biegiem lat, cieszę się, że nie podjęłam takiej decyzji. Na innych je uwielbiam, ale siebie samej sobie nie wyobrażam…Nie czuję tego.

  • Mnie podoba się tatuaż jako forma ozdoby ciała, rodzaj kompozycji w której bierze udział ciało i obraz, i jeżeli kiedykolwiek jakiś zrobię, to będą to delikatne motywy roślinne, jakieś pnącza czy inne oplatające mnie bluszcze. Mam tę wizję już od lat. Ale nie zależy mi na tym aż tak, żebym miała to planować czy odkładać na to kasę. Za to jeżeli się kiedyś zdecyduję, to jestem pewna że przejadę pół Polski, żeby znaleźć takiego tatuażystę, który stworzy na mnie prawdziwe dzieło sztuki. Bo trochę mnie przeraża, że będę to nosić już zawsze i za dużo stron widziałam typu „najgorsze tatuaże świata” ;D

  • Kurczę, wiesz jak wielką sympatią Cię darzę. A jeśli nie to wiedz, że ogromną. Ale tak no mam dziarę, wydziarałam się w słowa piosenki jednego z polskich raperów, ani to nic pięknego ani nic wywrotowego. Jest, nie żałuję go, zrobię sobie jeszcze wiele tatuaży i chciałabym, żeby powody ich wydziarania też były ŻADNE. Ot tak.

    • No ja widziałam tą Twoją dziarę, pokazywałaś przecież pod którymś z wpisów i nie wydawało mi się, że to był taki sobie tatuaż bez znaczenia :)

      • Właśnie pewnie był jakiś powód, ale nie potrafię się odnaleźć w żadnym z tych które Ty podałaś, dlatego nie wiem co by innego mogło mnie popchnąć. Może moje ChAD po prostu w manii i tyle ;)

        CHOCIAŻ! może psychiczne YOLO :D Mam bekę :D

  • Widzę, że nie tylko mnie wzięło pisanie o tatuażach :) Mam wielu znajomych, którzy mają tatuaże i nie są to jakieś zwykłe tatuaże, tylko kryje się za nimi pewna historia. I mimo tego, że sama nie planuję przynajmniej na razie robienia sobie tatuażu, to bardzo podobają mi się te małe dzieła na ich ciałach. Bardzo dawno temu naoglądałam się LA Ink i zmieniłam wtedy zdanie na temat tatuaży, bo jakoś wcześniej też do mnie mnie przemawiały. I chociaż sam program jest przerysowany to pokazał mi, że wiele osób ma powody do tego by zdecydować się na tatuaż i nie są to ich chwilowe widzimisie.

  • Kiedyś miałam ten okres, że jak wyrwę się spod skrzydeł rodziców to od razu zrobię tatuaż, albo kolczyk w pępku – bardziej to drugie, ale w sumie to tylko było moje takie gadanie – raczej bym się nie odważyła – mój prób bólu by mnie chyba zamordował.
    Owszem, podobają mi się takie delikatne tatuaże – jakieś piórko, nutka czy gwiazdka. Na przegubie, karku czy za uchem, ale to tylko raczej takie popatrzę i popodziwiam ;)

  • Dziwnie mi się czytało o tych twoich kolczykach i wracaniem do wspomnień z nimi związanych, bo ja też miałam mnóstwo kolczyków w różnych miejscach, nawet na ręce i tunel w języki i… w ogóle czegoś takiego nie mam, ale być może inne były związane z tym historie, niektórzy kolczykują się, by upamiętnić jakieś chwile, ja to robiłam, bo po prostu mi się to podobało i koniec historii. Tak samo jest z tatuowaniem – dla mnie moja skóra jest jak płótno, chcę by zdobiły ją piękne obrazki, tak po prostu, takie mam poczucie estetyki, to coś takiego jak niektórzy malują paznokcie czy farbują włosy, a ja się tatuuję. Moje tatuaże nie są żadnym symbolem (no w sumie można na siłę się w nich doszukać, że jestem i już pewnie pozostanę dużym dzieckiem :D bo jeden rękaw mam z motywem Alicji w Krainie Czarów, którą od zawsze wielbię, a drugi, dopiero zaczęty, z motywem Muminków, z którymi mam tak samo – z Małą Mi zresztą się identyfikuję, inni też widzą to podobieństwo :D), nie przemawia do mnie tatuowanie sobie symboli, upamiętnianie jakichś chwil czy ludzi, np. swoich dzieci…
    A jak czytam twoje powody, dlaczego się nie wytatuujesz, to niektóre wydają mi się po prostu śmieszne – nie w sensie jako arugmenty, by się nie tatuować, ale by się tatuować, no bo… heloł, kto robi sobie tatuaż np. żeby pokazać swoją wytrzymałość na ból? Wydaje mi się, że raczej tatuaże robi się POMIMO bólu, ten ból to efekt totalnie uboczny, a nie cel, nawet pośredni…Ten argument, by móc wpisać się w jakąś grupę ludzi też niezbyt do mnie przemawia, robić tatuaż dla takiego celu to chyba mogą ludzie strasznie niedowartościowani, ale wydaje mi się, że jednak jest to na tyle ekstremalne przeżycie, że prędzej ktoś zrobi sobie kolczyk albo jakoś specyficznie się ubierze, by się wpisać w jakąś grupę…

    • Te powody są zaczerpnięte m.in. z podlinkowanego artykułu o psychologicznych aspektach tatuowania się – są grupy które tak właśnie robią, wynika to nie tyle z ich deklaracji, a z testów psychologicznych, zapewne to ma też coś wspólnego z poczuciem własnej wartości.
      Wiadomo oczywiście, że nie wszyscy, którzy to robią są tacy, pewnie lepiej opisuje to tych, którzy mają jakiś szczególny powód do zrobienia tatuażu, a nie tych, którzy tatuują się ot tak, z powodu upodobań estetycznych jak Ty, czy chciejstwa, jak kilka innych osób. które wypowiadały się niżej.

  • Może kiedyś sobie zrobię, bo pomysł na niego już mniej więcej mam. Na pewno nie będzie to żaden popularny motyw. Dobrze zrobione tatuaże i ciała pokryte nimi w odpowiednich miejscach są bardzo seksowne.

  • Szanuję opinię, aczkolwiek zgodzić się z nią nie mogę :)

  • Mnie kusi zrobić tatuaż już parę lat. Jednak za każdym razem wyobrażam sobie, że pracuję w jakimś biurze i nie wypadałoby mieć tatuażu np. na nadgarstku (tutaj najbardziej chciałabym mieć jakiś mądry cytat). I głównie ta wizja mnie powstrzymuje. Poza tym jestem takim człowiekiem, że rzeczy materialne szybko mi się nudzą. Czyli ten tatuaż podobałby mi się góra kilka miesięcy i co dalej? Albo wizja mnie jako emerytki z wyblakłym tatuażem też nie jest satysfakcjonująca. Tak jak Ty uważam, że człowiek, który chce sobie zrobić tatuaż powinien zapytać samego siebie: Dlaczego? Po co?

  • marta zła rada

    Mam dwa tatuaże, podobno jest najmniej osób z dwoma, bo jak już się zrobi drugi, to potem zanim się obejrzy ma się osiem – ja póki co nie planuję. Są to bardzo proste i czytelne symbole – jeden na ręce (odsłonięty), drugi na żebrach (widziało go może z 10 osób). Nigdy nie miałam poczucia, że tatuaże są „fajne i lans”, dlatego ich nie eksponuję. Są i zawsze były dla mnie. Oznaczają ważne „rzeczy” w moim życiu, jeden odnosi się do czegoś, co mi mocno towarzyszy i bardzo na mnie wpływa, drugi symbolizuje coś, czego szukam w życiu. I tak też do nich podchodziłam, kiedy je robiłam (miałam kolejno 20 i 21 lat, dzisiaj mam 27 i póki co są aktualne). A trzeci (jeśli) będzie od Kamila Czapigi właśnie ;-)

  • A po co motyw? W Twoim tekście jest strasznie dużo ideologicznego podejścia, dorabiania zaplecza do… sztuki. Tatuaże jak dotąd mam dwa i mogłabym i owszem opowiedzieć o motywach ich powstania, ale mam wrażenie, że weszłabym na drogę wyjaśniania i obrony. No, po prostu Twój tok myślenia mnie zadziwia.

    • Chyba nie rozumiem tego stwierdzenia o dorabianiu zaplecza do sztuki. Uważasz, że sztuka pozbawiona jest ideologii?

      • Szczerze to tak, uważam, że sztuka poprzedza ideologię.

        • No to tutaj się po prostu różnimy w postrzeganiu i pewnie stąd moje podejście do tatuaży jest dla Ciebie tak dziwne. :)

          • Tak, dlatego też napisałam, że Twój tok myślenia mnie zadziwia, nie w sensie, że dziwi, tylko tak bardziej że ciekawi. Napisałabym „fascynuje”, ale to jednak pretensjonalne słowo. ;^)

          • To miłe, zawsze doceniam jak ktoś na inność reaguje ciekawością, nie wrogością ;)

  • Tesia

    Ja swojego tatuażu zrobionego 6 lat temu czyli w wieku lat 19, nie żałowałam nigdy. To chyba kwestia tego jak oceniamy siebie z przeszłości – Ty wielokrotnie w tekście powtórzyłaś jaka byłaś głupia, w swoim obecnym mniemaniu, i jakie głupie na pewno byłyby te tatuaże. Ja z przyjemnością wspominam zarówno swoje motywy, zdecydowanie, jak i sam pomysł na wzór. Bujałam się z decyzją od osiemnastki, jak wiele osób w komentarzach i naprawdę cieszę się że po blisko roku ostatecznie wzięłam się w garść i zrobiłam obchód gdańskich studiów tatuażu. W jednym nie mieli czasu, w drugim wymyślili termin za trzy tygodnie (takie przekaz „przemyśl to dziewczynko”;)), w trzecim popatrzyli z góry i powiedzieli „ok, przyjdź jutro”. Jakież było zdziwienie gdy przyszłam:) Jak już podejmować decyzję to podejmować – tamto zdecydowanie i pewność wspominam z przyjemnością. Wzór również cieszy do dzisiaj – mając te naście lat wiedziałam już że ukochane cytaty i zespoły się zmieniają;] toteż prosty, samodzielnie opracowany graficzny wzór oddający mój charakter i temperament będzie mi miłym, niezależnie od tego czego będę słuchać, z kim żyć i co robić. I tak właśnie jest. Plus spokojna pewność że gdy się kiedyś może znudzi, to łatwo będzie mi go przerobić. Ale się nie nudzi:)
    Tatuaż od siebie dla siebie, a nie po to by komuśtam cośtam udowadniać – sama frajda, polecam:)

  • Jo Ma

    ja mam aż (lub tylko) dwa tatuaże – nie namawiam nikogo do ich robienia, nie zakazuję, bo sama ze swoich jestem zadowolona, bo są dla mnie takim kawałkiem mnie ;) A najważniejsze – lubię je! Każdy ma swoje spojrzenie na temat modyfikacji ciała, każdy w inny sposób rozumie tego typu sztukę. Wiadomo – ma to swoje plusy i minusy, ale…każdy robi co chce :)

  • Mądre słowa. Kiedyś bardzo chciałam mieć tatuaż, ale nigdy nie znalazłam dla siebie niczego odpowiedniego, a za bardzo szanuję swoje ciało, by wyryć sobie coś dla samego posiadania.

    • Otóż to, chyba nie wyraziłam tego bezpośrednio w taki sposób, ale o to mi w dużej mierze też chodzi – o szacunek do swojego ciała.

  • Paweł

    Jeżeli tatuaż to jedynie taki, który coś symbolizuje: wydarzenie, pamięć o czymś / o kimś czego/kogo już nie ma itp.
    Śmieszą mnie wszelkiego typu motylki, nietoperze, czaszki, Chewbacca (jak to w linku, który podałaś) oraz tym podobne dziwactwa, gdzie ktoś tatuuje sobie rękę od nadgarstka do barku. Bo niby co ma symbolizować 15 tatuaży na całym ciele? Chyba tylko jeden wielki bałagan w głowie.
    A co do wyglądu tatuażu na starość, to kiedyś taki oto rysunek widziałem ;)

  • Natalia Kościńska

    Mam tatuaż od ponad pół roku. Zastanawiałam się nad tym jakieś dwa lata – chciałam mieć pewność, że mam pewność ;) Ostatecznie decyzję podjęłam bardzo spontanicznie: koleżanka przyszła do pracy z tataużem, powiedziała, ile zapłaciła i gdzie zrobiła, i chyba już następnego dnia dzwoniłam do tego samego studia, żeby się umówić.

    Dlaczego zrobiłam tatuaż? Tak naprawdę nie wiem. Po prostu CHCIAŁAM mieć na swoim ciele nietoperze. Marzyłam o tym? Coś w tym stylu. Motywy zrozumiałam tak naprawdę kilkanaście tygodni po fakcie. Poczułam nagle, że odetchnęłam i w jakiś sposób spadły ze mnie ograniczenia, które sama na siebie nakładałam, przestałam się przejmować tak bardzo zdaniem innych i zaczęłam podejmować prawdziwie samodzielne decyzje. I mój tatuaż był tego wszystkiego wyrazem.

    A poza tym od dziecka uwielbiam nietoperze :)

  • GrubaBlondyna

    Twój wywód jest zbyt mądry, bym mogła napisać na jego temat coś merytorycznego, ale wiedz, że czytam i Cię podziwiam :D

  • Mam dużo tatuaży i pewnie zrobię jeszcze więcej. Zaczęłam robić je przed trzydziestką. Tak sobie patrzę na Twoją listę i żaden z wymienionych powodów nie był moim. Dlaczego więc to robię? To jest dobre pytanie. Może ja za mało filozofuję, by wymyślić na nie odpowiedź. Po prostu dobrze mi z tym i tyle :)

  • Mam sporo tatuaży – pierwszy zrobiłam po 30-tce. Była to przemyślana decyzja. I nie kierowałam się żadną z wymienionych przez Ciebie przesłanek. Traktuję swoje tatuaże jako integralną część mnie, uwielbiam je i świetnie się w nich czuję. Każdy z nich ma dla mnie konkretne znaczenie.

  • Pierwszy tatuaż zrobiłam na studiach, planuję już kolejne. Te nowsze planuję z większą rozwagą, świadomością. Tatuaże traktuję jako integralną część mnie, nie uzewnętrznienie, nie manifestację tego kim jestem. Robiłam je przede wszystkim dla siebie, jeden dla specjalnej osoby, ale przede wszystkim jest to coś mojego.

  • Wstęp jakbym czytała o sobie! Też zakładałam się, że po 18 robię tatuaż i to niemal od razu. Wiele dyskusji przeprowadzałam na ten temat z rodzicami i każda kończyła się fiaskiem. Często wracam do tego pomysłu. Jednak tak jak mówisz jest wiele pomysłów, chociaż u mnie wszystkie krążą wciąż wokół jednego. Powiem Ci, że skutecznie otworzyłaś mi oczy. Może dlatego, że trochę się z Tobą utożsamiłam (we wstępie). Mocnym zamknięciem były te wypunktowane powody, z którymi absolutnie się zgadzam.

  • Pierwszy zrobiłam będąc nastolatką :) Nigdy go nie żałowałam :) Dzisiaj (po ok 14 latach) byłam umawiać się na drugi. A w planach mam trzeci, dużo większy, więc muszę to przemyśleć :) Każdy tatuaż jest mój i tylko mój niepowtarzalny. Dlaczego to robię? Ponieważ mi się to podoba i daje mi dużo radości :) tylko tyle i aż tyle :)

  • eatcakeaftergym

    Wyjęłaś mi to wszystko z głowy :O
    Mam 22 lata i niby od kilku lat myślę o tatuażu a jednak nadal go nie mam. Z dokładnie takich powodów jakie opisałaś. Tatuażu nie traktuję jako samą sztukę, ozdobę a właśnie potrzeba mi do tego czegoś głębszego, czegoś co będzie tak bardzo spójne ze mną, że nigdy nawet na chwilę się nie ,,przeterminuje”. Dlatego nie wykluczam, że będe miała tatuaż, bo kto wie, może niespodziewanie coś takiego odnajdę?
    P.S. Od wczoraj zaczęłam swoją podróż po blogach, chcę znaleźć wśród tego gąszczu jakieś ciekawe perełki i chyba Twój będzie jedną z pierwszych :)

  • Orest Gniewkowski

    Wiesz, ludzie dzielą się chyba na tych mentalnie niepokolorowanych i pokolorowanych, Ci pierwsi rozważają tatuaż jako poważną, życiową decyzję, drudzy – to taki człowiek komiks, który nie analizuje swoich wzorków. Ja nie zrobiłem tatuażu po to, by zwracać na siebie uwagę, przypominać sobie kim jestem, wpisać się w kanon czy stac się obiektem seksualnym. Poznałem kiedyś człowieka ze studia tatuażu – Tomka Rybaka z 13 tattoo, u którego tatuowała sie moja była. Poznałem ich prace, przyglądałem się temu, co tworzą, jak tworzą, komu tworzą. Dla mnie to sztuka. Zapragnąłem mieć taki obraz na moim ciele. Przemyślany, piękny, spójny z moją osobowością, aczkolwiek niekoniecznie opisujący mnie w 2 słowach. A moja była wytatuowała sobie inicjały zmarłej mamy adopcyjnej, bo chciała ją mieć we krwi. Jak widzisz – powody bywają bardzo różne…

  • Kamila

    Ja o tatuażu zaczęłam myśleć przed 18, a zrobiłam go mając 24 lata. Tyle czasu szukałam wzoru, ale zawsze coś było nie tak jak chciałam. Później poprosiłam koleżankę o narysowanie mi „jakichś fajnych kwiatów”. Gdy zobaczyłam magnolie narysowane przez Magdę, od razu wiedziałam ze to TO. Pół roku później miałam go już na skórze.Teraz mam 26 lat i myślę już o kolejnym :)

    Natomiast odpowiadając na pytanie „po co”- a po co wieszasz obrazy na ścianach w mieszkaniu?

    Dla jednych sztuką są obrazy Van Gogha wieszane na ścianach salonu, dla innych sztuką są rysunki na skórze :)

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, rozwój, świadomy lifestyle, doza emocji i zaskoczenia... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- LUBISZ TO? -

- MÓJ INSTAGRAM -

- ARCHIWUM -