PISAŁO W INTERNECIE, WIĘC TO MUSI BYĆ PRAWDA!

Dobrze to znacie: rozmawiacie z kimś na jakiś interesujący obie strony temat. Z rozmowy robi się dyskusja, z dyskusji wymiana zdań, z wymiany zdań – regularna sprzeczka. W ferworze słownej utarczki nie zwracacie uwagi nawet na to, że wasza wymowa zaczyna być coraz bardziej soczysta (przynajmniej dopóki kropla nie trafi kogoś w oko). Ty mówisz jedno, partner dialogu coś zupełnie innego. No właśnie, skąd on to wszystko wie – dociekasz. I tu, jakże często padają święte słowa – tak pisało w internecie!
Nie neguję całkowicie Internetu jako źródła wiedzy – może sobie nim być, o ile użytkownik umie oddzielać ziarno od plew i posiada dużo zdrowego rozsądku i wrodzonej nieufności. A to trudna sztuka. Z moich obserwacji wynika, że wiele osób traktuje internetowe doniesienia zbyt poważnie – stąd też pomysł na ten artykuł i obnażenie kilku prawd o sieci. Myślę, że mogę sobie na to pozwolić, bo od ponad trzech lat jestem po tej drugiej stronie monitora – po stronie osób tworzących treści w internecie, mających realny wpływ na kształt niektórych stron www – i nie mam tu na myśli wcale blogosfery. Czas więc na obnażenie kilku mitów na temat Internetu, w które, jak się okazuje, ciągle jeszcze wierzy duża część moich znajomych, a podejrzewam, że również część z Was.
internet nie jest dobrym źródłem wiedzy

 

@MIT 1 – Opinie na forach są bardziej obiektywne i godne zaufania niż reklamy i opisy producenta. Jeszcze coś o marketingu szeptanym – wspominałam Wam o nim już w poście o 10 typach komentarzy, za które powinno karać się chłostą. Wtedy odezwało się sporo głosów, które przyznały, że nic o tym nie wiedziały. Przybliżam więc jeszcze raz jego ideę – firmy dostrzegły ogromny potencjał jaki tkwi w rekomendacjach internetowych. Wiedzą, że mnóstwo ludzi przed podjęciem decyzji o jakimś zakupie lub skorzystaniu z usługi, najpierw poszuka w sieci opinii o produkcie lub firmie. Dlatego też na forach, pod artykułami na portalach, czy w komentarzach pod postami na blogach, pojawiają się wpisy wynajętych „pisarzy”, którzy szczerze polecają i sami wypróbowali mydełko, lek na hemoroidy, czy hotel nad morzem. W rzeczywistości treść takiego wpisu ma na celu tylko umieszczenie linka albo odesłanie czytelnika do konkretnego produktu, który wnoszony na piedestał. Jest też drugi cel – takie wypowiedzi mają zakamuflować prawdziwe, niepochlebne opinie, które nie rzucają się już tak w oczy wśród tylu pozytywnych…Po czym poznać marketing szeptany

? Najczęściej na forach takie wypowiedzi dodają użytkownicy z nowo założonymi kontami i jednym – kilkoma postami. Jeśli z jakiegoś powodu czyjaś wypowiedź budzi nasze wątpliwości, sprawdźmy dane o użytkowniku i jego inne wpisy. Może okazać się, że spamował tak już w innych wątkach, albo… jednocześnie reklamował kilka różnych produktów! Osoby uprawiające marketing szeptany czasami też kłócą się z tymi, którzy wytykają wady produktu, uświadamiając im, że np. źle z czegoś korzystali, albo że ich opinia z jakiegoś powodu nie powinna być brana pod uwagę – wszystkie chwyty dozwolone.Jednym z najgłupszych i najbardziej bezczelnych przykładów marketingu szeptanego jaki kiedyś widziałam, był nowy wątek założony na Wizażu, w którym dziewczyna najpierw przez dwa akapity swojej wypowiedzi opłakiwała śmierć ukochanego chłopaka, mówiła o tym, jak nie może sobie znaleźć miejsca po jego tragicznym wypadku, by zaraz dodać, jak dobrze sprawdziła się firma, która sprowadziła jego zwłoki z innego kraju – oczywiście podając dokładną nazwę tej firmy. Żenada i strzał w stopę – a wszystko przez zatrudnienie najtańszych dostępnych na rynku specjalistów od reklamy…

dlaczego ludzie kłamią w internecie

 

@MIT 2 – W miejscach dla ekspertów zawsze piszą eksperci. Znacie na pewno różne serwisy z poradami medycznymi, czy prawnymi. Oba rodzaje cieszą się w Polsce wielką popularnością – bo w naszym kraju, takim pięknym, funkcjonowanie służby zdrowia i przestrzeganie prawa przez pracodawców czy usługodawców, sprawia, że niemal każdy ma jakieś problemy z jednym lub drugim. Ludzie szukają więc porad, najlepiej za darmo, najlepiej jak najszybciej. Trafiają tym samym do Internetu, gdzie rozmaite serwisy wyciągają ku nim pomocne dłonie i udzielają odpowiedzi na wszelkie trudne pytania. Czy to w formie artykułów, czy bezpośrednich odpowiedzi ekspertów.No właśnie, czy na pewno ekspertów? Musicie być ostrożne. Nie każdy serwis, który kreuje się na specjalistyczny i ekspercki, zatrudnia do konsultacji lekarzy, prawników, notariuszy itd. Wiem, bo sama pisałam porady na temat zdrowia do paru pomniejszych serwisów, a przeglądając ogłoszenia o pracę z mojej branży regularnie widzę anonse: „redakcja zatrudni studentów prawa” itp. To może uświadomić Wam, jakie osoby czasem udają specjalistów w sieci.

Musicie wiedzieć, że nawet jeśli porad udziela lekarz medycyny Jan Nowak, a przy artykule jest jego zdjęcie, to często okazuje się, że nazwisko zostało dobrane tak, aby w Polsce występowało kilkunastu lekarzy nazywających się tak samo, a zdjęcie pobrane jest z baz zdjęć takich jak Istock czy inne. W rzeczywistości poradę pisze studentka albo wszechstronny copywriter. Oczywiście nie dzieje się tak we wszystkich przypadkach i nie zawsze copywriter czy student się myli, ale jednak uczulam Was, by nie ufać bezgranicznie internetowym specjalistom.
nie wierz wszystkiemu co przeczytasz w internecie, dlatego że obok cytatu jest zdjęcie


#FAKT 1 – Internet jest pełen błędów merytorycznych, ortograficznych itp.  Nawet na stronach wyglądających profesjonalnie, często nikt nie sprawdza tekstów oddawanych przez autorów. A podstawą bezbłędnych treści jest to, by zobaczyła je przynajmniej jeszcze jedna osoba poza autorem. Niestety, w praktyce wychodzi tak, że internetowe redakcje nie mają często na to czasu. Skoro nikt nie jest nieomylny, to nawet poważne artykuły zawierają literówki, błędy ortograficzne, lub co gorsza – merytoryczne –  różne przeinaczenia, mijanie się z prawdą, niezamierzone pomyłki. Biorąc pod uwagę, że ortografii i stylu pisania uczymy się najczęściej przez to, co czytamy, rzeczywistość wygląda tak, że masowo powielamy błędy, na które napatrzyliśmy się w sieci.
#FAKT 2Reklamy na stronach i blogach są w wielu miejscach nieoznaczone. To zjawisko znacie przede wszystkim z blogów, które dla mnóstwa osób są obecnie podstawą wiedzy np. o pielęgnacji, czy zdrowym stylu życia. Jeśli znana blogerka opisuje tam jakiś problem urodowy i poleca produkt, który go rozwiązał, wielu czytelników jest gotowych kupić go w ciemno. A tymczasem bywa, że cały wpis został stworzony tylko po to, żeby od niechcenia i niby naturalnie wpleść do niego pojawienie się tego właśnie kosmetyku. Rażą mnie takie nieoznaczone reklamy, w których przoduje kilka blogowych ‚guru’. A wystarczyłoby tylko napisać – wpis jest elementem współpracy z marką XY… Takie same rzeczy dzieją się na niektórych dużych portalach. Określenie ‚artykuł sponosorowany‚ pojawia się na nich dość rzadko.
#FAKT 3Artykuły nawet na wielkich i znanych portalach często piszą nieprofesjonalni stażyści. Jak w punkcie o ekspertach. Dla wielu portali sposobem na tanie i szybkie uzupełnienie stron w świeże treści jest zatrudnianie stażystów i praktykantów, którzy często nic nie zarabiają za swoją pracę, a to chcąc nie chcąc przekłada się na jej jakość. Czytaj: błędy, głupie, niefortunne porównania i generowanie mini-kryzysów wizerunku.
wikipedia robi nasze prace domowe od 2001
#FAKT 4 – Pamiętaj: Wikipedię możesz edytować nawet Ty, nie mając żadnej wiedzy. Wikipedia – doing our homeworks since 2001. Dla nowego pokolenia synonim encyklopedii i podstawowe źródło wiedzy. Dla starszego coraz częściej też. Oczywiście wśród twórców wikipediowych artykułów nie brak ekspertów, ale możliwość swobodnej edycji czy utworzenia nowego hasła kusi wiele osób. Zwłaszcza, że aby to zrobić, nie trzeba się nawet rejestrować. Nowe treści są kontrolowane min. przez zatrudnionych w Wikipedii pracowników, ale tych jest zbyt mało, a ich pensje opłacane są z corocznych dobrowolnych darowizn od internautów (nawet teraz chyba trwa taka zrzuta) – zatem czasami nie wystarcza i błędy w hasłach potrafią uchować się na długo. Żeby tylko błędy…Ciekawym przykładem z polskiej  Wikipedii było całkowicie zmyślone hasło Henryk Batuta. Można było przeczytać pod nim artykuł tłumaczący, że to od tej postaci pochodzi nazwa jednej z ulic w Warszawie. Ktoś stworzył życiorys rzekomego komunisty, który tak naprawdę wcale nie istniał, tymczasem nazwa ulicy oznacza jedynie przedmiot – batutę używaną przez dyrygentów. Kogoś bardzo poniosła fantazja, ale taki artykuł widniał na Wikipedii przez ponad rok.

 

internet nie jest dobrym źródłem wiedzy
Ten post w zasadzie mógłby mieć podtytuł everybody lies. Skąd więc czerpać wiedzę, skoro na każdym kroku chcą nas oszukać, ogłupić, wprowadzić w maliny? Ja stosuję się do kilku zasad, jeśli naprawdę zależy mi na tym, żeby znać prawdę:
– szukam potwierdzenia w naukowych badaniach lub publikacjach, i nie poprzestaję na jednym źródle;
– jeśli chodzi o rekomendacje produktów lub usług – pytam najpierw znajomych, potem przechodzę na zaufane blogi, a kiedy muszę szukać na tych nieznanych, uważnie przyglądam się autorowi i oceniam co sobą reprezentuje;
– dzielę wszystko na dwa i analizuję, analizuję, analizuję…Ot, tyle, i aż tyle. Gratuluję dotarcia na koniec Internetu.

* – wiem, że nie mówi się „pisało”, ale takie słownictwo moim zdaniem pasuje do osób, które w ten sposób argumentują swoje racje.
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Ostatnio miałam w rękach książkę 'Koniec epoki kredy' i tam właśnie było o Wikipedii i o tym, że w szkole nikt nie uczy dzieci obsługi Google czy Wikipedii. Z pozoru może się wydawać głupie, ale pewnie większość dzieci nie ma świadomości, że każdy możę tworzyć Wikipedię, a one czerpią z niej wiedze.

    • Dzieci i nastolatki w ostatnim czasie często nie potrafią odrobić pracy domowej bez pomocy internetu… Mój kolega ma siostrę, która przystępując do odrabiania lekcji wpisywała słowo w słowo całe pytanie lub temat wypracowania i oczekiwała gotowego rozwiązania. Najgorsze jest to, że często znajdowała takie gotowce, i nic z tego wszystkiego nie wiedziała.

  • Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, żebym ja lub moi znajomi prowadzili kłótnię, w której padłyby słowa podobne do "Bo tak było napisane w Internecie". Raczej chyba wszyscy są świadomi, że to, co podaje nam internet trzeba przemielić kilkanaście razy. Jesli chodzi o mity – na szczęście też jestem ich świadoma (nawiasem mówiąc, czy mit nr 3 nie powinien brzmieć "W miejscach dla ekspertów zawsze piszą eksperci"? Zamiast "nie zawsze"? Przynajmniej ja zrozumiałam to tak, że na portalach eksperckich nie zawsze wypowiadają się eksperci z danej dziedziny).
    Fakty na szczęście też "znam":)

    • Oj ja niestety znam dużo osób, które poważnie traktują tych wszystkich ekspertów, ale też to co piszą blogerki, co czytają w artykułach pod logo wp, czy onetu – bo taki moloch miałby się mylić?

      I dzięki, już poprawione, wpadłam w swoją pułapkę ;)

    • Nie chcę tu w żaden sposób oceniać tych ludzi, ale kurde… Jak można być tak totalnie nieświadomym?

      O, czyli jednak miałam rację :) Nie ma za co :)

    • Można, można… niektórzy ludzie czasem sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli że żyją, a co dopiero żeby orientować się co się wokół dzieje ;)

  • Święta prawda… znam takich ludzi, którzy ślepo wierzą tym wszystkim stekom bzdur wypisywanych w internecie :-/

    • Kończy się pokolenie które wierzyło 'telewizorowi', teraz mamy to, które całą wiedzę czerpie z internetu…

  • Nie powiem ile razy przechodziłam na 15 stronę Google bo szukałam czegoś wartosciowego, czego nie byłon na 1 stronie..

    • Znam ten ból doskonale. Zwłaszcza jeśli szuka się czegoś z jakiegoś niszowego czy niepopularnego tematu. Choć i w tych popularnych jest problem z przebiciem się przez reklamy.

  • Najbardziej nie lubię jak kogoś coś tam zaboli i zaraz zasiada przed monitorem i szuka medycznej przyczyny… oczywiście zawsze diagnoza jest jak najgorsza np. to na pewno rak. I później panika itd. Bez sensu, nigdy tego nie zrozumiem. ;)

    • Znam to, bo… sama tak robiłam. Ale masz rację, tą drogą prędzej czy później dochodzi się do wniosku że to rak, choć zaczynało się od objawów przeziębienia ;)

    • Albo czytanie forów z "działaniami niepożądanymi leku". To naprawdę bardzo, bardzo skutecznie zniechęca do brania leku, pomimo zdrowego rozsądku :D.

    • Tak, a używanie każdego leku koniec końców też zawsze prowadzi do zawału, udaru albo nie wiem czego jeszcze ;)

  • W sumie to jestem z siebie dumna, bo o większości wiedziałam. A raczej o wszystkim prócz tej batuty :D
    Aczkolwiek wolę patrzeć na te jaśniejsze strony- za darmo kopalnia wiedzy i nieograniczony dostęp źródeł z całego świata. A nie tylko: wszędzie kłamstwa ;) Oczywiście, zachowując zdrowy rozsądek!

    • Ja w sumie większość pracy magisterskiej napisałam w oparciu o artykuły naukowe dostępne online. Ale ile się naszukałam, żeby do nich dotrzeć, to moje ;)

  • No to obnażyłaś trochę świat, z którego pochodzę. Piona! Dziennikarstwo (nie tylko internetowe) od wielu lat jest dziennikarstwem tanim, półdarmowym, stażowym, studenckim, słabym. A ludziom faktycznie się wydaje, że jak coś napisano lub powiedziano w "poważnym medium", na pewno jest to prawdziwe. Dr House miał rację ;) everybody lies, po prostu niektórzy robią to niechcący :D.

    • Ech, no niestety, mało kto potrafi porządnie wycenić (i docenić) wartość słowa pisanego.
      "Niektórzy robią to niechcący" – heh, idealnie podsumowane.
      Ja tam uważam, że jakbym odpowiednio zarabiała, to bym nie robiła żadnych błędów ;)

  • Zgadzam się ze wszystkim, zresztą mam z wieloma sprawami do czynienia codziennie ;) Dla mnie to prawdy oczywiste, ale wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy.

  • oj ja już dawno "zerwałam" z Wikipedią… przecież to może edytować KAŻDY. jakiś nauczyciel da zadanie domowe, domyśli się ze wszyscy tam zajrzą i sam, w swojej złośliwości, będzie edytować dany tekst, co by wyłapać tych, co idą na "łatwiznę" :/
    bardzo przydatny post, niby o wszystkim ma się świadomość, a jednak faktycznie dla mnie wciąż pierwsza strona wyświetlona przez Google to nadal ta najlepsza – a guzik prawda..
    No cóż, chyba czas przerzucić się na czytanie książek i spędzanie czasu w bibliotece- bo internet się tylko przegląda :)

    • Mówisz o ciekawej sytuacji, w sumie ja nie wpadłabym na to, że nauczyciele mogą być tacy wredni, ale to rzeczywiście sprytny sposób na sprawdzenie jak uczniowie odrabiają prace domowe. Jak ja byłam w podstawówce to niektórzy wypracowania przepisywali ze specjalnych ściąg i opracowań w wersji papierowej, a że było ich na rynku tylko kilka, to co mądrzejsi nauczyciele np. j.polskiego sobie takie kupowali, wiedzieli co tam jest, a potem zdziwionym uczniom wystawiali pały za takie piękne i dopracowane wypracowania :)

  • Mimo, że większości informacji byłam świadoma, brawo za zebranie ich w jednym miejscu i opisanie w porządny sposób. Internet to w dużej mierze bagno do którego każdy może wrzucić co tylko chce. Ja sama nieraz szukałam informacji na stronach internetowych, ileż razy zdarzyło mi się trafić na kompletnie sprzeczne opinie "ekspertów" – okropnie to irytujące, jak pisałaś pozostaje tylko grzebać i sprawdzać ile wlezie. O ile czasem zdarza mi się trafić na Wikipedię gdy sprawdzam jakieś mniej istotne hasło (często dyskografię zespołów itd), nigdy nie traktowałabym jej jako wiarygodnego źródła wiedzy :) Pozdrawiam !

    • Też najczęściej szukam w Wikipedii tematów muzycznych, jak w tej kwestii zostanę wprowadzona w błąd, to nic się nie stanie :)

    • Anonimowy

      zgadzam sie z tym co piszesz ale niestety nawet ksiazki naukowe podaja czesto rozne informacje np te dotyczace kwestii zdrowotnych, badz skutkow czegos, efektow itp cos co moze byc subiektywne i rozne w zaleznosci od miejsca/sposobu edukacji, miejsca zamieszkania itp. wielokrotnie sie juz z tym spotkalam i prawde mowiac odechcialo mi sie siegac po ksiazki skoro z nich tez musze przesiewac informacje. nawet ksiazki historyczne moga podawac sprzeczne informacje bo jakis naukowiec dotarl do innych zrodel i juz zmienia od dawna znana historie. takze z ksiazkami tez nie jest tak, ze przedstawiaja prawde absolutna i jedyna. zawsze gdy komus cos mowie i wiem, ze wyczytalam to w internecie to moja wypowiedz poprzedza slowo: podobno :) jesli zas w ksiazce to: czytalam to w ksiazce x, autora y :) na blogach niestety mozna naczytac sie najwiekszej ilosci bzdur a to o magicznych mocach kosmetykow, ktore z fizyczno biologicznego punktu widzenia sa nieralne, jak np takie "regenerowanie włosów", jak mozna zregenerowac cos co jest martwym tworem naszej skory?:D niech te osoby spobuja zregenerowac sobie zlamany paznokiec ;) on tez jest martwym tworem skory ;)

  • I te modelki z poprzyklejanymi rzęsami w reklamach tuszów, z perukami w reklamach odżywek masakra, ja najczęściej spotykam się z: "to jest zdrowe, bez konserwantów" dlaczego? bo tak im napisał producent na opakowaniu. A w składzie cała tablica Mendelejewa… Nieświadomość ludzi mnie czasem przeraża Świetny post :) Pozdrawiam :)

  • Anonimowy

    Króliczku, twój artykuł to takie krótkie wprowadzenie dla użytkownika Internetu. Niby jest to oczywiste, ale zdrowy krytycyzm przesłaniają emocje głównie dzięki temu, że internet jest tak wszechstronny jeśli chodzi o sposób podawania treści. Raz widzimy słodkiego kotka a innym razem dochodzi do nas informacja ( do mnie na fejsie) o szpikowanym gwoździami mięsie rozrzuconym dla bezdomnych zwierząt w parku przez jakiegoś sadystę. Ale nie wiadomo w jakim parku, w jakim mieście i czy jakieś zwierzęta ucierpiały. Nikt sobie nie zadaje pytania o szczegóły, chodzi o emocję – jacy to ludzie potrafią być straszni – takie były komentarze pod postem.

    • Trafna uwaga. Wiele już było takich internetowych sensacji, które pobudzały czytelników do linczowania różnych zjawisk czy osób, a tymczasem okazywało się że wszystko zostało przedstawione tendencyjnie, wyrwane z kontekstu i chodziło o to tylko, by wzburzyć publikę… rzadko kto zadaje sobie dodatkowe pytania.
      Czasami sama też się łapię na tym, że zbyt szybko oceniam sytuację…

  • do wszystkiego trzeba podejść z głową, zwłaszcza do treści zamieszczanych w sieci :)

  • Czesc:) chciałam zapytać czy dostałaś ode mnie maila bo wysyłałam go z telefonu a wiem ze ostatnio jak pisałam do koleżanki to on nie doszedł :D

  • Anonimowy

    Wydaje mi się, że każdy, kto jest "ogarnięty w internetach" potrafi selekcjonować informacje znalezione w internecie. Tak samo jak każde inne źródło wiedzy internet jest narażony na kłamstwa, manipulacje, lub nawet nieświadome przekłamania. Ale tak samo jak w przypadku innych mediów użytkownicy dzielą strony/autorów na wiarygodnych, mniej wiarygodnych i niewiarygodnych. Mam tu na myśli, że np. osoba czytająca gazety nie będzie wierzyła we wszystko, co przeczyta w „fakcie” tak samo osoba surfująca po internecie nie będzie wierzyła we wszystko, co przeczyta na „onecie” czy „wp”. Osobiście uważam, że internet jest aktualnie najlepszym narzędziem do szukania informacji, ponieważ pozwala w kilka sekund dotrzeć do interesującej nas rzeczy (w przypadku innych mediów musielibyśmy przebrnąć przez tony niepotrzebnego stuffu) i co więcej możemy skonfrontować tę treść z innymi zamieszczonymi na innych stronach i zdecydować którą uznamy za bardziej rzetelną i wiarygodną. Poza tym w internecie mamy często możliwość komentowania treści np. w celu poinformowania innych, że to co czytają/oglądają jest kłamstwem i w drugą stronę możemy zobaczyć co inni internauci o tym sądzą. Kolejną zaletą jest to, że w internecie (zazwyczaj na forach) można zaczerpnąć porady od kogoś, kto jest prawdziwym autorytetem w jakiejś określonej dziedzinie (sam miałem okazje poznać pewną osobę, która w pewnym ścisłym kręgu jest uważana za jeden z największych autorytetów). Tak więc reasumując internet jest lata świetlne przed "tradycyjnymi" mediami. Telewizje, radia i gazety też często kłamią, pomijają fakty, są stronnicze. I moim zdaniem to jest prawdziwy problem. Ludzie, gdy zobaczą coś w telewizji (w przeciwieństwie do internetu) nawet nie próbują weryfikować informacji, tylko ślepo łykają to, czym telewizja ich karmi. No i w telewizji oglądamy cały ten bullshit, który dają, zamiast oglądać te informacje, które nas aktualnie interesują. Niestety wciąż to telewizja "kształtuje rzeczywistość", ale mam nadzieje, że niedługo to się zmieni.

    A tak offtopem Króliczku dlaczego tak wielu punktów z listy „do it before i die” jest niezrobionych mimo iż można je zrobić od ręki (np. oddanie krwi. Nie jest to czasochłonne, bolesne, do tego jeszcze dostajesz zwolnienie za dzień donacji i czekoladę ;). No i oczywiście niesamowitą satysfakcję płynącą z pomocy innym. Sam jestem dawcą i to naprawdę super sprawa. Jak raz spróbujesz to pewnie będziesz chodzić regularnie. Albo np. podarowanie komuś prezentu…). Gdybym ja tworzył taką listę to zapewne szybko bym zrealizował te najprostsze, żeby mieć potem czas na te „wymagające”.

    Pozdrawiam.

    • Jesteś przykładem osoby 'ogarniętej' w internetach, ale tak jak wspominałam, znam wielu ludzi, którzy są bezkrytyczni wobec tych treści. Niby mówię o oczywistych rzeczach (hi, i'm cpt. obvious), ale czułam że właśnie muszę napisać ten tekst – może trafi choć do jednej osoby do której am trafić:)
      Sama też znalazłam wiele wartościowych informacji w sieci, do których nie dotarłabym inną drogą, ale też wiele razy net wprowadzał mnie w błąd.

      Co do listy – obawiam się że do niedawna moja krew nie należała do zbyt wartościowych, ale teraz moje zdrowie się poprawia więc może to i pora na udanie się do punktu :) Kilka innych, bardziej złożonych rzeczy z listy jest w trakcie realizacji, jedną właśnie przypomniałeś mi że muszę wykreślić, a za drobiazgi zabieram się jak mnie najdzie na konkretny ochota :)

      Pozdrawiam i dzięki za obszerny komentarz :)

  • Najlepszy przykład jest z wikipedią – zdarza się, że wykładowcy na studiach mówią "zobaczcie sobie w wikipedii" :D

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -