PLATONICZNIE NIEFIZYCZNIE

 

Powiedz mi proszę, że Ty też w to wierzysz. Że jesteśmy więcej niż zwierzętami i że potrafimy widzieć w sobie człowieka, nie kobiecość ani męskość. Powiedz mi, że możemy tak w oderwaniu od płci zaufać sobie i stać zawsze blisko siebie. Że możemy trzymać się za ręce tak zwyczajnie i niewinnie jak dzieci.Chcę tylko, żebyśmy mogli na siebie liczyć… bez pretensji by zaliczyć.
Czy to tak wiele? Czy mężczyzna nie może być dla kobiety przyjacielem?

***

 

Wypróbowany

 

Ja mam kogoś, Ty masz kogoś – miewasz raczej.
My oboje mamy jasne ustalenie, że między nami nie istnieją, nie mogą istnieć, żadne znaki zapytania. Co najwyżej kropka, i to jedna tylko.
Więc staram się nie dostrzegać całej głębi Twoich oczu, bo pewnie niejedna w nich utonęła.
A Ty – mogę się założyć – nigdy nie zastanawiasz się, co to za nuta w moich perfumach. Skracasz czas uścisku dłoni wydłużając dystans.
Rozmawiamy o pracy, o planach na wakacje, a kiedy najdzie nas ochota, możemy jak z nikim innym mówić sobie wprost o tym, w co wierzymy, choć wierzymy w zupełnie inne światy. I gdy tak wymieniamy się słowami, nasze oczy spotykają się co chwilę. Utrzymujemy wzrokowy kontakt jak dobrze wychowani ludzie, którzy dają sobie do zrozumienia, że słuchają się nawzajem z uwagą. Nie uciekamy przed tym w trzepot rzęs czy udawane roztargnienie, ale też nie przekraczamy granicy zapatrzenia, która ustalona została instynktownie i nieodwołalnie.
Możemy razem pływać w procentach i wiem, że nawet wtedy Tobie nigdy nie omsknie się ręka, a ja zapanuję nad swoimi słowami.
I tylko czasem zastanawiam się, czy to wszystko, co tak profesjonalnie między sobą zbudowaliśmy, byłoby możliwe gdybyśmy kiedyś nie poddali się całkiem innej próbie i wyszli z niej niepomyślnie.

***

Niezaufany

 

Dawno, dawno temu, w trakcie jednej z chemiczno – euforycznych bajek, kiedy to poziom mojego zaufania, empatii i miłości do świata przebijał własne rekordy, trafiłam na niego, bo… bo po prostu był blisko i jako jedyny w otaczającym mnie szaleństwie zachowywał spokój.
Postanowiłam podłączyć się do tego spokoju, pożyczyć go trochę. Potrzebowałam go, żeby ukoić ściśnięty żołądek, dudniące serce i nadaktywne wszystko inne.
Więc… złapałam go za rękę, tak najnormalniej na świecie, nie zastanawiając się nad tym zbyt długo.
Widziałam wtedy świat jednowymiarowo i różowo, a w różu tym zatopione były jedność, braterstwo, czystość, połączenie z kosmosem i wszystkimi wokół. Skoro tak, mój ruch wydawał się całkiem logiczny.
Podłączona do niego, skupiałam się już tylko na przedziwnym odczuciu, które wędrowało od zakończeń nerwowych mojej dłoni, przez serię trudnych zakrętów, by z pełną mocą wybuchnąć w mózgu. Każdy kolejny wybuch coraz bardziej pogrążał  mnie w błogości. To było jak powrót do domu po długiej podróży.

 

Nawet teraz pamiętam każdy ze składników naszego kontaktu. Ciepło, fakturę skóry, układ kości. Zatapiając się w płynącej z głośników muzyce, bawiłam się jego palcami, wodząc po zagłębieniach i miękkich pagórkach wnętrza dłoni. Z całą moją nienaturalną ufnością oczekiwałam, że i dla niego jest to tak samo czysta i nieskalana pragnieniami przyjemność. Wtedy nie dotykałam mężczyzny – dotykałam człowieka. Ja też nie byłam kobietą, byłam człowiekiem, który wyzbył się kilku warstw brudu i odkrył przed nim swoją czystą duszę –  tylko tyle i aż tyle miał we mnie zobaczyć.
I nie wiem co pierwsze przegoniło mi sprzed oczu tę różową mgiełkę – zmiana jego tętna, czy tempa oddechu, czy może jakieś zupełnie nie po mojej myśli słowo – ważne, że choć fizycznie byłam jeszcze pod wpływem, to mój umysł zaliczył najszybsze w historii otrzeźwienie.

Chyba wiem, co czuli ci w raju po zjedzeniu jabłka.

***


Opisany

 

Niejedni już się nad tym fenomenem zastanawiali. Niejedni próbowali go opisać i zbadać. I jakimi metodami by do tego nie podchodzili, zawsze wychodziło im z tych badań i eksperymentów mniej więcej to samo: kobieta może traktować mężczyznę jako przyjaciela, kobieta potrafi odczuć korzyść z platonicznej znajomości z mężczyzną, ale mężczyzna podchodzi do tego inaczej. On w swojej przyjaciółce widzi potencjalną okazję do związku lub choćby seksu, jeśli nie teraz, to później. Przyjaciółka jest dla niego jak zamrożony posiłek, który zawsze warto mieć w lodówce.

 

I choć tak bardzo bym chciała, żeby było inaczej (przekonaj mnie, że jest inaczej!), to jeśli powiesz mi, że masz prawdziwą przyjaciółkę i nigdy nic od niej nie oczekiwałeś, ja odpowiem Ci tylko:

 

Artykuł podsumowujący badania na temat przyjaźni damsko – męskiej:
doz.pl/czytelnia/a1446-Czy_kobiety_i_mezczyzni_moga_byc_8222tylko_przyjaciolmi8221

Foto: 1- psicologidelbenessere.it, 2- http://www.sakolife.pl/
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Czy ja wiem? To ja Ci mogę powiedzieć, że jest inaczej. Mam takiego człowieka, mnie nigdy nic nie chodziło po głowie, jemu też nie. I da się. Po prostu nie jesteśmy w swoim typie ;)

    • A jesteś pewna co jemu chodzi po głowie? ;)

    • Tak, i to jest chyba kluczowe – nie być w swoim typie – inaczej, prawdę powiedziawszy jako okropny samiec, to raczej sobie nie wyobrażam…

  • Ana

    Dokładnie tak jest. Miałam okazje przetrwać kilka takich przyjaźni w swoim życiu i choć liczyłam się z tym, że On może chcieć czegoś więcej, zawsze miałam nadzieje, że będzie inaczej. Nie ukrywam, że lepszy kontakt mam z facetami i po prostu lubię z nimi przebywać, są tacy…bezpośredni? Mogłabym się jeszcze rozpisać sporo w tym temacie, a czytając Twój tekst czułam się jakbym przeżywała swoją historię.

  • Zgadzam się z Tobą :-) pięknie piszesz!

  • Aż skomentuję :) Też kiedyś uważałam, że nie ma przyjaźni damsko-męskiej mimo iż zawsze kumplowałam się z facetami. Na studiach poznałam kolegę i muszę przyznać, że po 7 latach znajomości nadal się kumplujemy, nawet mieszkaliśmy ze sobą – zawsze i o każdej porze mogę mu się ze wszystkiego zwierzyć. Dodam jeszcze, że to pies na baby, który ma duże powodzenie. Owszem, w pewien sposób pociągaliśmy się wzajemnie, ale dawno ustalilismy, że nie ma sensu psuć przyjaźni jednorazową wizytą w alkowie. Uwielbiam go jako człowieka, ale jako mężczyzna na życie zostałby przeze mnie zabity po 3 dniach związku :D Specyficzne, ale tak… teraz wierzę, że przyjaźń damsko-męska istnieje. Ale pozwalam każdemu mieć swoje zdanie :)

    • Ale ja bym właśnie bardzo chciała zmienić to zdanie! :) I szukam dowodów, że może być inaczej. A Twoja historia fajnie pokazuje, że nawet przy całej świadomości wzajemnego pociągu można to jakoś okiełznać.

      • Chyba oboje poszliśmy za głosem rozsądku. Wiem, że brzmi to dziwnie i sama się zastanawiam jak nam się to udało, ale naprawdę przyjaźń była ważniejsza niż pociąg :) Chyba najgorzej było, gdy rozstałam się z moim byłym, koleżanki śmiały się, że gdy on się dowie to ciuchy zostawi już na parterze ( mieszkałyśmy na 4 piętrze), nic takiego jednak się nie stało. Ba! My nawet spaliśmy w jednym łóżku, ale fakt, że byłam wtedy tak zalana, że spałam jak trup :D Teraz wstyd się przyznać :)

    • Miałam identyczną sytuację. ;) No, prawie, bo podejrzewam, że to ja bym była stroną mordowaną. :P

  • A czy w przyjaźni damsko-damskiej nie ma tej nutki fizyczności i miłości? Czy nie zauważa się jakie miękkie włosy ma przyjaciółka i jak wspaniale się rusza? Czy jej dotyk nie daje ulgi i pocieszenia? A męski bromance? Gdzie czasami trzeba chwilę pomyśleć i zastanowić się „czekaj, czekaj… czy oni przypadkiem nie ogłosili, że są razem?” ;) Mój facet np. ma kilka przyjaciółek i o niektórych mówi, że jest ładna czy seksowna (bo jak jest to czemu ma zaprzeczać?), ale mówi też, że to nie tak, że przyjaźnił się z nimi licząc na coś więcej, przyjaźnił się z nimi, bo widział w nich po prostu fajnego człowieka :)
    Chociaż z drugiej strony… to my kobiety często nie zauważamy, ze facet chce być czymś więcej niż przyjacielem, długi czas nie widzimy jego starań i tak oto kończy on w friendzone, a panuje dziwne przekonanie, że żadna kobieta nie chce być z przyjacielem (nie wiem skąd to :D), więc tkwią tam i nawet nie próbują wyjść, żeby nie stracić szansy bycia ze swoją ukochaną ;)

    • Wg Freuda wszyscy jesteśmy na początku biseksualni ;)

      • Fakt, chociaż ja nie do końca się z tym zgadzam :) W sensie, że chodzi o bycie bi i czucie pociągu seksualnego do przedstawicieli swojej płci. Ale coś z psychicznego bi każdy ma w sobie ;) Jak kiedyś nasi przodkowie żyli w jaskiniach to musieli czuć jakieś więzi ze sobą, żeby się chronić nawzajem, więc musieli mieć tą całkiem mocną nić porozumienia. Potem też, bo w końcu kobiety miały przydzielone inne zadania niż faceci i przebywali ze sobą długo… a długo ze sobą możemy wytrzymać tylko, kiedy się kochamy ;)

  • Rozróżnijmy najpierw, czy mówimy tylko i wyłącznie o popędzie i uczuciach czy także o zachowaniach? Jeśli o zachowaniach, to jak najbardziej możliwe jest kontrolowanie się czy nawet oszukanie samego siebie. A chodzące po głowie czasem brudne myśli bez zamiaru podjęcia jakichkolwiek działań to wciąż platoniczne? A jeśli chodzi o pociąg, to tym bardziej jest to możliwe, bo istnieje coś takiego jak aseksualizm. Więc… tak, jest to możliwe, w sumie to nie musiałem tego rozbijać na przypadki:)

    • Ok, kontrolowanie zachowania – rozumiem, że to jest możliwe i mężczyzna potrafi sobie dać z tym radę.

      Inna rzecz intencje – wg psychologów i innych badaczy jest tak, że mężczyzna nie ma żadnych specjalnych korzyści z bycia w przyjaźni w kobietą, korzysta na tym głównie ona, bo kobiety zawsze szukają wsparcia, pomocy, ochrony, podnosi to w jakiś sposób tez ich samoocenę itd. A co z takiej przyjaźni wyciąga mężczyzna? Poza towarzystwem, rozmową? Chętnie bym tutaj widziała jako argument po prostu przyjemność obcowania z innym człowiekiem, no ale jakoś mi to nie pasuje do dzisiejszego świata.

      Przypadków osób aseksualnych czy gejów nie liczę, chodzi mi o tych, dla których przyjaźń z kobietą jest w pewien sposób wyzwaniem.

      • Przyjemność obcowania – jak najbardziej. Nie ukrywam, na pewno jest to trudniejsze dla facetów, ale całkowicie możliwe. No i kobieta też może być wsparciem, zwłaszcza jeśli jest mądra i empatyczna.

        • Ok, to zapytam wprost – masz przyjaciółkę? :) Albo znasz jakiś taki przyjacielski układ z życia?

          • Mam. I tak, znam też jeden taki układ.

            Nie wspominam o żonatych facetach monogamistach z twardym kręgosłupem moralnym, bo jak patrzeć na to od tej strony, to jest więcej takich układów:)

          • O to mi chodziło, to pocieszająca wiadomość. I zazdroszczę :)

      • Pomijam fakt gdy kobiety perfidnie to wykorzystują. A niestety znam takie przypadki i zupełnie nie rozumiem jak można innych tak wykorzystywać no i dawać się wykorzystywać. Choć z reguły osoba wykorzystywana wierzy w dobre intencje itp. A jak się to mówi dobrymi chęciami i intencjami piekło jest wybrukowane.

        Wizja samego cieszenia się z kontaktu z drugim człowiekiem nijak nie pasuje do dzisiejszego świata, a przede wszystkim do świadomości wielu ludzi.

        Radość, o której piszesz ja czerpię z kontaktu z przyjaciółką. Tylko mam wrażenie specyficzna relacja, a właściwie wyjątkowa:)

  • Beata

    Mam taką swoją teorię, że przyjaźń damsko-męska możliwa jest już po tym, jak któraś strona pęknie, poradzi sobie z tym i wróci. Przed tym niby też, ale mam wrażenie, że ktoś zawsze – prędzej czy później – się zakocha/zauroczy/będzie chcieć czegoś więcej. A wyjątki pewnie tylko potwierdzają regułę ;-)
    Z facetami zawsze miałam bezpośrednie relacje, więc cyklicznie słyszę jakieś propozycje seksualne (zarówno od dobrych kolegów jak i przyjaciół), pomimo, że zawsze kulturalnie odmawiam. Z tym że i ja, i oni traktujemy to neutralnie, jak pytanie w stylu czy chce mi się jeść/pić. Ale friendzone to chyba musi być jakieś piekło na ziemi stworzone dla facetów ;-)

    • „A wyjątki pewnie tylko potwierdzają regułę”

      Błagam, miej litość i nie używaj tego zwrotu.

      • Beata

        a co jest w nim złego? przecież ewolucja nauki polega na tym, że kwestionuje się pewne (często ogólne) założenia, stara się je podważyć, znaleźć wyjątki, co pozwala zawężyć czy dokonać specyfikacji teorii/obszaru. wyjątki są spoko, warunkują rozwój.
        natomiast w kontekście mojego komentarza: generalnie nie wierzę w czystą i nieskalaną przyjaźń damsko-męską, ale nie wykluczam że gdzieś komuś się zdarzy, z tym że właśnie na zasadzie wyjątku.
        litości Ci nie obiecam, ale życzę wszystkiego dobrego! :))

        • Nie w tym rzecz. Abstrahuję tutaj od tematu, chodzi mi o samo sformułowanie. To powiedzenie w swojej współczesnej formie nie ma żadnego sensu. Wyjątek wyklucza regułę, bo inaczej nie byłaby regułą.

          Tolerowane (choć ledwie) przeze mnie jest stwierdzenie, że mogą istnieć jakieś wyjątki od reguły, ale jak wyjątek może ją potwierdzać? To by oznaczało, że reguły mające wyjątki są pewniejsze od reguł, które nie mają żadnych wyjątków. Takie moje czysto semantyczne zastrzeżenie.

          Również życzę wszystkiego dobrego:)

  • Kumplować się z facetami można, ale przyjaźnić no cóż niekoniecznie. Jak to stwierdził mój dobry kolega w końcu jakaś baba przyznała, że to niemożliwe. Prędzej czy później dojdzie do momentu, w którym jedna ze stron będzie chciała czegoś więcej niż przyjaźń. Mężczyźni często startują do „przyjaciółek” znam z autopsji i przyznam szczerze, że od tamtej pory nie wierze w przyjaźń męsko damską. Tym bardziej jak się napatrzę na facetów biegających za swoimi psiapsiółkami, którzy na coś liczą. To się teraz modnie friendzonem nazywa ;) Złośliwy powiedziałby, że jest możliwa jeśli facet jest gejem, ale to nie ten poziom dyskusji :P

  • O jasne! :D Mój eksmałż też miał ciągle jakieś „przyjaciółki” :D Jedynie ja już nie zgodzę się być jego przyjaciółką :)

  • Iwona

    Nie wierze w przyjaźń męską damska nie swojego faceta trzeba trzymać na dystans zawsze i wszędzie i nie ważne kim on jest. Ja jako żona nie chcę aby mój mąż miał jakieś psiapsiółki do zwierzania.Ja od tego jestem.

  • A mi te wszystkie stereotypy i gadki psychologów strasznie utrudniają życie, bo mam o wiele lepszy kontakt z facetami. „Przyjaciółki” nieraz rzucały mi po cichu kłody pod nogi i obmawiały mnie za plecami aż w końcu się uprzedziłam i przestałam wchodzić z kimkolwiek w bliższe relacje. Do czasu gdy nie odkryłam, że dużo lepiej rozmawia mi się, żartuje i spędza czas z przedstawicielami płci przeciwnej. Trudno jednak pielęgnować taki kontakt, jeśli wszyscy z miejsca dopatrują się w tym jakiegoś głębszego znaczenia. Teraz na przykład przyjechałam w Polski na miesiąc i spotkałam się z koleżanką. Nikt nie wysnuwał z tego żadnych dziwnych wniosków i nie dopytywał gdzie idziemy, po co, co będziemy robić. A gdy chcę się spotkać z kolegami, to już sprawa się komplikuje. Muszę się tłumaczyć jakbym miała popełnić jakieś przestępstwo i być ciągle na cenzurowanym, a dla mnie to po prostu tylko znajomi, z którymi chcę zamienić parę słów, dowiedzieć się co słychać… Traktuję ich tak samo jak tę koleżankę i wydaje mi się to trochę niesprawiedliwe…

  • Marta Maksylewicz

    Myślę, że bezpieczniejszą formą relacji damsko-męskich jest koleżeństwo. Ot tak, można spotkać się raz na kilka tygodni lub nawet miesięcy w pubie bądź kawiarni. Można się pozwierzać, poradzić, opowiedzieć „co tam u mnie słychać”. Nie wspominając już o telefonach w ważnych dniach, typu urodziny, imieniny i święta.
    Mężczyźni są mniej skomplikowani od kobiet. Oni nie szukają drugiego dna lub podstępu – chcesz pogadać, no to kiedy masz czas :) Poza tym, mężczyźni jakoś tak intuicyjnie wiedzą, które informacje nie powinny być przekazywanie osobom trzecim.
    Z tych powodów bardzo sobie cenię relacje z facetami. I takie one muszą pozostać, ponieważ każda próba przerodzenia tej relacji w przyjaźń kończyła się tym, że druga strona liczyła na coś więcej. Nie żałuję, ponieważ mam męża, który jest także moim najlepszym przyjacielem :)

  • Jeśli chodzi o przyjaźń, to w moim przypadku nie sprawdzała się z facetami-singlami. Faktycznie oni chcieli czegoś więcej i prędzej czy później się to kończyło z hukiem ;) za to od lat przyjaźnię się z facetem, który jest w szczęśliwym związku. Wiem, że on jest od dawna wpatrzony w swoją dziewczynę jak w obrazek, ja jestem szczęśliwa z Mężem – nie ma między nami żadnych podtekstów. Za to mamy bardzo podobne charaktery i świetnie nam się rozmawia, wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć. So… taka przyjaźń może istnieć :)

  • mam przyjaciela- od 11 lat, czuję z nim wielką więź, coś zupełnie innego niż z mężem- męża kocham jako faceta, bratnią duszę, przyjaciela uwielbiam, nie wyobrażam sobie żeby go zabrakło. Ale otoczenie nie wierzy w taką przyjaźń więc nie możemy zbytnio utrzymywać kontaktu- każda kolejna dziewczyna zabrania mu kontaktowania się ze mną, no nie mam pojęcia dlaczego ;p W międzyczasie, między byłą a kolejną- zawsze kontakt jest. Nie winię nikogo za to, że ludzie tak myślą- przyjaźń damsko-męska bez podtekstów to rzadkość, o ile w ogóle jest możliwa. U nas są i głupie żarty i pewnie i jakiś podtekst kiedyś był, ale teraz po prostu wiem, że ja mogę liczyć na niego, a on wie, że ja zawsze jestem i czekam, jeśli będzie potrzebował pogadać, pożalić się, pochwalić- zawsze mam dla niego czas.

  • wiesz co? BARDZO ŁADNIE TO NAPISAŁAŚ.
    Wierzę w to. Mam przyjaciela. Damian ma przyjaciółkę. Prawdziwych. Długoletnich. Poznanych jeszcze zanim nasze drogi się zeszły. Czy zaraz po wejsciu w związek trzeba palić za sobą mosty przyjaźni? Nie sądzę.
    Jesteśmy dorosłymy, dojrzałymi ludźmi, którzy darzą się zaufaniem i szczerą miłością.
    Każdemu jest potrzebny ktoś do rozmów, oprócz życiowego partnera.
    Wiemy jak jest przecież :)

  • Mam pana przyjaciela. Od razu stwierdziliśmy, że on jest za niski, ja mam za małe cycki i nigdy nawet nie przyszło nam do głowy, by spojrzeć na siebie pod innym kątem niż najświetniejszego człowieka, który gdzieś w Wielkiej Macierzy oderwał się od tego samego pęcherzyka istnienia co ja. Uwielbiam go najbardziej na świecie. Przyjaźnie z dziewczynami trwały po 3 lata, rozpadały się wraz ze zmianą szkoły, a na studiach już nawet nie usiłowałam udawać, że przyjaciółka-kobieta jest mi potrzebna. A On od lat jest i będzie. Faceci są fajniejsi chyba.

    • Czyli znowu słowo klucz do sukcesu: wzajemna nieatrakcyjność.
      Metoda dla zdesperowanych: poznajesz fajnego faceta, pytasz go czy mu się podobasz i jeśli nie, proponujesz przyjaźń. Desperacja level over 9000.

  • O tak, miałam wielu przyjaciół-facetów, wspaniałych przyjaciół do grobowej deski… Po latach nie został mi ani jeden. Nie wszyscy próbowali wyjść poza przyjaźń, byli tacy, którzy kamuflowali się naprawdę dobrze. Tylko ta dziwna reakcja, kiedy okazało się, że pojawił się w moim życiu jakiś inny facet. Albo ta dłoń położona na mojej w czasie oczekiwania na autobus. Oczywiście ja nie chciałam tego widzieć. Przyjaźń z facetem jest wygodna i praktyczna. Nie trzeba się deklarować i angażować, nie ma ryzyka że wyjdzie dramat, a on mimo wszystko przy nas jest. I ta przyjemność przebywania ze sobą, ta platoniczna bliskość bez zagłębiania się, jest w tym coś romantycznego. A nie zamyka nam możliwości szukania dalej. Normalnie dwie pieczenie na jednym ogniu.

    • Te ostatnie zdania chyba najlepiej opisują, dlaczego my kobiety szukamy takiej przyjaźni.
      Idealny opis friendzone.

  • Niestety nie przekonam Cię, że istnieje platoniczna przyjaźń między kobietą, a mężczyzną. Zawsze ktoś będzie chciał czegoś więcej, nawet jeśli głośno teraz tego nie powie. Zawsze któraś strona pomyśli inaczej, mocniej, bardziej. Mi nie udały się nigdy przyjaźnie damsko-męskie. A szkoda. Bo dla mnie niektóre miały naprawdę fajny potencjał. Ale niestety.

    • Chyba tego potencjału żal później najbardziej… Nie zawsze znajdzie się coś takiego między kobietami.

    • a może związek jest „czymś mniej” niż przyjaźń damsko-męska?

  • U mnie przyjaźnie-damsko męskie zawsze kończyły się na jednym…na próbie dobrania się do mojego tajemniczego ogrodu. Nigdy więcej.

  • No to u mnie było na odwrót. To z mojej strony skończyło się na „chęci”, chociaż miała być przyjaźń. On nie rozważał tej relacji w takich kryteriach, chociaż kto wie… Moim zdaniem raczej na 97% miał chęć, ale chyba myślał, że mnie ukrzywdzi czy coś. Także ciężko powiedzieć, czy to był wyjątek.

  • Hmmm ciekawe. Ja się mijałam… on chciał, ja nie chciałam, żeby był kimś więcej ( a może kimś mniej?), za jakiś czas mi się odmieniło, on już nie chciał… W ten sposób nigdy nie byliśmy ani prawdziwymi przyjaciółmi, ani prawdziwą parą. Dryfowaliśmy gdzieś między tymi dwoma stanami.

  • No właśnie, kumplować się? Okej! Przyjaźnić? Nie wiem, bo tkwię w układzie „on kogoś ma, ja nie”. Na razie tematy nam się nie kończą, rozmawiamy otwarcie, czasem zbyt otwarcie i jasno stawiamy sobie granice. Na razie jest mi z tym dobrze, ale kiedy pewnego dnia konfiguracja ulegnie zmianie, czego nie chcę, nie wiem, jak to się potoczy, nie myślę o tym.

  • Mi się przyjaźnie damsko-męskie udają. Podejrzewam, że z kilku zasadniczych powodów… Po pierwsze- nigdy nie podrywam facetów, swoim wyglądem (metal w okularach) też nie powoduję omdleń u płci przeciwnej. Ludzie często biorą mnie za chłopaka, bo ubieram się po męsku. Jestem strasznie dziecinna i dobrze mi z tym :D Można powiedzieć, że zawiodłam się na miłości po ostatnim związku, i chwilowo miłość kojarzy mi się ze wszystkim co najgorsze. W facetach szukam przyjaciół i dobrych kumpli, z którymi można pogadać o psychologii, historii, naszych różnych wspólnych pasjach, podyskutować na tematy czysto akademickie. Lubię ich relany, logiczny punkt widzenia, którego często sama nie zauważam.

    No i punkt najważniejszy- z kim ja mam łazić po bunkrach, jak nie z facetami?
    Naprawdę się cieszę, że mam taki charakter, i jestem na tyle niedojrzała, by spokojnie przyjaźnić się z płcią przeciwną.
    Jak to wygląda z ich strony- do końca nie wiem, ale obydwaj mają sporo dziewczyn, z którymi się kumplują lub przyjaźnią, ja jestem tylko jedną z nich. Możliwe, że to moja w 70% damska szkoła po prostu wymaga traktowania dziewczyn jak przyjaciółki :D
    Jeżeli będę pamiętać, to za kilka lat dopiszę, jak to się potem potoczyło…
    pozdrawiam

    • anguisette

      Ja mogę chodzić z Tobą po bunkrach! To co? Lecimy na MRU? :)

  • So true :)

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -