zorganizowaneporanki-1

PORANNY MASOCHIZM, CZYLI EFEKT ZIMNEGO PRYSZNICA I CYTRYNY

 

Na początku kwietnia pisałam Wam, że będę próbowała ogarnąć swoje poranki, które zaczęły wymykać mi się spod kontroli. Nietrudno o to pracując zdalnie, kiedy nie obowiązują żadne ramy czasowe dnia pracy. Zwłaszcza zimą i wczesną wiosną można ulec pokusie spania do 9. A potem wstawać z wyrzutami sumienia, omijając rozgrzewkę czy odkładając na później śniadanie. Stąd już prosta droga do gonienia własnego cienia przez resztę dnia i zakończenia go z niezadowoleniem, że znów zrobiło się za mało.O korzyściach z ustalenia sobie porannych rytuałów i ścisłego się ich trzymania słyszałam już od dawna – można powiedzieć, że to jeden z modnych tematów w tych wszystkich kręgach funkcjonujących gdzieś pomiędzy minimalizmem a produktywnością. Nie sądziłam jednak, że zimne prysznice i poranna gimnastyka to coś dla mnie. Zwłaszcza na myśl o tych pierwszych miałam dreszcze. Ale – dopóki nie spróbujesz, nigdy nie wiesz, więc przez cały kwiecień próbowałam po przebudzeniu trzymać się 5 stałych punktów:

 

  1. Zimny prysznic
  2. Szklanka ciepłej wody z cytryną
  3. Rozgrzewka
  4. Śniadanie
  5. Poranny apel

 

Jesteście ciekawi jak mi poszło i czy udało mi się ogarnąć na tyle, by polubić poranki?
Wyniki mojego doświadczenia były pozytywne i okazało się, że jeśli chcę (i zdeklaruję się publicznie, bo to pewnie też miało znaczenie) potrafię się z niezłym skutkiem zdyscyplinować. Wyrwy w mojej nowej rutynie pojawiły się tylko podczas dwóch wyjazdów, kiedy musiałam bardzo wcześnie wstawać na pociąg i kiedy nie miałam dostępu do wody z cytryną ani czasu na ćwiczenia (wolałam chwilę dłużej pospać). Zimnego prysznica nie pominęłam jednak ani razu i o dziwo, to on z tego wszystkiego stał się moim ulubionym elementem poranka.

DLACZEGO WARTO BRAĆ RANO ZIMNY PRYSZNIC?

 

Mój pierwszy dzień eksperymentu nie był zbyt zachęcający – o ile polewanie zimną wodą po stopach, nogach i udach było do wytrzymania, to już na wysokości brzucha krzyczałam i miałam ochotę przerwać. Jednak założyłam sobie, że prysznic ma trwać przynajmniej 2 minuty i objąć całe ciało, więc wytrzymałam, a potem szybko zaczęłam rozcierać się ręcznikiem i… to był moment, który wszystko zmienił, bo poczułam lekką euforię, wewnętrzne rozgrzanie i niesamowitą rześkość. O ile do łazienki wchodziłam z półprzymkniętymi powiekami, to wychodziłam z niej już jak po dawce jakiegoś dobrego stymulanta. Następnego dnia było mi łatwiej, a z każdym kolejnym utwierdzałam się w przekonaniu, że zimny prysznic to najlepsze co mogę sobie zrobić zaraz po przebudzeniu.I tu mogłabym mówić Wam dalej jakie to cudowne uczucie, jaka świeżość, jak dobrze czuję się w swojej skórze po, jakie mam jędrne uda i jak bardzo nie potrzebuję już potem kawy, ale moje własne doświadczenie wcale nie musi Was przekonywać. Dlatego przytaczam kilka sprawdzonych naukowo korzyści wynikających z brania zimnego prysznica:

 

  • zwiększenie wydzielania noradrenaliny, adrenaliny i histaminy, które pobudzają do wysiłku fizycznego i poprawiają nastrój,
  • poprawę wyglądu skóry, dzięki zwężeniu a później rozszerzeniu naczyń krwionośnych, a także jej ujędrnienie i spowolnienie przetłuszczania się,
  • działanie przeciwbólowe dzięki zmniejszeniu przewodnictwa w nerwach czuciowych,
  • poprawienie lepkości płynów stawowych, zwiększające ruchomość stawów,
  • zwiększenie wentylacji minutowej płuc, poprawiające dotlenienie ciała,
  • złagodzenie lekkich stanów zapalnych, uszkodzeń mięśni, szybsze gojenie się siniaków, stłuczeń i obrzęków,
  • poprawa odporności i zwiększenie liczby leukocytów (po regularnym stosowaniu zimnych pryszniców),
  • a nawet – zamiana białej, niechcianej tkanki tłuszczowej na brunatną (przy stosowaniu dłuższej ekspozycji na zimno – ok. 10-15 minut).
Dodałabym do tego jeszcze efekt psychologiczny – bo zimny prysznic to nie tylko hartowanie ciała, ale także woli i umysłu. Najlepiej podsumował to w swoim wystąpieniu TED Joel Runyon: „Jeżeli nie jesteś w stanie znieść czegoś tak niewygodnego i nieprzyjemnego jak 5 minutowy zimny prysznic, to jak zamierzasz zrobić coś naprawdę trudnego i nieprzyjemnego z twoim życiem?”. Osoby biorące zimne prysznice są bardziej odporne na wszelkie niedogodności, niewygodę, czy choćby zmiany temperatur, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Może zmniejszyć się także skłonność do ulegania wymówkom i unikania wysiłku. W końcu skoro co rano jesteśmy w stanie wytrzymać taką torturę, to wytrzymamy też i dużo więcej!

CO DAJE PICIE WODY Z CYTRYNĄ (I IMBIREM) NA CZCZO?

 

Po prysznicu zalewam gorącą wodą plasterek cytryny i kilka plasterków imbiru, wyciskam też z cytryny trochę soku. Co mi to daje? Przede wszystkim umożliwia spokojne przejście do punktu następnego, czyli śniadania. Rano zwykle dolegał mi brak apetytu, a czasami wręcz… poranne mdłości, mimo że nie zagnieździł mi się w brzuchu żaden alien. Postanowiłam więc wrócić do starego zwyczaju kiedy stosowałam metodę Tombaka z porannym piciem Mikstury Oczyszczającej, czyli  mieszanki cytryny, aloesu i oleju lnianego. Tym razem uprościłam procedurę, bo nie chodziło mi o większe oczyszczanie, a bardziej o pobudzenie trawienia i zniesienie nudności. Z dawnej mikstury zostawiłam cytrynę, dodałam imbir i ciepłą wodę. I muszę przyznać, że jeśli chodzi o moje obecne wymagania, ten napój bardzo dobrze się sprawdza.

Skrótowo korzyści z picia wody z cytryną:

  • ochrona przewodu pokarmowego,
  • oczyszczenie i pobudzenie do działania wątroby,
  • pobudzenie do wydzielania soków trawiennych,
  • mała dawka witaminy C (wspierającej układ immunologiczny i pomagającej w przyswajaniu żelaza),
  • przywrócenie równowagi kwasowo – zasadowej (powrót do właściwego pH
  • lekkie działanie moczopędne (oczyszczanie z toksyn).
Jeśli do wody z cytryną dodamy imbir, to efekt cytryny się wzmacnia, bo imbir również wspomaga odporność,  a poza tym działa przeciwzapalnie i zapobiega nudnościom. Idealnie!
Po wypiciu tego napoju rozciągam się, ze szczególnym naciskiem na rozluźnienie karku i kręgosłupa,  czasem robię powitanie słońca, czasem przysiady, a potem przygotowuję sobie śniadanie. Zwykle są to jakieś sałatki warzywne, czasami serek wiejski lub twaróg z olejem lnianym, a jeśli mam wiejskie jajka, to jem wiejskie jajka (te ze sklepu, nawet 0, już w ogóle mi nie smakują). Kiedy zjem śniadanie, przychodzi czas na ostatni etap mentalnej rozgrzewki, czyli… poranny apel.

O CO CHODZI Z PORANNYM APELEM?

Nie wiem czy w Waszych podstawówkach był taki zwyczaj jak poranne apele. Jeśli jesteście ode mnie młodsi, to podejrzewam, że nie, bo to trochę komunistyczna naleciałość. Pomijając jednak całą polityczną otoczkę, sama idea jest dość inspirująca i warto przenieść ją na grunt osobisty. Poranne apele mają jedną podstawową zaletę – potrafią wywołać odpowiednie nastawienie na resztę dnia.W ramach mojego osobistego apelu tworzę listę zadań do wykonania (ze wszelkimi logistycznymi szczegółami, jeśli muszę gdzieś wyjść, pojechać lub coś załatwiać), planuję też co będę robić na obiad, a potem mam chwilę, żeby przypomnieć sobie o moich nadrzędnych celach – czyli dlaczego w ogóle pracuję i zarabiam pieniądze (bo zdecydowanie nie robię tego dla samego utrzymania i gromadzenia dóbr).

Wiem, że niektórzy ten moment dnia poświęcają też na czytanie czegoś inspirującego (np. Biblii), lub medytację i to jest chyba taki dorosły odpowiednik odśpiewania hymnu szkoły. Tak czy siak chodzi o wzbudzenie motywacji i poczucia sensu tego, co się robi.

 

***

 

Przechodząc do konkretów – w kwietniu pracowałam więcej i bardziej efektywnie, bo zarobiłam… 27% więcej, niż w poprzednim miesiącu. Skłaniam się ku twierdzeniu, że była w tym duża zasługa zmiany porannych zwyczajów. Wpływ wiosny i lepszej (?) pogody był w tym raczej niewielki, bo jak wiadomo, ten kwiecień był bardzo kapryśny. Nie zmieniałam też specjalnie diety, nie zażywałam żadnych suplementów (innych niż zwykle) ani nie piłam więcej kawy, więc z dużym prawdopodobieństwem mogę uznać, że to właśnie efekt wprowadzonych zmian. 10/10, polecam, Joanna G.

 

PS – wyzwanie na maj rozpocznę od przyszłego poniedziałku, ale wcześniej zaprezentuję Wam jego plan, bo mam nadzieję, że i Wy dołączycie!

 

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Ja to tylko z tego wszystkiego jadam wiejskie jajka czasem na śniadanie. Mama mi dostarcza, świeżo wyciskane z kur.
    A tak to ten…pospać lubię, kąpiel we wrzątku, z ćwiczeń to bieg do lodówki, wstaję zawsze o 9- niezależnie która akurat jest godzina, ale cały dzień walę zieloną herbatę z wiejskim miodkiem. No to nie ma lipy :D

  • Kuźwa, cały czas próbuję się przekonać do tych zimnych pryszniców… Tylko, że ja się myję 15 minut co rano. Codziennie myję łeb i w ogóle. Czy jak się tylko na koniec spłuczę zimną wodą to będzie git? Bo całości w lodowatej nie zniosę :P

    • W sumie dawniej hartowano się właśnie w taki sposób, że na przemian polewano się ciepłą i zimną wodą, więc zawsze to coś :)
      Ja też tak mówiłam przez długi czas, że nie zniosłabym lodowatej wody, ale na tyle mi się spodobało, że już z tego nie zrezygnuję.
      Spróbuj, choćby po to żeby móc mi powiedzieć że nie miałam racji :D

      • Hm… Spróbuję, ale podejrzewam, że właśnie przyznam Ci rację hahaha :D

  • Marta Maksylewicz

    Jakiż wielki był mój smutek, kiedy okazało się, że… nie mam zimnej wody pod prysznicem! Okazało się, że zawinił termostat – mam wodę ciepłą, bardzo ciepłą i gorącą. I niestety nie da się tego zmienić :(

  • Zimny prysznic… aż się kurczę w sobie na samą myśl :)
    Myślę, że to może być metoda dla osób, dla których prysznic to „tylko” prysznic, w sensie zwykły proces mycia się, emocjonalnie niewiele różniący się od mycia zębów. Ale dla mnie, wybitnego zmarźlaka, prysznic to coś więcej – czas w którym niezależnie od pory roku, pogody czy ustawień klimatyzacji w pracy, wreszcie jest mi naprawdę ciepło. Więc dla mnie przestawienie na zimny prysznic to, nie wiem, jak nagły zakaz jedzenia ulubionego makaronu. Za to, skoro nie pracuję zdalnie, za pobudkę robi u mnie rundka rowerem do pracy. Mam w planach zamianę najkrótszej trasy na sporo dłuższą, ale zahaczającą o plażę. Myślę, że to też będzie dobry pomysł na dobry humor z samego rana :)
    Tak czy inaczej, (trzęsąc się z zimna), podziwiam :)

    • Powiem Ci, że ja na ogół też jestem zmarzluchem, ale paradoksalnie zimny prysznic mnie rozgrzewa, dodatkowo wzmacniam to ostrym tarciem się później ręcznikiem i krew zaczyna szybciej krążyć. A czasem właśnie takie przewlekłe marznięcie jest właśnie spowodowane wolnym krążeniem.
      Ale tak czy siak rower to też na pewno dobry początek dnia, no a przejażdżka koło plaży to już w ogóle – zazdroszczę stałego dostępu do morza :)

  • Ja miałam podobny problem z porankami. Wykonuję dużo pracy w domu i nie zawsze muszę gdzieś być na konkretną godzinę. Zmotywowałam się do porannego wstawania i ja zaczynam swój dzień godzinnym treningiem, a później jest cała reszta. Zimnego prysznica nie próbowałam ale z drugiej strony co mnie może zaskoczyć po godzinie totalnego maltretowania ? :P następnym razem spróbuję ;).

    • Godzina ćwiczeń od razu rano – podziwiam. Mi rozgrzewka zajmuje dosłownie 5 minut, ale w sumie po prysznicu już jestem rozgrzana wewnętrznie :)
      A co do prysznic po treningu, wklejam co znalazłam, bo nie wiem jak intensywny jest ten Twój, może okaże się, że zamiast zimnych będą dla Ciebie lepsze mieszane:

      „Letnia kąpiel, czyli od 26 do 35 stopni rozluźnia mięśnie, zaś gorąca, powyżej 36 stopni, to idealne odprężenie, łagodzenie zapalenia skóry, sztywności mięśni i stawów. W dodatku gorąca woda otwiera pory skóry, ułatwiając usuwanie toksyn takich jak choćby kwas mlekowy. W przypadku ciężkiego treningu można więc stosować mieszany tryb, czerpiąc korzyści z każdego rodzaju kąpieli. Warto tworzyć cykle mieszane – z wodą chłodną i gorącą. Chłodna woda zwęzi naczynia krwionośne, zaś gorąca je rozszerzy – taki cykl sprawi, że krew będzie szybciej krążyła i szybciej oczyścimy organizm. Optymalne rozwiązanie to około 5 powtórzeń cyklów – 5-10 sekund wody letniej, 30 sekund ciepłej.”

      • Po prawdzie mój poranek wygląda tak, że najpierw szybki fizjospacer z psem, później godzina morderczego trening corssfit. Po powrocie normalny spacer z psem, a na końcu dopiero prysznic i śniadanie ;) ale samopoczucie super. Muszę sobie tylko apel wprowadzić ;), świetny pomysł.

  • Poranny apel <3. Ja póki co jestem w stanie przekonać się jedynie do naprzemiennych pryszniców – ciepłe na zmianę z chłodnymi. Póki co bariera psychiczne towarzysząca 2-minotowemu (o zgrozo) zimnemu prysznicowi jest zbyt duża. Szczerze Cię podziwiam.

    • Wbrew pozorom te 2 minuty mijają dość szybko, bo u mnie to nie jest dwie minuty stania całym ciałem pod strumieniem wody, tylko kierowanie jej słuchawką od góry do dołu, od stóp, aż do ramion, chwila na każde miejsce. Głowy zimną nie polewam więc nie jest to aż tak wielki szok jak można by pomyśleć :)

      • UE! Jak wyczytałem o dwóch minutach to ja – propagator porannych zmniejszaczy męskich narzadow (damskie tez tak reaguja) – bylem pod wrazeniem. Ale jak doczytalem ze to tylko sluchawka punktowo, słabizna :P Ja cisne minimum 45-60 sekund ale calosciowo.

        Niemniej: uczucie cieplego szorstkiego recznika „po” – bezcenne

        • Właśnie tak się zastanawiałam, do czego się tym razem przyczepisz :D

          • :( Oj, no, bo ja tak z sympatii. Przepraszam. Ogolnie to bardzo mi sie to co i jak piszesz ostatnio podoba. Taka mialem refleksje chyba ze 3 dni temu :-)

          • No to wybrnąłeś :) Dziękuję w takim razie!

  • Zdecydowanie muszę powrócić do zimnych pryszniców. Z zimie nie ma mowy żeby się na to zdecydowała ale gdy robi się cieplej zawsze do tego wracam. O naparze z cytryny i imbiru wiem od dawna ale brak mi w tym regularności. Nad tym też muszę więc popracować.

  • O, zimne prysznice propsuję:) Też ostatnio stosuję pewien rytuał:

    1. Siadam przy biurku, podłączam słuchawki i zakładam je na uszy, bo komputer sam się włącza i odpala muzykę.
    2. Piję zimną herbatę zrobioną dzień wcześniej.
    3. Zimny prysznic + toaleta
    4. Medytacja.
    5. Śniadanie + ciepła herbata.

  • Miałam ten sam problem ze śniadaniami. Po wstaniu muliło mnie zawsze niemiłosiernie. Dopiero woda z cytryną i imbirem pomogła. Teraz sobie nie wyobrażam inaczej. :) A zimny prysznic najlepiej mi wychodzi w górach.

    • O patrz, i nic nie mówiłaś! A ja też długi czas walczyłam z tym zamuleniem, szukałam sposobów i przyczyn i nagle dopiero jakoś sobie połączyłam kropki, że może taki napój pomoże.

  • Wiesz, zainspirowałaś mnie, ale tak naprawdę, że wzruszyłam się do łez, tak na serio-serio, a nie, że „ohoho, motywujesz kochana” i nara. Po prostu właśnie wstałam, przypomniałam sobie, że chciałam przeczytać Twój tekst i zaraz zacznę robić to, co w nim zawarłaś. Czuję, że to znak i kolejny level do wbicia, żeby się ogarnąć. Może tylko wodę z cytryną na coś zamienię, jeszcze nie wiem.

    Największą trudność sprawia mi zawsze mycie, czasem odwlekam to do wieczora, jak zrobię pierdyliard rzeczy, ale wtedy start jest zawsze opóźniony i wydajność nie ta sama. A chodzi przecież o to, żeby nadać sobie trochę dyscypliny już na starcie.

    Kiedyś naczytałam się u Łukaszs Kielbana o Benjaminie Franklinie i to jest mój niedościgniony ideał. Facet wstawał o 4 i pracował, wszystko, co robił, było utylitarne. Jak przepchnę sobie taki dzień czy dwa w życiu, to czuję się dużo lepiej, jakbym była do przodu z życiem, nic mi nie wisi nad głową jak trup. Coś cudownego po miesiącach zaległości.

    • Wstawanie o 4 to zupełnie nie moja bajka, ale jakby tak utrzymać budzenie się po 7 to już będzie bardzo dobrze, przynajmniej w moim przypadku :)
      Znam to uczucie o którym mówisz, jak czasami włączała mi się taka maks produktywność, to w ciągu jednego dnia nadrabiałam zaległości z całego tygodnia. O dziwo najczęściej zdarza mi się to w środy, tak jakby pon, wt to było dochodzenie do siebie po weekendzie, a czw, pt przygotowanie do weekendu :P

      • Też tak kiedyś miałam w środy, a teraz mam tak, kiedy nie idę na uczelnię. Zajęcia wypruwają ze mnie chęć do życia i nie umiem sobie z tym poradzić.

  • Od dłuższego czasu wykonuję określony, poranny rytuał. Wprawdzie nie jest to zimny prysznic, ale staram się codziennie wypić tuż po przebudzeniu gorącą wodę z cytryną. Kawa i śniadanie to rzecz obowiązkowa. Tak samo jak planowanie rzeczy, które muszą zrobić danego dnia.

  • Woda z cytryną działa świetnie. Idealnie pobudza, dla mnie lepsze pobudzenie niż kawa! Nie jestem mentalnie gotowa na poranny prysznic, bo nie lubię się rano moczyć:P choć teraz jak temperatura za oknem i w domu wyższa to może spróbuję.
    Dla mnie ważne jest tez to, aby każdy dzień rozpoczynać o tej samej porze. Bardzo nie lubię spać do 9 w weekend, bo to strasznie mnie rozleniwia!

    • Pewnie, teraz jest coraz wyższa temperatura więc łatwiej się przemóc.
      Ja też nie lubiłam porannego moczenia, ale to mi się tak spodobało, że teraz wszystkim dookoła zachwalam niezwykłe właściwości zimnej wody z rana :D

  • umiem już w punkty 2, 3, 4 i 5 – ale że zimny prysznic? :(

  • mfairhaircare.blogspot.com

    Zazdroszczę trochę tej pracy w domu, ja muszę wstawać co rano po 6, żeby dojechać do roboty na 8 :)
    Idealnie byłoby dla mnie pracować 3 dni zdalnie i 2 dni na miejscu w pracy. Ale nie ma chyba na to szans.
    A wracając do pracy w domu – przeżyłam to przez krótki czas kilka lat temu i nawet nieźle mi szło, tęsknię za tym czasem :)
    PS. Bardzo fajny wpis!

  • Chyba zacznę brać te zimne prysznice, chociaż brrr. Ale zanurzenie w lodowatej wodzie po saunie to faktycznie jest refresh jakich mało. Może się przemogę :P Tym bardziej jeśli polecasz:)

  • Nie wiem, czy bym dała radę z tym zimnym prysznicem. Ale to dobry pomysł, spróbuję. Warto wypracować fajne poranne i wieczorne rytuały, to fantastycznie działa! :D

  • Świetnie ogarnęłaś poranki. Zmotywowałaś mnie do działania – ja także muszę coś z tym zrobić :)

  • Troszkę zazdroszczę, że dajesz radę z tym prysznicem :) Rozumiem jego zalety, ale jakoś nie potrafię mimo wszystko przemóc się i budzić w taki sposób. Wystarczy, że pomyślę o tym zimnie i nie widzę tam siebie. Ciepły poranek wpływa na mnie chyba lepiej ;) Za to jeśli chodzi o wodę z cytryną i imbirem, mówię sobie już któryś raz, że zacznę. Używam imbiru, gdzie się da, więc czas i na taki napój.
    Pozdrawiam ciepło :)

  • Podobno w okresie międzywojennym małe dzieci tak hartowano, że zanurzano z rana w misie z zimną wodą, suszono, ubierano i jazda na dwór! Zimno wtedy mieli w domach, aptek jak na lekarstwo, a lekarstwa tam tylko od święta – więc nie chorowali ;)
    Jutro spróbuję. Na początek 10 sekund ;)

    • Coś o tym czytałam, kiedyś z braku laku stosowano najprostsze sposoby na odporność i jakoś to wszystko działało :)

  • w zimniej wodzie myłam się na 9-cio dniowej, pieszej pielgrzymce, a byłam na niej 3 razy- bezcenne. Dało się do tego przywyknąć, ale najgorszy był pierwszy dzień ;)

  • Paula

    świetny wpis! Tego właśnie potrzebowałam :)
    A mogłabyś zdradzić jakiś przepis na poranną sałatkę warzywną, którą sobie przygotowujesz? Z góry dziękuję

    • Hej, najczęściej u mnie taka sałatka składa się z jakiejś zieleniny- roszponki albo rukoli, do tego pokrojone na ósemki pomidorki koktajlowe, ziarna słonecznika, dyni, czasem papryka, i na przykład ser typu feta, albo mozarella, a czasem nie dodaję żadnego nabiału. Wszystko zalewam olejem lnianym, zagryzam waflem kukurydzianym :) Ten zestaw uwielbiam i mogłabym jeść codziennie.

      Czasem robię też sałatkę z tuńczyka z kukurydzą, ogórkiem kiszonym i papryką konserwową – pycha!

  • Drugi obrazek od góry wywołał szeroki uśmiech na mojej twarzy i jeszcze bardziej zachęcił do zimnego prysznica. Byłam tam i miałam ochotę wejść pod ten wodospad, ale nawet stanie obok niego doprowadziło mnie do całkowitego przemoczenia, co było cudowne! Wodę z cytryną piję regularnie i jak dla mnie jest to sok wiecznej młodości, a co do pryszniców, to niestety zrezygnowałam z nich nie wiedzieć czemu, bo po kąpielach w ciepłej, a nawet wrzącej wodzie moja skóra nie wygląda za dobrze. Dlatego może to ta pora, by powiedzieć sobie dość :)

    • Zazdroszczę wodospadu, ale jeszcze tylko przez chwilę, tzn do września. Potem sama mam nadzieję na takie uczucie :)

  • Zmotywowałaś mnie tym wpisem! Ja w swoim życiu wzięłam dwa zimne prysznice i pamiętam, że później miałam bardzo udane dni. Mimo tego, że znam efekt zimnego prysznica, nie umiem się przemóc. Nadal. Nie wiem dlaczego, ale przeraża mnie ta wizja. Jednak podałaś tutaj tak świetne argumenty, że po prostu nie mogę nie spróbować! ;) Ogólnie uwielbiam celebrować poranki, też piję wodę z cytryną, czytam, czasem też planuję, chociaż częściej robię to wieczorem. Tylko ten zimny prysznic!
    No to ja teraz i na tym blogu obwieszczam, że przez miesiąc będę budzić się zimnym prysznicem. :D Zobaczymy jak mi pójdzie. :)

  • Karolina

    Kiedyś przeczytałam, że po hartowaniu się zimnym prysznicem łatwiej się łapie zapalenie płuc, a tego się już boję. Kiedyś zachorowałam i do dziś muszę odwiedzać kardiologa (tak kardiologa, a nie pulmonologa).
    Jeśli Tobie uda się na dłuższą metę nie zachorować i nadal utrzymywać się w tych rytuałach to chyba się odważę! ;D

    • Hmm dziwne, może chodziło o takie sytuacje, kiedy zaraz po zimnym prysznicu wychodzi się na dwór?
      Bo tak to trochę trudno mi sobie to wyobrazić, już po roztarciu ręcznikiem ciało się szybko rozgrzewa :)

  • Aż mi się zimno zrobiło. Woda z cytryną tak, ale zimny prysznic? Przymierzam się do niego, bo nic tak nie ujędrnia skóry (a mój brzuch chyba by chciał w wakacje dobrze wyglądzie). Może ten cytat mnie zmotywuje… i spróbuję. Ale mam podobnie jak ty – nogi i ręce ok, ale brzuch? :)

  • Genialne. W moich porankach jest wiele rzeczy które chcę zmienić. Jedną z nich to sięganie po telefon zaraz po wstaniu niestety. Zaczynam od jutra bo dziś już się kapalam:) jakiś czas temu zaczęłam czytać tomik Szymborskiej do śniadania jeden wiersz dziennie zamiast wiadomosci. Zwykle robiłam rano prasowke Ale strasznie mi to psulo humor dlatego bo prawie nigdy nie było dobrych wiadomości.

  • Moje ciało na zimną wodę reaguje tak szybkim skurczem, jakby chciało się zwinąć w jeden kłębek, a potem jeszcze tak ze 3. Dlatego chyba zacznę od wody w temperaturze 30 stopni (zazwyczaj potrzebuję tak z 39) i będę schodzić coraz niżej :)

  • Tez muszę ogarnąć moje poranki i wypracować na nie swój sposób. Póki co wstaję dużo później niż Ty… W tej chwili 9 byłaby idealną porą. :) Przestawię się kiedyś :)

  • Nie myślałam nigdy, że kiedykolwiek spróbuję tych strasznych zimnych pryszniców :D euforia mnie przekonuje, pewnie to coś podobnego jak po ćwiczeniach – było ciężko, ale po jest super i to wcale nie tylko dlatego, że już po :D

  • jazzitall

    Gdybym nie wstawała codziennie o 4:28 być może niektóre punkty byłoby możliwe do zrealizowania (oprócz zimnego prysznica – przez większość roku jestem i tak chora + mam autentyczne uczulenie na zimno), ale o moim poranku (zwanym przez mojego męża jeszcze nocą) ruszam do wyścigu, by wyszykować się jak najszybciej i zdążyć do pracy, którą zaczynam o równie barbarzyńskiej porze. Dlaczego 4:28? Otóż tu z kolei mogłabym się rozpisać o zbawiennym wpływie pobudki na 2 minuty krócej niż planujemy :)

  • Ciekawa jestem, czy teraz, w środku zimy, też bierzesz rano zimny prysznic. Daj znać!

    • Przyznaję, że nie zawsze, zwłaszcza, jeśli musiałam wyjść od razu po przebudzeniu z domu.
      Ale zazwyczaj mam to szczęście, że nie muszę nigdzie rano się spieszyć i mogę sobie zrobić cały rytuał.

  • Rewelacyjnie motywujący wpis :) Chyba jesteś w stanie mnie zachęcić do spróbowania tego zimnego prysznica ;)

  • Podejmuje się takiego wyzwania!

    • Dzień 1
      Zacząłem od treningu – 100 pompek, 100 brzuszków, 100 przysiadów z ob. +10 kg ( 3 serie po 33 powtórzenia, 2minutowe przerwy). Potem szklanka wody z cytryną i lodowaty prysznic (nie sądziłem, że tak szybko można się umyć).
      Na śniadanie nie wystarczyło mi czasu.
      Apel – konkretne określenie jaki będzie ten dzień i co muszę zrobić.

      Mimo zalepionych snem oczu na początku i zmuszenia się do pierwszych ćwiczeń to już dawno nie czułem takiej energii rano.

      Dodałem element od siebie – rytuał wdzięczności – podziękowanie za wszystko w życiu za co jestem wdzięczny i dlaczego.

      • Niezła forma!
        Też praktykuję wdzięczność, chociaż ja to robię wieczorem, jakoś tak mi pasuje klimatem ta pora do podsumowań dnia i przy okazji podziękowań :)

  • Pingback: Jak radzić sobie z nadmierną empatią? - Króliczek Doświadczalny()

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- LUBISZ TO? -

- MÓJ INSTAGRAM -

- ARCHIWUM -