Nie kupuj „Lekcji Madame Chic”. Streszczę Ci je w trzech punktach.

No, może w pięciu.
Przyznaję się bez bicia – jestem ofiarą blogerskiego szału na tę książkę. Z początku ten poradnik, do którego popularności przyczyniła się w dużej mierze Kasia Tusk (czyniąca życie łatwiejszym) wydawał mi się pretensjonalną lekturą dla grzecznych panienek. Lekcje Madame Chic – Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu – nie wiem jak u Was, ale u mnie ten tytuł powoduje mimowolny grymas twarzy. To tak, jakby ktoś wziął opowieść o Kopciuszku i przepisał ją w formie punktów.
Jednak kiedy po wyprawie do Paryża na własne oczy zobaczyłam, o co chodzi z tym urokiem i czarem tamtejszych kobiet, zaczęłam się zastanawiać, czy nie przydałaby mi się lekka inspiracja ich stylem (co mogłoby uratować mnie od takich sytuacji, jakie przed chwilą opisałam w statusie na Facebooku). W tym samym czasie co i rusz trafiałam na jakieś recenzje „Lekcji”, gdzie całkiem inteligentne – jak mniemam – dziewczyny nie szczędziły książce ochów i achów (choć odpowiedniejsze w to miejsce byłyby okrzyki: oh la la!). Przed świętami otworzyłam się na promocje w księgarniach internetowych i tak padło min. na ten tytuł.
I… cóż. Jeśli czytasz nieco szybciej od przeciętnego gimnazjalisty, książkę połkniesz w dwa wieczory. U mnie zajęło to trzy, bo wyjątkowo nie spieszyło mi się do czytania kolejnych rozdziałów. W zasadzie robiłam to ćwicząc przy okazji rowerek albo wymachy nogami na boku.
„Lekcje” składają się z trzech części, odpowiadających kolejnym aspektom bycia ‚chic’, takim jak: dieta i aktywność fizyczna / styl i uroda / jak żyć z klasą. Jeśli jesteście blogerkami, lub tak jak ja obserwujecie kilkaset blogów, treść pierwszej części znajdziecie na blogach o zdrowiu i byciu fit, drugiej – na blogach kosmetycznych i o organizacji, trzeciej – na blogach lifestylowych. Autorka na pewno nie wyjawia nam żadnego sekretu, ani nie mówi niczego odkrywczego. W zasadzie są to same ogólniki, z jakich dobrze zdaje sobie sprawę przeciętna, dbająca o siebie kobieta.
I tak np. w pierwszej części poznajemy takie życiowe mądrości, jak to, że ‚podjadanie nie jest chic’, a chodzenie po schodach wyrzeźbi nam łydki. Druga mogłaby wydać się Wam szczególnie zabawna, bo autorka daje odkrywcze rady na temat makijażu, zwanego le no make-up (wymawiając to aż mam ochotę zakręcić wąsa i poprawić okular na oku), albo poleca szczoteczkę Clarisonic. Jej porady na temat garderoby można zaś sprowadzić do tego, że szafa kobiety powinna ograniczać się do dziesięciu głównych ciuchów, dobrze dopasowanych do sylwetki i karnacji…
fragment książki lekcje madame chic
W trzeciej części mamy czysty lifestyle (nie wiem jak by to rzec po francusku). Są więc porady takie jak ‚zakładaj swoją najlepszą bluzkę nawet do dentysty, nie wiesz kogo tam spotkasz’, albo coś w stylu ‚bądź tajemnicza i uśmiechaj się jak Mona Liza, rozmawiając półsłówkami’…  poza tym: nawiąż kontakt ze sztuką, wydawaj przyjęcia, ciesz się z małych rzeczy, nie oszczędzaj porcelanowego serwisu do kawy, nie kupuj za dużo przedmiotów, odkładaj rzeczy na swoje miejsce… Ojeju.
To wszystko, to wszystko… już było! Banał goni banał. Gdyby jeszcze uzupełniało go więcej zabawnych anegdot z historii pobytu autorki u rodziny Chic – ale niestety. Do tego te irytujące podsumowania na końcu każdego rozdziału (jak na zdjęciu powyżej). Wygląda to tak, jakby autorka uważała czytelnika za ułomnego, któremu musi tłuc swoje proste przesłanie do głowy po kilka razy, powtarzając je jeszcze prostszymi słowami i krótszymi zdaniami, aż może w końcu dotrze…
Oszczędźcie sobie kupna tej książki i te trzydzieści-parę złotych wydajcie na coś łatwiej strawnego – na przykład zapas warzyw. No chyba, że chcecie obdarować jakąś nastolatkę, która obecnie przeżywa fascynację ‚byciem damą’ – ona być może dowie się z tego poradnika czegoś nowego. Wy – nie sądzę.
Te wpisy również mogą Cię zainteresować
  • Niestety wszystkie książki tego typu są o podobnych treściach i niczym się od siebie nie różnią. 'Złote rady' na które wpadłybyśmy same…

    • Znam jeden(!) poradnik który rzeczywiście wywołał u mnie zmiany. Jest o bałaganie w życiu. Mam w planach o nim jeszcze napisać.

    • Dokładnie!
      Podobnie zawiodłam się na ' Paryskim Szyku' Ines de la Fressange, choc on ma jeszcze dodatek o sklepach w Paryżu i wnętrzach. Fajnie mieć 'na półce', ale bez szału jeśli chodzi o porady.

    • Też widziałam jego recenzje, często w zestawieniu właśnie z tą książką. To dobrze, że tamtego nie kupiłam, bo jest jeszcze droższy.

  • Kurka, nie jestem chic :P ale wybieram podjadanie :D

  • Śmieszą mnie takie książeczki :P

  • Wydaje mi się jednak, że dużo kobiet mimo wszystko nie zdaje sob sprawy z tych banałów :P

    • Myślę że blogerki akurat nie są pod tym względem takie ostatnie;) a to wśród nich panował taki duży szał na tą książkę :)

  • Faktycznie jakiś czas kusiło mnie jej kupno, ale cieszę się, że zdrowy rozsądek wygrał. Damą tak czy siak nie będę bo uwielbiam moje trepy, sportowe kurtki i wyprawy w góry. A wzmianka o szczoteczce do czyszczenia twarzy? Nawet zabawna…chociaż w sumie? Coś za 600 zł musi być Chic!

    • Podejrzewam że można znaleźć taki sposób chodzenia po górach, który byłby bardziej chic ;)

  • Ha, najbardziej bawi mnie to, że jestem naprawdę zapalona do czytania.. i.. nigdy o tym gównie nie słyszałam ! Prawdę mówiąc niczym tak nie gardzę, jak ksiązkami w formie poradników. Kominka kupiłam dla beki, bo byłam ciekawa jak się sprawdzi w roli pisarza i czy może jednak, coś skorzystam z jego " porad". Takiej głupoty nie kupiłabym nawet za pięćdziesiąt groszy ,ale tak , zgadzam sie z poprzedniczką. Kobiety lubią czytać takie bzdury. Weźmy w rękę przeciętną Pani Domu , Poradnik czy Naj – od zarania dziejów te same tematy , według mnie bomba, której nie może zabraknąć w żadnej gazetce o żadnej porze roku " jak zrobić manicure " i " jak regulować brwi". Cholera, te ołówki niedługo wyrosną mi między kącikami oczu.. .

    • Przepastna jest blogosfera i można pominąć pewne hity ;)
      Rzeczywiście niektóre kobiety co roku czytają te same porady w gazetach – jak idzie lato, to jak pielęgnować stopy, jak idzie zima – to propozycje czapek, losowo w ciągu roku o zaletach małej czarnej, byciu bardziej kobiecą i właśnie elegancką, tfu, szykowną :) ta książka to kilka takich gazetek zebranych w jedną.

  • alez wielkie litery :D plus niezbyt obfite rozmiary –> mniemam że jakbym chciała to jeden wieczór i po problemie by było :D
    do tej pory nie słyszałam o tych LEKCJACH i dalej wole żyć bez nich :D takie pseudoporadniki omijam jak kot wanne z wodą :D

  • mnie najbardziej kusi poradnik perfekcyjnej Pani domu:D na inne ksiązki raczej nie zwracam uwagi:D

    • Ja Ci streszczę jak być perfekcyjną panią domu – zrób kilka operacji plastycznych, potem pouczaj innych sprzątając im domy w pełnym makijażu i wykrochmalonej bluzce, ale za to gumowych rękawiczkach, jednocześnie nie dbając o sprawy własnego związku… ups, wyszło okrutnie, ale chyba taka prawda o tej pani;)

  • Co za bzdury :D Już po tej jednej stronie podsumowania można zauważyć, że to same banały powtarzające się na setkach blogów i wszystkich kobiecych czasopismach. Och, idę, mam mdłości…

  • chyba nie podążam ślepo za modą w blogosferze bo mnie ominął ten książkowy szał :)

  • Hmm, ktoś chciał dobrze pokazując dziewczynom drogę do bycia zadowolonej z samej siebie, tworząc ze zwykłej dziewczyny z sąsiedztwa damę ą ę, która pije kafuczi w porcelanowej filiżance (ja osobiście wolę ulubiony kubek z kotami;-)). Takie poradniki trzeba czytać z dystansem traktując je czasami jak kabaretowy skecz, nie mniej jednak my kobiety lubimy takie "babskie pitolenie";-).
    Ale teraz wiedząc jaka jest cena poradnika nie kupiłabym…

    • Ale tu jest za dużo tego pitolenia:/
      aż mi się przypomina fragment filmu Dzień Świra z kobietami trajkotającymi w pociągu ;)

    • Ja mam Kondrata w głowie, za każdym razem kiedy jeżdżę komunikacją;-)
      Z poradników cenię sobie dlaczego mężczyźni kochają zołzy, dla mnie taka mała rewolucja w myśleniu i postępowaniu;-)

    • O ten też się otarłam. U mnie w życiu trochę się nie sprawdził ale zgodzę się, że niektórym kobietom mógłby przemówić do rozsądku, o ile by sobie na to pozwoliły:) Z poradnikami chyba jest ten problem, że albo trafiają one do osób, którym nie są za bardzo potrzebne, albo do takich które wewnętrznie nie chcą żadnych zmian.

  • Przeglądałam ją w księgarni i właśnie takie miałam odczucie: banał.

    • Szkoda że ja nie miałam jej okazji przejrzeć tylko kupiłam w ciemno wierząc opiniom na blogach. Ile razy sobie mówiłam – nie słuchaj tych bab… :P

  • jakimś cudem w ogóle nie wiedziałam, że jest szał na tę książkę (pierwszy raz przeczytałam o niej w tym poście), ale też nie rozumiem kto z dostępem do internetu w ogóle by chciał po coś takiego sięgnąć…

    • Nawet nie z dostępem do internetu, ale zwykłych babskich gazet – bo żadnej rewolucji która wykraczałaby poza ich zakres, tam nie ma.
      No widzisz, są naiwne jak ja, co czasem się skuszą na taką głupotę w ciemno ;)

  • Przyznam, że też nie wiedziałam, że jest jakieś wow w kierunku tej książki. W każdym bądź razie Twoja recenzja – jest drugą jaką dziś znalazłam z goła inną od poprzedniej. Tamta opowiadała jak to Chic otworzył oczy na pewne rzeczy i "zmusił" do wprowadzenia kilku dodatkowych punktów do listy postanowień noworocznych. Cieszę się, że trafiłam do Ciebie – przynajmniej zaoszczędzę parę groszy na zbędnej makulaturze … choć z ciekawości rzuciła bym okiem i na własnej skórze sprawdziła o co to wielkie halo jest … może w sieci gdzieś znajdę :)

    • Nie no, może ktoś zacznie sprzątać w szafie po tej lekturze i wyrzucać niezbyt ładne/rozciągnięte rzeczy, ale ja akurat takie porządki robię średnio co dwa miesiące. Nie sądzę na pewno żeby rady odnośnie makijażu na coś się przydały, bo to wie prawie każdy – ograniczyć liczbę kosmetyków, nie przesadzaj, itp. A otaczanie się małą ilością przedmiotów wysokiej jakości – to też dość popularna porada. Naprawdę nie ma tu nic, o czym by już nie trąbiono w sieci/gazetach.

    • co do pielęgnacji i malowania mam swoje rytuały, latami wypracowane :), w szafie sprzątam jak się nabałagani średnio raz na 2,3 miesiące. Otaczam się rzeczami na które mnie stać i pasują do mojego "disajnu" czy też gustu. Do ograniczenia kosmetyków – do tego wniosku doszłam sama rok a właściwie 1.5 temu jak podczas sprzątania wyrzucałam nowe, prawie nie używane lub nie używane w ogóle opakowania kosmetyków bo się przeterminowały … utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze, że wow na Madame Chic mnie ominęło

  • O dobrze, że napisałaś, nie wiedziałam nawet, że był na nią blogowy szał i myślałam nad tym, żeby sobie ją kupić. To chyba rzeczywiście strata kasy!

    • Oj, lepiej wydać to na co innego. Są wyprzedaże, jakiś fajny t-shirt można za to kupić ;)

  • He, he, he… Czekałam na to, aż ktoś odkryje prawdziwe oblicze tej książki i będę mogła wreszcie przeczytać o tej książce coś negatywnego… Co prawda nie czytałam tej książki, więc w ogóle nie powinnam się na jej temat zapewne wypowiadać, ale już to, co pokazuje Panna Tuskówna powinno chyba wprawić nas w podejrzenie… W końcu Kasia Tusk to pierwsza dama elegancji ;) Teoretycznie nic do niej nie mam. TEORETYCZNIE. Ale nie o Tusk miała być mowa… Szczerze mówiąc zastanawiałam się co też taka książka może nowego wnieść. No i odpowiedziałaś mi pięknie na te pytania! Moja intuicja, żeby omijać tę książkę szerokim łukiem jednak nie była zawodna ;)

  • Chyba za mało blogów przeglądam, bo nie słyszałam o tej książce ANI RAZU – i dobrze :D nie mam czasu na naukę, a co dopiero, żeby poradnikami sobie czas zajmować ! :P

    A tak w ogóle – czy my, kobiety, potrzebujemy jakiejś 'CHIC' co by nam mówiła, co wolno, a czego nie, żeby być takim, a nie innym? Do diaska! Ludzie, zacznijcie być sobą. Po co robić z siebie kogoś innego na siłę. Większej sztuczności nie ma. A potem chodzą takie oh ah i 'NATURALNA PIĘKNOŚĆ'

    • Szczerze mówiąć liczyłam na to, że w tej książce znajdę jakieś konkretne porady na temat sposobu ubierania się Francuzek, który rzeczywiście jest przemyślany i imponujący. Ale nic sensownego, nowego nie znalazłam. Same ogólniki. Chyba wybiorę się po prostu do stylistki kiedyś, tak jak mam w planach ;)

    • A może lepiej bądź sobą, noś to, co uważasz za fajne i nie przejmuj się ? :) czytałam twój wpis na fanpage'u i powiem Ci szczerze, ze też nie raz tak mam, a przecież kupuję w sklepach, gdzie ubierają się tylko nastolatki. Wiec wiem jak to jest, gdy starsza pani ma taki sam jak ty płaszcz ( a jaki to wstyd kiedy idzie się ze znajomymi!!) albo inne tego typu rzeczy :))
      No chyba, że wyjątkowo nie wiesz jak się nosić itp, a bardzo byś chciała wyglądać 'inaczej', w takim przypadku śmiało! Ale napisz też recenzję z takiego spotkania ze stylistką! :D bo jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda :))
      P.S. I tak mimo wszystko, moim skromnym zdaniem, gust masz dobry – wystarczy spojrzeć, chociażby na twoją kreację sylwestrową :))

    • Hej, to nie jest tak że mam jakieś kompleksy na punkcie swojego ubioru, ale chciałabym coś zmienić bo na co dzień ubieram się bardzo zwyczajnie i raczej bez pomysłu. Chciałabym trochę ciekawiej zestawiać ze sobą codzienne ubrania i mądrzej je wybierać podczas zakupów :)

    • no to może warto spróbować :D ale pamiętaj o tym napisać!! :D będę jedną z pierwszych, która taki post skomentuje :DD

    • Taka wizyta u stylistki czy personal shoppera to niezły wydatek, ALE to też inwestycja na spory kawałek życia, więc jak odłożę jakąś kwotę to się wybiorę i na pewno napiszę o tym na blogu ;)

  • Widziałam ją już kilka razy na blogach, ale nawet przez moment nie pomyślałam, żeby sobie kupić.

  • No z tego co pokazałaś to naprawdę ręce opadają – "poszukaj najlepszych kosmetyków na jakie Cię stać". Czyli jakie? Ja tam nigdy z góry nie wiem co będzie dla mnie najlepsze:P Ja się tak zawiodłam ostatnio na Pyszne 25. Miały być ciekawe przepisy do 25 zł, a jest masa przekąsek i dań tak banalnych, że nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Albo jestem zbyt zaawansowana kulinarnie, zbyt wymagająca, albo ta książka jest dla osób, które dopiero zaczynają gotować :D Ot taka dygresja :)

    • A ja w Pyszne 25 znalazłam parę fajnych przepisów które wykorzystuję regularnie, książkę dostałam w prezencie i bardzo przypadła mi do gustu. No na pewno nie jest książka dla "kulinarnie zaawansowanych" no ale ja się do takich nie zaliczam :)

    • To z kolei ja nie słyszałam kompletnie o tej książce :)

  • Au, przeczytanie tej jednej, jedynej strony boli.

    Właśnie słucham Mozarta, jestem chic!

  • Toż to finezja rodem z Cosmo :)

  • haha, też widziałam ten szał na blogach, ale jakoś się nie skusiłam ;) Generalnie większość zachwalanych poradników i kalendarzy (3 dychy za byle notes z tekstem na każdy dzień w stylu "uwierz w siebie-tylko ty możesz spełnić swoje sny!") to wyciąganie kasy od naiwnych. Mam niekiedy wrażenie, że niektórym czytanie takich "Lekcji… " razem z eleganckim popijaniem cafe latte i woskiem z YC gdzieś w tle, w stylowym skandynawskim wnętrzu dodaje +10 punktów do samooceny. A nawet +20, jeśli zdjęcia z tego wydarzenia trafią na bloga :D

    • Ha! i to jest sedno sprawy :) koniecznie potem takie książki trzeba ustawić jedna na drugiej na białym stole w towarzystwie lansiarskiej filiżanki z jedynym słusznym napojem. No, ewentualnie można to czytać podczas wizyty w Starbucksie ;)

    • Kalendarz Ci się jeszcze przynajmniej do czegoś przyda, ale taki poradnik? Strata pieniędzy.

    • Ale już lepsze są chyba takie kalendarze które mają dużo wolnego miejsca zamiast gotowych mądrości wpisanych pod każdym dniem. Ta pusta przestrzeń inspiruje do jej zapełnienia, a jak dostaje się coś już wypełnionego i podanego na tacy, to co zostaje?

  • Większość kobiet lubi takie porady, bez względu na wiek czy cokolwiek innego. Czytają od najmłodszych rad Bravo Girl, później przenoszą się na Joya i Cosmopolitana, a przecież tam takie bzdury czasem wypisują, że aż strach się bać. Ja lubię poradniki, zwłaszcza te dotyczące zdrowia i odżywiania, tego typu książki, jak ta, którą tu przedstawiasz, nigdy mnie nie interesowały, bo cóż odkrywczego może być w takiej książce? Ale książka chyba się sprzedaje, podobnie jak poradnik perfekcyjnej pani domu, niani idealnej czy książki w stylu: jak zapanować nad chaosem we własnym życiu – choć tę ostatnią chętnie bym przeczytała ;) Pozdrawiam :)

    • Sama przeszłam przez etap Bravo Girl, potem ambitniejszej jak mi się wydawało Dziewczyny czy czegoś takiego, dalej nieco niegrzecznego Cosmo (och, ale była podnieta w liceum) – aż w pewnym momencie zorientowałam się że tam wszędzie są te same, powtarzane informacje, jedynie dopasowane do wieku odbiorcy i jego zasobów w portfelu. Ale musiałam trochę wydać na te gazetki, żeby dojść do tego wniosku;)

  • Nawet nie słyszałam o tej książce :D jakoś bycie damą mnie nie kręci :D wolę być nieogarniętą i nieelegancką sobą :D

    • ;) może i dla takich osób niedługo będą poradniki, aby to nieogarnięcie doprowadzić do perfekcji ;)

  • Ale ubaw :) Pierwsze słyszę o tej książce oraz o istnieniu nastolatek, które chcą byc damami…No chyba, że w myśl powiedzonka: "Bawimy się jak damy, jak nie damy to się nie bawimy" :P

  • Mnie jakoś nigdy nie ciągnęło do takich poradników, jak teraz czytam te wyrywki to chyba dobrze:)

  • Chyba jestem daleko, daleko w tyle bo jeszcze nie słyszałam o tej książce :( ale to może i dobrze.. :)

  • Nawet mi przez myśl nie przeszło by kupić tego typu książke ;)

  • Wydaje mi się, że coś słyszałam o tej książce. Ja za to, niejako też z polecenia Kasi Tusk, kupiłam inną książkę – Jackie czy Marilyn? Kiepsko idzie mi czytanie, chyba spodziewałam się czegoś innego.

    PS. Trafiłam do Ciebie dzięki wczorajszemu wpisowi Pauli z one little smile. Bardzo mi się tu podoba i zostaję na dłużej. Pozdrawiam Króliczku! ;)

  • Dziękuję za miłe słowa, no i witam na blogu :))

  • Wszelkie poradniki zupełnie nie trafiają w moje upodobania czytelnicze.
    Świadomie odpuszczam tego typu lektury.

  • Kasia Tusk promowała tę książkę? Kiedyś wpadłam na jej bloga i wśród pięknych zdjęć kosmetyków HR pojawiła się wzmianka o książce- biografii Heleny Rubenstein. I te urocze zdjęcia Kasi na kanapie wyglądającej w wersji "po domu" lepiej niż ja kiedykolwiek. No i kupiłam… męczę książkę od roku ponad i przeczytać nie mogę :/

  • Ja nie mam książki, ale mam z tej serii kalendarz i jest świetny :)

  • w takim razie nie rozumiem tych zachwytów nad nią. mam wrażenie, że jest mnóstwo takich pozycji. w każdym razie dzięki za streszczenie ; )

  • Podjadanie nie jest chic? pfff Autorka się nie zna i tyle.
    Ja to nawet nie chcę myśleć, co jest w książce Perfekcyjnej Pani Domu. Ale ja tam PPD nigdy nie będę – nie mam kasy na operacje i zatrudnienie sprzątaczki. Wolę hodować koty z kurzu. ;D

    • W książce Perfekcyjnej Pani Domu jest ładna okładka, wydrążone wnętrze, a w nim biała rękawiczka ;) Koty z kurzu – zawsze to jakieś domowe zwierzątko :))

    • Psa już mam, a koty też fajne. :) Ulala, wydawca zaszalał.

  • poradniki dla idiotów… nigdy tego nie rozumiałam. jedyny sens, jaki w tym widzę to ten, że ktoś naczyta się banałów i potraktuje to jako zachętę do działania. no wiesz, książka w roli osobistego trenera. innej odpowiedzi nie znajduję…

    • Miałam trochę poradników w życiu, ale tylko jeden spowodował u mnie zmiany.
      Przy reszcie kończyło się na przeczytaniu, konkluzji 'no, całkiem mądre' i wróceniu do starych przyzwyczajeń :)

  • Nika

    ten poradnik mnie kompletnie zawiódł.

  • Pierwszy raz widzę negatywną recenzję tej książki! Planowałam ją kupić zaraz po sesji, ale po przeczytaniu Twojego "streszczenia", a przede wszystkim tego fragmentu na zdjęciu, raczej sobie odpuszczę… "Poszukaj najlepszych kosmetyków na jakie Cię stać" – serio? Oo

  • Anonimowy

    Też przeglądałam tę książkę w księgarni, acz odstraszyły mnie jej rozmiary i ogromna czcionka. Po twojej recenzji widzę że niczego nie straciłam ;)
    Choć przy okazji chciałabym zauważyć, że takie minimalistyczne podejście może być czymś nowym dla mnóstwa dziewczyn- takich, które kupują dla samego kupowania. Ja sama miałam szafę wypchaną ciuchami, zagraconą kosmetykami komodę, zawalone biurko. I właśnie pewien poradnik skupiający się na minimaliźmie zmobilizował mnie to zmiany :)

  • Pingback: WTORLINKI #42 - ŚRODOWE - Króliczek Doświadczalny()

- BLOG I AUTOR -

Psychologia, świadomy lifestyle, a na dokładkę podróże... To znajdziesz na moim blogu. Chcesz zrozumieć siebie lepiej, odnaleźć się wśród ludzi - nie mogłeś lepiej trafić! A ja mam na imię Joanna - jeśli chcesz poznać mnie lepiej, kliknij tutaj.

- TU JESTEM -

           

- ARCHIWUM -