O UKRYWANIU BLOGA I ROZBRAJANIU SZCZEROŚCIĄ

Jestę blogerę
Kiedy w kwietniu pytałam Was: czy Wasi znajomi wiedzą, że macie bloga?, sama byłam na etapie ukrywania Króliczka przed światem. W poście tym tłumaczyłam różne powody, dla których to robię, różne obawy i wątpliwości, jakie dawały wtedy o sobie znać. Od tamtej pory jednak sporo się zmieniło. Jak to się stało, że z fazy „byle nikt się dowiedział, byle nie dać się rozpoznać”, przeszłam do „piszę o wszystkim, na co mam ochotę i firmuję to własną twarzą”?

Długo szukałam swojej tożsamości w blogowaniu (i w zasadzie to ciągle jej szukam), ale po przemyśleniu sobie tego wszystko od góry do dołu, a nawet i w poprzek, wyszło mi, że jestem pewna jednej rzeczy: najlepiej postawić na to, co dotąd zawsze wychodziło mi na dobre. Mówię o szczerości. Takiej ostatecznej, wytrącającej z dłoni broń, a z ust słowa. Takiej, która bywa największym strachem i wyzwoleniem zarazem.Jak do tego doszłam?

 

BOMBA ZE SZCZEROŚCIĄ 

 

Musicie wiedzieć, że jestem człowiekiem dwóch biegunów – choć dobrze pasuje do mnie etykietka ‚introwertyk-flegmatyk’, to mam też w sobie cząstkę ekshibicjonisty, którego hasłem przewodnim jest ‚zobaczmy, co się stanie jak…’. I kiedy Introwertyk śpi (albo jest zakneblowany), Ten Drugi wyczynia różne cuda, nie bacząc na skutki.

W szkole na przykład, podczas gdy wszyscy wymyślali kreatywne wymówki dla swoich nieobecności, on potrafił przyznać niefrasobliwie, że zwyczajnie uciekłam z zajęć. A na pytanie „dlaczego sprawdzian poszedł ci tak słabo?”, odpowiadał wprost – bo nie chciało mi się wtedy uczyć. I nauczyciele, po chwili ciszy przyznawali, że za szczerość dostanę drugą szansę.

W sytuacjach międzyludzkich Ten Drugi rzucał czasem oskarżenia lub pytania, których Introwertyk bał się zadać, nie chcąc słyszeć nieprzyjemnej odpowiedzi. I rzeczywiście, bywało nieprzyjemnie, ale nieprzyjemność ta trwała krócej, niż trwanie w domysłach i miłych złudzeniach. Korzystali na tym oboje.

Ten Drugi lubił mówić „tak”, nawet gdy nie wpisywało się to w konwenanse lub było na to zbyt wcześnie. Nigdy nie potrafił ukrywać się za „być może”, skoro co innego cisnęło mu się na usta. A potem pławił się w przyjemnościach, konsekwencje wliczając w koszta.

Przyznawał się do niewiedzy w towarzystwie ekspertów. I nieraz zdobywał ich serca swoją pokorą. W najgorszych przypadkach nie musiał przynajmniej spinać pośladków udając, że wie coś, czego nie wiedział.

Mówił o swoich spektakularnych porażkach i o najgorszych, najdziwniejszych przeżyciach z dystansem trzeciej osoby. W zamian otrzymywał otwarcie się odbiorcy, wspólną naukę na błędach, wymianę doświadczeń i zupełnie nową jakość kontaktu. A jeśli nie, to chociaż wiedzę, kogo ma odsiać z grona znajomych.

Rzucał szczerymi wyznaniami jak bombą. Przez kilka sekund przed wybuchem oboje z Intowertykiem wstrzymywali oddech, czekając na reakcję, a potem… oddychali z ulgą. Prędzej lub później.

 

BLOG TO JA

Wychodząc z tego całego rozdwojenia jaźni – zawsze, kiedy pozwoliłam, by przeważyła we mnie chęć bycia szczerą i nie zastanawiania się zbyt długo nad konsekwencjami – byłam z tego zadowolona. Wiele osób wydawało się wręcz być rozbrojonych taką postawą i odpowiadało czymś miłym albo korzystnym dla mnie. Oczywiście, zdarzały się przypadki, kiedy nie wyszło tak jakbym tego oczekiwała, ale ostatecznie nie żałuję (właściwie niczego, co zrobiłam w życiu nie żałuję, bo zawsze czegoś mnie to uczyło). Dlatego też w pewnym momencie podjęłam decyzję, że nie ma sensu ukrywać się z tym, co robię. I tak co jakiś czas na bloga trafiają kolejne znajome osoby i pewnie jeszcze pojawi się tu niejedna.

Adres bloga widnieje w polu zatrudnienia na moim prywatnym fejsie, a nawet na portalach zawodowych. Nie trafiają już do mnie argumenty ‚a co jeśli zobaczy to potencjalny pracodawca?’. Bycie blogerem stanowi dla mnie taką samą część tożsamości, jak bycie copywriterem. Składam się z pisania, i nie jest to pisanie wyłącznie zawodowe – to chyba dobrze, że nie robię tego jedynie z przymusu zarabiania? Nie wstydzę się tego, że uzewnętrzniam swoje myśli w Internecie, choć komuś mogą wydać się infantylne, nie wstydzę się tego, że z każdym kolejnym miesiącem poprawiam swój styl i dojrzewam do nowych wniosków – w końcu dojrzewa się cały czas.

Nie lubię nosić w sobie tajemnic – bez tej jednej jest lżej.

PS – wtorlinki będą jutro – do przeczytania!

Te wpisy również mogą Cię zainteresować

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -