DOŚWIADCZAJĄC WILNO…

Choć wczoraj rano wróciłam do Wrocławia, w mojej głowie nadal panuje tydzień litewski. Tego w Lidlu nie uświadczysz! Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy warto odwiedzić Litwę lub nawet samo Wilno, i co właściwie można tam robić, postaram się Wam to przybliżyć w tym i następnym poście. A tak naprawdę to muszę to z siebie wylać, żeby móc mentalnie przestawić się na tryb ‚jestem w Polsce i muszę wreszcie zabrać się do pracy’. Zapraszam na wycieczkę. Przystanek pierwszy: stolica. Podobno najpiękniejsza wśród trzech krajów bałtyckich.

My trafiliśmy tam ok. 8, kiedy miasto dopiero się budziło, a na ulicach było mało ludzi. Korzystając z tego, że wysiedliśmy nie na tym przystanku, na którym było trzeba (Centrum handlowe Panorama – zdecydowanie nie jest to hotel Panorama w samym centrum…), zobaczyliśmy zupełnie niezabytkową i spokojną dzielnicę mieszkalną. Szklane domy sąsiadowały tam z drewnianymi parterowymi chałupkami, pomalowanymi na wszystkie kolory tęczy, z rzeźbionymi okiennicami i garnkami na płocie. Czasem w tych chatkach mieściły się sklepy i różne firmy. Później okazało się, że bliżej starówki jest ich równie dużo. Zestawione z zabytkami i nowoczesnymi budynkami wyglądały naprawdę ciekawie, aż żałuję, że nie zrobiłam żadnej z nich zdjęcia.

POLSKI – TAK, RUSKI – DA, ENGLISH? NO…

 

Po jakichś 5 kilometrach spaceru dotarliśmy do naszego hotelu (Vilnius Europolis – dwie gwiazdki, 214 zł za dwie noce, nasz pokój na zdjęciu powyżej). Choć poprosiliśmy o możliwość zostawienia bagaży po angielsku, panie z recepcji, po usłyszeniu naszego nazwiska, natychmiast przestawiły się na polski. Bez cienia wschodniego akcentu. Takich sytuacji mieliśmy później bez liku, aż zaczęliśmy uważać na to, o czym rozmawiamy ze sobą na ulicy.

Po polsku mówili i kelnerzy w restauracjach, i stare babcie, i żuliki pod sklepem. Jeszcze częściej na ulicach słyszało się rosyjski (a ja poczułam, że to kolejny znak, by przypomnieć sobie wreszcie ten język!). Za to po angielsku mówili już tylko młodzi, tej umiejętności brakowało zwłaszcza paniom w dworcowych informacjach. Na szczęście i bez tego dawało radę ogarnąć odjazdy autobusów – litewskie dworce w miastach są w większości nowoczesne i dobrze zorganizowane.

 

KOMUNIKACJA MIEJSKA W WILNIE

Litwini o kimś, kto nie zamyka za sobą drzwi, mówią, że „mieszka w trolejbusie”.

 

Szybkie i jeszcze-nie-litewskie śniadanie z mocną kawą i ruszamy zwiedzać, ale wcześniej zaopatrujemy się w 3-dniowe bilety na komunikacją miejską, która w Wilnie jest bardzo tania. Za taką kartę zapłaciliśmy łącznie 7 euro na osobę, dostając za to nieograniczoną możliwość poruszania się rozklekotanymi trolejbusami i trochę nowocześniejszymi autobusami. Zaczynają one kursować przed 5 rano i jeżdżą aż do północy. Jeśli ktoś wpada do Wilna tylko na dzień lub dwa, może kupić bilet dobowy za 4,5 euro. Biorąc pod uwagę, że pojedynczy kosztuje 1 euro, to może się opłacać.

Kartę aktywuje się jednorazowo po wejściu do autobusu w specjalnych kasownikach, a kupić można ją w jednym z wielu czerwonych kiosków  z napisem „Lietuvos Spauda„, gdzie jest niemal wszystko – od kosmetyków, przez słodycze, hot-dogi, milion rodzajów kaw i, o dziwo, nawet gazety! ;) Jeśli ktoś lubi zwiedzać intensywnie, wstępując po drodze do muzeów, może kupić Vilnius City Card z biletem dobowym za 17 euro lub wersję 72-godzinną za 26 euro. W zamian otrzymuje wstęp do wielu miejsc za darmo i zniżki do restauracji, sklepów, galerii, itd. – najczęściej 10% zniżki.

CENTRUM I STARÓWKA

15 minut jazdy trolejbusem i jesteśmy w centrum. Wysiadamy na przystanku obok mostu na rzece Wilii, rzucamy okiem na nowoczesne centrum finansowe (przy którym pojedynczy wrocławski SkyTower natychmiast straciłby swój rezon). Z drugiej strony dostrzegamy Górę Giedymina z Basztą, będącą pozostałością po XIII-wiecznym zamku.
Najpierw jednak udajemy się na najbardziej znany plac miasta, przy Bazylice Archikatedralnej. Jego duża przestrzeń, białe ściany bazyliki i dzwonnicy, czy płaskorzeźba „Arka Noego” pod szczytem, robią ogromne wrażenie i w mojej pamięci zapisały się już nieodwołalnie jako symbol Wilna – taki sam jak wieża w Paryżu.

 

Idziemy dalej i wspinamy się na Górę Giedymina. Nie próbujcie tego w butach na obcasach – wystające kamienie Wam na to nie pozwolą. Nawet w całkiem płaskich wchodzenie nie było zbyt wygodne. Jednak widoki po drodze (min. na Górę Trzykrzyską – od trzech krzyży) i już na samym szczycie, na panoramę całego miasta – wynagradzają wszystko. Cieszymy się, że trafiliśmy na tak dobrą pogodę i widoczność.
Góra Trzech Krzyży – tam też można wejść i widok jest podobno jeszcze lepszy!
W tle wieża telewizyjna – trochę przeceniana atrakcja Wilna – wjazd na nią kosztuje 6 euro, a na szczycie znajduje się słaba restauracja w klimatach PRL…
Centrum finansowe Wilna

 

 

Ruszamy dalej, brzegiem rzeki, mijając uroczy park i trafiamy znowu na szklak pełen zabytków. Spotykamy znajomych, z którymi wymieniamy się wrażeniami po podróży Simple Expresem i pomysłami na to, co zobaczyć warto, a czego nie. Kierują nas w stronę Ostrej Bramy, więc ruszamy, podejrzewając że kiedyś w końcu na nią trafimy. Mijamy między innymi kościół św. Anny i pewnie jakieś 10 innych których nazwy nie znamy.

MENTALNOŚĆ LITWINA

W całym Wilnie można znaleźć 40 kościołów rzymskokatolickich, 21 cerkwi, 3 synagogi, jedną kienesę karaimską, a kiedyś był także i meczet. Święte miasto! Tacy też są podobno i Litwini – na ogół poważni, spokojni, nawet święta obchodzący z dostojeństwem i melancholią. Mają też, trochę jak my, tendencję do martyrologii, rozpamiętywania klęsk i cierpień doznanych przez naród, a dość wyraźnym symbolem tego może być Góra Krzyży. Przed wyjazdem nasłuchaliśmy się też sporo o tym, że możemy spotkać się z niechęcią tylko dlatego, że jesteśmy Polakami – w końcu nasza polsko-litewska historia może być różnie interpretowana (ale trzeba się w nią naprawdę wgłębić, by stwierdzić, czy byliśmy dla Litwinów rzeczywiście najgorszym z wrogów – odczuwam w tym trochę niesprawiedliwości).

Mimo tych ostrzeżeń z różnych stron, podchodziliśmy do spotykanych tam ludzi z życzliwością i sympatią… i to samo otrzymywaliśmy w zamian. Właściwie nie było chyba ani jednego przypadku, w którym doświadczylibyśmy wrogości, za to wiele takich, które zaskoczyły nas poziomem gościnności i kultury. W naszej opinii Litwini pozostaną więc miłymi, spokojnymi i ułożonymi ludźmi.

Przez trzy dni chodzenia po różnych miastach o każdej porze, nie spotkaliśmy ani jednej grupy dresiarzy, głośnych pijaków (może dlatego, że na Litwie obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu między 22 a 8), czy natarczywych żebraków. Spokojna była też młodzież i studenci – nawet ich wygląd mówił: jesteśmy normalni i zwyczajni. Nie brakowało zadbanych osób, ale nie zakrawało to o przesadę czy wielkie podkreślanie swojej alternatywności, co często można zauważyć we Wrocławiu. Może trochę więcej szaleństwa zobaczylibyśmy, gdyby udało nam się dotrzeć do Republiki Zarzecza – samozwańczego państewka artystów z własną konstytucją (przeczytajcie ją koniecznie na podlinkowanej stronie i jeśli wybieracie się do Wilna, nie powtarzajcie naszego błędu i odwiedźcie to miejsce).

Wracając jednak do Ostrej Bramy i innych atrakcji…

 

U GÓRY, SYNU

W końcu docieramy w okolicę osławionej przez mickiewiczowską Inwokację Ostrej Bramy. Rozglądamy się, szukając jakiegoś wyjątkowego i pełnego blasku kościoła – w końcu tam Matka Boska „w Ostrej ŚWIECI Bramie”… Rzeczywistość jest trochę rozczarowująca, jak na nasze oczekiwania.

Wchodzimy do kościoła – przed nami drzwi, droga w lewo, droga w prawo, inne drzwi… mój mąż bez zastanowienia uderza do tych pierwszych i spotyka księdza, którego pyta, gdzie jest Matka Boska. Duchowny w odpowiedzi wznosi oczy do nieba i już zastanawiamy się, czy czeka nas jakieś kazanie, czy może była to metafora, ale w końcu podpowiada – u góry, synu. Odruchowo patrzymy na pusty sufit, aż ksiądz doprecyzowuje – najpierw schodami w lewo. Wchodzimy więc po schodach do zaskakująco małej sali, w której modli się kilka kobiet. I jest i obraz – cały ozłocony. Kontemplujemy chwilę, ale nic tam po nas, więc ruszamy dalej.

NAJLEPSZE LOKALNE JEDZENIE W WILNIE

Zaczyna nam  doskwierać głód, postanawiamy więc zjeść coś tradycyjnego, litewskiego i sycącego, a potem możemy wracać do hotelu, bo wkrótce zacznie się doba hotelowa. Ktoś, gdzieś, już nie pamiętam kto, podpowiada nam, że najlepiej zjemy w restauracji Forto Dvaras, a idąc tam będziemy mieć okazję zobaczyć najładniejsze ulice Wilna. Więc ruszamy, marząc o tłustych cepelinach.

 

 

 

W końcu jest – kraina ziemniakiem i tłuszczem płynąca! Choć zwracamy się do kelnerki po angielsku, ta znowu odpowiada nam po polsku. Ok, więc czujemy się jak u siebie. A za chwilę pochłaniają nas smaki i zapachy.
Borowikowa w pysznym, ciemnym chlebie. Litewskie chleby to w ogóle temat na poemat!
Ziemniaczana babka, albo bardziej światowo – pudding

Są i one – słynne cepeliny! Tak naprawdę z wierzchu zwykłe pyzy, za to w środku – niebo w gębie!
Najedzeni i z tego tytułu ociężali, wracamy do hotelu. Dostajemy pokój, Ł. po szybkim odświeżeniu się rusza na swoją konferencję, ja zostaję w pokoju i trochę pracuję, trochę odsypiam podróż autokarem. Głównie to drugie, odkąd uświadamiam sobie, że jutro musimy wstać o 5 – w końcu czeka nas prawie 4-godzinna podróż nad morze.
Jeszcze kilka migawek z tego dnia:

 

 

Wieczorem jeszcze raz wychodzimy na miasto i na chwilę przed nastaniem prohibicji zaopatrujemy się w piwa polecone nam na migi przez jakiegoś Litwina w sklepie IKI (najczęściej występujący, naprawdę dobrze wyposażony supermarket, czynny 8 – 22 lub 23). Delektujemy się spokojnym spacerem, a po powrocie zasypiamy jak dzieci, wiedząc, że zostało nam tylko kilka godzin snu.

 

***

JAK DOJECHAĆ DO WILNA? JAK NAJSZYBCIEJ!

Podobało Ci się to, co zobaczyłeś i przeczytałeś? Przekonałam Cię choć trochę, że Wilno może być ciekawym miastem?  To teraz Twoja kolej. Do Wilna dojedziesz najprościej Simple Express – mają u mnie plus za wygodniejsze niż w Polskim Busie siedzenia i za wbudowane tablety z systemami rozrywki jak w samolocie – filmami, muzyką, grami, dostępem do Internetu i paroma innymi pierdółkami. Jeśli zamierzacie skorzystać, weźcie tylko swoje słuchawki! My jechaliśmy z nimi aż z Wrocławia, wyjazd po 18, przystanek w Warszawie o północy i dojazd na miejsce o 8 rano. Wracaliśmy z Wilna o 17, we Wrocławiu byliśmy po 5. Sam przejazd przez Litwę też jest dość ciekawy, można zwiedzić zza szyby i w tempie ekspresowym naprawdę ładne miejsca.
I kilka takich naprawdę ładnych miejsc pokażę Wam w następnym poście.

Dobranoc!

Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Fajnie, czekam na następne wpisy. A masz jakieś zdjęcia robione nocą?

  • Nie wiem jak Ty, ale ja się boję tych czarnuchów z pomnika :D No, wiesz te duszki ze złotymi twarzami :D

  • Byłam tam blisko jeszcze jako dziecko, bardzo dużo się zmieniło :) Z przyjemnoscią poczytam ciąg dalszy :)

  • Długie Włosy

    Nabrałam ochoty na wyjazd! Zawsze chciałam zwiedzić Wilno, przepiękne zdjęcia. Miasto klimatem troszkę przypomina mi Pragę.

    • Trochę tak, zastanawialiśmy się do jakiego miasta by je porównać i też parę razy mieliśmy skojarzenia z Pragą właśnie. :)

  • Marta Maksylewicz

    Króliczku, a czy byliście może w Trokach? Byłam na Litwie, ale pogoda nie dopisała. Pewnie dlatego miałam mieszane uczucia co do wycieczki – wszystko wydawało mi się takie szare i bez wyrazu. Z wyjątkiem ziołowej wódki, która miała siódemki w nazwie ;)

    • W Trokach nie. Drugiego dnia pojechaliśmy nad morze i wracając zobaczyliśmy jeszcze Kowno, więc na Troki zabrakło już czasu… Cieszę się że pogoda nam dopisała, bo z tego co widziałam na zdjęciach osób które tam były np. zimą czy jesienią, to rzeczywiście wtedy wyglądało to szaro i smutno.

      A nie chodzi Ci może o wódkę Trzy Dziewiątki? :) Przywieźliśmy sobie taką jako pamiątkę :)

      • Marta Maksylewicz

        Racja! To były dziewiątki!
        Tak w ogóle, to muszę Ci powiedzieć, że po kolejnym Twoim wpisie na temat podróżowania, bardzo zatęskniłam za wyjazdami. Jesteś bardzo inspirująca. Postanowiłam, że także wreszcie gdzieś wyjadę. Ciekawe na co padnie… ;)

  • Świetny wpis ;) Ostatnio te byłem w Wilnie i tylko za bardzo kuchnie nie sprawdziłem, chociaż Ceppeliny jadłem ;)

  • Świńskie uszy jedliście? :>

    • Właśnie nie, nawet byłam nastawiona, że spróbuję choć jednego, ale nie mogliśmy ich znaleźć.

  • Nie byłam w Wilnie ale czytając, miałam wrażenie, że przemierzam uliczki miasta :)

  • Też tak mam, że jak gdzieś pojadę, to muszę na nowo wbić się w rytm pracy. Nie znałam konstytucji Republiki Zarzecza, a brzmi świetnie. Niby pokręcona, a jednak ma sens. :) Widzę, że jadłyśmy też w tej samej restauracji – bardzo fajne miejsce. (Przynajmniej talerz ten sam ;p) Ja też nie zauważyłam Matki Boskiej i Ola musiała mi palcem pokazać, ale idąć do niej wiedziałyśmy, gdzie mamy się kierować. Fajnie, że ten ksiądz, którego spotkaliście nie był jakiś oburzony :)
    No imasz też szyldy na zdjęciach! l ;)

    • Talerz ten sam i tapeta na ścianie, więc chyba restauracja się zgadza – sprawdzałam u Ciebie, nawet cepeliny wyglądają tak samo :P

  • Ale to centrum finansowe jest… brzydkie :P Strasznie niekorzystnie wygląda na zdjęciach, trochę jak Nowy Jork po jakiejś katastrofie nuklearnej czy coś :D Za to „normalna” część miasta bardzo ładna i klimatyczna :) Chociaż szczerze to w kierunku Litwy raczej mnie nie ciągnie, ale może kiedyś :)

    • Nadal lepsze niż pojedynczy SkyTower który sam pośrodku miasta aż się prosi o jakieś towarzystwo ;)

      • Ja wiem… mi się tam taki samotny Sky Tower podoba, zwłaszcza widziany z boku Wrocławia. Taka kropka nowoczesności w pięknym Wrocławiu :D Ale ja się napatrzyłam aż do porzygu na drapacze chmur, wielkie blokowiska i inne takie, więc Wrocław pod względem architektonicznym bardzo mi się podoba :)

  • Dziwne to Wilno. W Twoich zdjęciach dostrzegłam przede wszystkim kontrast. Tak jakby na obraz małego, wschodniego miasteczka wklejono amerykańskie drapacze chmur – dla mnie zaleciało taką groteską. Może ma to swój klimat i robi wrażenie, ale mnie tam do Wilna nie ciągnie :)

    • O tak, tych kontrastów jest tam wiele. Ale ja lubię taką różnorodność – przynajmniej nie jest nudno i nigdy nie wiadomo co zaskoczy za następnym rogiem :)

  • Fajne miasto, w którym czuć polskiego ducha. Sporo w nim romantyzmu, ale dawno nie widziałem tak zaniedbanego i zasyfiałego miejsca jak Wilno.

  • Wspaniała wyprawa :) Co do języka, to myślę, że My Polacy wypadamy o wiele słabiej ;)

    • Coś w tym może być, bo wielu Litwinów mówi dwoma językami obcymi, np. polskim i rosyjskim albo rosyjskim i angielskim. Nie wiem jak u nas wyglądają te statystyki.

  • paranoJa

    ehehe, zachęciłaś mnie do tego promo na Simpy Expres, ale albo nie umiem z tego korzystać, albo tanich biletów już nie ma :/

    • Część już na pewno wyprzedana, teraz jak przerzucałam sporo było po 111, ale znalazłam też w środku tygodnia za np. 44 zł. Jakby co zostaje jeszcze Polski Bus, tyle że z przesiadką w Warszawie.

      • paranoJa

        ja akurat patrzyłam na Wrocław-Praga. póki co machnęłam sobie zupełnie spontanicznie na spacer w czerwcu do Krakowa. nie wiem, co mnie naszło, bo w sumie skąd mogę wiedzieć, że wciąż tu w czerwcu będę, ale 4 zł… sama rozumiesz :D

        • Wiem, też mam wykupione takie po 4 w kwietniu z których nie wiem czy będzie czas skorzystać :)

          • paranoJa

            Dokąd? Też Kraków? I na kiedy? ;> Jak nie będziesz miała jak skorzystać i komu przekazać, to daj znać odpowiednio wcześnie (przy czym u mnie odpowiednio wcześnie, to czasem nawet wieczór przed :D), pewnie chętnie odkupię! :)

          • Pomyłka, jedno w kwietniu, drugie w maju – 23 kwietnia Szczecin, 13 maja Rzeszów :)

          • paranoJa

            Jak nie będziesz mogła, to pamiętaj o mnie! ;)

          • Ok :)

  • Też się muszę tam w końcu przejechać. Mój dziadek się tam urodził :) Fajna relacja, tylko kurde na wszystkich zdjęciach jakie oglądam Wilno wygląda jakoś tak pustawo, chyba tętniące życiem miasto to to nie jest? Za to żarcie wygląda smakowicie:)

    • Bo Wilno choć jest stolicą, to zamieszkuje je tylko pół miliona ludzi, a w dodatku to był środek tygodnia.
      Pewnie latem i w weekendy na ulicach jest większy tłum. :)

      • Karolina

        Nie za bardzo. Odwiedzałam Litwę w lecie i jest tylko nieznacznie więcej. Jak dla kogo, ale ja lubię takie pustkowia :D

  • Kurcze, coraz bardziej mnie tam ciągnie. :) Czekam na dalszą relację. A tymczasem raz jeszcze popodziwiam te wszystkie kamieniczki na fotkach.

  • Świetna relacja ….lubię litweskie klimaty ..ich język..niby podobnie ale jednak ..
    Co to tej świętości to można się nieźle zdziwić, podobnie jak u nas – wydaje mi się, że nie ma takiej ortodoksji ale mogę się mylić…
    Najbardziej z moich pobytów zapamiętałam litewski chleb – najlepszy na świecie..no ok. nie wiem czy na świecie całym…w każdym razie najlepszy jaki jadłam…na słodko, na słono ..poezja ..tak jak mówisz..poemat !
    Drugą rzecz którą zapamiętałam do tani szampan ale nie będę ciągnąć tej opowieści..
    A co to te czarne figury – takie po prostu czy coś charakterystycznego..
    I nawiązując do dialogu fb – kiedy to Twój uczynny kolega sarkastycznie podsunął mi link do googla….tak wiem, że mogę sobie sprawdzić…ale to że zadaje pytanie – w mojej ocenie znaczy to że mam ochotę na kontakt z Tobą a nie wujkiem G… gwoli wyjaśnienia :)

    • Oj, o tym chlebie, to ja się chyba jeszcze rozpiszę. :) Alkohole też mają dobre. Czego więcej do szczęścia potrzeba? ;)
      Nie wiem szczerze mówiąc czym były te figury, zdaje się że siedziały na jakimś teatrze.

      A co do Fb to ja wiem, że o to Ci chodziło, a ten kolega-nie kolega chyba nie wyczuł klimatu ;)

  • bluegirl.ewa

    Szukam pomysłu na tegoroczny urlop, zaciekawiłaś mnie, już podrzucam link drugiej połowie :)

    • To może od razu szaleństwo po całości i podróż Litwa-Łotwa-Estonia? :) Początkowo mieliśmy tak właśnie zrobić, ale potem wyszło że jednak ten wyjazd będzie krótszy niż zakładaliśmy i zostaliśmy w samej Litwie. Ale jak ktoś ma więcej czasu, to między tymi krajami są dobre połączenia i wcale nie tak duże odległości. :)

  • Karolina

    Ja byłam w tamtym roku i z pewnością wrócę! Uwielbiam surowość i jednocześnie piękno Wilna. Historia z Giedyminem i Górą Trzech Krzyży również jest bardzo ciekawa.
    Ale nie wejść na nią (Górę Trzech Krzyży) to wstyd i hańba! Może z daleka nie wygląda zachęcająco, ale na górze jest bajkowo. Ja mam stamtąd najlepsze zdjęcia ;] Choć u Ciebie widzę nagie drzewa, znacznie ładniej widok ten prezentuje się latem.
    Również zauważyłam brak różnych subkultur. Nie było roześmianych nastolatek w conversach, ani chłopaków z opuszczonymi spodniami. Dla mnie było tam naprawdę super-moje klimaty.
    A co do ich znajomości polskiego, owszem, jest dość imponująca. Jednak tylko w samym centrum Wilna. gdy zboczyliśmy z drogi i zachodziliśmy do osiedlowych sklepików to panie kasjerki (to taki bardzo osiedlowy sklepik, bo kasy tam nie było) ni w ząb nie potrafiły wytłumaczyć nam ile do zapłaty. :D
    Ludzie wolą tam zdecydowanie bardziej po polsku niż po angielsku, gdy zamawiałam danie w restauracji zaczynałam mówić po angielsku na co kelner przerwał mi i poprosił, żebym mówiła po polsku ( usłyszał zapewne jak rozmawiam z koleżanką) :P
    A w Litwie polecam jeszcze odwiedzić Troki (zna ktoś to przysłowie ,,zabieraj d**ę w troki i zjeżdżaj stąd”?) ;)

    • Wiem, że wstyd, wiem, żałuję tego tak samo jak Republiki Zarzecza…

      Troki początkowo też mieliśmy w planach, ale ostatecznie woleliśmy pojechać nad morze i do Kowna – zaraz z resztą pokażę to w kolejnym wpisie. :)

  • Byłam w ubiegłym roku w Wilnie i bardzo miło wspominam. Chociaż uważam, że po angielsku się można dogadać, zwłaszcza z młodymi ludźmi, ze starszymi po rosyjsku, czasem po polsku. Zauważyłam jeszcze, że starsze panie są bardzo agresywne podczas wsiadania do komunikacji miejskiej :) A moja koleżanka, która interesuje się modą, stwierdziła, że litewskie studentki, ubierają się lepiej od naszych :)

  • Nigdy nie bylam w tych stronach i bardzo miło się czytało ten wpis a zdjęcia zrobiłaś świetne! To 3 od końca mnie urzeklo! Z jakiego aparatu korzystalas? Pytam bo szukam właśnie czegoś mniejszego co moglabym mieć zawsze przy sobie żeby nie męczyć się na wyjazdach z lustrzanką

    • Dziekuję, ale właśnie to była lustrzanka :) której wielkość i ciężar czasem mi doskwiera. Prosty Canon 1100D. Ale i tak nie mam do niej jakiegoś wielkiego obiektywu czy dodatków, więc nie jest tak źle.
      Mam też mały aparacik Sony, wspominałam o nim tutaj – http://www.kroliczekdoswiadczalny.pl/2015/01/co-suzy-blogerowi-w-podrozy.html i nim robiłam zdjęcia podczas wyjazdu do Łodzi: http://www.kroliczekdoswiadczalny.pl/2014/11/odz-bo-czasem-trzeba-przerwac-rutyne.html
      Jednak jest trochę różnica.
      Moim marzeniem byłoby znaleźć jakiś telefon z super aparatem, żeby nie musieć na niektóre wyjazdy zabierać ani jednego, ani drugiego :)

      • Ja też nie mam żadnych wymiennych obiektywów tylko ten, który był w zestawie. Zresztą to nawet nie mój aparat, bo pożyczyłam od taty na jakiś czas i rozglądam się za swoim. Pamiętam jak będąc w tamtym roku we Wrocławiu robiłam zdjęcia telefonem i teraz strasznie żałuję, bo raczej do niczego się nie nadają oprócz Instragramu. Ja do tej pory marzyłam o lustrzance, ale gdy mam okazję od paru miesięcy jej używać to teraz skłaniam się ku małemu, kompaktowemu aparatowi. Szukam takiego, który robiłby zdjęcia jakości lustrzanki i kosztował do 300 euro. Nie wiem czy coś takiego w ogóle wyprodukowali :D. Pomysł z telefonem z jednej strony dobry, a z drugiej mógłby się zbyt szybko rozładowywać i byłby problem. Mój znajomy, który mieszka właściwie tu obok ma telefon, który robi na prawdę świetle zdjęcia, ale dał za niego duuużo z tego co wiem :/

        • Wiesz co, są z tego co wiem takie hybrydy, czyli np. kompakty z wymiennym obiektywem, albo takie, które mają całkiem duży zoom bez dokładania żadnych obiektywów. Nie wiem jak z cenami, ale raczej są tańsze od lustrzanek i na pewno bardziej poręczne.

  • Przepiękne zdjęcia i fantastyczny post. Aż mi się zachciało pojechać do Wilna, bez względu na odległość ;)

  • Pingback: Wilno w 2 dni - co zobaczyć, gdzie iść, co zjeść - Michujki()

  • Carola

    Ja właśnie teraz wyjeżdżam z Wrocławia do Wilna. Czy mogłabyś podpowiedzieć co warto zobaczyć (o ile nie pojawiło się w poście), czy są jakieś rzeczy na, które warto zwrócić uwagę (2 tygodniowy pobyt) . Z ciekawości czy pamiętasz jak długo trwała wasza podróż, nie licząc postoju?

  • Pingback: WTORLINKI #47 - drugie życie raperki, młode serca i kot pielęgniarz - Króliczek Doświadczalny()

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -