PASYWNO – AGRESYWNI MANIPULANCI

Kto z nas nie spotkał się z nieuzasadnioną krytyką? I nie mówię tu o niezbyt przyjemnych zdaniach przekazywanych po prostu jako informacje, np.: „masz plamy z jedzenia na bluzce”, albo: „jestem zły za to, że spóźniłeś się na spotkanie i przez to nasz plan nie wypalił”. Mam raczej na myśli niesprawiedliwe i przekoloryzowane oceny, które w tych samych sytuacjach przybierają formę: „nie umiesz jeść jak człowiek”, „zawsze jak coś planujemy, to musisz to spieprzyć”.
W idealnym świecie powinniśmy przyznać nadawcy takiego komunikatu prawo do jego wygłoszenia, jednocześnie wyrażając w asertywny sposób, że się z tym nie zgadzamy, albo że jego opinia jest zbyt uogólniona. W prawdziwym świecie często jednak reagujemy emocjonalnie, gwałtownie – bo niełatwo zachować spokój, kiedy ktoś zarzuca nam coś, co prawdą nie jest. I na to tylko czeka nasz krytykant – dostajemy burę za to, że mieliśmy czelność zareagować i zaprotestować, albo za to, że nieuzasadniona krytyka wywołała w nas złość lub sprzeciw. Przecież skoro tak robimy, to najwyraźniej jesteśmy przewrażliwieni, a w ogóle to nie znamy się na żartach!Takie zapędzanie w kozi róg i odwracanie kota ogonem to jedna z technik, jaką stosują ludzie pasywno – agresywni. 

KIM ONI SĄ? 

 

Pasywno – agresywni (dalej będę posługiwać się skrótem PA) to osoby, które nie umieją wyrażać swojego gniewu i tłumią w sobie agresję, żal i inne negatywne uczucia. Czasami nawet nie zdają sobie sprawy z ich istnienia. Przyczyną jest często dzieciństwo, w którym nie mieli prawa głosu, a ich reakcje były tłumione i karane. Przez to nawet będąc dorosłymi, mogą przerzucać swoje negatywne uczucia na inne osoby, czuć się nierozumiani i pokrzywdzeni. Nie wyrażają jednak tego w sposób otwarty, bo boją się konfrontacji – zostało im wpojone, że ta spotka się z porażką lub karą. Nie nauczyli się korzyści z bycia szczerymi i otwartymi, nie nauczyli się jak być w kontakcie ze swoimi emocjami, czują się niepewni siebie, więc starają się odwrócić od tego uwagę sarkazmem i ciągłą krytyką.

Ta ich przeszłość sprawia, że stosują wobec innych zamaskowane zniewagi, wszystko po to, aby nie można było im nic zarzucić. Teoretycznie wyrażają się w sposób, który można potraktować jako wyraz troski czy dobrą radę, w praktyce – jest to ukryta agresja. Kiedy zauważymy, że ktoś stosuje wobec nas takie zachowanie, nie będzie nam łatwo tego udowodnić – oni mają na to przygotowany szereg wymówek i psychologicznych trików, którymi będą nas próbować zmanipulować.

Zachowania pasywno – agresywne w DSM-IV zostały uznane za zaburzenie osobowości i w celu ich leczenia stosowana jest terapia.


RODZAJE ZACHOWAŃ PASYWNO – AGRESYWNYCH 

Pasywno – agresywne zachowania wyrażają się nie tylko w słowach. Osoby z tym zaburzeniem mają szeroki wachlarz sposobów na zmanipulowanie drugiej osoby. Może to być min.:

reakcja mimiką lub gestem – przykładowo: zakładamy do pracy nową sukienkę. Koleżanki nic nie mówią, ale pytająco podnoszą brwi na nasz widok, a potem spoglądają na siebie z krzywym uśmieszkiem, ewentualnie chrząkają znacząco lub tłumią chichot nie odwracając się w naszą stronę;

niejasne odpowiedzi, niedopowiedzenia – to m.in. dobrze wszystkim znane zakończenie dyskusji „ja już lepiej nie będę się na twój temat wypowiadać” – niby nie została wyrażona żadna krytyka, ale zostajemy z negatywnym uczuciem;

uciekanie od odpowiedzialności za swoje opinie – zamiast wyrażenia własnej opinii, zostaje ona wsadzona w usta innych, np. „wiesz, wszyscy ludzie z pracy mówią, że twój facet cię zdradza”,  „ludzie plotkują o tym, że masz problemy ze sobą”. Czasami jesteśmy wręcz  przekonywani, że coś jest naszą osobistą opinią: „przecież ty sam wiesz, że taki jesteś”;

aluzje – czyli kąśliwe uwagi wyrażane niby nie o nas, ale w taki sposób, by nas dotyczyły: „Pracujesz jako sekretarka? Dwie moje znajome są  sekretarkami i sypiają ze swoimi szefami”. Może to też przybrać opóźnioną formę, np. ktoś dowiaduje się, że rodzice kupili nam mieszkanie. Za jakiś czas słyszymy z jego ust: „dojrzałe osoby nie przyjmują żadnej pomocy finansowej od rodziców”, albo „osoby, które same sobie nie zapracowały na mieszkanie czy samochód, nic nie wiedzą o życiu”;

sprzeczne przekazy – czyli ktoś wyraża się wobec nas miło lub przynajmniej neutralnie, ale jego mimika temu zaprzecza. To np. typowe kobiece „Nie, nie gniewam się, wszystko jest w porządku” (albo krótsze „NIC”), podczas gdy jej brwi są zmarszczone, ręce skrzyżowane na piersiach, a nozdrza rozfalowane jak u byka przed korridą;

obracanie w żart – czyli obrócenie krytyki w dowcip jako najlepszy sposób na ukrycie swojego negatywnego nastawienia. To wszystkie te  „jaja sobie robiłem” albo „przecież żartowałem”, wypowiadane po serii niemiłych słów w naszym kierunku. Jest w tym dodatkowa pułapka, bo gdy się sprzeciwimy, mogą nam zarzucić: „nie znasz się na żartach”, „w ogóle nie masz poczucia humoru”;

złośliwy komplement, fałszywa troska – czyli z jednej strony coś miłego, troskliwego, a z drugiej nóż w plecy: „wyglądasz całkiem ładnie, jak na osobę o twojej wadze”, „jak na kogoś o twoim wykształceniu radzisz sobie nieźle”, „nie przejmuj się swoim wyglądem, jak chcesz to znam dobrego i taniego chirurga plastycznego”;

granie ofiary – po zwróceniu przez nas uwagi PA, że jakieś jego zachowanie nam nie odpowiada, lub że zrobił coś źle, próbuje wmówić nam, że to przejaw dyskryminacji: „tak, to znowu moja wina!”, „pewnie, bo ja jestem zawsze ten zły”;

PMS i nadwrażliwość – czyli najpierw Ci nawrzucam, a potem zrobię z Ciebie ofiarę własnych hormonów albo paranoicznej osobowości: „no co ty, chyba jesteś przewrażliwiona, że tak to odbierasz”, „daj spokój, wcale się z tobą nie kłócę, chyba masz masz okres!”.

***
Inną formą PA jest zostawianie anonimowych karteczek bez podpisu, co jest częstą formą komunikacji między wkurzającymi się nawzajem i kłócącymi o obowiązki współlokatorami. Zawsze to jakiś sposób na uniknięcie konfrontacji, który czasem przybiera kuriozalne formy, przykłady w tym filmiku [ENG]:

 

JAK SOBIE Z NIMI RADZIĆ?

 

Jeśli PA jest osobą, z którą nie łączą Cię bliskie więzi, nie ma sensu go zbawiać. Wystarczy, jeśli Twoje zachowanie ograniczy się do zaznaczenia barier i przekazania temu człowiekowi, że nie z Tobą takie numery. Właściwie wszystko można tu sprowadzić do zasad asertywnej komunikacji, czyli m.in.:
  • ignorowania jego narzekań i nie wdawania się w dyskusję, którą on pewnie i tak zdoła obrócić na naszą niekorzyść; zachowania spokoju i nie poddawania się emocjom;
  • przy komunikatach skierowanych niebezpośrednio do nas, ale nas dotyczących, albo niejasnych czy niewerbalnych – wyraźna prośba o doprecyzowanie ich sensu i adresata, np. „widzę że odkąd weszłam do pokoju przewracasz oczami i chichoczesz, czy możesz mi powiedzieć o co chodzi?”. Jeśli mimo takiego otwartego zagrania PA dalej będzie udawać niewinnego, możesz dodać „przykro mi, że robisz miny, ale nie potrafisz powiedzieć o co ci chodzi” – w taki sposób dajesz mu znać, że jesteś świadom jego gierek;
  • jeszcze jedna zasada: nie daj się zdemotywować – PA jest osobą, która stale narzeka i produkuje negatywną energię. Przebywanie w jego pobliżu skutkuje zatruciem atmosfery i może Cię zarazić tym negatywizmem, więc lepiej unikaj jego towarzystwa, na ile to możliwe.

Jeśli PA to osoba z rodziny

 

Spróbuj starej dobrej rozmowy, być może warto powalczyć o to, żeby Wasze relacje się poprawiły i wyzbyły tej niezdrowej agresji. Kilka wskazówek przed rozmową z bliskim PA:


  • nie komentuj wyłącznie jego zachowań, ale mów też o swoich uczuciach z nimi związanych, tak, by dotarło do niego, jak jego zachowanie na Ciebie wpływa;
  • nie oceniaj jego całego charakteru, a jedynie pojedyncze zachowania, które Ci nie odpowiadają, przechodź do nich po kolei, nie omawiaj wszystkich naraz;
  • nie rozmawiaj o tym przy świadkach, nie krytykuj go w towarzystwie, nie przeciągaj też takiej rozmowy w nieskończoność, bo dla niego to będzie na pewno duże cierpienie; czasem lepiej będzie to rozłożyć na kilka sesji;
  • przede wszystkim: daj mu do zrozumienia że Ci na nim zależy i ta rozmowa nie ma na celu kontroli, której PA bardzo się boją, ale polepszenie Waszych stosunków.

 

Ten tekst dedykuję wszystkim tym, którzy muszą ścierać się z PA w domu czy pracy i… sobie – żebym na przyszłość nie dawała się już wciągać w gierki takich ludzi i zamiast się złościć, zaczęła im po prostu współczuć trudnych doświadczeń i braku pewności siebie. 
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Mam to szczęście, że wiele takich osób nie spotykam, a jak już to są jacyś nieznajomi, albo małoznajomi :P Zazwyczaj po prostu od razu mówię im co myślę o takim zachowaniu. No i zupełnie się nimi nie przejmuję, bo wiem że „ten typ tak ma” aczkolwiek nie wiedziałam, że to jakieś zaburzenie, zawsze zakładałam, że niektórzy ludzie są wewnętrznie wredni i niemili :P

    • Ja zakładam że bycie ‚wewnętrznie wrednym’ jest samo w sobie jeśli nie zaburzeniem, to objawem jakichś problemów lub kompleksów. Najgorzej jak człowiek wypiera sam przed sobą, że taki jest i szuka winy w innych.

      • Dokładnie, ale niektórym o dziwo to po prostu pasuje :) w sensie odpowiada im bycie takimi wrednymi osobami. Najczęściej jednak kończy się to tak, że zostają sami, bo nikt ich nie znosi, a im dobrze w tej samotności którą wokół siebie stworzyli.
        Tak samo osoby, które obgadują za plecami, a nie bezpośrednio, i są dwulicowe – dziwne to, ale niektórzy znajdują świetną rozrywkę w nękaniu innych i skłócaniu osób. Czasami się zastanawiam kto je wychowywał, że mają takie dziwne hobby :D Ulica czy co?

  • Prawie się zgodzę, ale dla mnie PA to po prostu podludzie – chcieliby Ci dogryźć, ale nie mają jaj zrobić tego bezpośrednio. Co do klasyfikacji tego jako zaburzenia to nie przyglądałem się temu wprawdzie, ale od kiedy dowiedziałem się o wymyśleniu przez psychiatrów takiego zaburzenia jak ADHD, ciężko jest mi brać takie rzeczy na poważnie. Doprowadza to do takiej kuriozalnej sytuacji, że już prawie każde odchylenie od normy uważane jest jako zaburzenie.

    • Podludzie to ostre określenie, a zaburzenie to jeszcze nie choroba. Ja rozumiem zaburzenie w taki sposób, że jest to zespół jakichś charakterystycznych, powtarzalnych u niektórych grup ludzi objawów, które mają wspólne przyczyny. Oczywiście to nie jest usprawiedliwienie dla niczego, bardziej ułatwienie dla terapeutów, bo z pewnością takie osoby nadają się na terapię.

      Co do ‚wymyślania’ zaburzeń – ostatnio dołączono do nich prokrastynację, to jest dopiero coś!

      • Pewnie, że ostre. Taki np. PA nigdy by się nie posunął do takiego określenia, chyba, że zostałby sprowokowany:) Ja mam szczególnie silną awersję do takich półszczerych zachowań – chcesz, człowieku, to mnie nawet zmieszaj z błotem tak, żebym się nie pozbierał, ale nie zachowuj się tak, jakbyś nie wiedział, czy szturchać kijem, czy uciekać.

        Co do zaburzeń – zgoda, przekonałaś mnie, takie klasyfikacje mogą być pomocne i w tym przypadku nawet wygląda to na uzasadnione, ALE należy do nich podchodzić z dużą dozą nieufności. Takie zaburzenia jak ADHD to nie są zaburzenia – niektórzy ludzie są po prostu inni i trzeba do nich inaczej podchodzić. Klasyfikacja niektórych odmienności jako zaburzeń nieuchronnie implikuje, że trzeba je leczyć, a to nieprawda. To też ma oczywiście swoją przyczynę, a ja mam własne tezy na ten temat, ale chyba za bardzo schodzę z tematu, bo to zupełnie inna kwestia.

        Co do prokrastynacji to jestem ciekaw, czy można mieć gdzieś jakieś profity, jeśli się ma na to papier. Mógłbym dać się na to przebadać:)

        • Zgodzę się na pewno z tym, że diagnozy lekarskie dotyczące ludzkiej psychiki i zaburzeń czy tam chorób… często dopiero bywają powodem zaburzeń i chorób. I o ile terapia nie musi wywołać większych krzywd, to już leczenie farmakologiczne na pewno, tak jak pewnie jest stosowane wobec niektórych dzieciaków z ADHD.

  • Kot Bury

    Czyli jak kogoś zjebać (pardą maj frencz) w białych rękawiczkach ;)?
    Wiem, że to nieładnie, ale przyznam, że bywam pasywno-agresywna (przewracanie oczami, krzywe uśmieszki i aluzje) w stosunku do ludzi, których nie lubię albo tych, którzy sami sobie nagrabili.

    • Ja bym to powiedziała jeszcze inaczej: jak kogoś zjebać tak, żeby to jeszcze on poczuł się winny za to, że musieliśmy tę złość wobec niego wyrazić :)

    • Nie rób tak. Agresja >> pasywna agresja:)

      • Kot Bury

        Och, ja wiem, że to okropne zachowanie, gorsze nawet niż gdybym wprost kogoś obrażała. Nie robię tego jednak, żeby się dowartościować albo zaszczuć kogoś w kim wyczuwam słabość. Czasami sobie na to pozwalam, bo wredne grymasy to taki sposób na przetrwanie kilku godzin w jednym pomieszczeniu z kimś, kogo nie mogę unikać (bo niestety czasami, gdy się z kimś studiuje czy pracuje, nie da się uciec od jego obecności), a kogo (z wzajemnością) nie lubię. Ta osoba dogryza mi, ja dogryzam jej i tak oto jesteśmy w stanie koło siebie egzystować, póki łaskawy los nas nie rozdzieli. To wręcz prawie jak miłość :D. Niemniej jednak masz rację, trzeba się hamować ;).

        • A nie, bo widzisz, dogryzanie to inna para kaloszy. Może być pasywno-agresywne, ale nie musi. Sam mam znajomego na uczelni z którym wymieniamy się najgorszymi inwektywami, jakie możesz sobie wyobrazić – ale to taki small talk, specyficzny sposób komunikacji. Sarkazm też jest spoko, o ile jest taki Housowski, czyli bezpośredni.

          BTW Z awatara dedukuję, że fanka Sherlocka.

  • W mojej rodzinie jest sporo takich osób, sama do najświętszych nie należę – ale staram się nas sobą panować ;) w końcu odreagowywania na niewinnych ludziach, spraw rodzinnych, jest niesprawiedliwe. Jak krzyczeć to na tych co na to zasłużyli :P

  • Świetny post- jak zobaczyłam tytuł to od razu czułam, że będzie miał związek z moim ostatnim wpisem. Dziękuję Ci za ten wpis- wiele mi rozjaśnił…

    • Czytałam właśnie ten Twój i smutno mi się zrobiło…
      ale jeśli coś Ci się teraz rozjaśniło, to jednocześnie się cieszę. :)

      • Bardzo pomogłaś mi tym postem. Szczerze dziękuję, a rady jak sobie radzić z takimi osobami wbiję sobie do głowy! Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Mało czego w życiu jestem pewna, ale tego, że przyciągam właśnie takich ludzi – JESTEM! To mój ból numer 1… i to też… z czegoś wynika… tylko nie mam pojęcia z czego? :O BTW Dziękuję za taki post, czasami człowiekowi się wydaje, że tylko on to widzi ;) …

    • Hmm, nie chcę stawiać Ci diagnozy, ale często jest tak, że pierwszymi ofiarami takich PA są osoby, które nie mają wyraźnie wyznaczonych granic, albo po prostu zbyt miłe i ufne…

      • Stawiam na to drugie, bo jak mawia mój mąż – „Za dobra jesteś na ten świat” :P

        • No i właśnie, oni widząc to zakładają, że będą bezkarnie sobie głosić takie rzeczy na Twój temat, bo Ty i tak nic im nie zrobisz… fajnie jest być dobrym, ale dla tych, którym można zaufać…

          • Anita Barbara

            Aż się wtrącę, faktycznie chyba ufność bywa słabym punktem. Bo kurczę, przecież widząc nową osobę to dajesz jej limit jakiegoś zaufania… Szczególnie jak wcześniej nie miałaś złych doświadczeń. A potem obserwujesz i jesteś w szoku, że ktoś się może tak zachowywać. Bez klasy po prostu. A tak swoją drogą jeśli dwulicowość i krętactwo to jednostka chorobowa, to ma wrażenie, że poniekąd mamy epidemię. Mam wrażenie, że teraz każdy coś udaje, bo chce wypaść jak najlepiej. A potem leczy frustracje, bo to ma krótkie nogi :)

          • Paweł

            O tak!

          • Anita Barbara

            :-)

          • Wychodzi na to, że po prostu trzeba w bardziej wyrachowany sposób obdarzać ludzi zaufaniem – w sensie dopiero jak się sprawdzą a przy poznawaniu nowych zachować jednak pewien dystans… No nie sprzyja to szybkiemu nawiązywaniu bliskich kontaktów, ale może pomóc uniknąć sparzenia się.

          • Anita Barbara

            Na to wychodzi. Ale tego człowiek uczy się z czasem. Limit zaufania trzeba jednak zostawić, bo inaczej zakrawałoby to nieco na fobię. Ale ostrożność dobrze wdrożyć. Jak to mówią ” Ufaj, ale bacz komu ” :)

  • Serio, zakwalifikowano to jako zaburzenie osobowości?
    Myślę właśnie o ludziach z mojego otoczenia, którzy zachowują się w ten sposób. Ich największym problemem jest chyba właśnie to, że za nic w świcie nie przyjmą do wiadomości, że mają problem i krzywdzą innych. Ten mechanizm wyparcia jakiejkolwiek negatywnej wiedzy o sobie stanowi też źródło problemu. Myślę że namówienie takiej osoby na terapię graniczy niestety z cudem.
    Nauczyłam się przeciwstawiać się takim osobom i po prostu ich unikać. Ale myślę że w najtrudniejszej sytuacji są ci, którzy mają takiego wampira w rodzinie. Tu ciężko o dobre rozwiązanie problemu.

    • Serio serio.
      No właśnie to jest duży problem, żeby się przebić przez ich wyparcie, aż słyszę w głowie słowa takiej jednej osoby „bo ty nie dasz sobie w ogóle powiedzieć prawdy”. I tak można sobie odbijać piłeczkę kto co wypiera…

    • „Myślę że namówienie takiej osoby na terapię graniczy niestety z cudem.” – jest to możliwe. Babcia mojego byłego namówiła go doleczenia. Choć czasownik „namówiła go” nie pasuje tu. Po prostu dosyć często podsuwała mu na myśl, że może mieć z czymś problem.

      • Czyli czasem jednak bycie ‚upierdliwym’ odnosi pożądany skutek :)

        • Może odnieść taki skutek, że zacznie się leczyć… Ale w szpitalu może np. wypierać to, że jest chory. Może np. tam zacząć „pomagać innym” i udawać, że on nie wie co tu robi… Inna sprawa, że zaczęcie terapii nie musi skutkować jej ukończeniem :-/

  • Mam pełno tez takich wokół siebie :) No ale co, niech się bujają ;)

  • No proszę, toć to chorzy ludzie są, a ja całe życie nazywałam ich ‚na cha’ :(

    • Właściwie to czemu nie. Może powinna to być oficjalna nazwa tej jednostki chorobowej:)

  • Paweł

    No właśnie najgorsza jest ta demotywacja, radzić sobie z tym jest niezmiernie ciężko. Ale to dobry trening swoją drogą utrzymywania dobrego nastroju. Bo jak się trafi w końcu na właściwych ludzi(nie zatruwających) to będzie można pofrunąć:-) No ale jednak problem istnieje, najgorzej jak wśród bliskich

    • To fakt, jak komuś kontakt z takim typem nie zepsuje nastroju, to śmiało można mówić że jest optymistą z silnym charakterem :)

  • Amelia Chwila

    Nie wiedzialam o tym wczesmiej:) wokol mnie, jak obserwuje na co dzien, jest wiele takich osob…

  • Gosia

    Spotkałam się z tym. Wśród swoich znajomych mam 2 takie osoby – i szybko zerwałam znajomość, trzymam się na dystans jeśli chodzi o ludzi, więc jak coś mi nie pasuje to „uciekam”.

  • Mi w pracy poradzili, żebym w pysk dał takiemu jednemu „życzliwemu”, ale co by to zmieniło? Agresja nie jest wyjściem, a na pewno nie warto poświęcać takiej osobie więcej uwagi niż potrzebuje. Koniec końców wierzę, że to co dajemy do nas powraca i ów „kolega” już odbiera to co zasiał.
    Swoją drogą jestem ciekam ile tych cech można znaleźć u samego siebie…

    • Pewnie po takim strzale w pysk to dopiero by miał używanie… Jeśli to obca osoba to chyba najlepiej po prostu unikać z nią kontaktu.

  • W dzisiejszych czasach to wszystko nazywają zaburzeniami :). I tak oto ludzie, którzy są po prostu wredni mają świetną wymówkę – oni wcale nie są złymi ludźmi, oni są chorzy :D.

    • To tylko po części prawda, bo te osoby często nawet nie są świadome że mają jakikolwiek problem, dość trudno im to przekazać czy udowodnić… więc pewnie nawet nie stosują wymówki z zaburzeniem, tylko całkowicie wypierają, że tacy są. Człowiek z PA to twardy orzech do zgryzienia.

      • Podpisuję się rękami i nogami ;) pod tym co wyżej napisałaś!

  • „Jeśli PA jest osobą, z którą nie łączą Cię bliskie więzi, nie ma sensu go zbawiać.” – byłam kiedyś z chłopakiem, który miał PA. Dobrze, że o tym piszesz, bo pewnie wiele osób nie wie, że istnieje takie zaburzenie. Dzięki! :)

  • Takie osoby są strasznie męczące, szczególnie PA, którzy ciągle narzekają i krytykują na zmianę. Niestety czasem trudno sobie z nimi poradzić, ale rady cenne i możliwe do zastosowania:)

    • Próbować warto, a nuż okaże się że zadziała. A nawet jak nie zadziała, to pozostaje świadomość, że czyniliśmy jakieś starania, a nie olaliśmy sprawę od razu.

  • Spotykam się z takimi codziennie… i rzeczywiście tak wszystko potrafią przekręcić, że można się pogubić i wziąć jak zwykle cała winę na siebie, takie wymuszone poczucie winy. Czasem można wyjść z siebie i stanąć obok. Takie osoby to jak emocjonalne wampiry, krew i energię wypiją a dziury nie zrobią.

  • Jak zawsze idealne rozwiązanie znajduje się po środku i jest to magiczne słowo – asertywność! :D
    Osobiście chyba wolę agresywnych od pasywnych. Nie żebym jakikolwiek typ preferowała (w końcu oba manipulują), jednak na moją osobowość i układ nerwowy pasywny działa, jak płachta na byka. Wyzwala wszelkie możliwe zachowania agresywne.

    • Ja

      Z reguły osoby pasywne nie potrafią się bronić, wobec czego są „pożywką” dla osób agresywnych :)

      • Natalia Pokrywka

        Często tak się wydaje, ale to pomyłka.

  • Gosia

    ojej…. co mam zrobić…. właśnie odkryłam że mój partner ma tego typu problem…. czy można mu pomóc?…i jak…. czy można się zmienić…wyleczyć…. i zacząć żyć wreszcie „normalnie”.

    • Ostatni akapit jest odpowiedzią dla Ciebie.
      A leczenie odbywa się najczęściej przez terapię.

  • vvkurvviony gentleman

    To chyba charakterystyka typowej kobiety, w pejoratywnym tego terminu znaczeniu. Kobiety są mistrzyniami pytań sugerujących i erotem, jak i wmawiania tego, że ostatnie słowo należy do tego, kto nie ma zamiaru kontynuować rozmowy, ale w pewnym momencie i pod ostrzałem wypowiedzi, których jest adresatem lub podmiotem, odpowie nadawcy wypowiedzi i wtedy słyszy nonsensowny komentarz „jak zwykle musisz mieć ostatnie słowo”, po czym następuje samiczy bełkot połączony z brakiem logiki, które ona uważa za spokojne i rzeczowe mówienie. Oczywiście to mężczyzna będzie dziwny, zły, itd., bo śmie odpowiadać i nie da sobie ciosać kołków na głowie, ale już jej wypowiedzi ad personam, to są w porządku, jak i poszanowanie jej czasu jest czymś oczywistym i obowiązkowym, zaś Tobie, samcze człowieka, czasu ma starczyć. Większości kobiet przydałby się przymusowy urlop w krajach islamskich, albo wczasy w chomącie, to by się nauczyły szanować mężczyzn i być wobec nich fair, jeśli nie z miłości lub po prostu z empatii, to ze strachu przed tym, że jak już mężczyźnie się „uleje”, to będzie mógł zrobić, co zechce, a nie ulegać kobiecemu wmawianiu winy i perfidii wszelakiej. Może warto się zastanowić, drogie (już rzadko kiedy w przenośni) panie, czy przypadkiem wzrost występowania mężczyzn-sk_rwieli nie jest wprost proporcjonalny do waszego traktowania mężczyzn.

  • Joanna Mazurkiewicz

    ja mam zdiagnozowaną osobowość PA to stan kiedy ciężko lubić samego siebie.zaczynam terapię i liczę że w końcu będzie lepiej ;-) jestem pewna ,ze ciężko żyć z kimś takim jednak z praktyki już wiem jak ciężko BYĆ KIMŚ TAKIM. uczucie gdy czyta się o cechach tej osobowości i człowiek ze wstydem sam przed sobą przyznaje ,że..o cholera…ja taki / taka jestem…bolesne. mogę tylko mieć nadzieję,ze będzie lepiej

    • Grunt, że już nie wypierasz swoich cech, jesteś ich świadoma, a to już dużo. Niektórym trzeba lat żeby sobie uświadomić, że to w nich tkwi problem, a nie w innych ludziach.
      Dalej może być tylko lepiej.
      Trzymam za Ciebie kciuki!

  • Pingback: Sarkazm to oznaka inteligencji? Nie tylko... - Króliczek Doświadczalny()

  • Mikołaj Trenerkiewicz

    Fajny materiał :) Dzięki

  • Pingback: Frenemy - mając takiego przyjaciela, nie potrzebujesz wrogów()

  • Tomasz

    Witam. Koleżanka z pracy opublikowała link do tego ciekawego artykułu; prawdopodobnie uznając, iż spełniam przesłanki posiadania cech PA.
    Zastanawiam się jednak, czy spojrzenie od strony psychologizmu nie jest obarczone błędem metody. Być może postawa PA choć męcząca dla innych jest w miarę optymalna dla osób, które mają te „zaburzenia”. Być może nie są to nawet zaburzenia, a zwyczajna (naturalna) reakcja umysłu na interakcje z innymi osobami.
    Podano przyczyny tego „zaburzenia”, często takie, które uważa się za czynniki nienormalne.
    Ja jednak uważam, że to dość jednostronna diagnoza, wypływająca z pewnego naiwnego (chyba) założenia, że świat powinien być idealny.
    Wyobraźmy sobie świat, w którym żadne dziecko nie ma traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa; czy świat ludzi „rozpieszczonych” byłby dobrym światem?
    Czy agresja, narcyzm nie są pewnymi narzędziami, które mogą być pożyteczne? A więc czy jedynym akceptowalnym podejściem jest wysłanie każdego wilka na terapię by nie zjadał owieczek? A może rozwiązaniem jest jakieś wypośrodkowanie? Może wilki potrzebne są owieczkom i vice versa.
    Być może różnorodność świata polega na tym, że są osoby, które wysysają energię, osoby nieszczęśliwe. Być może właśnie takie osoby tworzą najpiękniejsze działa sztuki, są w stanie dokonywać wielkich czynów? Wysyłając ich na terapię zyskamy owieczką, ale stracimy coś…
    Ludzie, którzy żyją w cieniu narcyzów i PA też mają swoje problemy i swoją misję. Być może zaburzenia tych osób mogą być do siebie kompatybilne.
    Informacje, które otrzymuję od osób zajmujących się psychologią, pokazują, że psychologia tylko w jeden (dość subiektywny) sposób spogląda na ludzi: wydaje się, że chce ich zrównać do jakiegoś nieistniejącego wzorca. Wszystko co inne od wzorca nazywane jest zaburzeniem.
    Ale czy wilk jest zaburzeniem lasu? A może jest jego integralną częścią?
    Być może PA potrzebują terapii, ale być może także osoby będące nieszczęśliwymi w kontakcie z PA również tej terapii potrzebują.
    To trochę jak z alkoholizmem: można próbować leczyć alkoholika (co jest bardzo trudne), ale można też „wyleczyć” jego bliskich, by inaczej postrzegali alkoholika. Czasem „wyleczenie” otoczenia pomaga opanować skrajne postawy chorego. Bo w końcu wszystko jest ze sobą sprzężone.

    Najczęstszym celem terapii jest usunięcie lęku lub reakcji powodowanych przez lęk. Prawdopodobnie po terapii osoby, które się jej poddały zyskują lepsze samopoczucie. Mnie interesuje jednak: co się traci z powodu „wydoroślenia” jak można by nazwać lepsze reagowanie na bodźce zewnętrzne. Wydaje mi się, że nie podaje się ceny takiej zmiany. Być może warto tę cenę zapłacić, a może jednak nie.

    Z lekarzami (a psychologów, coachów, psychiatrów, psychoanalityków itp. zaliczam do tej kategorii) jest ten problem, że każdy chce wykorzystywać technikę, której się wyuczył. Jeżeli ktoś ma wprawę w metodzie „na dwie zdrowaśki do pieca” to będzie się chciał długo trzymać tej metody jako dobrej na każdą chorobę.
    A ponieważ każda teoria (hipoteza) naukowa ma zwykle swojego oponenta, to ja bym chciał wiedzieć, czy są tacy specjaliści, którzy proponują inne traktowanie PA i narcyzów widząc w tej postawie jakąś wartość. A może się mylę i jestem pierwszy, który proponuje patrzyć na tzw. oczywiste wady jak na zalety?

    • Szymon Sugar

      Po pierwsze jednym z celów psychologii jest rozwiązywanie problemów ludzkich. Jeśli PA zostało uznane za zaburzenie, to znaczy że raczej nim jest (Najwyraźniej większość badań i doświadczeń za tym wskazywało). Po za tym spójrzmy na słowo „zaburzenie”. Zaburzenie, to antonim słowa „norma”. Ogólnie przyjęte jest, że normą jest świadomość i umiejętność radzenia sobie z problemami. To czy sobie radzisz z PA i chcesz pomocy, zależy od Ciebie. Nikt tu nie mówi, że skoro ktoś ma PA, to ma iść na stos. Nawet nie zostało wspomniane, że taki osobnik powinien iść na terapię (Po za ostatnim zdaniem w wstępie, który jest ogólnie przyjętym faktem, mającym zadanie dopełnienia artykułu).

      Dalej, artykuł jest poświęcony zachowaniom pasywno-agresywnym i jak sobie z nimi radzić. To że ktoś wykorzystuje artykuł w formie nieprostolinijnego ataku w stronę kogoś innego, to już inna kwestia. Na moje oko dodatkowo świadcząca, o tym że ten ktoś atakujący ma problem i sam powinien się zastanowić, czy aby on na pewno nie jest PA (W końcu taka forma niejasnego przekazu wypowiedzi zalicza się do klasycznych [Podanych w treści artykułu] zachowań PA).

      Po trzecie porównywanie zachowań ludzkich, ludzi, cech osobowości, to zwierząt, natury moim prywatnym zdaniem jest nadinterpretacją, wyolbrzymieniem i przejawem manipulacji, dlatego uznam że nie przeczytałem tego fragmentu Pańskiej wypowiedzi, by móc skomentować resztę.

      Dodatkowo warto pamiętać, że psychologia, jak każda inna dziedzina życia jest tworzona przez różnych ludzi, różne temperamenty, dzięki czemu jest rozbudowywana i tworzą się różne jej działy. Logicznie rzecz biorąc można się domyślić, że ktoś na pewno już wpadł na pomysł patrzenia na „wady”, jak na zalety. Na przykład jakiś czas temu był duży szał na punkcie przemocy psychicznej, a dokładniej na punkcie kłótni, to znaczy że nie powinno jej się stosować. Całkiem niedawno zacząłem się spotykać z coraz większą liczbą ludzi, w tym specjalistów, którzy wychodzą z założenia, że lepsza kłótnia niż cisza. Tak więc psychologia wciąż się rozwija i składając się z wielu ludzi, jak i działów, zapewne jakby się uprzeć, to znalazłoby się terapeutę, który by widział pozytywy w zachowaniu pasywno-agresywnym lub lekko korygując tą…cechę, zmieniłby ją w pozytyw, tak by pacjent niczego nie tracił.

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -