CHCESZ POZNAĆ, CZY TO FACET DLA CIEBIE? OBSERWUJ, JAK JEDZIE

 

Według informacji, które przytacza Men’s Health, aż 90% kobiet zwraca uwagę na styl jazdy nowo poznanego mężczyzny, jeśli ma okazję być przez niego podwożoną. I zapewne wyciąga z tego odpowiednie wnioski, choćby na poziomie podświadomym. Badania potwierdzają, że takie oceny mogą być całkiem trafne, bo zachowanie mężczyzny w samochodzie i na drodze można przenieść też na inne sfery jego życia. Jeśli więc zastanawiasz się, czy ten facet, który się o Ciebie stara mógłby być Panem Jedynym i Właściwym… po prostu przejedź się z nim samochodem.

Jako że sama nie mam prawa jazdy, pasażerką w swoim życiu bywałam często. A że dodatkowo lubię podglądać ludzi i wyciągać wnioski z ich zachowania, uknułam sobie w głowie kilka teorii na temat stylu prowadzenia samochodu a osobowości prowadzącego. Sprawdzały mi się one do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowiłam sobie: nigdy nie wejdę w związek z mężczyzną, z którym w samochodzie czuję się niebezpiecznie lub niekomfortowo. I nie o komfort siedzeń tu chodzi.


KANDYDAT NR 1 

Marcin* imponował mi przede wszystkim dojrzałością (wypadałoby, w końcu był te dobre parę lat starszy). Pełna kultura, prezenciki, dżentelmeńskie nawyki, oczywiście bez przesady, nie nosił kija w tyłku, ale zawsze pierwszy wysiadał, żeby otworzyć mi drzwi. Czar pryskał, kiedy ruszał w miasto. Tylu złośliwych komentarzy na temat innych kierowców, pieszych na drodze czy kobiet za kierownicą nie słyszałam nigdzie. To był typ doktora House’a, jego sarkastyczne uwagi mogły wydawać się bardzo zabawne komuś, kto miał możliwość w każdej chwili przestać go słuchać, ale nie osobie, którą zamknięto z nim w jednym pomieszczeniu na kilka godzin. Z czasem okazało się, że Marcin dojrzały i z klasą był tylko na pozór, bo w środku aż kipiał od frustracji i niechęci do całego świata. Długo to ukrywał, ale na drodze swoje prawdziwe oblicze ujawnił dużo szybciej.
Szkoda, że nie posłuchałam pierwszych podszeptów intuicji/rozsądku (niepotrzebne skreślić) i straciłam obok niego kilka miesięcy.

KANDYDAT NR 2 

Całkowitym przeciwieństwem Marcina był Marek. Nigdy nie miał nic do innych uczestników ruchu drogowego, wręcz przeciwnie – wydawał się ich wszystkich miłować jak bliźnich swoich. Przepuszczał babuszki z tobołami na przejściach, wpuszczał kierowców z sąsiedniego pasa, a podczas jazdy uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wcielenie luzu i spokoju, istny Budda na drodze. Młoda byłam, więc wtedy nie rzuciło mi się w oczy, że ten jego luz jest cokolwiek nienaturalny. Dopiero po wielu wspólnych miłych  przejażdżkach Marek nieopatrznie wyznał, że przed wejściem do auta lubi sobie co nieco zapalić, bo wtedy jest na jeździe bardziej skupiony. 
Taki był z niego luźny chłopak, że związki też wolał luźne, niezobowiązujące i w kształcie wielokątów, jak się niedługo potem okazało.

KANDYDAT NR 3 

Mariusz właściwie nie był kandydatem, a od początku tylko znajomym, z którego propozycji podwiezienia zdecydowałam się kiedyś skorzystać. I czego szybko pożałowałam. Jeździł bez pasów i za nic nie chciał ich zapiąć. Palił jak smok, tworząc z auta komorę gazową, a do tego robił złośliwe manewry w stylu zajeżdżania drogi innym. Całości wrażeń dopełniał podkręcony na pełną głośność uliczny hip hop, przy którym utwory Gangu Albanii brzmią całkiem łagodnie. Przestałam się do niego odzywać, kiedy wpakował nas na śliskim zakręcie do rowu. 
Żyć szybko, umierać młodo? Ok, ale nie ze mną. Później dowiedziałam się, że jedna z jego yolo samochodowych eskapad skończyła się w areszcie.

 


KANDYDAT NR 4

Michał sprawiał bardzo dobre wrażenie. Na co dzień opanowany, spokojny, rozgarnięty, typ do rany przyłóż, którego bez wstydu można pokazać mamie na obiedzie.  Tak samo też jeździł – pewnie, spokojnie, z zimną krwią reagował w nagłych wypadkach. Po tym wszystkim co widziałam wcześniej – wydawałoby się, ideał. Delikatny zgrzyt pojawił się, kiedy pewnego razu poruszaliśmy się po dobrze znanej mi okolicy, ale on nie mógł znaleźć drogi dojazdowej do naszego konkretnego celu. Podpowiedziałam mu więc coś w rodzaju „za 300 metrów skręć w prawo„… co zostało zupełnie zignorowane. A dodać muszę, że nie należę do stałych komentatorów stylu jazdy, takie uwagi zdarzają mi się rzadko i kiedy jestem pewna tego, co chcę przekazać. Michaś jednak wiedział lepiej. I z tą swoją wiedzą krążył jeszcze dwadzieścia minut w tę i z powrotem,  zanim ostatecznie nie skręcił we wskazaną wcześniej drogę…
Niby to drobiazg, ale mój początkowy entuzjazm wobec niego trochę jakby przygasł. A im lepiej go poznawałam, tym bardziej odkrywał się ze swoim podejściem, że w związku to mężczyzna podejmuje decyzje. I że owszem, o kobietę należy się troszczyć i zapewniać jej bezpieczeństwo, ale w ważnych kwestiach i tak nie ma nic do gadania. Patriarchalny książę nie z mojej bajki.

 

KANDYDAT NR 5 

Miłosz był kandydatem nie moim, a koleżanki, lecz i ja miałam okazję z nim kiedyś jechać. Znajomy, który mi wtedy towarzyszył, zwrócił mi później uwagę na maksymalnie ekonomiczny styl jazdy naszego wspólnego kolegi. Być może aż tak oszczędzał na paliwie, bo samochód był drogi? To fakt, drogi, ładny, ale mam wrażenie, że nie można było w pełni poczuć jego komfortu i udogodnień, bo te były pilnowane, żeby czasem się zanadto nie zużyły… Z relacji znajomej wiem, że ulubionym zajęciem Miłosza była konserwacja skóry w samochodzie, polerowanie felg tak, by lśniły w słońcu i wypatrywanie potencjalnych rys na lakierze. Nie pozwalał jej położyć na siedzeniu plecaka (bo na pewno ma brudny spód) ani pić w trakcie jazdy (bo rozleje). A kiedy mimo wszystko poczuła kiedyś w tym wychuchanym aucie przypływ namiętności (oczywiście stali wtedy na parkingu), Miłosz oburzył się, że takie rzeczy to w łóżku, a nie w samochodzie, zwłaszcza TAKIM! 
Został więc sam, ze zdjęciem swojego wyjątkowego pojazdu na tapecie.

A CO NA TO NAUKA?

 

 

To powyżej to tylko przykłady z życia, ale jak zwykle niezawodni psycholodzy zbadali i tą dziedzinę. Dzięki wynikom ich badań i eksperymentów wiemy, m.in. że:
  • agresywny styl jazdy najczęściej występuje u młodych ekstrawertyków, którzy poszukują wrażeń i są mało skłonni do kompromisów, a także cechują się niskim stopniem sumienności, i uważają, że sposobem prowadzenia mogą wyrazić siebie;
  • niespokojny styl jazdy, pełen strachu, najczęściej występował u kobiet, ale także i wśród neurotycznych mężczyzn, którzy obawiali się opinii innych;
  • lekkomyślny i beztroski styl jazdy cechował poszukiwaczy silnych i różnorodnych bodźców, mniej skłonnych do zgodności;
  • ostrożny i cierpliwy styl jazdy to też częściej domena kobiet, ale mężczyźni, którzy go prezentują cechują się zgodnością, sumiennością i otwartością oraz mniejszą potrzebą poszukiwania wrażeń a także mniejszymi obawami o swój wizerunek w oczach innych;
  • ekstrawertycy znacznie częściej niż introwertycy jeżdżą agresywnie i powodują wypadki śmiertelne;
  • agresywny styl jazdy częściej pojawia się u osób antyspołecznych, ale także u tych, którzy obecnie są w okresie życia pełnym wyzwań i stresu.
O ile powyższe wyniki badań nie narzucały nikomu ich zastosowania w życiu codziennym, to już prof. Ch. Burgess z Uniwesytetu Exeter nie owija w bawełnę, polecając, by unikać agresywnych i niecierpliwych kierowców, którzy oprócz tego, że impulsywni i egoistyczni, są także lekko upośledzeni w kwestii utrzymywania bliskich związków. Jeśli nie uda im się postawić na swoim, tracą zainteresowanie.

JEŚLI CHCESZ GO SPRAWDZIĆ…

Jeśli masz zamiar przetestować mężczyznę siedząc po jego prawicy, musisz wiedzieć jeszcze, że nie tylko osobowość, ale i obecny nastrój wpływają na jego styl jazdy. Szczęśliwi i wkurzeni mają tendencję do pędzenia, załamani i ospali do zwalniania. Żeby zatem wydać bardziej wiarygodny osąd, przydałoby się przejechać z wybrankiem kilkukrotnie, tak by zdobyć pewność, że nie powoduje nim chwilowy stan emocjonalny, a jeździ tak jak zazwyczaj. Jeśli mimo wszystko uważasz, że może się przy Tobie ograniczać i nie pokazywać całego siebie podczas jazdy, spróbuj zająć go rozmową na jakiś niezwiązany z drogą temat. Jest wielce prawdopodobne, że będzie wtedy prowadził automatycznie, czyli zgodnie ze swoim podświadomym (prawdziwym) stylem.
Teraz spróbuj połączyć jego zachowanie na drodze z tym co robi na innych płaszczyznach życia. Jeśli widzisz pewne związki, brawo, oto znalazłaś klucz do jego osobowości. Co teraz z tym zrobisz?

PS:  BADANIA NA TEMAT ZWIĄZKU STYLU JAZDY Z OSOBOWOŚCIĄ KIEROWCY

– Driving styles and their associations with personality and motivation, Taubman-Ben-Ari O, Yehiel D.;
– The Association between Values, Motivations, Personality and Driving Styles,   Yehiel D.;
– A study on the relationship between personality and driving styles, Poó FM, Ledesma RD.;
– Differential moderating effect of locus of control on effect of driving experience in young male and female drivers, Holland C., Geraghty J., Shah K.;
– Personality and Driving Behavior, The Role of Extraversion and Neuroticism in Drivers’ Behavior Toward Bicyclists, Thørrisen M.

 

* – wszystkie imiona w poście zostały zmienione

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Cieszę się, że to ja jestem kierowcą w moim związku :D

  • Najgorzej wspominam jednego drajwera, który potrafił doprowadzić mnie do wymiotów w 5 minut jazdy. Rozpędzał się między wioskami, a potem zwalniał tuż przed nimi, by jechać przepisowo. Wysiadałam zielona i kierowałam się od razu w odosobnienie. W końcu chyba wyrzygałam resztkę szacunku i miłości do niego. Teraz jest idealnie, tylko czasami płaczę chłopu, żeby zwolnił, cóż, jestem tylko babą.

  • Myślę, że to szczególny przypadek pewnej ogólnej reguły, którą kiedyś zasłyszałem: jeśli chcesz poznać człowieka, to sprawdź, jak się zachowuje pod presją. Nawet o szachistach można się wiele dowiedzieć, obserwując jak grają.

  • Borze, jakie to prawdziwe… Załamałaś mnie trochę ahaha :D

    • Czemu, znasz jakiegoś szalonego kierowcę? ;)

      • Najczęściej wożę się z tymi agresywnymi :P I niestety to wszystko prawda, co piszesz tutaj na ich temat :P

  • karminowe usta

    Coś w tym jest, bo opisy pokrywają się z rzeczywistością. Moi koledzy, którzy jeżdżą spokojnie i cierpliwie, zazwyczaj są otwarci, pogodni i nie mają problemów ze słuchaniem uwag kobiet.

  • Jak to nie masz prawka?! Kobieta w dzisiejszych czasach bla bla bla… :D Też nie mam i nawet nie czuję potrzeby posiadania, a jak czasami staram się to innym przetłumaczyć, to jakoś nie mogą zrozumieć. Ach ten plebs…ja mam szofera ;)
    Szofer na trasie jeździ ostrożnie, po naszym zadupiu czasem sobie na więcej pozwala, albo przyhamuje gwałtownie, żeby się z mojej miny pośmiać :D Mam do niego pełne zaufanie :)

    • Moje nieposiadanie to chyba temat na osobnego posta. Póki co twierdzę, że to lepiej dla ludzkości, że nie mam. :)

      • W moim przypadku jest tak samo :D A jak już ktoś mi nie daje spokoju to mówię, że zrobię jak będzie mnie stać na wielkiego, czarnego pick upa GMC, na złotych spinerach. Takiego giganta i koniecznie w pick upie, żeby na pace wozić wyimaginowanego psa. Jak we filmach amerykańskich. O. Serio dla takiego to bym prawko zrobiła i wtedy to j*bac styl jazdy- dałabym chromowane rury na przód i taranowała wszystkich, którym coś nie pasi. Tak, lepiej, że nie mam prawka :D Chyba też napiszę o tym post haha :D

        • Też tak myślałam. Że jak to prawo jazdy, to takie skomplikowane, a ja taka nierozważna, niedokładna i nie potrafię robić 2 rzeczy na raz. Że lepiej abym nie miała, ale ostatecznie się zdecydowałam i teraz jakaż jestem niezależna, mogę wszędzie jechać, to szczególnie ważna jak się mieszka pod miastem. Pewnie, gdybym nie miała prawka nie zdecydowała się na wyprowadzkę z miasta;)

          • Mieszkam na przedmieściach i wszędzie mam blisko ;) Ja nie tyle, że się boję co możliwe, że miałabym skłonności do zbyt dużych szaleństw i inni mogliby się bać. Nigdy nie grałąm na maszynach, bo pewnie przepuściłabym chałupę. Po prostu jestem świadoma swoich słabości ;)

    • ja też nie mam… i dobrze mi z tym :D

    • Ja też nie mam choć bylam blisko, ale lepiej dla ludzkości, żebym go nie miała :)

  • Trochę z innej beczki: pamiętam jednego „kandydata”, który woził w swoim małym seicento dosłownie wszystko, łącznie z… martwymi cielakami. Ok, był weterynarzem i musiał je czasem zawieść na sekcję. Ale to zdarzyło się również wtedy, kiedy jechaliśmy razem na wesele. W samochodzie syf, specyficzny zapach, ja w delikatnej sukience i szpilkach… No właśnie. W dodatku krowy były ważniejsze, więc się spóźniliśmy.
    To się nazywa jeździć z pasją, gdy pasją jest Twoja praca ;)

    • Ojej… piękny obrazek. Wyobraziłam to sobie, tu krowa, a tu odświętna sukienka i szpilki. No cóż, przynajmniej na pewno kochał zwierzęta, a to też dobrze świadczy o mężczyźnie (na ogół). :)

  • hahaha ostatni kandydat wygrał!

  • Jak ty to robisz – co wpis to lepszy :)

  • Ja się zakochałam w moim mężczyźnie po pierwszej przejażdżce samochodem – pędziliśmy nocą po autostradzie popijając gin z tonikiem, śpiewając na całe gardło „I wanna love you”… hmm wiem, bardzo to było mądre i odpowiedzialne. Przeżyliśmy I żyjemy razem 6 lat. Już nam się takie „przygody” nie zdażają, ale ufam mojemu facetowi za kółkiem w 100%.

  • Mnie na drodze denerwują osoby, które jeżdzą ślamazarnie, bez energii i emocji. Miałam kolege, raz mnie podwoził i myślałam, że mu strzelę, nigdy tak ślamazarnie nie jechałam. Nicy tylko takiemu naklepać, a gdybym była większa, to pewnie byłabym z tego typu facetów co wysiadają z auta i chcą komuś wklepać;>
    Rozbawiło mnie rekacja kolegi na miłosne igraszki w aucie, ja mam tradycję iż każde auto trzeba rozdziewiczyć, bo jak to tak. Się nie godzi. Tylko jednego z Partnerem nie zdążyłąm, bo nam ukradli, ale narobimy z nowym. Chyba że teraz też nam ukradną;)

  • Coś w tym jest. Zawsze zwracałam uwagę na to w jaki sposób kto jeździ i to nie tylko mówię o mężczyznach. Z osób z którymi mi się najlepiej jeździ (jako pasażer), z którymi czuję się najbezpieczniej i ufam w 100% to mój mąż. Nie jest agresywny, jeździ spokojnie, dynamicznie, ostrożnie i tak jak trzeba. Drugą osobą jest moja teściowa. Czasem mam tylko takie lekkie lęki, ale to raczej w trakcie ciąży miałam, bo wtedy bardzo się bałam jeździć samochodem a prowadzić to już w ogóle nie mogłam. A agresywnych kierowców, pakujących sie na siłę i chama na środek skrzyżowania nie trawię wprost, bo spieszą się nie wiadomo dokąd. Z takimi ludźmi nawet wolę nie utrzymywać bliższych kontaktów.

  • Wybacz, ale muszę do siebie podlinkować, bo jest to bardzo w temacie: http://justwelldriven.com/da-sie-poznac-faceta-samochodzie/

    A tak w skrócie – dobry facet to taki, który dba o swoje auto. Jeśli o nie dba to mu na nim zależy. Jeśli zależy mu na kobiecie, to będzie o nią dbał tak, jak o to auto ;)

    • Dbanie o auto ma pewien punkt graniczny, po którym uwaga przechodzi z kobiety wyłącznie na auto, jak w ostatnim przykładzie ;)
      Ale ogólnie coś jest w tej prawidłowości. :)

  • Długie Włosy

    Haha, bardzo fajnie przedstawione opisy potencjalnych kandydatów :) Rewelacja tekst :)

  • Ostatni kandydat to zdecydowanie mój faworyt :D

  • Marta Maksylewicz

    To już wiem, dlaczego wyszłam za mąż bez tylu lęków i obaw… Mój mąż nie ma prawka! :) Co by to było, gdyby jednak je miał… Od razu bym się na nim poznała ;P Ciekawe czy u kobiet jest podobnie…

    Króliczku, fajna z Ciebie babka – ogarnięta, bystra i mieszkasz we Wrocławiu ;) Zwracam się z prośbą o to, byś spróbowała na blogu zmierzyć się z tematem „dlaczego Twój facet nie pójdzie do lekarza”. Nie wiem czy Ty też zaobserwowałaś to zjawisko, ale wśród moich znajomych to jakaś istna plaga. Jednego ciągle boli głowa, drugiego ząb, trzeci non stop ma zgagi, a czwarty wszystko na raz… Każdy narzeka – żaden nic nie zrobi. A my, kobiety, martwimy się, tworzymy w głowach czarne scenariusze dotyczące nowotworów i innych takich, używamy tysiąca argumentów, prosimy, BŁAGAMY, ale nie – nie pójdzie i już. Czy być może kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym pod kątem psychologicznym? Czy istnieje jakieś logiczne wytłumaczenie, dlaczego tak się dzieje? I… czy można to zmienić?

    Pozdrawiam :)

    • Oj oj tyle miłych słów, chociaż nie wiem czy mieszkanie we Wrocławiu dodaje +10 do bystrości? ;D

      A z tym męskim niechodzeniem do lekarza to rzeczywiście coś jest na rzeczy, zbadam temat :)

    • Powody mogą być różne. Ja przeważnie nie chodzę do lekarza, ponieważ oni przeważnie jedyne co robią, to wypisuję tonę uzależniających leków, które przeważnie nie są tanie. Dbam o zdrowie i leczę się po swojemu, chyba, że sytuacja jest poważna.

      Mój wykładowca z kolei kiedyś powiedział, że nie chodzi do lekarza, bo jeszcze się dowie, że coś mu dolega, a po co mu taka wiedza?:)

      No ale generalnie zasada jest taka, że faceci rzadziej są skłonni sięgać po czyjąś pomoc. Ogólnie to głupie podejście, ale w tym konkretnym przypadku wychodzi raczej na dobre.

  • To już teraz mam 100% pewność, ze związałam się z dobrym facetem, przez siedem lat przejechaliśmy bardzo dużo kilometrów, a ja zawsze czułam się bezpieczna ;)

  • Oj jakie to prawdziwe! Ja mam jeszcze inny przykład kierowcy. Taki, który jeżdżąc z kobietą jeździ bezpiecznie i pewnie, a samemu szarżuje. Co to może oznaczać? :)

    • Że o kobietę się troszczy a o siebie samego trochę mniej?
      Albo że ma w sobie niegrzecznego chłopca, którego wycisza przy kobiecie? ;)

      • Nope. Tak się składa, że ten związek zakończył się parę lat temu, a takie zachowanie według moich obserwacji wskazuje na to, że ta osoba była zdolna na wszelki sposób oszukiwać swoją dziewczynę bez wyrzutów sumienia. :)

  • Oj jakie to prawdziwe! Ja, gdy poznałam Marcina (mojego narzeczonego) byłam zauroczona jego jazdą. On nie jechał, on płynął. Fakt, że jest zawodowym kierowcą. Nie imponowała mu szybkość, zawsze spokojny i opanowany. Mial tylko bzika na punkcie czystości w aucie, sam zawsze mył ręce zanim dotknął kierownicy (tak zawsze woził wodę). A najbardziej podobało mi się jak zmieniał biegi lewą ręka, a prawą mnie obejmował. Taki sam jest w życiu, mega cierpliwy, nie daje się ponosić emocjom, jego decyzje są stanowcze i przemyślane, chociaż w niektórych sprawach ma swojego „pierdolca” :)

  • Masz rację! Cholernie zwracam uwagę na styl jazdy :) lubię jak koleś jeździ zdecydowanie, dynamicznie, ale też rozsądnie. W aucie ma „w miarę” porządek na tyle, że mogę w spokoju i miłej atmosferze zjeść bułkę hehe :)

  • Bywają też typy męskie, które się kamuflują…jadą szybko by zabłysnąć, a w oczach strach i przerażenie. Jak to w życiu, pozory czasami mylą, ale sporo prawdy w tym tekście, oj sporo;)

  • Ja też zwracam uwagę na styl jazdy ale bardziej na zasadzie , że skoro prowadzi „nudno” to po prostu jest nudny. Oczywiście popieram rozważną i odpowiedzialną jazdę, ale jeśli pozwalają na to umiejętności kierowcy, stan techniczny pojazdu, warunki atmosferyczne, sytuacja na drodze, stan nawierzchni oraz wszelkie inne czynniki zewnętrzne… to aż grzech troszeczkę nie depnąć. Skoro w sprzyjających warunkach facet nie potrafi troszeczkę zaszaleć to znaczy że brak mu spontanicznosci :P

  • I znów psychologia wszystko wyjaśnia. Mój mężczyzna idealnie pasuje do profilu cierpliwej i zrównoważonej osoby ;).

  • coś w tym jest, mój mąż jeszcze zanim nim został jeździł najlepiej (ostrożnie i bezpiecznie) z moich ówczesnych adoratorów, z nim właśnie czułam się bezpieczna

  • Aż się sobie sam przyjrzę dokładniej podczas jazdy, tylko jak ja mam sam ze sobą rozmawiać, żeby uwolnić moje wewnętrzne ja? Jak nic mnie przymkną na obserwację.
    Wpadłem pierwszy raz, więc się witam – dzień dobry, ja tu już zostanę na dłużej :)

  • Mimo, że mój facet ma czasem skłonności by po pustym parkingu ‚polatać bokiem ‚ – ba, sama się od niego tym zaraziłam, to jeżdżąc z nim czuję się bezpieczna, a kiedy trzeba to jak księżniczka, której otwiera się drzwi i rozkłada czerwony dywan. Dba o samochód, ale bez przesady, nie robi mi awantury, gdy nakruszę maślanym rogalikiem – a jak sama odkurzę mu po tym samochód, to na rękach by mnie nosił. Nie pali wcale, a nawet jak podwozi kogoś palącego cokolwiek, to stawia wymóg by osoba chwilę pooddychała świeżym powietrzem. Po alkoholu wcale nie wsiada za kółko, ba dopiero najczęściej następnego dnia (przy założeniu, że jest to np przespana cała noc, a nie alko o 22, a 1:30 już prowadzi). Z lewego pasa nie robi kółka różańcowego, ogólnie nie zapie*dala (proszę wybaczyć, ale to słowo pasuje jak ulał) jak wariat. Jest git malina ;)

  • Ania

    Że jeżdżę ostatnio sporawo, to i widzę wiele, też doszłam do teorii, sprawdź faceta za kółkiem, a wiele się dowiesz…
    Napiszę, jak ja prowadzę, lubię szybko, lewy pas głównie, ale nie przeszkadzam nikomu, co jedzie lepszą furą niż ja, grzecznie z uśmiechem zjeżdżam, myślę wiecznie za innych i wyczuwam wyskakiwaczy przed blachę, gdzie już trzymam stopę nad hamulcem „w razie czego”.
    Nie lubię w facetach, jak ktoś prowadzi, jak „flaki z olejem”, ma być stanowczy, energiczny i skupiony, ale grzeczny i wyrozumiały, również dla pasażera, bo może akurat się boi…
    A największym testem dla mnie jest, jak i czy zasypiam w drodze…taki hmm barometr zaufania?

    • Otóż to, u niewielu osób w samochodzie zdarzyło mi się zasnąć, więc też jest to dla mnie znak, że ktoś naprawdę bezpiecznie prowadzi.

  • Pingback: CZY KAŻDY MUSI MIEĆ PRAWO JAZDY? - Króliczek Doświadczalny()

  • Pingback: WTORLINKI #65 - Króliczek Doświadczalny()

  • Pingback: WTORLINKI #52- millenialsi, długowieczność i wampiry - Króliczek Doświadczalny()

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -