Trudni ludzie TO JEST JEDEN Z TYCH DNI…

TO JEST JEDEN Z TYCH DNI…

64
To jeden z tych dni, kiedy mam 20 lat więcej. Od rana.

 

 

Nie mogę wstać i budzę się za późno, z bólem pleców, do tego po szybkim myciu i suszeniu mam spuszone włosy. Muszę już biec na tramwaj. Nie gapcie się na mnie dzisiaj, czytajcie swoje Metro. Słuchawki na uszy, kaptur na głowę. Jeszcze boli mnie gardło po przebytej grypie, nie mam ochoty nic jeść, ale i tak potrzebuję kawy. W łeb wziął mój plan jedzenia zdrowych śniadań w pracy przez przynajmniej 30 dni. W poniedziałek zacznę od nowa.
Praca. Rusza ten kołowrotek napędzany życzeniami klientów. Dziś ma być szybciej, ma być taniej. Więc musi być też byle jak. Kto może chcieć byle jak, byle taniej?! Wtedy przypominam sobie siebie sprzed dwóch lat, podczas zakupów w Biedronce. No dobra, wierzę. Teraz tylko jeden problem – ja nie umiem pisać byle jak! Taki absurd: im słabszy mam dzień, tym bardziej nie umiem lać wody… Piszę więc wolno i porządnie. Źle. Za wolno i za porządnie. Trafia mnie szlag, kiedy biuro zaczyna przypominać call center w wersji open space. Gadają wszyscy, gadają naraz. Jest za głośno, żeby myśleć nad bylejakością.
Co to za łut szczęścia, że otaczają mnie rozgadani i towarzyscy specjaliści od IT. Przecież w IT podobno pracują tylko antyspołeczne nerdy, czy nie tak? Nie tak. Wszystko nie tak. Słuchawki na uszy. Boli mnie głowa, boli mnie życie. Gdybym zamknęła oczy, zobaczyłabym karmazynowy przypływ. Narasta poziom wkurwienia, ukojenia nie daje nawet rozmowa przez telefon. Nie mam go ochoty słuchać, mam ochotę przewinąć naszą rozmowę do ‚pa, do wieczora’. Karcę się w myślach.Dzisiaj czwartek. Czwartkowe obiady. Gdzie dzisiaj jemy? Pizza? Tak. Może pizza uratuje ten dzień. Jasne. Jest śmiesznie mała, a ciasto gumowate. Czuję się napuchnięta pszenicą. Kiedy wreszcie przestanę jeść gluten? Nigdy mi nie służył.

Gadają, znowu gadają. Słuchawki. Muzyka. Nawet Arctic Monkeys się drą, zamiast śpiewać, Gus Gus w ogóle nie przynosi ulgi, a Blue October brzmi tak żałośnie, że wyłączam odtwarzacz. Wzdycham po raz szesnasty patrząc za okno, z którego widok przysłania reklamowa szmata. Nawet i przez jej cień widać, że leje. Dobra. Złość przepływa przeze mnie falami, ale zepsuł mi się piorunochron, który ma ją odprowadzać do powierzchni. Czerwień, purpura, karmazyn. Zaciskam pięści.

Za chwilę 16. Wysyłam to, co udało mi się dzisiaj z siebie wylać, pakuję torbę w której psuje się zatrzask i idę na przystanek. Za krótkie światło, za dużo ludzi. Wszyscy się gapią. Zmieńcie twarze! Och, ja wyglądam tak samo, zapomniałam. W tramwaju jak zwykle kilka osób tamuje ruch stojąc w przejściu, ktoś kieruje na mnie swoje alergie albo przeziębienie, ktoś non stop wpada mi na plecy. Siadam, dotykam ręką twarzy. Znowu zapomniałam, że jeszcze przed chwilą trzymałam się nią rurki, która miała na sobie już wszystko. God, why. Jadę zgarbiona jak emerytka i nawet nie próbuję stwarzać pozorów. Nie wysiadam pod domem, jeszcze przystanek dalej, na pocztę. Od tygodnia wożę z sobą list do wysłania.

W kolejce na poczcie tracę już kontakt z rzeczywistością. Bezmyślnie gapię się w ścianę i zapewne wyglądam jak roślina. Jak kapusta. Moja kolej. Znowu do tej wrednej babki, lokalne wcielenie PMS-u. O, zmieniła kolor włosów z myszowaty na rudy. Po raz pierwszy patrzy mi prosto w twarz, nie w portfel i wyraźnie odpowiada na dzień dobry. Głos ma jakiś taki… radosny? Jak nigdy, dodaje kilka słów od siebie poza urzędową formułką. Co się stało? Że te włosy, że wiosna? Życzy mi miłego dnia i uwaga, się uśmiecha. Uśmiecha, ona, podczas gdy ‚zjadłam cytrynę i przegryzłam aspiryną’ było dotąd podstawowym grymasem jej twarzy. I ten uśmiech trwa za długo, by zaliczyć go do kategorii przywidzeń. Wychodzę w takim szoku, że zapominam się zgarbić. Idę raźniej. I jakoś tak torba mniej mi ciąży, chociaż list nie ważył dużo. Deszcz już nie pada, za chwilę będę w domu. Przebieram się w wygodne i zapalam świeczkę o zapachu nirvanesque.
Nie muszę dziś robić obiadu ani sprzątać.
Wreszcie odpisuję na zaległe maile.
Jest… dobrze? Naprawdę?
Jest dobrze.
  • …Kazdy chyba ma takie dni, pozdrawiam Cie serdecznie i uszy do gory :)…

  • O bossshe jak ja Cię doskonale rozumiem ;) U mnie w pracy dzisiaj lotnisko a najczęściej wymienianym slowem było gosia..
    wszyscy ode mnie coś chcieli…palą mnie policzki nawet teraz i mam wrażenie że para mi wyjdzie uszami..nie jest dobrze ..może też odpalę sobie tą świeczkę a na pewno wezmę kąpiel …to zawsze działa..

    • Gosia, Gosia, Gosia… :) ja wzięłam kąpiel, świeczka się już skończyła, ale czuję się znacznie lepiej. Mam nadzieję że Ty też poczujesz ulgę.

  • Jest dobrze. Jakby nie było musi być dobrze – szare twarze, pulsujące dźwięki w głowie, bylejakość … wszystko w tym świecie jest dobre, bo nie ma czasu na poprawę.

    • As u Ciebie też chyba dużo czarnych myśli dzisiaj krążyło w głowie… Też zabrzmiało jakbyś była starsza o te 20 lat…

    • chyba w powietrzu coś się dziś rozprzestrzeniło co tak działa na ludzi

  • Też miewam takie dni. Rano wrzeszczę, w dzień płaczę, wieczorem się śmieję :) Wszystko mnie drażni i każdy jest głupszy ode mnie :P Ale nie ma ich wiele – na szczęście :)

  • u mnie w pracy zawsze czwartki są najgorsze i najwięcej jest w nie roboty, dziś nie było czasu nawet do kibelka skoczyć, koszmarny dzień, ale jutro piątek i musi być lepiej:)

  • Każdy ma takie dni ( oby było ich jak najmniej) i chce żeby zleciały szybko a one sie wleką i wleką, mi wtedy przychdzi na myśl pewne powiedzenie "jakoś to będzie bo jeszcze tak nie było żeby jakoś nie było" autor Jaroslav Hašek :)

  • Każdy ma czasami takie dni które chce po prostu przetrwać. Oby było ich jak najmniej.

    • Żeby nie było że jestem skrajną pesymistką – u mnie to ostatnio tylko wyjątki. Generalnie nie mogę narzekać, ale jak już zdarzy się taki ciąg wydarzeń, to czasem po prostu dzień jest wyjęty z życia.

  • Ło matko nienawidze tych dni. Ale wtedy jeden usmiech od nienzajomego moze narobic wielkiej radochy i dzien bedzie choc troche lepszy;)

    • No właśnie – zwróciłaś uwagę na zakończenie :) Rzeczywiście ta pani na poczcie zawsze była strasznie skwaszona i niemiła, a jak w taki dzień się do mnie uśmiechnęła, to tak mnie zatkało, że stwierdziłam że jak ona może, to i ja też, tym bardziej!

  • dopisz sobie jeszcze jedno dziecko i drugie dziecko do tej scenki, albo czasem chore dziecko i drugie też chore dziecko… nie masz tak źle :) ja też nie mam, nie mam nawet czasu o tym myśleć. a uśmiech innej osoby? te bezzębne są najlepsze :P buźka, też się uśmiecham!! albo oczko puszczam, hahahah ;)

    • Wiem wiem, nie mam tak źle, ale dopiero uśmiech tej pani na poczcie sprawił że oprzytomniałam.
      Z dzieciakami nie ma lekko, na razie sobie wyobrażam, ale może za jakiś rok sama się dowiem i będziesz mogła powiedzieć: a nie mówiłam :D pozdrawiam :)

  • Miss Anik – doceniam Twoją kreatywność bo to i tak piętro wyżej od tych, co przeczytali pierwszy akapit i poszli ;)

  • Gdyby nie to, że jeżdżę do pracy samochodem pomyślałabym, że napisałaś o mnie…

    • Ciekawa jestem tylko czy tyle z nas by miało taki dzień gdyby była słoneczna pogoda.
      Jakoś ciężko wyobrazić sobie ten scenariusz w pełnym słońcu, nie?

    • Serio? :D Dziś jest w Trójmieście słoneczny dzień, zaskoczę Cię wieczorem mimo wszystko :D
      A jak nadal nie uwierzysz, zapraszam do korpo :D

    • Czekam na relację :)

    • Myśl na dziś: co się polepszy, to się popieprzy. A słońcu nic do tego :)

    • A taką miałam nadzieję na dozę optymizmu… ;)

  • Mam takie dni prawie codziennie, odkąd pamiętam. A dziś, pół godziny temu ogarnął mnie totalny szok, bo… Dzisiaj coś zrobiłam. I udało mi się wziąć w garść i w ogóle. To się nie zdarza! Tylko pisanie jeszcze mi nie wychodzi.

  • Króliczku, uszy do góry :) Nie jest tak źle! Przecież zawsze mogłabyś być w gorszej sytuacji ( nie będę zmyślać na poczekaniu, ale uwierz mi na słowo!)
    A ja mam taki nastrój jak myślę o maturze, nana matura to bzdura, nana taaaak… I zamiast siedzieć i czytać wpisy na blogspocie powinnam się uczyć na cztery sprawdziany. DO CHOLERY! ostatni piątek w LICEUM i już więcej piątków NIE BĘDZIE, a oni każą mi pisać CZTERY SPRAWDZIANY. Pierdole. Wybacz, ale serio- pierdole.

    • Ej, juz nie jest źle serio. Pani z poczty uratowała mi dzień.
      Ale Ciebie wyganiam z blogspota. Ostatni dzień, ostatni, dasz radę. A potem najdłuższe wakacje życia i te wszystkie bajery.

    • Szmery, bajery, wakacje, mam lepszy motywator. Ucz się, bo jak nie, to za rok czeka Cię to samo!

  • Jak fajnie się zgrałyśmy :D

  • Widzisz? Dobrze, że panie z poczty (niechętnie powiem, że nie wszystkie, żeby było poprawnie politycznie) to zołzy. Kiedy zamiast wygranej w totolotka spotka Cię to jeszcze rzadsze szczęście i pani z okienka się uśmiechnie oraz nie pierdolnie Ci pieczątką po paczce, to czujesz, że żyjesz!

  • oj, nie trzeba było usuwać :C

  • Ach, rzeczywiście bywają takie dni, oj bywają! Tylko się czeka aż się skończą… Ale to tak dobrze, że może zdarzyć się czasem drobiazg, który jakoś tę naszą uwagę odwróci od złych myśli i zamiast myśleć o czarnych chmurach zastanawiamy się "a czemu ta babka na poczcie taka miła?" ;D. Mi nastrój poprawiają zawsze małe kotki- mogą być nawet w internecie jak nie mam okazji na żywo- szczęście w każdym wymiarze ;D .

    • Jak dobrze że zauważyłaś ten element przełomowy w moim tekście bo większość skupiła się na ocieraniu łez, których już nie było;)

  • też mam czasami takie dni, dziś akurat nie tak bardzo, ale zdarzają się – często :P

  • Też dzisiaj miałam jakiś kijowy dzień… normalnie myślałam, że mnie praca wykończy, szczerze to mam ochotę rzygać pracą… Nie, nie chodzi o to, że jej nie lubię, bo lubię ( i jeszcze przyzwoicie płacą), ale dzisiaj nie był ten dzień i mi chyba hasło "tworzenie stron internetowych miasto X" wyjdzie chyba nosem i dostanę kurwicy, bo tyle razy je dzisiaj napisałam, że to aż chyba niemożliwe…. chociaż w sumie jak tak pomyślę to nie jest to najgorszy dzień mojego życia. Najgorszy był, kiedy musiałam napisać 200 opisów do sklepu internetowego… normalna… szkoda tylko, że to były opisy sztucznej trawy (tutaj walę głową o mur), każdy opis super kreatywny, unikatowy i na 1000 znaków… Wtedy to mnie kurwica wzięła :D
    Ale kij tam, to wszystko przez pogodę, ponoć jutro ma być lepiej :>

    • Napisałaś 200 w dzień? Dobra jesteś!
      Mój najgorszy, ale miesiąc był wtedy kiedy pisałam 500 na temat transformatorów. Pod koniec zlecenia pisałam już bajki ze słowem transformator w treści.
      Jak dobrze że jest ktoś, kto rozumie ten ból :D

  • Też mam takie dni, dziś na przykład mi nic nie wychodziło, zdjęcia masakra. Nawet drzemka po południu nic nie dała. :)

  • Króliczku, ostatnio miałam taki tydzień. Taki nawet ponad tydzień. Sama nie wiem, co się odmieniło, ale fajnie byłoby wiedzieć. Na przyszłość.

    A stojąc na poczcie prawie zawsze jestem w innym świecie. I nie to, że marzę sobie, czy uciekam myślami. Po prostu wyłączam mózg.

    Ogólnie to czekam na słońce, bez słońca nie funkcjonuję :-)

  • Psychologia uśmiechu :) Wystarczy jeden uśmiech żeby całe miasto się uśmiechnęło :)

  • Każdy miewa czasem takie dni, że właściwie lepiej by było, gdyby nie wychodził z łóżka. Przespać, zapomnieć, że był. Często sami to na siebie ściągamy marnym humorem, brakiem uśmiechu, pesymizmem… Ale po takim dniu zawsze nadchodzi ten piękny i od samego rana pełen sukcesów. Czego i Tobie życzę :)

  • Pięknie to napisałaś mimo, że nie był to optymistyczny tekst. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy to nie jest fragment książki, naprawdę tak to brzmiało.

    • Wow, komplement dnia. Od dziś piszę dla Ciebie!

    • Super, trzymam Cię za słowo i czekam na kolejne teksty. Nikt jeszcze nie pisał specjalnie dla mnie ;) Będę zaglądać regularnie.

  • kot

    Wiesz, że ja wczoraj miałam dokładnie odwrotnie?
    Cały dzień energia. Efektywność. Myślę sobie: "zadbam o siebie i kupię ten podkład". Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Cały dzień bez pieczywa. A potem poszłam na pocztę. (taka dumna z siebie, że tego nie odkładam)

    Na poczcie kobieta z córeczką. Nie wiadomo, która z nich głośniej próbuje zakomunikować swoją obecność światu. Próbuję wypisać druczek, a mała coraz donośniej artykułuje swój bunt. Jej matka robi wszystko, żebyśmy poczuli się z tym nieswojo: karci dziecko agresywnie, zgrywa ofiarę, mówi, że tu wszyscy pracują i że dziecko nam przeszkadza…

    Wychodzę. Myślę sobie, że mam wzdęcia od wpieprzania tych warzyw cały dzień.

  • Sama nie raz tak mam :)

  • Każdego dnia… ;)

  • Dobrze, że to tylko taki dzień. Ty wiesz, że wielu ludzi zachowuje się jak robot non stop? Puste spojrzenia, brak emocji, schemat praca-dom… i nawet uśmiech pani na poczcie ich z marazmu nie wytrąca ;)

    Jak tylko dzień, to dobrze. Każdy takie dni ma. Poza tym idzie wiosna, będzie lepiej :)

  • Też nieraz tak mam. W zł dni zwykłe środki się nie sprawdzają, a byle pierdoła potrafi przywrócić równowagę Kiedyś miałam wyjątkowo szewski dzień i humor poprawiła mi starsza pani, która mając gigantyczne zakupy, przepuściła mnie w kolejce do kasy ;). A mówią, że te wszystkie staruszki takie okropne…

    • Też raz trafiłam na taką dobrotliwą babcię :) Nie powiem, dziwi trochę, ale humor poprawia :)