Są takie chwile, kiedy mamy ochotę zarzucić w cholerę prowadzenie bloga, dać sobie z tym spokój i zająć się hodowlą kóz gdzieś na stokach południowych Andów. Tam zwierzątka mają wystarczającą ilość zieleni, a pasterze – odpowiednią do ich potrzeb ilość naturalnej koki. Z pewnością żyje się im tam beztrosko i przyjemnie – bo z dala od tych typów internetowych trolli, którzy zostawiają komentarze w stylu tych poniżej…

#1 – Nie czytałem, ale muszę się wypowiedzieć!

O tych komentarzach wspominałyście już z niecierpliwością pod poprzednim wpisem. Jest to zmora chyba każdego blogera – czytelnik, który nie czytał, a jedynie zerknął na tytuł i obejrzał zdjęcia. Czasem ma szczęście utrafić ze swoim komentarzem w sens posta, ale dziwne historie zaczynają się wtedy, jeśli tytuł posta był przewrotny, a zdjęcie nie dotyczyło treści, tylko np. pełniło rolę ozdobnika, wspomnienia, itp. To prowadzi do akcji, kiedy pod postem, w którym ktoś wspomina o śmierci swojego zwierzaka i zamieszcza swoje zdjęcie z nim, pojawia się komentarz typu „słodki psiak, jak się wabi, też mam takiego”. Albo co gorsza: „ładną szminkę masz na tym zdjęciu”.
Takie sytuacje mają też swoje plusy – dzięki nim łatwo można wśród czytelników oddzielić ziarno od plew.

#2 – Przyznam, że jesteś super, ale teraz kliknij w banerek

 
Czyli interesowne komplementy. Niektórzy ograniczają się do kilku uniwersalnych, miłych słów, typu: masz świetny blog, bardzo ciekawy post (te są zazwyczaj z pomocą ctrl+c i ctrl+v powtarzane na kilkudziesięciu/kilkuset innych blogach). Inni – idą o krok dalej i nawet zadają sobie trud odniesienia się do treści posta. Zawsze jednak kończy się to w taki sam sposób – na końcu wypowiedzi pojawia się prośba: czy możesz kliknąć w baner choies/romwe/cokolwiek na moim blogu? czy możesz zamówić shiny/glossybox z mojego linka? czy możesz zagłosować na mnie w konkursie na Najlepsze Zdjęcie Z Kubkiem Starbucksa?

Już lecę! Twój bezinteresowny komentarz w 100% mnie do tego przekonał. Co więcej – nawet sama kupię ci tą chińską sukienkę, żebyś już nie musiała mnie prosić o kliki!

 

#3 – Hejka, założyłam nowy blogasek!

 

Sprawdzony sposób na autopromocję nowych blogerów, zwłaszcza tych 14-17 letnich i o IQ niewiele wyższym od wieku. Nieważne, że 3/4 osób kasuje ich wpisy, nieważne, że kolejne pięćset blogerów ma nad formularzem komentarzy słowa: nie zostawiaj adresu bloga, kasuję spam, itd. Grunt to budowanie własnej marki, idąc na ilość, nie jakość.

Niestety ciągle jeszcze okazuje się to w jakiś sposób skuteczne, zwłaszcza we własnych kręgach blogerek we wspomnianym wieku. Trochę obciach, jeśli działa i u starszych.W tej kategorii padają zwykle nieśmiertelne zwroty: obserwujemy? obs za obs? dodaję do obs, liczę na rewanżyk! A jeśli czyjeś IQ jest już dwa razy wyższe niż jego wiek, wtedy wykorzystuje on cały swój spryt budując komentarz w stylu: właśnie założyłam nowego bloga, czy mogłabyś wpaść i poradzić mi coś na temat wyglądu/stylu pisania/podpowiedzieć jak nawiązać współpracę (bo mam bloga od dwóch tygodni, a jeszcze nikt mi nie proponował!)?

 

#4 – Trzy słowa do ojca prowadzącego

 
Tak zwani minimaliści. W trzech, dwóch, a ci zaawansowani nawet w jednym, trafnym słowie podsumują Twój elaborat na pięć tysięcy znaków. Fajnie/ciekawy wpis/też tak sądzę – te zwroty nie umierają nigdy i będą żyły tak długo, jak będzie żyła blogosfera.

W sumie nie wiem czy to jest takie złe zjawisko, bo niektórzy blogerzy pod postami znajdują czasem te oryginalne trzy słowa do ojca prowadzącego

Edit: Żebyście źle nie zrozumiały – nie mam tu na myśli wszystkich krótkich komentarzy, wiele z nich jest z sensem. Ale tak jak powiedziałam – jedno słowo, które nie wiadomo czy odnieść do treści posta, całego bloga, czy osoby autora, pod wpisem przy którym ktoś się napracował, jest nie na miejscu. Lepiej sobie wtedy darować, albo w ramach uznania dla autora kliknąć like na fanpage’u.

 

#5 – Cokolwiek byś nie napisał, możesz liczyć, że czegoś się doczepię

 

Rzep, przyssawka, wampir energetyczny, na którego czosnek nie działa. Cokolwiek nie działoby się w poście, jak pozytywny by nie był, ten komentator znajdzie zawsze jakiś minus. A to paznokcie niedokładnie pomalowane, a to w prawym dolnym rogu zdjęcia znajduje się paproch wielkości dwóch pikseli. A jak już naprawdę wszystko jest wspaniałe i urocze, to zawsze znajdzie się przecinek postawiony w złym miejscu. Ciekawe jest, że niektóre osoby specjalizują się tylko i wyłącznie w takich komentarzach.

 

#6 – Bezcenne wypowiedzi księgowych i skarbników

 

Spróbuj zorganizować rozdanie, przynieść prezenty ze spotkania, nawiązać płatną współpracę albo kupić nieco droższy kosmetyk lub gadżet, zaraz znajdzie się szereg księgowych, którzy w trosce o twój portfel rozliczą cię z każdego wydanego/zarobionego grosza. Typowe manifesty księgowych i blogowych skarbników: sprzedałaś się | nigdy bym nie kupiła takiego drogiego gadżetu, pff | nie masz na co wydawać pieniędzy | o, nie chciało się wydać pieniędzy na rozdanie, to się daje prezenty ze spotkania | o, nachapałaś się darmowych giftów | o, znowu współpraca, ile ci zapłacili… i tak w koło macieju.

 

#7 – Marketing szeptany, czyli komentarz za złoty pięćdziesiąt

 

Nie wiem czy macie świadomość takiego zjawiska jak marketing szeptany. Jeśli nie, tłumaczę: firmy płacą ludziom za pisanie komentarzy o swoich produktach pod powiązanymi tematycznie artykułami, wątkami na forach, a ostatnio również – postami na blogach. Znam dobrze to zjawisko, bo… sama je współtworzyłam, w niechlubnych początkach mojej kariery copywritera.Jeśli więc zdarzyło się Wam, że pod postem w którym jedziecie po jakimś bublu, ktoś odbija wszystkie wasze argumenty, zachwalając dany kosmetyk i twierdząc, że pewnie używałyście go w zły sposób, a w ogóle to się nie znacie (formułując ten zarzut w mniej lub bardziej subtelny sposób), to wiedzcie, że pewnie dostał od ok. 1 do 5 zł za taki pojedynczy wpis. I, że zaraz pójdzie na inny blog/forum, żeby wyrobić dniówkę. Podobne źródło mają niektóre pozorne odpowiedzi na problemy blogerek, gdzie miesiąc po publikacji posta, nieznany nikomu wcześniej użytkownik poleca coś, co z pewnością go rozwiąże. Najczęściej rzucając przy tym odpowiednim linkiem.

Swój udział w tym wszystkim mają też angielskojęzyczne roboty spamujące, który pod losowymi postami zostawiają uniwersalne, nawet całkiem rozbudowane komentarze, kończące się linkiem. Niestety zauważyłam już u kilku blogerek, że dały się nabrać i rozpromienione odpowiadały ‚oh really? thank you very much’, nie wiedząc, że za autorstwem nie stoi nawet żadna żywa osoba.

 

#8 – Nadgorliwy obrońca ubogich i uciśnionych


Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Czyli czytelnicy, których dany post w żaden sposób nie dotyczy, wypowiadają się w obronie tych, którzy potencjalnie i prawdopodobnie mogliby się poczuć urażeni słowami blogera. Chociaż ci jeszcze nie zdążyli się odezwać. Może płaczą po kątach i nie śmią zrobić tego sami? A może wysłali tego komentującego jako adwokata?Grunt to dać się poznać jako osoba o (nadmiernie) wysoko rozwiniętej empatii.

 

#9 – Oddany obrońca jaśniepanującego, jedynego blogera

 
Na najbardziej znanych blogach szerzy się zjawisko hejterstwa – to wiemy wszyscy. Jednak im większa jest armia hejterów, tym prędzej zaczyna zbroić się grupa oddanych obrońców ukochanej blogerki/blogera. Która opieprza wszystkich od góry do dołu, nawet gdy ośmielą się słusznie zauważyć, że król jest nagi.

 

#10 – Komentarze głęboko-ironioodporne

 
Krótko mówiąc: osoby, które nie zrozumiałyby ironii, nawet gdyby przypieprzyła im w łeb z prędkością światła. To te same, które czytając, z uporem maniaka pomijają wszelkie apostrofy i najbardziej już dosłowne emotikonki, a metafora to dla nich coś jak kamfora – też szybko wyparowuje, nie pozostawiając śladu w ich nieskażonym poczuciem humoru umyśle.

 

 
Zanim ktoś zarzuci mi klasyczny ból dupy, uprzedzę, że odpowiednią maść już zakupiłam. A lista stworzona została na podstawie własnych doświadczeń, jak i uważnych obserwacji tego, co dzieje się pod postami na innych blogach. Możecie, a nawet powinnyście ją uzupełnić o własne spostrzeżenia. Po czym podawać ten link każdej osobie, która wkrótce zapyta Was: obserwujemy?

 

 

Klapsy na gołą pupę dla wszystkich wyżej opisanych. Źródło zdjęcia: thebettiepage.com